“Kata” to mroczna powieść o kobiecości, macierzyństwie, rozpaczy i zemście, a zarazem mocny głos w sprawie przemocy wobec kobiet.


KataNastoletnia córka Katy, Vala, zostaje uznana za zaginioną. By przetrwać okres cierpienia i żałoby, Kata wraz z mężem wpadają w wir pracy. Po roku od zaginięcia do drzwi puka policja z informacją, że odnaleziono zwłoki odpowiadające rysopisowi dziewczyny. Pojawia się też ślad, który może doprowadzić do potencjalnego mordercy.

Kata tymczasem wszczyna własne śledztwo i wpada na trop grupy podejrzanych. Wtedy rozpoczyna się jej zemsta i budząca grozę walka o sprawiedliwość. Kata działa bezkompromisowo zgodnie z zasadą, że dopóki prawa kobiet i mężczyzn nie zostaną zrównane, kobiety będą realizować swój własny program: obrona, kara, siostrzeństwo!

***

To niezwykle mocna książka!
Egill Helgason, najważniejszy obecnie islandzki krytyk literacki

Steinar Bragi – czołowy islandzki prozaik. Jego powieść “Kobiety” (org. Konur) zyskała ogromne uznanie krytyków i czytelników w wielu krajach na całym świecie, a także zdobyła nominację do prestiżowej Nagrody Literackiej Rady Nordyckiej. Od tamtego momentu sprawy społeczne są ważnym tematem jego twórczości.

Steinar Bragi
Kata
Przekład: Jacek Godek
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 13 marca 2019
 
 

