Odważne pytania, śmiałe hipotezy, wnikliwe analizy. W książce “O historii nie dla idiotów” wybitny historyk Andrzej Nowak pyta o Polskę.


O historii nie dla idiotówCzy wyczerpała się zdolność historii do budowania spójnej i ważnej narracji tożsamości wspólnoty?

Jaka ma być „narodowa pamięć” — „krytyczna” czy „monumentalna”?

Czy rządzą nami nieczułe, ponadnarodowe rynki, na które nie mają już wpływu decyzje podjęte w politycznych wspólnotach?

“Historia nie dla idiotów” składa się z dwóch części: wywiadów i esejów.

W pierwszej autor rozmawia ze znakomitymi eseistami oraz historykami: Piotrem Wandyczem, Andrzejem Sulimą Kamińskim, Romanem Szporlukiem, Tomaszem Łubieńskim, Andrzejem Walickim, Henrykiem Samsonowiczem, Antonym Polonskym i Andrzejem Paczkowskim.

W rozmowach przewijają się pojęcia patriotyzmu, pamięci, zdrady i polityki. Przenikliwe i wielowarstwowe odpowiedzi rozmówców gwarantują czytelnikowi pogłębioną refleksję nad wspólnotą polityczną i najważniejszymi wartościami w życiu społecznym.

W drugiej części książki profesor szuka odpowiedzi na pytania o polską tożsamość oraz pozycję w świecie – od chrztu Polski po działalność IPN.

Andrzej Nowak
O historii nie dla idiotów
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 22 maja 2019
 
 

O historii nie dla idiotów


O historii nie dla idiotów

CZĘŚĆ PIERWSZA. DZIESIĘĆ ROZMÓW

Czy historia może nam się jeszcze przydać?
– pytanie do profesora Stefana Kieniewicza

Czy Polacy są małym narodem?
Rozmowa z profesorem Piotrem Wandyczem

„To imperium się rozpadnie”
Rozmowa z profesorem Richardem Pipesem

O tradycjach obywatelskich Rzeczypospolitej
Rozmowa z profesorem Andrzejem Sulimą-Kamińskim

Czy Polska była imperium?
Rozmowa z profesorem Romanem Szporlukiem

Bić się czy nie bić?
Rozmowa z Tomaszem Łubieńskim

W poszukiwaniu idei
Rozmowa z profesorem Andrzejem Walickim

Historia z przodu i z tyłu
Rozmowa z profesorem Henrykiem Samsonowiczem

Z żoliborskiej perspektywy
Rozmowa o życiu i historii najnowszej z profesorem Andrzejem Paczkowskim

Z Polin – przez Johannesburg i Oksford – do Polin
Rozmowa z profesorem Antonym Polonskym

CZĘŚĆ DRUGA. JEDENAŚCIE PRZYPADKÓW

Chrzest, czyli nadawanie tożsamości
Srebrne orły, czyli marzenie barbarzyńców o Rzymie
Horodło z perspektywy XX–XXI wieku: pamięć modernizacji, pamięć republiki, pamięć imperium
Trzy patriotyzmy
Idea niepodległości. Skąd się wzięła i co znaczy?
„Ni to Kostiuszko, ni to Korsikan” – Józef Piłsudski w polityce polskiej
Pruszyński i Wielopolski albo sztuka kolaboracji
Niezaplanowane skutki odgórnej rewolucji, czyli koniec komunizmu
Tragedia IPN
Pamięci podzielonej Europy – dyskurs (wykluczania) konfliktu
Czy w politycznej historii jest miejsce na kategorię „zdrady”?

