Adam Piore w książce “Magia bioinżynierii” proponuje nam fascynującą podróż do świata bioinżynierii przeżywającej obecnie cichą rewolucję i przesuwającą granice tego, co do niedawna wydawało się niemożliwe.


Magia bioinżynieriiNajwięksi inżynierowie naszego pokolenia zaglądają w głąb ludzkiego ciała i dokonują przełomu, który odmieni oblicze ludzkości. Już teraz możliwe staje się odbudowywanie lub modyfikowanie człowieka – a to dopiero początek odkryć w tej dziedzinie.

Autor odwiedza naukowców zajmujących się neuronauką, medycyną regeneracyjną i bioniką, którzy opisują badania pozwalające na nowatorskie leczenie ciała i umysłu.

Testuje „kombinezon mięśniowy”, który pomaga czubkami palców podnosić ciężar o wadze 40 kilogramów. Bierze też udział w wyścigu o stworzenie „viagry dla umysłu”.

Relacjonuje niezwykłe historie ludzi, którym udało się zregenerować utracone w wypadkach fragmenty kończyn, oraz zagląda przez ramię lekarzom starającym się wykształcić u osób niemych umiejętność komunikacji telepatycznej.

Ta pasjonująca książka udowadnia, że ciągle przesuwamy granice tego, co do niedawna wydawało się niemożliwe.

Poznaj historię:
chłopca, który nie zapomina,
kobiety, która widzi uszami,
cudownego dziecka o sile Herkulesa.

***

Zapiera dech w piersiach… Kiedy ją skończysz, będziesz zupełnie inaczej postrzegać własne człowieczeństwo.
„Kirkus”

Piore stylowo i ze zrozumieniem pisze o skomplikowanych badaniach, dzięki którym moglibyśmy ulżyć cierpiącym – ale ceną, jaką przyszłoby nam zapłacić, są liczne wątpliwości natury etycznej.
„Publishers Weekly”

Fascynująca wycieczka po najnowszych trendach w bioinżynierii – poczynając od interfejsu mózg –komputer, a kończąc na bionicznych protezach – które w najbliższych latach odmienią relację między człowiekiem a maszyną.
Salon

Absolutnie powalająca książka poświęcona tematyce ludzkiego ciała. Piore pokazuje nam od kulis technologiczną rewolucję, dzięki której za sprawą bioinżynierii możliwe stało się nie tylko wyleczenie połamanych kończyn, ale także wzmocnienie organizmu. W przyszłości, której wizję snuje przed czytelnikiem, wszyscy możemy stać się Supermenami i Superwomen.
„GPS Książka Tygodnia”

Urzekająca wędrówka po ścieżkach bioinżynierii.
The Daily Beast

Dzięki dużej ilości informacji oraz bijącemu z kart jego książki optymizmowi praca Piore’a przypadnie do gustu nie tylko wielbicielom publikacji popularnonaukowych, ale także wszystkim, którzy śledzą zmiany w terapeutyce.
Booklist

Pozytywne i atrakcyjnie napisane podsumowanie najnowszych technologii biomedycznych.
„Library Journal”

„Porażająca. Piore opowiada o lekarzach, inżynierach i pacjentach uczestniczących ręka w rękę w naukowej rewolucji. Cudowna książka, która pobudza intelekt i rozpala emocje.
Fareed Zakaria, autor Końca hegemonii Ameryki

Nadchodzi era człowieka 2.0

Adam Piore – wielokrotnie nagradzany amerykański dziennikarz, zajmuje się zagadnieniami biologii człowieka, genetyki i psychologii. Były redaktor i korespondent magazynu „Newsweek”, od lat współpracuje m.in. z czasopismami „Scientific American”, „Atavist”, „Business Week”, „Discover Magazine”, „Mother Jones”. Mieszka w Nowym Jorku.

Adam Piore
Magia bioinżynierii
Ciało, geny i medycyna przyszłości
Przekład: Grzegorz Ciecieląg
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 10 kwietnia 2019
 
Magazyn Dobre Książki objął publikację patronatem medialnym
 

Magia bioinżynierii


INTUICJA ORAZ BEZWARUNKOWE PRZYSWAJANIE WIEDZY

(…)

Jakie tajemnice skrywa intuicja? Skąd ogniomistrz w Cleveland i Micheal Riley wiedzieli, że coś im zagraża?

