Książka dla matek i córek, którym zależy na relacjach opartych na wzajemnym szacunku, zaufaniu i bliskości.


Wszystkie staramy się być jak najlepszymi matkami, prawda? Niestety często nieświadomie popełniamy błędy. Susan Shapiro-Barash próbuje zwrócić na nie uwagę. Czy rozpieszczamy nasze córki, czy może jesteśmy dla nich zbyt surowe? Próbujemy się z nimi zaprzyjaźnić czy nieustępliwie tkwimy po przeciwnej stronie barykady? Jesteśmy wzorem do naśladowania czy odstraszającym antyprzykładem? Innymi słowy: czy aby przypadkiem same nie robimy z nich potworów?

Autorka porusza m.in. następujące problemy:
• ciągłe usprawiedliwianie („Po prostu powiem, że źle się poczułaś”).
• brak reguł i granic („Oczywiście, że możesz się napić, kiedy jesteś ze mną w domu”);
• rozpieszczanie materialne („Którą torebkę Prady wybierasz?”);
• obsesja na punkcie jedzenia i wagi („Naprawdę musisz to jeść?”);

Już dziś poznaj właściwe metody postępowania i odmień swoje życie!

Susan Shapiro-Barash jest autorką dwunastu książek poruszających problemy kobiet. W Polsce, poza poradnikiem „Masz szlaban na zawsze”, ukazały się jej bestsellerowe „Toksyczne przyjaciółki” (2010). Susan wykłada gender studies na Marymount Manhattan College. Często – zapraszana przez czasopisma oraz stacje radiowe i telewizyjne – jako ekspert wypowiada się na tematy kobiece.

Susan Shapiro-Barash
Masz szlaban na zawsze.
Wyzwania stojące przed matkami córek i dziesięć skutecznych strategii postępowania
Tłumaczenie Agnieszka Labisko
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Premiera: 18 września 2013


rozdział 1

Po prostu powiem, że źle się poczułaś
Usprawiedliwienia/wieczne tłumaczenia

• Czy zawsze znajdujesz sposób, aby „załatwić” różne rzeczy swojej córce?
• Czy częściej decydujesz się osłaniać córkę, niż rozwiązać konkretny problem?
• Czy za wszelką cenę unikasz wykładania kawy na ławę w rozmowach z córką?
• Czy często musisz się nagłowić, by przedstawić córkę w korzystnym świetle?
• Czy koloryzujesz fakty, aby jej postępowanie wydawało się właściwe?
Jeśli choć raz odpowiedziałaś „tak”, to zapewne rozgrzeszasz swoją córkę, nie bacząc na okoliczności.

Ubiegły tydzień był wyjątkowo ciężki. Twoja piętnastoletnia córka została przyłapana na wagarowaniu, a druga – dziewiętnastoletnia studentka koledżu – przekazała ci mailowe ostrzeżenie od opiekuna roku o jej poważnych zaległościach w nauce. W przeszłości twoja umiejętność rozgrzeszania córek i przerzucania winy na innych działała bez zarzutu. Ta strategia ułatwiała ci życie i pozwalała wierzyć, że robisz to, co najwłaściwsze. Przecież matka pragnie, by jej córce wszystko się udawało, prawda? Jesteśmy silnie związane z córkami i wiążemy z nimi wielkie nadzieje, a w pamięci wciąż mamy żywe wspomnienie własnych konfliktów z matkami, dlatego każdy sposób na usunięcie przeszkód spod stóp naszych córek wydaje się odpowiedni.

Nawet jeśli w głębi serca uważasz, że obie córki wymagają utemperowania – a poza tym, bądźmy szczerzy, potrafią być naprawdę irytujące – to natychmiast przystępujesz do akcji ratunkowej. Najpierw dzwonisz do wychowawcy w gimnazjum i przyrzekasz, że zaistniała sytuacja już się nie powtórzy, oraz zwalasz winę na zły wpływ paczki przyjaciół na córkę. Następny jest telefon do opiekuna roku starszej pociechy. Przekonujesz go o perfekcjonizmie, który opóźnia jej pracę, gdyż dziewczyna po prostu nie jest w stanie oddawać byle jakich projektów.

