Fenomenalna powieść o siostrzeństwie, odwadze i wytrwałości w obliczu bezgranicznego zła. Wojenna historia bohaterskich pielęgniarek, misjonarek i innych kobiet, które dają z siebie wszystko, aby pomóc sobie nawzajem przeżyć kolejny dzień.


Singapur, druga wojna światowa. Norah umieszcza swoją ośmioletnią córkę na statku płynącym do Australii, aby uchronić ją przed nadciągającą armią japońską. Norah zostaje, żeby opiekować się mężem i rodzicami, wiedząc, że może już nigdy nie zobaczyć dziecka.

Pielęgniarka Nesta zaciągnęła się do opieki nad aliantami. Kiedy jednak 15 lutego 1942 roku Singapur przechodzi w ręce Japończyków, Nesta dołącza do przerażonych wojną ludzi, w tym załamanej Norah, którzy wchodzą na pokład statku handlowego. Zaledwie dwa dni później jednostka zostaje zbombardowana i zatopiona.

Sporej grupie rozbitków, w której znajdują się Nesta i Norah, udaje się przedostać na odległą wyspę u wybrzeży Sumatry.

Wkrótce pojmują ich Japończycy. Rozdzielają kobiety, mężczyzn i dzieci i wraz z setkami innych jeńców wysyłają do obozów położonych głęboko w dżungli. Panują tam przemoc i głód, a choroby zbierają obfite żniwo. Więźniowie, przenoszeni z obozu do obozu, walczą o przetrwanie. Norah i Nesta pomagają każdemu, kto tej pomocy potrzebuje i odkrywają w sobie niezwykłe pokłady odwagi, zaradności i determinacji.

Heather Morris pochodzi z Nowej Zelandii, a obecnie mieszka w Australii. Pracując w szpitalu w Melbourne, przez kilka lat czytała i pisała scenariusze. W 2003 roku spotkała starszego pana, który „miał historię wartą opowiedzenia”. W miarę jak rozwijała się ich przyjaźń, Lale Sokołow otwierał przed nią najgłębsze zakamarki duszy, powierzając jej tajemnice życia w czasach Zagłady. Powieści “Tatuażysta z Auschwitz”, “Podróż Cilki”, “Opowieści o nadziei” i “Trzy siostry” stały się bestsellerami wszędzie, gdzie się ukazały.

Heather Morris
Siostry pod wschodzącym słońcem
Przekład: Paulina Surniak
Wydawnictwo Marginesy
Premiera: 14 lutego 2024
 
 

W 1942 roku ja­poń­ska ar­mia przy­stą­piła do II wojny świa­to­wej. Pod­biw­szy wy­spy Pa­cy­fiku, do­tarła do Ma­la­jów i Sin­ga­puru – bę­dą­cego wów­czas bry­tyj­ską ko­lo­nią – który prze­szedł w ręce Ja­poń­czy­ków 15 lu­tego 1942 roku.
Ja­poń­skie siły po­wietrzne zbom­bar­do­wały sta­tek han­dlowy Vy­ner Bro­oke, który prze­wo­ził zde­spe­ro­wa­nych uchodź­ców z Sin­ga­puru. Kilka go­dzin póź­niej pa­ro­wiec spo­czy­wał już na mor­skim dnie.
Spora grupa roz­bit­ków zdo­łała się prze­do­stać na od­le­głą wy­spę u wy­brzeży Su­ma­try. Wkrótce schwy­tali ich Ja­poń­czycy. Roz­dzie­lili ko­biety, męż­czyzn i dzieci i wraz z set­kami in­nych jeń­ców wy­słali ich do obo­zów po­ło­żo­nych głę­boko w dżun­gli. Pa­no­wały tam prze­moc i głód, a cho­roby zbie­rały ob­fite żniwo.
Roz­bit­ko­wie, prze­no­szeni z obozu do obozu, wal­czyli o prze­trwa­nie przez trzy i pół roku.
Oto ich hi­sto­ria…

