„Odmieniona Ziemia” Petera Frankopana to fascynująca książka popularnonaukowa o zmianach klimatycznych, które od wieków kształtowały dzieje cywilizacji.


Autor, łącząc wiedzę historyczną z najnowszymi badaniami naukowymi, prowadzi czytelników przez kolejne epoki i kontynenty, pokazując, że relacja człowieka z naturą zawsze decydowała o wzlotach i upadkach imperiów. To przenikliwe spojrzenie na przeszłość, które pomaga lepiej zrozumieć wyzwania współczesnego świata.

Globalne ocieplenie to jedno z największych zagrożeń, przed którymi stoi dziś ludzkość. Chociaż temperatury rosną, poziom mórz się podnosi, a katastrofy naturalne zdarzają się coraz częściej, obecny kryzys ekologiczny wydaje się trudny do zrozumienia, a jego skutki nie do końca przewidywalne. Zmiany klimatyczne i ich wpływ na nas nie są jednak niczym nowym.

Peter Frankopan zabiera czytelnika w epicką podróż przez wieki i kontynenty, by pokazać, że natura zawsze odgrywała fundamentalną rolę w rozwoju ludzkości.

Zmiany klimatyczne i ich konsekwencje towarzyszą nam od zarania dziejów, a imperia, które nie liczyły się z prawami natury, ściągały na siebie zagładę.

W „Odmienionej Ziemi” znajdziemy na to wiele dowodów, od upadku cywilizacji Moche w Ameryce Południowej, spowodowanego cyklicznymi zjawiskami El Niño, po erupcje wulkanów na Islandii, które wpłynęły na sytuację w Egipcie i przyczyniły się do upadku Imperium Osmańskiego.

Dzięki połączeniu znakomitego pisarstwa historycznego z najnowszymi badaniami naukowymi książka Frankopana całkowicie odmieni nasze spojrzenie na świat i jego przyszłość.

Peter Frankopan
Odmieniona Ziemia. Nieopowiedziana historia
Przekład: Tomasz Macios, Barbara Gutowska-Nowak
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 20 maja 2026
 
 

Wstęp

Trzy rzeczy wywierają nieustanny wpływ na umysł człowieka: klimat, ustrój i religia.
Voltaire, Essai sur les mœurs et l’esprit des nations (1756)

Pierwsze „Nieposłuszeństwo Człowieka”, jak napisał John Milton na początku swego poematu Raj utracony, polegało na zjedzeniu owocu z „zakazanego drzewa”, które rosło w rajskim ogrodzie. Za sprawą tego uczynku człowiek „na świat przywiódł Śmierć i wszystkie Cierpienia nasze”. Utrata raju zmieniła ziemię z krainy piękna i obfitości w krainę smutku, gdzie „wypoczynek i spokój przenigdy mieszkać nie będą” i gdzie „męka bez końca będzie szarpać”1.
Poemat epicki Miltona, którego pierwsze wydanie ukazało się w drugiej połowie XVII wieku, był nową wersją opowieści o tym, w jaki sposób ludzie stali się sprawcami własnego upadku, zawartej w biblijnej Księdze Rodzaju. Adam i Ewa, ulegając podszeptom „piekielnego Węża”, skazali wszystkie przyszłe pokolenia na wieczne zmagania z przyrodą, na życie w często nieprzyjaznym środowisku, w którym jedzenie nie zawsze było na wyciągnięcie ręki i w którym ludzie musieli pracować, zamiast otrzymywać dary od Boga. Raj został utracony.
W dzisiejszym świecie stosowane przez nasz gatunek metody uprawy ziemi i eksploatacji zasobów naturalnych oraz nasze podejście do zrównoważonego rozwoju są tematami ożywionej dyskusji – przede wszystkim dlatego, że zdaniem wielu obserwatorów rozległa i niszczycielska działalność człowieka przyczynia się do zmian klimatu. Celem tej książki jest ukazanie przeobrażeń, jakim ulegała nasza planeta, nasz ogród otoczony murem (takie jest bowiem dosłowne znaczenie źródłosłowu angielskiego wyrazu paradise), od początku czasów, niekiedy na skutek wysiłków, kalkulacji i błędnych założeń człowieka, ale także za sprawą wielu innych czynników, wpływów i bodźców kształtujących świat, w którym żyjemy – często w niezauważalny albo niezrozumiały dla nas sposób. Książka ta dowiedzie, że nasz świat nieustannie przekształca się i zmienia, ponieważ poza granicami rajskiego ogrodu czas nie stoi w miejscu.
Pierwszy raz zetknąłem się z problematyką wpływu człowieka na środowisko i zmiany klimatu w programie informacyjnym dla dzieci zatytułowanym John Craven’s Newsround, nadawanym codziennie w brytyjskiej telewizji, kiedy byłem chłopcem. Był to flagowy projekt BBC, która pragnęła przybliżyć młodym widzom świat poza granicami Wysp Brytyjskich, a zarazem jeden z nielicznych programów, które rodzice pozwalali oglądać mnie i mojemu rodzeństwu, kiedy dorastaliśmy. Dzięki tamtym audycjom dowiedziałem się o zbrodniach, jakich Czerwoni Khmerzy dopuszczali się na własnym narodzie, o skomplikowanej sytuacji na Bliskim Wschodzie, a także o realiach zimnej wojny.
Jednym z tematów, które pojawiały się regularnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, były kwaśne deszcze. Pamiętam, jak bardzo mnie poruszył przerażający widok drzew ogołoconych z liści oraz myśl, że człowiek jest odpowiedzialny za degradację środowiska. Byłem wstrząśnięty, kiedy sobie uświadomiłem, że zakłady przemysłowe emitują toksyczne substancje niszczące lasy, zabijające zwierzęta i zanieczyszczające glebę. Już wtedy było dla mnie oczywiste, że długofalowe skutki wyboru określonych metod produkcji towarów i żywności odbijają się na nas wszystkich.
Tym niepokojom towarzyszył lęk przed zagładą, który kładł się cieniem na latach mego dzieciństwa. Należę do pokolenia dorastającego w przekonaniu, że może dojść do wybuchu wojny nuklearnej między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim, która doprowadzi do śmierci milionów ludzi nie tylko na skutek wybuchów niezliczonych międzykontynentalnych pocisków balistycznych, lecz także za sprawą nuklearnej zimy wywołanej przez potężne chmury w kształcie grzybów, powstające w chwili detonacji głowic atomowych. Film A gdy zawieje wiatr, który wszedł na ekrany w połowie lat osiemdziesiątych, ukazywał przejmujący i straszny obraz tego, co nas czekało, a były to: smutek, cierpienie, głód i śmierć. Przyczyną zguby ludzkości miała być jej zdolność do konstruowania broni masowej zagłady, która nie tylko przyczyni się do śmierci milionów ludzi w wybuchach i burzach ogniowych, ale też wywoła tak drastyczną zmianę klimatu, że samo przetrwanie będzie graniczyło z cudem.
Detonacja dziesiątek pocisków nuklearnych groziła wyrzuceniem do atmosfery takich ilości pyłów i wszelkiego śmiecia, że musielibyśmy się przystosować do życia w temperaturach poniżej zera. Gruba warstwa pyłu odcięłaby dopływ światła słonecznego do ziemi, doprowadzając do wyginięcia roślinności. W konsekwencji wymarłyby także zwierzęta, a ludzie, którzy przeżyliby ataki jądrowe, byliby skazani nie tylko na przeraźliwe zimno, lecz także na głód. Radioaktywny pył skaziłby florę i faunę, zatruwając wszystkie formy życia. Naszym celem było przetrwanie apokalipsy i znalezienie się w gronie ocalałych. Mieliśmy nadzieję, że po pewnym czasie klimat powróci do stanu sprzed katastrofy. Wtedy będzie można ustalić, ilu ludzi przeżyło w których regionach globu, i zacząć wszystko od nowa.
Strach mego pokolenia pogłębiały katastrofy wywołane przez człowieka. Najtragiczniejszą z nich był wybuch reaktora atomowego w Czarnobylu, na terenie dzisiejszej Ukrainy, w 1986 roku. Doniesienia o awarii, która doprowadziła do katastrofy – konsekwentnie dementowane przez radzieckie władze – przypominały nam o tym, że błędne oceny, fałszywe osądy oraz niekompetencja wpływają na kształt świata, w którym żyjemy. W miesiącach po tamtej katastrofie studiowałem mapy opadu pyłu radioaktywnego, uważałem na to, co jem, i stałem się boleśnie świadom, że takie tragiczne wydarzenia są groźne także dlatego, że mogą doprowadzić do zmiany klimatu.
Zazwyczaj spędzaliśmy letnie wakacje nad jeziorem w centralnej Szwecji. Powiedzieliśmy sobie, że uciekniemy tam, jeżeli światu zagrozi wybuch wojny atomowej. Jak powszechnie wiadomo, zimy w Szwecji nie należą do łagodnych, pokrzepiała mnie jednak myśl, że będziemy się znajdować w bezpiecznej odległości od żołnierzy, czołgów i pocisków rakietowych. Wiedziałem także, że jagody (które do dziś pozostają mymi ulubionymi owocami) są odporne na zimno. Trzymałem więc przy łóżku niedużą torbę z artykułami pierwszej potrzeby – co roku wymienianymi na świeże – które mogły mi się przydać, kiedy (nie jeśli) zajdzie potrzeba przystosowania się do zmiany klimatu na świecie: tabliczką czekolady, szwajcarskim wojskowym scyzorykiem, niezbędnym do robienia łuków i strzał, wełnianymi rękawiczkami, talią kart i trzema piłeczkami, dwoma długopisami (na wypadek gdyby jeden się wypisał) i kilkoma kartkami papieru.