Jak zwykle twoje energiczne działanie okazuje się skuteczne. Uff, po raz kolejny zapobiegłaś kryzysowi w życiu obydwu córek!
Jak widać na przykładzie powyższej scenki, usprawiedliwianie córek często bywa mechanizmem radzenia sobie z problemami. Wymyślając przekonujące wytłumaczenia dla dziewcząt, unikamy zmierzenia się z prawdą o naszych córkach i nas samych w roli matek. Ponieważ to, co robimy dla córek (zarówno dobrze, jak i źle), jest naturalną kontynuacją strategii usprawiedliwiania, którą przyjęłyśmy, gdy dziewczynki były jeszcze w przedszkolu, musi wpływać na ich przygotowanie do życia. Przekonuje nas idea, że możemy walczyć z przeciwnościami losu za pomocą pomysłowych wymówek. Bez wątpienia tego rodzaju podejście jest bardziej kuszące niż wizja bezpośredniej konfrontacji z problemami córek, które pojawiają się od ich najmłodszych lat w związku z socjalizacją, nauką, wymaganiami finansowymi, relacjami z rodzeństwem oraz przyjaciółkami. Matczyna miłość, podszyta dobrymi chęciami i najeżona komplikacjami, wręcz d o m a g a s i ę wymyślania usprawiedliwień, dlatego stajemy się w tej dziedzinie mistrzyniami. Usprawiedliwiamy nasze córki na tyle chętnie i łatwo, że taki sposób postępowania utrwala się jako wzorzec na całe życie.

Córki grają na naszych emocjach i to właśnie intensywność tej relacji rodzi kolejną falę usprawiedliwień. Skoro w naszej kulturze tak silne jest pragnienie posiadania dziecka (Amerykańskie Stowarzyszenie Medycyny Reprodukcyjnej podaje, że liczba prób sztucznego zapłodnienia wzrosła o 68 procent w okresie 1996–2005), nie dziwi to, że kiedy już potomek zjawia się na świecie, zrobilibyśmy niemal wszystko, aby służyć mu pomocą. W przypadku matek i córek obserwujemy fascynujące zjawisko: jedno usprawiedliwienie przeciera szlak kolejnym, jeszcze bardziej przekonującym. Jak zauważyła pewna kobieta: „Kto by pomyślał, że będę tłumaczyć córkę ze słabych ocen z matematyki przed moim mężem, a jej ojcem… ale to właśnie robię”. Zmagania naszych córek przebijają wszystkie nasze rozterki z czasów, gdy byłyśmy w ich wieku, a na dodatek poprzeczka z dnia na dzień podnosi się coraz wyżej. Stare przysłowie: „Małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot” jest prawdziwe, ale – o dziwo – s p o s ó b, w jaki „wybielamy” nasze córki przed światem, pozostaje taki sam, czy są pięcio-, czy dwudziestopięciolatkami. Zmieniają się jedynie okoliczności.

Cel – wyciągnięcie córki z tarapatów, ratowanie przed osądem i obciążeniami – przesłania nam wszystko. Matki często przyznają, że łatwiej jest udzielić milczącego przyzwolenia na zły nawyk, niż się z nim zmierzyć. Tym sposobem matka i córka wplątują się w skomplikowany układ zależności, jakby obie tańczyły psychologiczną polkę. Obserwujemy to zjawisko w kilku dziedzinach.

1. Ciche wspólniczki: używanie szkodliwych substancji i palenie

W swojej książce Mother-Daughter Wisdom (Mądrość relacji matka–córka) Christiane Northrup wylicza niebezpieczeństwa i szkodliwe skutki nadużywania alkoholu oraz narkotyków przez młodzież. Przy okazji potwierdza, że miliony amerykańskich nastolatek upijają się oraz palą marihuanę. Chociaż większość matek zdaje sobie sprawę z konsekwencji opisywanych przez doktor Northrup (takich jak upośledzenie funkcjonowania mózgu w wyniku palenia marihuany i wzrost ryzyka zachorowania na raka piersi związany ze spożywaniem alkoholu), to wiele kobiet, równie świadomych zagrożenia, jest jednak gotowych przymknąć oko, gdy ich córki sięgają po niedozwolone używki. Po prostu unikają konfrontacji z córkami pomimo obaw o ich zdrowie i formę. Katia, czterdziestopięcioletnia gospodyni domowa, zwierzyła mi się, że jej córka, obecnie dwudziestoletnia, w czasach szkoły średniej jak opętana odurzała się na różne sposoby w gronie przyjaciół:

