Oceń artykuł:
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Bernard Lecomte w książce „Od Rasputina do Putina” prowadzi dziennikarskie śledztwo. Ileż zagadek, tajemnic, znaków zapytania i sekretów kryją jeszcze kremlowskie mury?


Od Rasputina do PutinaIle zagadek kryją mury Kremla? Kto zabił Rasputina? Jak zginął ostatni car? W jaki sposób Stalin doprowadził do zamordowania Trockiego? Dlaczego zawarł sojusz z Hitlerem? Kim naprawdę był Jurij Andropow, a kim zbieg Wiktor Krawczenko? Skąd wziął się i kim tak naprawdę jest Władimir Putin?

Bernard Lecomte prowadzi dziennikarskie śledztwo, łącząc głęboką znajomość historycznych źródeł ze znakomitą sztuką narracji.

Od rewolucji październikowej w 1917 roku Kreml był i pozostaje centrum, ale również symbolem sowieckiego imperium, założonego przez Lenina i Trockiego, które wzmocnił później Stalin. Rządy sprawowali tu Chruszczow i Breżniew, a także Gorbaczow, który doprowadził do upadku ZSRR.

Ostatnim lokatorem Kremla jest Putin, który próbuje z lepszym lub gorszym skutkiem przywrócić dawną potęgę.

Bernard Lecomte
Od Rasputina do Putina
Tajemnice Kremla
Przekład: Oskar Hedemann
Wydawnictwo Bellona
Premiera: 12 października 2017
 
 

Od Rasputina do Putina


1
TRZEBA ZABIĆ RASPUTINA!

Czyżby ten wyuzdany mużyk popchnął Rosję ku rewolucji?

Bez Rasputina nie byłoby Lenina.
Aleksander Kiereński

Pełne jego imię i nazwisko brzmi Grigorij Rasputin. Urodził się w niewielkiej uralskiej wiosce Pokrowskoje, w guberni tobolskiej, 10 stycznia 1869 roku – w dniu świętego Grzegorza – i właśnie imię tego świętego nadali mu rodzice, Jefim i Anna, na chrzcie w cerkwi Bogurodzicy. Czy nowo narodzony syn był dla rodziców darem niebios? Ta chłopska para miała już wcześniej kilkoro dzieci, lecz wszystkie zmarły w wieku niemowlęcym. Grigorij uosabiał więc nadzieje całej rodziny, niepiśmiennej wprawdzie, ale za to bardzo bogobojnej, jakich wiele było w ówczesnej carskiej Rosji.
Grigorij jako dziecko nie był z pewnością wzorem do naśladowania. Raczej niepozorny, ale zawsze skory do bitki, już od bardzo wczesnych lat, jak mówiono, wykazywał niezwykłe wręcz zainteresowanie dziewczętami z wioski. Jego nazwisko wydawało się idealnie do niego dopasowane; w języku rosyjskim rasputa oznacza bowiem osobę rozpustną, nieobyczajną, nicponia. Chłopak ten od najmłodszych lat zwracał też na siebie uwagę głębokim, niemal hipnotyzującym spojrzeniem, co czyniło z niego wzbudzającą niepokój postać. Od bardzo wczesnych lat wykazywał wyraźną skłonność do pijaństwa, był bardzo niechętny do pracy w gospodarstwie, czasami bił się nawet z ojcem i wykradał mu pieniądze potrzebne na hulanki i swawole!
Czy nastąpiło to już po ślubie, po śmierci jego pierwszego dziecka, a może po jednej z bójek, po której o mało nie został zesłany na Syberię? W każdym razie w wieku dwudziestu ośmiu lat w życiu Grigorija Rasputina nastąpił przełom, dokonała się głęboka zmiana, wtedy bowiem odkrył, czym jest wiara. Według jego głównego biografa, moskiewskiego historyka Edwarda Radzińskiego, przestał pić i palić, rozmawiał z napotkanymi duchownymi i rozpoczął żywot pielgrzyma, w swych wędrówkach odwiedzając wszystkie klasztory w okolicy.
Został tak zwanym strannikiem, czyli samotnym, wędrującym pieszo pielgrzymem, jakich wielu można było wtedy spotkać na drogach Rosji, przemierzających setki kilometrów dróg wzdłuż rzek i pośród lasów, szukających schronienia i strawy u tych, którzy gotowi byli podzielić się z nimi talerzem kaszy i dać im na noc siennik.

