Jak naprawdę żyje się w Los Angeles? Próbę odpowiedzi na to pytanie podjął Rainer Strecker. Jego reporterska książka, napisana w lekkim i przystępnym stylu, pozwala czytelnikowi śledzić perypetie Europejczyka poznającego to wielkie miasto.


Stworzenie literackiego portretu Los Angeles to trudne zadanie. Miasto to, jak relacjonuje Rainer Strecker, nieustannie się zmienia, kształtowane przez masy ludzi napływających nieprzerwanym strumieniem z najdalszych zakątków świata. Gnani marzeniami, podobnie jak pionierzy zasiedlający niegdyś te ziemie, widzą swoją świetlaną przyszłość w miejscu, gdzie, przynajmniej teoretycznie, wszystko może się zdarzyć. A co tak naprawdę na nich czeka? Czy rzeczywisty wizerunek tego miejsca pokrywa się, choćby w jakimś procencie, z tym, który kształtuje przemysł filmowy? Na te pytania Streckerowi udało się znaleźć odpowiedź, tym bardziej wierną prawdzie, że sam trafił do miasta jako obcokrajowiec i krok po kroku poznawał jego tajemnice, czego rezultatem jest książka „Los Angeles. Single, gangi i zieloni piraci”.

Najważniejszą cechą książki Rainera Streckera jest lekkość narracji. Autor nie kieruje się w stronę opasłej monografii, nie stara się też przywoływać większej ilości danych historycznych, niż to konieczne do zrozumienia, w jaki sposób przeszłość miasta wpłynęła na jego dzisiejszy kształt. To książka-przygoda, zapis doświadczeń i obserwacji, podszyta humorem relacja ze spotkań z pracującymi w Los Angeles przedstawicielami różnych profesji i nie chodzi tu wcale o aktorów czy celebrytów odruchowo kojarzących się z Miastem Aniołów, a na przykład o planistów czy policjantów patrolujących śmigłowcami tę aglomerację. Jak nie bez racji zauważa Strecker, podkreślając słowa swoich rozmówców, ci ostatni mają „najlepszą pracę na świecie”, a przynajmniej w tym mieście – bez przeszkód mogą przemieszczać się dokąd zechcą, obojętni na wszechobecne korki, niepodlegający licznym zakazom obecnym na ziemi.

Bo Los Angeles, co jest dalekie powszechnym, wyidealizowanym wyobrażeniom, jest przede wszystkim miastem bardzo trudnym w użytkowaniu. Ogromne, wciśnięte pomiędzy górskie pasma i wybrzeże oceanu, spowite plątaniną asfaltowych szos, spycha na margines tych, którzy nie mają samochodu i nie mogą się nim przemieszczać, wyklucza miłośników pieszych przechadzek, traktowanych tam jak objaw szaleństwa lub wynik jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia. Z punktu widzenia Europejczyka nie jest to najszczęśliwsze otoczenie, jakie można sobie wyobrazić, przypomina raczej wizję urbanistycznego koszmaru.

Los Angeles - fot. Shutterstock

Streckera aspekt urbanistyczny bardzo interesuje. Z zaciekawieniem przygląda się hermetycznym dzielnicom, pomiędzy którymi co najmniej trudno jest się poruszać, przedstawia czytelnikowi przyczyny takiego, a nie innego kierunku rozwoju miasta, szuka śladów starej architektury, a przy tym odwołuje się też obficie do dzieł filmowych powstałych na ulicach miasta i we wnętrzach słynnych budynków. „Nieme filmy Chaplina, Bustera Keatona czy Flip i Flap są bezcennymi dokumentami. Wiele zdjęć plenerowych daje nam niepowtarzalną możliwość zobaczenia Los Angeles z lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Także późniejsze klasyki filmowe pokazują nam miasto, które dziś już prawie nie istnieje” – pisze autor i dzieli się z czytelnikami długą listą takich filmów.

Z kolei poznawanie współczesnego miasta z pewnością ułatwi inna umieszczona w książce lista, a mianowicie spis stron internetowych publikujących na bieżąco wiadomości dotyczące różnych dziedzin życia. Jest pośród nich na przykład taka, która informuje, gdzie w ogóle da się przejść pieszo, inne poświęcone są możliwościom zwiedzania wyjątkowych budynków, jeszcze inne zawierają aktualizowany spis miejsc, gdzie kręcone były filmy, jest na liście strona zawierająca wykaz bieżących castingów i taka, gdzie można starać się o miejsce na gali rozdania Oscarów, bo, jak zdradza Stecker, wcale nie trzeba być gwiazdą filmową, aby wziąć udział w tym wydarzeniu. Część audytorium to po prostu statyści, wyłaniani na podstawie zgłoszeń nadesłanych poprzez wskazaną przez niego witrynę internetową.

Krótkie rozdziały i bogactwo tematów w nich podejmowanych sprawiają, że przez książkę Rainera Streckera czytelnik przemieszcza się lotem błyskawicy

Krótkie rozdziały i bogactwo tematów w nich podejmowanych sprawiają, że przez książkę Rainera Streckera czytelnik przemieszcza się lotem błyskawicy. Poznaje dzieje miejskich gangów zapoczątkowanych zaledwie w latach pięćdziesiątych XX wieku, dowiaduje się o działaniach lokalnych aktywistów pragnących namówić innych mieszkańców miasta do większej dbałości o wspólną przestrzeń i porzucenie zapędów do pokrywania betonem każdego skrawka przestrzeni, łącznie z korytem rzeki, obserwuje jak zmieniają się twarze miasta wraz z nastaniem dnia i nocy, kiedy to te same miejsca służą zupełnie innym celom.

