Turcja to nie tylko wakacyjny raj, lecz także kraj o niezwykle złożonej historii. „Turcja” Benjamina C. Fortny to książka popularnonaukowa, która prowadzi czytelnika od czasów Imperium Osmańskiego po współczesność i rządy Recepa Tayyipa Erdoğana. Autor pokazuje, jak spotkanie kultur Europy i Azji ukształtowało państwo, które do dziś szuka własnej drogi między tradycją a nowoczesnością.
Turcja kojarzy się przede wszystkim z rajem dla turystów. Niezawodna pogoda, piękne krajobrazy i wspaniała architektura od lat dostarczają niezapomnianych wrażeń podróżnikom z całego świata. Jednak, żeby naprawdę zrozumieć ten kraj, nie wystarczy go odwiedzić. Trzeba zanurzyć się w jego porywającej historii.
Przez ponad dziewięć wieków Turcja była tyglem kulturowym, rozciągającym się między Azją a Europą, a także państwem narodowym dążącym do jedności etnicznej. Była najeżdżana i podbijana, niszczona i odbudowywana na nowo, wielokrotnie reformowana i modernizowana.
Benjamin C. Fortna opisuje dzieje Turcji od powstania i upadku Imperium Osmańskiego – najtrwalszego i być może najważniejszego imperium islamskiego w historii – po powstanie nowoczesnej Republiki Tureckiej na początku XX wieku i obecne autorytarne rządy prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana.
Ukazuje także, w jaki sposób ciągłe rozdarcie między dwoma światami ukształtowało i nadal kształtuje kraj i jego mieszkańców.
Turcja. Od imperium do republiki
Przekład: Paweł Szadkowski
Wydawnictwo Copernicus Center Press
Premiera: 25 marca 2026
RYWALIZUJĄCE WIZJE TURCJI
W grudniu 2021 roku prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan wydał okólnik, w którym nakazał używanie nazwy „Türkiye” we wszystkich eksportach, aktywnościach i kontaktach z innymi krajami. Dokument stanowił, że napis „Made in Türkiye” ma zastąpić „Made in Turkey”, a inne wersje nazwy państwa – w szczególności francuskie „Turquie” i niemieckie „Türkei” – również mają zostać zmienione na „Türkiye”. Współcześnie wiele krajów zmieniało swoje nazwy, by uwolnić się od błędnych określeń obcych lub spuścizny kolonializmu, jednak niewiele z nich domagało się, by partnerzy handlowi używali nazwy kraju w jego własnym języku. To tak jakby rząd Niemiec zażądał, by anglojęzyczni odbiorcy określali niemiecki eksport jako „Made in Deutschland”. Erdoğan, znany z dużej wrażliwości, a nawet drażliwości, w tym wypadku dał wyraz znacznie głębszemu niepokojowi dotyczącemu wizerunku Turcji na Zachodzie. Turcja eksportuje dziś więcej towarów do sąsiedniego Iraku niż do Francji, jednak w okólniku nie wspomniano o tym, jak kraj ma być określany po arabsku. Niektórzy komentatorzy przypuszczali, że wniosek rządu o zmianę, później przyjęty przez Organizację Narodów Zjednoczonych, mógł wynikać z chęci odcięcia się od skojarzeń z ptakiem noszącym w języku angielskim tę samą nazwę oraz od negatywnych konotacji, jakie w języku angielskim ma słowo turkey. Wydaje się jednak, że u podstaw tej decyzji leżał głębszy niepokój, poważna troska o to, jak Turcja jest postrzegana na Zachodzie.
Okólnik Erdoğana odwoływał się do „tysięcy lat tradycji państwowej” i „starożytnego narodu tureckiego”, mimo że Republika Turcji powstała dopiero w 1923 roku. W rzeczywistości nazwa „Türkiye” sięga jedynie 1921 roku, kiedy to po raz pierwszy użyto jej oficjalnie w traktacie między rządem Ankary, który nie był jeszcze niepodległy, a Związkiem Radzieckim. Co więcej, dokumenty z pierwszych lat istnienia republiki pokazują, że nową nazwę zapisywano jako „Türkiyâ”, z długim „a” na końcu, co ujawnia, że współczesna forma tej nazwy wywodzi się z włoskiego „Turchia”. To obrazuje, jak skomplikowana i sporna jest historia Turcji, na którą składają się wydarzenia, ludy, kultury i znaczenia, wybiórczo rekonstruowane w zależności od tego, komu i w jakim celu są potrzebne. Osoby zainteresowane wielokulturowością mogą się wiele nauczyć z historii osmańskiej i tureckiej, szczególnie dlatego, że nie wpisuje się ona jednoznacznie w dzisiejsze pojęcia przynależności narodowej, etnicznej czy religijnej.