Na szczęście mój niezbędnik nigdy mi się nie przydał – choć, jak się okazuje, raczej za sprawą szczęścia niż umiejętności człowieka. Dziś wiemy, że kilka razy o mało nie doszło do wystrzelenia pocisków rakietowych z powodu niedźwiedzi, które szukając pożywienia, zniszczyły ogrodzenia z metalowej siatki i drutu kolczastego, z powodu błędnej interpretacji ćwiczeń wojskowych, potraktowanych przez stronę przeciwną jako przygotowania do ataku, i z powodu balonów meteorologicznych mylnie uznanych za pociski balistyczne. Wychowywałem się w świecie ludzkich błędów, który tylko cudem unikał katastrof.
Oczywiście, kiedy dorastałem, przerażała mnie nie tylko perspektywa wojny atomowej: lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku były okresem społecznej niesprawiedliwości, nienawiści, braku stabilizacji, terroryzmu, głodu i ludobójstwa. Ponadto przez cały czas mieliśmy do czynienia z problemami dewastacji środowiska naturalnego oraz zmiany klimatu, które wtedy znajdowały się wprawdzie na drugim planie, ale niedługo potem urosły do rozmiarów katastrofy. Jedno wszakże było oczywiste: planeta, na której spędzimy resztę życia, będzie o wiele bardziej wroga, niestabilna i niebezpieczna niż w czasach naszego dorastania. Zakładałem, że przyczynią się do tego globalna wojna lub wielkie katastrofy w rodzaju eksplozji w Czarnobylu.
Nie przyszło mi nawet na myśl, że koniec zimnej wojny zapoczątkuje epokę jeszcze większych zagrożeń dla środowiska naturalnego, a rozwój międzynarodowej współpracy gospodarczej doprowadzi do gwałtownego wzrostu emisji dwutlenku węgla i globalnego ocieplenia. Dorastałem w przekonaniu, że przyczyną katastrof są okropności wojny, ponieważ tego uczono nas w szkole. Pokój i harmonia miały być rozwiązaniem problemu, a nie jego elementem. Intelektualna podróż, w którą wyruszyłem wiele lat temu, kiedy oglądałem Newsround, doprowadziła mnie do rozważań nad ingerencją człowieka w środowisko, nad zmianami klimatu w przeszłości, a przede wszystkim nad rolą, jaką klimat odgrywa w dziejach ludzkości.
Zmiana klimatu sprawia, że nasz świat balansuje na krawędzi katastrofy. António Guterres, sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych, powiedział w 2019 roku: „Każdy tydzień przynosi nową katastrofę powiązaną z klimatem. Powodzie. Susze. Fale upałów. Pożary lasów. Huragany”. Stwierdził, że bynajmniej nie jest to apokaliptyczna przepowiednia, ponieważ „zmiana klimatu dokonuje się na naszych oczach i dotyka nas wszystkich”. Dodał, że nie ma większych nadziei na poprawę sytuacji w przyszłości. To, co nas czeka, będzie „katastrofą dla życia, jakie znamy”2.
Jak stwierdził Barack Obama w swoim przedostatnim orędziu prezydenckim, ludzkość stoi w obliczu wielu problemów, ale „żadne wyzwanie – żadne wyzwanie – nie stanowi większego zagrożenia dla przyszłych pokoleń niż zmiana klimatu”3. W 2019 roku papież Franciszek powiedział: „Obecny kryzys ekologiczny, a zwłaszcza zmiana klimatu, jest zagrożeniem dla przyszłości całej ludzkiej rodziny”. Dodał, że znaleźliśmy się w niewesołym położeniu, a „przyszłe pokolenia odziedziczą po nas popsuty świat. Nasze dzieci i wnuki nie powinny płacić za niefrasobliwość naszego pokolenia”4.
W 2020 roku prezydent Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping zauważył, że porozumienia osiągnięte przez rządy w sprawie redukcji emisji dwutlenku węgla i globalnego ocieplenia stanowią „minimalne kroki, które należy podjąć w celu ochrony Ziemi, naszego wspólnego domu. Ludzkość nie może sobie pozwolić na dalsze ignorowanie sygnałów ostrzegawczych, które wysyła do niej przyroda”. Musimy więc „zainicjować ekologiczną rewolucję i jak najszybciej stworzyć ekologiczne modele rozwoju i życia, by chronić środowisko i uczynić Matkę Ziemię lepszym miejscem dla wszystkich”5.
Inni wypowiadali się na temat zagrożeń z osobistej perspektywy, a zarazem w bardziej stanowczym tonie. „Okradliście mnie z marzeń i z dzieciństwa waszymi pustymi deklaracjami. A mimo to należę do grona szczęśliwców” – stwierdziła Greta Thunberg podczas szczytu klimatycznego ONZ we wrześniu 2019 roku. „Ludzie cierpią. Ludzie umierają. Załamują się całe ekosystemy. Stoimy na progu masowej zagłady, a wy potraficie tylko mówić o pieniądzach i opowiadać bajki o nieskończonym rozwoju gospodarczym. Jak wam nie wstyd?!”6.
Skoro zmiana klimatu będzie – albo już jest – problemem, który zdominuje XXI wiek, wywołując niedobory wody pitnej, klęski głodu, migracje na wielką skalę, konflikty militarne i masową zagładę, zrozumienie tego, co nas czeka w przyszłości, powinno stać się priorytetem nie tylko dla polityków, naukowców i aktywistów, lecz także dla nas wszystkich. Jako historyk wiem, że rozwiązywanie złożonych problemów najlepiej zacząć od spojrzenia w przeszłość, pozwala to bowiem umieścić bieżące i przyszłe wyzwania w odpowiednim kontekście i spojrzeć na nie z właściwej perspektywy. Ponadto historia udziela cennych lekcji, które mogą pomóc w formułowaniu pytań, a czasem nawet odpowiedzi dotyczących najpoważniejszych problemów, z którymi będziemy się musieli zmierzyć w przyszłości.
Odnosi się to zwłaszcza do relacji między działalnością człowieka, środowiskiem a światem przyrody w regionach i miejscach, które badam od dziesięcioleci. W zdecydowanej większości z nich dostępność i wykorzystanie wody, ekspansja produkcji żywności oraz geograficzne uwarunkowania zarówno lokalnego, jak i międzynarodowego handlu są nie tylko ważnymi czynnikami, lecz także elementami o fundamentalnym znaczeniu dla ich historycznego rozwoju. Jak stwierdził Fernand Braudel, badanie przeszłości nie tylko obejmuje rywalizację między człowiekiem a naturą; ono jest rywalizacją między człowiekiem a naturą7.
Kiedy zacząłem studiować dzieje imperiów Sasanidów i Abbasydów, szybko zdałem sobie sprawę, że powodzenie i stabilność państwa były ściśle powiązane z nawadnianiem pól, które umożliwiało zwiększenie produkcji rolnej i sprzyjało wzrostowi populacji8. Spojrzenie na historię Chin skłoniło mnie do przeprowadzenia badań, które dowodzą, że w ciągu ponad tysiąca lat okresy rozkwitu, upadku i zmian cesarskich dynastii są ściśle skorelowane ze zmianami temperatury, przy czym zimniejsze fazy wyznaczają okresy kryzysów demograficznych, konfliktów i zmian na tronie cesarstwa9.
Podobnie z lektury poematów takich jak Meghaduta (Obłok posłem), dzieło Kalidasy, słynnego poety tworzącego w sanskrycie, pochodzące przypuszczalnie z V wieku, wynika jednoznacznie, że monsuny i deszcze, a także pory roku odgrywały niezwykle ważną rolę w literaturze, kulturze i historii Azji Południowej10. Wiele lat temu dowiedziałem się także, że w nieco mniej odległej historii, w latach pięćdziesiątych XX wieku, polityka, którą Związek Radziecki prowadził w Azji Środkowej, nie tylko przyczyniła się do degradacji środowiska naturalnego, lecz także wywarła istotny wpływ na przebieg zimnej wojny i do dziś odgrywa pewną rolę w metodach wykorzystywania pracy przymusowej w tamtym regionie11. Wiem też z doświadczenia, jak bardzo dokuczliwe, niszczycielskie i groźne dla zdrowia jest zanieczyszczenie powietrza w miejscach, które regularnie odwiedzam – Nowe Delhi, Biszkek czy Lahaur są zaliczane do miast o najgorszej jakości powietrza na świecie. W Taszkiencie, stolicy Uzbekistanu, powietrze było klasyfikowane jako niebezpieczne dla zdrowia przez osiemdziesiąt procent czasu w roku 202012.
Postanowiłem więc przestudiować historię środowiskową, by lepiej zrozumieć, co przeszłość mówi nam o zachowaniu człowieka, o antropogenicznych zmianach w przyrodzie, a także o wpływie ekstremalnych zjawisk pogodowych, długoterminowych wzorców pogodowych i zmian klimatu na historię. Chciałem dociec, dlaczego dotarliśmy, jak się zdaje, do skraju przepaści, a przyszłość naszego gatunku – oraz znacznej części świata zwierząt i roślin – jest poważnie zagrożona. Jeżeli mamy zaproponować sposób uporania się z kryzysami, w obliczu których stoimy, musimy odkryć i zbadać przyczyny naszych obecnych problemów, tak jak lekarz powinien zdobyć pełną wiedzę o chorobie, zanim spróbuje opracować stosowną kurację.
