Oceń artykuł:
5.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Bohaterowie powieści„Ślady wilka” są samotni wobec zmagań z życiowymi przeciwnościami, tak jak tytułowy drapieżnik z nieznanej przyczyny zmierzający w pojedynkę do Berlina. W swoim debiutanckim dziele prozatorskim Roland Schimmelpfennig, wielokrotnie nagradzany dramaturg, oddaje się zadumie nad szwankującymi relacjami międzyludzkimi i karkołomnymi próbami zmierzenia się z losem.


Ślady wilkaW zimowy poranek para nastolatków postanawia uciec z domu, a precyzyjnie rzecz ujmując, to szesnastoletnia Elisabeth namawia swojego chłopaka do opuszczenia wioski, w której mieszkają. Dziewczyna ma już dość przemocy doświadczanej ze strony matki, niegdyś znanej i cenionej, a dziś sfrustrowanej artystki – poprzedniego wieczoru dostała od niej pięścią w twarz i nie było to ani pierwszy ani drugi raz.

W domu chłopaka też nie jest wesoło. Ojciec aktualnie przebywa w szpitalu psychiatrycznym, gdzie odwieziono go po tym, jak w pijackim amoku wyszedł na tory przy dworcu w pobliskim miasteczku i wydzierał się na całe gardło. Matka też od kieliszka nie stroni. Zatem, zamiast wsiąść do autobusu mającego zawieźć ich do szkoły dziewczyna i chłopak kierują się do lasu. Podążając przez zaśnieżone, dzikie ostępy chcą uniknąć zatrzymania przez kogokolwiek, kto mógłby zainteresować się wędrującą dwójką dzieciaków.

W tym samym czasie, gdy tych dwoje, walcząc ze śniegiem, głodem i zmęczeniem, próbuje dostać się do Berlina, prasa powiadamia opinię publiczną o samotnym wilku zmierzającym w stronę miasta. Jako pierwszy zwierzę zauważa Tomasz jadący z Polski do Niemiec. Korek o długości czterdziestu kilometrów, wynik karambolu na szosie, uwięził mężczyznę na odludziu, a ponieważ Tomasz nie ma w baku wystarczającej ilości paliwa, by móc spędzić godziny oczekiwania na usunięcie skutków wypadku we włączonym i ogrzanym samochodzie, to spaceruje wzdłuż drogi. Właśnie wtedy zauważa na poboczu autostrady wilka i robi mu zdjęcie telefonem komórkowym. Wkrótce, za sprawą dziewczyny Tomasza, fotografia obiega wszystkie media, a wilk zauważony osiemdziesiąt kilometrów od Berlina staje się powszechnie dyskutowaną kwestią. Do prasy zgłaszają się kolejne osoby, które widziały zwierzę, coraz bliżej i bliżej stolicy Niemiec.

Brzmi jak trzymający w napięciu początek thrillera o nastolatkach pragnących wyzwolić się od codziennych dramatów, a bezwiednie narażających się na jeszcze większe niebezpieczeństwo, ale – chociaż dzięki dynamicznej narracji książkę tę pochłania się niczym powieść akcji, a napięcie nie słabnie do ostatniej strony, to „Ślady wilka” należą jednak zdecydowanie do obszaru prozy kontemplacyjnej, zmuszającej do refleksji podkreślonej otwartym zakończeniem. W swoim debiutanckim prozatorskim dziele Roland Schimmelpfennig, wielokrotnie nagradzany dramaturg, oddaje się zadumie nad szwankującymi relacjami międzyludzkimi i karkołomnymi próbami zmierzenia się z losem.

autor oddaje się zadumie nad szwankującymi relacjami międzyludzkimi i karkołomnymi próbami zmierzenia się z losem

Wszyscy jego bohaterowie o coś walczą: Elisabeth nie chce już być bita przez matkę, woli zimową ulicę od pięści. Ojciec Michy, jej towarzysza, na własne żądanie opuści szpital psychiatryczny by szukać syna, do czego policja nieszczególnie się przykłada, samemu nie wiedząc czy silniejsze okaże się pragnienie odnalezienia dziecka czy jednak nałóg na dobre władający jego życiem. Tomasz, autor zdjęcia wilka, Polak pracujący na budowach w Niemczech i jego dziewczyna Agnieszka, sprzątająca domy i biura, toczą inną, codzienną walkę. Pracując ponad siły, wiodą niewolniczą wręcz egzystencję, co powoli doprowadza do ruiny zarówno ich relację jako partnerów, jak i życie każdego z osobna. Matka Elisabeth, nie będąca bez winy, nie okazuje się jednak postacią czarno-białą. Zło czynione córce jest w jej przypadku odpowiedzią na przegrane życie, co usprawiedliwienia nie stanowi, aczkolwiek Roland Schimmelpfennig stara się pokazać czytelnikowi, że żadne zachowanie nie pojawia się bez powodu.

