Robin Waterfield przywraca do życia barwne osobowości tych burzliwych czasów, prezentując również nowe trendy w filozofii i sztuce, które zapowiadały epokę hellenistyczną i potęgę Rzymu.


Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra WielkiegoW niespełna dziesięć lat Aleksander Wielki zbudował jedno z największych imperiów w dziejach świata.

Po niespodziewanej śmierci wielkiego zdobywcy w 323 roku p.n.e. nastało pół wieku zdrad, zmiennych sojuszy, rzezi i morderstw, gdy jego spadkobiercy, diadochowie, rozdzielali między siebie ogromne zdobycze Macedończyka; reperkusje tych burzliwych wydarzeń odczuwalne są do dziś w państwach bałkańskich i nie tylko tam.

W tej ze swadą pisanej opowieści genialnie splatają się ze sobą polityka, wojna i kultura.

***

Oparta na wynikach najnowszych badań i gruntownie udokumentowana […], umiejętnie rozmieszczone przerywniki podsumowujące hellenistyczne osiągnięcia w dziedzinie życia społecznego, literatury, sztuki, gospodarki, filozofii, religii.
Peter Green, „Wall Street Journal”

Znakomite wprowadzenie […]. Oddaje dramatyzm okresu po śmierci Aleksandra z pasją powieściopisarza.
„Military Times”

Jeśli w ogóle możliwe jest zrozumienie wczesnej epoki hellenistycznej dzięki jednej książce, to prawdopodobnie dzięki tej właśnie.
Janice Gabbert, „Choice”

Nieliczne okresy dziejów były bogatsze w wydarzenia niż epoka diadochów […]. Robin Waterfield przywraca do życia barwne osobowości tych burzliwych czasów, prezentując również nowe trendy w filozofii i sztuce, które zapowiadały epokę hellenistyczną i potęgę Rzymu.
Lawrence Tritle, autor A New History of the Peloponnesian War

Błyskotliwa narracja Robina Waterfielda w pełni oddaje wszystkie aspekty tego niezwykłego półwiecza.
Paul Cartledge, autor Aleksandra Wielkiego oraz Spartan

Porywająca, dramatyczna opowieść.
Tom Holland, autor Perskiego ognia

Robin Waterfield, tłumacz wielu klasycznych dzieł m.in. Platona, Arystotelesa, Herodota, Ksenofonta, Polibiusza i Plutarcha, jest również autorem książek Why Socrates Died: Dispelling the Myths, Xenophon’s Retreat: Greece, Persia and the End of the Golden Age oraz Athens: A History – From Ancient Ideal to A Modern City. Mieszka na małej plantacji oliwek na południowym krańcu Grecji.

Robin Waterfield
Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego
Przekład: Norbert Radomski
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 10 października 2019
 
 