Powrót ”Chrystusowych szaleńców”

Od połowy XIX wieku w Rosji nastąpił renesans dawnych praktyk religijnych. Od Ukrainy aż po Syberię można było spotkać coraz większą liczbę samotnych pielgrzymów, którzy, porzuciwszy wszystko, oddawali się modlitwie i głoszeniu słowa Bożego na drogach, zatrzymując się w odludnych pustelniach lub prostych szałasach w głębi lasu. Niektórych uważa się za świętych, inni byli ludźmi z cokolwiek dziwną psychiką, a jeszcze inni to po prostu najzwyklejsi oszuści. Niektórych z nich nazywano jurodiwymi, czyli Chrystusowymi szaleńcami. Często wymykali się wszelkiej kontroli i byli odbierani z dużą podejrzliwością przez duchownych należących do oficjalnej Cerkwi. Najstarszych nazywano „świątobliwymi starcami”, niektórzy z nich mieli uczniów, jedni utrzymywali osobiste kontakty ze swoimi duchowymi adeptami, inni z kolei przyciągali do siebie przybyłych z daleka pątników, którzy pragnęli zasięgnąć ich rady. Przykładem może tu być „starzec” Zosima, którego Dostojewski ukazał w Braciach Karamazow, a inspiracją do stworzenia tej postaci był mnich Ambroży, który zmarł w pustelni optyńskiej na południe od Moskwy w 1891 roku.
Grigorij Rasputin dojrzewał w takim właśnie kontekście religijnym o niejednokrotnie zadziwiających podstawach teologicznych, w którym niektórzy „oświeceni” stawali na czele dziwnych sekt. Często zarzucano tym sektom fanatyzm, jak na przykład grupom wyznaniowym chłystów (biczujących się) i skopców (kastratów). Bardziej lub mniej tajemnicze grupy wyznaniowe były znane z niezbyt jasnego łączenia żarliwej religijności z sataniczną i niejednokrotnie bardzo gwałtowną rozwiązłością seksualną. Nie ulega wątpliwości, że podczas swych wędrówek pielgrzym Rasputin musiał się zetknąć z ludźmi, których poglądy tworzyły dziwną mieszaninę chrześcijaństwa, pogańskich obrządków i szamanizmu.
W 1903 roku ten, którego nazywano już „bratem Grigorijem”, chociaż mnichem nie był, zjawił się w Sankt Petersburgu i udał się do siedziby biskupstwa zaopatrzony w solidne rekomendacje podpisane przez jednego z biskupów Kazania. Jak twierdził, przybył tutaj po to, żeby zgromadzić środki na budowę cerkwi w swej rodzinnej wiosce Pokrowskoje. Dzięki temu udało mu się zbliżyć do biskupa Sergiusza, rektora akademii duchownej, i do jego przyjaciela, biskupa połtawskiego Teofana. Grigorij ma wprawdzie wygląd prostego mużyka, ale już od pierwszej chwili wywarł porażające wrażenie niekonformistycznymi poglądami, wnikliwością psychologiczną i wygłaszanymi proroctwami – między innymi przepowiedział klęskę carskiej floty w starciu z Japonią w 1905 roku.
Pewnego dnia biskup Teofan przedstawił Grigorija małżonce wielkiego księcia Piotra, stryja cara Mikołaja II. Ta czarnogórska księżniczka o imieniu Milica niemal od razu poczuła się zauroczona syberyjskim olbrzymem, który wkrótce zacznie regularnie ją odwiedzać w jej pałacu. Milica była w bliskiej przyjaźni z carycą Aleksandrą Fiodorowną, z domu Alix Hessen-Darmstadt, Niemką, z natury raczej szorstką, ale jednocześnie wykazującą skłonności do mistycyzmu. Ją także zachwyci i zauroczy ten dziwny sługa Boży o twarzy ascety i nieprawdopodobnie przenikliwym spojrzeniu.