Wokół głównych bohaterów powieści pojawiają się także inne postaci dźwigające swoje zmartwienia i niepokoje. Spore jest to ludzkie stado, pozostające w bardziej lub mniej istotnych relacjach, ostatecznie jednak los każdej z opisanych osób znaczy przede wszystkim rys samotności, a ich poczynania i doświadczenia prowokują pytanie: czy wszyscy jesteśmy samotnymi wilkami w chwilach próby? Nikodem Maraszkiewicz

Roland Schimmelpfennig, Ślady wilka, Przekład Kamil Markiewicz, Seria : Seria z Żurawiem, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Premiera: 9 października 2017
 
 

Ślady wilka

Roland Schimmelpfennig
Ślady wilka
Przekład Kamil Markiewicz
Seria : Seria z Żurawiem
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Premiera: 9 października 2017
 

Silnik starej toyoty był wyłączony. Młody człowiek marzł. Nie miał dość benzyny, żeby stać z włączonym silnikiem. Od czasu do czasu przekręcał kluczyk w stacyjce do połowy i na chwilę uruchamiał wycieraczki. Bał się o swój akumulator. Wyłączył światła i nie słuchał radia. Siedział w toyocie w ciemności.
To potrwa jeszcze ze dwadzieścia godzin, zawołał wcześniej na jezdni któryś z polskich kierowców tirów. To potrwa jeszcze ze dwadzieścia godzin, powtarzał w kółko mężczyzna.
Młody Polak wysiadł z auta i zaczął fotografować telefonem widoczną w oddali łunę. Potem wrócił do samochodu. Na zdjęciach nic nie było widać.
Zadzwonił do swojej dziewczyny, Agnieszki, która czekała na niego w Berlinie.
 – Nie, to potrwa jeszcze wiele godzin.
 – Co zrobisz? – zapytała Agnieszka. – Masz koc?
 – Mam śpiwór w bagażniku.
 – Zostaw samochód i idź do najbliższej wsi.
 – Tu nie ma żadnej wsi.
 – Jest. Musi być jakaś wieś.
 – Tutaj nic nie ma, nic nie widać.
 – Musi być jakaś wieś, Tomasz, idź do najbliższej wsi, bo zamarzniesz.
 – Tu nie ma żadnej wsi. Nie mogę tak zostawić samochodu.
Po kolejnej godzinie spędzonej w korku Tomasz znów wysiadł, żeby przespacerować się w kierunku miejsca wypadku. Zanim wyruszył, wybrał sobie punkt orientacyjny, bo wiedział, że bez niego nie odnajdzie przysypanej śniegiem toyoty.
Na poboczu po prawej stronie od niego stał drogowskaz z informacją: „Berlin 80 km”.
Jestem harcerzem, pomyślał Tomasz, jestem pieprzonym harcerzem.
Ruszył w kierunku miejsca wypadku. Wciąż padał śnieg. W ciemności migotały koguty karetek. Kiedy podszedł bliżej, zobaczył bladoniebieskie płomienie spawarek, za pomocą których strażacy usiłowali wydobyć ludzi z zakleszczonych samochodów. Słyszał wołania i krzyki. W gęsto padającym śniegu na jezdni stał mniej więcej sześćdziesięcioletni mężczyzna, mocno zbudowany, w samym podkoszulku, zakrwawiony, zapewne kierowca tira.
 – Czy mogę ci jakoś pomóc? – zawołał Tomasz po polsku, bo wydawało mu się, że zna tego mężczyznę z Warszawy, ale tamten odkrzyknął tylko:
 – Zajmij się swoimi gównianymi sprawami!
Po drugiej stronie autostrady wylądował helikopter. Ustawiono reflektory. Sanitariusze pędzili, niosąc kogoś na noszach do karetki. Przy noszach biegła kobieta, która raz po raz coś wykrzykiwała, jakieś słowo, być może imię; nagle osunęła się w śnieg. Ratownicy pobiegli dalej.
Tomasz zawrócił. Idąc między unieruchomionymi autami, wrócił w ciemność.
Minęły go trzy jadące w przeciwnym kierunku karetki na sygnale. W gęsto sypiącym śniegu Tomasz szukał swojego punktu orientacyjnego, drogowskazu z informacją o odległości do Berlina. Znalazł przysypaną śniegiem toyotę i obszedł ją, żeby wyjąć śpiwór z bagażnika.
Tomasz od trzech lat mieszkał z Agnieszką w Berlinie. Zazwyczaj pracował dla pewnego Polaka, Marka. Marek i jego ekipa wyburzali wnętrza budynków lub je odnawiali. Robili wszystko.
W Polsce Tomasz zawsze pracował sam. Kiedy dostawał pracę poza Warszawą, czasem sypiał nocą w śpiworze na budowie lub w aucie – sam. Jednak w Niemczech tak się już nie dało.
Odkąd Tomasz mieszkał w Niemczech, nie mógł znieść samotnej pracy. Odkąd był w Niemczech, nie mógł znieść samotności.
Zamek bagażnika toyoty zamarzł. Po prawej od Tomasza na poboczu stał drogowskaz – osiemdziesiąt kilometrów do Berlina.
Wtedy młody Polak zobaczył wilka. Wilk stał przy drogowskazie na poboczu zaśnieżonej drogi, siedem metrów przed nim, nie więcej.
Wilk, pomyślał Tomasz, to wygląda jak wilk, pewnie to duży pies, kto wypuszcza tutaj psa, a może to jednak wilk?
Zrobił zdjęcie zwierzęciu stojącemu na tle drogowskazu. W ciemności błysnął flesz.
Moment później wilka już nie było.