PRO­LOG

Sin­ga­pur
luty 1942

No­rah Cham­bers sie­dzi na skraju łóżka córki i czeka, aż ta się obu­dzi. Musi z nią prze­pro­wa­dzić wy­jąt­kowo bo­le­sną roz­mowę. Wraz z mę­żem po­sta­no­wili ode­słać Sally z Sin­ga­puru. Dziew­czynka ma wy­je­chać z ciotką Bar­barą i ku­zy­nami. Sally przyj­muje tę de­cy­zję tak, jak można się było spo­dzie­wać. No­rah tuli zroz­pa­czoną có­reczkę, która chce zo­stać z ro­dzi­cami i pła­cze, że ich nie zo­stawi – ani te­raz, ani ni­gdy. Pra­wie nie za­uważa dwójki ku­zy­nów, któ­rzy wpa­dają do po­koju i wo­łają, że wkrótce po­że­glują przez ocean i będą mieli mnó­stwo przy­gód.
– Sally, pły­niemy do Au­stra­lii! – skan­dują. – Wiel­kim stat­kiem!
Sin­ga­pur wkrótce się podda, a No­rah nie ma wy­boru. John jest w szpi­talu, za­cho­ro­wał na ty­fus. Gdy wy­do­brzeje, oboje do­łą­czą do córki.
W sa­mo­cho­dzie ja­dą­cym na przy­stań Sally nie prze­staje pła­kać. Od­wraca głowę i pa­trzy w okno, nie po­zwala się po­cie­szyć. Kiedy pod­cho­dzą do ło­dzi, z ca­łej siły oplata rącz­kami ta­lię matki. Obie nie po­tra­fią się od sie­bie ode­rwać.
Po­bli­ska eks­plo­zja po­tę­guje tylko ich strach przed tym, co przy­nie­sie przy­szłość. Szloch Sally prze­ra­dza się w pe­łen prze­ra­że­nia krzyk. No­rah za­miera w bez­ru­chu, otę­piała ze zgrozy na wi­dok tego, co roz­grywa się przed jej oczami, na myśl o tym, jak krzyw­dzi naj­cen­niej­szą dla sie­bie osobę. Kiedy świat wo­kół nich po­chła­niają pło­mie­nie, Bar­bara szybko bie­rze dziew­czynkę na ręce i bie­gnie w kie­runku trapu.
– Nie­długo przy­je­dziemy do cie­bie z ta­tu­siem. Bądź grzeczna, ko­cha­nie, za parę dni nas zo­ba­czysz, obie­cuję! – woła No­rah.
Sally nie prze­staje pła­kać i wy­ciąga ręce do matki. Ta bez­wied­nie ru­sza za nią, ale wtedy Ena, młod­sza sio­stra No­rah, ła­pie ją za ra­mię i od­ciąga. Ra­zem pa­trzą, jak Bar­bara i Sally zni­kają na po­kła­dzie. Nie po­ma­chają so­bie ra­do­śnie na po­że­gna­nie.
– Czy jesz­cze kie­dyś ją zo­ba­czę? – pyta z roz­pa­czą No­rah.