TRZY PATRIOTYZMY

Rozróżniać typy patriotyzmów można rozmaicie. Typologię samych rozróżnień najkrócej da się tutaj sprowadzić do dwóch sposobów.
W jednym przeciwstawia się patriotyzm dobry i zły, prawdziwy i fałszywy; sam podział jest tu sposobem moralnego wartościowania. Znakomitym przykładem takiego przeciwstawienia może być głośny przed ćwierćwieczem esej Jana Józefa Lipskiego Dwie ojczyzny – dwa patriotyzmy. Jego konstrukcja opierała się na zderzeniu w nader zwięźle zarysowanej historii polskiego patriotyzmu postawy, którą charakteryzuje ksenofobia i megalomania – z postawą krytyczną wobec własnych (złych) tradycji i otwartą na zewnątrz. Sednem tej konstrukcji jest wykluczenie jednego z tytułowych patriotyzmów jako fałszywego, łże-patriotyzmu, albo – inaczej mówiąc: odróżnienie patriotyzmu „prawdziwego” od złego nacjonalizmu[1].
Inne zgoła ujęcie zakłada możliwość współistnienia (i rywalizacji), a także następstwa w historii kilku rozmaitych modeli czy typów patriotyzmu. Znaczenie dokonywanego między nimi rozróżnienia nie ma charakteru moralnego czy retorycznego, wykluczającego, ale przede wszystkim poznawczy, komparatystyczny. Tu z kolei najlepszym przykładem służyć mogą w odniesieniu do historii polskiego patriotyzmu kolejne próby jego ujęcia w kilka wyraźnie wyodrębnionych wzorów przez Andrzeja Walickiego: poczynając od studium Tradycji polskiego patriotyzmu, publikowanego w 1985 roku, aż po Traditions of Polish Nationalism in Comparative Perspective z roku 2001[2].
Historyk idei wyróżnił trzy główne sposoby pojmowania patriotyzmu w polskiej tradycji politycznej: 1. jako wierności woli narodowej, cechującej się nade wszystko dążeniem do zachowania wewnętrznej i zewnętrznej suwerenności; 2. jako wierności idei narodowej, w której nacisk padał na obronę narodowej tożsamości i specyfiki; wreszcie 3. jako obrony realistycznie pojętego interesu narodowego. Pierwszy sposób – wywodzący się w całości jeszcze z tradycji Rzeczypospolitej szlacheckiej – Andrzej Walicki włączył w szerszy kontekst europejskiej historii politycznych idei, wiążąc go z tradycją republikańską, tradycją uwypuklającą znaczenie wolności w państwie i aktywnego w nim obywatelstwa. W owej tradycji sławiony był patriotyzm, którego centrum jest res publica – dobro wspólne oparte na zabezpieczeniu wolności obywateli w sferze publicznej, wolności pozytywnej, a nie negatywnej, „starożytnej” (by użyć rozróżnienia Benjamina Constanta), a nie „nowożytnej”, liberalno-indywidualistycznej.
Kiedy Andrzej Walicki po raz pierwszy, korzystając zresztą z istniejącego już dorobku historyków idei politycznych Rzeczypospolitej (m.in. Claude’a Backvisa i Zbigniewa Ogonowskiego), ukazał tę formułę patriotyzmu nie jako wstydliwą anomalię tylko, ale część większego nurtu europejskiej myśli, nie miał wielu punktów oparcia dla swej typologii we współczesnych badaniach europejskich idei republikańskich. W ostatnim ćwierćwieczu jednak, w ślad za odkrywającą niejako na nowo tę zapomnianą tradycję monografią Johna Pococka – The Machiavellian Moment (1975) – pojawiać zaczęła się stopniowo narastająca fala zainteresowania republikanizmem jako odrębną od liberalizmu formułą wolności i organizacji politycznej wspólnoty. Dziś studia Quentina Skinnera, Maurizio Viroliego, Philipa Pettita, Johna Maynora, Iseult Honohan, czy wreszcie zbiory artykułów ogłoszone pod redakcją Quentina Skinnera i Martina Van Gelderena – by wymienić tylko najważniejsze przykłady – wytyczyły nową dziedzinę badań, a nawet, rzec można, pewnej naukowej fascynacji, której centrum stanowi tradycja republikańska[3].
