“Mądrość wilków” to wspaniała opowieść o drapieżnikach, które wśród ludzi mają wyjątkowo złą sławę, choć dla niejednego człowieka mogłyby stać się niedoścignionym wzorem szlachetnych zachowań.


Mądrość wilkówKochaj rodzinę, troszcz się o tych, których powierzono twojej opiece, nigdy się nie poddawaj, nigdy nie zaniechaj zabawy – oto wilcze zasady.

Wilki z pełną empatią troszczą się o starych i chorych, z miłością wychowują dzieci, a w zabawie potrafią zapomnieć o wszystkim. Myślą, marzą, planują, inteligentnie porozumiewają się ze sobą i są bardziej podobne do nas niż może nam się wydawać.

Elli H. Radinger opowiada frapujące historie, które jak w soczewce ilustrują tak cenne cechy i wartości jak oddanie rodzinie, zaufanie do bliskich, cierpliwość, zdolności przywódcze, czujność, radzenie sobie z porażkami lub śmiercią.

Odsłania zdumiewające i do tej pory nieznane fakty z życia wilków i pokazuje, że wilki byłyby lepszymi ludźmi niż my…

***

Jedna z najmądrzejszych i pełnych zrozumienia książek o naturze, jakie czytałem – w następnym życiu chciałbym być wilkiem!
Peter Wohlleben, autor m.in. „Sekretnego życia drzew”

Elli H. Radinger
Mądrość wilków
O tym, jak myślą i troszczą się o siebie. Zdumiewające fakty o zwierzęciu, które jest nam bliższe, niż się wydaje
Przekład: Ewa Kochanowska
Wydawnictwo Czarna Owca
Premiera: 13 marca 2019
 
 

Mądrość wilków


Już zawsze będziesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.
ANTOINE DE SAINT-EXUPÉRY

