Podążając tropem polskich zesłańców, emigrantów i podróżników Mateusz Będkowski opowiada o dokonaniach Polaków, którzy dali się porwać szaleństwu gorączki złota.


Polscy poszukiwacze złotaXIX-wieczna gorączka złota do dziś rozpala wyobraźnię. Jej fenomen nie ominął także Polaków, którzy mimo iż pozbawieni własnego państwa, aktywnie uczestniczyli w eksploracji ówczesnego świata. Tym, co wyróżniało ich na tle innych poszukiwaczy przygód, było doskonałe wykształcenie, niezwykła zaradność oraz przeważnie powstańcza przeszłość.

Podążając tropem polskich zesłańców, emigrantów i podróżników, którzy w XIX wieku znaleźli się na złotonośnych obszarach Syberii, Kalifornii, Australii, Nowej Zelandii i Afryki Południowej, autor przedstawia dokonania Polaków, którzy dali się porwać temu szaleństwu.

Zdarzali się wśród nich typowi awanturnicy, ale w większości byli to wytrawni globtroterzy lub przedsiębiorcy wysyłani na polecenie władz do badań geologicznych i eksploatacji. Mało znany jest wkład wielkiego odkrywcy Pawła Edmunda Strzeleckiego w poznanie złotodajnych terenów Australii. Inni byli świadkami niecodziennych wydarzeń – Sygurd Wiśniowski brał udział w koronacji lokalnego króla na Fidżi, a Eugeniusza Żmijewskiego gościł tajemny przywódca buddyjskich Buriatów.

Wiedli pełne niebezpieczeństw i wyrzeczeń życie, ciężko pracując na poprawę swojego losu. Do nielicznych fortuna się uśmiechnęła, kilku zostało uznanymi naukowcami, wielu zostawiło po sobie fascynujące wspomnienia.

Mateusz Będkowski
Polscy poszukiwacze złota
Wydawnictwo Poznańskie
Premiera: 27 lutego 2019
 
 

Polscy poszukiwacze złota


Ognisko jest jedynym przytułkiem górnika, ochroną wierną i milszą mu nad ściany i strzechy domów. Spracowany, przemokły lub zziębły, przy nim on szuka spoczynku, ciepła i rozrywki, i sam widok gorejącego stosu rozwesela mu serce, przypominając, że tam nań czekają pieśni, opowiadania, rozmowa i posiłek.
Eugeniusz Żmijewski,
Sceny z życia koczującego
 
Siedząc z gazetą przy kominku, przechadzając się z domu do gorzelni, z gorzelni do obory i stajen, marząc o korzystnej sprzedaży zboża i wołów lub o przyszłych zasiewach wiosennych, człowiek ani pomyśli, co się dzieje na drugiej półkuli, i najmniejszej nie ma ochoty dowiedzieć się o tym naocznie. Ale niech tylko się puści na wojaczkę, niech z niej wyniesie jakkolwiek całe kości i wstąpi za granicę kraju swojego, to może zajechać mimowolnie tam, gdzie pieprz rośnie.
Seweryn Korzeliński,
Opis podróży do Australii i pobytu tamże od r. 1852 do 1856
 
Największą trudność przy opisywaniu obcego kraju jest przedstawienie jego widoków tak, aby czytelnik mógł wytworzyć w swej wyobraźni krajobraz podobny do rzeczywistego. Jakże żałuję, że nie mam daru Waltera Skota malowania słowami pięknych widoków, wtedy dałbym czytelnikom wyobrażenie o wspaniałości Alp i gęstwin Nowej Zelandii, rozkosznej zieleni pagórków Fidżi i brzegów okrytych kokosową palmą, ponurości podgórza w New South Wales i jednostajności płaszczyzn w Queensland, na których owe wysokie góry stoją samotnie lub w grupach jak egipskie piramidy.
Sygurd Wiśniowski,
Dziesięć lat w Australii