Przed polskimi historykami politycznej myśli i instytucji Rzeczypospolitej otwiera się perspektywa wpisania się w tę nową dziedzinę, wykorzystania tej swoistej „mody” na republikanizm dla skonfrontowania ze znanymi i wykorzystywanymi w niej przykładami tradycji florenckiej, weneckiej, czy anglosaskiej (idei Jamesa Harringtona czy osiemnastowiecznych county Whigs oraz naturalnie części amerykańskich „ojców założycieli”) z wyjątkowo długą praktyką republikańskiego życia politycznego w szesnasto-, siedemnasto- i osiemnastowiecznym państwie polsko-litewskim[4].
Trudno jednak nie zauważyć, że takie wyeksponowanie republikańskiej tradycji w rozumieniu polskiego patriotyzmu napotyka opór, jaki stawia jej widzenie przez pryzmat klęski rozbiorów – klęski Rzeczypospolitej jako słabego państwa, słabego swoją republikańską tożsamością właśnie, przeciwstawiającą się próbom wzmocnienia państwa jako zamachom na wolność wewnętrzną i opóźniającą konieczne reformy. Ten sposób widzenia polskiej historii i polskiego patriotyzmu jest głęboko zakorzeniony tak w naszej historiografii (od „krakowskiej szkoły” poczynając), jak i w potocznej świadomości historycznej. Cechujące system i praktykę polityczną Rzeczypospolitej co najmniej od czasów Zygmunta III i rokoszu Zebrzydowskiego napięcie między racjami, które reprezentowała królewska maiestas – skoncentrowana siła państwa – i tymi, które symbolizowała szlachecka (obywatelska) libertas, rozpatrywane były najczęściej już z perspektywy nowej, bardziej dramatycznej formy owego napięcia, jaką przybrało ono dopiero w XVIII wieku. Kiedy przeszło w otwarte starcie między odkrytymi wówczas na nowo racjami obrony niepodległości całego państwa a tradycyjnie, w duchu republikańskim pojętymi racjami obrony „pozytywnych” (a więc wyrażających się także w prawie wyboru króla) wolności obywateli[5].
Można od owego starcia uciec, cofając się do czasów wcześniejszych, kiedy Rzeczpospolita dopiero się tworzyła i przeżywała swój złoty okres i w nim tylko szukać godnego przypomnienia w wielu swych wartościach modelu patriotyzmu. Wydaje się jednak, że właśnie w ostrej konfrontacji z nowym wzorem, odpowiadającym na potrzeby i dramatyczne wyzwania czasu zagrożonej niepodległości i rozbioru, model republikański zdefiniował swoją specyfikę, najostrzej zarysował kontury tych wartości, które go animowały. Tu chcemy podjąć próbę odtworzenia owej specyfiki, przyjrzenia się owym ideowym konturom republikańskiej formy patriotyzmu – właśnie w odpowiedzi i starciu z drugą, kontestującą jego założenia formą. Chcemy tę próbę umieścić w perspektywie historii idei raczej niż dziejów bezpośredniej walki politycznej stronnictw i jej praktycznych, doraźnych, jakkolwiek dramatycznych konsekwencji. W tej drugiej bowiem perspektywie zapewne trudno republikanizm XVIII wieku, zwłaszcza zaś drugiej jego połowy, rozpatrywać inaczej niż jako formę zdegenerowaną, albo wręcz „patriotyzm fałszywy”, jak to przypomniał w swoim pięknym wykładzie na sesji XIII Powszechnego Zjazdu Historyków w Poznaniu Emanuel Rostworowski[6].
