W książce “Królestwa wiary” Brian Catlos przedstawia nowe spojrzenie na kluczowy okres w historii Półwyspu Iberyjskiego oraz analizuje znaczenie islamu w kształtowaniu kultury europejskiej i śródziemnomorskiej.


Brian Catlos opierając się na latach własnych badań dokonuje syntezy historii politycznej i społecznej islamskiej Hiszpanii obejmującej lata 711–1614. W książce “Królestwa wiary” autor polemizuje z powszechnym postrzeganiem hiszpańskiej historii przez pryzmat wyidealizowanych koncepcji „convivencia” (pokojowe współistnienie) i „rekonkwista” (ponowne zdobycie ziem islamskich przez chrześcijańskich królów), uznając je za zbyt uproszczone i przedstawia argumenty na rzecz tezy, że rzeczywistość królestw islamskich i chrześcijańskich na Półwyspie była znacznie bardziej złożona.

Al-Andalus – tereny Półwyspu Iberyjskiego nazwane tak przez muzułmańskich zdobywców – pojawia się w debatach kulturowych i historycznych albo jako linia frontu pomiędzy islamem i chrześcijaństwem, zderzenie cywilizacji, miejsce krucjat, świętej wojny i rekonkwisty albo jako kraj tolerancji i koegzystencji wielu religii. Te odmienne interpretacje zjawisk historycznych regularnie pojawiają się współcześnie w dyskusjach dotyczących imigracji, tożsamości europejskiej, współpracy międzywyznaniowej i tolerancji religijnej. W opinii Briana Catlosa historia islamu w Hiszpanii z powodu przeinaczeń i wykorzystywania przez wieki do doraźnych celów politycznych obrosła skorupą legend i mitologii. Praca “Królestwa wiary” jest udaną próbą uporządkowania faktów i oddzielenia stronniczych interpretacji wykonywanych przez wieki na zlecenie władców i papieży, dzięki czemu daje wiarygodne podstawy do współczesnych dyskusji i sporów.

Podstawowy zarys dziejów Półwyspu Iberyjskiego jest ogólnie znany. W 711 roku siły muzułmańskie z Afryki Północnej pod dowództwem Tariqa ibn-Ziyada podbiły większą część terytorium dzisiejszej Hiszpanii, którymi w tym czasie rządzili chrześcijańscy Wizygotowie. Islamska Al-Andaluz osiągnęła szczyt rozwoju między 929 a 1031 rokiem, a Kordoba, siedziba nowego kalifatu, stała się jednym z najlepiej rozwiniętych miast ówczesnego świata. Na północy Półwyspu podbojom muzułmańskim zdołały oprzeć się nieliczne małe państewka rządzone przez chrześcijańskich królów, które z czasem, dzięki podbojom, sojuszom i wsparciu papiestwa, zwiększały swoją potęgę, a w XIII wieku przejęły dominującą rolę w Iberii. Wraz z krzepnięciem królestw chrześcijańskich kalifat stopniowo rozpadał się na małe królestwa i państwa-miasta (taifa), aż do upadku ostatniego muzułmańskiego państwa, Granady, w 1492 roku. Kolejne stulecie to dominacja chrześcijan i ostateczne wydalenie muzułmanów z Hiszpanii w latach 1609-1614.

Catlos stara się rozwiać mity i funkcjonujące do dziś stwierdzenia, że islamska Al-Andalus była miejscem oświeconej tolerancji religijnej lub że stała się areną „zderzenia cywilizacji”.