I
UPA­DEK SIN­GA­PURU

1

Sin­ga­pur
luty 1942

– Nie chcę je­chać! No­rah, pro­szę, zo­stańmy.
Płacz­liwe bła­ga­nia Eny Mur­ray zo­stają za­głu­szone przez krzyki ko­biet i dzieci, eks­plo­zje i huk ja­poń­skich my­śliw­ców. Ko­lejny po­cisk tra­fia w cel, a sta­tek alian­tów cu­mu­jący w por­cie roz­pada się na czę­ści.
John, mąż No­rah, i Ken Mur­ray, mąż Eny, ku­cają obok żon, za­sła­nia­jąc je przed desz­czem odłam­ków. Tkwie­nie w miej­scu w ni­czym im jed­nak nie po­może. Ken po­maga ko­bie­tom się pod­nieść, a John z tru­dem ła­pie od­dech i pró­buje utrzy­mać się na no­gach.
– Ena, mu­simy wsia­dać, i to już! – No­rah nie prze­staje na­ma­wiać sio­stry do wej­ścia na po­kład bry­tyj­skiego okrętu Vy­ner Bro­oke.
Ota­cza ich chaos, z któ­rego trzeba się jak naj­szyb­ciej wy­do­stać, zna­leźć schro­nie­nie. No­rah szybko ści­ska męża. Nie po­wi­nien jesz­cze wy­cho­dzić ze szpi­tala, jest słaby i ma dusz­no­ści, ale po­świę­ciłby resztki sił, żeby ochro­nić żonę i jej sio­strę.
– Ena, pro­szę, po­słu­chaj sio­stry – mówi Ken. – Ko­cha­nie, mu­sisz wy­je­chać, a ja po­jadę do two­ich ro­dzi­ców. Obie­cuję, że się nimi zajmę.
– To nasi ro­dzice – od­po­wiada No­rah – więc to my po­win­ny­śmy się nimi za­jąć.
– No­rah, twoja córka czeka tam na cie­bie – przy­po­mina Ken. – Ty i John mu­si­cie od­na­leźć Sally. Chciał­bym też, że­byś za­opie­ko­wała się Eną w za­stęp­stwie za mnie. – Ken do­brze wie, że tylko on może zo­stać w Sin­ga­pu­rze i za­jąć się te­ściami. John jest po­waż­nie chory, po­dob­nie jak Ja­mes, oj­ciec obu ko­biet, któ­rego stan nie po­zwala na po­dróż. Mar­ga­ret, matka No­rah i Eny, nie chce zo­sta­wiać męża sa­mego.
Gdzieś w po­bliżu wy­bu­cha ko­lejna bomba, wszy­scy rzu­cają się na zie­mię. Za sobą mają pło­nący Sin­ga­pur, przed nimi roz­po­ściera się mo­rze upstrzone wra­kami stat­ków i ło­dzi po­że­ra­nymi przez ogień.
– Jedź­cie, póki mo­że­cie. Sta­tek za­raz od­pły­nie, ina­czej nie wy­do­sta­nie się z portu. Mu­si­cie być na po­kła­dzie. – Ken stara się prze­krzy­czeć ha­łas. Cmoka No­rah w po­li­czek, ści­ska Johna za ra­mię i przy­ciąga do sie­bie Enę. Tuli ją mocno i ca­łuje po raz ostatni, po czym po­py­cha w kie­runku statku.
– Ko­cham cię – woła jego żona. Głos jej się za­ła­muje.
– Ucie­kaj­cie z tego pie­kła. Znajdź­cie Sally, Bar­barę i chłop­ców. Wkrótce do was do­łą­czę – krzy­czy Ken do od­da­la­ją­cej się ro­dziny.
No­rah, John i Ena wmie­szali się już w tłum pa­sa­że­rów i idą po­woli po tra­pie w kie­runku okrętu.
– Sally, mu­simy ją od­na­leźć – mam­ro­cze John, a nogi się pod nim ugi­nają. Żona i szwa­gierka pod­trzy­mują go i cią­gną za sobą.
No­rah nie wie, co po­wie­dzieć. Po­ty­ka­jąc się, zmie­rza ku prze­zna­cze­niu, a głowę wy­peł­nia jej płacz córki. „Nie chcę wy­jeż­dżać. Ma­mu­siu, pro­szę, po­zwól mi z tobą zo­stać”. Za­le­d­wie kilka dni temu wsa­dziła ośmio­latkę na inny sta­tek.
„Wiem, ko­cha­nie – od­parła przy­mil­nym to­nem. – Gdyby była ja­ka­kol­wiek moż­li­wość, że zo­sta­niemy ra­zem, na pewno by­śmy zo­stały. Bądź dzielna dla mnie, po­jedź z cio­cią Bar­barą i ku­zy­nami. Na­wet się nie zo­rien­tu­jesz, a do­łą­czymy do was z ta­tu­siem. Kiedy tylko mu się po­lep­szy”.
„Ale obie­ca­łaś, że mnie nie ode­ślesz. Obie­ca­łaś”.
Sally stała obok niej, a łzy spły­wały po jej po­kry­tych czer­wo­nymi pla­mami po­licz­kach.
„Wiem, ale cza­sem ma­mu­sie i ta­tu­sio­wie mu­szą zła­mać ja­kąś obiet­nicę, żeby ich có­reczki były bez­pieczne. Obie­cuję…”
„Nie mów tak. Nie obie­cuj, skoro już wiem, że nie do­trzy­mu­jesz słowa”.
„Sally, mo­żesz tu po­dejść i po­trzy­mać Jimmy’ego za rękę?” – wtrą­ciła ciotka Bar­bara. Była star­szą sio­strą No­rah i Eny. Zwra­cała się do sio­strze­nicy ła­god­nym to­nem. No­rah czuła się dzięki temu le­piej, wie­działa, że Sally bę­dzie bez­pieczna z ro­dziną.
– Ani razu się nie obej­rzała – szep­cze te­raz do sie­bie, z tru­dem prze­miesz­cza­jąc się do przodu. – Po pro­stu wsia­dła na sta­tek i znik­nęła.

