Robert i Stefa spędzają wakacje z rodzicami, jak co roku. Zwiedzają lokalne zabytki, chodzą po lesie i robią zdjęcia. Ale wszystko to schodzi na drugi plan, kiedy pewnej nocy nad miejscowym zamkiem zauważają dziwną poświatę…
Wakacje Roberta i Stefy zapowiadają się ciekawie, choć rodzeństwo nie oczekuje specjalnych fajerwerków. To kolejny wyjazd z rodzicami, wypełniony zwiedzaniem okolicy, lenistwem na łonie przyrody i… fotografowaniem – bo Stefa uwielbia robić zdjęcia.
Wszystko zmienia się, kiedy atmosferę sielskiego wypoczynku zakłócają niepokojące zdarzenia. Wokół średniowiecznego zamku, górującego nad okolicą, zaczynają się kręcić podejrzane indywidua. Nocą zaś nad zabytkiem pojawia się dziwna poświata, a echo niesie przerażające wycie.
Czy zamek jest nawiedzony przez duchy!?
Robert i Stefa postanawiają rozwikłać tajemnicę z przeszłości, a ich poszukiwania wiodą aż do osiemnastowiecznego Cuzco i mrocznej historii inkaskiego skarbu, który chciało zdobyć wielu…
Dagmara Budzbon-Szymańska jest historyczką sztuki, pisarką i tłumaczką, autorką książek przeznaczonych zarówno dla dzieci (między innymi serii detektywistycznej „Mysz Tymoteusz i jeż Fryderyk”), jak i dla dorosłych czytelników (Mistrzynie. Eseje o polskich artystkach). Uwielbia książki, sztukę, podróże i tajemnice – a najbardziej, gdy wszystkie te rzeczy się przenikają, tworząc mieszankę wybuchową. Prowadzi blog dla rodziców i opiekunów sztukadladzieci.pl, a także kanał na Instagramie @sztukawspodnicy.
Na straży tajemnic. Klątwa skarbu Inków
Seria„Czytam, bo lubię”
Wydawnictwo HarperCollins Kids Polska
Premiera: 15 kwietnia 2026
Prolog
Uuuuuuuuuuuu…
Nad pogrążonym w nocnej ciszy zamkiem rozległ się tajemniczy i mrożący krew w żyłach dźwięk. Wzniósł się nagle i równie szybko opadł. Czarne niebo wokół jednej z wież rozświetliła kolorowa poświata. Błysnęło, jakby ktoś odpalił fajerwerki.
Tylko że to wcale nie był sylwester.
Buchhhhhh! Trachhhh! Trzask!!!
Coś trzasnęło i zagrzmiało. A potem rozległo się przeszywające na wskroś wycie.
W zielonych jak świeża trawa oczach obserwującej to wszystko starszej kobiety odbijały się górujące nad zamkiem kolorowe ogniki.
Po chwili poświata zniknęła i znów zapadła cisza.
Wszystko trwało zaledwie kilka minut. Ten, kto to przypadkowo zobaczył i usłyszał, zapamięta te chwile na zawsze. Kto wtedy spał lub po prostu patrzył w innym kierunku, nigdy nie uwierzy, że zdarzyło się to naprawdę.
* * *
Peru, rok 1779
– Tato, obudź się! – Umina potrząsnęła ręką twardo śpiącego ojca. – Musimy uciekać!
– Uciekać? Dokąd? – Sebastian otworzył oczy, choć wydawało mu się, że ciągle śpi.
– Gdziekolwiek. Jak najdalej. Najlepiej do Europy! Ale teraz to nieistotne, zastanowimy się później. Musimy jak najszybciej opuścić Cuzco. Grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo.
– E tam… Jestem już za stary i na niebezpieczeństwo, i na uciekanie. Zostawcie mnie. Chcę się wyspać.
– To nie takie łatwe. Potrzebujemy twojej pomocy. Nie możesz tak po prostu zostać.