Historycy żyją dziś w swego rodzaju złotym wieku dzięki prawdziwemu wysypowi nowych świadectw i nowych rodzajów materiałów, które pomagają lepiej zrozumieć przeszłość. Nowoczesne narzędzia badawcze – takie jak uczenie maszynowe, modele komputerowe i analiza danych – nie tylko umożliwiają spojrzenie na poszczególne okresy dziejów z nowej perspektywy, lecz także ujawniają mnóstwo wcześniej nieznanych lub niedostrzeganych informacji. Na przykład dzięki zastosowaniu technologii skanowania laserowego LiDAR (Light Detection and Ranging), która umożliwia uzyskanie trójwymiarowego modelu terenu, w amazońskim lesie deszczowym zidentyfikowano pochodzące sprzed wieków sieci wiosek, które były odwzorowaniem układu gwiazd na niebie13. Dzięki postępom w dziedzinie spektroskopii w podczerwieni bliskiej i krótkofalowej, wydajnej metody laboratoryjnej, dokonano przełomowych ustaleń na temat zmian społecznych na obszarze Mapungubwe, u zbiegu rzek Shashe i Limpopo w XII wieku14. Dane, które zgromadzono dzięki badaniom składu izotopowego ludzkich pochówków oraz zębów świń z terenów dzisiejszej Papui-Nowej Gwinei, rzuciły światło nie tylko na wzorce osadnictwa, lecz także na udział ryb i owoców morza w diecie tamtejszej ludności ponad dwa tysiące lat temu15. Nowa technologia umożliwiła określenie zawartości substancji mineralnych w materiale roślinnym i nasionach, które zachowały się w dołach na śmieci oraz dołach kloacznych z epoki Abbasydów na terenie Jerozolimy. Badania te potwierdziły hipotezy o rozprzestrzenianiu się upraw w kierunku zachodnim we wczesnej fazie ekspansji imperium islamskiego16.
Dzięki wielu ekscytującym osiągnięciom rozumiemy o wiele lepiej zjawiska klimatyczne. Potrafimy dziś między innymi używać w nowatorski sposób źródeł pisanych, które wcześniej były ignorowane albo niewłaściwie wykorzystywane. Analiza zmian składu chemicznego muszli małży z wybrzeża Peru umożliwia określenie rocznych, miesięcznych, a nawet tygodniowych poziomów temperatury oceanu, a co za tym idzie warunków klimatycznych, jakie panowały w przeszłości w tamtym regionie17. Kronikarskie zapiski na temat święta kwitnących wiśni w Japonii, które sięgają początków IX wieku i zawierają daty kwitnienia tych drzew, pomagają określić pory nadejścia wiosny na przestrzeni stuleci18. Na podstawie rejestrów prowadzonych od pięciuset lat przez administrację portu w Tallinie, w Estonii, w których odnotowywane są daty przybycia pierwszych statków w każdym roku, można nie tylko stwierdzić, kiedy roztapiał się lód na morzu, ale też określić częstotliwość występowania dłuższych i cieplejszych wiosen19. Analiza drewna wyrzucanego na brzeg w archipelagu Svalbard na Oceanie Arktycznym wskazuje na wyraźne zróżnicowanie wielkości lodu morskiego w latach 1600–1850, co świadczy o niezwykłych zmianach wzorców klimatycznych w tamtym okresie20.
Przede wszystkim „archiwa klimatyczne” są stale wzbogacane o nowe, fascynujące informacje. Wiele z nich znajdzie się w tej książce. Weźmiemy pod uwagę dane dotyczące zmian temperatur oraz ilości opadów, których dostarczyły pierścienie wzrostu drzew z gór Ałtaj w Azji Środkowej i warstwy osadów mineralnych z jaskiń w Hiszpanii. Przyjrzymy się uwięzionym w rdzeniach lodowych na Grenlandii i w alpejskich lodowcach pęcherzykom powietrza, które dostarczają dowodów na erupcje wulkaniczne, na takie przejawy ludzkiej działalności jak obróbka metali, a także na pożary pól, lasów czy spalanie paliw kopalnych. Natrafimy na skamieniałe pyłki z Omanu i pokłady pyłków w warwach, które powstały w jeziorach na terenie Anatolii. Dają one wgląd w zmiany szaty roślinnej wywołane zarówno przez czynniki naturalne, jak i przez działalność człowieka. Natkniemy się na skarbonizowane i zasuszone nasiona w Azji Południowo-Wschodniej, na suche łupiny orzechów z północnej Australii oraz na strawione i częściowo strawione pożywienie z Palestyny, które dostarczą nam informacji zarówno o diecie, jak i chorobach mieszkańców tamtych regionów. Przyjrzymy się warunkom klimatycznym, które sprzyjały rozprzestrzenianiu się pasożytniczych patogenów w obydwu Amerykach, oraz świadectwom cykli wegetacyjnych w Afryce Zachodniej, a także drzewom filogenetycznym dżumy w Etiopii, Kirgistanie i Cambridgeshire.
Dzięki dostępowi do coraz większej liczby nowych źródeł danych klimatycznych lepiej rozumiemy świat przyrody z odległej przeszłości. Przykładowo zespół naukowców prowadzi obecnie badania warstwy osadów o grubości osiemdziesięciu metrów w południowo-wschodnim Kazachstanie. Prace te nie tylko są źródłem informacji na temat zmian wilgotności gleby, lecz także dają wgląd w rolę, jaką Azja Środkowa odgrywa w globalnej ewolucji klimatu, a zwłaszcza w cyklu hydrologicznym (obiegu wody między lądem, atmosferą i oceanem) na półkuli północnej. Wyniki tych analiz mają duże znaczenie zarówno dla studiów nad przeszłością, jak i dla przyszłej długoterminowej globalnej analizy klimatu21. Podobnie istotną rolę odgrywają nowe badania prowadzone na Wyżynie Tybetańskiej. Modelowanie, które wykonano na podstawie znalezisk z wysokich, bezleśnych obszarów tamtego regionu, wskazuje na to, że w nadchodzących stuleciach dojdzie do znacznego ograniczenia różnorodności roślin w habitatach alpejskich22.
Te i inne nowe źródła danych historycznych pozwalają na formułowanie rewolucyjnych koncepcji na temat przeszłości. Dzięki pozyskanym danym klimatycznym mamy pełniejszy obraz burzliwego okresu w połowie III wieku w Cesarstwie Rzymskim, a niektórzy badacze starają się wykazać związek między obniżeniem poziomu aktywności słonecznej, wzrostem ilości lodu morskiego i kilkoma silnymi erupcjami wulkanicznymi a gwałtownym ochłodzeniem, spadkiem produkcji żywności i szeregiem politycznych, militarnych oraz finansowych kryzysów, do których doszło właśnie w tamtym okresie23. Dane na temat prześladowań Żydów w Europie w latach 1100–1800, pochodzące z prawie tysiąca miast, wskazują na korelację między spadkiem średniej temperatury powietrza w okresie wegetacyjnym o mniej więcej jedną trzecią stopnia Celsjusza a wzrostem prawdopodobieństwa ataków na Żydów w następnym pięcioleciu. Co więcej, Żydzi, którzy zamieszkiwali w miejscach lub w pobliżu miejsc, gdzie gleby były niskiej jakości, a instytucje państwa pozostawały słabe, byli jeszcze bardziej narażeni na to, że staną się ofiarami przemocy w okresach niedoborów żywności i wzrostów cen24.
Zestawienie niskich temperatur z cenami pszenicy w Europie umożliwiło opracowanie nowych modeli pozwalających ustalić, które miasta są bardziej odporne na szoki cenowe. Badania te stały się bodźcem do formułowania hipotez, w myśl których chłodniejsza aura w Anglii na początku epoki nowożytnej doprowadziła do rewolucji w rolnictwie, która stworzyła warunki sprzyjające rozwojowi nowych technologii, te zaś przyczyniły się do transformacji energetycznej i zapoczątkowały epokę europejskich imperiów kolonialnych25.
Nic dziwnego, że ta i inne podobnie atrakcyjne konkluzje są przedmiotami ożywionych dyskusji, a nawet gorących sporów wśród historyków, którzy koncentrują się zwłaszcza na kwestiach historycznego i środowiskowego determinizmu oraz konieczności odróżniania korelacji od związku przyczynowo-skutkowego26. Badacze stoją w obliczu wielu wyzwań interpretacyjnych. Modelowy przykład pochodzi z subkontynentu indyjskiego, regionu zróżnicowanego ekologicznie i kulturowo, zamieszkiwanego przez niezliczone grupy „osiadłych mieszkańców wsi, myśliwych-zbieraczy, rolników stosujących prymitywną gospodarkę wypaleniskową, nomadycznych pasterzy i rybaków”, charakteryzującego się oszałamiającym bogactwem gatunków zwierząt i roślin oraz różnorodnością warunków klimatycznych. Niektórzy uczeni nie tyle ostrzegają przed niebezpiecznymi konsekwencjami uogólnień w odniesieniu do subkontynentu jako całości, ile twierdzą, że wszelkie porównania z innymi częściami świata są po prostu nieuprawnione27.
Kolejny związany z tym problem polega na tym, że autorzy piszący o klimacie i jego wpływie często skupiają się na upadkach cywilizacji i odwołują się do kilku sztandarowych przykładów – przede wszystkim Majów, Wyspy Wielkanocnej i „zmierzchu” Cesarstwa Rzymskiego – które w najnowszych historycznych bestsellerach przypisywane są zmianom klimatu28. Mamy tu do czynienia z sytuacją nadmiernego upraszczania skomplikowanych zagadnień i sprowadzania ich do postaci wąsko pojmowanych wyjaśnień (które autorzy nierzadko usilnie forsują). Niektórzy krytycy uważają, że nieodparta potrzeba udzielania lekcji – o wyczerpywaniu zasobów naturalnych, o nieudanych próbach adaptacji do zmieniających się warunków środowiskowych i konsekwencjach rezygnacji ze zrównoważonego stylu życia – prowadzi do tego, że ogon merda psem, czyli, innymi słowy, że postrzegamy przeszłość przez pryzmat naszych współczesnych problemów i obaw29.