Catlos stara się rozwiać mity i funkcjonujące do dziś stwierdzenia, że islamska Al-Andalus była miejscem oświeconej tolerancji religijnej lub że stała się areną „zderzenia cywilizacji”. Catlos przywołuje liczne przykłady, z których wynika, że rzeczywistość była znacznie bardziej złożona i subtelna, że ​​tolerancja współistniała z brutalnością, honor ze zdradą i że ludzie i polityka często popadali ze skrajności w skrajność. Nie jest to oczywiście zaskakujące w sytuacji ścierania się idei, podziałów wewnętrznych, religijnych i etnicznych, zmiennych sojuszy, nietrwałości granic i żądzy władzy i bogactw, najlepiej zdobytych na pokonanym przeciwniku. I okazuje się – jak dowodzi Catlos – że podziały religijne nie były wcale najważniejsze. Wielokrotnie zdarzało się bowiem, że królowie chrześcijańscy sprzymierzali się z władcami muzułmańskimi przeciwko innym chrześcijanom i odwrotnie, na porządku dziennym były też małżeństwa mieszane. Chrześcijańscy najemnicy, jak na przykład słynny Rodrigo Díaz de Vivar, znany również jako El Cid, często znajdowali pracę tam, gdzie była możliwość (El Cid bronił muzułmańskiej Saragossy przed chrześcijańską Aragonią). Catlos pokazuje również, że społeczności Al-Andalus, niezależnie od wyznawanej religii doświadczały porównywalnej niestabilności, przemocy i obciążeń ustanawianych i egzekwowanych przez przywódców politycznych i religijnych, ale też sojuszy, przyjaźni, handlu i współpracy – ponad granicami religijnymi.

Praca Briana Catlosa to ważna książka, rzucająca nowe światło na spory o naturę religii i kultury, współistnienie etnicznie zróżnicowanych społeczności, a także ideologię krucjaty i dżihadu, które stały się ważnymi narzędziami retorycznymi zarówno dla władców chrześcijańskich jak i muzułmańskich w celu usprawiedliwienia ich rządów i wojen. Wnioski z książki “Królestwa wiary” mogą stanowić przyczynek do dyskusji w wieloreligijnych społeczeństwach europejskich o ryzyku związanym z przedstawianiem różnic religijnych jako konfliktu cywilizacyjnego, albowiem może on łatwo przerodzić się w wojnę. Nikodem Maraszkiewicz

Brian Catlos, Królestwa wiary, Przekład: Andrzej Jankowski, Dom Wydawniczy Rebis, Premiera: 12 listopada 2019
 

konkurs

 

Brian Catlos
Królestwa wiary
Przekład: Andrzej Jankowski
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 12 listopada 2019
 
 