Dzielenie łupów. Wojna o imperium Aleksandra Wielkiego

Przedmowa

Książka ta opowiada o jednej z wielkich zapomnianych wojen w dziejach. Minęło mniej więcej czterdzieści lat od śmierci Aleksandra Wielkiego, nim jego spadkobiercy (gr. diadochoi, czyli następcy) uporali się z rozdzieleniem między siebie jego rozległego imperium. Owe lata, 323–281 p.n.e., obfitowały w przygody, intrygi, namiętności, morderstwa, małżeństwa dynastyczne, zdrady, zrywane sojusze i krwawe bitwy. A podczas gdy mężczyźni walczyli w polu, kobiety w pałacach, pawilonach i więziennych celach knuły intrygi; był to pierwszy okres zachodniej historii, w którym uprzywilejowane kobiety, zwłaszcza z królewskich rodów, zaczęły odgrywać doniosłą rolę polityczną – i tak już będzie przez całe dzieje rzymskich, bizantyńskich i europejskich imperiów.
Okres, którym się zajmuję, ma naturalny punkt początkowy – zgon Aleksandra w czerwcu 323 roku – i równie naturalny koniec. Rok 281 przyniósł gwałtowną śmierć ostatnich dwóch bezpośrednich następców Aleksandra, ludzi, którzy znali go i uczestniczyli w jego wyprawie. Następne pokolenie – epigoni, jak nazwał ich w zaginionym dziele Nimfis, historyk z II wieku p.n.e. – mogli być równie ambitni jak ich ojcowie, ale świat uległ zmianie. Nierealistyczne już było dążenie do przejęcia całego imperium Aleksandra; ich głównym celem było raczej utrzymanie swych rdzennych terytoriów – Macedonii w wypadku Antygonidów, Azji w wypadku Seleukidów i Wielkiego Egiptu w wypadku Ptolemeuszy. Oczywiście oni sami oraz ich potomkowie regularnie usiłowali uszczknąć coś z ziem sąsiada, ale żaden z nich nie aspirował już realistycznie do rządów nad całym znanym światem. Epoka diadochów, czterdzieści lat niemal nieprzerwanych wojen o panowanie nad światem, nieodwołalnie należała do przeszłości.
W swoim czasie imiona diadochów były powszechnie znane, gdyż to w ich rękach spoczywały losy świata. Jeśli na przestrzeni wieków ich sława przygasła, jest to wynikiem przypadku historycznego (utraty niemal wszystkich źródeł dla tego okresu) i naszej nieprzemijającej fascynacji osobą Aleksandra Wielkiego, w którego cieniu stali. Głównym celem, jaki stawiam sobie w tej książce, jest wskrzesić pamięć o jego następcach. Samo przedstawienie biegu zdarzeń wystarcza, by dowieść, że wczesna epoka hellenistyczna nie była czasem zastoju po podbojach Aleksandra, a już na pewno nie był to okres upadku i rozkładu. W rzeczywistości Macedończyk zostawił po sobie bałagan; nie zapewnił następstwa tronu, nie wprowadził administracji odpowiedniej dla tak ogromnego państwa i pozostawił wielkie niepodporządkowane obszary zarówno na granicach, jak i wewnątrz swojego „imperium”. Dokładna i rzetelna mapa podbojów Aleksandra pokazałaby, że przeszedł on przez Azję i z powrotem, wycinając w niej wąski pas, reszta zaś była w zasadzie nietknięta. Tak więc diadochowie bynajmniej nie roztrwonili jego zdobyczy, lecz skonsolidowali je. Ich równe ambicje oznaczały jednak, że konsolidacja nieuchronnie doprowadzi do rozpadu imperium i utworzenia mniejszych państw.
