„Koszmary senne” to popularnonaukowa książka, która wyjaśnia, jak powstają złe sny, dlaczego pojawiają się w trudnych chwilach życia i jak wykorzystać wiedzę o śnieniu – także świadomym – by poprawić zdrowie i jakość snu.
Większość ludzi traktuje koszmary jako coś, o czym należy zapomnieć, zostawić za sobą w mrokach nocy – a także jako coś, nad czym nie mamy żadnej kontroli.
Ale Ty nie należysz do większości, prawda? Dlatego trzymasz w ręku tę książkę. Znajdziesz w niej odpowiedzi na trzy podstawowe pytania:
• Dlaczego śnimy?
• Dlaczego miewamy złe sny?
• Jak można wykorzystać wiedzę naukową o marzeniach sennych i koszmarach do poprawy stanu zdrowia?
Michelle Carr, biegła adeptka inżynierii śnienia, wyjaśnia, dlaczego złe sny pojawiają się najczęściej w okresie stresu i jak ułatwiają radzenie sobie z trudnymi wydarzeniami dnia. Opisuje, co nauka mówi o powstawaniu koszmarów oraz o możliwościach, jakie stwarza ich zrozumienie.
Wreszcie opowiada też o tym, jak korzystać ze snów we własnym życiu, czy to w celach terapeutycznych, czy po prostu dla rozrywki, a nawet, jak postarać się o zachowanie przytomności umysłowej podczas śnienia (tak zwane świadome śnienie).
Koszmary senne
Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla Twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę
Przekład: Dariusz Rossowski
Wydawnictwo Copernicus Center Press
Premiera: 25 lutego 2026
Moim zdaniem koszmar absolutnie nie jest snem nieudanym czy aberracyjnym, lecz jednym z najważniejszych rodzajów marzeń sennych i właśnie w nim możemy najłatwiej dostrzec proces, który zachodzi prawdopodobnie we wszystkich snach. W tym sensie koszmar jest najużyteczniejszym ze snów.
dr Ernest Hartmann
Wstęp
To tylko sen.
Większość ludzi traktuje koszmary jako coś, o czym należy zapomnieć, zostawić za sobą w mrokach nocy – a także jako coś, nad czym nie mamy żadnej kontroli.
Jednocześnie bardzo wielu z nas miewa złe sny. Rzadko o nich rozmawiamy, wolimy raczej otrząsnąć się z nich w promieniach poranka. Ale takie marzenia senne to coś znacznie więcej niż tylko źle przespana noc, a zrozumienie oddziaływania tych snów – i ich zaskakujących dobrych stron – może nam nieco osłodzić męczące noce oraz wspomóc kondycję psychiczną na jawie.
Normą jest przypominanie sobie złych snów w okresach stresu i wydaje się, że te sny w pewnym sensie ułatwiają nam radzenie sobie z trudnymi wydarzeniami dnia, co niektórzy naukowcy traktują wręcz jako „nocną terapię”. Inni postrzegają złe sny jako podarek od ewolucji, bezpieczną przestrzeń, w której możemy wypróbowywać różne reakcje na scenariusze stanowiące potencjalnie zagrożenie dla życia. Większość badaczy uważa, że trudne sny mają zalety; istnieje dobra strona stawania nocą oko w oko z wewnętrznymi demonami.
W skrajnych przypadkach przewlekłe koszmary mogą się jednak przedostawać do życia na jawie i podkopywać zdrowie psychiczne. Na przykład: spośród piętnastu tysięcy pracowników szpitali u tych, którzy byli narażeni na traumy, doświadczanie częstych koszmarów było najsilniejszym pojedynczym czynnikiem ryzyka samobójstwa.
Dlaczego? Jakże coś pozornie tak iluzorycznego może wywierać tak dramatyczny wpływ na psychikę?
Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że koszmar jest realnym doświadczeniem – rzeczywistym w naszym umyśle, mózgu i ciele. U osób, które doznały ciężkiej traumy psychicznej lub choćby są wysoce wrażliwe na stres, koszmary mogą odnawiać traumę za każdym razem, gdy się śnią. Na dodatek częste koszmary i wywoływane przez nie zaburzenia nocnego wypoczynku mogą zakłócać zdolność mózgu do regulowania emocji, tak że następnego dnia budzimy się jeszcze bardziej bezbronni.
Na szczęście współczesna wiedza naukowa na temat marzeń sennych zrywa zasłonę ze śniącego umysłu i pokazuje, co dzieje się w nim po wieczornym zgaszeniu świateł. Zaawansowane techniki badawcze dają nam nowe sposoby podglądania organizmu i psychiki w spoczynku, a także metody wpływania na ukryte światy, w których przebywamy podczas snu, oraz sposoby przerywania destrukcyjnego cyklu koszmarów i przywracania dobrego wytchnienia nocą.
Zajmuję się naukowym badaniem procesów śnienia. W ciągu ostatnich dwóch dekad spędziłam setki nocy, czuwając w laboratorium i obserwując sen ludzi. Monitoruję na ekranie ich fale mózgowe, które spowolniają się, w miarę jak nadchodzi głęboki sen. Mniej więcej co dziewięćdziesiąt minut mózg praktycznie się rozbudza, a gałki oczne strzelają w różne strony, tak jakby ludzie oglądali jakieś sceny, prawdopodobnie wyrazisty sen. Delikatnie budzę ich wtedy, mówiąc przez głośnik: „Proszę powiedzieć, co ci się teraz śniło”.
Znaczna część moich badań dotyczy koszmarów i tego, co dzieje się w psychice, mózgu i ciele podczas ich występowania. Kiedy człowiek doświadcza koszmaru w laboratorium, często widzimy, że jego serce galopuje, oddech staje się nieregularny, a aktywność mózgu jest szybka i bliska tej na jawie. Psychika i ciało są przekonane, że zagrożenie jest realne. I w wielu przypadkach rzeczywiście takie jest. Jak najbardziej prawdziwy stres z koszmarów przenika do życia na jawie, co wywołuje negatywne reperkusje, zwłaszcza w zakresie zdrowia psychicznego. Z tego powodu badania i leczenie tych snów mają ogromną wagę.
Do istoty moich dociekań należą trzy główne pytania: Dlaczego śnimy? Dlaczego miewamy złe sny? Jak można wykorzystać wiedzę naukową o marzeniach sennych i koszmarach do poprawy stanu zdrowia? W książce tej zapoznasz się z mechanizmami ewolucyjnymi, które kształtowały przeznaczenie zjawiska śnienia. Dowiesz się, co nauka mówi o powstawaniu złych snów oraz o możliwościach, jakie stwarza zrozumienie koszmarów. Przeczytasz też o tym, jak korzystać ze snów we własnym życiu, czy to w celach terapeutycznych, czy po prostu dla rozrywki – a nawet o tym, jak postarać się o zachowanie przytomności umysłowej podczas śnienia (lucid dreaming).
Aby badać koszmary w laboratorium snów, przykładamy do ciała śpiących różne czujniki. Elektrody na skórze głowy mierzą aktywność mózgu, co pozwala określać stadia snu. Inne elektrody na ciele mierzą tętno i napięcie mięśniowe, w szczególności w miejscu między brwiami – jeżeli widać, że ktoś marszczy czoło podczas spania, może to znaczyć, że doświadcza koszmaru. Kamera na podczerwień przesyła obraz śpiących do pomieszczenia kontrolnego, tak by eksperymentatorzy mogli ich obserwować. Co pewien czas budzimy uczestników badań, by zbierać relacje o ich snach.
Choć powszechnie wiadomo, że spędzamy, śpiąc, znaczny fragment życia – osiem godzin każdej nocy, czyli jedną trzecią doby – większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że przez bardzo dużą część tego czasu śnimy. Kiedy budzę uczestników eksperymentów wielokrotnie w ciągu jednej nocy – od pierwszych chwil po zaśnięciu przez mroki głębokiego snu aż do wczesnych godzin porannych – w większości przypadków przypominają sobie, że tuż przed obudzeniem mieli pewne doświadczenia: o czymś myśleli, coś czuli, o czymś śnili. Ich śpiący umysł jest nadzwyczaj aktywny. Śpi, ale nie przerywa pracy.