W książce nie mogło też rzecz jasna zabraknąć fragmentów poświęconych przemysłowi filmowemu, jego kulisom i stałej obecności w życiu miasta. Strecker, którego głównym zawodem jest aktorstwo, przebywał w Los Angeles zwykle przez pewną część roku, dzieląc życie pomiędzy rodzinne Niemcy, a Stany Zjednoczone. W L.A. zgłębiał tajniki pisania scenariuszy, próbował też zainteresować swoją osobą producentów filmowych. W rezultacie czytelnik może z bliska przyjrzeć się zasadom panującym w Fabryce Snów i jej otoczeniu, by ostatecznie dojść do konkluzji, że samo miasto jest jednym z nich. Nikodem Maraszkiewicz

Rainer Strecker, Los Angeles. Single, gangi i zieloni piraci, Przekład: Ewa Kowynia, Seria: Mundus, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Premiera: 29 kwietnia 2015
 
 

Los Angeles. Single, gangi i zieloni piraci

Rainer Strecker
Los Angeles. Single, gangi i zieloni piraci
Przekład: Ewa Kowynia
Seria: Mundus
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 29 kwietnia 2015
 

SPIS TREŚCI


Przedmowa
Miasto wielu warstw
Najpierw dworce, potem ludzie
Mieszkanie w samochodzie
Up and coming: Downtown
Władcy akt
A Network of Centers
Najlepszy zawód na świecie
L.A. z ziemi
Architekstura
Woda i zieloni piraci
Ja chcę do filmu!
Oskar klaszcze i plotkuje
Hollywood & Pentagon
Banery
Miasto Aniołów – umysł i ciało
Wurstküche
Lost Angeles…
…and found Angels
Światło
Kanon – lista filmów, które trzeba obejrzeć
Pomyszkujmy w internecie: strony z informacjami o mieście


„Przyjeżdżajcie do Los Angeles! Świeci tu słońce, plaże są szerokie i piaszczyste, gaje pomarańczowe ciągną się jak okiem sięgnąć. Pracy w bród, ziemia tania. Każdy robotnik może być właścicielem domu, a w każdym domu mieszka szczęśliwa amerykańska rodzina. To wszystko możesz mieć i ty. Kto wie? Być może ktoś cię odkryje i zostaniesz gwiazdą filmową, a przynajmniej jakąś spotkasz. W Los Angeles żyje się dobrze. To raj na ziemi…”

W tym miejscu wprowadzenia do filmu Tajemnice Los Angeles, którego akcja rozgrywa się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, Danny DeVito śmieje się obrzydliwie i dodaje: „Podpuszczają cię, sprzedają wizerunek…”. Pomarańczowe gaje od dawna już nie istnieją, na ich miejscu ciągną się, jak okiem sięgnąć, monotonne osiedla. O pracę bardzo trudno, a ceny działek przyprawiają o zawrót głowy. Na przekór wszystkiemu Los Angeles chce jednak przyćmić blaskiem słońce. Do Miasta Aniołów od zawsze napływają ludzie z całego świata, bo tak naprawdę Los Angeles to coś więcej niż tylko wizerunek – jest realne tak samo jak tęcza. Wybrałem to porównanie nie z powodu słońca i wielobarwności, lecz dlatego że to miasto, podobnie jak tęczę, widać w całości tylko z pewnego dystansu. Gdy podejdzie się bliżej, i jedno, i drugie staje się nierealne.

…….

Los Angeles ucieleśnia marzenie mieszczucha o miłym życiu na łonie ujarzmionej natury. Wymyślone jako antymodel molochów na Wschodnim Wybrzeżu czy w Europie. Marzenie o własnym domku i sąsiadach, którzy dzielą to marzenie z nami. Pewnie z tego powodu wszystkie budynki w okolicy są tak podobne do siebie. Krótko strzyżone trawniki, przed domem drzewo, przeważnie dwa miejsca parkingowe. Dla nas to koszmar – nie zapominajmy jednak, że ludzie w Stanach potrzebują czegoś zupełnie innego, by czuć się dobrze i bezpiecznie.

W tym miejscu pozwolę sobie zacytować świetny Sposób użycia Ameryki Paula Watzlawicka. Pisze on: „Już od przedszkola tłuką Amerykaninowi do głowy, że jest częścią grupy, że najważniejsze są wartości, zachowanie i dobrostan grupy. Tylko niewdzięcznik może myśleć inaczej. (…) Nazwanie Europejczyka przeciętniakiem to obraza, Amerykanin zaś odczuwa strach przed wykluczeniem. Grupa nie toleruje odmieńców, gardzi nimi. Dlatego pewnie nikt nie lubi siedzieć sam w restauracji, bo to by oznaczało, że nikt go nie kocha”.

Jeśli więc, powiedzmy, ktoś chciałby mieć przed domem tajemniczy ogród, nikt oczywiście mu tego nie zabroni, ale zasadniczo wybiera się sąsiadów, o których się wie, że mają te same upodobania co reszta mieszkańców. A jeśli lubisz chadzać własnymi ścieżkami, wybierz dzielnicę poplątanych ulic i podejrzanych kamienic, tam na pewno spotkasz podobnych do ciebie samotników – na przykład Coldwater Canyon. Bo w Ameryce nabywasz nie tylko nieruchomość, lecz także sprzęgnięty z nią styl życia. Nie kupujesz samego domu, lecz także specyfi czną jakość życia, pewien układ. Fundujesz sobie życie, jakim chciałbyś żyć, a jeśli twoje marzenia ulegną zmianie, po prostu się wyprowadzasz i żyjesz inaczej. Wskakujesz w gotową formę. Tak właśnie ukształtowało się Los Angeles.