Książka “Zażyła więź. Jak zwierzęta kształtowały historię ludzkości” to wciągająco i przystępnie napisana opowieść o historii rozwoju cywilizacyjnego człowieka widziana przez pryzmat jego stosunku do zwierząt.


Zażyła więźAutor dowodzi, że większość przełomowych momentów w dziejach rozwoju ludzkości wiąże się z udomowieniem konkretnego gatunku zwierzęcia, a wynalazki technologiczne są jedynie pochodną tego procesu.

Udomowienie bydła i świń spowodowało, że zaopatrzony w stałe źródło mięsa, mleka, tłuszczu i skóry człowiek mógł zmienić tryb życia na osiadły. To pociągało za sobą ogromną zmianę cywilizacyjną związaną z budowaniem i rozwijaniem osad oraz wprowadziło kwestie dziedziczenia.

Z kolei zwierzęta juczne i pociągowe (osły i wielbłądy), przemierzając pustynię w karawanach, pozwoliły człowiekowi trwale połączyć odległe lokalizacje, umożliwiając regularną wymianę handlową i dalszy rozwój osiedli.

“Zażyła więź” zgrabnie łączy walory poznawcze i rozrywkę, promując przy okazji etyczne postawy wobec zwierząt i skłaniając do refleksji na temat ich przeszłego i obecnego statusu.

Brian Fagan
Zażyła więź. Jak zwierzęta kształtowały historię ludzkości
Przekład: Patryk Gołębiowski
Wydawnictwo Sonia Draga
Premiera: 31 października 2018
 
 

