„Portugalia. W objęciach oceanu” to zaproszenie do poznania kraju takim, jakim jest naprawdę – bez uproszczeń, bez turystycznych klisz, za to z emocjami, światłem i rytmem codziennego życia. Portugalia pachnie pomarańczami, smakuje kawą pijaną w słońcu i mieni się kolorami azulejos. Jest głośna i czuła jednocześnie, intensywna jak fale oceanu i spokojna jak miasteczka zawieszone nad Atlantykiem.
Kraj na krańcu Europy, w którym ocean wyznacza rytm codzienności. Czym jest calma? Dlaczego tydzień może mieć tu więcej niż siedem dni ? Dlaczego żeglarz portugalski jest postrachem plaż? I skąd bierze się magiczny czar tutejszej kawy?
„Portugalia. W objęciach oceanu” Anny Bittner to pełen barw i smaków reportaż podróżniczy, który prowadzi przez najpiękniejsze zakątki kraju fado, futbolu i pastéis de nata, odsłaniając tajemnice portugalskiej duszy.
Tutaj dni odmierzane są rytmem fal oceanu, a wypełnia je zapach wypijanej bez pośpiechu kawy. To miejsce dobre dla każdego – zarówno dla osób poszukujących aktywności i wielogodzinnych spacerów wśród zapierającej dech fauny i flory, turystów podążających śladami najpopularniejszych europejskich zabytków, jak i dla tych, którzy poszukują wyciszenia i gotowi są zanurzyć się w saudade.
Anna Bittner poprowadzi cię przez fascynujące zakątki Portugalii. W podróży towarzyszyć wam będą portugalskie psy dowodne, wszechobecny futbol i smak legendarnych pastéis de nata. Dzięki tej opowieści dowiesz się, czym tak naprawdę jest portugalska dusza i odkryjesz najciekawsze tajemnice zachwycającego kraju na krańcu Europy.
Portugalia. W objęciach oceanu
Seria „Seria Podróżnicza”
Wydawnictwo Poznańskie
Premiera: 11 mqarca 2026
WSTĘP
„Portugalia? Serio, Portugalia?! Coś ty wymyśliła? Dalej się już nie dało?” – takie komentarze i pytania, mimo że mieszkam tu od wielu lat, słyszę do dziś. Portugalia wzbudza tak wielką konsternację, bo ten kraj wydaje się nie zajmować wiele miejsca w polskiej świadomości, a pod kątem emigracji praktycznie nigdy nie jest brany pod uwagę. Nie jest to także pierwszy wybór na wakacje. Dopiero po zaliczeniu Hiszpanii, Włoch, Grecji, Francji i szeregu innych krajów przychodzi czas na Portugalię, jeśli w ogóle! Co za tym idzie nawet stereotypy dotyczące Portugalii nie są powszechnie znane, nie mówiąc już o dokładniejszej wiedzy czy wyobrażeniach na temat mieszkanek i mieszkańców kraju lub jego kultury i historii. Ale co się dziwić, mimo że na wszystkich imprezach rangi światowej – ze względu na alfabet – Polska i Portugalia stoją obok siebie, to geograficznie leżą na przeciwległych krańcach Europy. Bardzo chciałabym tę odległość zmniejszyć i pokazać wam moją Portugalię, tę widzianą z perspektywy południa, czyli Algarve. Portugalię subiektywną, odkrywaną z mozołem, ale także z wielką ciekawością i determinacją.
Portugalia w moim życiu to przypadek, zrodziła się z potrzeby zmiany, z poczucia stagnacji, z owej pogoni za nieznanym, pięknie nazywanej wanderlust. Porzucenie życia uregulowanego i powszechnie określanego jako szczęśliwe nie wzbudziło entuzjazmu wśród znajomych i rodziny. Rozmowom towarzyszyły raczej niedowierzanie, zdziwienie i zapewne oczekiwanie na moment, gdy wrócimy z podkulonym ogonem. No bo jak to tak? Rzucić pracę, zostawić dom, wyrwać dzieci ze znanego im środowiska? Przeprowadzić się do kraju, którego języka prawie się nie zna, a kulturę zaledwie pobieżnie, w którym wszystko działa inaczej i po którym nie ma się przewodnika w postaci rodziny, partnera czy przyjaciół?