WPROWADZENIE

Czyli jak pocałowałam wilka i poczułam, że wpadłam

Wszystko ma swój pierwszy raz. W wypadku mojej wyjątkowej relacji z wilkami były nawet trzy „pierwsze razy”: pierwszy pocałunek wilka, pierwszy dziki wilk i pierwszy niemiecki wilk.
Pierwszy wilczy pocałunek dostałam od Imba, sześcioletniego basiora wilka szarego w amerykańskiej zagrodzie badawczej dla wilków. Zostawiłam za sobą dawne życie samodzielnej adwokatki. Delikty karne, spory o czynsz i rozwody wywoływały we mnie coraz większą frustrację. Zamiast z zapałem przyczyniać się do zwycięstwa sprawiedliwości, męczyłam się na każdej rozprawie. Brakowało mi dystansu i twardości, cech niezbędnych do tego, by zostać dobrą adwokatką. Nie potrafiłam i nie chciałam tak spędzić reszty życia. Chciałam wreszcie spełnić swoje największe marzenie i połączyć miłość do pisania z fascynacją wilkami.
Bez wykształcenia biologicznego, ale za to z ogromną pasją i optymizmem zgłosiłam swoją kandydaturę na staż w zakresie etologii wilków w zagrodzie badawczej Wolf Park w stanie Indiana w Stanach Zjednoczonych. Podczas rozmowy wstępnej kierownik badań, profesor Erich Klinghammer, wyjaśnił mi, że o zatrudnieniu praktykanta decyduje wyłącznie przywódca głównej watahy.
Ale jak się ubiega o staż u wilka? Na szczęście nie musiałam tańczyć ani śpiewać bądź też pokazywać sztuczek, jednak przysięgam, że nawet gdybym startowała do teleturnieju Deutschland sucht den Superstar [Niemcy szukają supergwiazdy]2, nie byłabym bardziej zdenerwowana – chociaż właśnie ta emocja jest niewskazana podczas spotkania z wilkiem w zagrodzie. Jak mówił Klinghammer: „Musisz być zupełnie na luzie! On wyczuje twoje zdenerwowanie”.
No to spróbujcie być na luzie, gdy stoicie naprzeciwko pięćdziesięciokilogramowego, obrośniętego futrem kłębu mięśni, który przeszywa was na wylot nieruchomym spojrzeniem żółtych oczu. Nie mogłam się oprzeć skojarzeniom z moim owczarkiem niemieckim, przyjacielem i powiernikiem z dziecięcych lat. No, ale dobrze. W zasadzie Imbo też był tylko dużym psem – bardzo dużym psem. Wytyczne dotyczące bezpieczeństwa pozwoliły mi przygotować się do spotkania, prowadzącym zagrodę zaś uzyskać zabezpieczenie prawne. Podpisałam oświadczenie o zwolnieniu z odpowiedzialności o budzącym niepokój brzmieniu: „Rozumiem, że istnieje ryzyko zranienia i że rany mogą być bardzo poważne”.
Ostrzeżona w ten sposób weszłam wraz z dwoma opiekunami zwierząt do wilczej zagrody, mocno wparłam się nogami w ziemię i wzięłam głęboki oddech. A potem mój świat uległ redukcji do wilka, który zbliżał się do mnie eleganckim kłusem. W popołudniowym słońcu lśniły srebrne pasma jego futra. Czarny nos zwietrzył mój zapach, uszy czujnie skierowały się do przodu. Kątem oka dostrzegłam pozostałych członków watahy Imba, którzy wyczekująco stali przy płocie. Wyraźnie widać było po nich napięcie, czy zdam egzamin i czy szef mnie zaakceptuje. Czułam się tak samo, bo od tego zależało podjęcie stażu. Chodziło więc o to, by przetrwać najbliższych parę sekund.
Film przed moimi oczami rozwijał się w zwolnionym tempie. Potężne tylne łapy wilka lekko się ugięły, szykując do skoku. Gdy wybił się w moją stronę, a ja sprężyłam się do odparcia uderzenia, nie było już odwrotu. Łapska wielkości dłoni wylądowały mi na ramionach, imponujące kły znalazły się parę centymetrów od mojej twarzy. Świat się zatrzymał. A potem Imbo szorstkim językiem polizał mnie kilka razy po twarzy. Ten „pocałunek” uzależnił mnie od „narkotyku” o nazwie wilk.
Po udzielonej przez Imba akceptacji rozpoczęłam staż wśród wilków z Wolf Park. Uczyłam się wszystkiego o opiece nad wilkami i o ich zachowaniu w zagrodzie, karmiłam wilczęta butelką i w ciągu kolejnych miesięcy dostałam liczne mokre dowody miłości od Imba i reszty watahy.
Gdy pół roku później przeniosłam się w ostępy Minnesoty, byłam znakomicie wykształcona i uważałam, że o tych zwierzętach wiem już wszystko. I wtedy spotkałam pierwszego dzikiego wilka.
Chata z bali, w której mieszkałam, znajdowała się nad jeziorem z dala od cywilizacji, w samym środku terenów zamieszkiwanych przez wilki i niedźwiedzie. W noworoczny poranek, przy minus trzydziestu stopniach, założyłam rakiety śnieżne, by ruszyć na poszukiwanie wilczych tropów. Do tej pory nie udało mi się zobaczyć szarych sąsiadów, tylko ich wycie upewniało mnie, że gdzieś tam są. Jednak minionej nocy, gdy długo stałam przed chatą i wsłuchana w wilczy chór podziwiałam zorzę polarną, nagły ruch na jeziorze odwrócił moją uwagę od widowiska na niebie. Przez połyskującą lodową taflę przemknęły w pościgu za czymś cztery wilki, aż znikły za horyzontem. Nie byłam w stanie dostrzec, za czym goniły.
