Myli się ten, kto sądzi, że zna życie Jane Austen. Lucy Worsley przedstawia portret autorki „Emmy” i „Rozważnej i romantycznej” nie jako samotnej starej panny, lecz jako silnej i zdecydowanej kobiety, która z wielką pasją walczyła o swoje prawo do wolności, łamiąc kanony obowiązujące u schyłku XVIII w. i na początku następnego stulecia.


Jane Austen w domuHistoryczka Lucy Worsley zdecydowała się pokazać życie Jane Austen z nieco innej perspektywy. Worsely odwiedziła różne miejsca, które miały szczególne znaczenie dla Jane – jej dom rodzinny, szkołę, ulubione miejsca spędzana wakacji itd.

Każde z tych miejsc, ale i zamieszkujący je ludzie, mieli wpływ na jej pracę jako powieściopisarki.

Badania Worsley rzucają nowe światło na Jane, która zdaniem wielu wiodła spokojne życie, a według Lucy była pełną pasji kobietą, która nieustannie walczyła o swoje prawo do wolności.

„Jane Austen w domu” to portret znanej autorki nie jako samotnej starej panny, ale jako silnej i zdecydowanej kobiety, która odrzuciła 5 propozycji małżeństwa, bo wiedziała, że może przyjąć tylko Pana Darcy’ego.

Lucy Worsley
Jane Austen w domu
Biografia ulubionej pisarki wszystkich kobiet
Przekład: Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Alicja Kosim
Wydawnictwo Świat Książki
Premiera: 13 marca 2019
 
 

Jane Austen w domu

Wstęp

„Zalety panny Austen ustalono już dawno i bez cienia wątpliwości; jest ona przede wszystkim pisarką domu”[1].
Richard Bentley, wydawca powieści Jane Austen w 1833 roku