Konsekwentne trwanie przy formie republikańskiej jako prosta droga do targowicy, pseudo-patriotyzm, w którym w patetyczną szatę stroi się zdrada – tak koncepcje obrońców tej formy przeciw reformom królewskiego obozu (obozu „prawdziwego” patriotyzmu Hugona Kołłątaja, Stanisława Staszica czy Józefa Pawlikowskiego) przedstawiali najczęściej historycy tragicznego schyłku Rzeczypospolitej. Od Władysława Konopczyńskiego i jego drugiego tomu Polskich pisarzy politycznych XVIII wieku, po nowsze i najnowsze studia Zofii Zielińskiej, Łukasza Kądzieli czy Richarda Butterwicka dominuje w historiografii tego okresu typologia patriotyzmu bliska formalnie tej, jaką reprezentuje wspomniany na początku esej Jana Józefa Lipskiego[7]. W tym przypadku opozycja między patriotyzmem prawdziwym i fałszywym nie jest przeciwstawieniem patriotyzmu nacjonalizmowi, ale patriotyzmu – zdradzie, a co najmniej bezrozumnie anachronicznej i szkodliwej postawie ślepego przywiązania do niepraktycznej formy ustrojowej.
To potępienie wydaje się często wręcz oczywiste, jeśli tylko weźmiemy pod uwagę nie same jedynie republikańskie manifesty Adama Wawrzyńca Rzewuskiego, jego stryja – Seweryna czy Szczęsnego Potockiego, ale także czyny ich autorów (zwłaszcza dwóch ostatnich) i konsekwencje tych czynów. A jednak spróbujemy wziąć tutaj niejako w nawias tę wynikającą z biegu politycznej historii oczywistość i potraktować reprezentowany w pismach i wypowiedziach tych między innymi autorów swoisty model republikańskiego patriotyzmu jako równorzędny wobec modelu patriotyzmu, który zwyciężał przez dwa wieki w naszej historycznej wyobraźni, wracał w podręcznikach, a także wpływał na perspektywę wielu naukowych opracowań[8]. Zobaczmy starcie dwóch przeciwników na scenie historii politycznych idei.
Kiedy się ono zaczyna? Wtedy zapewne, kiedy podważona zostaje po raz pierwszy bezrefleksyjna niemal dominacja założeń tej formy ustroju Rzeczypospolitej, z którą większość szlachty – jej obywateli – wiązała swoją lojalność, swoją dumę, poczucie przynależności i wspólnoty. W dziedzinie politycznego piśmiennictwa pierwszy uczynił to Stanisław Konarski. Ogłoszony w latach 1760–1763 (drukiem, bo już dziesięć lat wcześniej krążył w rękopiśmiennych odpisach) traktat O skutecznym rad sposobie był, jak się powszechnie przyjmuje, zwrotnym punktem, od którego republikańskie credo szlacheckich statystów, a potem i mas, zaczęło się chwiać i zmieniać swe kolejne zasady, od frontalnie zaatakowanego przez ojca Konarskiego liberum veto poczynając. A może odwrotnie – od odpowiedzi na wyzwanie rzucone ostrym piórem pijara zaczęli konsekwentni zwolennicy owej republikańskiej tradycji systematyzować ją na nowo i bronić.
Stanisław Konarski, aktywny uczestnik walki Stanisława Leszczyńskiego o prawo do polskiej korony w 1733 roku, już wtedy wskazał jasno nowy sposób patriotycznej identyfikacji: suwerenność, niepodległość zewnętrzna państwa, któremu służą i z którego wolności korzystają obywatele (Epistolae familiares sub tempus interregni, 1733). Analizę narodzin tej koncepcji w tym momencie dziejowym odłożymy do następnego rozdziału. Tu stwierdźmy tylko, że suwerenność Rzeczypospolitej, tak brutalnie wówczas podeptaną zbrojną interwencją Rosji, Konarski widział jako zadanie, któremu wszystkie inne zadania i powinności obywatelskie ustąpić muszą. Otwierało to założenie myśl Konarskiego na konieczność reform mających na celu ekonomiczne wzmocnienie państwa – w oparciu o wzory zachodnioeuropejskie, na uznanie zasadniczej roli króla jako inicjatora i protektora potrzebnych przemian (Rozmowa na czym dobro i szczęście Rzeczypospolitej zaległo, 1757). Publikując O skutecznym rad sposobie, stawiał kropkę nad „i” w logice rozwoju swojej patriotycznej koncepcji: wolność zewnętrzna wymaga ograniczenia tego, co współobywatele uznawali za sedno wolności wewnętrznej, za gwarancję wolnego ustroju, bez której zagrożona jest wolność w