PRZEDMOWA

W dzisiejszych czasach przeciętna wiedza o polskich podróżnikach z XIX wieku jest niewielka. Do tych słabiej poznanych i mniej spopularyzowanych należą niewątpliwie uczestnicy gorączek złota. Jako dowód tego stwierdzenia świadczyć może fakt, że nie znalazłem żadnego opracowania, które by w całości poświęcone było Polakom biorącym udział w tych wydarzeniach. Jest zatem możliwe, że moja książka porusza to zagadnienie jako pierwsza.
Bynajmniej nie oznacza to, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nie były wydawane żadne wspomnienia rodaków zajmujących się poszukiwaniem złota w okresie zaborów ani że nie powstawały na ich temat biogramy, artykuły czy nawet książki o charakterze biograficznym. Jest to jednak zaledwie przysłowiowa kropla w morzu w kontekście całego tematu, któremu brakuje ujęcia holistycznego. Bardzo niewiele jest też polskich publikacji o samych gorączkach złota: ich przebiegu, uczestnikach i sprzęcie, którym się posługiwali. Przy pisaniu w znacznej mierze posługiwałem się więc literaturą anglojęzyczną.
Dokonując oczywiście pewnego uproszczenia, możemy wyróżnić trzy główne kategorie ludzi zajmujących się pozyskiwaniem złota w XIX wieku. Do pierwszej z nich należały osoby, które po ukończeniu odpowiednich studiów — geologicznych i górniczych — zatrudniane były przez prywatne firmy albo władze lokalne (często kolonialne), czy też centralne, m.in. w celu badania i poszukiwania surowców mineralnych, w tym interesującego nas żółtego metalu. Zaliczyć można do niej m.in. wybitnego geologa Pawła Edmunda Strzeleckiego, którego dokonania zostały już w znacznym stopniu poznane i opracowane przez badaczy, oraz inżyniera górnictwa Modesta Maryańskiego, obecnie postać raczej zapomnianą.
Drugą kategorię stanowili pracownicy kopalni, którzy za swoją pracę otrzymywali wynagrodzenie. Mogli to być zwykli robotnicy bezpośrednio zajmujący się pozyskiwaniem żółtego kruszcu albo też pracownicy wyższego szczebla (kierownik, rzeczoznawca — obie funkcje również pełnił wyżej wspomniany Maryański). Wydobywane złoto nie należało jednak do nich. Na temat większości z tych osób nie posiadamy niestety zbyt szczegółowych informacji.
Trzecią grupą, której starałem się poświęcić najwięcej miejsca w tej książce, byli indywidualni poszukiwacze złota pracujący na własny rachunek i ponoszący wszelkie ryzyko związane ze swoim fachem, często dla zwiększenia efektywności łączący się w kilkuosobowe spółki, zazwyczaj nieformalne. Wielu z nich posiadało fascynujące życiorysy i pozostawiło po sobie istotne dla nas relacje ze swoich przygód, podróży i pracy. Co ciekawe, na ogół, przystępując do poszukiwań, nie mieli oni żadnej fachowej wiedzy w tym zakresie. Spośród nich wymienić możemy m.in. Feliksa Pawła Wierzbickiego, Seweryna Korzelińskiego, Bolesława Dolańskiego i Sygurda Wiśniowskiego.
W nieco odmiennej sytuacji znajdowali się poszukiwacze złota na Syberii, m.in. dlatego, że większość z nich znalazła się w tej krainie wbrew swej woli. Niektórzy z nich z górnictwem wiązali się zaraz po przybyciu, ponieważ odbywali pracę przymusową w kopalniach. Inni podejmowali ją, by zarobić na swe utrzymanie w tym obcym dla nich miejscu. Zatrudniali się wówczas u rosyjskich przedsiębiorców jako zwykli robotnicy albo pracownicy administracji należących do nich firm. Najsłynniejszy polski zesłaniec powiązany z wydobyciem złota na Syberii — Eugeniusz Żmijewski — miał jednak trochę inną posadę. Dla różnych rosyjskich spółek kierował on ekspedycjami mającymi na celu wyszukanie nowych złóż tego kruszcu albo poprawienie eksploatacji już istniejącej kopalni. Opisane przez niego przygody z tamtego okresu bardziej przypominają doświadczenia poszukiwaczy przebywających w zachodnich państwach i ich koloniach niż życie typowego zesłańca na wschodnich krańcach Rosji w XIX wieku.
