Tragiczny wypadek, w którym Joel stracił żonę, a Neta matkę stanowi punkt wyjścia w fabule powieści „Poznać kobietę”. Amos Oz skupił się w niej na psychologicznej analizie uczuć człowieka zmuszonego przewartościować swoje życie.


Poznać kobietęJoel Rawid zatrudniony w służbach specjalnych przez wiele lat zajmował się tropieniem cudzych sekretów. Podróżując po świecie zmieniał tożsamości, wcielał się w postaci wykreowane na potrzeby kolejnych misji, realizując swoje zadania, może bez szczególnej pasji, ale za to z silnym poczuciem obowiązku. Jego świat kompletnie się zmienił w dniu, gdy zginęła jego żona. Pospieszny powrót z misji, jej pogrzeb i jego przebudzenie: teraz to już nie praca będzie najważniejsza.

Amos Oz w powieści „Poznać kobietę” sportretował mężczyznę na rozdrożu, człowieka zmuszonego przez okoliczności do przewartościowania swojego życia i zmierzenia się z tym, kim tak naprawdę jest. Joel wyprowadza się z dotychczasowego mieszkania, przenosi do innego miasta, gdzie staje się najemcą domu, realizując w ten sposób, po niewczasie, marzenie zmarłej żony. Zamieszka w nim z córką, matką i teściową. Początkowo, porzuciwszy pracę, spędzać będzie jeden jałowy dzień za drugim, oddając się prostym domowym czynnościom ułatwiającym mu rozpamiętywanie minionych lat, jednak nie bez końca.

Bieżąca akcja powieści, kameralna, utrzymana na małym planie, przeplata się z licznymi reminiscencjami. Oz wolno rozwiewa woal tajemnicy spowijający małżeństwo głównego bohatera, pozwala czytelnikowi zagłębić się w ten burzliwy, pełen sprzeczności związek, poznać jego rytm wyznaczany przez chorobę dziecka, wyjazdy i powroty Joela, przypływy namiętności i akordy wrogości między partnerami. Joel ma co rozpamiętywać, nagłość i banalność wypadku, który pozbawił Iwriję życia, z mocą popychają go do rozważań o tym, czego nie zdążył na czas dostrzec mając ją przy sobie.

Spokojna, kontemplacyjna atmosfera powieści czyni z niej jedną z lektur przeznaczonych do powolnego smakowania

Pamięć wdowca meandruje pośród nowych zdarzeń prowadzących go do zdefiniowania siebie na nowo, a także dostrzeżenia oczywistego faktu, że nie on jeden niesie ze sobą ciężki bagaż doświadczeń. O czym wkrótce się przekona, mają go chociażby jego najbliżsi sąsiedzi, rodzeństwo Annemarie i Ralph, a i w umyśle córki, spokojnej i opanowanej, niemalże do granicy całkowitej obojętności, buzują liczne emocje, o czym dowie się z zaskoczeniem niczego niepodejrzewający ojciec. Tym samym szpieg najwięcej do odkrycia mieć będzie we własnym domu i w zakamarkach swojej duszy.

Spokojna, kontemplacyjna atmosfera powieści „Poznać kobietę” czyni z niej jedną z lektur przeznaczonych do powolnego smakowania; nie dla porywającej akcji i nie dla poznania finału intrygi. Droga, nie cel, ma tutaj znaczenie i do tego przesłania izraelski pisarz dobrał formę literacką. Podążyć za jego historią oznacza, w przypadku tej uniwersalnej i ponadczasowej opowieści, krok w stronę zgłębienia samego siebie. Nikodem Maraszkiewicz

Amos Oz, Poznać kobietę, Przekład: Ewa Świderska, Dom Wydawniczy Rebis, Premiera w tej edycji: 30 maja 2017
 
 

Poznać kobietę

Amos Oz
Poznać kobietę
Przekład: Ewa Świderska
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera w tej edycji: 30 maja 2017
 