Rzeczypospolitej. Ale gdzie będzie wolność, kiedy zginie sama Rzeczpospolita? – w tym retorycznym pytaniu, jakie Konarski postawił swym czytelnikom, a raczej w nader praktycznym problemie, jaki odsłaniało – zawierała się już główna oś sporu dwóch modeli patriotyzmu, która ujawni się w całej ostrości w epoce stanisławowskiej. Konarski wezwał do pierwszego ograniczenia tego wzoru ustrojowej wolności, do jakiego przyzwyczajeni byli jak do konstytutywnego elementu swojej ojczyzny jej obywatele: wezwał do zniesienia wolnego „nie pozwalam”. Obciążając je – z oczywistymi dowodami – winą za sparaliżowanie sejmów i skutecznego rządu, wskazał w nim źródło anarchii i ostrzegał: „pod anarchią trwać długo żadne państwo nie może”[9]. Źle rozumiecie swoją wolność i źle identyfikujecie zagrożenia dla niej – zdawał się mówić współczesnym Polakom Konarski. Nie atakował jednak frontalnie republikańskiej tradycji, odnosił się do niej z szacunkiem i głębokim historycznym zrozumieniem, chciał jednak ją zmienić. Ostrzegał, że opieka potężnych sąsiadów nie tylko nie uratuje Rzeczypospolitej i jej wolności, ale pogłębiać będzie – w ich interesie – stan anarchii aż do chwili, kiedy samo państwo polsko-litewskie przestanie im być potrzebne: „opieka sąsiedzka może być macochą naszej swobody, matką jej być nie może”[10].
Tej oczywistości przeczyć było coraz trudniej. Ale też to program reform, jakiemu patronowała myśl Konarskiego, miał być urzeczywistniany pod przewagą bagnetów rosyjskich, do których odwołał się obóz książąt Czartoryskich i które na tron wprowadziły Stanisława Augusta Poniatowskiego. W taki kontekst, warto o tym pamiętać, wpisywały się pierwsze głosy obrony tradycji podważonej piórem Konarskiego.
Ich jeszcze jakby nieśmiałym przykładem służyć mogą polemiki hetmana Wacława Rzewuskiego. W swoich opublikowanych w marcu 1764 roku Myślach o niezawodnym utrzymaniu Sejmów i Liberi veto, a następnie w odpowiedzi na odpowiedź Konarskiego – Myśli o mądrych uwagach naganiających niezawodny sposób utrzymania Sejmów i Liberi veto – hetman uznał fakt drastycznych nadużyć liberum veto i gotów był zgodzić się na jego ograniczenie (aby marszałek sejmu wybierany był większością, a zatem, by sejmy „dochodziły”). Bronił jednak konsekwentnie „głosu wolnego” jako zasady, która chroni wolny ustrój przed zawsze możliwymi zakusami monarszego centralizmu (król mógł wszak budować skuteczną w tworzeniu prawa większość w oparciu o swe prerogatywy rozdawnictwa dóbr i łask): „Liberum veto niech niezawodnie dopilnuje tego, żeby nic szkodliwego Ojczyźnie nie weszło w konstytucje, a Pluralitas niech to niechybnie sprawuje, żeby się żaden Sejm nie rozszedł” – poseł miał więc według Rzewuskiego zachować prawo do veta, ale tylko jednokrotnego w ciągu sejmu[11].
Racje zachowania wolności wewnętrznej – w republikańskim, tradycyjnym w Rzeczypospolitej od XVII wieku rozumieniu – miały bronić się jako fundamentalny element tożsamości tej ojczyzny, z którą identyfikowali się jej defensorzy. Reformy głębiej podkopujące ten fundament były stanowczo odrzucone jako groźne dla wolnego ustroju. A groźba zewnętrzna i związane z nią uzasadnienie niejako stanu wyjątkowego, domagającego się ograniczenia wolności wewnętrznej dla umocnienia zdolności obronnej i siły państwa na międzynarodowej arenie? Odpowiedź na to pytanie Rzewuski zostawiał obywatelskiej cnocie, a nie reformom, które mogły samo źródło tej cnoty – przywiązanie do wolnego ustroju – podkopać. Ojczyznę utożsamiał z tym ustrojem, jaki przekazała tradycja.