“Z czego powstaje jabłko?” to zbiór rozmów Amosa Oza i jego wieloletniej redaktorki Sziry Chadad. Ich relacje – robocze, zawodowe i przyjacielskie – sprawiły, że powstała książka będąca podsumowaniem twórczego życia pisarza i rozmową o współczesnym świecie.


Jak pisze redaktorka Szira Chadad we wstępie, ten zbiór to owoc kilkudziesięciu godzin rozmów “o książkach i pisarzach, o inspiracjach i wpływach, o nawykach pisarskich i poczuciu winy, o małżeństwie i rodzicielstwie, (…) to jeden z możliwych portretów Amosa Oza”.

Tematyka sześciu rozmów Amosa Oza i Sziry Chadad krąży wokół wydarzeń z życia pisarza, jego twórczości literackiej, opinii o różnych sprawach i tego, jak powstawały jego książki. To kompendium pełne historyjek i anegdot, w którym Oz wyraża swoje poglądy w różnych kwestiach, ogólnych i tych bardziej osobistych, czyniąc to w sposób jasno sformułowany i rozważny. W jego wypowiedziach widać perspektywę czasu, a uporządkowane przemyślenia, będące efektem wielu lat pracy twórczej i doświadczenia życiowego, opisują obecne poglądy pisarza, nie mającego oporów przed przyznaniem się do własnych błędów i mylnych osądów, pełnego samokrytyki.

To co czyni ten zbiór rozmów szczególnie interesującym i atrakcyjnym to przeplatanie się rozważań Amosa Oza na tematy ogólne z opowiadaniem historii związanych z własną biografią i jego rozwojem jako pisarza, pokazanie ich w kontekście zjawisk społecznych występujących w czasach, w których przyszło mu żyć oraz przypomnienie osobistych i literackich skojarzeń z epizodami, postaciami i miejscami.

Ta książka – osobista i biograficzna – to dobry punkt wyjścia do poznawania twórczości Oza, niektóre fragmenty ułatwią zrozumienie jego powieści, pokazując kontekst społeczny i polityczny czasów, gdy autor je tworzył, rzucają też światło na sposób pisania – ciągłe poprawianie, wyrzucanie akapitów, niszczenie zapisków i pisanie od nowa, a także warunki, w jakich przyszło mu szlifować swoje dzieła i w końcu ich odbiór przez czytelników i krytyków literackich.

Serce przebite strzałą, Czasami, Własny pokój, Kiedy biją twoje dziecko, Czego nie może zrobić żaden pisarz, Światła od dawna się zmieniają bez naszego udziału – to tytuły rozmów, będących czymś pomiędzy dialogiem a wywiadem, w których Oz mówi o swoich motywacjach do pisania, codziennych pisarskich rytuałach, o impulsach i strzępkach ulicznych rozmów, które łącząc się z zadawanym sobie pytaniem: co bym zrobił na jej/jego miejscu? stanowią punkt wyjścia lub element opowieści. Amos Oz rozważa wymiar etyczny twórczości literackiej, opowiada o swoim stosunku do filmów powstałych na podstawie jego książek i scenopisarstwa jako takiego, o wersjach roboczych i nieustannym ich poprawianiu w dążeniu do doskonałości, o kompromisach – w życiu i w powieści, o mężczyznach i kobietach, relacjach i proporcjach sił między płciami, wreszcie o życiu w kibucu, feminizmie i pierwszych doświadczeniach erotycznych jego pokolenia.

Ta książka – osobista i biograficzna – to dobry punkt wyjścia do poznawania twórczości Oza

Dla miłośników twórczości Amosa Oza zbiór “Z czego powstaje jabłko?” będzie interesującym podsumowaniem poglądów pisarza, pokazującym ich ewolucję i komentarzem lub wyjaśnieniem do przeczytanych wcześniej dzieł, dla tych, którzy dopiero zamierzają sięgnąć po książki Izraelczyka – znakomitym wprowadzeniem, pokazaniem kontekstów, uwarunkowań i kompromisów, jakie towarzyszyły ich powstawaniu, pozwalających lepiej zrozumieć przesłanie autora. Robert Wiśniewski