Solidne „historyczne rzemiosło” wymaga już zatem nie tylko zdrowego rozsądku, kiedy mamy do czynienia ze źródłami pisanymi i pozostałościami kultury materialnej, lecz także szczególnie ostrożnego podejścia do nowych typów materiałów historycznych. Nie chodzi bowiem o to, że klimatologia, dane czy nowe podejście do pewnych zagadnień są wadliwe albo mylące; rzecz w tym, że należy z nich korzystać z rozwagą oraz umieszczać je w racjonalnych, przekonujących i właściwych kontekstach30.
Ogólnie rzecz biorąc, pogoda, klimat i czynniki środowiskowe rzadko bywają postrzegane jako tło historii ludzkości, a jeszcze rzadziej jako pryzmat, przez który należy spoglądać na przeszłość. W kilku przypadkach klimat istotnie odgrywa ważną, choć nie zawsze przekonującą rolę. Słynna historia o tym, jak król Kserkses rozkazał wymierzyć trzysta batów wodom cieśniny Hellespont po burzy, która zniszczyła mosty, opóźniając jego inwazję na Grecję w 480 roku p.n.e., najprawdopodobniej jest nie tyle wiarygodnym opisem faktów, ile apokryficzną opowieścią, rozpowszechnianą po to, by ukazać tego władcę jako barbarzyńskiego tyrana, ulegającego irracjonalnym napadom wściekłości31.
Rola przypisywana boskiemu wiatrowi, czyli kamikaze, który bogowie zesłali, by udaremnić plany wroga podczas dwóch najazdów wojsk Kubilaj-chana, wnuka wielkiego Czyngis-chana, na Japonię pod koniec XIII wieku, mówi więcej o tym, w jakim świetle tamte wydarzenia są postrzegane w dziejach Japonii, niż o tym, dlaczego próby podboju Japonii przez dynastię Yuan, która kontrolowała większość terytorium dzisiejszych Chin, zakończyły się niepowodzeniem32. Najsłynniejszy przykład pochodzi z dziejów Rosji i dotyczy tamtejszych srogich zim, które w powszechnym wyobrażeniu przyczyniły się do powstrzymania feralnego marszu armii Napoleona na Moskwę w 1812 roku i do zatrzymania, a następnie rozbicia wojsk Hitlera po ataku na Związek Radziecki w roku 1941. W obydwu przypadkach rozpowszechnione mniemanie nie pozwala dostrzec, że do klęski najeźdźców doprowadziły nie tylko opady śniegu, lecz także, a raczej przede wszystkim, zbyt ambitne cele, niewydajne linie zaopatrzenia, błędne strategiczne decyzje i nieprawidłowa realizacja planów na polu walki33.
Przeważnie jednak – kiedy spoglądamy na historię – całkowicie ignorujemy klimat i długookresowe wzorce lub zmiany klimatyczne. Większość ludzi potrafi podać nazwiska wielkich przywódców i miejsca ważniejszych bitew z przeszłości, ale tylko nieliczni umieją wymienić największe sztormy, najważniejsze powodzie, najsroższe zimy, najstraszliwsze susze albo określić, w jaki sposób doprowadziły one do klęsk nieurodzaju, politycznych napięć albo do rozprzestrzeniania się chorób. Ponowne zintegrowanie historii ludzkości z historią naturalną jest ćwiczeniem wartym zachodu ze względów poznawczych; co więcej, ma ono fundamentalne znaczenie dla właściwego zrozumienia świata, który nas otacza34.
Prawidłowa ocena roli pogody, ekstremalnych zjawisk naturalnych, długoterminowych wzorców klimatycznych i zmian klimatu wymaga gruntownego poznania i zrozumienia związków globalnego systemu klimatycznego z podsystemami. Klimat na ziemi jest kształtowany przez kilka wzajemnie powiązanych czynników. Pierwszym z nich jest globalny system pogodowy, który ulega nieustannym fluktuacjom wywoływanym przez zmiany warunków atmosferycznych, prądy oceaniczne i przemieszczanie się lodu morskiego, a także przez ruchy tektoniczne i oscylacje przepływu płynnego żelaza w warstwach górnego płaszcza skorupy ziemskiej. Nachylenie osi obrotu Ziemi, łagodnie eliptyczny kształt orbity, po której nasza planeta krąży wokół Słońca, i nierównomierny rozkład energii między równikiem a biegunami oraz interakcje między wszystkimi tymi czynnikami także oddziałują na wzorce klimatu35.
Głównym źródłem sezonowych anomalii klimatu jest oscylacja południowa (ENSO). Terminem tym określa się relację między warunkami atmosferycznymi i oceanicznymi na równikowym obszarze Pacyfiku, która uwzględnia kierunek i siłę pasatów, temperaturę wód powierzchniowych oraz ciśnienie atmosferyczne. Cykl ENSO, czyli występujących na zmianę faz ciepłej (El Niño), chłodnej (La Niña) i neutralnej, jest zjawiskiem, które każdego roku determinuje klimat na Ziemi36. Wpływa na wielkość opadów w Ameryce Południowej, a także na warunki pogodowe w Azji Południowej, Afryce Wschodniej i Australii – choć indyjskie monsuny ulegają też oddziaływaniu epizodycznych zmian klimatu na północnym Atlantyku37.
Temperatury, warunki klimatyczne oraz ich zmiany w skali lat, a nawet dziesięcioleci są uzależnione także od innych podsystemów. Jednym z nich jest oscylacja północnoatlantycka (North Atlantic Oscillation, NAO), fluktuacje ciśnienia atmosferycznego na poziomie morza między Azorami a Islandią, prowadzące do powstawania układów cyklonów i antycyklonów, które nawiedzają zachodnie obszary Europy. NAO wywiera także pewien wpływ na wielkość zimowych opadów nad Morzem Śródziemnym i Czarnym oraz spycha masy zimnego powietrza znad Syberii i regionów polarnych w głąb Europy Środkowej i Zachodniej38. Wody roztopowe spływające z Grenlandii i Antarktyki przyczyniają się do ochładzania powierzchni oceanów – choć, jak wykazują najnowsze badania, globalna temperatura i poziom oceanów są o wiele bardziej uzależnione od oddziaływania wód roztopowych na Ocean Południowy niż na Arktykę39.
Aktywność słoneczna, a zwłaszcza aktywność pola magnetycznego Słońca, pełni ważną funkcję w globalnym układzie warunków klimatycznych. Najbardziej spektakularnymi przejawami tej aktywności są plamy na Słońcu oraz zorze, których liczba i natężenie zmieniają się w jedenastoletnich cyklach40. Ponadto aktywność Słońca jest regulowana przez długoterminowe odchylenia, których skutkiem są naprzemienne fazy największej i najmniejszej aktywności gwiazdy, nazywane wielkimi maksymami i wielkimi minimami słonecznymi41. Najbardziej aktualny przykład tego ostatniego zjawiska nosi nazwę minimum Maundera; był to okres skrajnie niskiej aktywności słonecznej, którą odnotowano w latach 1645–171542.
Kolejnym ważnym czynnikiem, który przyczynia się do zmian klimatu, jest aktywność wulkaniczna. Przykładowo w 1991 roku potężna erupcja wulkanu Pinatubo na Filipinach wyrzuciła do atmosfery od piętnastu do dwudziestu milionów ton dwutlenku siarki, który następnie się utlenił, przekształcając się w kwas siarkowy, i unosił się w stratosferze w postaci aerozolu. Aerozol ten rozprzestrzenił się w stratosferze, zmniejszając jej przejrzystość. Jednym z najbardziej dramatycznych skutków tego zjawiska było zmniejszenie bezpośredniego nasłonecznienia Ziemi o dwadzieścia jeden procent, co doprowadziło do obniżenia średniej globalnej temperatury o pół stopnia Celsjusza43.
Te średnie wartości zaciemniają obraz ważnych zjawisk regionalnych. Podczas gdy na północy Atlantyku temperatura wody spadła aż o pięć stopni Celsjusza poniżej średniej, następna zima na Syberii, w Skandynawii i w centralnej części Ameryki Północnej była znacząco cieplejsza niż zazwyczaj; w ciągu roku od erupcji wulkanu doszło do wielkich powodzi na południu Stanów Zjednoczonych i suszy oraz znacznych niedoborów wody w Afryce Subsaharyjskiej, Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, a także w wielu rejonach Europy Środkowej i Południowej. W ujęciu całościowym wybuch Pinatubo wywarł kolosalny wpływ na klimat. Ograniczenie promieniowania słonecznego w zakresie fal krótkich doprowadziło do średniego globalnego spadku temperatury na poziomie morza o cztery dziesiąte stopnia Celsjusza – ubytek ten jest sto razy większy od rocznego zużycia energii na całej planecie44.
Erupcje wulkanów mają także daleko idące konsekwencje dla świata przyrody. Należą do nich między innymi toksyczne zakwity fitoplanktonu na skutek przedostawania się lawy do oceanu i lokalnego wzrostu temperatury wód głębinowych, które unoszą się ku nasłonecznionej powierzchni, zasilając ją w substancje odżywcze45. Jak się przekonamy, wybuchy wulkanów mogą doprowadzić do gwałtownych spadków produkcji rolnej, a w konsekwencji do kryzysów gospodarczych, społecznych i politycznych. Przyjrzymy się też, w jaki sposób erupcje wulkaniczne oddziałują na ludzkość, zmieniając siedliska gatunków przenoszących choroby, przyspieszając enzootyczne cykle krążenia patogenów lub przyczyniając się do powstawania dróg transmisji chorób, które pewien naukowiec określił mianem „epidemicznych autostrad”46.