Poza wyżej wymienionymi kategoriami na łamach tej publikacji pojawiają się również osoby niezwiązane z poszukiwaniem i wydobyciem żółtego metalu, będące jednak świadkami ówczesnych gorączek złota, na temat których zostawili bardzo ciekawe relacje. Są to literaci Henryk Sienkiewicz i Aleksander Hołyński, a także geobotanik Antoni Rehman. Przy kilku okazjach wspominam również o właścicielach lub współwłaścicielach kopalń złota — niektórzy z nich byli po prostu bogatymi przedsiębiorcami, którzy również z samodzielnym pozyskiwaniem kruszcu nie mieli wiele wspólnego.
Spośród wszystkich wymienionych wyżej podróżników w swoich artykułach miałem już okazję opisać czterech. Reportera Sygurda Wiśniowskiego i powstańca Seweryna Korzelińskiego przedstawiłem wcześniej w znacznie krótszej formie. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku Pawła Edmunda Strzeleckiego i Antoniego Rehmana, których sylwetki omówiłem tutaj tylko fragmentarycznie, by zbyt nie oddalać się od wyznaczonego przez siebie tematu pracy. Jeżeli ktoś chciałby lepiej poznać życiorysy dwóch ostatnich Polaków, odsyłam do zbioru moich tekstów zatytułowanego Polacy na krańcach świata: XIX wiek (Warszawa 2018).
Przejdźmy teraz do omówienia podziału treści w niniejszej książce. Jej najistotniejsza część zawiera się w ośmiu rozdziałach; każdy z nich opisuje inny obszar (lub obszary) świata, na którym miała miejsce gorączka złota. Pierwszych siedem zostało ułożonych chronologicznie, według początku wspomnianych zjawisk. Dla lepszego zrozumienia przedstawianych regionów każdy z nich zawiera wprowadzenie geograficzno-historyczne wzbogacone o różne ciekawostki. W celu poprawy czytelności tekstu wszystkie rozdziały, z wyjątkiem ostatniego, posiadają przewodniego bohatera lub bohaterów, których losy będziemy śledzić. Ponadto w opisie każdej gorączki złota starałem się przedstawić jej przebieg, zakończenie, a także jej skutki — pozytywne i negatywne. Ósmy rozdział, który jest najkrótszy ze wszystkich, zawiera różne wzmianki i mniej lub bardziej pewne informacje dotyczące aż trzech regionów świata, które ciężko omówić chronologicznie. Nie udało mi się też znaleźć dla nich żadnego istotnego i dobrze opracowanego polskiego poszukiwacza. Między innymi z tych powodów zdecydowałem się umieścić ten rozdział jako ostatni.
Przed zasadniczą częścią tekstu znajduje się Wprowadzenie, które zawiera podstawową definicję żółtego metalu, a także pobieżną historię jego wydobycia, przetwarzania i zastosowania aż do XIX stulecia i wreszcie opisy podstawowych urządzeń wykorzystywanych przez poszukiwaczy złota wieku pary. Na Zakończenie składa się ostateczne podsumowanie, pobieżne omówienie skutków, jakie wywarły na świecie XIX-wieczne gorączki złota, a także wnioski do całej pracy. Na samym końcu książki umieściłem bibliografię do całości przedstawionego materiału, z podziałem na źródła historyczne, opracowania i strony internetowe.
W całej książce znajduje się też całkiem sporo informacji dotyczących rdzennych mieszkańców opisywanych przeze mnie krain. Po pierwsze dlatego, że sami polscy poszukiwacze często zwracali na nich uwagę w swoich publikacjach i odnosili się do ich aktualnego położenia. Po drugie, gorączki złota wywarły ogromny wpływ — głównie negatywny — na życie wielu tubylców, o czym moim zdaniem warto pisać i wiedzieć.
Jednocześnie starałem się nie powtarzać tych samych objaśnień do poruszanych zagadnień, m.in. związanych z wydobywaniem złota przez poszukiwaczy, dlatego też najwięcej z nich znajduje się we Wprowadzeniu i rozdziale pierwszym, dotyczącym Syberii, gdzie gorączki żółtego kruszcu różniły się w pewnym stopniu od analogicznych wydarzeń w krajach i koloniach świata zachodniego. W kolejnych rozdziałach przytaczałem przede wszystkim informacje nowe albo charakterystyczne dla danego regionu, dlatego też opisy pracy płuczkarzy i kopaczy są znacznie krótsze.
