To miała być skromna opowiastka dla dorastających dziewczynek. Powstał globalny bestseller. O autorce „Ani z Zielonego Wzgórza” i jej niespodziewanym sukcesie opowiedziała Mollie Gillen w książce “Maud z Wyspy Księcia Edwarda”.

Maud z Wyspy Księcia Edwarda

Wakacyjne popołudnie, ośrodek wczasowy w Beskidzie Żywieckim. Dzieci zgromadzone przy jednym z domków postanawiają, że będą bawić się w teatr. Podchodzą do tego poważnie: najpierw trzeba mieć rekwizyty, teatr bez rekwizytów jest bez sensu! – mówi jedna z dziewczynek. Naradzają się cicho, bo temat przedstawienia to najwyraźniej sekret. – Wiem, gdzie są deski – mówi chłopiec, na oko dziesięcioletni. – Mogą być na mostek? – pytają go dziewczęta, a gdy potwierdza, biegną sprawdzić czy rzeczywiście się nadadzą. Przygotowania, z różnym natężeniem, trwają dwa dni. Za domkiem wczasowym pojawia się prześcieradło w charakterze kurtyny i coś, co ma przypominać wspomniany mostek. Trzeciego dnia wydaje się, że pomysł został zarzucony, dzieci znikają i tylko mama jednej z dziewczynek siedzi na werandzie czytając. A później okazuje się, że dzieciaki poszły zrywać kwiaty, bo są potrzebne do sceny, jaką zamierzają odegrać. To scena, w której jedna deska będzie udawać tonącą łódź, a inna – mostek. Ten pomysł wydaje się wam znajomy? Tak, dobrze się domyślacie: dzieci zaczerpnęły go z „Ani z Zielonego Wzgórza”, książki po raz pierwszy wydanej 110 lat temu.

Do obecnego renesansu zainteresowania powieścią bez wątpienia przyczynił się nowy serial emitowany przez Netflix, który nie zaistniałby jednak, gdyby nie ponadczasowa siła oryginalnego dzieła literackiego. Dziś, gdy rudowłosa Ania jest postacią trwale zakorzenioną w popkulturze, trudno wyobrazić sobie, że autorkę powieści o niej spotkały odmowy ze strony wydawców, a także i jej chłodny stosunek do własnego dzieła.

Kanadyjska pisarka uważała stworzoną przez siebie fabułę za kolejną skromną opowiastkę dla dorastających dziewczynek. Gnębiły ją tęsknoty za stworzeniem poważnego dzieła dla dorosłych i chociaż z wytrwałością zabiegała o znalezienie wydawnictwa zainteresowanego wydaniem przygód Ani, to nie oczekiwała wielkiego sukcesu tej książki. Ten jednak się zdarzył, wprawiając autorkę w zakłopotanie związane przede wszystkim ze stałym zainteresowaniem jej osobą ze strony czytelników i mediów.

O tym, jak wyglądało życie Lucy Maud Montgomery „przed Anią i po Ani” można dowiedzieć się z książki napisanej przez Mollie Gillen. Biografka postarała się o to, by stworzyć możliwie jak najbardziej szczegółowy i wierny obraz pisarki z Wyspy Księcia Edwarda. Tłem tego portretu są miejsca bajecznej urody, gdzie Lucy Maud Montgomery mieszkała i tworzyła, znane jej miłośnikom z kart powieści o Ani i innych bohaterach wykreowanych przez pisarkę. Autorka obdarowywała je swoimi obserwacjami, przygodami, przemyśleniami i pragnieniami. Zaprzeczała jednak, jakoby rudowłosa Ania, najbardziej znana spośród stworzonych przez nią postaci, stanowiła alter ego autorki. Bohaterką, którą obdarowała największą ilością własnych przeżyć była „Emilka z Księżycowego Nowiu”, stanowi też ona drugą, pod względem popularności, postać z powołanych do życia piórem pisarki.

Lektura tej biografii może przynieść liczne zaskoczenia, bo Lucy Maud Montgomery okazuje się osobą twardo stąpającą po ziemi, systematyczną i pracowitą, a mowa przecież o osobie, która potrafiła tworzyć nadzwyczajnie wiarygodne postaci marzycielek wiecznie bujających w obłokach. Przez całe życie z niesłabnącą sumiennością spisywała zabawne dialogi, opisywała scenki, widoki, zdarzenia i własne, bieżące przemyślenia, które później w odpowiednim momencie umieszczała w swych powieściach. Pracowała wytrwale, nie zrażała się niepowodzeniami, łączyła twórczą pracę z obowiązkami rodzinnymi, w tym z opieką nad swoją babcią. Owszem, chętnie uciekała w świat czytanych i pisanych książek, aby znajdować w nich wytchnienie od rzeczywistości, jednak nigdy nie traciła z nią kontaktu solidnie trzymając w ryzach swoje życie.

Mollie Gillen dotarła do żyjących krewnych i znajomych, odwiedziła wiele miejsc związanych z Lucy, natrafiła na jej listy pisane do jednego z dwóch najbliższych przyjaciół, co sama nazywa cudem o jakim marzą biografowie. W rezultacie powstała barwna opowieść przenosząca czytelnika w czasy przełomu XIX i XX wieku, kiedy to żyła i tworzyła pisarka. Jej losy, jednocześnie barwne i ciekawe – z drugiej zaś strony podobne do tych będących udziałem wielu kobiet, matek i żon ówczesnej Kanady, mogłyby posłużyć za kanwę niejednej powieści – i tak właśnie się stało. Tomasz Orwid

 
Mollie Gillen, Maud z Wyspy Księcia Edwarda, Przekład Zofia Stanisławska-Kocińska, Wydawnictwo Literackie, Premiera: wrzesień 2008