Gdy w 1997 roku pierwszy raz wyjechałam do Niemiec na rok, a potem, w 1999 roku, wyemigrowałam na stałe, miałam o wiele łatwiejszy start. Jako absolwentka filologii germańskiej biegle znałam język, a jako partnerka Niemca miałam osobistego przewodnika po dotąd nieznanych mi zwyczajach i meandrach niemieckiej kultury i biurokracji, a nawet po najbardziej prozaicznych kwestiach. Kto nigdy nie emigrował, ten nie wie, jak takie małe sprawy, jak zakup nowych rajstop czy tabletek od bólu głowy, mogą skomplikować codzienną bieganinę – przecież mnóstwo kwestii działa w zupełnie inny sposób niż w dobrze znanych realiach życia w ojczyźnie.
Do Portugalii wyjechaliśmy po raz pierwszy w lutym 2007 roku, spontanicznie. Ja: bez żadnych oczekiwań, mój mąż: z ogromnymi. W latach osiemdziesiątych wielokrotnie bywał na południu tego kraju, przez co nasz pobyt polegał na ciągłym porównywaniu: „To się zmieniło, tu jest teraz całkowicie inaczej”, „O! A tu prawie tak samo!”. Gdy podczas eksplorowania wybrzeża dotarliśmy do Aljezur w zachodnim Algarve, mój mąż po raz pierwszy stwierdził: „Nic się nie zmieniło!”. I chyba to właśnie go ujęło. Mnie także zauroczyła dzikość tej okolicy, a szczególnie brak zwartej zabudowy na wybrzeżu, wielkich hoteli czy turystycznych osiedli. Wróciliśmy jesienią tego samego roku. A potem w 2008 roku, w maju. To podczas tego pobytu staliśmy się właścicielami domu. Z każdym kolejnym przyjazdem mój mąż był coraz bliższy decyzji o przeprowadzce, a ja coraz słabiej stawiałam opór. Opór, bo jako emigrantka wiedziałam przecież, z czym taka decyzja się łączy. Wtedy nie byłam już sama, a wyjazd z dziećmi wydawał się karkołomny! Długo oswajaliśmy się z tą myślą, szukaliśmy informacji, przygotowywaliśmy się mentalnie, ale i merytorycznie do wyjazdu, ucząc się języka i próbując poznać portugalskie zawiłości kulturowo-społeczne. Ja wciąż byłam niepewna i pełna obaw, ale zaryzykowałam. Oboje chcieliśmy zmienić to, co w Berlinie poznaliśmy aż za dobrze: życie w pędzie, w deszczu, chłodzie, bez słońca, a latem w koszmarnym upale i zaduchu. Tak, wiem, wszyscy tak żyjemy, ale my chcieliśmy spróbować czegoś innego, całkowicie przeorganizować nasze życie, szukaliśmy zastrzyku adrenaliny i nowych wyzwań. Kusiły nas słońce, przestrzeń i serdeczność Portugalek i Portugalczyków. Tak więc z końcem sierpnia 2014 roku załadowaliśmy auto i opuściliśmy we czwórkę Berlin. Na próbę. Po przyjeździe na miejsce zmieniłam zawód, podejmując pracę w branży turystycznej. Zaczęliśmy rewidować nasze wyobrażenia o Portugalii, poznawać ten kraj bliżej i dokładniej.
Po jedenastu latach od przeprowadzki piszę książkę o Portugalii, w której chciałabym pokazać wam to, co nas zaskoczyło i nadal zaskakuje. Co pokochaliśmy i co ubogaca nasze życie, ale i to, co może czynić je uciążliwym. Spróbuję obalić kilka mitów, opisać to, co mnie zachwyca, a przede wszystkim to, co wzbudza najcieplejsze uczucia – to, za co pokochałam Portugalię na zabój.
Mój proces poznawania tego kraju przypomina obieranie cebuli i wciąż trwa. Udało mi się zdjąć już wiele warstw, niektóre wycisnęły łzy radości czy zwątpienia, ale wciąż je ściągam, mając świadomość, że droga do środka jest długa. Pamiętam przy tym, że Portugalia to kraj różnorodny, bo obejmuje też przepiękny archipelag Azorów oraz Maderę i Porto Santo. Jestem świadoma, że bardzo trudno porównać północ tego kraju z południem, choć łącznikiem jest jedna ważna kwestia – potęga oceanu, który otula cały kraj swoim równie groźnym, co opiekuńczym ramieniem. Uczulam jednak zawsze, że moje doświadczenia wyrosły na bazie Algarve – tego zarówno uwielbianego, jak i krytykowanego regionu, który jest bardzo specyficzny, ale też niezwykle piękny i nie bez przyczyny tak często wybierany przez imigrantów. Zapraszam was więc w podróż po mojej codzienności z oceanem w tle.