Amos Oz, Szira Chadad, Z czego powstaje jabłko?, Przekład: Leszek Kwiatkowski, Dom Wydawniczy Rebis, Premiera: 5 listopada 2019
 

konkurs

 

Amos Oz, Szira Chadad
Z czego powstaje jabłko?
Przekład: Leszek Kwiatkowski
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 5 listopada 2019
 
 

Spis treści

SERCE PRZEBITE STRZAŁĄ
CZASAMI
WŁASNY POKÓJ
KIEDY BIJĄ TWOJE DZIECKO
CZEGO NIE MOŻE ZROBIĆ ŻADEN PISARZ
ŚWIATŁA OD DAWNA SIĘ ZMIENIAJĄ BEZ NASZEGO UDZIAŁU

Wstęp

Wiosną 2014 roku, kiedy redagowałam powieść Amosa Oza Judasz, zaczęliśmy rozmawiać. Po ukazaniu się książki, latem tamtego roku, stwierdziliśmy, że nasza rozmowa nie jest dokończona. Spotykaliśmy się więc nadal u niego w domu, rozmawialiśmy o książkach i pisarzach, o inspiracjach i wpływach, o nawykach pisarskich i poczuciu winy, o małżeństwie i rodzicielstwie. Po kilku tygodniach przenieśliśmy się z salonu do pracowni, a między sobą na biurku położyliśmy dyktafon.
Uzbierało nam się kilkadziesiąt godzin nagrań, z których powstała ta książka. Zawarte tu rozmowy nie są prezentowane w kolejności, w jakiej je przeprowadziliśmy, i nie każdy rozdział jest dosłownym zapisem jednego spotkania, rozpoczętego i zakończonego w danym dniu. Powracaliśmy do tematów, które wciąż nas zajmowały, rozbudowywaliśmy, skracaliśmy, łączyliśmy zbieżne części rozmów. W toku wspólnej pracy zostaliśmy przyjaciółmi. Rozdziały tej książki nie są dziennikarskimi wywiadami, lecz owocem długiego dialogu, wyrazem przyjaźni i bliskości, jakie rodziły się przez dłuższy czas.
Wielu tematów w ogóle nie dotknęliśmy. Żadne z nas nie uważało, by książka miała być „wyczerpująca”. Latem 2017 roku ukazał się zbiór esejów Do fanatyków. Jego trzy rozdziały pokrywały się częściowo z naszymi rozmowami o odcieniu politycznym, dlatego postanowiliśmy wyłączyć je z tej książki. Inne części, o bardziej eseistycznym charakterze niż prezentowane tutaj, wejdą do kolejnej, która ma się ukazać w przyszłym roku. W ten sposób książka Z czego powstaje jabłko? przyjęła kształt tekstu osobistego i biograficznego: to jeden z możliwych portretów Amosa Oza, jaki ukazał się moim oczom w ostatnich latach.
 
Szira Chadad
maj 2018

SERCE PRZEBITE STRZAŁĄ

Co porusza twoją ręką, kiedy piszesz?

Na podwórku gimnazjum Rechawia w Jerozolimie rósł eukaliptus, na którym ktoś wyciął serce przebite strzałą. Na sercu, po bokach strzały, napisano: Gadi — Ruti. Pamiętam, że już wtedy, mając ze trzynaście lat, pomyślałem: „To pewnie robota tego Gadiego, nie Ruti. Po co to zrobił? Czy sam nie wiedział, że ją kocha? Ona o tym nie wiedziała?”. I wydaje mi się, że już wtedy powiedziałem sobie: „Może coś w nim wiedziało, że to minie, że wszystko mija, że ta miłość się skończy”. Chciał coś pozostawić. Chciał, żeby po tej miłości, kiedy już przeminie, zostało wspomnienie. I to jest bardzo podobne do impulsu, który każe opowiadać historie, pisać opowiadania: ocalić coś od szponów czasu i zapomnienia. To oraz pragnienie, by dać drugą szansę czemuś, co już nigdy nie będzie jej miało. To też. Do sił, które poruszają tą piszącą ręką, należy też pragnienie, by coś nie zostało wymazane bez śladu — niekoniecznie osobiste sprawy. Mnie, na przykład, nigdy nie wynajęto, abym zamieszkał na poddaszu starego domu i godzinami rozmawiał, odpłatnie, z jakimś starszym niepełnosprawnym człowiekiem, jak to się zdarzyło Szmuelowi z Judasza. Mnie się coś takiego nie przytrafiło. Ale byli w Jerozolimie ludzie, którzy mówili trochę jak Gerszom Wald. Byli, a teraz ich nie ma. Chciałem między innymi, aby to nie poszło w niepamięć. Tamta Jerozolima gorącogłowych intelektualistów, stojących jedną nogą w Brennerze, drugą w Biblii, inną na dworze Ben Guriona, jeszcze inną u Nietzschego, kolejną u Dostojewskiego albo Żabotyńskiego1.