Rozdział 1

Joel zdjął przedmiot z półki i przyjrzał mu się z bliska. Bolały go oczy. Pośrednik, sądząc, że nie dosłyszał pytania, powtórzył raz jeszcze:
— Może pójdziemy rzucić okiem na tyły domu?
Mimo że już postanowił, Joel nie śpieszył się z odpowiedzią. Zwykł był zwlekać, nawet jeśli chodziło o proste pytania w rodzaju — jak się masz czy o czym mówiono w wiadomościach, tak jakby słowa stanowiły jego prywatną własność, z którą trudno mu się było rozstać.
Pośrednik czekał. W pokoju, bogato umeblowanym, panowała cisza. Gruby i szeroki ciemnoniebieski dywan, fotele, kanapa, stolik do kawy z mahoniowego drewna w stylu angielskim, zagraniczny telewizor, ogromny filodendron we właściwym rogu, kominek z czerwonej cegły, a w środku sześć polan, ułożonych na krzyż, raczej dla ozdoby niż do palenia. Obok okienka do podawania, łączącego pokój z kuchnią, stał czarny stół i sześć czarnych krzeseł z wysokimi oparciami. Jedynie obrazy zdjęto ze ścian: na tynku odcinały się białe prostokąty. Znajdująca się za otwartymi drzwiami kuchnia była urządzona w stylu skandynawskim, pełna najnowocześniejszych, elektrycznych sprzętów. Także cztery sypialnie, które widział przedtem, spotkały się z jego uznaniem.
Joel badał wzrokiem i dotykiem przedmiot, który wziął z półki. Była to ozdobna, mała statuetka, robota amatora: drapieżnik z rodziny kotów, wycięty w brązowym oliwkowym drewnie i pokryty kilkoma warstwami lakieru. Miał rozwartą paszczę i ostre zęby. Przednie łapy były wyciągnięte w powietrze w szerokim wyskoku, także tylna prawa noga znajdowała się w powietrzu, jeszcze podkurczona, z nabrzmiałymi mięśniami, gotowa do skoku, i tylko lewa tylna noga zapobiegała oderwaniu się, spajając bestię z podstawką z nierdzewnej stali. Ciało wznosiło się pod kątem czterdziestu pięciu stopni, a było w tym takie napięcie, że Joel prawie czuł ból przymocowanej stopy i desperację powstrzymywanego skoku. Uznał statuetkę za nienaturalną i niemożliwą, choć artyście udało się narzucić materii doskonałą kocią elastyczność. A może jednak nie było to dzieło amatora? Szczegóły kłów i szczęk, skręcenie sprężonego do skoku kręgosłupa, napięcie mięśni, wysklepienie brzucha, widoczna przepona w mocnej klatce piersiowej, a nawet kąt postawienia uszu, prawie płasko układających się ku tyłowi — wszystko to odznaczało się bystrością obserwacji i śmiałą prowokacyjnością w pokonywaniu ograniczeń materii. Na pierwszy rzut oka była to doskonała drewniana rzeźba, która wyswobodziła się z więzów materiału i osiągnęła żywotność okrutną, namacalną, prawie erotyczną.
Jednakże coś było nie tak. Dostrzegało się coś błędnego, przesadnego, jak gdyby nadmiernie skończonego lub niedokończonego. Joel nie potrafił dociec, na czym polegał ten błąd. Bolały go oczy. Znów obudziło się w nim podejrzenie, że jest to amatorska robota. Ale w czym tkwił feler? Opanowało go lekkie, fizyczne rozdrażnienie, z jakimś chwilowym podnieceniem odczuwalnym w koniuszkach palców.
Może dlatego, że figurka z ukrytym błędem zdawała się naruszać w oczywisty sposób prawo ciążenia: ciężar drapieżnika w jego ręku wydawał się większy od wagi stalowej, delikatnej podstawki, od której stworzenie chciało się oderwać, a z którą stykało się jedynie małą powierzchnią tylnej łapy. Joel skoncentrował się na tym właśnie punkcie. Odkrył, że łapa jest osadzona w środku milimetrowej niszy wydrążonej w płaszczyźnie stalowej podstawki. Ale w jaki sposób?
