Wszyscy znają nazwisko Agathy Christie. Wszyscy słyszeli o chociaż kilku jej powieściach. Jednak mało kto wie, co przeszła, zanim stała się światowej sławy autorką. To poruszająca opowieść o narodzinach królowej kryminału oraz portret kobiety, która pomimo przeciwności losu nigdy nie straciła nadziei.


Zanim Agatha Christie stała się królową kryminału, była młodą kobietą, która wierzyła w miłość silniejszą niż wszystko.

Gdy jako dwudziestolatka poznaje charyzmatycznego Archiego, ma wrażenie, że jej życie układa się jak w powieści, której bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Lata później, w przełomowym roku 1926, to pozornie idealne małżeństwo rozpada się na jej oczach, a Agatha musi zmierzyć się jednocześnie z bolesną stratą ukochanej matki, samodzielnym macierzyństwem i niepewną przyszłością. To właśnie wtedy – dzięki samotnym podróżom, zbieraniu materiałów do powieści i gorączkowej pracy – zaczyna na nowo składać swoje życie.

To poruszający portret kobiety romantycznej, a zarazem zaskakująco niezłomnej – pisarki, która z osobistych kryzysów potrafiła wydobyć siłę do działania i stworzyć fundament pod przyszłą legendę. Bo zanim Agatha Christie podbiła świat swoimi zagadkami, sama musiała zmierzyć się z największą z nich: jak zacząć od nowa, gdy wszystko się kończy.

***

✓ Agatha Christie nie jako autorka, lecz jako bohaterka powieści? Czemu nie! Poznajcie kochającą córkę, wojenną pielęgniarkę, kobietę spragnioną miłości, nieustraszoną podróżniczkę, wreszcie – pisarkę o niezwykłej wyobraźni. To nie kryminał, ale sporo tu tajemnic. Nie mogło ich przecież zabraknąć w życiu królowej tego gatunku.
– Ewa Dąbrowska, Portal Kryminalny

✓ Takiej Agathy Christie nie znałam. Młodzieńcza, z głową w chmurach, niepewna. Okazuje się, że nie zawsze była siwowłosą autorką kryminałów, która patrzy na nas ze zdjęć. Jak Hercules Poirot otrzymał swoje imię? Kiedy Agatha napisała jego pierwszą przygodę? I jaki wpływ miał na nią rozpad małżeństwa? Wciągająca powieść, w której Christie jest nie tylko ikoną, ale i kobietą z krwi i kości.
– Marta Górna, „Gazeta Wyborcza”

Susanne Lieder
Agatha Christie. Narodziny królowej kryminału
Przekład: Barbara Niedźwiecka
Wydawnictwo Marginesy
Premiera: 8 kwietnia 2026
 
 