Umina miała rację. Sebastian co prawda był wiekowy – a przy tym mało ruchliwy i czasem zrzędliwy, o czym nikt nie wspominał, żeby go nie urazić – ale jak mało kto znał się na podróżowaniu. Kilkadziesiąt lat wcześniej przebył długą drogę z Węgier do Peru, najpierw jadąc konno przez pół Europy, a potem płynąc statkiem z Wenecji aż do Ameryki Południowej, gdzie osiadł w Cuzco – cudownym i słonecznym mieście, w którym niegdyś kwitła cywilizacja Inków. Tu znalazł żonę, założył rodzinę i postawił dom. Wtedy cała ta eskapada wydawała mu się po prostu jedną z wielu przygód, której nie potrafił się oprzeć. Teraz sama myśl o niej niezmiernie go męczyła.
Córka nie miała jednak zamiaru się poddać. Upór odziedziczyła przecież właśnie po nim. W końcu Sebastian dał się przekonać, choć, prawdę mówiąc, dosyć miał już podróży, zmian, biegania i martwienia się. Starość wolałby spędzić, wygrzewając się na ławeczce naprzeciw swojego domu w tym pięknym i ciepłym kraju, który obrał za drugą ojczyznę. Umina jednak miała rację – jeśli ucieczka miała się udać, to tylko z nim.
Pospiesznie włożył na siebie stare spodnie i marynarkę, uznawszy, że w Europie bogato zdobione inkaskie odzienie, które nosił na co dzień, na niewiele się przyda i będzie się rzucało w oczy. Potem wyszedł z Uminą na zewnątrz.
Noc była parna. Wokół panowały absolutna cisza i spokój. Wszyscy mieszkańcy Cuzco spali głębokim snem. Oprócz Uminy i Sebastiana nie spał jeszcze tylko Tupac Amaru – mąż Uminy, potomek ostatniego króla Inków, a obecnie najbardziej poszukiwana osoba w całym Peru. To właśnie z powodu jego pochodzenia musieli teraz uciekać. Hiszpańscy najeźdźcy, którzy zajęli Peru już parę wieków wcześniej, poprzysięgli, że nie spoczną, dopóki nie dopadną wszystkich członków inkaskiej rodziny królewskiej. Wiedzieli, że dopiero gdy pozbędą się ostatniego pretendenta do tronu, będą mogli zapanować nad całym krajem i ogłosić się jego prawowitymi władcami. A przy okazji zdobędą mityczny skarb Inków, wart ponoć tak bajecznie dużo, że żaden z jego właścicieli nie będzie się już nigdy musiał martwić o pieniądze.
– Tutaj, pospieszcie się – szepnął Tupac Amaru i wskazał im załadowany wóz zaprzężony w ogniste rumaki.
Umina i Sebastian posłusznie weszli do środka. Zalegające tam olbrzymie kufry nie zostawiały zbyt dużo miejsca dla podróżnych i były tak ciężkie, że nie dało się ich przesunąć.
– Co to? – zapytał Sebastian, gdy tylko się umościli.
– Resztki naszego bogactwa. Ostatnie skarby Inków. Jedyne, co nam pozostało.
Sebastian spojrzał w czarne jak noc oczy Uminy i zobaczył w nich strach, determinację i odwagę. Zrozumiał, że córka gotowa jest bronić skarbów swojego królestwa za wszelką cenę.
– Będziemy z nimi jechać do Europy? – spytał.
– Musimy je schować tak, by były bezpieczne. W Europie, Azji, gdziekolwiek… Tylko wtedy nasza cywilizacja ma szansę przetrwać.
Umina nie żartowała. Znała dobrze przepowiednię, a poprzedniej nocy odwiedziła starą szamankę, która posiadła całą mądrość swojego ludu. Kobieta potwierdziła, że jeśli skarby Inków dostaną się w niepowołane ręce, królestwo upadnie na zawsze. Umina nie miała wątpliwości, że ręce hiszpańskiego najeźdźcy są nad wyraz niepowołane.