Treść snów zmienia się w trakcie nocy. Raz jest bardziej powszednia i podobna do myśli, kiedy indziej bardziej odrealniona i „oniryczna”. W pewnym sensie analogicznym zmianom ulega charakter naszego myślenia, gdy wykonujemy czynności dnia codziennego: błądzimy myślami podczas zmywania naczyń czy dojazdu autobusem do pracy, a skupiamy się w trakcie rozmowy z przyjacielem albo montowania szafki. Na warstwę fenomenologiczną naszego życia – zarówno na jawie, jak i podczas spania – składają się różnorodne doświadczenia wewnętrzne, które w dłuższej perspektywie określają nawet stan naszego zdrowia psychicznego. O samopoczuciu i kondycji biologicznej decydują nie tylko działania i obowiązki wykonywane przez nas w ciągu dnia. Wewnętrzne doświadczanie przez nas życia ma zasadniczy wpływ na zdrowie oraz – jak się niebawem przekonamy – na wysypianie się nocą.
Nie bez znaczenia jest to, co kołacze się nam w głowie, gdy układamy się do snu. Nasze psychiczne doświadczenia – myśli i uczucia, wrażenia zmysłowe i emocje – nie ustają w ciągu nocy, a cała ta aktywność śpiącego umysłu bezpośrednio wiąże się ze zdrowiem. Burzliwe i niepokojące sny wywołują w organizmie realny stres, który przenosi się potem do życia na jawie. Zakłócanie godzin spoczynku koszmarami przeciąża mechanizmy obronne mózgu i powoduje większą drażliwość następnego dnia. Może to prowadzić do staczania się po równi pochyłej, gdy stan psychicznego napięcia wnika co noc do snów, a potem przechodzi z nich do życia na jawie i wieczorem z powrotem do snów.
W ostatnich kilkudziesięciu latach jednoznacznie stwierdzono wielką rolę, jaką wysypianie się odgrywa we wszystkich aspektach zdrowia na jawie, ale coraz jaśniejsze staje się też, że marzenia senne mają wpływ nie tylko na jakość wypoczynku, lecz również na samopoczucie i sprawność w tracie dnia. Sny mają swoją wagę. To, jak myślimy, co odczuwamy i jak się zachowujemy w skrytym życiu swojego śpiącego umysłu, ma niebagatelne znaczenie.
Zastanawiasz się być może, co możemy z tym wszystkim począć. Mało kto uważa, że jest w stanie sprawować jakąkolwiek kontrolę nad swoimi snami. Przekonanie, że nie daje się zapanować nad marzeniami sennymi, jest tak głęboko ugruntowane, iż nawet osoby, które cierpią na wyjątkowo ciężkie koszmary, rzadko poszukują terapii. Tymczasem w świetle nowej wiedzy o snach sprawa ta przedstawia się inaczej. Okazuje się, że nie jesteśmy skazani na bezwolne przyjmowanie wszystkiego, co noc nam narzuca. Dzisiejsze badania pokazują, że marzenia senne dają się w znaczenie większym stopniu kształtować i reagują na poświęcanie im uwagi bardziej, niż mogłoby się zdawać. W rezultacie w pewnym zakresie możemy kształtować swoje sny, formować te wewnętrzne światy, będące pozornie poza naszą kontrolą. Celem tej książki, a także ogólnie mojej pracy naukowej, jest służenie ludziom pomocą w aktywnej pracy ze swoimi marzeniami sennymi, w pokonywaniu koszmarów oraz uzyskiwaniu większej sprawczości w ramach własnego życia sennego.
Zanim dojdziemy do tego, jak można projektować sny, musimy zagłębić się w powody, z których w ogóle śnimy. Jak nasz mózg i ciało wytwarzają te nocne wizje i jak na nie reagują? Jakie są ewolucyjne funkcje snów? I co psuje się w tym systemie w przypadku koszmarów?
