Czym jest prawda w świecie iluzji? Werner Herzog – legendarny reżyser i pisarz – w eseju „Przyszłość prawdy” podejmuje próbę odpowiedzi na to pytanie. Łącząc refleksję, doświadczenie i artystyczną wrażliwość, tworzy przenikliwy manifest o poszukiwaniu sensu w epoce fake newsów, sztucznej inteligencji i pogłębiającego się zwątpienia.


Legendarny reżyser i pisarz Werner Herzog zadaje jedno z najtrudniejszych pytań naszych czasów: czym jest prawda? A tym samym, jak jej szukać w epoce „postprawdy”?

Od ponad pięćdziesięciu lat Herzog poszerza nasze rozumienie prawdy. W swoich filmach i książkach nieustannie przekracza granice między fikcją a rzeczywistością, dokumentem a dramatem, faktami a wyobraźnią. Zamiast zadowalać się tym, co „prawdziwe”, szuka prawdy wyższej – ekstatycznej.

W „Przyszłości prawdy” artysta stawia pytanie o sens prawdy w świecie zdominowanym przez sztuczną inteligencję, deepfake’i, fake newsy i polityczną manipulację. Łącząc wspomnienia, historię, poezję, naukę i refleksję nad współczesnością, Herzog tworzy odważny, oryginalny manifest o konieczności nieustannego poszukiwania.

„Przyszłość prawdy” to zaproszenie do myślenia i odwagi w szukaniu własnej prawdy.

Werner Herzog
Przyszłość prawdy
Przekład: Ewa Mikulska-Frindo
Seria „Eseistyczna”
Wydawnictwo Obroty/ArtRage
Premiera: 13 kwietnia 2026
 
 


Bóg miał wielkie lustro i kiedy w nie patrzył, widział prawdę. Potem je upuścił, a ono rozpadło się na tysiące kawałków. Ludzie rzucili się, aby złapać choć jeden. Patrzyli w te kawałki lustra, widzieli w nich siebie i wierzyli, że poznają prawdę.
PERSKA LEGENDA

W gorączkowych snach o dżungli krążą cienie, które potem zamieniają się w przedmioty i stają rzeczywistością. Caruso nabiera kształtów, śpiewa w operze wzniesionej pośrodku amazońskiej dżungli podczas kauczukowego boomu, wykonuje arie z włoskiej opery. Sarah Bernhardt, która ma już wtedy drewnianą nogę i w ogóle nie potrafi śpiewać, schodami znikąd schodzi na scenę. Parowiec jest przetaczany przez górę, „tak jak krowa leci nad dachem kościoła”, jak wyjaśnia wiecznie pijany kucharz Huerequeque.

Mowa o filmie Fitzcarraldo (1982), w którym nie ma już wyraźnej granicy między wyobraźnią a rzeczywistością, a we wszystkich tego typu przedsięwzięciach kieruje mną odległy, tlący się cel, pytanie o ukrytą za tym prawdę. Pod koniec filmu dodałem scenę, której nie było w scenariuszu. Kiedy główny bohater, Fitzcarraldo, z pomocą ośmiuset tubylców z dżungli przeciągnął parowiec przez górę, Indianie spełniają swoje skrycie pielęgnowane marzenie. W nocy po cichu odcumowują statek i pozwalają mu płynąć dalej w dół rzeki przez ogromne bystrza, aby udobruchać jej złe duchy. Przechylony na bok statek, uszkodzony w wyniku zderzeń ze skalnymi ścianami po obu stronach wąwozu, z powrotem dociera do ostatniego przyczółka cywilizacji.

Nie wiedząc, dlaczego akurat teraz przyszło mu to do głowy, Fitzcarraldo opowiada baronowi kauczukowemu następującą historię:

Gdy Ameryka Północna była jeszcze mało zbadana, pewien traper Francuz wyruszył z Montrealu na zachód. Był to pierwszy biały, który zobaczył wodospady Niagara. Opowiadał w drodze powrotnej, że ich ogrom przekracza ludzkie wyobrażenie. Ale nikt mu nie wierzył. Uważano go za głupca i kłamcę. Pytano: „Jak pan tego dowiedzie?”. Odpowiedział: „Moim dowodem jest to, że je widziałem”[1].

Werner Herzog
Los Angeles, lipiec 2023

[1] Fitzcarraldo, reż. Werner Herzog, 1982, Tantra Warszawa, tekst polski: Maria Etienne (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

 
Wesprzyj nas