Car bez autorytetu

Mikołaj II jest ogromnie zakochany w swej małżonce. On również jest głęboko wierzący. Jednak ten nieśmiały i małomówny człowiek nie ma żadnego autorytetu, nie zna się na polityce i właściwie nie za bardzo lubi sprawować władzę. W przeszłości, w 1881 roku, był świadkiem zamachu na swojego dziadka, uchodzącego za liberała Aleksandra II, i brutalnych działań wobec rosyjskiej opozycji podejmowanych przez jego własnego ojca, Aleksandra III, który zmarł w 1894 roku. W chwili śmierci ojca Mikołaj miał zaledwie 24 lata. Bez żadnego doświadczenia, bez odpowiedniego przygotowania i przede wszystkim bez silnego charakteru, następca tronu cesarskiego Romanowów zupełnie nie był stworzony do rządzenia imperium, zwłaszcza wobec silnej wówczas opozycji. Rodzina i wiara zawsze były dla niego znacznie ważniejsze aniżeli sprawy państwowe, co przypomina w jakimś sensie losy Ludwika XVI we Francji.
Na przełomie wieków Mikołaj i Aleksandra mają już, co prawda, trzy córki, ale nie zapewnia to ciągłości dynastii. Małżonkowie są zrozpaczeni i coraz chętniej dają posłuch różnym prorokom, jasnowidzom i innym szarlatanom, którzy proponują wstawiennictwo u Najwyższego, aby ten wreszcie obdarzył ich synem. Zachowały się ślady kilku przedziwnych postaci, którym udało się przeniknąć do najbliższego otoczenia cesarskiej pary; był to między innymi fałszywy mnich, prawdopodobnie dotknięty chorobą umysłową, uchodzący za jasnowidza o imieniu Mitia; chodząca boso kobieta, na wpół Pytia, na wpół szalona, nazywana Matrioną Bosonogą; cudotwórca pochodzący z Lyonu, niejaki Nizier Anthelme Vachot-Philippe, ni to okultysta, ni uzdrawiacz, który przepowiedział carycy, że urodzi chłopca, a gdy na świat przychodzi czwarta córka, wmawia jej uparcie, że w ten sposób Bóg chciał ją ukarać za brak wiary! Za każdym razem caryca pragnie uwierzyć kolejnemu rzekomemu „wysłannikowi Boga”, a cesarz, pełen miłości dla niej, szanuje jej wybór. W rodzinie zarysowują się coraz wyraźniejsze podziały, aż wreszcie tajna policja postanawia przepędzić intruza.
Kiedy więc mocno podejrzany „Monsieur Philippe” został dyskretnie poproszony o to, by wrócił do Francji, Mikołaj i Aleksandra poczuli się osamotnieni, w każdym razie w wymiarze duchowym. W lipcu 1903 roku uczestniczyli w uroczystości kanonizacji jednego z najsłynniejszych „starców” minionego wieku, Serafima Sarowskiego, którego doświadczenie ascezy – żył w odosobnieniu, zachowywał milczenie, był słupnikiem i pustelnikiem – świadczyło o specyficznym i typowo rosyjskim pojmowaniu duchowości. W Rosji do dziś wielu prawosławnych mnichów darzy Sarowskiego ogromnym szacunkiem i powołuje się na tego wielkiego świętego, który zmarł w 1833 roku.
W latach 1904–1905 kolejne wydarzenia ciężko doświadczyły cesarską parę. Aleksandra, co prawda, wydała wreszcie na świat chłopca, któremu dano na imię Aleksy, ale już niebawem lekarze przekazują matce smutną wiadomość: dziecko cierpi na hemofilię. W wymiarze czysto wojskowym, ku zaskoczeniu całego świata, Japonia poniżyła słynną rosyjską flotę i po raz pierwszy w historii wielka europejska armia została pokonana przez Azjatów! W styczniu 1905 roku manifestacja robotników w Petersburgu została krwawo stłumiona przez władzę, co sprawiło, że Mikołaj II od tej pory postrzegany był jako wróg ludu; w październiku tego samego roku niepokoje i kolejne strajki zmusiły cara do wydania manifestu, który ograniczył absolutną władzę imperatora.

Niezwykłe wyczyny ”brata Grigorija”