W celu uatrakcyjnienia swoich publikacji zawsze staram się umieszczać w nich jak najwięcej cytatów z wykorzystywanych przeze mnie źródeł historycznych. Ta zasada dotyczyła również tej książki. Jako że ma ona charakter popularnonaukowy, konieczne było moim zdaniem przeprowadzenie modernizacji przynajmniej części tekstów pochodzących z omawianej w niej epoki. Tak jak zawsze posłużyłem się przy tym ogólnie przyjętymi zasadami uwspółcześniania tekstów XIX-wiecznych, podanymi chociażby w Instrukcji wydawniczej dla źródeł historycznych od XVI do połowy XIX wieku Kazimierza Lepszego i Projekcie instrukcji wydawniczej dla źródeł historycznych XIX i początku XX wieku Ireneusza Ihnatowicza. Mam oczywiście świadomość, że zazwyczaj stosuje się je w publikacjach naukowych, przy obróbce większych fragmentów albo całości źródeł czy też ich zbiorów, uważam jednak, że część z przedstawionych tam zasad stanowi dobre wytyczne również dla tego typu prac.
W większości przypadków nie dokonywałem wielkich zmian w tekstach źródłowych, m.in. w obawie, by nie zmienić sensu przytaczanych słów. Skupiałem się głównie na uwspółcześnieniu ortografii i interpunkcji, ponadto na stosowaniu przyimków i przedrostków według obecnie panujących zasad, a także poprawieniu końcówek odmienianych wyrazów („rozmaitemi”, „wysokiemi”) i niektórych skrótów. Użycie w wyrazach liter „i”, „j” i „y” również zostało dostosowane do dzisiejszych norm. Zasada ta objęła też w pewnej mierze geograficzne nazwy własne („Daurya”, „Syberyi”), o ile nie wiązało się to ze zbyt dużą ingerencją w pierwotny zapis. Osobowych nazw własnych raczej nie modyfikowałem, zamiast tego przy niektórych z nich dodałem przypis informujący, o kim jest mowa w tekście. Dodatkowo w kilku przypadkach podwójne „s” zastąpiłem pojedynczym („rossyjskim”). Poprawiałem też drobne błędy językowe i oczywiste literówki, jeżeli nie miały one szczególnego znaczenia dla źródła.
Inną, istotną kwestią do omówienia są pojawiające się w tej książce nazwy geograficzne, siłą rzeczy, bardzo często. W tekście mojego autorstwa, czyli nie we fragmentach źródłowych, starałem się zapisywać je w jednolitej formie, według współcześnie przyjętej wersji w języku polskim. Gdy nie mogłem do takiej dotrzeć, np. w przypadku bardzo trudnych do zlokalizowania małych osad, posługiwałem się zazwyczaj zapisem obowiązującym w tamtejszym języku urzędowym (dla nazw rosyjskich oczywiście w alfabecie łacińskim). Jeżeli dane miejsce nosi obecnie zupełnie inną nazwę, starałem się podawać obie — tę historyczną, z omawianego okresu, i współczesną. Niekiedy obok nazw geograficznych umieszczałem również ich znaczenie w języku polskim. W przypadku nazw osobowych także starałem się stosować ich współczesne formy, występujące m.in. w opracowaniach.
Na zakończenie tej przedmowy chciałbym jeszcze podziękować Wydawnictwu Poznańskiemu za propozycję współpracy i wydanie tejże książki, a także mojej rodzinie i przyjaciołom za cierpliwość i wyrozumiałość podczas jej pisania. Bardzo dziękuję również Panu Profesorowi Krzysztofowi Marchlewiczowi z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu za kilka bardzo pomocnych rad i uwag odnoszących się do treści mojej pracy, z których starałem się w miarę możliwości skorzystać, dzięki czemu bez wątpienia publikacja ta stała się lepsza. Bycie pierwszym autorem, który podejmuje jakiś temat, wiąże się niewątpliwie z satysfakcją „przecierania szlaku”, ale jednocześnie z większymi trudnościami przy jej tworzeniu i brakiem punktów odniesienia. Oczywiście wszystkie informacje znajdujące się w tej publikacji starałem się przedstawić w możliwie najbardziej rzetelny sposób, za wszelkie ewentualne błędy z góry bardzo przepraszam.
Mam nadzieję, że książka ta okaże się przyjemna w odbiorze i zaciekawi swoją tematyką. W razie wszelkich uwag czy pytań związanych z moimi publikacjami zapraszam do kontaktu ze mną, najlepiej drogą elektroniczną.
Mateusz Będkowski