Pokaźną część tej książki stanowi kronika działań zbrojnych, przerywana jednak dygresjami na temat kultury. Zdumiewające, lecz ten okres brutalnych wojen cechowały także olśniewające dokonania kulturowe, zwłaszcza w dziedzinie sztuki, literatury i filozofii. Energia wyzwolona przez podbój świata nie została w całości spożytkowana na polach bitew, a kultura, którą nieśli ze sobą następcy Aleksandra, rozkwitała, zwłaszcza dzięki królewskiemu patronatowi. Diadochowie byli wojownikami, ale nie prostakami. Sam Aleksander podobno sypiał z Iliadą Homera – i sztyletem – pod poduszką1. Bez skonsolidowania jego zdobyczy przez diadochów rozprzestrzenienie kultury byłoby niemożliwe; nie ma cywilizacji bez struktury.
Oprócz opisów wojen książka ta nakreśla także ich wpływ kulturowy. Z bitewnego chaosu i zgiełku wyłaniał się nowy świat – z wyraźnie rozgraniczonymi terytoriami; każdym władał inny król, miały jednak wspólną kulturę. To właśnie upoważnia nas do mówienia ogólnie o „greckim Wschodzie”, przeciwstawianym „rzymskiemu Zachodowi”, i to diadochowie zapoczątkowali przełomową konfrontację między tymi dwoma potężnymi blokami. Wynikiem była dominacja Rzymu nad całym greckim światem. Przejęcie uwieńczyła w 30 roku p.n.e. aneksja Egiptu i datę tę uznaje się powszechnie za kres tego, co uczeni nazywają epoką hellenistyczną – okresu rozpoczynającego się od śmierci Aleksandra, w którym krzewiona przez diadochów kultura grecka rozprzestrzeniła się od wybrzeży Morza Śródziemnego po dzisiejszy Afganistan.
Moim głównym zamiarem było napisanie rzetelnej i łatwej w odbiorze książki – ukazanie w zrozumiały sposób niezwykle pogmatwanego okresu dziejów. Ogólny zarys tej historii sugerują tytuł i podtytuł. Widzimy wyłanianie się, z jednego imperium Aleksandra, wielopaństwowego ładu politycznego i kształtującej się równowagi sił. W takim czy innym momencie każdy z następców próbował pójść w ślady zmarłego wodza i podbić całość imperium, żadnemu z nich jednak się to nie udało. Obserwujemy coś, co zawodowi historycy określiliby jako prawidło dziejowe: sąsiadujące mocarstwa o imperialistycznych ambicjach nieuchronnie wchodzą ze sobą w konflikt, co zmusza je do ograniczenia tych ambicji. Na początku naszego czterdziestoletniego okresu imperializm był realną możliwością, pod koniec jednak już nie. Działanie tego prawidła jest wątkiem, który przewija się przez całą książkę.
Jeśli imperium oznacza polityczną, gospodarczą i militarną dominację odrębnej klasy rządzącej nad różnorodnymi ludami, z całością administrowaną z odległego geograficznie centrum, to Seleukos wygrał je właśnie (pokaźne fragmenty dawnego perskiego imperium Achemenidów), Ptolemajos również (Wielki Egipt, jak nazywam to od czasu do czasu w tej książce), Antygonidzi zaś wygrali królestwo, a także hegemonię (zdolność egzekwowania posłuszeństwa na podstawie faktycznej lub domniemanej groźby użycia siły zbrojnej) nad znaczną częścią Grecji. Nieliczni zatem spośród mniej więcej piętnastu diadochów zdołali trwale zaspokoić swoje ambicje. Wspomniane prawidło dziejowe przejawia się na rozmaite sposoby. Imperium można zdobyć lub utracić dzięki ostrożności, szczęściu, zdradzie, geniuszowi wojskowemu, megalomanii. Czterdziestolecie diadochów wystawiło wszystkie te dramaty.