Klein, jeden z pionierów dziedziny nauki nazywanej „naturalistycznym modelem podejmowania decyzji” poświęcił kilka dekad, by znaleźć odpowiedzi na te pytania. I, jak się przekonał, nie mają one nic wspólnego z postrzeganiem pozazmysłowym. W trakcie rozmowy ogniomistrz przypomniał sobie, że podłoga, na której stał, była dziwnie rozgrzana, a ogień trawiący kuchnię zbyt cichy, by uznać go za źródło pożaru. I choć nie był tego świadom, i zabrakło czasu, by wszystko przemyśleć, wyczuł, że coś jest nie w porządku. Właśnie ta niezgodność – którą Klein określa mianem „różnicy wzorców” – sprawiła, że włosy stanęły mu dęba.

Klein zasugerował też, że Riley wychwycił na ekranie radaru ledwo niedostrzegalną cechę pocisku Silkworm wynikającą z nieznacznie niższego pułapu lotu. Nie był jej w pełni świadom. Rozziew między rakietą a samolotem zaistniał na niecałą sekundę; trwał zbyt krótko, by przebić się do świadomości. Ale specjalnie przeszkolone zmysły Riley’a rozpoznały, że coś jest nie tak. I stąd to uczucie.

Odkrycia Kleina stanowią przekonującą ilustrację starego jak świat zjawiska, którego prawdziwość potwierdzi każdy zaprawiony w bojach weteran: świadomość wychwytuje zaledwie ułamek tego, co dzieje się wokół nas – ale to nie znaczy, że pozostałe części mózgu nie przetwarzają w szaleńczym tempie zalewu bodźców, z których większość po prostu nie przebija się wyżej.

Przypadek Mike’a Merzenicha i Pat Fletcher dowodzi, że istnieje wiele sposobów, aby dostarczyć mózgowi informacje sensoryczne – i że możemy przebudować narzędzia służące do zbierania bodźców. Ale co się dzieje, gdy informacje dotrą do mózgu?

Zastanówmy się, co by było, gdyby udało nam się uzyskać dostęp do części mózgu odpowiedzialnej za przetwarzanie informacji nieświadomych i nauczylibyśmy się lepiej z nich korzystać? Moglibyśmy poprawić naszą sprawność umysłową i poziom inteligencji. A nawet uratować życie.

Ryk pociągów odjeżdżających ze stacji odbija się echem od betonowych ścian tunelu, gdy wchodzę na niemożliwie długie ruchome schody, które powoli wynoszą mnie z podziemi waszyngtońskiego metra prosto w rześki jesienny poranek. Gdy tylko oczy przyzwyczajają się do oślepiającego blasku słońca Północnej Wirginii, moją uwagę przyciąga potężny, mocno umięśniony osobnik w mundurze polowym stojący kilka metrów przede mną. Trzyma broń i uważnie mi się przygląda.

Jestem w Pentagonie, w samym centrum wojskowej potęgi Stanów Zjednoczonych. Ale nie przyjechałem tu, aby rozmawiać z generałami o kwadratowych szczękach, żywcem wyjętych z ekranu telewizora, ani strategami o rzeczowym podejściu do życia. Czeka mnie spotkanie z kimś, jak na żołnierza, wyjątkowym, członkiem niewielkiej, elitarnej grupy jajogłowych, z której istnienia większość z nas nie zdaje sobie nawet sprawy. Tworzą ją zatrudnieni w Pentagonie psychologowie i neurobiolodzy, którzy w ostatnich latach podjęli się zuchwałego, acz fascynującego wyzwania – starają się wyposażyć amerykańskich żołnierzy w „zmysł Spider-Mana”.

Zaskakująca, żywcem wyjęta z komiksów obietnica „szóstego zmysłu” jest jednym z powodów, dla których wybrałem się w tę podróż. Ale poza czysto intelektualną fascynacją kieruje mną coś jeszcze. Miałem okazję poznać niezwykłych ludzi starających się okiełznać naukę i wykorzystać ją, aby uwolnić się od ograniczeń, które są mi całkowicie obce. Ofiary wypadków przy pracy, odmrożeń, ostrzału artyleryjskiego czy wypadków samochodowych. Ich wysiłek inspiruje. Ale, przyznam to bez ogródek, budzi też mój niepokój. Raz za razem uświadamiam sobie, że jesteśmy istotami śmiertelnymi, a nasza egzystencja jest niezwykle krucha – przez co wizja uniknięcia nieszczęść staje się tym bardziej pociągająca.