A masz poczucie, że twoje motywacje do pisania zmieniają się z biegiem lat, czy pozostają zasadniczo podobne?

Nie wiem, Sziro, myślę, że są takie same, ale nie jestem tego pewien. Prawie nigdy nie zadaję sobie pytania o motywację do pisania. Kiedy tutaj siadam przed piątą rano z pierwszym kubkiem kawy, po spacerze pustymi ulicami, nigdy nie zadaję sobie pytania o motywację. Po prostu piszę.

Ale zadajesz pytanie, skąd się bierze opowieść?

Tak, tak. Czasami je zadaję i nie zawsze znajduję odpowiedź. Opowiem ci coś, co się wiąże z tym, o co pytasz. Przetłumaczyłem kiedyś rosyjski wiersz Anny Achmatowej, ale z angielskiego, z wersji Stephena Berga, bo nie znam rosyjskiego. I właśnie on dokładnie, ale to dokładnie dotyczy twojego pytania. Przepisałem to na maszynie w czasach, kiedy nie było jeszcze komputerów. Tak się ten wiersz kończy:

Czasami tylko tu siedzę. Wichry od zamarzniętego morza
wlatują do mnie przez otwarte okno. Nie wstaję,
nie zamykam go. Pozwalam, by powietrze mnie dotykało. Zaczynam marznąć.
Czy świt, czy zmrok, te same różowe smugi chmur.
 
Gołąb wydziobuje mi ziarenko pszenicy z wyciągniętej dłoni,
te bezkresne przestrzenie pustych kart na moim biurku…
jakiś samotny impuls unosi moją prawą rękę, prowadzi mnie.
Dużo, dużo starszy niż ja, opada,
lekko jak powieka, bezbożnie, i zaczynam pisać2.
 

To piękne.