4
Nowy emirat

Jeden z wielu arabskich zwyczajów przeniesionych do islamskiego prawa dotyczył dziedziczenia. Zgodnie z nim każdy syn był uprawniony do równego udziału w majątku po ojcu, natomiast córki otrzymywały po połowie udziału. Jeśli chodzi o przywództwo w rodzinie, przechodziło ono na dowolną osobę starszą (równie często na brata, jak na syna), która zdaniem ojca najbardziej się do tego nadawała i którą skłonny był zaakceptować szerszy krąg członków rodu i jego klientów. A zatem dziedziczny kalifat był nowością, która kłóciła się z arabską tradycją. Z powodu powszechnie praktykowanego wielożeństwa i nieograniczonego konkubinatu członkowie muzułmańskiej elity mogli się doczekać wielu potencjalnych potomków i dzięki temu uniknąć politycznych kryzysów, do jakich tak często dochodziło w świecie chrześcijańskim, gdy władcy nie udało się spłodzić syna, który w chwili śmierci ojca byłby na tyle dojrzały, by objąć po nim rządy.
Jednak ponieważ pewna liczba potencjalnych następców była nieuchronnie odsunięta na bok, zawsze istniało ryzyko walki o władzę, w której różne ugrupowania wewnątrz elity mogły zachęcić jednego z usuniętych na margines członków rodziny do buntu. W najlepszej sytuacji dziedzic mógł zostać wybrany zawczasu i dzięki temu zacieśnić przed momentem sukcesji więzi z klientelą. Następnie, po przyjęciu tytułu, nowy władca mógł być przedstawiony potężnym stronnictwom w państwie, od których oczekiwano, że go publicznie uznają i przysięgną mu wierność w akcie aklamacji i zgody zwanym baja.
Abd ar-Rahman faworyzował swego drugiego syna, Hiszama. Cieszący się reputacją pobożnego, trzeźwo myślącego i zdolnego Hiszam objął tron w roku 788, gdy miał trzydzieści lat, duże doświadczenie i poparcie elity religijnej. Jednak od razu przeciwstawił mu się starszy brat, Sulejman, który rządził w Toledo, i szybko przeciągnął na swoją stronę drugiego brata, Abd Allaha. Sulejman był zaprawionym w bojach wojownikiem i cieszył się poparciem wiernych mu oddziałów syryjskich, ale gdy stracił Toledo na rzecz Hiszama i nie przejął ponownie inicjatywy, obaj zbuntowani bracia po otrzymaniu sowitej wypłaty zgodzili się udać na trwałe wygnanie do Maghrebu. Nie było to jedyne wyzwanie, jakiemu musiał sprostać Hiszam.
Po ogłoszeniu w latach 788/789 przez namiestnika Husajna Ibn Jahję niepodległości w Saragossie i na północy trwały zamieszki, a dwa lata po pokonaniu Husajna miasto zajął watażka berberskiego pochodzenia. W tych wypadkach Umajjadom przyszli z pomocą dwaj rdzenni możni: Musa Ibn Fortun Ibn Kasi („Musa, syn Fortunata, syna Kasjusza”) i Amrus (Ambroży) Ibn Jusuf, członek innej linii lokalnych muwalladów (nawróconych autochtonów). Było to odzwierciedleniem ogromnych zmian w elicie muzułmańskiej Hiszpanii – wiele starych arabskich rodów traciło znaczenie i zastępowały je rody wizygockie i hiszpańsko-rzymskie, które przetrwały i przechodziły teraz na islam.