Przede wszystkim śnienie można traktować jako zachowanie wyuczone. Każdy z nas przyzwyczaja się z biegiem lat śnić w określony sposób. Wyrabiamy sobie indywidualne nawyki śnienia i często w naszych marzeniach sennych powracają określone wątki. Ponadto nauczyliśmy się śnić jako gatunek. W badaniach stwierdzono, że te same uniwersalne motywy pojawiają się w snach przedstawicieli różnych kultur, co wskazuje, że pewne cechy snów wyewoluowały naturalnie i w jakiś sposób pomagają utrzymywać się naszemu gatunkowi przy życiu przez całe jego dzieje.
Ponadto uczymy się od swoich snów. Możemy się uczyć reagowania w obliczu strachu: Uciekamy czy chowamy się? Ustępujemy pod naporem zagrożenia czy je zwalczamy? Czy w warunkach konfliktu mamy zaufanie do innych ludzi? Zwracamy się do nich czy od nich stronimy? Sny tego rodzaju nastawiają nas na określone sposoby postępowania w ciągu dnia, na przykład wzmacniając bliskie więzi albo skłaniając do zazdrości lub ogólnie wpływając na nastrój. Umysł uczy się na podstawie tych śnionych scenariuszy, a potem korzysta z tych lekcji w życiu na jawie.
Oczywiście w snach często odzwierciedlają się też zmartwienia z bieżącego życia – to, co Freud nazywał „resztkami dnia”1 – gdy niedawne zdarzenia zostają zgrabnie wplecione w sny. Większość naukowców uważa, że ten proces zachodzi w sposób znaczący, a nie przypadkowy, czyli że w naturalnym procesie śnienia niejako odbijają się echem wydatne chwile minionego dnia, co pomaga nam uporządkować swoje przemyślenia i obawy oraz przystosować się do nowych wyzwań.
Wydaje się, że koszmary w pewnym sensie przerywają ten proces. Zamiast płynnie porządkować wydarzenia dnia takie sny konfrontują nas z przeszkodą, niemożliwym do pokonania stresem, co prowadzi do przeciążenia i przebudzenia. Nasze badania ujawniły, że mózg osób cierpiących na koszmary ma mniejszą zdolność opanowywania czy regulowania negatywnych emocji w sytuacji stresu. Powstaje w związku z tym błędne koło, w którym umysł zostaje przytłoczony stresem w ciągu dnia, co wywołuje nocą koszmary, zaburzające wypoczynek i powodujące jeszcze większe przeciążenie następnego dnia.
Wydaje się, że podobnie jak inne marzenia senne również koszmary są wyuczone. Zwykle występują w nich wątki, które wielokrotnie powracają przez całe lata lub nawet dekady, pobudzane przez podobne zdarzenia w życiu na jawie. Większość ludzi cierpiących na koszmary czuje się wobec nich bezsilna, niezdolna uczynić cokolwiek w ich sprawie. Tymczasem można wyleczyć się z tych dręczących snów, wprowadzając w ich miejsce nowe wzorce śnienia. Wiele terapii tego typu polega na wykonywaniu w ciągu dnia prostych ćwiczeń wizualizacyjnych w celu wytrenowania „muskułów” wyobraźni na jawie i stworzenia nowych, pozytywnych motywów marzeń sennych. Innym potężnym narzędziem pokonywania koszmarów jest uzyskiwanie przytomności umysłowej w trakcie snu, tak że człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że śni, i jest w stanie na bieżąco korygować negatywne fabuły.
Moja droga ku naukowym badaniom marzeń sennych rozpoczęła się, gdy pierwszy raz doświadczyłam przytomnego snu. W 2008 roku jako studentka Uniwersytetu Rochester pracowałam w laboratorium snów i zaznajamiałam się z neuronauką poznawczą, analizującą owo tajemnicze ogniwo, które łączy umysł z mózgiem. Pewnego ranka miałam trudności z wybudzeniem się ze złego snu. Kiedy otworzyłam oczy i usiadłam półprzytomna na łóżku, zobaczyłam, że reszta mojego ciała wciąż leży pogrążona we śnie! Zdałam sobie sprawę, że nadal śnię, i zdumiałam się, jak rzeczywiste wszystko mi się wydało.