Ashfield w Torquay
lato 1926

Agatha klęczała w salonie rodzinnego domu, otoczona skrzyniami, walizkami, pudełkami na kapelusze i szkatułkami na biżuterię. Niektóre były już puste, inne ciągle jeszcze czekały na to, by je otworzyła i dokładnie przejrzała ich zawartość. Miała zdecydować, co chce zatrzymać, a co przekazać innym.
Dorastała w tym domu. Rodzice wprowadzili się tu po narodzinach starszej córki, a z biegiem lat rzeczy przybywało. W końcu nazbierało się ich tyle, że gdy Agatha kilka dni temu przyjechała do Ashfield, chodziła od pokoju do pokoju i zastanawiała się, od czego zacząć.
Matka umarła na wiosnę. Agatha wraz z jej śmiercią straciła nie tylko grunt pod nogami, ale też mowę – i to dosłownie. Początkowo nie była w stanie niczego zrobić. Siedziała i po prostu patrzyła przed siebie, dzień po dniu, godzina po godzinie. Jej życie potoczy się dalej, wiedziała, że tak będzie. Bo zawsze tak jest. Ale jak będzie teraz wyglądać?
Wstała ociężale z podłogi i zaczęła krążyć po pokoju. Zasłony były tylko do połowy zaciągnięte, słońce wpadało przez okno do środka i wprawiało w taniec drobinki kurzu. Dawniej oglądałaby ten spektakl z uśmiechem. Wyciągnęłaby rękę, aby złapać promień i potrzymać go przez chwilę.
Podeszła do okna, skrzyżowała ręce na piersiach i wyjrzała na zewnątrz, do ogrodu. Dostrzegła jak przez mgłę, że gałęzie buku kołyszą się delikatnie na wietrze, a na jednej z nich usiadł kos i zaczął czyścić sobie piórka. Kilka przekwitłych róż świadczyło o tym, że matka od jakiegoś czasu nie była w stanie zajmować się roślinami. „Ogród jest wizytówką każdego Anglika – powtarzała Clara Miller. – Podobnie jak słodkie bułeczki do popołudniowej herbaty”. Jakże ona celebrowała picie herbaty!
„Uwielbiałam siedzieć z nią na kanapie, z filiżanką w ręce, i popijać gorący napar” – pomyślała Agatha.
W tym momencie miała ochotę wykrzyczeć całą swą rozpacz, ale się powstrzymała. Nic by jej to nie dało, a poza tym już to wcześniej zrobiła.
Ponownie przeszła się po pokoju, usiłując odtworzyć w pamięci, jak wyglądał wcześniej, kiedy była małą dziewczynką, a jej świat składał się z zabaw i snucia planów. Planów dotyczących jedynie bieżącego dnia. Gdy na przykład nurtowała ją kwestia, czy ma się udać na przechadzkę po lesie, aby popatrzeć na wiewiórki, czy może pospacerować po murze tak, by utrzymać równowagę, z nadzieją, że przy okazji znajdzie jaszczurkę.
Na piąte urodziny dostała od ojca psa rasy yorkshire terrier. Tony nie odstępował jej na krok. „Tylko nie rozpieszczaj go za bardzo – powiedział ojciec. – Musi znać swoje granice. A ty musisz mu je pokazać”.
Uroczyście obiecała wziąć to sobie do serca.
Zobaczyła ojca siedzącego w fotelu przy oknie, trzymającego w rękach rozłożoną gazetę. „Usiądź przy mnie, Agatho. Poczytam ci”.
Zobaczyła swoje rodzeństwo, jak bryka po pokoju, niemal przewracając stolik, a za nimi drepce niania. „Niech no was dorwę! Uważajcie na wazon! Uważajcie, na litość boską!”
Wspomnienia wciąż były żywe i napełniły Agathę smutkiem. Przeszła z salonu do kuchni, żeby wstawić wodę na herbatę. „Herbata zawsze pomaga – usłyszała głos niani. – Na ból brzucha i na stłuczone kolano, a nawet na smutek”.
Woda w czajniku szumiała. Agatha stała zaś ze skamieniałym wyrazem twarzy i z zębami zaciśniętymi tak mocno, że aż zaczęła ją boleć szczęka. Kiedy rozległ się gwizd, nalała parującej wody do dzbanka. W oczach stanęły jej łzy, które przesłoniły widok na kuchnię. Energicznie chrząknęła.
„Przestań płakać! – skarciła samą siebie w duchu. – To ci w niczym nie pomoże!”
W tym momencie uświadomiła sobie, że nie wsypała liści herbaty do dzbanka.
Cicho zaszlochała, opadła na krzesło i ukryła twarz w dłoniach.
Miała niecałe trzydzieści sześć lat, a czuła się jak stara kobieta. Była zdezorientowana, zapominalska i tak zmęczona, że ledwo stała na nogach.
„Życie idzie naprzód, Agatho, wiesz o tym. Głowa do góry, patrz przed siebie! Zawsze patrz przed siebie” – próbowała pocieszyć się w myślach.
Wypiła herbatę, a gdy słońce zaszło, położyła się w ubraniu na swoim dawnym łóżku i wyobrażała sobie twarz matki. Bała się, że któregoś dnia matczyne rysy zatrą się jej w pamięci.