Zostawiłam za sobą tamte problemy, więc już mogę otwarcie o tym mówić. Zawsze znajdowałam sposób, aby nie stawić czoła problemowi. Po prostu nie chciałam mieć córki, która zeszła na złą drogę. Dręczyło mnie podejrzenie, że bywa „pod wpływem”, a poza tym często czułam od niej dym papierosowy. Moja własna matka oskarżała mnie o uchylanie się od odpowiedzialności, ale kiedy raz spróbowałam zmierzyć się z problemem, nie dałam rady i na dobre wycofałam się do swojej skorupy. Widziałam, co robią inne matki, i postępowałam dokładnie tak samo. Udawałam, że wszystko jest pod kontrolą. Łatwiej było mieć odurzoną córkę, nie przyjmować faktów do wiadomości i przeczekiwać. Szczęśliwie problem z marihuaną sam się rozwiązał, ale gdyby tak się nie stało – wciąż chowałabym głowę w piasek i udawała, że nie ma się czym przejmować. Jeśli zaś chodzi o papierosy, to nadal wmawiam sobie: „Ech, wszystkie młode kobiety dzisiaj palą. To chyba jakieś zbiorowe szaleństwo!”.

2. Leniwe córki

Zanim tandem matka–córka rozkręci się i wrzuci czwarty bieg usprawiedliwień, powtarza się inny schemat zachowań: córka zachowuje się lekceważąco i udaje, że jest zbyt zmęczona, aby wypełniać swoje obowiązki. Matkom opadają ręce, kiedy ich pociechy są opryskliwe, znudzone i łamią ustalone zasady. Dziecko, któremu nie stawiamy żadnych wymagań, w domu nie kiwnie palcem, zaniedbuje naukę albo ma w nosie życie rodzinne. Przed takim problemem stanęła Audra (44 lata), menedżerka. Jej szesnastoletnia córka zamieniła się we „wredną kosmitkę”. Zdawałam sobie sprawę, że jest trudna i próbuje zawsze postawić na swoim. Już jako trzylatka potrafiła wyprowadzić mnie z równowagi. Tłumaczyłam wtedy znajomym, że jest uparta i lubi zwracać na siebie uwagę. Kiedy skończyła czternaście lat, prowokowała mnie: „Dlaczego nie powiesz sąsiadom, że mam gdzieś ich nudne przyjęcie w ogródku, zamiast kłamać, że muszę się uczyć?” albo: „Dlaczego nie powiesz babci, że nie zamierzam już nigdy u niej nocować, bo już z tego wyrosłam, zamiast zmyślać, że wcześniej umówiłam się z przyjaciółką?”.

Ostatnio córka używa mojego laptopa i nie raczy naładować później baterii. Poza tym zostawia brudne naczynia w zlewie, usuwa wiadomości do mnie z domowej sekretarki i podbiera mi pieniądze, zamiast wybrać się do bankomatu. Tak długo na to wszystko pozwalałam, że teraz nie pozostaje mi nic innego jak wymyślanie nowych usprawiedliwień, które przedstawią ją w lepszym świetle.

3. Przeciążenie życiem

Niektóre mamy godzą się na to, aby ich córki spoczęły na laurach i nie walczyły o sukces, choć taka postawa wpływa negatywnie na ich szkolne postępy i rozwój zawodowy (więcej na ten temat w rozdziale 9). Tłumaczą to zbyt wysokimi wymaganiami i nikłymi korzyściami. Matka chce, aby córka radziła sobie w szkole, ale jednocześnie łatwo wybacza jej słabe oceny. Jeśli sama kiedyś usprawiedliwiała swoje kiepskie wyniki, może próbować chronić córkę, obniżając jej poprzeczkę. Tak postępuje czterdziestoczteroletnia Nora, która pomaga mężowi w prowadzeniu biura rachunkowego. Martwi się tym, że jej osiemnastoletniej córce strasznie zależy na miejscu w dobrym koledżu. Moja córka przez tydzień przeżywała oblany test z matematyki, choć miała za sobą bardzo ciężki miesiąc. Kłóciła się z przyjaciółmi i w pocie czoła pisała esej potrzebny do podania na studia. Mówiłam jej, że to nic strasznego dostać zły stopień i niekoniecznie musi iść do najlepszej szkoły. Poza tym wiadomo, że koledzy potrafią nieźle dać w kość. Usiłowałam ją przekonać, że wszyscy przez to przechodziliśmy, że to nie jest jej wina, po prostu takie jest życie.

