Koszyk, grzywka, torebka Hermèsa, Powiększenie Antonioniego, Serge Gainsbourg i Je t’aime… moi non plus – Jane Birkin, Angielka, która stała się uosobieniem francuskiego stylu, żyje w naszej pamięci raczej jako zbiór charakterystycznych elementów niż jako osoba z krwi i kości.
Bez wątpienia była ikoną: prawdziwą it girl definiującą moment kulturowy, w którym tworzyła, i w jakiś nieuchwytny sposób uosabiającą ducha swoich czasów. A jednak o jej życiu wiedzieliśmy niewiele – aż do teraz.
Marisa Meltzer rekonstruuje skomplikowane relacje prywatne i zawodowe, jakie łączyły Birkin z kolejnymi partnerami – w tym nierozerwalną, trwającą całe życie więź z Gainsbourgiem – i odtwarza niełatwą drogę do twórczej i osobistej emancypacji. Śledzi jej rozwój jako aktorki: od ról uroczych trzpiotek, przez pierwsze poważne kreacje w filmach Jacques’a Doillona, aż po twórczą współpracę z ikoną francuskiej Nowej Fali, Agnès Vardą.
Opowiada też o muzyce, która pojawiła się w jej życiu dzięki prowokacjom Gainsbourga, by w późniejszych latach stać się sposobem na najpełniejsze wyrażenie siebie i zmierzenie z druzgocącymi doświadczeniami.
I choć niepowtarzalny czar, jaki roztaczała Jane, trudno uchwycić i ubrać w słowa, It girl pozwala zbliżyć się do Birkin i lepiej zrozumieć wpływ, jaki wywarła na kulturę.
Paryska ikona w najkrótszych sukienkach, namiętny głos skandalicznego przeboju, dziewczyna z grzywką. Taką Jane Birkin pamięta kultura masowa. A była też matką, aktorką, aktywistką, muzą. Bo kobieta to więcej niż nawet najpiękniejsza fotografia. Niejednoznaczna, nieprzyzwoita, niepoprawna – i wciąż fascynująca. Poznajcie prawdziwą Jane!
Anna Gacek
It girl. Historia Jane Birkin to wnikliwy, intymny portret jednej z najbardziej fascynujących postaci francuskiej kultury. Marisa Meltzer odsłania kobietę rozdartą między wizerunkiem a rzeczywistością, kruchością a determinacją. Obierając mit z kolejnych warstw, nie tyle go burzy, ile pokazuje, jak bardzo był niepełny.
Kara Becker
It Girl. Historia Jane Birkin
Przekład: Kaja Gucio
Wydawnictwo Marginesy
Premiera: 3 czerwca 2026
WPROWADZENIE
Oryginalna Birkin należąca do Jane Birkin wygląda, jakby właścicielka wydobyła ją z wraku statku. Widzowie filmu dokumentalnego Agnès V. o Jane B. nakręconego przez Agnès Vardę, legendarną reżyserkę francuskiej Nowej Fali, muszą poczekać około dwudziestu minut, zanim ją zobaczą.
Kamera skupia się na czarnej torbie z postrzępionymi rączkami, na jej nieregularnej powierzchni, szczególnie mocno powycieranej tam, gdzie skóra była dotykana najczęściej.
– A teraz zobaczmy, co kryje się w środku – odzywa się Varda spoza kadru, fi lmując tę ważną chwilę.
– Nie ma problemu – odpowiada Birkin i posłusznie opróżnia torebkę¹.
Wypada z niej kilka notesów, scyzoryk, wycinki z gazet, tusz do rzęs Maybelline Great Lash, ołówki, gotówka, papierosy, powieść Dostojewskiego, taśma klejąca – niezbędnik każdej kobiety. Torba została zaprojektowana specjalnie dla Birkin w latach osiemdziesiątych z założeniem, że ma być praktyczna i pomieścić wszystko, co potrzebne podczas wyjścia z dzieckiem.
Początkowo widzimy jedynie tułów odzianej w tweedową marynarkę Birkin i jej nogi w przetartych niebieskich dżinsach. Dopiero po ujęciu torebki Varda pokazuje nam twarz bohaterki dokumentu. Jane Birkin jest piękna, ale przede wszystkim od razu zapada w pamięć. Ma pełne, wydatne usta. Między przednimi zębami jest przerwa, która przydaje jej twarzy nieco asymetrii. Mówi po francusku, ale z silnym angielskim akcentem, i ma delikatną karnację z piegami na grzbiecie nosa. No i jeszcze te włosy. Jasnobrązowe, proste, lekko pocieniowane, tak by poruszały się przy każdym ruchu, sięgające nieco za ramiona. I najważniejsze: długa grzywka, która muska jej brwi, podkreślając duże, wyraziste zielonkawoniebieskie oczy. Jest dość szczupła i dość wysoka, ma naturalnie smukłą sylwetkę. Ektomorfi czka urodzona w rodzinie, w której wszyscy są szczupli i zamożni.