Świat powieści Jane Austen, utrwalony w niezliczonych adaptacjach filmowych, to świat zamykający się w przestrzeni domu, uporządkowany i przytulny. Bohaterowie Jane zamieszkują schludne, urocze domki wiejskie, wytworne posiadłości i eleganckie rezydencje Londynu i Bath. Życie Jane często postrzega się z tej samej perspektywy.
Podobne wrażenie wywołuje zresztą uroczy, ukwiecony domek wiejski w Chawton w hrabstwie Hamp, który po wielu poszukiwaniach stał się wymarzonym miejscem dla Jane, jej siostry i matki. Jane przeprowadziła się tam w 1809 roku i prawdopodobnie sądziła, że spędzi w Chawton resztę życia. Stało się jednak inaczej.
Dach nad głową stanowił odwieczny problem Jane. Na jaki dom było ją stać? Jak miała znaleźć czas na pisanie pośród licznych obowiązków niezamężnej córki i ciotki? Gdzie mogła bezpiecznie przechowywać rękopisy? Własny dom wydawał się być zawsze tuż poza zasięgiem. Oszczędności Jane, ciężko zarobione pisaniem, były nader skromne, a w dodatku śmierć ojca skazała ją na tymczasowe życie w wynajętych pokojach albo tułaczkę od krewnych do krewnych, wykorzystujących ją jako tanią pomoc przy dzieciach.
Wydaje się zatem oczywiste, że poszukiwanie domu stanowi kluczowy motyw twórczości Jane. Większość scen jej powieści rozgrywa się w pomieszczeniach, w których ludzie bezustannie toczą rozmowy – najczęściej w salonie. A jednak, gdy bohaterowie Jane chcą pomówić o tym, co naprawdę ważne – o swoich uczuciach, o prawdzie – często muszą wyjść na zewnątrz, z dala od salonowych ograniczeń. „Dosyć już miałeś uprzejmości”, stwierdza Lizzy Bennet w szczerej rozmowie z panem Darcym‹1›.
Młodzi ludzie, którzy czytają Jane Austen po raz pierwszy, sądzą, że w jej powieściach chodzi tylko o miłość, romans i znalezienie partnera. Okazuje się jednak, że bohaterkom Jane w równym stopniu brakuje szczęśliwego domu. W powieściach wszystkie są z dala od fizycznego domu albo rodziny. Jane subtelnie, a zarazem dobitnie pokazuje, jak trudno jest znaleźć bezpieczne miejsce, w którym spotkają nas miłość i zrozumienie. Szczególną uwagę przywiązuje do kwestii szczęścia – lub nieszczęścia – w danym domu.
Wielu czytelników założyło zatem, że Jane była w domu nieszczęśliwa, zraniona lub w jakiś sposób skrzywdzona. Tymczasem smutna prawda jest taka, że, jak wiele innych starych panien w tamtych czasach i tamtym społeczeństwie, Jane zmuszona była czuć się „jak w domu” w miejscach niecodziennych, skromnych czy wręcz nieprzyjaznych. Zresztą, sytuacja ta nie dotyczyła tylko starych panien: „Nie potrafię przestać marzyć o tym, by być w domu, nieważne jak niewygodny byłby to dom”, napisała szwagierka Jane, Fanny[2]. Mieszkała w ciasnej kabinie na pokładzie statku swojego męża, żeglarza.
I tak książki Jane wypełniają domy, kochane, utracone i pożądane. W jej pierwszej opublikowanej powieści, Rozważnej i romantycznej, śmierć w rodzinie zmusza Elinor i Marianne do opuszczenia domu. W Dumie i uprzedzeniu Elizabeth Bennet i jej siostry stracą dom po śmierci ojca. W Mansfield Park odesłana z domu Fanny Price mieszka u bardziej zamożnych krewnych, podobnie jak bracia samej Jane. Z kolei w Perswazjach Anne Elliot wyjeżdża do Bath i tęskni za wiejskim życiem w Kellynch Hall. Nawet bohaterki Opactwa Northanger i Emmy, Catherine Morland i Emma Woodhouse, choć młode, stosunkowo zamożne i niezagrożone rychłą bezdomnością, muszą dokonać mądrych wyborów w kwestii swojej przyszłości.
W prawdziwym życiu, zapewne wbrew przypuszczeniom, Jane nie musiała wkraczać w „niebezpieczny wiek” bez własnego domu, ponieważ była starą panną z wyboru. W jej życiu z pewnością nie brakowało romansów, jak często mylnie się sądzi.
Odrzuciła przynajmniej jednego kandydata na męża, a w jej biografii natrafiamy na aż pięciu potencjalnych partnerów życiowych. Myślę, że Jane celowo wybrała wolność, ponieważ uważała, że małżeństwo, własność i pokaźny dom mogą stać się więzieniem.
Chciałabym Wam pokazać codzienne życie Jane: dobre i złe dni, domowe przyjemności i obowiązki, „wszystkie, tak na pozór błahe tematy, od których zależy codzienne szczęście domowe”, jak sama napisała w Emmie‹2›. Przekonanie, że kobiety z wyższych sfer nie „pracowały” zostało już dawno obalone: zajmowały się „pracą” uznaną przez społeczeństwo za cnotliwą, taką jak gra na pianinie czy lektura wartościowych książek, albo dyskretnie wykonywały – jak miało to miejsce w rodzinie Austenów – większość faktycznej pracy niezbędnej do tego, aby stół był zastawiony, a ubrania czyste. Czasami oznaczało to aktywny nadzór nad zatrudnioną siłą roboczą, niekiedy – zakasanie rękawów i samodzielne wykonanie prac domowych.