Kata

41

Gardar przyszedł do restauracji pierwszy. Usiadł przy narożnym stoliku, w miejscu z widokiem na drzwi i okna.
Wkrótce zjawiła się Sunna. Pocałowali się w policzek i usiedli. Sunna zamówiła aperitif, a następnie butelkę czerwonego wina. Kata spodziewała się, że sprawi tym Gardarowi pewien dyskomfort, zwłaszcza że przed randką nie poszedł na spotkanie AA. Sunna miała torebkę na ramieniu, włożyła żakiet, spódnicę do kolan, lśniące czerwone lakierki i kabaretki, wszystko, by go prowokować.
Kata obserwowała ich z samochodu zaparkowanego przy ulicy. Od czasu do czasu podnosiła do oczu niewielką lornetkę. Bardziej dla zabawy, bo nie spodziewała się, że Soley wpadnie w tarapaty – w roli Sunny czuła się chyba bardziej pewna i silniejsza niż we własnym życiu.
W torebce miała paralizator od Katy i kajdanki, które kiedyś zostawił pod łóżkiem jeden z jej dawnych narzeczonych.
Po kilku minutach Soley wstała, wyszła do toalety, a Kata odebrała od niej esemesa, że wszystko idzie dobrze. Włączyła silnik i podjechała pod dom Gardara. Wewnątrz nie zauważyła żadnych oznak życia, okna na parterze pozostawały ciemne, nikt nie odbierał telefonu pod numerem, który wygrzebała w internecie.
Opuściła dzielnicę i skierowała się na północ, kupiła sobie kawę w minimarkecie w Vogar, ale nie miała na nią ochoty. Serce waliło jej mocno i nierówno. Zgodnie z planem, Soley i Gardar mieli siedzieć w restauracji co najmniej godzinę, czyli w zasadzie do chwili, kiedy on pozwoli jej iść ze sobą do domu, a ona wleje w siebie tyle alkoholu, ile potrzebuje. On wciąż jeszcze zachowywał czujność, ale od pewnego czasu zaczął darzyć Soley, czyli kobietę, którą nazywał Sunną, coraz większym zaufaniem. Był przekonany, że pracuje jako sekretarka w agencji nieruchomości REMAX. Soley zaczęła uczęszczać na mityngi AA w nowej fryzurze, z ufarbowanymi włosami, malowała się inaczej niż zwykle i chyba bawiło ją to intrygowanie, przywodzące na myśl lubiane przez nią seriale telewizyjne.
Kata wróciła do Bustadahverfi i zaparkowała. Czekając w aucie, wyjęła zdjęcie Vali, kiedy miała osiem lat. Dziecko w pelerynce stoi przed ich domem w Seltjarnarnes i uśmiecha się prosto w obiektyw. Tamtej zimy, wyjątkowo ciemnej, Vala bała się spać sama w swoim pokoju i chętnie wpełzała do łóżka rodziców. Kiedy Tomas miał nocny dyżur, matka i córka tuliły się do siebie albo po prostu leżały obok siebie, czytały każda swoją książkę, córka miała twarz tak niewinną i szczerą, że Kata już wtedy wiedziała, iż świat będzie dla niej trudny.
Patrzyła teraz na zdjęcie i czuła, jak zalewa ją fala miłości, zamknęła oczy i usiłowała zobaczyć jej twarz. Ale widziała tylko gipsowy odlew brzucha z kurewskimi, nabrzmiałymi cyckami i domek dla lalek. Niedawno pofatygowała się do magazynu w Grandi, by zabrać zdjęcia z albumów rodzinnych, poza tym niczego nie dotykała. Domek dla lalek nadal spoczywał w kartonie. Podczas gdy świat na zewnątrz się rozpada, wali i układa na nowo, w tym małym domku nic się nie zmienia, nie miała zamiaru ani go stamtąd zabierać, ani wyrzucać, bo być może któregoś dnia, kiedy nie będzie jej stać na roczną opłatę za kartę Visa, wystawi go na licytację albo wyrzuci na śmietnik, jak inne drewniane odpady, niezależnie od jego historii. Poruszała się między pokojami domku i widziała każdy przedmiot, każde pęknięcie w ścianie, jakby sama była tam w środku, czuła ciszę i jasność w pokojach.
„Twoja śmiertelna walka będzie długa i trudna”. Kto jej to powiedział?
Około dziewiątej przyszedł esemes od Soley, że wszystko toczy się zgodnie z planem i idą do Gardara. Kwadrans później zobaczyła, jak zbliżają się do jego mieszkania. Gardar jak zwykle trzymał rękę w kieszeni, a minę miał taką, jakby spieszyło mu się do toalety.
Otworzył drzwi, puścił Soley przodem i wszedłszy do środka, szybko je zamknął. W salonie zapaliło się światło, a chwilę później w sypialni.
– Szybko to idzie – mruknęła Kata.