Jeśli nie liczyć tych epizodów, panowanie Hiszama było dość stabilne, co dawało mu możliwość umacniania swej pozycji w kraju i potwierdzenia siły emiratu wobec sąsiadów z północy. W polityce wewnętrznej Hiszam kontynuował projekty zainicjowane przez ojca – dokończył budowę meczetu w Kordobie i wprowadził udogodnienia w mieście, włącznie z naprawą wielkiego mostu z czasów rzymskich, który w poprzednich stuleciach częściowo się zawalił. W sprawowaniu rządów bardzo polegał na klientach rodu Umajjadów i umocnił malikicką szkołę ulemów w strukturze władzy emiratu. Odpłacali mu się za to z wdzięcznością. Mówiono, że sam Malik Ibn Anas chwalił Hiszama i stawiał go za wzór pobożności i sprawiedliwości.
Wychwalano też jego zwrócenie się przeciw królestwom niewiernych. W poprzednich dziesięcioleciach chrześcijańskie mocarstwa wykorzystały słabość emiratu, wypędziły bezbronnych muzułmańskich zarządców i przejęły niektóre tereny. W Asturii w 739 roku zięć Pelagiusza wstąpił na tron jako Alfons I. Po podporządkowaniu sobie chrześcijańskich sąsiadów zaczął wkraczać na terytoria leżące na północ od rzeki Duero. Do boju ruszyli też Frankowie, przedstawiając się niezadowolonym społecznościom i zbuntowanym muzułmańskim namiestnikom prowincji leżących wzdłuż całego łańcucha Pirenejów jako sojusznicy. W odpowiedzi dowódcy wojsk Hiszama przeprowadzili szereg najazdów, m.in. w roku 793 spektakularny wypad na Narbonę i Carcassonne, gdzie wzięli tak wielu jeńców i zgarnęli tyle łupów, że obłowiła się zarówno armia, jak i ludność cywilna, a starczyło ich jeszcze na zapłatę za prace przy budowie Wielkiego Meczetu w Kordobie. Do prowadzenia takich kampanii skłaniała raczej perspektywa grabieży niż obowiązek religijny i choć Umajjadzi i Frankowie odrywali sobie wzajemnie kawałki terytoriów, zaczęli też nawiązywać ożywione kontakty dyplomatyczne. Jednym z owoców tego ocieplenia był syn Hiszama, Al-Hakam, którego urodziła emirowi żona o imieniu Zuchruf („złota ozdoba”), Frankijka, możliwe, że wysoko urodzona, ofi arowana mu w prezencie przez Karola Wielkiego z okazji rozejmu, który frankijski król podpisał z Abd ar-Rahmanem.
Hiszam zmarł w 796 roku, po niespełna ośmiu latach zasiadania na tronie, ale zawczasu zadbał o szybką sukcesję po sobie. Uwięziwszy starszego syna, Abd al-Malika, mianował swoim następcą dwudziestosześcioletniego Al-Hakama. W przeciwieństwie do ojca Al-Hakam przypominał arabski ideał dzielnego mężczyzny z epoki przedislamskiej. Wysoki, szczupły i śniady, był imponującą fizycznie postacią i osobiście prowadził swych żołnierzy do walki. Lubił wino w dużych ilościach i kobiety, rozwijał swoje talenty jako poeta i orator, promował naukę i wysoką kulturę.
Szczwany i przebiegły, nie wahał się wybuchnąć gwałtowną furią, by zastraszyć poddanych, wykonywał wyrachowane posunięcia i – zdecydowany umocnić państwo – nie cofał się przed niczym. To jednak nie zjednało mu religijnej elity, która wolała bliską ascetyzmowi pobożność jego ojca.