Nie jestem tłumaczem, ale postanowiłem przełożyć ten wiersz z angielskiego. Może po rosyjsku jest jeszcze piękniejszy, nie wiem.
Czasami zadaję sobie pytanie, skąd biorą się opowieści, i nie za bardzo umiem odpowiedzieć. Widzisz, z jednej strony wiem, bo od zawsze wiodę żywot szpiega. Pisałem o tym w Opowieści o miłości i mroku. Przysłuchuję się cudzym rozmowom, przyglądam obcym ludziom, a stojąc w kolejce w przychodni albo na dworcu czy lotnisku — nigdy nie czytam gazety. Zamiast czytać, słucham, co mówią ludzie, podkradam strzępki rozmów i je sobie dopowiadam.
Albo przyglądam się ubraniom, butom — buty zawsze wiele mi mówią. Patrzę na ludzi. Słucham.
Mój sąsiad w Chuldzie, Meir Sibahi, mawiał: „Jak tylko przechodzę pod oknem pokoju, w którym pisze Amos, to przystaję na chwilę, sięgam po grzebień i się czeszę. Bo w razie gdybym miał wejść do jakiejś jego historii, to lepiej z uładzoną fryzurą”. Bardzo logiczne, ale u mnie to tak nie działa. Weźmy jabłko: z czego ono powstaje? Z wody, ziemi, słońca, jabłoni, odrobiny nawozu. Ale nie przypomina żadnego z nich. Powstało z nich, ale nie jest do nich podobne. Tak samo z opowieścią. Na pewno jest utkana z sumy wszystkich spotkań, doświadczeń, wysłuchanych słów.
Moim pierwotnym impulsem jest chęć odgadnięcia, co bym czuł na jego albo na jej miejscu: co bym pomyślał? Czego chciał? Czego bym się wstydziła? Na czym, na przykład, zależałoby mi, żeby nikt na świecie się o mnie nie dowiedział? Co miałbym na sobie? Co bym jadła? Towarzyszyło mi to od zawsze, zanim zacząłem pisać opowiadania, od dzieciństwa. Byłem jedynakiem i nie miałem przyjaciół. Rodzice zabierali mnie do kawiarni przy ulicy Ben Jehudy w Jerozolimie i obiecywali lody, jeżeli będę siedział spokojnie, kiedy oni będą rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi. A lody były wówczas w Jerozolimie rzadkością. Nie dlatego, że były drogie, ale dlatego, że wszystkie nasze matki bez wyjątku, religijne i nie, sefardyjskie i aszkenazyjskie, wierzyły ponad wszelką wątpliwość, że lody oznaczają zaczerwienione gardło, zaczerwienienie to infekcja, infekcja to grypa, grypa to angina, angina to zapalenie oskrzeli, zapalenie oskrzeli to zapalenie płuc, a zapalenie płuc to gruźlica. Słowem — albo lody, albo dziecko. Mimo wszystko jednak obiecywali jednorazowo, że kupią mi lody, jeżeli ani razu im nie przeszkodzę w rozmowie. A rozmawiali tam z przyjaciółmi co najmniej siedemdziesiąt siedem godzin bez przerwy. Żeby nie oszaleć z samotności, po prostu zaczynałem wtedy szpiegować ludzi przy sąsiednich stolikach. Wykradałem urywki rozmów, obserwowałem, kto co zamawia. Kto płaci. Próbowałem zgadnąć, co łączy te osoby, a nawet wyobrazić sobie, na podstawie ich wyglądu i języka ciała, skąd pochodzą, jak wygląda ich dom. Robię tak do dzisiaj. Ale nie jest tak, że pstrykam zdjęcie, wracam do domu, wywołuję je i opowieść gotowa. Po drodze zdarza się mnóstwo perypetii. Na przykład pewien chłopak w Czarnej skrzynce ma zwyczaj drapać się w prawe ucho lewą ręką, którą następnie przesuwa z tyłu głowy. Jakaś kobieta spytała mnie, skąd to wziąłem. Bo ona też zna kogoś, kto drapie się po prawym uchu lewą ręką za głową. Odpowiedziałem, że prawie na pewno to gdzieś widziałem i wryło mi się w pamięć. Ale gdzie to widziałem? Niech mnie pani zastrzeli, nie wiem. To pochodzi z jakiegoś zatartego wspomnienia, nie z powietrza, ale nie mam pojęcia skąd.
Wiesz co? Powiem tak. Kiedy piszę artykuł, zwykle robię to ze złości. Główną siłą napędową jest to, że jestem na coś zły. Ale kiedy piszę opowiadanie, jedną z rzeczy, które poruszają tą ręką, jest ciekawość. Taka, której nie mogę zaspokoić. Strasznie mnie ciekawi wchodzenie w cudzą skórę. I myślę, że ciekawość jest nie tylko koniecznym warunkiem wszelkiej pracy intelektualnej, ale też cnotą moralną. Na tym chyba polega również etyczny wymiar literatury.
Spieramy się o to z A.B. Jehoszuą, który kwestię moralną wysuwa na pierwszy plan w twórczości literackiej: zbrodnia i kara. Moim zdaniem wymiar etyczny polega na czymś innym: na umieszczeniu siebie na parę godzin w skórze innej osoby czy też wejściu w jej buty. Ma to w sobie pewną wagę moralną, nie wprost, niezbyt wielką, bez przesady. Ale naprawdę uważam, że człowiek mający w sobie ciekawość jest trochę lepszym partnerem życiowym niż ktoś, kto jej nie ma. I również trochę lepszym rodzicem. Tylko się ze mnie nie śmiej, ale uważam, że ktoś taki jest nawet lepszym kierowcą niż człowiek pozbawiony ciekawości, bo zadaje sobie pytanie, co tamta osoba, prowadząca samochód na sąsiednim pasie, może nagle zrobić. Wydaje mi się, że człowiek obdarzony ciekawością jest też dużo lepszym kochankiem niż ktoś jej pozbawiony.

 
Wesprzyj nas