Następnego dnia zerwałam się wczesnym rankiem, by je odszukać. Ostrożnie podążałam ich śladem przez las. Prowadził w gęstwinę, na przełaj, przez chaszcze, obok skał i kamieni, wzdłuż pokrytych śniegiem połaci. Z mozołem posuwałam się naprzód. Od czasu do czasu trafiałam na okrągłe zagłębienia, przypuszczalnie legowiska jeleni. Obfite żółte ślady znakowania na śniegu świadczyły o tym, że wilki również zauważyły te miejsca. Po godzinie podążania za tropem znalazłam świeże ślady krwi, a chwilę później odkryłam martwego młodego jelenia wirginijskiego. Uklękłam i pomacałam go. Był jeszcze ciepły. Brzuch miał rozerwany i brakowało mu tylnej nogi. Żołądek leżał z boku, serce i wątroba zniknęły. Rany kąsane na gardle i nogach dowodziły, że zwierzę długo nie cierpiało.
Jak okiem sięgnąć nigdzie wilków nie było, jednak nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Ciągle klęczałam na śniegu. Nie najlepsza pozycja, gdy stoi za tobą głodny wilk. W zwolnionym tempie podniosłam się i odwróciłam. Stał tylko parę metrów ode mnie. Wilk szary. Ze zjeżonym futrem na karku, jakby właśnie przebiegł przez pole elektryczne, i nastroszonymi uszami mierzył mnie wzrokiem, przechyliwszy lekko głowę na bok. Nozdrza mu drżały, gdy próbował pochwycić mój zapach, ale wiatr wiał z innego kierunku. Widać było po nim – młodym zwierzęciu – że nie ma pojęcia, kim lub czym jestem. Wstrzymałam oddech. Oczywiście dzikie wilki nie atakują ludzi, ale czy ten wilk o tym wiedział? Był głodny, a między nim a jego ciężko zdobytym pożywieniem stałam tylko ja.
– Hej, wilku! – Czy to ze mnie wydobyło się to skrzeknięcie?
Zwierzę drgnęło i odskoczyło o krok. Równocześnie na poły uniesiony ogon przycisnął się do brzucha. Ciekawość przerodziła się w strach. Zrobił połowiczny piruet na tylnych łapach i prysnął w las. Jeszcze dobrą chwilę patrzyłam zafascynowana na drzewa, za którymi zniknął.
W ciągu następnych miesięcy nauczyłam się więcej o życiu i zachowaniu wilków żyjących na swobodzie oraz o prowadzeniu badań, telemetrii i monitoringu od biologów z International Wolf Center, ośrodka badań nad wilkami w Ely na północy Minnesoty, oraz od wilków koło mojego domu.
Gdy w 1995 roku w amerykańskim Parku Narodowym Yellowstone osiedlono pierwsze wilki szare z Kanady, rozpoczął się następny „wilczy” rozdział w moim życiu. Pracowałam jako wolontariuszka przy wilczym projekcie w Yellowstone, wspierając biologów podczas badań terenowych. W tym celu przebywałam przeważnie w Lamar Valley, położonej na wysokości dwóch i pół tysiąca metrów nad poziomem morza rozległej dolinie na północy parku narodowego, obserwowałam żyjące tam wilcze rodziny, a swoje obserwacje przekazywałam biologom.
Było to przed dwudziestu laty. Od tamtej pory mam za sobą dobrze ponad dziesięć tysięcy obserwacji wilków. Czasami dzieliło nas od siebie ledwie parę metrów. Nigdy nie czułam się zagrożona ani też się nie bałam. To, że mogłam niemal codziennie widywać te zwierzęta, traktowałam jako wielki przywilej. By tego doświadczyć, kilkakrotnie przelatywałam co roku dziesięć tysięcy kilometrów przez Atlantyk, ponieważ w Niemczech oficjalnie nie było wilków. Gdy w 2000 roku również i tutaj potwierdzono obecność tych nieśmiałych zwierząt, nie robiłam sobie nadziei, że kiedykolwiek je zobaczę.
I musiało minąć kolejnych dziesięć lat, zanim po raz pierwszy zobaczyłam w Niemczech wilka na wolności.
Wracałam ze spotkania autorskiego i wczesnym rankiem jechałam pociągiem Intercity-Express z Lipska do Frankfurtu. Konduktor postawił przede mną na stoliku cappuccino, a ja właśnie sięgałam po gazetę, gdy spojrzałam przez okno i dostrzegłam na polu coś brązowego. Jeżeli człowiek spędza wiele czasu ze zwierzętami na łonie natury, rozwija w sobie zdolność, którą można przyrównać do pewnej wilczej cechy, czyli posiadanego przez nie wzorca wizualnego ofiar albo krajobrazu. Nieświadomie przyswajam scenę, którą widzę, i czuję, że coś się nie zgadza, zanim jeszcze mogę to konkretnie zdefiniować. Teraz to uczucie błyskawicznie się pojawiło. Co to było? Zbyt długie nogi jak na lisa. Długi ogon, czyli nie sarna. Niech ktoś zatrzyma ten pociąg! – pomyślałam. Ale on niepowstrzymanie pędził dalej. Przywarłam do szyby, przechyliłam się nad stolikiem, wylewając przy tym kawę na gazetę. Tak, to wilk! Stał nieruchomo i wpatrywał się w coś na skraju lasu. Chwilę później obraz widziany z okien pędzącego pociągu zdążył się już rozmyć.
Był to pierwszy i jak dotąd jedyny raz, gdy miałam tyle szczęścia, by zobaczyć w Niemczech dzikiego wilka.