Zażyła więź


Przedmowa

To książka o szacunku, współpracy, miłości i okrucieństwie, o złożonej i nieustannie zmieniającej się relacji między zwierzętami a ludźmi, która naznaczyła i zmieniła bieg historii. Sami też jesteśmy, rzecz jasna, zwierzętami, choć z pewną różnicą. Zaliczamy się do Homo sapiens, mądrych ludzi o unikalnych zdolnościach poznawczych, które wyróżniają nas spośród wszystkich innych stworzeń. Mowa, przezorność i rozum, nasze złożone reakcje uczuciowe: to wszystko unikatowe cechy człowieka – tej bezgranicznej przepaści nie da się w pełni zniwelować. Jesteśmy również gatunkiem stadnym, silnie uwarunkowanym psychologicznie do tworzenia więzi z innymi zwierzętami. Sentyment względem otaczających nas istot, czy to zwierząt domowych, czy roboczych, niekiedy skłania nas do przypisywania im ludzkich emocji i uczuć. Wiele książek dla dzieci opisuje perypetie kotów, psów i słoni, jak ponadczasowej pary Babara i Celeste[1], których przygody przynoszą radość pokoleniom młodzieży na całym świecie.
Jednak niekończący się spór o człowieczeństwo zwierząt nie ma znaczenia dla tej publikacji. Interesuje nas wyłącznie perspektywa historyczna – prześledzimy, jak zmieniało się z upływem czasu nasze podejście do tych istot. Większość historii zazwyczaj koncentruje się na postaciach, monarchach i władcach, szlachcicach i generałach, ale również na zwykłych ludziach oraz kwestiach choćby równouprawnienia płci czy nierówności społecznych. Cel tej książki jest inny. Opisuje, jak zwierzęta i nasza relacja z nimi zmieniły bieg historii.
My, ludzie, od ponad dwóch i pół miliona lat żyjemy w bliskim związku z najróżniejszymi zwierzętami, dużymi i małymi, ssakami i bezkręgowcami, drapieżnikami i bezbronnymi antylopami. Nasi dalecy przodkowie byli drapieżnikami w świecie drapieżników – i łowcami, i zwierzyną. Na przestrzeni dziesiątków tysięcy lat pozyskali niesamowitą wiedzę na temat zwyczajów najróżniejszych stworzeń. To była kwestia przetrwania, ale być może brakowało im potrzeby zbudowania ze zwierzętami więzi psychologicznej, symbolicznego włączenia ich do swojego życia. Ostatecznie ludzie byli zwykłymi drapieżcami.
Wszystko się zmieniło, kiedy na scenie historii zawitał obdarzony niezwykłymi zdolnościami poznawczymi Homo sapiens. Ponadprzeciętne umiejętności łowieckie, nowa, bardziej wyrafinowana broń, ale przede wszystkim inteligencja i zdolność rozumowania zmieniły nasze podejście do zwierzyny łownej. Nie ma pewności, kiedy to nastąpiło, ale było to przynajmniej 70 tysięcy lat temu, kiedy liczba ludności była jeszcze znikoma. W tym nadal słabo zbadanym okresie staliśmy się istotami w pełni społecznymi, o silnym impulsie do zacieśniania więzi nie tylko w ramach naszego gatunku, ale też z innymi żywymi stworzeniami. Nasza potrzeba bliskości względem innych mieszkańców tej planety jest zbyt silna, by dało się ją stłumić.
Relacje są nieuchwytne: to więzi komunikacji werbalnej i pozawerbalnej wyrażane gestami lub mową, pieszczoty lub subtelne tiki palca czy brwi. Stanowią esencję historii, na swój sposób są dużo ważniejsze niż najbardziej imponujące budowle lub arcydzieła sztuki. Wychwytujemy je tylko przez zamglone lustro przeszłości, dzięki dokumentom i wytworom artystycznym, za sprawą artefaktów i kości zwierząt. W tym właśnie tkwi jedno z wielkich ograniczeń archeologii, zajmującej się w dużej mierze materialnymi śladami ludzkich czynów. Mimo to możemy prześledzić ogólny zarys zmieniającej się relacji człowieka i zwierzęcia na podstawie garści fascynujących tropów, które przetrwały co najmniej 20 tysiącleci.
Historia przedstawiona na niniejszych stronach rozpoczyna się od europejskich twórców z epoki lodowej sprzed 20 tysięcy lat, którzy malowali i wycinali zwierzynę łowną na ścianach jaskiń i schronień skalnych, jak we francuskiej jaskini Lascaux i w jaskini Altamira w północnej Hiszpanii. Definiowali oni swój świat w kategoriach potężnych, rytualnych kompanów: zwierząt. Łowcy traktowali je z szacunkiem, jak jednostki, jak stworzenia obdarzone osobowością, żywe istoty, których partnerstwo z ludźmi miało charakter materialny i rytualny. Możemy sobie wyobrazić zwierzęta – niedźwiedzie, renifery czy kruki – zachowujące się w rytualnych opowieściach jak ludzie, znacząco uwikłane w tworzenie i definiowanie ludzkiego kosmosu. Tak zażyłe wspólnota i partnerstwo między ludźmi a fauną przetrwały do dziś wśród australijskich Aborygenów i niektórych arktycznych grup samowystarczalnych łowców, polujących na zwierzęta w celu zaspokojenia własnych potrzeb.
W naszej historii główne role odgrywa osiem gatunków zwierząt, w pierwszej kolejności jest to pies (a następnie koza, owca, świnia, bydło, osioł, koń i wielbłąd). Ponad 15 tysięcy lat temu związki oparte na wspólnocie i szacunku doprowadziły do współpracy i uspołecznienia relacji ludzi i wilków, przodków pierwszych zwierząt, które przyłączyły się do człowieczych rodzin. Czy tylko jako kompan – swoisty towarzysz domowy – czy jako zwierzę robocze, pies subtelnie zmienił relację między ludźmi a istotami żywymi. Pojawiły się trwałe partnerstwo i bliska współzależność.