Jednym z najważniejszych elementów wybuchu wulkanów jest ich pora, która ma tak samo istotne znaczenie, jak ich moc i skala. Nowe badanie z wykorzystaniem superkomputerów i tysięcy symulacji wykazało, że erupcje, do których dochodzi latem, mają o wiele większy wpływ na klimat niż te, które zdarzają się zimą i wiosną47. Modele wykazują ponadto, że ważne są też miejsca potężnych erupcji; w ciągu ostatnich trzynastu stuleci aktywność wulkanów, które znajdują się poza regionami tropikalnymi, doprowadziła do większego ochłodzenia klimatu na półkulach Ziemi niż aktywność wulkanów w tropikach48. Jak wykazały badania wulkanów i regionów wulkanicznych, w ostatnich latach doszło do znacznego wzrostu emisji dwutlenku węgla, przy czym w fazie uwalniania gazów do atmosfery jest ona znacznie większa niż podczas stosunkowo krótkich erupcji49.
Wiele zjawisk klimatycznych i pogodowych silnie oddziałuje na świat przyrody. Ulewne deszcze na Nizinie Hindustańskiej na północy subkontynentu indyjskiego mogą zwiększyć naprężenia w skorupie ziemskiej, doprowadzając do osłabienia aktywności pensejsmicznej (to jest zmniejszenia częstotliwości drobnych wstrząsów) w sąsiednich Himalajach50. Dowody na związek między tajfunami na wschodzie Tajwanu i aktywnością sejsmiczną pod wyspą świadczą o tym, że zjawiska atmosferyczne mogą wyzwalać regularne umiarkowane reakcje geologiczne, zapobiegając tym samym pojedynczym silnym i niszczycielskim trzęsieniom ziemi51.
Klimat i temperatura kształtują także bioróżnorodność: liczba gatunków jest tym mniejsza, im dalej od równika, a bliżej do biegunów – niektórzy badacze szacują, że w lasach tropikalnych żyje ponad połowa gatunków lądowej flory i fauny świata. Jak się jednak okazuje, oszałamiające bogactwo tamtejszych gatunków zwierząt i roślin jest skutkiem stopniowych i długookresowych zmian, ponieważ, zgodnie z naszą obecną wiedzą, nowe gatunki powstają szybciej w środowiskach zimnych, suchych, niestabilnych i skrajnie niesprzyjających52.
Historycy od dawna zauważają, że aktywność Słońca, długoterminowe cykle pogodowe oraz skutki wulkanicznych procesów geologicznych tworzą specyficzne układy, które obejmują dekady, a nawet stulecia. Niektórym z tych okresów, by podkreślić ich jednorodność, nadano nazwy nawiązujące głównie do zachowania Słońca i jego wpływu na złożone podsystemy klimatu. Rzymskie optimum klimatyczne (od 100 roku p.n.e. do 200 roku n.e.) i średniowieczna anomalia klimatyczna (900–1250) to dwa przykłady okresów o temperaturach wyższych od przeciętnych i sprzyjającej, a przede wszystkim stabilnej aurze, a mała epoka lodowa albo lodowcowa (1550–1800) to okres zdecydowanie niższych temperatur, niższego natężenia promieniowania słonecznego i globalnego kryzysu53.
Tyle teoria. Jednym z wyzwań, jakie stawia przed nami klimatologia, jest to, że nowe świadectwa z innych regionów i coraz wyższy poziom dokładności wyników badań świadczą o tym, że ustalenia dla jednej części świata nie pokrywają się z ustaleniami poczynionymi dla innej. Podczas gdy, na przykład, w połowie XV wieku wody środkowego i wschodniego Pacyfiku były wyjątkowo zimne, wody innych oceanów miały normalną temperaturę. W chłodniejszym XVII stuleciu aura w północno-zachodniej Europie i południowo-wschodnich częściach Ameryki Północnej była o wiele bardziej surowa niż w innych regionach. Nie ma dowodów na występowanie okresów ocieplenia lub ochłodzenia klimatu o zasięgu globalnym w ciągu dwóch tysiącleci przed rewolucją przemysłową54.
O tym, z jak wielką ostrożnością należy podchodzić do tego zagadnienia, świadczy rzut oka na lata 1220–1250. W tym stosunkowo krótkim okresie warunki hydrometeorologiczne we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego i w południowym Lewancie (mniej więcej na terenach dzisiejszych Izraela, Palestyny i Jordanii) sprzyjały produkcji zbóż, ale zaledwie kilkaset kilometrów dalej, w centralnej części regionu śródziemnomorskiego, na Sycylii i w południowych Włoszech, były już o wiele mniej korzystne55. Innymi słowy, nie należy zbyt swobodnie przenosić informacji uzyskanych z jednego konkretnego miejsca na inne lokalizacje, gdzie nie zgromadzono niezbędnych danych, bo nie przeprowadzono gruntownych badań albo nie pozyskano wystarczającej ilości materiału.
Kwestia regionalnej spójności klimatu jest ważna także w dzisiejszym świecie, w którym globalne ocieplenie obejmuje dziewięćdziesiąt osiem procent powierzchni, z wyjątkiem Antarktydy, gdzie nie zaobserwowano go jeszcze na całym kontynencie56. Ocieplenie klimatu nie dotyka wszystkich rejonów globu w takim samym stopniu ani w tym samym tempie. Jak wynika z jednego z najnowszych raportów, podczas gdy większość krajów świata będzie doświadczać „groźnych skutków” zmian klimatu, dla nielicznych mogą one być wręcz korzystne57.
Mimo to, nawet jeśli nie uwzględnimy w rozważaniach kwestii dokładności i marginesu błędu przyszłych modeli klimatycznych, analizy obecnej sytuacji są lekturą przygnębiającą. Atlantycka południkowa cyrkulacja wymienna (Atlantic Meridional Overturning Circulation, AMOC) – system powierzchniowych i głębinowych prądów morskich w Oceanie Atlantyckim, który odpowiada za stosunkowo łagodny klimat na półkuli północnej – jest najsłabszy od ponad tysiąca pięciuset lat58. Wskaźniki wczesnego ostrzegania w postaci bogatych danych na temat temperatury powierzchni morza i zasolenia, zebranych w całym basenie Oceanu Atlantyckiego, sugerują, że prądy mogą wkrótce zaniknąć. Spowodowałoby to poważne zakłócenia w globalnym systemie klimatu i zwiększyło prawdopodobieństwo wywołania lawiny kolejnych zmian – takich jak zmiana rozkładu monsunów w strefie tropikalnej i prędkości topnienia antarktycznej pokrywy lodowej59. Zdaniem części naukowców czynniki te stanowią „śmiertelne zagrożenie dla cywilizacji”60.
Niemal wszystkie poważne zmiany klimatu na świecie, które dziś obserwujemy, są efektami oddziaływania człowieka na środowisko. Wpływ czynników antropogenicznych zaczął być wyraźnie zauważalny od drugiej połowy XVIII wieku, kiedy to wynalazek silnika parowego, a także rewolucje przemysłowa i energetyczna gruntownie przekształciły społeczeństwa oraz metody produkcji, zapoczątkowując fundamentalną zmianę relacji człowieka ze światem przyrody. Era, która rozpoczęła się wraz z rewolucją przemysłową, została nazwana antropocenem. Laureat Nagrody Nobla, chemik Paul J. Crutzen, zaproponował tę nazwę w 2002 roku jako określenie epoki gwałtownego i systematycznego wzrostu poziomów dwutlenku węgla i metanu w atmosferze61. Niedawno międzynarodowy panel wybitnych naukowców oficjalnie uznał antropocen za punkt zwrotny w dziejach i przyjął na drodze głosowania, że za początek tej epoki należy uznać połowę XX wieku, to jest okres, w którym doszło do gwałtownego wzrostu emisji dwutlenku węgla na skutek działalności człowieka62.
Podczas spalania paliw kopalnych, takich jak węgiel i ropa naftowa, powstają para wodna, dwutlenek węgla (CO2), metan (CH4) i podtlenek azotu (N2O), które zatrzymują ciepło w atmosferze i dlatego są nazywane gazami cieplarnianymi. Rosnąca liczba ludności, zwiększone zapotrzebowanie na energię, spadające ceny produkcji i olbrzymie inwestycje w infrastrukturę spowodowały gwałtowny wzrost zużycia paliw kopalnych, co doprowadziło do zwiększenia emisji gazów cieplarnianych i gwałtownego wzrostu temperatury. Przez osiemset tysięcy lat, aż do początku rewolucji przemysłowej, na każdy milion cząsteczek powietrza przypadało około dwustu osiemdziesięciu cząsteczek CO2. W 2018 roku ich liczba wzrosła do ponad czterystu ośmiu na milion, osiągając takie samo stężenie jak w epoce pliocenu, ponad trzy miliony lat temu, kiedy poziomy mórz były wyższe niż obecnie o prawie dwadzieścia pięć metrów, a średnie temperatury o dwa, trzy stopnie Celsjusza63. Latem 2022 roku stężenie dwutlenku węgla wzrosło jeszcze bardziej i według pomiarów dokonanych przez Mauna Loa Atmospheric Baseline Observatory na Hawajach osiągnęło średni miesięczny poziom czterystu dwudziestu jeden cząsteczek na milion64.