Możemy analizować życie Jane dzień po dniu, a nawet z godziny na godzinę, ponieważ utrzymywała ona częstą korespondencję. Mimo że rodzina Austenów dokonała ostrej selekcji, Jane pozostawiła nam setki tysięcy słów, skierowanych głównie do swojej siostry, Cassandry.
Lektura tych listów, pełnych prozaicznych szczegółów życia codziennego, stanowi często źródło rozczarowania. Problem polega na tym, że nie ma w nich bezpośrednich komentarzy na temat rewolucji francuskiej czy ważnych wydarzeń kraju. Jeden z nerwowych krewnych Jane stwierdził, że listy „nie mogły być zapisem jej umysłu” i że czytelnicy „po przeczytaniu ich nie poczują, że lepiej ją poznali”[3]. Otóż nie! Są w nich sprawy kraju; dostrzegą je ci, którzy potrafią odczytać drobne szczegóły życia społecznego zmieniającego się w czasach Jane. Jest w nich też osobowość Jane, pewnej siebie, energicznej, radosnej i krnąbrnej. Te listy to dla nas prawdziwy skarb. Można je odczytywać na wiele sposobów i nakreślić taki portret Jane, jaki czytelnik chciałby zobaczyć. Dla mnie są zapisem drobnych uchyleń od kobiecych obowiązków, które pozwalały Jane zdobyć czas na pisanie. „Często zastanawiam się – pisała do siostry – jak Ty znajdujesz czas na rzeczy, które robisz oprócz dbania o dom!”. Cóż, ja głowię się nad tym samym. Aby „znaleźć czas”, Jane musiała walczyć z obowiązkami domowymi w sposób, który nie uraziłby jej krewnych ani ich wyobrażeń o powinnościach ciotki i starej panny. Toczyła więc swoją walkę – brudną, niezbyt porywającą, codzienną domową walkę o to, kto i jakie obowiązki powinien wykonywać. To walka, która wciąż ogranicza kobiety. To walka, która trwa do dziś.
Po śmierci Jane jej brat, Henry, napisał: „Jej biograf będzie miał łatwe i krótkie zadanie. Jej pożyteczne życie, pełne literatury i religii, z pewnością nie obfitowało w istotne zdarzenia”[4]. Nic bardziej mylnego! W życiu Jane nie brakowało goryczy i żalu, problemów finansowych i niepokoju, jednak zarówno ona, jak i jej rodzina w znacznym stopniu to przed nami zataili. Na tle innych pisarzy Jane wydaje się czytelnikom szczególnie pociągająca, a zarazem nieuchwytna: wabi, sugeruje, wycofuje się. Jak sama nas przestrzega: „Rzadko, bardzo rzadko w wyjaśnieniach pomiędzy ludźmi wyłania się całkowita prawda, rzadko zdarza się, by coś nie było choć trochę zatajone lub trochę mylnie zrozumiane”‹3›.
Z całych sił starałam się umieścić Jane w kontekście materialnego świata jej domów, ale w nieunikniony sposób ta biografia będzie osobistą, i w żadnym razie rozstrzygającą, interpretacją jej życia. Każde pokolenie otrzymuje taką Jane Austen, na jaką zasługuje. Wiktorianie doszukiwali się w niej „dobrej, małej kobietki”, która swoje książki napisała niemal przypadkiem, bez żadnego wysiłku. Nazywali ją St Aunt Jane of Steventon-cum-Chawton Canonicorum, „Świętą Ciotką Jane ze wsi Steventon i Chawton”. W bliższych nam czasach biografowie starali się pokazać Jane jako o wiele bardziej nowoczesną kobietę: podkreślali jej tańce, jej kaca, jej złość. „Nawet jeśli jestem dziką bestią, nic na to nie poradzę”, pisała Jane. Tę wersję najlepiej podsumowuje popularna w latach dziewięćdziesiątych teoria sugerująca, że w pełnej irytacji korespondencji z wydawcami Jane celowo posługiwała się pseudonimem „Mrs Ashton Dennis”. Dzięki temu mogła kończyć listy w następujący sposób: „Z wyrazami szacunku, MAD‹4›”. „Czuła wściekłość i dlatego tak się podpisywała”, twierdzi jej biograf, David Nokes[5].
Chociaż sama staram się z powrotem umieścić Jane we właściwych jej czasach i klasie społecznej, muszę przyznać, że piszę też jako zatwardziała „Janeite”, wyznawczyni i wielbicielka. Ja także poszukiwałam swojej własnej Jane i, oczywiście, moja Jane okazała się po prostu o wiele lepszą wersją mnie: bystrą, dobrą, zabawną, ale buntującą się przeciwko ograniczeniom, bez wytchnienia szukającą sposobu, by być wolną i twórczą. Wiem, jaką Jane Austen chcę widzieć i wykładam swoje karty na stół. Bezwstydnie przyznaję, że to jest opowieść o mojej Jane, a każde jej słowo zostało napisane z miłością.
W procesie poszukiwania tej swojej Jane przez przypadek poznałam jednak całe pokolenie kobiet, w których imieniu zdaje się ona przemawiać: guwernantkę Anne Sharp, jej niezamężną siostrę Cassandrę, szwagierki, które straciły życie przy porodach, przyjaciółki, które wspierały ją w momentach triumfów i porażek wydawniczych. Życie Jane, tak spokojne na pierwszy rzut oka, naznaczone było przez liczne ograniczenia i zamknięte drzwi. Jej ogromną zasługą jest uchylenie tych drzwi na tyle, byśmy my, kolejne pokolenia, mogły wślizgnąć się przez nie do środka.
To smutne, trudne życie kłóci się z pierwszym wrażeniem, jakie wywołują książki Jane: z wizją wiejskiej plebanii w słoneczny poranek, rosnących przy wejściu róż, śmiałej bohaterki, która wkrótce pozna swojego przyszłego męża, z obietnicą nowego romansu…