4. Siła nabywcza

W naszym kapitalistycznym społeczeństwie kością niezgody między matkami i córkami są zakupy i styl życia. Chociaż omówimy to zagadnienie szerzej w rozdziale 3, temat zakupów zaprzeczających naszemu systemowi wartości i przekraczających domowy budżet zasługuje na wzmiankę już teraz. Ponad 70 procent matek deklaruje, że są gotowe wydać na potrzeby córki więcej niż na swoje własne. Postępując w ten sposób, muszą bardzo ograniczać się finansowo. Krąży wiele „uzasadnień” wydatków (czego to niby nie można kupić za pieniądze), ale prawdziwe jest jedno: tak naprawdę tylko nieliczne matki są w stanie odmówić swoim córkom. Większość wydziela hojne kieszonkowe i finansuje wydatki dziewczynek, tłumacząc, że to konieczność wynikająca z kryzysu ekonomicznego. Ponadto przyznają, że zdobędą się na każde poświęcenie, aby nie rozczarować córek. Weźmy na przykład Maggie (lat 47), która pracuje w przemyśle spożywczym. Właśnie wydała krocie na wesele swojej dwudziestotrzyletniej córki, ponieważ czuła, że… musiała.

Nie chciałam, aby córka myślała, że wydzielamy jej każdy grosz, ale próbowałam ją przekonać do kupna używanej sukni – nie chciała o tym nawet słyszeć. Później starałam się ją przekonać do idei uroczystego obiadu, ale uparła się na całonocne wesele. Mój mąż nie był zachwycony, więc wymyśliłam przekonujące powody, aby zorganizować wszystko zgodnie z oczekiwaniami córki. Gdyby tylko lepiej się nam powodziło, większe wydatki nie stanowiłyby żadnego problemu. Jednak interesy idą kiepsko, a córka nie zgadzała się na żaden kompromis. Musiałam się bardzo starać i sprytnie lawirować, aby wilk był syty i owca cała (czyli córka zadowolona i jej ojciec udobruchany). Ostatecznie ugościliśmy ponad sto osób, ponieważ powtarzałam, że powinna zaprosić wszystkich przyjaciół na swój wielki dzień. Teraz widzę to inaczej. Uważam, że lepiej byśmy zrobili, ofiarując młodym zadatek na dom, zamiast opłacać huczną imprezę, ale jak mogłam odmówić własnej córce?

5. Status społeczny

Matki cierpią, kiedy ich córki prowokują kłopotliwe sytuacje. Wtedy ich tłumaczenia stanowią rodzaj amortyzatora i łagodzą dyskomfort dziecka. Często bronią swoich córek, nawet jeśli te kłamią, wywierają zły wpływ na rówieśników lub znęcają się nad nimi. Jeśli matka jest zbyt łagodna i wszystko wybacza córce, w rzeczywistości w niczym jej nie pomaga. Często matki usprawiedliwiają dzieci, powodowane strachem i desperacją, nie potrafiąc zmierzyć się z problemem i jego konsekwencjami. Oto słowa jednej z moich rozmówczyń: „Zawsze podkreślam, że córka osiągnęła wspaniały zawodowy sukces, zamiast przyznać, że nie potrafi znaleźć sobie odpowiedniego chłopaka i stworzyć trwałego związku”. Laborantka Victoria (lat 52) stara się usprawiedliwić córkę, której drażliwość zniechęca do niej ludzi. Nie potrafię pomóc jej w rozwiązaniu tego problemu. Teraz ma 19 lat i zawsze sprawiała kłopoty. Mówię przyjaciołom, że wszystko u niej w porządku, tylko jest bardziej drażliwa niż jej starsze siostry. Za każdym razem, kiedy wagaruje, zabiera samochód bez pozwolenia lub pyskuje, przedstawiam ją jako „mojego małego urwisa”. Jest bardzo przekonująca, kiedy mówi, że wcale nie odstaje od reszty i wszyscy rówieśnicy zachowują się podobnie – aż chce się jej wierzyć. Najdziwniejsze jest to, że im dalej brnie w to wszystko, tym bardziej jest przerażona, podobnie zresztą jak ja. Obie wymyślamy różne usprawiedliwienia, ale wiem, że to bez sensu. W głębi serca czuję, że jest nieprzystosowana społecznie i nie potrafi się z nikim zaprzyjaźnić ani się dopasować.