Sięgnęła do plecaka, który wzięła ze sobą, i założyła kominiarkę. Zapięła zamek kurtki po szyję i wysiadła z samochodu. Ruchu na ulicy nie było żadnego. Kata podbiegła do domu, zakradła się na kraniec ogrodu i zaczaiła się w cieniu, tak blisko okna sypialni, jak tylko się odważyła.
Po chwili okno się otworzyło i Soley odezwała się jasnym głosem, że chce się rżnąć. Gardar coś jej odszczeknął i w łóżku rozległ się pisk.
Przez kilka kolejnych minut słychać było jedynie ten pisk, światła zgasły i Kata usłyszała przez okno cichy szept. Gardar jęczał, a Soley się rozgniewała i kazała mu słuchać.
Obok domu przemknął samochód i w tym samym momencie w sypialni zaczęło się błyskać. Zasłony zostały odsłonięte i w oknie pojawiła się Soley.
– Teraz! Chodź! – krzyknęła.
Trzymała w ręku klucze, ale nie rzuciła ich przyjaciółce, mówiąc, że musi jej sama otworzyć. Zniknęła z okna, a Kata podeszła do drzwi wejściowych. Usłyszała, jak Soley zwalnia zasuwę, po czym drzwi się otworzyły.
– Sparaliżowałam go – powiedziała Soley. Zamknęły za sobą i Kata poszła za nią w głąb mieszkania. – Nie chciał dać się związać, musiałam go sparaliżować i przykuć do łóżka kajdankami. Tak jest zresztą lepiej.
Zanim Kata weszła do sypialni, zaciągnęła czapkę na twarz, tak by widać jej było jedynie oczy. Gardar leżał na łóżku na brzuchu, miał kajdanki na nadgarstkach, łańcuch był przypięty do jednego ze szczebli u wezgłowia.
– Musimy go lepiej przymocować – zauważyła Soley.
Wzięła od Katy plecak i wyjęła z niego sznur, który kupiły w markecie budowlanym, z pozoru miękki, nie grubszy niż palec, ale sprzedawca zapewnił, że w środku jest drut wytrzymujący wielotonowe obciążenie.
Gardar miał na sobie T-shirt i bokserki, usiłował się podnieść, ale był otumaniony po porażeniu paralizatorem. Z sufitu nad krawędzią łóżka zwisał worek treningowy.
– Czego chcecie? – spytał głosem bardziej opanowanym, niż Kata się spodziewała.
– Zamknij dziób – powiedziała Soley i podniosła taser.
Gardar uniósł się na kolana, oparł czoło o ścianę, szarpnął z całych sił łańcuchem kajdanek, usiłując go rozerwać. Wierzgnął nogą do tyłu w kierunku Soley, lecz ona się uchyliła, po czym przyłożyła mu paralizator do pleców i przytrzymała przez kilka sekund. Urządzenie kliknęło kilka razy, a na kajdankach pojawiły się niebieskie iskry, aż w końcu Gardar przestał się wiercić.
Podała paralizator Kacie.
– Nauczyłam się wiązać jeden węzeł, choć nigdy nie byłam w harcerstwie. Węzeł dla zboków! Teraz tak go zwiążemy. – Na końcu liny zrobiła pętlę, założyła ją Gardarowi na kostki i zacisnęła. – Trzymaj – poinstruowała, gdy już kilka razy pociągnęła go za nogi, tak że uniosły się pionowo. Kiedy Kata nie zareagowała, Soley złapała ją za ręce, włożyła w nie linę i wrzasnęła, żeby ciągnęła. I Kata pociągnęła. W tym czasie Soley przygotowała drugą pętlę na linie, założyła ją Gardarowi przez głowę i zacisnęła, tak że sznur naprężył się między karkiem a nogami mężczyzny.
Gardar się poruszył. Soley puściła jego głowę i kazała Kacie puścić nogi. On głośno jęknął, kiedy lina wcięła mu się w szyję.
– I jak jest? Za ciasno? – krzyknęła Soley i zajrzała mu w twarz. Był zaczerwieniony, oczy miał wytrzeszczone i przekrwione, w końcu jednak się zorientował i podciągnął nogi bliżej pleców, żeby poluźnić linę. – Do roboty. – Soley spojrzała na Katę, jakby teraz nadeszła jej kolej. Kata mruknęła. – Pogadaj z nim – zachęciła ją na ucho Soley, po czym szarpnęła za linę, aż głowa Gardara poderwała się z materaca.
Kata się ocknęła, przytaknęła i podeszła do łóżka. Soley weszła na łóżko, uklękła obok Gardara, złapała go za włosy i powiedziała:
– Zadamy ci kilka pytań. Jeśli na nie odpowiesz, nic ci się nie stanie. A jeśli nie, zrobimy ci kuku.
– Zamknij się – odszczeknął Gardar, a Soley pociągnęła za linkę, więc na jego czole natychmiast napęczniała żyła i pot zlał mu twarz. Jęknął.