Obserwowanie wilków w naturze to nigdy niekończąca się historia. Oglądamy je podczas kopulacji, a po kilku miesiącach widzimy jej rezultat, jak na krótkich nóżkach fika koziołki z nory, przypatrujemy się walce maluchów o najlepsze miejsce przy „barze mlecznym” u mamy, cieszymy się z ich pierwszych, niepewnych sukcesów myśliwskich (hura! – mysz!), cierpimy razem z nimi, gdy się zranią, opłakujemy ich śmierć, śmiejemy się z żartów i zabaw, uczestniczymy w próbach flirtu, póki cykl nie dobiegnie końca i wszystko nie zacznie się od nowa.
Jestem zagorzałą wilkoholiczką, uzależnioną od wilków i mam objawy odstawienia, gdy nie ma mnie przy nich. Na wilczym terenie bezustannie się rozglądam za swoim „towarem”, którego mi nigdy dosyć. Wielu ludziom wystarcza, gdy zobaczą wilka raz czy dwa razy w życiu. Mnie nie, chcę ich coraz więcej. I dlatego czekam na kolejne wilcze obserwacje – nieważne, czy przy minus czterdziestu stopniach Celsjusza czy też w palącym słońcu i wśród gryzących owadów. Naciągam dodatkową parę wzmacnianych skarpetek, wsuwam do rękawiczek wkładki rozgrzewające albo smaruję się kremem z filtrem przeciwsłonecznym i środkiem na komary.
A potem sterczę na dworze godzinami i trwam niewzruszenie na posterunku, znoszę każdą pogodę. Postępuję tak, bo wiem, że wilki robią rzeczy, których nie chcę przegapić. A jeśli akurat nic nie robią, chcę wiedzieć, co się może wydarzyć za chwilę.
Jeżeli w pobliżu nie ma żadnych wilków, czekam, póki nie przyjdą. A gdy wreszcie się pojawiają, czuję, że właśnie dzieje się coś wyjątkowego. To intensywne chwile, w których świat wydaje się żywy i wiecznotrwały.
Mam wielkie szczęście, że wilki pozwoliły mi uczestniczyć w swoim życiu – w polowaniu, kryciu czy wychowywaniu młodych. Stwierdziłam, że zwierzęta te bardzo przypominają nas, ludzi, w swoich zachowaniach: są troskliwymi członkami rodzin, autorytarnymi, lecz sprawiedliwymi przywódcami, współczującymi pomocnikami, postrzelonymi nastolatkami albo głupkowatymi błaznami.
Ponadto w trakcie obserwacji dowiedziałam się, że wilk jest wspaniałym mistrzem i nauczycielem, od którego możemy się paru rzeczy w życiu nauczyć.
Wilcze watahy stały się cząstką mnie samej. Tak długie zgłębianie ich zachowań społecznych zmieniło mnie. Pojęcia w rodzaju moralności, odpowiedzialności czy miłości zyskały nowy sens. Wilki są moimi nauczycielami i źródłem inspiracji. Każdego dnia uczą mnie na nowo widzenia świata oczami innych – oczami wilków.

