Polscy pisarze protestują przeciwko skandalicznie złej organizacji Targów Książki w Krakowie. Wystosowali w tej sprawie list otwarty do organizatorów wydarzenia i prezydenta miasta.

Sobota na Targach Książki w Krakowie

Ludzie stłoczeni w niemożebnym ścisku przed bramkami prowadzącymi na teren hali targów, liczące kilkaset metrów kolejki przed budynkiem, ścisk w alejkach uniemożliwiający sprawne przemieszczanie się pomiędzy stoiskami – takie sceny uchwycone na zdjęciach są dumą organizatorów Targów Książki w Krakowie. Co roku chętnie zamieszczają nowe odsłony tych dantejskich scen na swojej stronie, z zadowoleniem odnotowując duże zainteresowanie zwiedzających. „Jedyne targi na świecie, które chwalą się złą organizacją” – taki komentarz znaleźliśmy w zeszłym roku pod jednym z tych zdjęć i jest w nim sporo gorzkiej prawdy, bo pomimo licznych głosów krytyki wyrażanych po każdej edycji wydarzenia, nie zmienia się nic. W zeszłym roku podczas kuluarowych rozmów pomiędzy pisarzami, wydawcami i dziennikarzami nieraz padało pytanie: a co by było, gdyby zdarzyła się jakaś tragedia? Poruszanie się po terenie Targów jest wyzwaniem nawet w czasach pokoju, a gdyby wybuchła panika?

Te pytania, i jeszcze kilka innych, wyewoluowało do formy listu otwartego wystosowanego do organizatorów Targów Książki w Krakowie przez Stowarzyszenie Unia Literacka i Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Autorzy listu domagają się zmian, zapowiadają, że będą namawiać koleżanki i kolegów pisarzy do bojkotu imprezy lub przeniesienia spotkań autorskich poza teren Targów w przypadku, jeśli organizatorzy wydarzenia nie zechcą naprawić oczywistych błędów w ich organizacji, narażających uczestników i zwiedzających na niebezpieczeństwo.


W liście, opublikowanym między innymi na stronie Stowarzyszenia Pisarzy Polskich czytamy:

W sprawie Targów Książki w Krakowie

Warszawa, 18 września 2018

Szanowna Pani
Grażyna Grabowska
Prezeska Zarządu
Targi w Krakowie sp. z o.o.

Szanowny Pan
Prof. Jacek Majchrowski
Prezydent Miasta Krakowa

Szanowni Państwo,

Targi Książki w Krakowie od wielu lat są jednym z najważniejszych świąt polskiej literatury, w czasie którego autorki i autorzy opuszczają gabinety, a czytelniczki i czytelnicy odchodzą od półek z książkami, żeby się spotkać osobiście i udowodnić, że polska literatura to wspaniały, pełen energii żywioł, przestrzeń spotkań, rozmowy i wymiany myśli.

My, polskie pisarki i polscy pisarze, kochamy ten żywioł i kochamy spotykać się w Krakowie z naszymi czytelnikami. Niestety, coraz częściej dowiadujemy się od nich, że nie udało im się dotrzeć na czas z wybranymi autorami, albo że w ogóle są zmuszeni zrezygnować z uczestnictwa w tej imprezie ze względu na skandaliczny stan infrastruktury. Z każdym bowiem kolejnym rokiem przybywamy na krakowskie targi bardziej przestraszeni i opuszczamy je bledsi, powtarzając sobie z ulgą, że znowu się udało, że na szczęście znowu nikt nie jest poważnie poszkodowany.

Z przykrością stwierdzamy, że rosnącej popularności targów wśród wydawców, autorów i zwiedzajacych nie towarzyszą zmiany w sposobie zarządzania imprezą, co najpierw było zabawne, potem uciążliwe, a po ubiegłorocznych targach uznaliśmy zgodnie, że stało się niebezpieczne. To, co uchodziło na początku, przy pięciu, ośmiu, piętnastu tysiącach zwiedzających, jest niedopuszczalne przy osiemdziesięciu tysiącach.

Zła organizacja ruchu wokół centrum targowego była tylko anegdotą, dziś budzi grozę. Do hali prowadzi tylko jedna wąska trasa, otoczona placami budowy i nowymi domami. Ze względu na niemożność nie tyle dojechania, co nawet zbliżenia się samochodem do przestrzeni targowej, codziennością stały się opóźnienia, a nawet odwoływanie spotkań. Nie to nas jednak niepokoi, lecz wizja karetki pogotowia lub wozu straży pożarnej, uwięzionych na zakorkowanej uliczce. Nasi czytelnicy to nie tylko ludzie młodzi i sprawni, ale też osoby starsze czy niepełnosprawne, dla których przejście prawie kilometra od przystanku tramwajowego jest poważnym wysiłkiem.