– Zrobisz, co ci każemy – odpowiedziała Soley i poluzowała linkę.
– Pierwsze pytanie – odezwała się Kata i uklękła obok wezgłowia. Zbliżyła wargi do ucha Gardara. Mówiła cicho. Spod kominiarki jej głos brzmiał inaczej. – Dwa lata temu byłeś ze swoimi kolesiami na Öskjuhlid. Podaliście narkotyk nieletniej dziewczynce i zgwałciliście ją. Pamiętasz?
– Nie wiecie, co robicie – odpowiedział, przekręcając się na bok. Równocześnie udało mu się wepchnąć brodę pod linkę i uwolnić głowę z pętli, i teraz zsuwał ją sobie na ramiona. Kopnął Soley z całych sił, tak że dziewczyna spadła na podłogę. Usiłował sturlać się z łóżka i wstać, lecz Kata uniosła paralizator, przytknęła mu go do uda i trzymała, dopóki znów nie znieruchomiał.
– Pieprzysz od rzeczy. – Soley podniosła się z podłogi, masując biodro. – Myślę, że on powinien wyluzować. Jest jakiś nerwowy, nie sądzisz? – Sięgnęła do plecaka, wyciągnęła lejek i jedną z litrowych butelek, które ze sobą przyniosły: tania wódka, którą Soley podobno pijała, kiedy była młodsza. Wspólnymi siłami z powrotem założyły Gardarowi pętlę na szyję, przewróciły go na brzuch i Soley naciągnęła linkę.
– Spragniony? – spytała i klapnęła na łóżko obok jego twarzy. Pociągnęła za linkę, aż otworzył usta, i wepchnęła w nie lejek. Twarz poróżowiała mu z wysiłku. Zwymiotował, wydzielina ciekła mu z nosa.
Kata otworzyła butelkę i podała Soley. Ta lała w lejek wolno i z przyjemnością, dopóki nie opróżniła jednej trzeciej.
– Już lepiej, prawda? Teraz chyba będziesz spokojniejszy, co nie? – spytała Soley, wyjmując lejek.
Kilka kropli wódki wytrysnęło mu z ust. Cicho zawył.
– To był tylko mały łyk – dodała Soley. – Ile ważysz, Gardar? Sto kilo? Sto dwadzieścia? Jeśli nie odpowiesz na pytania mojej przyjaciółki, wleję w ciebie całą flaszkę. Będziesz miał w sobie litr gorzały w ciągu kilku minut. To dużo, choć nie dość, żeby zabić takiego ciężkiego palanta jak ty, chociaż nigdy nie wiadomo. A jeśli nadal będziesz niegrzeczny, to mam dla ciebie drugą buteleczkę! Myślisz, że dasz radę wchłonąć dwa litry w dziesięć minut?
– Może mieć wysoką tolerancję – powiedziała Kata. Odniosła wrażenie, że znów myśli, odrętwienie minęło. – Przecież to alkoholik.
– Tak – zawołała Soley. – Bardzo mu było przykro za to, jak raz potraktował swoją mamę po pijaku. I swojego tatę, dziadka i siostrę.
– Kiedy człowiek zaczyna chodzić na spotkania AA, nie ma już dobrej tolerancji na wódę, wątroba zniszczona – zauważyła Kata. – Trudno ci mówić, Gardar? Jeśli ośrodek mowy został sparaliżowany, to następny będzie oddechowy. Może się też zdarzyć, że będziesz rzygał, ale nic nie wyjdzie przez usta. Jeśli będziesz leżał tak jak teraz. Treść żołądkowa wróci do płuc i się zadławisz. Tak kończy się niejedno pijaństwo. Ale postaram się, żeby do tego nie doszło. Bo chcemy, żebyś żył, żebyśmy nie musiały szukać odpowiedzi u twoich przyjaciół. Na przykład Atliego.
– A jak Atli też nie udzieli odpowiedzi – wtrąciła Soley – to będziemy musiały spytać twojego przyjaciela Björna.
– Dam ci jeszcze jedną szansę – obiecała Kata. – Dwa lata temu razem z kolesiami zgwałciłeś dziewczynę na Öskjuhlid. Miała szesnaście lat, dzięki twoim wskazówkom znaleziono jej ciało w Myrar w Borgarfjördur. Jak umarła?
Pokręcił głową, przeniósł wzrok na Katę i nieco mu się ulało. Łzy ciekły mu z oczu, może dlatego, że kapnął w nie alkohol, kilka naczynek włoskowatych pękło.
– Nic nie powiem – wycharczał. Głos miał ochrypły i godny politowania. Linka ciasno opinała mu szyję, dopóki znów się nie ocknął i nie przysunął nóg bliżej pleców. – Dlaczego nie zdejmiesz czapki? Wiem, kim jesteś, widziałem cię w twoim eleganckim domu. Z eleganckim mężem… – Nagle się zdenerwował i oznajmił, że nie wiedzą, co robią, a on niedługo się uwolni i je pozabija.