Potem nadeszła rewolucja, obfitujące w wydarzenia tysiąclecia, kiedy ludzie udomowili zwierzęta gospodarskie, co zaczęło się jakieś 12 tysięcy lat temu. Kozy, owce, świnie i, niedługo potem, bydło – oswojenie tych obecnie powszechnych zwierząt hodowlanych mogło być wręcz podświadomym aktem, pozbawionym lęku. Obie strony skorzystały na tym przełomowym partnerstwie. Zwierzęta, teraz już gospodarskie, hodowane w niewoli zyskały ochronę przed drapieżnikami i, dzięki dobrze zorganizowanemu wypasowi, lepsze wyżywienie. Ludzie zdobyli regularne źródło mięsa, mleka i całego asortymentu cennych produktów ubocznych – wszystko od skór i futer po rogi i ścięgna na rzemienie. A co być może najważniejsze, za sprawą tych czterech zwierząt hodowlanych człowiek zaczął zakładać stałe osady, przywiązując się do pól, pastwisk i ściśle wyznaczonych terenów, przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Związek między pasterzami i wypasanymi zwierzętami był bliski na początku, kiedy stada były niewielkie, a poszczególne sztuki nadal istotne. Hodowane okazy były czymś więcej niż tylko jedzeniem; stanowiły część tkaniny codziennego życia, wyznacznik statusu społecznego. Dla samowystarczalnych rolników zwierzęta użytkowe były narzędziami społecznymi, ale też kompanami, przyjaciółmi, choć traktowanymi bez złudzeń. Stały się kluczowym ogniwem między pokoleniami, między żywymi a czczonymi przodkami, oraz osobistymi symbolami samowystarczalności i więzi międzyludzkich.
Rolnictwo i udomowienie zwierząt nie były rewolucyjnymi wynalazkami człowieka, lecz ich konsekwencje zmieniły historię, zwłaszcza po pojawieniu się miast i cywilizacji. Bydło szybko stało się czymś więcej niż źródłem mięsa, rogów i skór. Było teraz żywym majątkiem, przedmiotem darów i rytualnych uczt. Symbolizowało męskość i potęgę egipskich faraonów i innych przywódców, jak minojskich władców Krety 3500 lat temu. Bydło było też pierwszym gatunkiem jucznym. Niedługo po roku 3000 p.n.e. na polach Mezopotamii można było spotkać woły ciągnące wozy na litych kołach i pługi. Bydło wykorzystywano do transportu, do codziennej pracy na drogach i w polu. Było zarazem symbolem władzy i majątku, składano je też w ofierze bogom.
Na wsi rolnicy i pasterze żyjący z roli nadal utrzymywali małe stada, znali nawet poszczególne zwierzęta po imieniu, co utrzymało się aż do współczesnych czasów. To w zatłoczonych, szybko rozwijających się miastach i ich okolicach relacja między zwierzętami a ludźmi przeszła fundamentalną zmianę. Popyt na mięso i inne produkty zwierzęce był w mieście tak potężny, że skala hodowli szybko rosła. W gospodarstwach hodowano setki sztuk bydła i owiec. Zwierzęta robocze stopniowo stały się bezosobowym towarem, hodowanym i sprzedawanym przez głowę domu dla zysku. Nie znaczy to, że dla wielu ludzi zwierzęta nadal nie były bliskie, jednak sam ogrom zapotrzebowania na jedzenie wywołany wzrostem populacji nie sprzyjał kultywowaniu zażyłej więzi.
Do 2500 roku p.n.e. fauna odgrywała nową, choć niepozorną rolę w świecie podlegającym stopniowej globalizacji, za sprawą swoistej rewolucji zwierząt pociągowych. Będę twierdził, że jednym z najważniejszych gatunków w dziejach był nasz szósty bohater, skromny osioł, a później muł, krzyżówka osła i konia. Osły były pierwszymi zwierzętami w karawanach, co zmieniło podróże lądowe w suchym klimacie na długo przed wielbłądami, w czasach, kiedy większość dalekich wypraw odbywała się drogą wodną. Przyczyniły się do rozwoju państwa egipskiego, łączyły przez wiele wieków obszerne połacie południowo-zachodniej Azji, zaopatrywały armie i nosiły władców, na długo zanim konie pociągnęły rydwany. Wydajny osioł przenosił towary i ludzi, był wykorzystywany i ciężko pracował, niekiedy nawet do śmierci, w relacji, w której zwierzęta juczne traktowano jako środek masowego transportu, a nie odrębne istoty.
Zażyłe więzi między zwierzęciem a człowiekiem, tak samo jak międzyludzkie, koniec końców powstają między poszczególnymi jednostkami. W pewnym sensie to sama liczebność osłów sprawiła, że zostały zwykłymi zwierzętami jucznymi. Poszczególni rolnicy, nawet wielcy władcy i kapłani, mogli szczycić się swoimi nieskazitelnie oporządzonymi wierzchowcami, ale większość osłów pełniła funkcję samochodów – czysto użytkową. Jak pokazuje historia, więzi między koniem, naszym siódmym zwierzęciem, a człowiekiem były dużo bliższe, nie dlatego że zaprzęgano go do wozu i pługa, ale z racji unikalnej relacji między koniem a jeźdźcem. Sztuka jazdy konnej wymaga opartego na wrażliwości porozumienia między jeźdźcem a wierzchowcem, które trzeba nieustannie utrwalać, zwłaszcza w przypadku wypasu zwierząt lub szkolenia do wyścigów rydwanów. Koń i jeździec tworzyli tak onieśmielającą parę, że zwierzęta te były cenionymi nabytkami, symbolami prestiżu i władczości. Armie Mongołów zalały Eurazję i zmieniły historię, co najlepiej widać na przykładzie kampanii Czyngis-chana. Nie przypadkiem oddziały kawalerii wzbudzały na polu bitwy lęk i zaskoczenie. Ich skuteczność zależała od ścisłego związku między żołnierzem a rumakiem.