Zjawisko to wywołuje efekt domina. Jednym ze skutków globalnego ocieplenia jest topnienie czap lodowych, a w konsekwencji podnoszenie się poziomu mórz. Tylko jedna góra lodowa, znana jako A-68, która oderwała się od Lodowca Szelfowego Larsena C w Antarktyce w 2017 roku, każdego dnia, aż do całkowitego roztopienia w 2021 roku, zrzucała do oceanu półtora miliarda ton słodkiej wody65. Na skutek rozpadu szelfów lodowych lodowce – które magazynują dużą część światowych zasobów słodkiej wody – spływają do oceanów; ma to łatwe do przewidzenia implikacje dla wielu największych miast świata, które leżą na wybrzeżach. Modelowanie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji i niezwykle dokładnych pomiarów wysokości nad poziomem morza pozwoliło ustalić, że około 2050 roku tereny zamieszkiwane obecnie przez około trzystu milionów ludzi będą zalewane co najmniej raz w roku, przy czym najbardziej katastrofalne powodzie będą nękać mieszkańców Azji. Już dziś około miliarda ludzi żyje na obszarach położonych na wysokości niespełna dziesięciu metrów nad poziomem morza, a dwieście trzydzieści milionów w społecznościach nadbrzeżnych, na terenach leżących poniżej metra nad poziomem morza66.
Nawet najmniejszy wzrost poziomu morza jest poważnym zagrożeniem dla infrastruktury energetycznej Wielkiej Brytanii, ponieważ zarówno wszystkie reaktory atomowe w kraju (jest ich dziewiętnaście), jak i wszystkie największe elektrownie zasilane paliwami kopalnymi w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej są zlokalizowane na wybrzeżach67. Szacuje się, że w nadchodzących dekadach na całym globie zagrożone będą materialne zasoby o łącznej wartości od trzech do jedenastu bilionów dolarów68.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy alarmuje, że jeśli nie podejmiemy radykalnych kroków w celu ograniczenia emisji, możemy się spodziewać „katastrofalnych skutków”, takich jak spadek produkcji rolnej, częste zakłócenia funkcjonowania gospodarki, zniszczenia infrastruktury, pogorszenie stanu zdrowia populacji i zwiększenie występowania chorób zakaźnych69. Według danych UNICEF-u miliard dzieci – prawie połowa wszystkich dzieci na świecie – jest już „skrajnie zagrożonych” skutkami kryzysu klimatycznego70.
Nie sposób przecenić znaczenia i skali wyzwania, jakim jest zminimalizowanie skutków szybkiego ocieplenia klimatu w nadchodzących dziesięcioleciach. Jak wynika z najnowszych analiz, jeśli chcemy utrzymać budżet węglowy na poziomie półtora stopnia Celsjusza, światowa produkcja ropy i gazu musi spadać o trzy procent rocznie do 2050 roku, a sześćdziesiąt procent ropy i gazu ziemnego oraz dziewięćdziesiąt procent węgla kamiennego musi pozostać niewydobyte71. Ponieważ jednak w 2021 roku żadna z największych światowych gospodarek, łącznie ze wszystkimi członkami grupy G20, nadal nie miała planów klimatycznych niezbędnych do realizacji ich własnych zobowiązań podjętych w ramach porozumienia paryskiego z 2015 roku, powinniśmy być przygotowani na scenariusz raczej najgorszy niż najlepszy, nawet jeśli niektórzy komentatorzy zwracają uwagę, że czarne scenariusze wcale albo prawie wcale nie uwzględniają elementów takich jak przystosowanie, technologiczne innowacje czy udane zminimalizowanie części lub wszystkich największych potencjalnych problemów72.
Naturalnie powinniśmy mieć świadomość oczywistych zagrożeń, które wiążą się z uleganiem bliźniaczym pokusom wróżenia z fusów i katastrofizmu. Jednakże obraz przyszłości, wyłaniający się z najnowszych analiz, jest bardziej ponury od dotychczas przewidywanego, ponieważ wyniki modelowania wskazują na to, że do 2100 roku temperatura wzrośnie o mniej więcej cztery stopnie Celsjusza. Jak czytamy w raporcie amerykańskiej Krajowej Administracji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego z 2018 roku, implementacja norm w zakresie zużycia paliwa nie ma większego sensu i na dłuższą metę przyniosłaby niewiele praktycznych korzyści, ponieważ odejście od wykorzystywania paliw kopalnych wymagałoby wdrożenia takich metod funkcjonowania „gospodarki i floty pojazdów”, które „obecnie nie są technicznie wykonalne ani ekonomicznie opłacalne”73. Wielu komentatorów uznało to za konstatację, że los planety jest przesądzony – przynajmniej z punktu widzenia części rządu Stanów Zjednoczonych74.
Trudniej polemizować z problemami, które stanowią element naszej teraźniejszości, a nie mniej lub bardziej odległej przyszłości. Rewolucja energetyczna nie przestaje wywierać katastrofalnego wpływu na ludzkie zdrowie, a poziom zanieczyszczenia powietrza w niektórych miastach dziesięciokrotnie przekracza minimalne normy ustanowione przez Światową Organizację Zdrowia (World Health Organization, WHO). Jak się okazuje, dziewięćdziesiąt dwa procent ludności świata mieszka na terenach, gdzie normy te są stale przekraczane75. Zanieczyszczenia powietrza pochodzą przy tym nie tylko ze spalania paliw kopalnych, lecz także ze spalania hałd śmieci pod gołym niebem. Szacuje się, że na całym świecie czterdzieści procent odpadów jest spalanych na otwartym terenie. W trakcie tego procesu do atmosfery trafiają ogromne ilości pyłu zawieszonego i wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych76.
Zanieczyszczenie powietrza jest śmiertelnie niebezpieczne. W 2015 roku doprowadziło do przedwczesnego zgonu około dziewięciu milionów ludzi na całym świecie77. Do największej liczby zgonów przypisywanych zanieczyszczeniu powietrza – ponad milion sześćset tysięcy rocznie – dochodzi w Indiach, przede wszystkim w stanach o niskim poziomie dochodów per capita78. W 2017 roku liczba ofiar zanieczyszczenia powietrza w targanym wojną Afganistanie była prawie osiem razy większa od liczby cywilnych ofiar konfliktu79.
Wysoki poziom zanieczyszczenia powietrza nie jest problemem wyłącznie większości krajów rozwijających się; mieszkańcy krajów wysoko rozwiniętych także płacą słoną cenę za to, że ich rządy albo nie w pełni rozumieją zagrożenia, albo nie umieją sobie z nimi skutecznie radzić. W całej Europie osiem procent zgonów rocznie – innymi słowy, śmierć prawie pół miliona ludzi – można przypisać narażeniu na kontakt z pyłami zawieszonymi o średnicy dwóch i pół mikrometra lub mniejszej (PM 2,5) i z dwutlenkiem azotu (NO2)80. Wyniki najnowszych badań wskazują jednak na to, że w 2018 roku zanieczyszczenie atmosfery produktami spalania paliw kopalnych mogło odpowiadać nawet za osiemnaście procent zgonów na świecie81.
Zanieczyszczenie powietrza, podobnie jak wiele innych problemów, jest ściśle powiązane ze statusem społeczno-ekonomicznym i poziomem dochodów, nawet w bogatych, wysoko rozwiniętych krajach. Zakłady przemysłowe, które emitują zanieczyszczenia, powstają najczęściej w okolicach zamieszkiwanych przez populacje o wysokim udziale mniejszości i niskim poziomie dochodów82. Oddychanie zanieczyszczonym powietrzem ma bardzo poważne konsekwencje zdrowotne: pyły zawieszone upośledzają zdolności poznawcze, osłabiając pamięć, orientację, płynność i spójność wypowiedzi oraz funkcje wzrokowo-przestrzenne83. Wdychanie w dzieciństwie lub w okresie dojrzewania tlenków azotu i drobnocząsteczkowych pyłów zawieszonych jest czynnikiem ryzyka związanym z częstotliwością występowania chorób psychicznych, demencji i samookaleczeń w późniejszych okresach życia84. Narażenie na kontakt z zanieczyszczonym powietrzem nawet przez jeden dzień w dzieciństwie może wywrzeć bardzo niekorzystny wpływ na funkcjonowanie układów sercowo-naczyniowego i odpornościowego w późniejszym okresie życia i przyczynić się do długofalowego pogorszenia stanu zdrowia85.
Według analizy przeprowadzonej niedawno przez Bank Światowy koszty leczenia schorzeń wywołanych przez kontakt z zanieczyszczonym powietrzem wynoszą ponad osiem bilionów dolarów, czyli ponad sześć procent światowego PKB86. Działalność człowieka, jego styl życia i wpływ na środowisko nie tylko zabijają wielu mieszkańców planety, lecz także modyfikują ich zachowania, sposoby myślenia i wzajemnej komunikacji.
Człowiek wywiera niszczycielski wpływ na środowisko naturalne prawie w każdym zakątku świata i na wszelkie możliwe sposoby, choćby zanieczyszczając wodę, powodując erozję, przyczyniając się do spożywania plastiku przez zwierzęta. Szkodliwe oddziaływanie człowieka na świat zwierząt i roślin osiągnęło tak wysoki poziom, że według najnowszego raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych bioróżnorodność spada w tempie niespotykanym dotąd w dziejach ludzkości, co grozi erozją „fundamentów naszej gospodarki, środków utrzymania, bezpieczeństwa żywnościowego, zdrowia i jakości życia na całym świecie”87.