 
Ojciec zmarł, gdy Agatha miała jedenaście lat.
Wraz z jego śmiercią skończyło się nie tylko jej beztroskie dzieciństwo – całe życie nagle się zmieniło.
Problemy finansowe dały o sobie znać już wiele lat wcześniej. Frederick Miller pochodził z zamożnej rodziny i zawsze miał zapewnione dochody, nawet nie musiał kiwnąć palcem. Niestety jeden z powierników, który przez wiele lat zarządzał jego aktywami, zapewniając mu, a później jego rodzinie, beztroskie życie, zmarł, a inny poważnie zachorował. Poza tym oni wszyscy najwyraźniej bardzo gorliwie korzystali z okazji, by napchać własne kieszenie. Frederick przeżył szok. Do tej pory żył z dnia na dzień, nie przejmując się sprawami pozostającymi poza jego wpływem i w ogóle nie orientując się w interesach ojca, któremu zawdzięczał swój dotychczasowy dobrobyt.
W ciągu lat Frederick Miller nakupował bez liku obrazów olejnych i cennych, niezwykle gustownych mebli, które musieli w końcu wyprzedawać jeden po drugim. Oszczędność stała się ich hasłem przewodnim. Żywili nadzieję, że w ten sposób uda im się związać koniec z końcem.
Agacie nie przeszkadzała sprzedaż mebli i obrazów, smuciło ją jednak to, że ojciec się zmienił. Stał się cichy i chorowity. Wcześniej znała go jako tryskającego radością człowieka. Rano wychodził z domu, jechał bryczką do klubu, a wieczorem wracał do rodziny w dobrym humorze.
Ale oszczędność nie na wiele się zdała, Millerowie postanowili więc wynająć dom wraz ze służbą i przenieść się na jakiś czas do Francji, gdzie życie było tańsze.
Dla Agathy małżeństwo jej rodziców było jak klejnot – taki, który ogląda się w ciszy i z zachwytem. Małżonkowie szczerze się kochali, byli wobec siebie delikatni i troskliwi. Nie zdarzało im się nawet podnosić głosu w obecności drugiej połówki. Agatha, gdy jeszcze była dziewczynką, zapragnęła posiąść w przyszłości taki klejnot. Chciała zostać pianistką lub śpiewaczką, ale najważniejszym celem w jej życiu było zawarcie szczęśliwego małżeństwa.
We Francji ojciec dwukrotnie musiał zasięgnąć porady lekarza, który zdiagnozował u niego chorobę nerek. Po powrocie do Anglii stan jego zdrowia nie poprawił się, więc trafił pod opiekę lekarza rodzinnego. Ten postawił zupełnie inną diagnozę. Rodzina skonsultowała się zatem z różnymi specjalistami. Każdy z nich orzekał coś innego i był przekonany, że ma rację. W rezultacie nie było wiadomo, na co Frederick cierpi. On tymczasem tracił siły i dokuczały mu duszności.
Agatha współodczuwała z nim cierpienie, a także z matką, która nie opuszczała męża ani na krok i która nigdy wcześniej nie była aż tak przygnębiona.
Kłopoty finansowe nadal dawały się im we znaki. Co prawda ojciec odziedziczył jeszcze domy w Nowym Jorku, które były wynajmowane, ale praktycznie nie przynosiły żadnych dochodów. W pewnym momencie jego i tak już słabe zdrowie zostało jeszcze bardziej nadwątlone przez przeziębienie, które przerodziło się w zapalenie płuc.
Niespokojna Agatha chodziła po domu pełna złych przeczuć. Czy on umrze? Czy ukochany ojciec od nich odejdzie?
Gdy weszła na piętro, zobaczyła matkę opuszczającą sypialnię. Clara zniknęła w sąsiednim pokoju, tłumiąc szloch, i przekręciła za sobą klucz. Agatha zatrzymała się, znieruchomiała, serce waliło jej jak oszalałe, a w uszach, niczym morska bryza, szumiała krew.
Jej ojciec nie żył. Wiedziała o tym, zanim ktokolwiek jej powiedział. Tego dnia nagle i bezpowrotnie zakończyło się jej dzieciństwo.
Potem mieszkała z matką i służbą w Ashfield. Czasami ogarniał ją strach, że straci również matkę, ale nie zdradzała się z tym, aby nie przysparzać owdowiałej Clarze więcej zmartwień.