Gdy już skończy przeglądać zawartość swojej torebki, patrzy prosto w obiektyw.
– I co, dowiedzieliście się czegoś? – pyta. – Nawet gdy pokazujesz wszystko, tak naprawdę niewiele zdradzasz.
Na jej twarzy pojawia się kpiący uśmieszek, który sprawia, że chcemy dowiedzieć się więcej.
Birkin to nie tylko inspiracja dla jednej z najbardziej luksusowych torebek wszech czasów, ale też muza najważniejszych artystów minionego stulecia. Pojęcie „ikony mody” jest dziś co prawda nadużywane, jednak doskonale opisuje jej status w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Choć urodziła się w Anglii, stała się uosobieniem francuskiego stylu, który pomogła ukształtować w swojej przybranej ojczyźnie. Birkin przez dziesięciolecia pozostawała wierna swojemu gustowi, urzekając i inspirując całe rzesze fanów. To właśnie dzięki niej nadal nosimy dżinsowe dzwony z wysokim stanem, zwiewne białe bluzki, baleriny Repe o, sukienki z dzianiny i wyplatane koszyki jako torebki. I to właśnie dzięki niej francuski styl jest dziś tak popularny – Birkin to uosobienie beztroskiej elegancji.
Jednak była kimś więcej niż tylko dobrze ubraną kobietą o niezapomnianej twarzy i z kilkoma sławnymi partnerami na koncie. Zdobyła uznanie jako aktorka, występując w ponad siedemdziesięciu fi lmach, oraz jako muzyczka, której najsłynniejsza piosenka została zakazana przez Watykan za epatowanie zmysłowością. Obracała się w tych samych kręgach, co niemal wszystkie znane osobistości jej czasów, od Beatlesów po księżną Dianę. Ze związków z trzema sławnymi mężczyznami urodziła trzy córki, dziś także sławne, i od najmłodszych lat angażowała się w działalność społeczną. A jednak jej życie było niezwykle skomplikowane. Jako bohaterka własnej historii nie zawsze podejmuje decyzje, których byśmy od niej oczekiwali.
Ja nie zainteresowałam się Birkin za sprawą torebki, ale dlatego, że jestem zagorzałą, niepoprawną frankofi lką. Moje urodziny przypadają w rocznicę zburzenia Bastylii, czyli francuskie święto narodowe, więc można powiedzieć, że moja miłość do wszystkiego, co francuskie, to swego rodzaju odpowiednik odwiecznego dylematu „jajko czy kura”. Podobnie jak Birkin, gdy miałam dwadzieścia jeden lat, mieszkałam w Paryżu.
Co przyciąga kobiety z innych krajów do francuskiej stolicy?
Okoliczności, które je tam sprowadzają, mogą być prozaiczne. Dla mnie była to swego rodzaju próba. Po siedmiu latach nauki języka francuskiego w szkołach oddalonych od Paryża o tysiące kilometrów chciałam zrobić coś więcej, niż tylko oglądać fi lmy Nowej Fali i kupować ciastka Petit Écolier z gorzką czekoladą. Chciałam sprawdzić, czy dam sobie radę na francuskiej uczelni. Przyjechałam tam na studia; Birkin przeniosła się z powodu pracy. Jednak Francja to coś więcej. To mit, piękno, sztuka, pragnienie i wymyślanie siebie na nowo. Obietnica joie de vivre. Chciałam przyswoić sobie tę beztroskę i naturalny szyk, nauczyć się emanować uwodzicielską aurą tajemniczości.
Jane Birkin zawsze sprawiała, że wydawało się to możliwe. Kiedy przeprowadziła się do Paryża trzydzieści lat przede mną, jej życie od razu potoczyło się we właściwym kierunku. Nie mogę powiedzieć, żeby w moim przypadku było podobnie. Nie zostałam od razu prawdziwą Parisienne, wręcz przeciwnie, doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że brakuje mi elegancji i eterycznie chudej sylwetki, mówię ze zbyt silnym amerykańskim akcentem, by można mnie było pomylić z rodowitą Francuzką, a co dopiero zaakceptować w galijskiej społeczności. Bardzo rozczarowało mnie to, że nie tak łatwo jest stać się Francuzką; Jane sprawiała, że wydawało się to takie osiągalne. Wystarczy być równie otwartą lub przynajmniej uosabiać to jej wyjątkowe je ne sais quoi, żeby żyć tak jak ona. Z czasem zrozumiałam, że francuska dziewczyna to jedynie konstrukt; nie istnieje żadna monolityczna grupa, niezależnie od tego, co wmawia nam marketing. Francuzki też tyją i nie wszystkie są białe i bogate, a rzeczywistość jest znacznie bardziej zniuansowana niż to, co nam się sprzedaje.