Działalność człowieka zagraża rzekom, morzom i oceanom na całym globie za sprawą plastikowych śmieci, które trafiły do wszystkich najważniejszych basenów oceanicznych ponad dekadę temu, ponieważ odpady te niszczą wodną faunę, wywołując zatrucie pokarmowe, niedrożność jelit, uszkodzenia narządów wewnętrznych i doprowadzając do śmierci zwierząt, które zaplątują się w odpadki z tworzyw sztucznych88. Skala zanieczyszczenia środowiska tworzywami sztucznymi jest zatrważająca. Wedle szacunków tylko w Wielkiej Brytanii liczba włókienek mikroplastiku wylewanych co tydzień wraz z wodą z pralek po praniu odzieży wykonanej z tworzyw sztucznych sięga dziewięciu bilionów89. Olbrzymie ich ilości można dziś znaleźć w każdym miejscu na Ziemi; na podstawie analizy wykonanej w Arktyce stwierdzono, że w każdym metrze sześciennym morskiej wody znajduje się średnio czterdzieści cząsteczek mikroplastiku90. Badania, które przeprowadzono w USA, dowodzą, że człowiek spożywa wraz z jedzeniem i piciem oraz wdycha od siedemdziesięciu czterech do stu dwudziestu jeden tysięcy cząsteczek mikroplastiku rocznie, a inne badanie, przeprowadzone niezależnie, wykazało obecność mikroplastiku w łożyskach ciężarnych kobiet, a także, i to w dużych stężeniach, w kale niemowląt oraz we wszystkich przebadanych próbkach ludzkiej krwi91.
Ludzkość wywiera tak silną presję na środowisko naturalne, że dziś czterdzieści procent gatunków roślin na świecie uważa się za zagrożone92. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest gwałtowny spadek populacji owadów, do którego doprowadziły wylesianie, stosowanie pestycydów na masową skalę, urbanizacja oraz zmiana klimatu. Te same czynniki, które obecnie zagrażają łańcuchom pokarmowym zwierząt i roślin, mogą też doprowadzić do katastrof w rolnictwie i sferze produkcji żywności93. Wedle niektórych szacunków już teraz co roku światowe uprawy o łącznej wartości sześciuset miliardów dolarów są zagrożone z powodu wyginięcia owadów zapylających94.
W obliczu wycinania milionów hektarów lasów tropikalnych rocznie i systematycznej, nadmiernej eksploatacji łowisk na całym świecie zwierzęta reagują na zmianę klimatu, zmieniając nie tylko siedliska, lecz także swoje kształty i rozmiary. Niektóre zwierzęta w odpowiedzi na ocieplenie klimatu zaczynają stosować nowe metody termoregulacji, czyli schładzania organizmu, takie jak zmiana kształtu i wielkości kończyn, uszu, dziobów i rozmaitych wyrostków na ciele95. U krów stres cieplny powoduje zmniejszenie wielkości cieląt, a zwłaszcza ich narządów odpowiedzialnych za funkcjonowanie układu odpornościowego, co przyczynia się bezpośrednio do spadku produkcji nabiału i mięsa96.
Gatunki zwierząt zamieszkujące na zboczach gór przenoszą się wyżej, oddalając się od swoich dotychczasowych siedlisk, w których robi się coraz cieplej, ryby natomiast schodzą na coraz większe głębokości, jak najdalej od rozgrzewającej się powierzchni mórz i oceanów. W ciągu dekady lądowe taksony przemieszczają się o siedemnaście kilometrów w kierunku biegunów, a gatunki morskie cztery razy dalej97. Wiele gatunków motyli i ciem zamieszkujących Himalaje przeniosło się o tysiąc lub więcej metrów wyżej w poszukiwaniu lepszych siedlisk98. Morskie zwierzęta, takie jak ryby, skorupiaki i głowonogi (ośmiornice, kalmary i mątwy), które żyją w Morzu Śródziemnym, schodzą średnio o pięćdziesiąt metrów w głąb, by się oddalić od zbyt ciepłych wód bliżej powierzchni99.
Stwierdzono, że w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat przeciętna liczebność starannie obserwowanych populacji kręgowców spadła o blisko siedemdziesiąt procent100. Liczba ptaków w Ameryce Północnej zmniejszyła się o prawie trzy miliardy od 1970 roku, a ponad czterdzieści procent gatunków płazów jest zagrożonych wyginięciem101. Modele matematyczne, które pozwalają oszacować potencjalne tempo wymierania, wskazują na jego znaczne przyspieszenie, ale prawdopodobnie nie uwzględniają w wystarczającym zakresie spadków liczebności i zmian rozmieszczenia gatunków102.
Skutki zmiany klimatu nie wszędzie są tak samo katastrofalne – choć niektóre gatunki giną, a ekosystemy ulegają rozpadowi, inne mają się całkiem dobrze, a nawet doskonale się rozwijają, o czym świadczy przykład gatunków drzew w borealnych lasach iglastych wschodniej Kanady103. Co więcej, zanikanie jednych gatunków otwiera nowe możliwości przed innymi104. Niektórzy naukowcy przekonują, że ocena sytuacji na poziomie lokalnym jest o wiele ważniejsza od szacunków globalnych, a drastyczne zmiany wielkości populacji części gatunków powinny być postrzegane raczej jako ogniska skrajnego spadku (lub wzrostu), a nie jako ilustracja ogólnych, powszechnych i potencjalnie wprowadzających w błąd prawidłowości105.
Mimo to większość naukowców twierdzi zgodnie, że na naszych oczach dochodzi do „biologicznej anihilacji”, określanej mianem „epizodu masowego wymierania”106. Badania prowadzone w polarnych strefach oceanów wykazują, że już teraz zachodzą tam głębokie zmiany sieci troficznych, które wywierają wpływ nie tylko na morskie, lecz także na globalne ekosystemy107. Wielu uczonych ostrzega przed „kaskadową erozją bioróżnorodności” i „współwymieraniem”, które obejmie wszystkie poziomy flory i fauny108. „Szóste masowe wymieranie” różni się od wcześniejszych, ponieważ tym razem odpowiada za nie gatunek istot zamieszkujących planetę – człowiek109. Autorzy jednego z najnowszych raportów stwierdzili bez ogródek: „Skala zagrożeń dla biosfery i wszystkich egzystujących w niej form życia – łącznie z ludzkością – jest tak olbrzymia, że nawet najlepiej zorientowani eksperci nie potrafią jej ogarnąć rozumem”110.
Ta książka nie opowiada o tym, co się wydarzy w przyszłości. Jej intencją nie jest zakwestionowanie zgodnych opinii świata nauki ani na podstawie obecnych warunków panujących na świecie, ani poprzez analizę kroków, które można by podjąć w celu ograniczenia niektórych, a nawet większości najpoważniejszych problemów wywołanych przez zmiany klimatu – czy to poprzez przystosowanie, czy też dzięki zastosowaniu nowych technologii. Jej celem jest natomiast spojrzenie w przeszłość po to, by zrozumieć i wyjaśnić, dlaczego i w jaki sposób nasz gatunek zmienił planetę tak bardzo, że dziś stoimy w obliczu niepewnej przyszłości.
Początkowo myślałem, że napiszę tylko o tym, w jaki sposób klimat kształtował otaczający nas świat w ciągu dziejów, a także jaki wpływ miały wahania globalnych temperatur, ilości opadów i poziomu morza – oraz takie ekstremalne zjawiska jak potężne sztormy, erupcje wulkanów i uderzenia meteorytów – a następnie przywołam konkretne momenty, okresy oraz zagadnienia, by wykazać, jak ważną rolę w dziejach odegrał klimat. Kiedy zacząłem myśleć o tej książce, bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że podejmując temat klimatu, zmian wzorców pogodowych oraz ingerencji człowieka w świat przyrody, będę musiał się odnieść do znacznie szerszego zbioru zagadnień, obejmującego kwestie takie jak relacja między nadwyżkami produktów rolnych a początkami państwa biurokratycznego, jak związki między ludami pasterskimi i nomadami a społecznościami osiadłymi w osadach wiejskich, miasteczkach i dużych miastach, jak znaczenie i rozwój wierzeń religijnych jako funkcji warunków klimatycznych, środowiskowych i geograficznych, jak rasa i niewolnictwo oraz ich rola w procesie eksploatacji zasobów naturalnych, jak rozprzestrzenianie się żywności, patogenów i chorób, jak demografia, ubóstwo i wzorce konsumpcji w stuleciach po rewolucji przemysłowej, jak globalizacja, standaryzacja przemysłu, rolnictwa, żywności i mody w ostatnim stuleciu, jak czynniki, które doprowadziły do tego, że XXI wiek jest kryzysowym momentem w dziejach ludzkości.
Książka ta ma zatem trzy cele. Pierwszym z nich jest przywrócenie zagadnieniom dotyczącym klimatu należnego im miejsca jako kluczowego, choć nazbyt często pomijanego wątku opowieści o przeszłości oraz wskazanie, gdzie, kiedy i jak pogoda, wzorce klimatu i zmiany klimatyczne – wywołane zarówno przez człowieka, jak i przez inne czynniki – wywarły znaczący wpływ na świat. Drugim jest zaprezentowanie historii interakcji człowieka ze światem przyrody i refleksja nad tym, jak nasz gatunek eksploatował, kształtował i naginał środowisko do swojej woli dla godziwych i niegodziwych celów. Trzecim zaś jest poszerzenie perspektywy, z której spoglądamy na historię. W studiach nad historią najwięcej uwagi poświęca się „Globalnej Północy”, to jest zamożnym społeczeństwom Europy i Ameryki Północnej, podczas gdy dzieje innych kontynentów i regionów są często traktowane marginalnie albo całkowicie ignorowane. Z takim samym schematem mamy do czynienia w klimatologii i badaniach nad historią klimatu, gdzie całe regiony, epoki i narody bywają traktowane po macoszemu – nierzadko świadczy to aż nadto wymownie o przyjętych schematach postrzegania przeszłości, a także o praktycznych implikacjach finansowania badań naukowych (i pogłębiania się „silosów intelektualnych”).