Bioniczne protezy Hugh Herra, modyfikacje mięśni Lee Sweeney’a czy pejzaże dźwiękowe Pat Fletcher czerpią z ukrytego potencjału naszego ciała. Dlatego założenie, że moglibyśmy nie tylko się uzdrawiać, ale też chronić przed niebezpieczeństwami, wydaje się całkowicie logiczne. Jeśli mamy dostęp do takiej umiejętności – wiedzy, esencji wszystkich naszych doświadczeń – to zastanawiam się, czy jest jakiś sposób, by skorzystać z niej nie tylko w sytuacji zagrożenia, ale też zawsze, gdy czujemy się sparaliżowani niepewnością lub zagubieni.

Nie można uznać za zbieg okoliczności faktu, że w skład mało eksponowanego zespołu intelektualistów, którzy podjęli się rozwiązania zagadki intuicji, wchodzą głównie żołnierze. Walka niesie ze sobą śmiertelne zagrożenie. Jakby dla podkreślenia tej myśli mężczyzna przede mną zatrzymuje się przy bramce z czujnikiem metalu i odczepia protezę ręki.

Od czasów, gdy pierwsze plemiona zwarły się w walce na maczugi w epoce kamienia, szósty zmysł zaprawionego w bojach wojownika traktowano jak dar z niebios. W czasie wojny wietnamskiej opowieści o żołnierzach-Rambo z oddziałów specjalnych, którzy potrafili wyczuć niebezpieczeństwo i zatrzymać oddział kilka metrów przed zasadzką były tak powszechne, że w końcu wszystkim się przejadły.

Równie użytecznym poligonem testowym dla badań nad intuicją okazały się Irak z rozrzuconymi na widoku improwizowanymi ładunkami wybuchowymi i Afganistan, gdzie skaliste ukształtowanie terenu sprzyjało partyzanckim atakom. Gdy zaczynam szukać konkretnych informacji, okazuje się, że również podczas tych konfliktów żołnierze przyciszonym głosem dzielili się historiami o strzałach, które spudłowały, cudownych ocaleniach i „tym gościu, który zawsze wiedział, kiedy coś się miało spieprzyć”, używając do ich opisu takich słów i zwrotów jak „intuicja”, „instynkt Spider-Mana” czy „postrzeganie pozazmysłowe”. Nie trzeba było długo czekać, by sprawą zainteresowali się naukowcy z Pentagonu.

– Ciągle się o tym słyszy – zapewnia mnie Peter Squire, zatrudniony przez marynarkę wojenną psycholog eksperymentalny prowadzący badania nad zjawiskiem intuicji. – W każdym oddziale jest ta jedna osoba, która zawsze wie, gdzie leżą ładunki wybuchowe. Wszyscy ich kojarzą. Wystarczy, że ktoś taki wyjdzie w teren, rozejrzy się i już wie, że coś jest nie tak i trzeba się zatrzymać. A potem okazuje się, że mieli rację, a na oddział czekała mina.

W 2006 roku komandor porucznik Joseph Cohn, neurobiolog po uniwersytecie Brandeis, a zarazem poprzednik Squire’a, trafił do bazy lotniczej Marynarki Wojennej w Orlando na Florydzie. Któregoś popołudnia podpytał pewnego pułkownika o przypadki niezwykłej intuicji u jego podopiecznych. W ostatnich miesiącach media kilkukrotnie informowały o takich przypadkach – ot, chociażby o pewnym sierżancie, który podczas misji w Iraku, w trakcie rozmowy telefonicznej z żoną przewidział zamach bombowy na wojskową kafejkę internetową. Jego uwagę zwrócił kręcący się w jej pobliżu mężczyzna. Zaufał przeczuciu i zaczął uważnie mu się przyglądać – a gdy zobaczył, że ów osobnik zostawia przy kafejce jakiś pakunek i ucieka, natychmiast ostrzegł osoby będące w środku. Albo inna historia: o żołnierzach kanadyjskiego plutonu zaatakowanych na polu marihuany nieopodal budynku szkoły w Kandaharze (Afganistan). Niektórzy gotowi są przysiąc, że ich „zmysł Spider-Mana” rozdzwonił się tuż przed tym, jak ciszę poranka przerwały rakiety Talibów.

Tamtego dnia w Orlando indagowany przez Cohna pułkownik stwierdził, że wierzy w te relacje. Co więcej, podał przykład sierżanta ze swojej jednostki, z którym zawsze chciał chodzić na patrole – właśnie ze względu na jego wyjątkową intuicję.