WPROWADZENIE

Czym właściwie jest złoto?

Złoto rozpalało ludzką wyobraźnię od wieków, dając nadzieję na łatwe wzbogacenie się i zdobycie sławy, a także stanowiło źródło inspiracji dla wielu mitów, legend i opowieści. Na dowód, że jest tak po dziś dzień, można podać znany w Polsce przykład tzw. złotego pociągu, rzekomo należącego do III Rzeszy, którego istnienia nigdy nie udało się nawet potwierdzić.
Ostatnie dobrze zorganizowane próby jego odnalezienia miały miejsce w okolicach Wałbrzycha w latach 2015–2016 i towarzyszył im spory szum medialny, także poza krajem[1].
Poszukiwanie i wydobycie złota na przestrzeni dziejów pobudzało rozwój techniczny i naukowy, ale również ujawniało mroczną stronę natury ludzkiej, często przyczyniając się do oszustw, napadów, zabójstw, wojen, wyzysku czy też niewolnictwa. Kruszec ten mógł prowadzić zarówno do bogactwa, jak i do ruiny — pojedynczych ludzi, całych społeczności, a nawet krajów. Czy mamy jednak świadomość, co sprawia, że złoto jest tak wyjątkowe i dlaczego może skutkować tak różnymi wydarzeniami? Na to pytanie chyba najlepiej odpowiedzieć, przytaczając przynajmniej uproszczoną definicję tego metalu szlachetnego, jak i pobieżną historię jego pozyskiwania i wykorzystywania.
Zacznijmy od krótkiej charakterystyki. Złoto — po łacinie Aurum, od którego wywodzi się jego symbol chemiczny Au — jest ciężkim, żółtym i błyszczącym metalem szlachetnym. To ostatnie oznacza, że posiada wysoką odporność chemiczną — nie rdzewieje ani nie ciemnieje, jest również odporne na działanie wielu kwasów. Do wyjątków należy woda królewska, czyli mieszanina kwasów solnego i azotowego, która nazwę swą zawdzięcza właśnie roztwarzaniu złota, a także woda chlorowa i roztwór cyjanku potasu w obecności powietrza. Tak więc w sprzyjających warunkach złoto może zachowywać swój charakterystyczny wygląd i właściwości nawet przez tysiąclecia. Jednocześnie jest najbardziej kowalnym i ciągliwym ze wszystkich znanych metali (z 1 grama można uzyskać nić o długości powyżej 1 kilometra albo folię o powierzchni 1 metra kwadratowego), dzięki czemu już pierwotne plemiona mogły je w jakimś stopniu przetwarzać. Ponadto bardzo dobrze przewodzi prąd i ciepło, dlatego też obecnie stosuje się je w przemyśle, głównie elektronicznym.
Choć złoto rozsiane jest niemal po całym świecie, to jednak w przyrodzie występuje w małych ilościach — średnia zawartość tego kruszcu w skorupie ziemskiej wynosi 0,004 g/t, z kolei rozpatrując całościowo skład budowy ziemi, jest to zaledwie 0,000001% ogółu jej pierwiastków. Dla porównania: w przypadku aluminium jest to aż 7%, żelaza — 5%, wapnia i sodu — po 3%, a magnezu — 2%. Według niektórych szacunków ludzie wydobyli do tej pory około 160 tysięcy ton żółtego metalu[2]. Dla lepszej wizualizacji tej ilości można powiedzieć, że stanowi to mniej więcej objętość sześcianu o boku około 21 metrów lub 112 wagonów kolejowych wypełnionych czystym kruszcem.
Złoto występuje w dwóch typach genetycznych złóż: pierwotnych i wtórnych. Te pierwsze, stanowiące mniejszość, związane są z wytrącaniem się tego metalu z gorących roztworów w skałach, m.in. poprzez nagłe spadki ciśnienia i temperatury. W tej formie złoto występuje np. w żyłach kwarcowych. Złoża wtórne (rozsypiskowe, okruchowe) powstają zaś w wyniku wietrzenia (erozji) złóż pierwotnych. Przez wieki właśnie one miały największe znaczenie dla człowieka — głównie ze względu na ich dostępność. Często występują w formie blaszek lub ziaren (piaski złotonośne), które znaleźć można głównie w osadach piaszczysto-żwirowych rzek (tzw. osady aluwialne), poza tym w morenach lodowcowych, plażach morskich czy wydmach. Rzadziej można się na nie natknąć w postaci brył zwanych samorodkami, które stanowią marzenie każdego poszukiwacza. Większość z nich jest raczej niewielkich rozmiarów i ciężkości, choć rekordowe okazy ważą nawet po kilkadziesiąt kilogramów.
Trzecim rodzajem złóż złota są złoża antropogeniczne, czyli znajdujące się w odpadach poeksploatacyjnych — sztucznie nagromadzonej, wydobytej lub przetworzonej substancji mineralnej. Mogą mieć one ogromne znaczenie w przyszłości, m.in. gdy dostępność tradycyjnych złóż znacznie się zmniejszy albo dzięki opracowaniu nowych technologii wydobycia i przetwarzania.
Warto zauważyć, że w naturze surowe złoto często zawiera inne metale, co może wpływać na jego kolor i właściwości. Dla przykładu, jeżeli posiada ono przynajmniej około 20-procentową domieszkę srebra, zwane jest elektronem[3]. Nazwa ta pochodzi od greckiego słowa ēlektron, które oznacza „świecący”, „błyszczący”, zaś w zlatynizowanej formie brzmi electrum. Metal ten jest jaśniejszy od bardziej czystego złota, posiada też charakterystyczną, jasnożółtą barwę, od której właśnie pochodzi jego nazwa. Jest również od niego twardszy i bardziej wytrzymały.