 
Pa­sa­że­ro­wie ma­jący sto­sowne do­ku­menty prze­cho­dzą na od­gro­dzoną część przy­stani i zbi­jają się w grupki. Są wśród nich prze­ra­żeni do­ro­śli i za­wo­dzące dzieci. Wszy­scy ugi­nają się pod cię­ża­rem ba­gażu, który uznali za naj­istot­niej­szy.
Kilka pie­lę­gnia­rek słu­żą­cych w au­stra­lij­skiej ar­mii po­ka­zuje pa­piery urzęd­ni­kom, któ­rzy po­spiesz­nie wpusz­czają je za ogro­dze­nie. Stają z boku i przy­glą­dają się mi­ja­ją­cym je cy­wi­lom, aż wresz­cie w bra­mie po­ja­wiają się ko­lejne ko­biety w ta­kich sa­mych mun­du­rach. Ści­skają cze­ka­jące ko­le­żanki, jakby wi­tały dawno nie­wi­dziane przy­ja­ciółki. Wśród nowo przy­by­łych prze­py­cha się drobna osóbka.
– Vi­vian, Betty, chodź­cie tu – woła.
– Cześć, Betty, to Ne­sta!
Wszyst­kie trzy ser­decz­nie się obej­mują. To sio­stry Ne­sta Ja­mes, Betty Jef­frey i Vi­vian Bul­l­win­kel. Za­przy­jaź­niły się na Ma­la­jach, gdzie przed na­jaz­dem Ja­poń­czy­ków opie­ko­wały się żoł­nie­rzami alian­tów. Jak wszy­scy tu zgro­ma­dzeni, zo­stały zmu­szone do ucieczki z Sin­ga­puru.
– Cie­szę się, że znowu się spo­tka­ły­śmy – mówi Ne­sta, ura­do­wana wi­do­kiem przy­ja­ció­łek. – Nie by­łam pewna, czy nie pły­nę­ły­ście z wczo­raj­szą grupą.
– Betty była wpi­sana na wczo­raj, ale udało jej się znik­nąć, kiedy trzeba było wy­cho­dzić. Li­czy­ły­śmy na to, że nas nie ode­ślą, tyle jest tu jesz­cze pracy – do­daje Vi­vian.
– Sio­stra prze­ło­żona pró­bo­wała ich prze­ko­nać, żeby po­zwo­lili nam zo­stać. Jesz­cze nie je­ste­śmy na statku, więc może do­wódz­two osta­tecz­nie uzna, że warto zo­sta­wić nas w Sin­ga­pu­rze z cho­rymi, któ­rzy nie są w sta­nie po­dró­żo­wać – wy­ja­śnia Ne­sta.
– Za­czy­nają wpusz­czać lu­dzi na ło­dzie, zo­stało jej mało czasu – za­uważa Betty, zer­ka­jąc na sznur męż­czyzn, ko­biet i dzieci wsia­da­ją­cych do roz­huś­ta­nych łó­dek, które prze­wiozą ich na pa­ro­wiec. Bomby wciąż spa­dają, co wy­wo­łuje fale, które roz­bi­jają się o na­brzeże.
Ne­sta wbija wzrok w przy­stań.
– Zdaje się, że ko­muś trzeba po­móc. Za­raz wrócę.
– Po­trze­bu­je­cie po­mocy? – Ne­sta zwraca się do No­rah i Eny, które usi­łują spro­wa­dzić Johna po stro­mych schod­kach na jedną z ło­dzi. Jest już w po­ło­wie za­peł­niona, a pa­sa­że­ro­wie wy­glą­dają na prze­ra­żo­nych. Nie­któ­rzy pła­czą, inni ska­mie­nieli ze stra­chu. No­rah czuje czy­jąś dłoń na ra­mie­niu.
Od­wraca się i wi­dzi uśmiech­niętą twarz drob­nej ko­biety w mun­du­rze pie­lę­gniarki. Ko­bieta jest tak ni­ska i szczu­pła, że nie wy­gląda na ko­goś, kto po­tra­fiłby im po­móc, zwłasz­cza że za­równo No­rah, jak i jej mąż oraz sio­stra są dość wy­socy.
– Je­stem pie­lę­gniarką w ar­mii au­stra­lij­skiej, na­zy­wam się sio­stra Ne­sta Ja­mes. Mam wię­cej sił, niż się wy­daje, umiem zaj­mo­wać się pa­cjen­tami dużo cięż­szymi ode mnie, pro­szę się nie mar­twić.
– My­ślę, że so­bie po­ra­dzimy – stwier­dza No­rah. – Ale dzię­kuję.
– Może wsią­dzie pani na łódź, a ja i pani to­wa­rzyszka po­mo­żemy panu zejść. Pani go przej­mie już na po­kła­dzie. – Ne­sta jest uprzejma, ale sta­now­cza. – Był pan w szpi­talu? – zwraca się do Johna i uj­muje go pod ra­mię.
– Tak – od­po­wiada męż­czy­zna, po­zwa­la­jąc się pro­wa­dzić. – Ty­fus.
No­rah prze­cho­dzi na łódź, a Ena i Ne­sta prze­ka­zują jej Johna.
– Nie pły­nie pani z nami? – Ena pyta pie­lę­gniarkę.
– Je­stem z przy­ja­ciół­kami, po­pły­niemy na­stęp­nym kur­sem.
Ena roz­gląda się i do­strzega sporą grupę ko­biet w mun­du­rach.