Nasze najlepsze cechy okazujemy w miłości do rodziny, bo jest ona miarą naszej stabilizacji i wyznacza naszą lojalność.
HANIEL LONG

ZNACZENIE RODZINY

Czyli dlaczego tak ważna jest troska o tych, których powierzono naszej opiece

Wilki leżały zwinięte na śniegu. Przypominały krąg z szarych kamieni, gdzieniegdzie można było dostrzec drgające ucho czy łapę. Smukła wilczyca przeciągnęła się i przewróciła na bok. Jej ciemnoszare futro przecinał wzdłuż podbrzusza srebrny pas. Pozostałe wilki miały ciemne futro na grzbiecie z rdzawymi plamami na piersi. Wilczy rodzice odpoczywali parę metrów dalej, przyciśnięci grzbietami do siebie, wokół nich leżały porozrzucane dwulatki i roczniaki, wyczerpane gonitwami i tarmoszeniem się z rodzeństwem.
Maluchy zbudziły się pierwsze. Rozdzieliły między sobą kilka szturchańców, po czym skoczyły na te, które jeszcze spały. Przez kilka minut przypominały bandę rozzuchwalonych nastolatków. A następnie otrząsnęły się i rozejrzały dookoła. Jeden z roczniaków jako pierwszy runął naprzód, dając susa nad śpiącymi dorosłymi, inne poszły za nim. Najmłodszy pośliznął się i wpadł na ojca, który zerwał się na równe nogi i warknął na szczeniaka. Junior natychmiast przewrócił się na grzbiet i zaskomlał, na co ojciec polizał go po twarzy. W tym momencie wróciła banda urwisów. Doskoczyła do przywódcy stada, wytarzała się z nim w śniegu i umknęła. Zbudziło to pozostałych dorosłych członków rodziny.
Młode wilki dopadły do przywódców watahy i zasypały je gradem pocałunków, liźnięć i delikatnych, pieszczotliwych ukąszeń.
Skakały przez nie i szturchały się wzajem, tworząc ogromny kłąb, w którym trudno było rozróżnić, gdzie kończy się jeden wilk, a zaczyna drugi. Czule chwytały zębami pyski rodzeństwa, kręciły się, ocierały i dotykały, przepełzały pod pniakami, skakały przez skałki i przedzierały przez krzaki blokujące im drogę. Wszędzie widać było błyszczące oczy i machające na wszystkie strony ogony. Ci ogarnięci największym entuzjazmem dawali susa w sam środek zgrai tylko po to, żeby po prostu tam być. Wyraz czystej radości życia.
Jeden z wilczków wdrapał się na wzgórek, a za nim podążyli jego młodsi bracia. Spojrzeli po sobie, a następnie wszyscy razem skoczyli ponad krawędzią zbocza i ślizgiem zjechali po śniegu. Wirowali przy tym wokół własnej osi, ciągnąc za sobą tuman śnieżnego pyłu. Gdy dotarli na dół, wyglądali jak wilki śnieżne.
Wreszcie jeden z grupy dobył z siebie głos. Inne mu zawtórowały. Niemal wszystkie wstały i wyły w najrozmaitszych tonacjach. Niektóre śpiewały, inne piszczały podniecone, dwa leżące wilki uniosły głowy i dołączyły do wycia. Śpiew się wzmagał, wybuchając fenomenalnym finałem.
Pierwsze wilki ruszyły w drogę. Kilkoro młodziaków bawiło się jeszcze w berka. Ale wkrótce cała rodzina podjęła wędrówkę i rozciągniętą linią maszerowała górskim grzbietem.