– Z jakiegoś powodu wiedział, kiedy coś nam zagrażało i kiedy otworzyć ogień – i to zanim zrobiło się gorąco – wspominał. – Przy czyszczeniu budynków zawsze potrafił przeczuć, że coś jest nie tak. To on ostrzegał pozostałych.
I wtedy pułkownik powiedział coś, co dało Cohnowi do myślenia.
– Zdołałbyś to odtworzyć, doktorku? – zapytał. – Sprawić, żeby inni potrafili to samo?
Pomysł wydawał się wzięty z Księżyca. Ale zbiegiem okoliczności rozmówca pułkownika specjalizował się w takich wyzwaniach.

Cohn, potężnie zbudowany marynarz o krótko przystrzyżonych, ciemnych, acz przyprószonych już siwizną włosach i gładkiej, pozbawionej zmarszczek twarzy, opowiada mi tę historię w niewielkiej salce konferencyjnej gdzieś w labiryncie pomieszczeń Pentagonu. Ma na sobie mundur – dopiero co skończył obowiązkowe testy wydolnościowe. Żartuje, że gdyby zjadł śniadanie, wyłożyłby się już na ważeniu. W rzeczywistości jest w świetnej formie – jak większość żołnierzy i lotników, który mijałem po drodze na to spotkanie, klucząc po korytarzach wypełnionych fluorescencyjnym blaskiem.

Cohn w 1998 roku obronił tytuł doktora neurobiologii na Uniwersytecie Brandeis i od tego czasu korzysta ze zdobytej wiedzy, starając się zrozumieć i usprawnić mózgi amerykańskich wojskowych. W połowie pierwszej dekady XXI został zatrudniony przez Agencję Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności (Defense Advanced Research Projects Agency). Celem DARPA jest finansowanie projektów, które na pierwszy rzut oka sprawiają wrażenie nierealnych – im są trudniejsze, tym lepiej.

Cohn pełnił tam funkcję menadżera projektu, a do jego zadań należało formułowanie intrygujących pytań, które w ostatecznym rozrachunku miały wspomóc rozwój nowych technologii – ale nie w perspektywie pięciu lat czy dekady, a znacząco wykraczających poza obecne potrzeby wojska. Wykraczających tak dalece, a do tego niosących ze sobą tak wielkie wyzwanie, że trudno byłoby znaleźć potencjalnego inwestora – również w sektorze prywatnym –, który zgodziłby się wyłożyć na nie pieniądze.

DARPA położyła podwaliny pod współczesny internet i system nawigacji satelitarnej GPS. Finansuje też badania nad regeneracją kończyn i najbardziej nowatorskie projekty z dziedziny protetyki, neuroplastyczności mózgu oraz urządzeń komunikujących się z mózgiem.

Czy dałoby się, zastanawiał się Cohn, zidentyfikować i „obliczyć” intuicję? Skoro w mózgu zachodzi taki proces, to na pewno można go prześledzić – i sprawdzić, kto ma do niego dostęp, a kto nie. Oraz przyjrzeć mu się w czasie rzeczywistym. Pomysł brzmiał niezwykle ekscytująco, ponieważ „jeśli udałoby się to zrobić”, mówi Cohn, „to można by też nauczyć mózg, by zaczął korzystać z intuicji”.
– Jak to się stało, że mężczyzna z Montany, który wyjechał na Bliski Wschód, ni z tego, ni z owego zaczął dostrzegać sygnały o zbliżającym się niebezpieczeństwie? – pyta Cohn. – Przecież on widzi to miejsce pierwszy raz w życiu, nie wpojono mu znaczenia takich sygnałów i nie uczył się, jak powinien je interpretować.

W trakcie swojej kariery zawodowej Cohn nadzorował finansowanie kilku zgłębiających zjawisko intuicji projektów naukowych, które przyniosły interesujące rezultaty. Wynikało z nich, że intuicja rzeczywiście jest namacalnym doświadczeniem. Po rozmowie z pułkownikiem Cohn zabrał się za studiowanie literatury przedmiotu i odświeżył swoją wiedzę. Przy okazji przypomniał sobie o kilku poznanych w przeszłości badaczach, a w szczególności o jednym, który dokonał przełomowych odkryć, pracując ze strażakami. Nazywał się Gary Klein.