Birkin to także więcej niż wizerunek, który nam sprzedano. Szczerze mówiąc, przez lata nie zwracałam na nią uwagi. Uważałam, że jej zachrypnięty głos w piosenkach Serge’a Gains bourga był ujmujący, a to, jak nosiła kuse białe koszulki z rozciągniętym, odsłaniającym obojczyk dekoltem, było niezaprzeczalnie cool, ale sprawiała też wrażenie kogoś, kto tak naprawdę jest tylko ozdobą u boku kolejnego mężczyzny w jej życiu. „Mężczyźni często postrzegali mnie jako dodatek”² – powiedziała kiedyś, a ja ochoczo zgodziłam się z tym stwierdzeniem, ponieważ sama chciałam być artystką, a nie czyjąś muzą.
Dopiero gdy zaczęłam zgłębiać jej historię, zdałam sobie sprawę, że ona również nie pragnęła dla siebie wyłącznie roli muzy. Birkin potrzebowała około czterdziestu lat, by wykazać się twórczo i prawdziwie udowodnić światu, że jest kimś więcej niż tylko it girl. Jej życie było pełne niespodzianek i sprzeczności w kwestiach dotykających macierzyństwa, seksualności, sławy, świadomej zgody, przemocy i szacunku. Warto przyjrzeć się bliżej tej spuściźnie. Rzadko mówiła o swoim pierwszym małżeństwie, które zawarła w Londynie jeszcze jako nastolatka, a także o ówczesnym mężu, nieodpowiedzialnym łajdaku. Gdy miała dwadzieścia, trzydzieści kilka lat, większość jej prywatnych wspomnień dotyczyła romantycznych relacji i życia rodzinnego. Lubiła bywać na imprezach i czasami odgrywała rolę it girl, ale zwłaszcza po trzydziestce znacznie bardziej zależało jej na tym, by postrzegano ją jako artystkę związaną z fi lmem i muzyką. A torebka marki Hermès, z którą do dziś jest kojarzona? W prywatnych zapiskach Jane nie poświęciła jej nawet jednego zdania.
W latach sześćdziesiątych Birkin wybrała Francję na swój dom, a przez kolejne pół wieku była nieodłączną częścią francuskiej kultury. Pod koniec 2023 roku przeniosłam się więc na kilka miesięcy do Paryża, gdzie przeprowadzałam wywiady z przyjaciółmi i znajomymi Birkin, zwiedzałam jej dawne domy i jadałam w jej ulubionych restauracjach. Odwiedziłam archiwa wydawców czasopism i projektantów mody. Przeczytałam setki artykułów, oglądałam materiały z programów informacyjnych w telewizji i wysłuchałam wywiadów radiowych z jej udziałem. Widziałam niezliczone fi lmy, zapoznałam się z książkami o jej partnerach i rodzinie. Odwiedziłam pracownię Hermèsa i na własne oczy zobaczyłam, jak starannie i pieczołowicie tworzona jest nazwana na jej cześć torebka. I oczywiście wybrałam się na paryski cmentarz, gdzie została pochowana.
Po śmierci Jane Birkin w 2023 roku w jej przybranej ojczyźnie zapanowało ogromne wzruszenie, co najlepiej obrazuje jej znaczenie dla tamtejszej kultury. Prezydent Emmanuel Macron nazwał Birkin „francuską ikoną”³. Anne Hidalgo, burmistrzyni Paryża, określiła ją mianem „najbardziej paryskiej Angielki”⁴. Jak napisano w nekro logu opublikowanym we francuskiej gazecie „Libération”: „Czy chodziło o jej brytyjski akcent, tak urokliwy, ale jednocześnie nieco irytujący? A może o to, że niezależnie od uroku osobistego pozwoliła nam, Francuzom, przypomnieć naszym (nie)przyjaciołom Anglikom, że to my pierwsi dostrzegliśmy jej talent?”⁵.
Gazety miały rację: była ikoną. Ale dopiero zanurzenie się w jej świecie pozwoliło mi docenić, co to oznaczało, jak tego dokonała i jaki trwały wpływ wywarła na świat. W końcu zrozumiałam, jakie miejsce zajmowała w historii i kulturze oraz dlaczego Jane Birkin zasłużyła na to, by w końcu znaleźć się w centralnym punkcie swojej własnej historii.
Birkin, którą chcę opisać, jest kimś bardziej złożonym niż otaczająca ją mitologia. Kobieta, której portret powstał w mojej głowie, zasługuje na uczciwą, a zarazem pozbawioną pochlebstw i patosu opowieść o swoim życiu. To, że była piękna i młoda, jest częścią jej spuścizny, ale nie oddaje pełnego obrazu. Owo napięcie między tym, kim była dla świata, a tym, kim była dla siebie samej, stanowi motor napędowy fascynującej historii osoby, która dążyła do tego, by świat dostrzegł jej talent i pragnienia, jednocześnie się przed tym broniąc. Pojęcie it girl to skrót myślowy opisujący jej wyjątkową odmianę popularności, ale to dopiero początek tego, kim naprawdę była Jane Birkin.