Imperia istniały na świecie już wcześniej. Dla sąsiadujących z nim Greków największe znaczenie miało perskie imperium Achemenidów (550–330 p.n.e.); jego poprzednikiem, na znacznie mniejszą skalę, było imperium nowoasyryjskie (934–610 p.n.e.), to zaś poprzedzały imperia hetyckie (1430–ok. 1200 p.n.e.) oraz akadyjskie (koniec trzeciego tysiąclecia p.n.e.). Dalej na wschód coś, co dałoby się określić mianem imperium, istniało być może w północnych Chinach za panowania dynastii Shang i Zhou (1766–1045 p.n.e.; 1045–256 p.n.e.), aczkolwiek świadectwa są niejednoznaczne. Jednak następcy Aleksandra stworzyli pierwsze imperia, których władcy i dominująca kultura były europejskie; tak zwane imperia ateńskie z V i IV wieku nie były prawdziwymi imperiami, przede wszystkim dlatego, że poddani i rządzący mieli to samo pochodzenie etniczne2.
Oczywiście sam Aleksander był zdobywcą, w którego imperialistyczne ślady szli diadochowie, ale jego dominium po raptem dziesięciu latach kres położyła śmierć Macedończyka, a poza tym niezbyt zasługiwało ono na tę nazwę z powodu, który już podałem: Zdobywca był zbyt zajęty podbojami, by poświęcić więcej uwagi utrwalaniu swych rządów. To diadochowie stworzyli pierwsze stabilne imperia o europejskim kolorycie. Był to naprawdę znaczący okres dziejów; jest pomijany milczeniem jedynie z powodu trudności w jego odtworzeniu. Historycy imperializmu po prostu przeskakują od Aleksandra do Rzymu; zamierzam naprawić ten błąd.
Aby uczynić tę książkę jak najbardziej przystępną, postanowiłem skupić się na jednostkach; przy chronologicznym toku narracji większość rozdziałów koncentruje się na przygodach jednego lub dwóch protagonistów. Niektórym czytelnikom podejście to może wydać się staromodne. Akcentując w ten sposób rolę jednostek, czyż nie naśladuję uprzedzeń starożytnych autorów i nie piszę historii „wielkich ludzi”? Motorem dziejów, jak się twierdzi, są nie tyle jednostki, ile ekonomiczne, technologiczne i inne, bardziej abstrakcyjne imperatywy. To nie jednostki kształtują społeczeństwo, lecz odwrotnie. Jest w tym sporo prawdy i starałem się ukazać przynajmniej niektóre ekonomiczne aspekty wojen diadochów. Z drugiej strony jednak trzeba pamiętać, że ci ludzie byli władcami absolutnymi – ów twardy fakt wielu krytyków historii „wielkich ludzi” często ignoruje. Osobowości i pragnienia diadochów naprawdę zmieniały bieg dziejów.
Gdy tylko Aleksander zmarł, jego imperium zaczęło się rozpadać; to on, a nie siły ekonomiczne, zapewniał mu spójność. Gdyby Antygon nie zapragnął naśladować Aleksandra, gdyby Demetrios Oblężyciel Miast nie popadł pod koniec życia w megalomanię, gdyby Seleukos nie odważył się ruszyć z garstką sił, by odzyskać Babilon… można mnożyć setki takich „gdyby”, z których każde dowodzi, że osobiste ambicje i namiętności diadochów mogły decydować i faktycznie decydowały o biegu zdarzeń. Historii nie tworzą tylko wielcy ludzie, to prawda, ale nie jest ona też wyłącznie wynikiem kalkulacji zysków i strat. Często pewną rolę odgrywają bardziej irracjonalne i mniej przewidywalne czynniki (co satyrycznie przedstawia Paragraf 22 Josepha Hellera) i z pewnością odgrywały ją we wczesnym okresie hellenistycznym. Jak zobaczymy, sama ideologia wczesnohellenistycznej władzy królewskiej sprzyjała indywidualnym ambicjom. Nie widzę więc powodu do wstydu, że postanowiłem się skupić na jednostkach. Stwierdzenie, że „historia każdego kraju bierze początek w sercu mężczyzny lub kobiety”3, może być prawdziwe lub nie, jednak zaskakująco duża część historii wielu krajów, od Grecji po Afganistan, wzięła początek w sercach i umysłach następców Aleksandra Wielkiego. Ich losy zasługują na lepsze poznanie1.