Niewiele scen w przyrodzie obserwuje się z takim wzruszeniem jak życie wilczej rodziny3. W przeciwieństwie do warczących i szczerzących zęby kreatur, które możemy oglądać w filmach, egzystencję dzikich wilków cechuje harmonia, a ich wzajemne kontakty są radosne i czułe. Szczeniaki są ukochanym i pilnie strzeżonym skarbem watahy, zatem odpowiednio do tego się je traktuje. Nie tylko rodzice, lecz także cała rodzina wraz z ciotkami, wujami i starszym rodzeństwem troszczy się o nie, a troskę tę można opisać jedynie jako altruistyczną, czyli bezinteresowną4. Starym i rannym członkom rodziny zapewnia się pożywienie, nigdy nie zostawia się ich na łasce losu. Każdy członek stada wie, gdzie jest jego miejsce i kto podejmuje decyzje. Wszyscy ciągle zapewniają się o swoim oddaniu i uwadze poprzez bezustanne interakcje i rytuały. Silne więzy rodzinne stanowią ważną ochronę w świecie natury i pomagają przetrwać.
System społeczny wilków jest obiektem licznych studiów zarówno biologów, jak i psychologów, którzy są zdania, że człowiek może się wiele dowiedzieć o sobie samym, obserwując wilki. Chcąc lepiej zrozumieć ich zachowania społeczne, etolodzy podzielili wilki na dwa podstawowe typy charakterologiczne:
Typ A to typ śmiały, energiczny i ekstrawertyczny. Rzuca się z motyką na słońce i szybko gubi w sytuacjach, które są dla niego nowe i których nie może kontrolować poprzez swoje zachowania. Po porażce potrzebuje dłuższych przerw. Takie wilcze (i ludzkie) osobowości są zwykle wesołe, ale i męczące w obcowaniu – przynajmniej dopóki mogą wszystko regulować na swoją modłę. Gdy staje się to niemożliwe, tracą rezon i wołają o pomoc.
Zupełnie inny jest typ B. Jego zasadnicze podejście do życia polega na arystokratycznej powściągliwości. Tego rodzaju introwertyczne charaktery czekają najpierw, co się stanie, ale potem lepiej się przystosowują.
Wilcza rodzina jest zasadniczo zbiorowiskiem takich typów osobowościowych. Oboje przywódcy, czyli rodzice, stanowią niemal zawsze połączenie typu A i B, które się wzajemnie uzupełniają. Nie oznacza to bynajmniej, że typ A to zawsze samiec, a typ B to zawsze samica.
U nas, ludzi, też istnieją rozmaite typy charakterów. Zastanawialiście się już kiedyś, do jakiego typu należycie? Jeżeli jesteście ekstrawertycznym typem A, musicie się nauczyć panowania nad sobą w pewnych sytuacjach i tłumienia chęci do zbyt impulsywnych poczynań. Jako powściągliwy, nieśmiały typ B macie czasem problem ze zbyt powolnym działaniem i brakiem odpowiednio szybkiej reakcji. Zgodnie z zasadą: „Kto późno przychodzi, ten sam sobie szkodzi”.
Naturalnie między obydwoma typami osobowości istnieją jeszcze najróżniejsze warianty i typy mieszane. Ja prezentuję łagodniejszą formę typu B z lekką domieszką typu A.
Znajomość tych faktów często mi się przydaje w relacjach międzyludzkich stosownie do reguły: „To jest po prostu A czy B i inaczej nie może”. Wprawdzie krytycy podziału na typy A i B są zdania, że charaktery podstawowe mogą się zmienić w każdym momencie, jednak z doświadczenia wiem, że nasza najpierwotniejsza osobowość podstawowa zawsze ostatecznie dojdzie do głosu, nie możemy więc na dłuższą metę stroić się w cudze piórka.
Podobnie jak poszczególne wilki, tak też wilcze rodziny mają coś w rodzaju osobowości grupowej. Naturę niektórych watah określają na przykład despotyczni przywódcy lub ponure indywidua. Z tego powodu wzajemne oddziaływanie wilczych charakterów sprawia, że jedna wataha jest zasadniczo przyjaźniejsza jak Druidy5, inna zaś poważniejsza i budząca większy strach jak wataha Mollie.