Wewnątrz hal targowych jest jeszcze gorzej. Mamy wrażenie, że nikt nawet nie próbuje zapanować nad liczbą zwiedzających, organizowanych jednocześnie imprez i spotkań autorskich. Służące teoretycznie do komunikacji wąskie alejki między stoiskami wypełnione są zbitym tłumem ludzi, czekającymi w ścisku i duchocie na spotkanie z autorami. Wśród nich ludzie starsi oraz dzieci, którzy szukają z rodzicami ulubionych autorów i dla których często jest to pierwszy kontakt z żywą literaturą. Przejście z jednego końca hali na drugi staje się albo skrajnie trudne albo po prostu niemożliwe. I znowu: to tylko niedogodność, dopóki nie trzeba komuś nagle udzielić pomocy.

Nie chcemy być mądrzy po szkodzie i po fakcie komentować tragedii, do której doszło, ponieważ zła organizacja uniemożliwiła udzielenie pomocy albo sprawną ewakuację. Dlatego prosimy, by przedstawili Państwo planowane zmiany w organizacji tegorocznych targów. Przede wszystkim zapanowanie nad liczbą zwiedzających, przebywających jednocześnie w halach, uregulowanie ruchu samochodowego oraz przeniesienie przynajmniej części spotkań autorskich do wydzielonych pomieszczeń.

Odpowiedzialność i troska o czytelniczki i czytelników – przede wszystkim tych najmłodszych i najstarszych – sprawiają, że w przeciwnym razie będziemy apelować do kolegów, aby całkowicie zrezygnowali z udziału w imprezie lub przenieśli swoje spotkania z czytelnikami do przestrzeni publicznej Krakowa. Nasi wydawcy znają problem, zgadzają się z nami i obiecali pomoc w organizacji takowych spotkań.

Z wyrazami szacunku,

Członkowie Stowarzyszenia Unia Literacka
Prezes Jacek Dehnel
Sylwia Chutnik, Justyna Czechowska, Mariusz Czubaj, Anna Dziewit-Meller, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Grzegorz Kasdepke, Barbara Klicka, Jakub Kornhauser, Stanisław Łubieński, Dorota Masłowska, Zygmunt Miłoszewski, Joanna Olech, Grażyna Plebanek, Jerzy Sosnowski, Marcin Szczygielski, Piotr Tarczyński, Olga Tokarczuk, Katarzyna Tubylewicz, Ewa Winnicka, Jakub Żulczyk

Członkowie Stowarzyszenia Pisarzy Polskich
Prezeska Anna Nasiłowska

Do wiadomości:
Polska Izba Książki
Prezes Włodzimierz Albin


Tylko czy realnie da się coś zmienić? Hala targów została wybudowana na terenach poprzemysłowych, odległych od ścisłego centrum miasta. Nie ma tutaj dobrych dróg dojazdowych, poza jedyną jednopasmową ulicą prowadzącą do obiektu, a budowa nowych ulic dla jedynej imprezy w tym obiekcie generującej tak duże zainteresowanie przez zaledwie cztery dni w roku brzmi jak fantazja. To samo w kwestii parkingu, który przez 361 dni świeci pustkami, bo wszystkie inne prestiżowe wydarzenia odbywają się w znakomicie skomunikowanym, znajdującym się w ścisłym centrum miasta Centrum Kongresowym ICE zarządzanym przez Krakowskie Biuro Festiwalowe i Miasto Kraków.

Jedyną nadzieją na zwiększenie komfortu odwiedzających halę targów przy ulicy Galicyjskiej podczas Targów Książki byłoby zmniejszenie liczby wystawców, co dałoby możliwość zaaranżowania wewnątrz obiektu szerszych alejek i pozostawienia pustych przestrzeni ułatwiających poruszanie się i oddychanie, tak jak ma to miejsce chociażby podczas Śląskich Targów Książki w Katowicach. Wiązałoby się to jednak ze zmniejszeniem wpływów za wynajem powierzchni, a mowa o dużych pieniądzach, bo każdy metr stoiska, nawet w najdalszym zakątku hali, kosztuje krocie.
Czy zatem jest szansa na to, że bezpieczeństwo i komfort zwiedzających wygrają z chęcią jak największych zysków? Jedyna nadzieja w proteście pisarzy, bo to dla spotkania z nimi ludzie z całej Polski przyjeżdżają na krakowskie Targi – bez nich ta impreza nie istnieje. Grzegorz Bogusz