W tym samym czasie, 1 listopada 1905 roku, księżniczka Milica przedstawiła „brata Grigorija” swoim przyjaciołom: carskiej parze Mikołajowi II i Aleksandrze, w ich rezydencji w pałacu Peterhof. Już od pierwszego spotkania, jak opowiadał później biskup Teofan, który był świadkiem tej sceny, niezwykły „wysłannik Boga” przybyły z Tobolska wywarł „niesłychanie silne wrażenie” na imperatorowej. Rasputin nie miał wykształcenia, lecz za to był dobrym psychologiem: natychmiast dostrzegł ogromną nerwowość w zachowaniu carycy, która z trudem skrywała lęk przed tym, że zostanie wraz z mężem usunięta przez ludową rewolucję. Najwyraźniej pierwsza dama Rosji potrzebowała spowiednika, powiernika i duchowego mistrza. Zostanie nim właśnie przebiegły Grigorij.
Rasputin wyprowadził się od swojego mentora, biskupa Teofana, i przeniósł się do domu urzędnika państwowego, radcy Łochtina, którego żona Olga, doskonale znana w rosyjskiej stolicy ze swojego czaru i inteligencji, niemal natychmiast uległa urokowi tego dziwnego mużyka. Ten zaś dzięki nowej znajomości mógł śledzić na bieżąco wszystko, co działo się na cesarskim dworze. W tym czasie odwiedził też kilkakrotnie Pokrowskoje w towarzystwie Olgi Łochtiny, która jest niezwykle do niego przywiązana i zauroczona jego osobą, pozostając z nim w relacji, która już niebawem wywoła ostre reakcje ze strony świadków tego wielce podejrzanego związku.
Ze swojej wioski Pokrowskoje Rasputin przywiózł ikonę przedstawiającą Symeona Wierchoturskiego, lokalnego świętego, podobno cudotwórcę, dzięki któremu on sam, jak twierdził, postanowił podążać drogą wiary i świętości. W październiku 1906 roku miał czelność wysłać list do cara – napisany ręką jego przyjaciółki Łochtiny – aby ten przyjął ów święty obrazek mający rzekomo cudowną moc. Zaciekawiony propozycją Mikołaj II zgodził się na udzielenie mu pięciominutowej audiencji, ale Grigorij mówił tak dużo i tak przekonująco, że został w pałacu przez ponad godzinę. Przekonał cesarską parę, by pozwoliła mu zobaczyć małego Aleksego, wciąż chorego, udało mu się uspokoić dziecko, które już po chwili zasnęło spokojnym snem. Przypadek? Hipnoza? Cud? Mikołaj i Aleksandra nie wierzą własnym oczom. Od tego dnia nigdy już nie rozstaną się ze skromną ikoną przywiezioną z Tobolska i poproszą nowego „bożego człowieka”, aby znowu ich niebawem odwiedził. Czyż nie dał im do zrozumienia, że któregoś dnia uda mu się wyleczyć nieszczęsnego następcę tronu?
Powoli, krok po kroku, Rasputin zdobywa coraz większe zaufanie cesarskiej pary. Potrafi zręcznie rozgrywać drobne intrygi i wykorzystywać pełne zawiści zachowania, których jest tak wiele w najbliższym otoczeniu cara i carycy. Udaje mu się zbliżyć do młodej guwernantki Anny, która wkrótce wyjdzie za mąż za oficera Wyrubowa. I tak świeżo upieczona pani Wyrubowa, która cieszy się szczególnymi względami i przyjaźnią carycy Aleksandry, staje się najważniejszym sprzymierzeńcem Rasputina na cesarskim dworze. Ta młoda kobieta udaje słodką idiotkę, lecz w rzeczywistości potrafi z niezwykłym kunsztem kłamać i manipulować ludźmi. Czy jest naprawdę szczera, kiedy, jak utrzymuje, zostaje bezwarunkową wielbicielką tajemniczego spowiednika carskiej pary? Tak czy inaczej, między rzekomo ograniczoną Anną i niewykształconym chłopem zawiązuje się zmowa, w której wyniku na przełomie 1908 i 1909 roku oboje stają się tymi, których w swoim najbliższym otoczeniu caryca obdarza niemal bezgranicznym zaufaniem.
Ta zadziwiająca bliskość wywołuje nieprzychylne reakcje pozostałych członków carskiej rodziny. Pojawiają się pogłoski na temat dziwnych kontaktów, jakie „starzec” utrzymuje z kobietami, które odwiedza, ale również na temat jego powiązań z sektą chłystów, fanatykami potępianymi przez oficjalną Cerkiew. Jak jednak walczyć z tym mnichem, który sprawia, że migreny carycy znikają, gdy kładzie dłonie na jej głowie, i który skutecznie potrafi uśmierzyć cierpienia młodego carewicza? Jak odgrodzić Rasputina od cara, kiedy ten, wbrew zdrowemu rozsądkowi, podziela wszystkie upodobania, wizje, uprzedzenia i zachcianki swojej ukochanej żony?