– Chyba nie mówisz poważnie – przerwała mu Soley. Wybuchła śmiechem. – Wiem o tym. Pamiętam cię. Spotkaliśmy się już kiedyś. Ty mnie nie pamiętasz, ale to nieważne, zniszczyłeś sobie mózg tymi wszystkimi dopalaczami, poza tym byłam już za stara dla ciebie i twoich kumpli. Ale czasem widziałam, jak się zabawiacie z małolatami. Jak to było? Mogę ci to pokazać, żebyś sobie przypomniał. – Soley podniosła się na kolana, odkręciła butelkę i trzymała ją między nogami. – Pamiętasz, jak kazałeś tym dziewczynom, żeby robiły ci laskę, to chyba było jakoś tak, co nie?
Przysunęła mu szyjkę butelki do twarzy, postukała mu nią w nos i oczy, a Gardar usiłował się odsunąć. Soley sięgnęła drugą ręką do linki i pociągnęła, a on otworzył usta i wtedy wsunęła mu w nie szyjkę. Trzymała ją tam, dopóki nie wlała w niego połowy zawartości.
Następnie wyjęła butelkę i odsunęła się od Gardara, a on wypluł przezroczystą ciecz na ścianę nad wezgłowiem.
Soley spojrzała na Katę, po czym znów wybuchła śmiechem.
– Im zawsze zależy na wytrysku! Nie ważne czym!
– To na pewno była z setka. Musimy uzupełnić braki.
– No właśnie. Bo mógłby wytrzeźwieć. A wtedy tak się denerwuje.
Soley znów przyłożyła Gardarowi butelkę do ust. Wybełkotał, że już więcej nie chce. Łzy ciekły mu po policzkach, jęczał, prosił, by przestały go dręczyć.
– Pytaj – wydusił wreszcie. – Soley puściła linkę i usta mu się zamknęły. Wycierał twarz w prześcieradło, potem zwrócił ją w ich stronę i spytał, czego chcą. – Ona nie miała umrzeć… to był wypadek.
Kata ściągnęła kominiarkę.
– Zgwałciliście ją wcześniej? – spytała.
Głos Gardara zrobił się bełkotliwy od alkoholu.
– Tak.
– Kto był z tobą?
Gardar milczał.
– Mój mały, to będzie wyglądało jak samobójstwo. – Soley popukała go butelką w głowę. – Mam dla ciebie całą masę niespodzianek. Dlatego, że liczy się tylko, czy odpowiesz na pytania, czy nie, kumasz… Wiemy, co zrobiłeś. Jedyne, czego chcemy, to żebyś się do tego przyznał i poprosił o wybaczenie. I obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobisz.
– Kto był z tobą? – powtórzyła pytanie Kata, usiadła na łóżku i przyglądała się policzkowi Gardara.
– Atli i Boli.
– Wszyscy ją zgwałciliście?
Potwierdził.
– W jakiej kolejności? – spytała Soley.
– Boli, potem ja… I Atli. I znów Boli. Zauważyłem, że już jest blada.
Próbowaliśmy ją cucić, robić jej sztuczne oddychanie. To stało się tak szybko.
– Gdzie ją spotkaliście? – zapytała Kata.
– Przed lokalem, gdzie był bal. Boli ją zauważył… Była pijana, ale szła o własnych siłach. Boli zawołał ją i namówił, żeby wsiadła do auta.
– Co się stało w samochodzie?
– Boli powiedział, że odwieziemy ją do domu… Dał jej piwo wzmocnione klubowym i kazał wypić. Jeździliśmy po mieście, nic się nie działo. To nie miało tak być.
– Ale wcześniej już to robiliście, co nie? – spytała Soley i pociągnęła wódki z butelki. Gardar nie odpowiadał, więc puknęła go flaszką w czoło.
– Kilka razy. – Zacisnął powieki.
– Zawsze na Öskjuhlid? – spytała Kata.
– Raz w Vatnsmyri. I u Boliego na chacie.
– Ile ich było?
– Nie wiem.
– Więcej niż dziesięć?
– Osiem. Nie więcej.
– Dlaczego? – spytała Soley. – Nie dość wam było przytomnych dziewczyn, które gwałciliście? Albo tych, które chciały się z wami walić za kreskę?
– On tak chciał.
– Kto? – dociekała Kata.
– Boli. Udało nam się go powstrzymać, żeby nie robił tego częściej… On chciał więcej.
– Zawsze robiliście to we trójkę? Ty, Atli i on?
– Tak. Tylko my. Gdyby ktoś wygadał, pozostali mieli prawo go zabić. Ale nie miałem odwagi, wstyd mi było…
– Za narkotyzowanie i gwałcenie dziewczyn? – spytała Soley. – O s i e m dziewczyn? Pliz! Nie bądź dla siebie taki surowy!
– Co zrobiliście potem? – spytała Kata. – Po Öskjuhlid?
– Wiedzieliśmy, że musimy ją ukryć… Gdyby gliny zaczęły ją badać, mogliby coś znaleźć. DNA i tak dalej. Używaliśmy gumek, ale nie mogliśmy ryzykować. Boli wpakował ją do bagażnika, a potem popłynęliśmy łódką i wrzuciliśmy do tego dołu… Nie traktowaliśmy jej źle.
– Zabiliście ją – wycedziła Soley, stuknęła go butelką w głowę, po czym pociągnęła łyk. Podała alkohol Kacie.