Niebezpieczeństwo wychowawcze kryje się w tym, że matka czuje się bezradna i lekceważona. Córka obserwuje, jak jej rodzicielka używa wymówek, aby wybrnąć z kłopotów, i „zaraża się” jej poczuciem bezsilności. Natomiast jeśli matka jest w stanie zachować autorytet w obliczu problemów, usprawiedliwianie i szukanie wymówek przestaje być potrzebne.

W OGNIU OSKARŻEŃ

Większość mam, z którymi rozmawiałam, przyznaje, że jednym z powodów usprawiedliwiania córek przed innymi jest obawa przed potępieniem i osądem otoczenia. Kobiety zdają sobie sprawę, że w naszej kulturze w razie niepowodzenia domagamy się satysfakcji przez wskazanie palcem winnego. Charles Tilly w swojej książce zatytułowanej Credit and Blame (Uznanie i wina) zauważa, że znalezienie winnego przynosi ulgę, a obwinianie rodziców jest jednym z kluczowych elementów równania. Winą obarcza się przede wszystkim matki, ponieważ to macierzyństwo podlega ciągłej obserwacji i analizie.

Ponieważ zrzucanie winy na matki jest w naszym społeczeństwie powszechnym zjawiskiem, kobiety czują się odpowiedzialne za niepowodzenia córek. Podkopuje to samoocenę matek, które stają się przez to słabym wzorem dla córek. Dziewczynom wmawia się, że kiedy matka nie daje rady, to z pewnością ma jakieś braki. Wokół rozlega się szemranie: „Co z niej za matka?”, a to nadweręża nerwy matki i wpływa na ogląd sytuacji córki. Jak wobec tego przyznać się do słabych stopni własnego dziecka, problemów szkolnych córki czy kłopotów z rówieśnikami albo później braku chłopaka lub pracy, nadużywania alkoholu, zaburzeń odżywiania, toksycznych związków czy stanów lękowych? Ciężar winy i tak spadnie na matkę, to ona zostanie osądzona i potępiona. Oto historia Cindy, która pokazuje, jak przytłaczająca może stać się podobna sytuacja.

Czterdziestotrzylatka zarządza restauracją i mieszka z dziewiętnastoletnią ciężarną córką. Córka dostała się do koledżu i otrzymała stypendium. Rozpierała mnie duma i chwaliłam się jej sukcesem wszystkim dookoła. Po pierwszym roku nauki któregoś dnia wróciła do domu i oznajmiła, że jest w ciąży. Zdecydowałam, że zaczekam, aż brzuszek zacznie być widoczny, zanim powiem przyjaciołom i rodzinie. Zapytałam, czy ojciec dziecka zamierza się z nią ożenić, i dałam jej do zrozumienia, że tego oczekuję. Nie otrzymałam jasnej odpowiedzi, ale i tak mówię ludziom, że się pobiorą, bo brzmi to o niebo lepiej. Kto wie…

Zastanawiam się, czy ciężko będzie nam wychować to dziecko i w jaki sposób cała sytuacja wpłynie na rodzinę. Uśmiecham się i udaję zadowolenie, jakbym dokładnie takiego obrotu spraw pragnęła dla córki. A mam inne wyjście? Miałabym się wypłakiwać przed wszystkimi? Zdradzić córkę, przyznając, jak bardzo jestem rozczarowana? Poza tym w ostatecznym rozrachunku wszystko skupi się na mnie. Kiedy ludzie szepczą za moimi plecami, nazywają mnie złą matką i uważają, że jestem w jakiś sposób odpowiedzialna za to, co się stało.