Pierwsza próba dla Al-Hakama nadeszła z chwilą, gdy jego stryjowie, Sulejman i Abd Allah, wrócili z wygnania z zamiarem obalenia go. Po czteroletnich zmaganiach Sulejman został pojmany podczas potyczki z siłami Al-Hakama, przekazany emirowi i stracony. Jego zatkniętą na pice głowę obnoszono po ulicach Kordoby, nim jego zwłoki zostały pochowane obok szczątków ojca, Abd ar-Rahmana I, w mauzoleum władców. Mógł być zdrajcą, ale był przecież Umajjadem. Lepiej powiodło się jego młodszemu bratu, Abd Allahowi. Kiedy nie udało mu się zdobyć poparcia w Walencji i Saragossie, pojechał wraz z synami na dwór Karola Wielkiego w Akwizgranie, by zaproponować mu sojusz. Chociaż i z tego nic nie wyszło, pogodził się z bratankiem, który dał mu zarząd nad Walencją i wschodnim wybrzeżem Al-Andalus i wolną rękę we władaniu tymi obszarami oraz bogate uposażenie, pod warunkiem że nie opuści on tego terytorium. Dla przypieczętowania ugody Al-Hakam wydał dwie ze swoich sióstr za synów stryja, łagodząc tym samym rodzinny spór zgodnie z arabską tradycją. Jeden z nich, Ubajd Allah, został potem wiernym mu dowódcą.
Tymczasem w prowincjach pojawiły się kolejne kłopoty. W 796 roku ludność Toledo, składająca się w większości z autochtonów, którzy przeszli na islam i nie darzyli obcych zbytnią sympatią, była wiecznie niezadowolona i ciągle narzekała na upadek swojego miasta, więc wygnała jego zarządcę, wyniosłego Bahlula Ibn Marzuka. Ten potomek baskijskich konwertytów skierował się wówczas do Saragossy i dalej, na północne kresy Al-Andalus. Tam ogłosił niepodległość i wszczął wojnę z wiernymi Umajjadom miejscowymi Arabami Banu Salama i rdzennymi mieszkańcami tych terenów, Banu Kasi. Al-Hakam, zajęty zmaganiami ze stryjami, wezwał swego lojalnego muwallada Amrusa Ibn Jusufa, który dzięki szybkiej i zdecydowanej akcji militarnej przywrócił porządek i ufortyfikował kluczowe punkty na tym terytorium, by zapobiec przyszłym niepokojom.
Postanowiwszy raz na zawsze uporać się z ludnością Toledo, Al-Hakam ponownie zwrócił się do Amrusa. To tam, jak twierdzą kronikarze, emir miał się wykazać tak bezwzględnym wyrachowaniem jak nigdy dotąd. Jak głosi ta opowieść, Amrus przybył do Toledo w roku 797 i zebrawszy miejskich notabli, poinformował ich, że również on, rodowity mieszkaniec tych ziem, nienawidzi emira. Zdobywszy w ten sposób ich zaufanie, oznajmił, że wyda ucztę z okazji przyjazdu do miasta czternastoletniego następcy tronu, Abd ar-Rahmana. Mody emir przybył wyznaczonego dnia, wyprawiono ucztę, a notablom zgromadzonym pod pałacem zarządcy powiedziano, by wchodzili do środka małymi grupami. Była to pułapka.
Po wejściu do pałacu każdą grupkę prowadzono wąskim korytarzem do miejsca, gdzie czyhali oprawcy, którzy w obecności następcy tronu ścinali im głowy, po czym bezceremonialnie wrzucali ich ciała do fosy. Wedle opowieści, gdy siedmiuset czołowych obywateli miasta, nieświadomych tego, co się dzieje, szło na śmierć, wrzaski mordowanych zagłuszały dźwięki granej przez orkiestrę muzyki. Chociaż opowieść o „dniu fosy” jest na pewno fikcją (masakra na uczcie jest popularnym tropem literackim), dobrze opisuje determinację emira, by terrorem zmusić lokalną elitę do posłuszeństwa. Po pacyfikacji Toledo Amrusa wysłano w roku 806 z powrotem do Marchii Górnej, gdzie lojalni dotąd wobec emira Banu Kasi powstali przeciw niemu w sojuszu z władcami sąsiednich Pampeluny, Álavy i Cerdanyi.