Przeżycie to zafascynowało mnie. W jaki sposób śniący umysł potrafił wyczarować tak szczegółowe i żywe doświadczenie świata w czasie, gdy mózg i całe ciało trwały w głębokim śnie? Po latach i dzięki wielu osobistym doświadczeniom przekonałam się, że przytomne śnienie może pomagać w pokonywaniu koszmarów. Od tamtej pory szczególnie zaciekawiła mnie neuronauka dotycząca koszmarów i przytomności umysłowej we śnie oraz możliwości jej celowego wykorzystywania.
Dzisiaj jako profesor neuronauki snów i koszmarów kieruję laboratorium, w którym zajmujemy się inżynierią marzeń sennych, czyli kształtowaniem tych wewnętrznych śnionych światów. Z satysfakcją obserwuję, że otaczająca nas rzeczywistość na jawie otwiera się na naukową wiedzę o snach, zdobywaną dzięki neurokogniwistyce, rozrastającej się sieci laboratoriów, w których analizuje się śpiący umysł, oraz poświęcaniu coraz większej uwagi koszmarom w medycynie snu i psychiatrii. Pisząc w tym duchu, mam nadzieję rzucić w tej książce nowe światło na koszmary oraz ukazać wielość dostępnych metod pracy ze snami, które prowadzą do wzmocnienia zdrowia. Szczegółowo omówimy ustalenia naukowe dotyczące koszmarów i ich terapii, przeanalizujemy mechanizmy świadomego śnienia oraz odkryjemy nowatorskie narzędzia inżynierii snów, które mają na celu nawiązywanie bezpośredniego kontaktu ze śpiącym umysłem.
W części I zapoznamy się z nauką o snach, przekonamy się, jakie rodzaje wspomnień, emocji i czynności znajdują odzwierciedlenie w treści snów i jakim funkcjom służą. Przyjrzymy się osobliwemu szkieletowi sennego świata oraz popłyniemy z falami śpiącego mózgu, w którym wzorce aktywności elektrycznej kierują generowaniem snów. Zobaczymy też, że śnienie nie ogranicza się do samego mózgu. Treść snów ma powiązania z całym śpiącym ciałem, a wpływa na nie nawet świat zewnętrzny – wyczuwanie bodźców ze środowiska i wchłanianie tych doznań w sny.
W części II zajmiemy się doświadczaniem snów. Jak to jest znajdować się w marzeniu sennym? W jaki sposób powstają uczucia i doznania związane z treścią snu? Zastanowimy się również nad tym, jak sny zostają zintensyfikowane w przypadku koszmarów, jak stres i traumy psychiczne stają się podłożem koszmarów oraz jakie konsekwencje zdrowotne powoduje to w dłuższej perspektywie. Jednocześnie zobaczymy, że wiele osób mających skłonność do śnienia koszmarów jest też wysoko wrażliwych oraz że cecha ta może być niekiedy cenna – ludzie cierpiący na koszmary bywają bardzo spostrzegawczy, kreatywni i empatyczni. Jest to rzadko dostrzegana dobra strona związana z tą skłonnością.
W części III przeczytamy o tym, jak przebiega praca z koszmarami – najpierw w wizualizacjach na jawie, potem w przytomnych snach – w celu stworzenia zdrowszego modelu życia sennego. Odkryjemy metody bezpośredniego podłączania się do snów i koszmarów w chwili, gdy występują. W celu przebijania się przez barierę snu i zwiększenia stopnia przytomności umysłowej w nim używamy w naszym laboratorium świateł i dźwięków. Inni korzystają z podpowiedzi słownych do kierowania zaczynem marzenia sennego albo z zapachów do wpływania na jego jakość. Inżynierowie snu uczą się modulować śpiący umysł, wyciszać negatywne emocje i przerywać towarzyszące koszmarom napięcie cielesne, a tym samym przywracać dobrą jakość snu.