1 Jane Austen, Duma i uprzedzenie, tłum. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, [w:] Jane Austen, Dzieła zebrane, Świat Książki, Warszawa 2017, s. 232 (przyp. A.K.).
2 Jane Austen, Emma, tłum. Jadwiga Dmochowska, [w:] Jane Austen, Dzieła zebrane, Świat Książki, Warszawa 2017, s. 1077 (przyp. A.K.).
3 Jane Austen, Emma, tłum. Jadwiga Dmochowska, [w:] Jane Austen, Dzieła zebrane, Świat Książki, Warszawa 2017, s. 1260 (przyp. A.K.).
4 mad (ang.) – wściekły, szalony (przyp. A.K.).

Część pierwsza

Słoneczne poranki na plebanii

1

Do Steventon

„Pleban ma liczne zajęcia… obowiązki wobec parafian i troskę o własną siedzibę, którą powinien jak najwygodniej urządzić…”.
Duma i uprzedzenie

Teren wokół plebanii Steventon to dla wielbicieli Jane Austen od pokoleń ziemia święta. Widuje się ich często przy drodze, jak w ciszy i zamyśleniu patrzą przez żywopłot na pole w hrabstwie Hamp, gdzie niegdyś stał budynek. To w tym miejscu Jane Austen przeżyła dwadzieścia pięć lat i napisała trzy powieści. To tu wszystko się zaczęło.
Każdy uważny czytelnik powieści Jane Austen musi spostrzec, że chociaż widzi oczami wyobraźni Pemberley czy Trafalgar House w Sanditon, czy opactwie Donwell, szczegóły, jakie otrzymuje od autorki, są nieliczne. Pisarka rysuje bowiem wyłącznie szkic, który następnie wypełnia nasza wyobraźnia. Domy opisywane przez nią bardziej szczegółowo to zazwyczaj plebanie. Na przykład w Mansfield Park otrzymujemy zdecydowanie bardziej precyzyjny, wręcz techniczny, opis przyszłego domu Edmunda Bertrama w parafii niż samego wspaniałego dworu Mansfield Park. Plebania miała bowiem dla Jane ogromne znaczenie. Pisarka nierzadko odwiedzała wielkie pałace i znała takie dwory jak Pemberley, ale najbardziej „jak w domu” czuła się na plebanii podobnej do tej, w której dorastała wśród najbliższych: rodziców, braci i siostry, na wsi w hrabstwie Hamp. Potrzeba nam jednak więcej czasu, cierpliwości i wyobraźni, by stworzyć obraz jej prawdziwego domu, plebanii Steventon, ponieważ budynek ten już nie istnieje.
Historia rodziny Austenów na plebanii w Steventon zaczyna się późnym latem 1768 roku, kiedy załadowany po brzegi domowym dobytkiem furgon toczył się po polnych drogach z nieodległego Deane do wioski Steventon. Uczestnicy tej wyprawy nie mieli pojęcia, jak wielu historyków i biografów będzie badało kiedyś to zwykłe wydarzenie z życia zwyczajnej rodziny.
Mimo iż pastor George Austen (trzydzieści osiem lat) i jego żona Cassandra (dwadzieścia dziewięć) byli małżeństwem zaledwie od czterech lat, rodzina przedstawiała się pokaźnie. Składała się na nią: matka pastorowej, pani Jane Leigh oraz trzej synowie pastorostwa: James (Jemmy), George i Edward (Neddy), ten ostatni zaledwie roczny, oraz nieokreślona liczba służby, męskiej i żeńskiej, nieznana z imienia. Zapewne znajdowała się wśród nich Mary Ellis, pokojówka pani Jane Leigh.