Nasz ósmy bohater, wielbłąd, również zmienił historię, nie tylko z racji swoich unikalnych właściwości w suchym klimacie, ale ze względu na relację z człowiekiem, wynalazcą siodeł, dzięki którym wielbłądy stały się tak wydajnymi zwierzętami jucznymi, że miały wyprzeć na wieki wozy we wschodnim rejonie Morza Śródziemnego i umożliwić podbój Sahary. Ci, którzy jeździli na wielbłądach i je pędzili, wypracowali wręcz mistyczny stosunek do swoich podopiecznych, prowadząc objuczone zwierzęta ku wodzie przez na pozór bezdrożne tereny.
Karawany zwierząt pociągowych od 5 tysięcy lat składają się na jeden z wielkich wątków historii. Woziły towary i ludzi, rzadkie przedmioty i ekspedycje dyplomatyczne, pomagały armiom. Przede wszystkim cementowały związki między oddalonymi narodami i krajami – wspierając handel, relacje polityczne, wiedzę o odległych ziemiach i ludach oraz świadomość różnorodności kulturowej. Wraz z towarami i żywnością z Azji nad Morze Śródziemne i z Afryki na północ wędrowały idee. Nie powinniśmy ignorować potęgi zwierząt pociągowych, które zaopatrywały rzymskie armie i przeniosły w piętnastym wieku dwie trzecie europejskiego złota z Afryki Zachodniej. Tysiące ludzi spędzało całe życie w podróży; wielkie skrzyżowania dróg, którymi były w średniowieczu Kair, Damaszek i Samarkanda, stanowiły węzły komunikacyjne. Powstanie tych osławionych skupisk hadlowych było możliwe tylko dzięki tysiącom zwierząt jucznych oraz mężczyznom i kobietom, którzy je prowadzili i rozumieli. Przy takiej skali połączeń nie dało się uniknąć przemiany zwierzęcia w narzędzie – nazywam je „furgonetką”.
Trudno jest nam wyobrazić sobie świat, w którym wiosła, żagle, ludzkie dłonie i przede wszystkim zwierzęta były siłą napędową codziennego życia. W tym – obecnie w dużej mierze już nieistniejącym – uniwersum, w którym zwierzęta pełniły kluczową funkcję, miliony gospodarzy żyjących z roli nadal kultywowało bliskie relacje ze swoimi podopiecznymi. Na przykład wielu średniowiecznych rolników trzymało inwentarz w domu, znało każde zwierzę z osobna i ceniło jego wkład w prozę codzienności. Ich związek opierał się na autentycznym partnerstwie, dzięki któremu człowiek mógł się wyżywić i które przez tysiąclecia wyznaczało bieg historii. Jednak po miarowym wzroście populacji miejskich i, w końcu, po rewolucji przemysłowej, zażyłe więzi między człowiekiem a zwierzęciem zniknęły, zastąpione coraz silniejszym rozdźwiękiem między szacunkiem i dumą z posiadania a zwierzęciem jako towarem.
To podczas stuleci prowadzących do rewolucji przemysłowej ludzie naprawdę zapanowali nad zwierzętami, udoskonalając prymitywne praktyki rzymskich i średniowiecznych rolników. Do osiemnastego wieku kontrolowany rozród bydła i świń zmienił relację człowieka ze zwierzętami gospodarskimi na taką, w której ludzie podziwiali tylko swoje dzieło hodowlane. Gorliwa troska dumnych właścicieli o konie wyścigowe i cenny inwentarz rozpowszechniła się wśród arystokracji początków dziewiętnastego wieku. Jednak kolejny raz nieubłagane siły rozrastających się miast i wzrost populacji wytworzyły popyt na mięso, którego nie dało się zaspokoić. Hodowla na skalę przemysłową przyspieszyła wraz ze wzmagającą się obsesją na punkcie masy pokarmu z każdej ubitej sztuki i skrupulatnie zaplanowaną produkcją mięsną. Pomijając potrzeby żywnościowe, wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że rewolucja przemysłowa i rozwój miast były silnie uzależnione pod każdym względem od zwierząt roboczych, poczynając od mielenia ziarna do noszenia ładunku, wydobywania węgla i holowania barek. Ciężka praca wiązała się z długim wysiłkiem i złym traktowaniem, do tego stopnia, że okrucieństwo wobec zwierząt użytkowych było nowym problemem czasów wiktoriańskich, na który nałożyła się rosnąca popularność zwierząt domowych wśród klasy średniej.
Zwierzęta na ubój i do wiwisekcji – to były nowe problemy dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Jednak dopiero w ostatnich latach rosnąca i intensywna troska o prawa zwierząt dotarła do tuczarni i laboratoriów. Obecnie na popularności zyskuje szersze rozumienie praw zwierząt w opozycji do władzy człowieka, pozwalającej mu gnębić i maltretować te udomowione istoty, które ukształtowały bieg historii. Współcześnie większość z nich nam służy – jest jedzona i wykorzystywana na inne sposoby. Czy nadal będziemy podążać tą niewybaczalną drogą, czy zanosi się na zmianę? Historia użycza nam tła, nie daje za to, niestety, gotowych rozwiązań.