Wrażliwość Erdoğana i jego odwoływanie się do historii sięgającej o wiele dalej niż dzieje samej Republiki Turcji sprawiają, że rodzi się wiele istotnych pytań, które zadaje ta książka: Czym jest Turcja? Kiedy zaczyna się jej historia? Kim są Turcy? Jak postrzegają samych siebie? Jak są postrzegani poza Turcją, zwłaszcza na Zachodzie?
Możemy zacząć od pytania: O którą Turcję chodzi? Czyją Turcję mamy na myśli? Współcześnie myślimy od razu o Republice Turcji, państwie położonym strategicznie, graniczącym z Grecją, Bułgarią, Morzem Czarnym, Gruzją, Armenią, Iranem, Irakiem i Syrią. Jak wkrótce zobaczymy, republika ta ma historię burzliwą, ale stosunkowo krótką: niedawno, w 2023 roku, obchodziła swoje stulecie. Wielkością i długością istnienia ustępuje jednak swojemu poprzednikowi, imperium osmańskiemu – najdłużej trwającemu i prawdopodobnie najważniejszemu imperium islamskiemu w dziejach. Ponad sześć stuleci panowania Osmanów przyniosło niezwykłe przemiany i przystosowania, dzięki którym niewielkie, wiejskie i koczownicze, księstwo z wczesnej epoki nowożytnej przekształciło się w rozległe, modernizujące się państwo, które przetrwało aż do XX wieku.
Choć zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie obcy uparcie określali je, dość problematycznie, mianem „Turcji”, jego oficjalna nazwa w języku osmańskim brzmiała Wysokie Państwo Osmańskie (Devlet-i ʿAlīye-i ʿOs̱mānīye) [w literaturze polskiej stosuje się formę Państwo Osmańskie – przyp. tłum.], co pozwalało uniknąć odniesienia do jakiejkolwiek grupy etnicznej czy narodowej. Termin „osmański” (kolejne europejskie zapożyczenie) jest nieudolnym przybliżeniem imienia Osman, który pod koniec XIII wieku założył dynastię. Niektóre źródła sugerują, że jego pierwotne imię wywodzące się z języka tureckiego mogło brzmieć Ataman, ale przekształciło się w „Osman”, czyli turecką wersję arabskiego Usmana (Uthman), imienia trzeciego kalifa, następcy Proroka Mahometa, żyjącego w Arabii w VII wieku. Te językowe tropy wskazują na napięcie między etnicznością turecką a tożsamością islamską, które stanowi jeden z kluczowych wątków historii Turcji. Niezależnie od tego, jak było nazywane, imperium, którego granice sięgały dzisiejszej Austrii na zachodzie, Zatoki Perskiej na wschodzie, Sudanu i Maroka na południu oraz Ukrainy na północy, było domem niezwykle zróżnicowanej ludności, zarówno pod względem pochodzenia etnicznego, języka, jak i religii. Nawet skrócona lista głównych grup etnicznych zamieszkujących ziemie, które stały się trzonem imperium, czyli Bałkany, Anatolię i kraje arabskie, obejmowałaby Albańczyków, Bośniaków, Chorwatów, Serbów, Czarnogórców, Greków, Żydów, Ormian, Kurdów, Czerkiesów, Arabów i oczywiście Turków – stosunkowo nowych przybyszy z Azji Środkowej, których w świat islamu i na rubieże Europy wprowadził koczowniczy tryb życia. A to zaledwie powierzchowne odzwierciedlenie złożoności demograficznej tego państwa.
Nazwa „Turcja” była utożsamiana z imperium osmańskim przez różnych ludzi i z rozmaitych powodów. Chińczycy określali je mianem Turcji, a w Europie Zachodniej istniała długa tradycja używania słowa Turk („Turek”) w odniesieniu zarówno do mieszkańców imperium osmańskiego, jak i do wszystkich ludów tureckich od Bałkanów po Chiny, a nawet szerzej – do muzułmanów w ogóle. To ostatnie znaczenie odzwierciedla sposób, w jaki Zachód postrzegał imperium osmańskie: jako najważniejsze, a zarazem najbliższe geograficznie państwo muzułmańskie, które budziło zarówno podziw, jak i lęk jako potencjalne zagrożenie militarne. Ten ambiwalentny stosunek przetrwał w angielskim zwrocie to turn Turk („stać się Turkiem”), oznaczającym przejście z chrześcijaństwa na islam, znanym między innymi z Otella Szekspira. Nawrócenia rzeczywiście stanowią istotny wątek historii imperium osmańskiego, o czym jeszcze będzie mowa. Jednak w Otellu tytułowy bohater nie jest Turkiem, lecz pochodzącym z Afryki Północnej Maurem, nazywanym „Maurem weneckim”, a duża część dramatu koncentruje się wokół jego muzułmańskiego pochodzenia, ciemnej skóry i domniemanego zagrożenia, jakie stanowi dla świata chrześcijańskiego.