Chociaż odległość dzieląca Deane od Steventon była niewielka, zaledwie nieco ponad milę, ciężki wóz wlókł się powoli drogą, która była „wiejskim duktem o tak głęboko werżniętych w ziemi koleinach, że lekki powóz nie byłby w stanie po niej przejechać”[1]. Wieś Steventon leżała głęboko wśród pól i trudno było do niej dotrzeć w czasie roztopów. Prawdę mówiąc, niejeden woźnica mógłby odmówić jazdy. Pewnego dnia któryś z członków rodziny Austen, podróżujący wozem do Steventon, krzyknął do furmana, żeby ten ruszał się raźniej i popędził konia. „Jedziemy – odpowiedział tamten – najszybciej jak się da!”. „Ty durniu! – usłyszał w odpowiedzi – tyle potrafi każdy głupi. Chcę, żebyś jechał tak, jak się nie da!”[2].
Pani Jane Leigh, teściowa, tuż przed podróżą sporządziła testament. Miała sześćdziesiąt kilka lat i uważała się za umierającą. Pani Cassandra Austen, jej córka, również źle się czuła. Podróżowała na „pierzynie rozłożonej na miękkich sprzętach leżących na spodzie wozu”[3] i również narzekała na zdrowie – tak wczesne ujawnienie się dolegliwości i prawdopodobne tendencje do hipochondrii, na przemian wzbudzało rozbawienie i rozdrażnienie w rodzinie. Zasługuje jednak na nasze współczucie, ponieważ w ciągu czterech lat urodziła troje dzieci. Szwagier pastora Austena, żyjący w Indiach, uważał, że musieli oszaleć, decydując się na tak liczne potomstwo w tak krótkim czasie. „Nie powiem – pisał – że wiadomość o tak gwałtownym powiększeniu rodziny sprawiła mi wielką przyjemność”. Rzecz w tym, że te wszystkie dzieci – w tym jednego jego chrześniaka – „trzeba wykarmić”[4].
Pan George Austen miał wiele trosk: chora żona, umierająca teściowa, drugi z kolei syn, George, z napadami drgawek. Nie mniej dolegała mu jego obecna sytuacja finansowa. Z archiwów Banku Hoare’a w Londynie, w którym znajdowało się konto pana Austena, wynika, że 6 sierpnia sprzedał on papiery wartościowe na ponad dwieście pięćdziesiąt funtów, zapewne na pokrycie kosztów doprowadzenia nowego domu do stanu użyteczności[5]. Taka suma to w jego przypadku niemal równowartość rocznych dochodów.
W rzeczywistości pastor Austen był plebanem parafii Steventon już od czterech lat. Uznał jednak, że plebania jest zaniedbana i „w najwyższym stopniu” zdewastowana, wobec czego wynajmował dotychczas dla siebie i rodziny siedzibę w sąsiedniej wsi, Deane[6]. Był to budynek niewiele lepszy od tego w Steventon, wilgotny, z małymi, nieforemnymi izdebkami, z których dwie rzadko znajdowały się na tym samym poziomie”[7]. Ciasna plebania miała rozmiary dyliżansu, a poszczególne izby – były jak Kozioł, Imperiał i Tyłek (kozioł to siedzisko woźnicy, a tyłek – miejsce dla lokaja z tyłu powozu).
W roku 1764, kiedy George i Cassandra wzięli ślub i przenieśli się do hrabstwa Hamp, w Deane spadły wielkie deszcze. „Woda w wiejskich studniach podniosła się pod same pokrywy, a między podwórzem plebanii i drogą można było ryby łowić”[8]. Innym dziwem natury, jaki oglądano w ówczesnym Deane, były olbrzymie kapusty; pewien wieśniak wyhodował taką, która miała „pięć stóp w obwodzie i ważyła ponad trzydzieści dwa funty”[9]. „I jednocześnie niemal za drogą, w sąsiednim Steventon zimowy wicher zerwał w lutym drewnianą wieżyczkę kościoła”[10].