Zaczęła narastać w nim tępa złość, kiedy odwrócił przedmiot i ku swemu zaskoczeniu nie znalazł od dołu żadnego śladu po śrubce, która — zakładał to w sposób oczywisty — musiała tam być, by spoić łapę z podstawką. Znów odwrócił figurkę: w ciele zwierzęcia, między pazurami tylnej łapy, też nie było żadnego śladu po śrubce. Cóż więc powstrzymuje lot, hamuje skok drapieżnika? Z pewnością nie klej.
Ciężar statuetki nie pozwalał wziąć pod uwagę żadnego znanego Joelowi materiału, który mógłby przygwoździć na długo stworzenie do podstawy w tak ograniczonym miejscu spojenia, tym bardziej że wyciągnięte ciało wychylało się poza podstawę pod tak ostrym kątem. A może nadszedł czas, by się poddać i zacząć używać okularów? Był wdowcem w wieku czterdziestu siedmiu lat i już na wcześniejszej emeryturze, prawie wolny w szerokim znaczeniu tego słowa, jakiż więc sens upierać się i zaprzeczać prostej prawdzie, że jest zmęczony? Że zasługuje na odpoczynek i że bardzo go potrzebuje? Czasami pieką go oczy, zdarza się, że litery widzi jak za mgłą, szczególnie przy świetle nocnej lampki. Jednakże podstawowe pytania pozostają bez odpowiedzi: jeśli drapieżnik jest cięższy od podstawy i prawie w całości wystaje poza nią, to wszystko powinno się przewrócić. Jeśli łącze jest rodzajem spoiwa — to dawno powinno się było odłamać. Jeśli zwierzę jest doskonałe, to na czym polega ów nieuchwytny feler? Gdzie tkwi źródło wrażenia, iż jest tam błąd? Jeśli kryje się tu jakiś fortel, to na czym on polega?
Wreszcie w posępnym gniewie — Joel zdenerwował się też na opanowującą go złość, ponieważ zwykł był uważać siebie za człowieka powściągliwego i chłodnego — chwycił za szyję drapieżnika i spróbował, niezbyt mocno, rozwiać urok i uwolnić cudowne zwierzę od cierpień tajemniczego uchwytu. Może w ten sposób zniknie ów niepojęty feler.
— Proszę zostawić — powiedział pośrednik — szkoda. Zaraz pan to zniszczy. Chodźmy, pójdziemy obejrzeć składzik z narzędziami na podwórzu. Ogród wydaje się trochę zapuszczony, ale można go uporządkować w pół dnia.
Delikatnym, powolnym, głaszczącym ruchem Joel przeciągnął ostrożnie palcem wokół miejsca zagadkowego spojenia, między tym, co żywe, a tym, co nieożywione. Statuetka była przede wszystkim dziełem artysty obdarzonego zręcznością i siłą, a nie amatora. Przyszło mu na myśl mgliste wspomnienie bizantyjskiej sceny ukrzyżowania: w tym obrazie także było coś nieprawdopodobnego, a jednocześnie pełnego bólu. Pokiwał dwukrotnie głową na znak zgody z samym sobą po wewnętrznej dyskusji. Dmuchnął i usunął z przedmiotu niewidoczne drobiny kurzu, a może swoje odciski palców, i ze smutkiem odstawił z powrotem na półkę z bibelotami, między szklaną niebieską czarę a miedzianą kadzielnicę.
— Dobrze — powiedział — biorę.
— Co, proszę?
— Zdecydowałem się wziąć.
— Co? — zapytał pośrednik, zażenowany, patrząc z lekką podejrzliwością na swego klienta. Ten facet wyglądał mu na skoncentrowanego, twardego, głęboko okopanego w sobie, upartego, ale też roztargnionego człowieka. W dalszym ciągu stał bez ruchu, zwrócony twarzą w stronę półki, tyłem do pośrednika.
— Dom — powiedział spokojnie.
— Ach tak? Nie chce pan zobaczyć przedtem ogrodu? Składziku?
— Powiedziałem: biorę.
— I odpowiada panu cena dziewięciuset dolarów miesięcznie oraz wpłata za pół roku z góry? A poza tym bieżące koszty utrzymania oraz podatki — wszystko na pański rachunek?
— W porządku.
— Gdyby wszyscy moi klienci byli podobni do pana — zaśmiał się pośrednik — to cały dzień mógłbym spędzać nad morzem. Moje hobby to żeglarstwo. Może jednak sprawdzi pan przedtem pralkę i kuchenkę?
— Wystarczy mi pańskie słowo. Jeśli będą problemy, znajdziemy się. Proszę mnie zabrać do biura, to dokończymy sprawy papierkowe.