 

Niezadowolenie budziło się także bliżej domu, a spowodowane było ogólnym sprzeciwem mieszkańców miast wobec centralistycznej polityki emira. W roku 800 grupa głównych urzędników i prawników Kordoby udała się w sekrecie do Muhammada Ibn Kasima, kuzyna Al-Hakama, i zaproponowała mu, że obwoła go emirem. Ale Muhammad był wierny Al-Hakamowi i zdradził konspiratorów, z których siedemdziesięciu dwóch, mimo że wielu z nich piastowało wysokie stanowiska i cieszyło się prestiżem, zostało pojmanych i skazanych na śmierć przez ukrzyżowanie. Ich krzyże stały wzdłuż brzegów Gwadalkiwiru jako nieme ostrzeżenie dla niedoszłych spiskowców. Al-Hakam nie okazał ani krzty litości; wśród schwytanych ulemów, ofiar jego odwetu, był Jahja Ibn Mudar, czcigodny duchowny, który studiował prawo pod kierunkiem samego Malika Ibn Anasa.
Ten akt zemsty niezbyt uspokoił nastroje ludności, więc Al-Hakam, obawiając się kolejnego spisku, wzmocnił fortyfi kacje miejskie i kazał zabić swych stryjów, Maslamę i Umajję, którzy od czasu panowania Hiszama przebywali w więzieniu. Zmienił też skład swojej gwardii przybocznej, rekrutując do niej frankijskich wojowników, w tym jeńców pojmanych w 793 roku podczas najazdu na Narbonę, oraz najemników z chrześcijańskiej Północy. Zwani al-churs, czyli „milczący”, ponieważ nie mówili po arabsku, ci obcy chrześcijanie byli znienawidzeni przez społeczność muzułmańską, a zatem Al-Hakam mógł być pewien ich absolutnej lojalności.
To tylko jeden z przykładów ogólnej strategii emira, polegającej na awansowaniu możnych członków rdzennej ludności podbitych terytoriów – czy to muwalladów, czy chrześcijan – w jego administracji. Jednym z jego najbardziej zaufanych urzędników był Rabi Ibn Teodolfo, chrześcijanin wizygockiego pochodzenia, który służył jako zwierzchnik chrześcijańskich poddanych emira, szef gwardii palatyna i dowódca oddziałów najemników. Obdarowany własnym pałacem i urzędnikami, stał się dla ludności chrześcijańskiej nieodłącznym cieniem emira. W ciągu kolejnych lat jego wpływy rosły, a ostentacja, z jaką się nosił ten zimmi, raziła wrażliwość ulemów. Gdy rozszerzono zakres jego obowiązków, tak że objęły również muzułmańską ludność stolicy, stał się obiektem ogólnego niezadowolenia, zwłaszcza z powodu podatków, albowiem dla finansowania swych operacji militarnych emir narzucił jej nowe daniny. Potępiano to jako postępowanie sprzeczne z zasadami islamu, gdyż zgodnie z Koranem muzułmanie mieli płacić tylko dwa rodzaje podatków: uszr, czyli dziesiątą część dochodów, i sadakę, obowiązkową jałmużnę na rzecz ubogich. Duchowieństwo szczególnie oburzało tolerowanie przez emira publicznego zgorszenia, zwłaszcza sprzedaży wina, na co zezwalał w celu zwiększenia dochodów. W następnych latach w Kordobie wrzało, gdy Al-Hakam, który często wyruszał, by tłumić inne lokalne bunty, zostawiał stolicę w rękach nadętych pełnomocników i znienawidzonej gwardii pałacowej.
Przełomowym punktem stało się zabicie wiosną 818 roku mieszkańca miasta przez członka straży pałacowej i nieczuła, a nawet gniewna reakcja emira na protesty, które wywołało to wydarzenie. Wybuchło powstanie. Jego epicentrum znajdowało się w dzielnicy Szakunda (z łacińskiej „secundy”), leżącej na południowym brzegu Gwadalkiwiru. Zamieszkana głównie przez świeżych konwertytów, robotników i rzemieślników, była żyzną glebą dla agitacji religijnej. Za zachętą grającego pierwsze skrzypce fakiha ogłoszono najpierw powszechny strajk, ale w końcu mieszkańcy chwycili za broń i ruszyli przez rzymski most do szturmu na miasto. Katastrofie zapobiegła tylko szybka akcja kuzyna Al-Hakama, Ubajda Allaha Ibn Abd Allaha, który wyprowadził oddziały boczną bramą i zaskoczył powstańców od tyłu. Gdy Al-Hakam wydał Szakundę na łup swoich wojaków, przysięgając, że zaorze to przedmieście i posieje tam pszenicę, przez trzy dni trwała rzeź. Plądrowano domy, kobiety brano do niewoli, a chłopców kastrowano. Czwartego dnia emir rozkazał wstrzymać dalsze działania odwetowe i ogłosił werdykt: trzystu prowodyrów buntu miało zostać publicznie ukrzyżowanych, a całej pozostałej populacji Szakundy – tysiącom muzułmanów, a także chrześcijan i żydów – dał cztery dni na opuszczenie Al-Andalus. Niektórzy udali się do Fezu, gdzie przyjął ich jego władca, emir Idris II, a inni dotarli aż do Egiptu. Jedna grupa uchodźców podbiła bizantyjską Kretę i ustanowiła tam niepodległy emirat.
Pozostałe lata Al-Hakama były spokojniejsze – starał się odzyskać reputację wśród ulemów i zwykłych ludzi. Sprytnie przebaczył głównym fakihom, którzy brali udział w powstaniu, i w geście dobrej woli pozwolił namaszczonemu przez siebie następcy, Abd ar-Rahmanowi, wytoczyć proces swemu chrześcijańskiemu zausznikowi, Rabiemu Ibn Teodolfo, który odegrał jedną z głównych ról w stłumieniu rewolty. Ponieważ emir już niedomagał, jego syn postanowił wykorzystać szansę i pozbyć się bogatego i znienawidzonego dworaka, a przy okazji zapoczątkować nową epokę współpracy z elitą religijną. Tak więc kilka dni przed śmiercią Al-Hakama potężny niegdyś chrześcijański notabl został, ku wielkiemu zadowoleniu ludności, publicznie ukrzyżowany. Słynny kordobański poeta, Ibn asz-Szamir, opisał egzekucję tego „niewiernego, który umocnił swój własny lud i sprowadził przez to na siebie zemstę Boga” wierszem, opiewając śmierć, która „napełniła ludzi radością”, i wychwalając nowego emira jako szczodrego, wspaniałego i oddanego Bogu6. Nie było w tym ani trochę przesady – objęcie tronu przez Abd ar-Rahmana II zwiastowało nadejście nowej ery w historii islamskiej Hiszpanii.

 
Wesprzyj nas