We wrześniu 2008 roku Sarah Palin, kandydatka republikanów na stanowisko wiceprezydenta USA, oznajmiła, że jej siedemnastoletnia córka, Bristol, jest w piątym miesiącu ciąży. Serwis People.com zacytował jej oświadczenie dla prasy: „Bristol i młody człowiek, którego zamierza poślubić, wkrótce poznają trudności związane z wychowywaniem dziecka. Mogą w tej sytuacji liczyć na miłość i wsparcie całej naszej rodziny”. W magazynie „OK!” napisano, że kiedy aktorka Jamie Lynn Spears wyznała, że jest w ciąży, jej mama Lynn Spears wyraziła zaskoczenie. „Nie mogłam w to uwierzyć, ponieważ Jamie Lynn zawsze była bardzo obowiązkowa – powiedziała. – Zawsze wracała do domu o wyznaczonej porze. Byłam wstrząśnięta. Przecież to moja mała, szesnastoletnia córeczka!”. Zwykłe kobiety mogą się utożsamić z gubernator Palin i Lynn Spears, ponieważ ciąża nastolatki to dla każdej matki źródło wielu problemów. Podczas gdy w internecie i gazetach z niezdrową fascynacją opisywano wspomniane wydarzenia, w tle echem pobrzmiewało pytanie: „A gdzie wcześniej była matka dziewczyny?”. Paula J. Caplan w książce The New Don’t Blame Mother (Nowe podejście: nie obwiniaj matki) przypomina, że: „przypadki najbardziej zajadłych oskarżeń pod adresem matek mają miejsce w sytuacjach, w których one same obwiniają się za zaistniałą sytuację”.

Oto najczęstsze scenariusze:

Czynnik wstydu
Potrzebę usprawiedliwiania córki napędza, oprócz zmieszania w obliczu oskarżeń z powodu niepowodzeń dziecka, także wstyd. Nawet jeśli matka potrafi stanąć murem za córką i bronić jej wyborów, w jej tłumaczeniach przy wielu okazjach pojawia się czynnik wstydu i winy. Wstyd definiujemy jako „nieprzyjemną emocję wywołaną świadomością winy, wad, niedociągnięć i niedostatków albo niestosowności zachowania”. Nawet jeśli matki potrafią znaleźć sposób na rozgrzeszenie swoich córek, nie zawsze są w stanie wyzbyć się wstydu. Skutkiem ubocznym jest jego przenikanie do życia córki. Matka okazuje, że wstydzi się za siebie lub córkę, kiedy gęsto tłumaczy się przed przyjaciółmi i rodziną. Oczywiście odbija się to na jej dziecku.

• Moja córka postępuje tak, a nie inaczej, ponieważ jestem samotną matką pośród zamężnych kobiet.
• Poświęcałam córce zbyt mało uwagi w dzieciństwie, gdyż musiałam pracować na nocną zmianę.
• Córka porównuje nasz styl życia ze stylem życia rówieśników i czuje się gorsza.
• Straciłam pracę i córce się wydaje, że to zrujnowało nasze życie towarzyskie, bo musimy z wielu rzeczy rezygnować.

Matki, które czują się bezustannie oceniane, chwytają się pierwszego lepszego pocieszenia. Sara (lat 43) martwi się o swoją piętnastoletnią córkę od czasu rozwodu, który miał miejsce rok temu. Nie uważam, abym postępowała z córką właściwie, ale nie wiem, jak miałoby to wyglądać. Zdaję sobie sprawę, że mój rozwód wytrącił ją z równowagi, i boli mnie, że nie mogę nic na to poradzić. Do rozwodu doszła zmiana szkoły i wtedy zaczęły się prawdziwe kłopoty. Wciąż umawiam się na rozmowy z nauczycielami, którym powtarzam, że córka zawsze była dobrą, pełną pasji uczennicą, a bieżące trudności wynikają ze skomplikowanej sytuacji życiowej. Podejrzewam, że uważają mnie za złą matkę, ale bardziej się przejmuję obmyślaniem tego, co byłoby dla mojego dziecka najlepsze, niż opiniami na swój temat. Jestem na skraju wyczerpania nerwowego. Chodzę na wywiadówki, gdzie wysłuchuję, jakie córka ma problemy i co znów przeskrobała. Za każdym razem córka widzi, że nie darzę szacunkiem szkoły ani dyrektora, i z całą pewnością taka postawa jej nie pomaga.