W końcu, wychodząc w części IV poza same koszmary, przekonamy się, że wszelkie marzenia senne są użyteczne jako barometr zdrowego snu oraz psychiki i stanowią cenny zasób, z którego możemy czerpać do zadbania o zdrowie. Oferują praktyczny materiał do budowania więzi społecznych i empatii, dokonywania wartościowych spostrzeżeń, kreatywnego działania oraz wspomagania nauki. Pokażę tam też, w jaki sposób korzystać z pracy psychologicznej ze snami, z przytomnego śnienia i inżynierii snów, oraz wskażę, jak wszystko to może skutkować zdrowszym życiem w czasie snu i na jawie.
Mam nadzieję, że książka ta da ci nowy sposób rozumienia tego, jak doświadczamy procesu spania, dlaczego koszmary trzeba traktować poważnie oraz co możesz zrobić, aby dobrze się dziś wyspać.
CZĘŚĆ I
Jak funkcjonują sny
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Szkielet świata snu
Każdy, kto kiedykolwiek śnił, wie, że sny opierają się na fundamencie naszej codzienności. W śnionym życiu pojawiają się znane nam twarze, miejsca i czynności, a także zmartwienia i sprawy zaczerpnięte z rzeczywistości na jawie: scysja, rozmowa, droga do pracy, niedawno oglądany film.
Po wielu latach zagłębiania się w neuronaukę marzeń sennych, czytania tysięcy relacji o snach zebranych w laboratoriach, w domach, w sondażach internetowych czy przygodnych konwersacjach jasne jest dla mnie, że w śnieniu ujawniają się pewne prawidłowości – wzorce, które powodują, że życie na jawie jest nie tylko obecne w śpiącym umyśle, ale i zostaje w nim zniekształcone. Sny tworzą się w jedyny w swoim rodzaju i niepozbawiony celowości sposób: odzwierciedlają, a jednocześnie przeobrażają nasze codzienne życie.
To, czemu poświęcamy uwagę na jawie, wnika do krain, do których udajemy się w snach, gdyż na szkielet świata sennego składają się osobiste wspomnienia i otoczenie kulturowe. W śpiącym ja utrzymuje się nasze poczucie tożsamości, zaaferowanie pracą, związkami romantycznymi, kwestiami bytowymi. Do marzeń sennych sączy się także świat zewnętrzny. Nie zdziwi to nikogo, kto przespał sygnał budzika, gdy jego dźwięk przeistoczył się we śnie w śpiew ptaków albo obrazki z dyskoteki. Śpiący mózg nie jest tak dalece odcięty od świata zmysłowego, świateł i dźwięków w środowisku, jak naukowcy kiedyś sądzili. Wszystkie te składniki razem wzięte – wspomnienia, ważne dla nas sprawy oraz otoczenie śpiącego ciała – kierują procesem nadawania kształtu snom.
Jakie są te indywidualne oraz – być może nawet bardziej pouczające – uniwersalne wzorce snów?
Jak zbudowane są sny?
W trakcie swojej kariery miałam przywilej prowadzenia badań nad snami w wielu laboratoriach na świecie. Typowe pracownie tego rodzaju są urządzane według podobnego schematu: w zamkniętym pomieszczeniu stoi łóżko oraz jest zainstalowany system dwustronnej komunikacji, w tym idealnie monitor wideo, i różne urządzenia rejestrujące, m.in. elektrody mierzące aktywność mózgu i tempo pracy serca, niewielka rurka rozdwajająca się przy nozdrzach, by monitorować ruch powietrza, oraz rozmaite elektrody, które mierzą drgnięcia i napięcie mięśni oraz ruchy gałek ocznych. Dodatkowe czujniki mogą śledzić ułożenie głowy i ciała albo wznoszenie się i opadanie klatki piersiowej, a malutki mikrofon przymocowany plastrem do szyi wykrywa nawet najdrobniejsze chrapliwe pomruki w gardle. Wszystkie te subtelne sygnały pochodzące od żywego organizmu składają się na olbrzymi zasób danych zbieranych w ciągu ośmiu godzin nocnego snu.