 
Łódź po­woli od­pływa, a do uszu No­rah, Johna i Eny do­biega chór gło­sów z przy­stani. Pie­lę­gniarki stoją w kręgu, dum­nie wy­pro­sto­wane, obej­mują się za ra­miona i gło­śno śpie­wają, za­głu­sza­jąc w ten spo­sób wy­buch zbior­nika z pa­li­wem.
Nad­szedł już ten mo­ment, czas po­że­gnać się,
Mu­sisz już wy­pły­nąć, nie wolno ci zwle­kać.
Kiedy cię nie bę­dzie, wspo­mnij pro­szę mnie,
A gdy już po­wró­cisz, będę tu­taj cze­kać.
Sio­stra prze­ło­żona Olive Pas­chke za­uważa, że Ne­sta in­ten­syw­nie się w nią wpa­truje.
– Sio­stra Drum­mond wy­sto­so­wała ostat­nią prośbę do do­wódz­twa, by po­zwo­lili nam tu zo­stać i za­jąć się na­szymi pa­cjen­tami, ale po­rucz­nik po­wie­dział jej, że nasz wnio­sek zo­stał od­rzu­cony.
– Warto było spró­bo­wać, prawda? To nie w po­rządku zo­sta­wiać lu­dzi, któ­rzy naj­praw­do­po­dob­niej będą nas po­trze­bo­wać. Jak sio­stra prze­ło­żona to przy­jęła?
– W je­dyny moż­liwy spo­sób. Spoj­rzała na niego z dez­apro­batą – od­po­wiada sio­stra Pas­chke. – Gdyby po­wie­działa, co my­śli, mia­łaby kło­poty.
– Co ozna­cza, że nie zga­dza się z tą de­cy­zją, ale nie­chęt­nie ją ak­cep­tuje. Ni­czego in­nego bym się po niej nie spo­dzie­wała. – Ne­sta kręci głową.
– Chodź, za­wo­łajmy resztę. Chyba nikt oprócz nas już nie czeka.

 
Na po­kła­dzie pa­rowca Vy­ner Bro­oke sio­stra Vi­vian Bul­l­win­kel za­ba­wia swoje to­wa­rzyszki, dzie­ląc się cie­ka­wost­kami na te­mat okrętu.
– Na­zwano go na cześć trze­ciego ra­dży Sa­ra­waku, a nie­dawno do­dano do tej na­zwy skrót HMS, czyli Okręt Jego Wy­so­ko­ści, po­nie­waż prze­jęła go ma­ry­narka bry­tyj­ska. Ma miej­sce tylko dla dwu­na­stu pa­sa­że­rów, ale aż czter­dzie­stu sied­miu człon­ków za­łogi.
– Skąd to wiesz? – pyta Betty.
– By­łam na ko­la­cji z ra­dżą, nie pa­mię­tasz? Tak, wiem. Ja, stara, mała sio­stra Vi­vian Bul­l­win­kel z Bro­ken Hill, na ko­la­cji z ra­dżą. No ale nie sama, było tam sporo lu­dzi.
– Och, Bully, to ty­powe dla cie­bie, do­dać tę ostat­nią in­for­ma­cję. My wszyst­kie po­wie­dzia­ły­by­śmy tylko, że by­ły­śmy na ko­la­cji z ra­dżą – śmieje się Betty.

 
Kiedy ostat­nia pie­lę­gniarka wcho­dzi na po­kład, ka­pi­tan na­ka­zuje pod­nie­sie­nie ko­twicy. Przy­po­mina o za­cho­wa­niu ostroż­no­ści. Wie, że mu­szą się prze­do­stać przez ob­szar za­mi­no­wany przez Bry­tyj­czy­ków. Rów­nie nie­bez­pieczne są krą­żące nad nimi sa­mo­loty wroga.
Słońce za­cho­dzi, a pa­sa­że­ro­wie pa­trzą, jak Sin­ga­pur pło­nie. Bom­bar­do­wa­nie i ostrzał nie ustają. No­rah, John i Ena od­wra­cają się. Nie chcą słu­chać ka­ko­fo­nii dźwię­ków umie­ra­ją­cego mia­sta, wolą sku­pić uwagę na ckli­wej pio­sence pie­lę­gnia­rek. Po chwili nie sły­szą już ni­czego wię­cej poza śpie­wem.

 

 
Wesprzyj nas