Matki obezwładnia świadomość, że są bacznie obserwowane, więc potrzebują odwagi, aby spojrzeć z dystansem na postępowanie własne i dziecka. Jeśli zmierzą się z problemami, będą mogły odrzucić poczucie winy i wstyd oraz przestać się ukrywać za fasadą ciągłych usprawiedliwień. Dążenie do perfekcji Narcystyczne skłonności matki: egoizm, zarozumiałość i mania wielkości narażają jej córkę na bolesne konsekwencje. Komplikuje to życie dziewczynkom w różnym wieku, ponieważ ciężko jest im zadowolić rodzicielkę. Taka matka nie może się pogodzić z rzeczywistością, w której zawiera się też nieuchronna niedoskonałość córki, i reaguje gniewem. Odbiera ona własną córkę jako odbicie samej siebie i w związku z tym czuje się jej naturalnym rzecznikiem. Jeśli córka uniezależnia się od matki w okresie dojrzewania, co jest korzystne ze względów rozwojowych, matka zaczyna mnożyć usprawiedliwienia jej zachowań. Jak inaczej ma sobie wytłumaczyć to, co się dzieje?

Weźmy za przykład czterdziestoośmioletnią Pamelę, matkę dwóch dziewcząt w wieku 25 i 18 lat oraz dwudziestotrzyletnich bliźniaków. Pamela ubolewa nad brakiem ambicji swojej najmłodszej córki. Moja młodsza córka idzie tej jesieni na studia, ale – w przeciwieństwie do swoich braci i siostry – nie dostała stypendium. Nie jest typem pilnej uczennicy i odradzano jej szkołę wyższą. Ostatecznie stanęło na miejscowym koledżu i ma to związek głównie z tym, że sobie odpuściła naukę i nie przyłożyła się wystarczająco do przygotowania podania. Gdyby nie zaległości, z pewnością by w czymś zabłysnęła…

Mam wrażenie, że wszyscy myślą, że trafiło mi się mniej zdolne dziecko, odstające od pozostałej bystrej trójki. Najgorsze, że córka zdaje się wcale tym nie przejmować, chce się dobrze bawić w ostatniej klasie ogólniaka i prawie przestała mnie słuchać. Podczas gdy ja się zamartwiam i tłumaczę wszystkim zainteresowanym, co znowu poszło nie tak, ona imprezuje i prawdopodobnie nadużywa alkoholu. Mieszkamy w małej miejscowości i moje pomysły zawsze robią wrażenie na zebraniach rady miejskiej. Znano nas jako inteligentną rodzinę, a teraz muszę w kółko wyjaśniać, jakie mamy kłopoty z córką i jak bardzo niemile jestem nimi zaskoczona. Irytuje mnie już ta cała sytuacja.

Jeśli matka ma wybujałe ego albo za bardzo przejmuje się zdaniem innych na temat swojej rodziny, albo kiedy stawia córce wygórowane wymagania, wtedy może zaszkodzić swojemu dziecku i wywołać napięcie we wzajemnych relacjach. Matka, która nieźle się nagimnastykowała, wybielając córkę przed innymi lub zarządzając jej życiem, czuje się zraniona niezależnością swojej małej dziewczynki. Podczas gdy inteligencja pozostałych dzieci napełnia Pamelę dumą, podejście najmłodszej córki podważa jej pozycję jako matki. Córka wydaje się całkiem szczęśliwa, niezależnie od wyobrażeń Pameli i jej potrzeby tłumaczenia zaistniałej sytuacji. Chociaż niektóre z nas czują podobnie jak Pamela, to nie musimy nikomu udowadniać, jakimi świetnymi matkami jesteśmy. Wychowujmy córki tak, by zapewnić im wsparcie, a nie siać zamęt w głowach.