Na potrzeby tej książki ważniejsze jest jednak inne utożsamienie: między imperium osmańskim a Republiką Turcji. Na Zachodzie słowo „Turcja” było rutynowo, choć myląco, używane wobec obu tych organizmów państwowych, co widać na mapach z różnych epok. Dla pogłębienia zamieszania, i być może pod wpływem tego zachodniego zwyczaju, niektórzy współcześni Turcy zacierają dziś granicę między Osmanami a ich dzisiejszymi następcami. Kiedy prezydent Erdoğan mówił o „tysiącach lat tradycji państwowej” i „starożytnym narodzie tureckim”, wyraźnie dążył do tego, by jego państwo postrzegano jako osadzone w bardzo długiej historii domniemanego tureckiego dziedzictwa państwowego. Ucieleśnieniem tej historycznej fikcji był moment, gdy Erdoğan w styczniu 2015 roku otworzył w Ankarze nowy, budzący kontrowersje pałac prezydencki liczący 1150 pokoi. Podczas pierwszej publicznej uroczystości, powitania prezydenta Palestyny Mahmuda Abbasa, obaj przywódcy stanęli u stóp schodów, na których ustawiono szesnastu mężczyzn w strojach wojowników symbolizujących kolejne tureckie (lub przynajmniej tureckojęzyczne) imperia, sięgające czasów Hunów z mniej więcej 200 roku p.n.e. Komentatorzy polityczni drwili z tej osobliwej inscenizacji, media społecznościowe zawrzały, a historycy krzywili się z zażenowania. Jednak całe to widowisko pokazało, jak silnie rząd Erdoğana pragnie wpisać się w szeroką narrację o dziejach ludów tureckich, sięgającą chronologicznie czasów Hunów, a geograficznie obszarów zamieszkanych niegdyś przez Mongołów i ich przodków w Azji Środkowej.
Kontrastuje z tym fakt, że ludzie, którzy stworzyli nowoczesne państwo odziedziczone przez Erdoğana, mieli odmienne spojrzenie na związki imperium osmańskiego z Republiką Turcji. Przywódcy z początków republiki, a przede wszystkim jej założyciel Mustafa Kemal, znany później jako Atatürk, stanowczo odrzucali dziedzictwo osmańskie. Starali się wytyczyć wyraźną, nieprzekraczalną granicę między dawnym porządkiem imperialnym a nową, „nowoczesną” republiką, mimo że wciąż wiele elementów łączyło oba ustroje. Wprowadzili oni serię radykalnych, choć ostatecznie raczej powierzchownych reform, mających symbolizować zerwanie z osmańską i islamską tradycją. Piątek, tradycyjny muzułmański dzień odpoczynku, zamienili w zwykły dzień pracy, wprowadzając zachodni weekend; zakazali mężczyznom noszenia fezów na rzecz kapeluszy z rondem w stylu zachodnim; zamknęli szkoły religijne i rozwiązali mistyczne bractwa sufickie, będące dwiema instytucjonalnymi podporami życia islamskiego w epoce osmańskiej. Później zastąpili alfabet arabski zmodyfikowanym alfabetem łacińskim i dokonali głębokiej ingerencji w sam język turecki, reformy, którą określano później mianem „katastrofalnego sukcesu”.
Radykalnie odmienne wizje tego, czym powinna być Turcja, jak powinna się odnosić do swojej przeszłości i z jakich tradycji czerpać (a które odrzucać), leżą u podstaw najnowszej historii tego kraju. XX wiek przyniósł Turcji niezwykłe, a momentami dezorientujące zmiany. Aby zrozumieć jej niedawną przeszłość i współczesne dylematy, trzeba uwzględnić osmańskie korzenie państwa; jego długą i złożoną historię. Dlatego rozpoczniemy od przyjrzenia się początkom imperium osmańskiego i jego ewolucji.