 
Agatha zdołała przespać kilka godzin, ale gdy próbowała wstać, wydawało jej się, że nogi nie należą do jej ciała. Nigdy wcześniej nie czuła się tak podle. Zawsze była wyjątkowo odporna, nie pieściła się ze sobą, nie narzekała. Teraz jednak miała poczucie, że zaczyna ją brać jakaś poważna choroba albo już się w niej rozwinęła. Nie czuła głodu ani nie miała apetytu. Kiedy w ogóle ostatnio coś jadła? Nie mogła sobie przypomnieć.
Snuła się niespokojnie po domu, podobnie jak poprzedniego dnia i w ciągu kilku wcześniejszych. W jednym z pokoi znalazła kopertę z paroma pięciofuntowymi banknotami, a potem zawiniętą w pończochę diamentową broszkę babci. Zaskoczona i zachęcona tym niespodziewanym znaleziskiem szukała dalej: pod łóżkiem, głęboko w szafie, na niej i nawet pod nią. Aby zbadać czeluść pod szafą, położyła się płasko na brzuchu, wyciągnęła rękę i zaczęła nią wodzić po podłodze. Zajrzała nawet pod luźną deskę podłogową. Kto wie, jakie skarby jeszcze czekają na odkrycie? Nie miała wątpliwości, że jej świętej pamięci babcia pochowała w domu cenne rzeczy.
Agatha leżała brzuchem na dywanie, oczy miała zamknięte. Po kilku minutach wstała.
Postanowiła wziąć samochód i pojeździć trochę po okolicy. Miała nadzieję, że przejażdżka oderwie ją od smutnych myśli i przynajmniej na chwilę zajmie jej uwagę.

 
Niedługo potem była gotowa do drogi. Stanęła przed zaparkowanym przy ulicy autem. Pogłaskała lśniącą w słońcu maskę. Samochód był prezentem, który sama sobie sprawiła.
Po niebie sunęły pojedyncze obłoczki, ptaki ćwierkały, a powietrze pachniało morzem, słodkim kwieciem i dojrzałymi wiśniami.
Torquay było urokliwym miasteczkiem na południowym wybrzeżu, kurortem wypoczynkowym o łagodnym klimacie, bardzo popularnym wśród turystów, którzy lubili spacerować po plaży i wystawiać twarze na orzeźwiający wiatr. Ogrody mieszkańców były zadbane, niektóre niewielkie, dające się ogarnąć wzrokiem, inne rozległe jak parki. Większość z nich otaczał żywopłot, a wiele dodatkowo kamienny mur, na który łatwo można było się wspiąć. A chodzenie po kamiennych ogrodzeniach stanowiło cudowne zajęcie, czasami wymagające odwagi. Agatha na chwilę wróciła myślami do dzieciństwa. Jak często matka karciła ją za kolana pościerane podczas ześlizgiwania się z porośniętych mchem kamieni.
Obok niej przeszła starsza para, powiedziała przyjaźnie „dzień dobry” i poszła dalej.
„Turyści – pomyślała Agatha. – Cieszą się życiem, latem, towarzystwem”.
Uświadomiła sobie, że głośno westchnęła.
„Powinnam przestać się zadręczać” – uznała, kręcąc głową.
Następnie schyliła się i sięgnęła po ręczną korbkę. Ogarnęło ją ulotne uczucie dziecięcej radości na myśl o krótkiej przejażdżce. Tak cudownie jest pędzić samochodem przed siebie.
Uczucie minęło tak szybko, jak się pojawiło, a ona zawstydziła się swojej ekscytacji. Jak mogła doświadczyć choćby odrobiny szczęścia, będąc pogrążona w żałobie?!
Zakręciła korbą. Jeszcze raz. Kręciła i kręciła. I nic.
Silnik nie chciał odpalić. Wyprostowała się, przeciągnęła, ponownie spróbowała.
„Cholerny samochód! Zlituj się wreszcie!” – pomyślała.
Ale pojazd nie wydał żadnego dźwięku. Poczuła napływające do oczu łzy. Była zaskoczona własną irytacją.
Wzięła do ręki torebkę, którą położyła na masce, przycisnęła ją do piersi i wróciła do domu. Otworzyła drzwi, stanęła oszołomiona w przedpokoju, ciężko oddychając. Dopiero gdy z jej ust wydobył się głośny szloch, zdała sobie sprawę, że płacze. Pobiegła roztrzęsiona do salonu i rzuciła się na sofę.

 
Po pewnym czasie usiadła i wydmuchała nos. To, co działo się w jej głowie, nie było przyjemne, a wręcz przeciwnie – złowrogie i przerażające. Czyżby groziła jej utrata zmysłów?
Rozpłakała się, bo samochód nie chciał odpalić! Takie zachowanie może świadczyć, że coś z nią jest nie tak.
Chwyciła jedną z poduszek, objęła ją i przycisnęła do siebie. Oddałaby wszystko, by móc jeszcze raz powiedzieć mamie, jak bardzo ją kocha. I jak bardzo za nią tęskni.
Ale musiała zadowolić się wspomnieniami, nic więcej jej nie pozostało.

 
Wesprzyj nas