To wszystko, a ponadto nadmierne skupianie się historyków na miastach i państwach podobnych do siebie pod względem przywództwa, systemu biurokracji i schematów zachowań wskazuje na potrzebę gruntownego przewartościowania historii. Sam termin „cywilizacja” odnosi się do życia w miastach oraz do tych, którzy w nich mieszkali i sprawowali stamtąd władzę. Perspektywa ta znajduje odzwierciedlenie w większości pisanych materiałów historycznych – opisach i relacjach, rejestrach sprzedaży gruntów, wpływów podatkowych itp. – które służyły umacnianiu hierarchicznego systemu władzy. Znaczna część dzieł historycznych została napisana przez ludzi mieszkających w miastach dla ludzi mieszkających w miastach i koncentruje się na życiu mieszkańców miast. Zniekształca to nasze spojrzenie na przeszłość i na świat, który nas otacza111.
Jednakże to właśnie „cywilizacja” – za sprawą olbrzymiego zapotrzebowania miejskich populacji na energię, zasoby naturalne, żywność i wodę – jest główną sprawczynią degradacji środowiska naturalnego i najważniejszą przyczyną antropogenicznych zmian klimatu. Choć obszary zurbanizowane zajmują ledwie trzy procent powierzchni lądów, zamieszkuje je ponad połowa ludności świata. Miasta nie tylko przyczyniają się w znacznym stopniu do globalnego ocieplenia, lecz także wyjątkowo boleśnie odczują jego skutki w nadchodzących dziesięcioleciach112.
Nieprzypadkowo więc w ostatnim stuleciu, które było okresem gwałtownego wzrostu liczby, wielkości i populacji miast, doszło także do największego spustoszenia środowiska i niespotykanego wcześniej wzrostu tempa konsumpcji. Wraz z rozwojem miast rośnie także presja na przyrodę, bioróżnorodność i równowagę ekologiczną za sprawą zmian w pokryciu i użytkowaniu gruntów, przekształcania systemów hydrologicznych oraz zakłócania cykli biogeochemicznych113. Tylko w latach 2001–2018 powierzchnia obszarów zurbanizowanych w Chinach powiększyła się o czterdzieści siedem i pół procent, a w Stanach Zjednoczonych o dziewięć procent. Na podstawie obecnych trendów demograficznych prognozuje się, że do 2050 roku liczba mieszkańców miast wzrośnie ogółem o mniej więcej trzy miliardy i osiągnie siedem miliardów114. Aby uświadomić sobie skalę tego zjawiska, warto je umieścić w kontekście historycznym: w 1900 roku w miastach mieszkało piętnaście procent ludności świata, a w 2050 roku będzie w nich mieszkać ponad siedemdziesiąt procent115.
Pod wpływem przyspieszenia produkcji i obniżenia jej kosztów dzięki nowym technologiom doszło do radykalnych zmian w sferach wytwórczości i transportu oraz we wzorcach konsumpcji. Szacuje się, że ponad siedemdziesiąt pięć procent pierwotnych tworzyw sztucznych, które wytworzono do tej pory, stało się odpadami. Około dziewięciu procent z nich poddano recyklingowi, dwanaście procent spalono, a reszta – około pięciu miliardów ton, czyli sześćdziesiąt procent wszystkich wyprodukowanych dotąd tworzyw sztucznych – zalega na wysypiskach albo w środowisku naturalnym116.
Jak wynika z szacunkowych obliczeń, podczas gdy około stu lat temu masa wytworzona przez człowieka – taka jak beton, materiały budowlane i metale – była równa mniej więcej trzem procentom biomasy, dziś jest od niej większa. Obecnie ludzkość co tydzień produkuje masę większą od łącznej masy wszystkich ludzi na ziemi. Zjawisko to jest powiązane z rozwojem miast i megamiast oraz z wysokim poziomem konsumpcji żywności, wody, energii i dóbr trwałych117. Te czynniki są zaś ściśle związane z globalizacją oraz łańcuchami i sieciami zaopatrzenia, które tworzą zarówno dobroczynny krąg hiperłączności, standaryzacji, błyskawicznego tempa wymiany i niskich cen, jak i błędny krąg eksploatacji zasobów naturalnych, ich wyczerpywania i dewastacji środowiska naturalnego.
Równocześnie na przestrzeni dziejów rolnicy, pasterze i nomadzi, autochtoni i myśliwi-zbieracze, którzy musieli znać oraz rozumieć ograniczenia swoich środowisk i adaptować się nawet do najdrobniejszych zmian, byli albo usuwani z kart historii, albo stygmatyzowani jako nieobliczalni i prymitywni barbarzyńcy. Arystoteles twierdził, że ten, kto nie potrzebuje miasta, „jest albo nędznikiem, albo nadludzką istotą”118. Jeden z chińskich autorów stwierdził kilkaset lat później, że nomadzi z Azji Środkowej zostali „opuszczeni przez niebiosa”. Podobną opinię wyraził w X wieku Ahmad ibn Fadlan, który po spotkaniu z koczowniczymi pasterzami napisał, że „żyją oni w biedzie, niczym osły wędrujące bez celu”, i dodał, że „nie oddają czci Bogu ani nie uciekają się do pomocy rozumu”119.
Takie postawy nadal dominują w wielu miejscach na świecie i często manifestują się poprzez wysiedlanie lokalnych populacji z terenów, które mają zostać przekształcone w rezerwaty dzikiej przyrody, ponieważ mieszkańcy miast uznają je za rajskie zakątki tylko wtedy, kiedy nikt tam nie mieszka. Doskonałym przykładem jest Wielki Kanion, „cud natury, który nie ma sobie równych na świecie”, jak stwierdził prezydent Roosevelt, zwiedzając go w 1903 roku. „Człowiek może go tylko zepsuć” – dodał, dając jasny wyraz powszechnemu przekonaniu, że to, co „naturalne”, pozostaje czyste i nieskalane tylko wtedy, kiedy jest wolne od ingerencji człowieka. Nieco ponad dziesięć lat później Wielki Kanion stał się parkiem narodowym, a władze przejęły nad nim pełną kontrolę i znacznie ograniczyły prawa Indian Hawasupajów i innych rdzennych ludów, które żyją na tamtych terenach od ponad siedmiuset lat120.
Dziś jesteśmy świadkami regularnych, agresywnych, jawnie rasistowskich kampanii przeciwko tubylczym plemionom myśliwsko-zbierackim – takim jak Buszmeni w Botswanie, lud Baka w Afryce Zachodniej, Adiwasi w Indiach czy wierni tradycyjnemu stylowi życia nomadzi na wielu obszarach Azji Środkowej – okraszanych zazwyczaj obraźliwymi uwagami na temat ich rzekomo „prymitywnego” stylu życia. Zakrawa to na ironię, ponieważ rdzenne ludy utrzymują odpowiedni poziom zalesienia, a co za tym idzie magazynują więcej węgla, a także rozwijają strategie, które sprzyjają zachowaniu bioróżnorodności i długofalowemu, prawidłowemu gospodarowaniu środowiskiem121.
Jednym z problemów, które pojawiają się w trakcie pisania książek o historii, są nieuniknione luki w narracji. To prawda, że uczeni korzystają teraz z nowych, coraz bardziej wyrafinowanych metod interpretacji historii mówionej społeczeństw, które nie pozostawiły jej w formie pisanej, na przykład na amerykańskim południowym zachodzie albo w okolicach Góry Świętego Eliasza na pograniczu północnej Kanady i Alaski122. Brak źródeł pisanych z wielu regionów świata, między innymi z Australii i południowej Afryki, oznacza siłą rzeczy, że w książce takiej jak ta nie sposób skoncentrować się jednakowo na wszystkich regionach świata. To, że większość badań nad klimatem jest prowadzona w krajach dobrze zbadanych i dysponujących bogatymi zasobami źródeł, dodatkowo pogłębia problem braku równowagi. Jest to tym bardziej paradoksalne, że – jak wiemy – skutki zmiany klimatu będą najbardziej dotkliwe dla najuboższych regionów i krajów, tych samych, których głosy są konsekwentnie uciszane albo ignorowane przez historię123.
Jedna książka nie zdoła rozwiązać tak poważnych problemów. Może jednak poszerzyć perspektywę oraz wskazać tematy, regiony i pytania, które w przyszłości pomogą poszerzyć granice historii i zakres badań historycznych. Może też dać podstawy do ostrożnego optymizmu i zaproponować konstruktywne sposoby możliwie bezpiecznego przebrnięcia przez okres głębokich przemian, nie tylko klimatycznych, lecz także technologicznych, politycznych i ekonomicznych.
Podczas pracy nad tą książką dowiedziałem się bardzo wiele o tym, w jaki sposób kształtujemy nasze pojęcie o świecie, który nas otacza. Uświadomiłem sobie także, że czynniki, które doprowadziły do tego, że dziś stoimy na tak niebezpiecznym rozdrożu, są głęboko zakorzenione w przeszłości. Już autorzy najstarszych świadectw pisanych obawiali się groźnych skutków relacji człowieka z naturą i ostrzegali przed nadmierną eksploatacją zasobów naturalnych oraz przed niszczeniem środowiska. Niewykluczone, że jesteśmy o krok od tego, by stać się ofiarami naszego sukcesu jako gatunku, a presja, jaką nasze zachowanie wywiera na ekosystemy, świadczy o tym, że jako cywilizacja osiągnęliśmy, a być może nawet przekroczyliśmy punkt krytyczny, narażając się na zatrważające konsekwencje. Nie możemy jednak powiedzieć, że nas nie ostrzegano.

 
Wesprzyj nas