1 Zakreśliwszy ramy czasowe książki, autor w toku narracji nie używa już skrótu p.n.e., zaznacza jedynie, jeśli data dotyczy naszej ery (przyp. red.).

1
SPUŚCIZNA ALEKSANDRA WIELKIEGO

Nowina lotem błyskawicy obiegła Babilon i obozy wojskowe wokół miasta: „Król umarł!”. Konsternacja mieszała się z lękiem, a niektórzy przypominali sobie, jak sama pogłoska o jego śmierci, dwa lata wcześniej w Indiach, omal nie doprowadziła do buntu macedońskich oddziałów. Żołnierze obawiali się o swoją przyszłość i byli daleko od domu; teraz ich sytuacja niewiele różniła się od tamtej. Czy król zainscenizuje jeszcze jeden cudowny powrót do zdrowia, by scementować lojalność swoich wojsk i wzmocnić swoją aurę boskości? Czy też plotka jest prawdziwa i należy się spodziewać rozlewu krwi?
Zaledwie dwa dni wcześniej tłum jego weteranów uparł się, że musi zobaczyć go na własne oczy. Dręczyło ich podejrzenie, że ich król, po przeszło tygodniu choroby, już nie żyje, dwór zaś z jakichś zawiłych powodów ukrywa ten fakt. Nie licząc pogłosek, słyszeli jedynie suche komunikaty wydawane przez sztab Aleksandra, z któktórych wynikało, że król jest chory, ale żyje. Wiedząc, że jest w pałacu, niemal siłą przedarli się przez kordon jego straży przybocznej. Pozwolono im przejść rzędem przed spowitym w całun łożem, z którego słabo machała do nich blada postać4. Tym razem jednak nie było żadnych sprzecznych doniesień i żadnej machającej dłoni. Z upływem czasu stawało się jasne, że to prawda: Aleksander Wielki, król zdobywca i bóg wybawiciel, nie żyje.
W chwili zgonu w Babilonie, około wpół do czwartej po południu 11 czerwca 323 roku, Aleksander miał niespełna trzydzieści trzy lata. Wielokrotnie wystawiał się zuchwale na niebezpieczeństwo, ale nie licząc ran wojennych – z których niejedna mogła okazać się śmiertelna, zwłaszcza w epoce niedoskonałej sztuki lekarskiej – przez całe życie prawie nie chorował i był tak sprawny jak każdy z weteranów w jego armii.
Jak taki człowiek mógł zachorować? Fakt, ostatnio sporo pił, zarówno świętując powrót do cywilizacji, jak i topiąc żal po śmierci Hefajstiona (którą, jak na ironię, spowodowało albo przyspieszyło pijaństwo). Przyjaciel z dzieciństwa był jedynym człowiekiem, któremu mógł ufać, jego prawą ręką i jedyną prawdziwą miłością jego życia. Ale od macedońskich królów oczekiwano, że nie będą wylewać za kołnierz, a Aleksander został także królem Persji, gdzie z kolei za oznakę męskości uchodziło przetrzymać w piciu własnych dworzan. Aleksander z pewnością miał mocną głowę, a objawy jego choroby nie pasują do zatrucia alkoholem.
Niewykluczone jednak, że pijaństwo, w połączeniu z żałobą i starymi ranami (dokuczało zwłaszcza płuco przebite w Indiach), osłabiło jego organizm.
Opisy objawów jego choroby budzą zakłopotanie. Są dość precyzyjne, ale nie pasują dokładnie do żadnej rozpoznawalnej przyczyny. Jedną z niewinnych możliwości jest, że zmarł na malarię. Zapadł na nią dziesięć lat wcześniej w Cylicji, która znana była jako region malaryczny aż do lat pięćdziesiątych XX wieku. Być może w Babilonie nastąpił śmiertelny nawrót choroby5. Według bardziej sensacyjnej wersji odnotowane objawy są też zgodne ze skutkami ciemiężycy białej – wolno działającej trucizny. Niepojęta dla wielu śmierć Aleksandra oraz jej potencjał propagandowy bardzo szybko zaowocowały plotkami o otruciu, tym bardziej że nie było ono rzadkie w macedońskich i wschodnich dynastiach. I, jak w powieści Agathy Christie, w otoczeniu króla było mnóstwo ludzi, którzy chętnie widzieliby go martwego. Nie chodziło tylko o to, że niektórzy z nich żywili mocarstwowe ambicje – wkrótce miały one wyjść na jaw. Rzecz raczej w tym, że paranoiczna czystka, którą Aleksander przeprowadził niedawno wśród swych przyjaciół i urzędników, oraz jego megalomańska żądza wciąż nowych podbojów mogły zrazić do niego nawet najbliższe mu osoby.
