W swojej najnowszej powieści „Dom tysiąca nocy” Maja Wolny podsuwa czytelnikowi spektrum zdarzeń, dylematów i emocji przypisanych ludzkiej egzystencji – od radości wyczekiwanych narodzin do bólu przedwczesnej śmierci. Bez nachalności lecz sugestywnie skłania do refleksji, do szukania własnych odpowiedzi na precyzyjnie zdefiniowane pytania.

Czy wychowywanie dziecka jest sprawą drugorzędną? Czy bardziej człowiek jest potrzebny światu w innych sprawach? Czy błędy wychowawcze przechodzą z pokolenia na pokolenie? Czy możemy sięgnąć po szczęście także wtedy kiedy otoczenie oczekuje od nas, że poddamy się dyktatowi cierpienia? Pójść za głosem serca, żyć pełnią życia by pokazać śmierci, że nie wygrała. A miłość? Dlaczego jedna przeważnie nie wystarcza na całe życie? Czy różnym etapom życia przypisane są różne miłości, tak zmienne jak zmienia się człowiek? Czy miłości niezmiennej, trwającej przez całe dekady może zaznać tylko ten, kto nie rozwija się, nie ewoluuje?

To tylko niektóre z pytań jakie podsuwa pod rozwagę lektura „Domu tysiąca nocy”. Książki pięknej, ciekawej, choć niełatwej. Książki, której fabuła rozmywa się pośród egzystencjalnych zagadnień. Kuszące jest wprawdzie letnie Sorrento, ciekawi bohaterowie i ich losy, lecz czuje się, że to tylko pretekst do poruszenia kwestii, które rzadko kiedy pojawiają się w rozmowach, które w myślach większość ludzi widzi niechętnie. Kto nie lubi być ze sobą szczery, kto łudzi się, że na wszystko jeszcze ma czas niechaj tej książki nie czyta.

Jest prawdziwa przyjemność w smakowaniu pisarstwa Mai Wolny. Wprost bije ze stron powieści literacka profesjonalność – wszak autorka jest doktorem nauk humanistycznych, absolwentką Wydziału Polonistyki oraz Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Naraz okazuje się jaka to dziś, w zalewie różnorodnej literatury, rzadkość. Uderza czytelnika ów kontrast perfekcji „Domu tysiąca nocy” i miałkości popularnych wśród czytelników lektur, która współcześnie stała się normą. Jak przepięknie skonstatował w tytule jednego ze swych artykułów Tygodnik Powszechny: „wszyscy piszą, nikt nie czyta”. To zaś rewelacyjnie ilustruje znakomite połacie polskiej prozy.

W przewadze dziś są, dzięki łatwości wydawania książek, amatorzy. Hobbyści, marzyciele, którzy poczuli się pisarzami, bo odkryli sekret gustu masowego odbiorcy. Po lekturze „Domu tysiąca nocy” poczułem żal, że przez sterty niewiele wartych, ale dobrze wypromowanych książek, rzadko przebijają się do szerszego grona odbiorców literackie perełki – takie jak ta. I pożałowałem, doprawdy pożałowałem, że współcześnie niemal każdy może wydać swoją pisaninę, która zajmuje na księgarskich półkach eksponowane miejsca na jakich chciałbym widzieć prace prawdziwie wartościowe. Cóż, prawdopodobnie jeszcze przez długi czas pozostanie to moim pobożnym życzeniem. (O)

Maja Wolny – Dom Tysiąca Nocy