W tym samym czasie albo nieco później matka Aleksandra zaczęła mącić w Epirze, na południowy zachód od Macedonii. Olimpias od kilku lat przebywała na dobrowolnym wygnaniu w swej rodzinnej Molossji (górzystym regionie Epiru, którego królowie w tym okresie dziejów byli de facto władcami Związku Epirockiego). Udając się na Wschód, Aleksander powierzył na czas trwania kampanii pieczę nad swymi europejskimi posiadłościami – Macedonią, Tesalią, Tracją i Grecją – zasłużonemu wodzowi swojego ojca, Antypatrowi. Odsunięta na dalszy plan w Macedonii i nieprzejednanie wroga wobec Antypatra Olimpias wycofała się do matecznika swej władzy. Nigdy jednak nie przestała zabiegać o powrót do centrum. Powszechnie wiedziano, że maczała palce w wielu głośnych zabójstwach, i podejrzewano, że to ona stoi za zamordowaniem w 336 roku jej męża, Filipa II, wydawało się bowiem, że zamierza on pozbawić ją i Aleksandra pozycji faworytów.
Olimpias wiedziała więc dobrze, na kogo zrzucić winę za śmierć syna. I miała wiarygodny argument: krótko przed śmiercią Aleksander odwołał Antypatra, jako główny powód podając jego „pretensje do władzy królewskiej”6. Jak wiele poczynań Aleksandra w ostatnich miesiącach życia, rozkaz ten nie dawał się łatwo uzasadnić: liczący już przeszło siedemdziesiąt pięć lat Antypater służył trzem macedońskim królom i mimo ograniczonych środków dobrze wywiązywał się ze swego zadania, pozwalając Aleksandrowi skupić się na podbojach na Wschodzie. Pokonał na morzu perską flotę i zdusił bunt w Tracji oraz wielkie powstanie w Grecji (choć już wtedy, w 331 roku, Aleksander drwiąco określił to jako „bitwę z myszami”)7. Tak czy inaczej, miejsce Antypatra miał zająć Krateros, faworyt Aleksandra od czasu śmierci Hefajstiona, on sam zaś miał się udać do Babilonu i przyprowadzić świeże macedońskie wojska.
Ostatnio jednak takie wezwania często okazywały się pułapką. Antypater miał powody obawiać się, że zostanie stracony pod takim czy innym zarzutem, jak to się stało z innymi potężnymi i pozornie lojalnymi dostojnikami. Wytrącony z równowagi przez śmierć Hefajstiona w październiku 324 roku Aleksander rozpętał istny terror, walcząc z najdrobniejszymi oznakami niezależności wśród swych podwładnych. Wagi argumentom Olimpias dodawał też fakt, że dwóch synów Antypatra od dawna przebywało w Babilonie – a jeden z nich, Jolaos, jako podczaszy Aleksandra mógł bez trudu odegrać rolę truciciela. Śmiertelna choroba Aleksandra zaczęła się tuż po sutej libacji. Co więcej, gdy wieść o śmierci wodza dotarła do Aten, antymacedoński polityk Hyperejdes zaproponował uhonorowanie Jolaosa właśnie za zgładzenie króla. Lecz inny syn Antypatra, Kassander, przybył zaledwie kilka tygodni wcześniej, przypuszczalnie aby prosić o zatrzymanie ojca w Macedonii. Jego misja nie przebiegła najlepiej. Nieobeznany ze zmianami, jakie wprowadzono niedawno na dworze Aleksandra, starł się z królem w sprawie hołdów, jakich wymagał on od dworzan, Aleksander zaś w rewanżu upokorzył go publicznie8.
Bez względu na fakty była to dla Olimpias znakomita sposobność do zasiania niezgody wśród jej głównych wrogów. Antypater musiał zareagować: już wkrótce ktoś z jego obozu upublicznił relację z ostatnich dni Aleksandra, będącą rzekomo oficjalnym dziennikiem królewskiego sekretarza, Eumenesa z Kardii. Dokument ten dementował pogłoskę, jakoby król zmarł śmiercią nienaturalną, i wysuwał na pierwszy plan pijatyki, sugerując, że nie były one niczym niezwykłym; napomykał o żalu Aleksandra za Hefajstionem i o bliżej nieokreślonej gorączce, która go zabiła9.
Nawet jeśli Olimpias myliła się co do Antypatra i jego synów, było mnóstwo innych, którzy mogliby poczuć się nieswojo, gdyby ludzie zaczęli snuć domysły i szukać motywów. I nawet jeśli nie miała racji, sądząc, że śmierć Aleksandra była elementem rozgrywek o władzę między określonymi osobami, dobrze odgadła, że jego odejście uwolni ambicje ludzi z najbliższego otoczenia jej syna – tych w każdym razie, którzy wciąż żyli po trzynastu latach ciężkich walk i bezwzględnych czystek. Jak się okazało, nawet krwiożerczy Aleksander nie powstydziłby się zasięgu ich ambicji: wciągnęli oni cały znany świat w trwającą kilka dziesięcioleci wojnę.