Niezliczone razy wprowadzałam ludzi do laboratorium i zanim usypiali, umieszczałam na ich głowie elektrody oraz niezobowiązująco wymieniałam z badanymi kilka zdań. Dbam o to, by światło było przygaszone, proponuję filiżankę herbaty ziołowej i staram się stworzyć relaksującą atmosferę – ten „ludzki” aspekt ma zasadnicze znaczenie dla dobrego snu.
Niezmiennie prawie każdy uczestnik tych eksperymentów dopytuje mnie, jak doszło do tego, że zajmuję tą dziedziną. To zrozumiała ciekawość – badanie marzeń sennych nie należy do typowych zawodów. Muszę przyznać, że chociaż sny zawsze mnie fascynowały, nie sądziłam, że będę mogła zajmować się nimi profesjonalnie. Natknęłam się na tę dziedzinę niemal przypadkiem na studiach pierwszego stopnia w Rochester. Miałam okazję pracować w Laboratorium Badań Snu i Neurofizjologii, działającym na wydziale medycznym niedaleko głównego kampusu. Laboratorium snu było upchnięte w ciemnym kącie przyziemia starego budynku szpitalnego i wyglądało jak sekretne wejście do krainy nieświadomości.
Tam po raz pierwszy zaznajomiłam się z elektrofizjologią śpiącego mózgu, z narastaniem i słabnięciem aktywności elektrycznej, w miarę jak mózg przechodzi przez głębsze i bardziej aktywne stadia snu. Niezwykle interesujące jest poznawanie tajników całego procesu spania, niemniej szczególnie ciekawiły mnie marzenia senne – ten przesmyk prowadzący do podziemi nieświadomości.
Sypialnie w laboratorium snu w Rochester były niemal luksusowe – z wielkimi łożami XXL, grubymi, ciepłymi kołdrami, lampkami nocnymi w stylu art déco oraz artystycznymi malunkami śpiących postaci przyozdabiającymi ściany. Pomieszczenie kontrolne, z którego monitorowaliśmy ludzi, oddzielał od sypialni długi korytarz i miało ono osobną łazienkę, kuchenkę oraz kącik wypoczynkowy. Zawsze największym wyzwaniem było dla mnie zachowywanie otwartych oczu przez całą noc obserwowania hipnotyzujących wykresów fal mózgowych na monitorach i rejestrowanego w podczerwieni obrazu śpiących. Skoro pomieszczenie kontrolne znajdowało się z dala od sypialni, mogliśmy w nim mieć zapalone światło oraz rozmawiać czy słuchać muzyki, podczas gdy sypialnie tonęły niemal w całkowitej ciszy i ciemności czy to w dzień, czy w nocy – idealne otoczenie zaprojektowane tak, by maksymalnie sprzyjało spaniu.
Wyposażenie w moim obecnym laboratorium w Montrealu jest skromniejsze. Dysponujemy dwiema sypialniami nieróżniącymi się wiele od pokojów w akademiku z typowymi ikeowskimi meblami. Wystrój ten jest pod wieloma względami naturalny dla uczestników naszych eksperymentów, którymi często bywają studenci miejscowych uczelni. Laboratorium stanowi część większego kompleksu badawczego snu, zlokalizowanego w końcu skrzydła na piątym piętrze szpitala. Wewnętrzne drzwi łączą nas z siostrzaną pracownią mającą trzy sypialnie, każda z osobną łazienką. Eksperymentatorzy sprawują tam kontrolę nad oświetleniem pomieszczeń, pozwalającym na tworzenie sztucznych faz dzień–noc różnej długości. Ludzie spędzają niekiedy wiele dni w tych kapsułach, podczas gdy naukowcy obserwują wpływ różnych rytmów światła i aktywności na spanie, co istotne jest m.in. dla poznania sytuacji osób pracujących na nocne zmiany i niewidomych.
W klinice, na drugim końcu korytarza, diagnozuje się i leczy też pacjentów z bezdechem sennym, narkolepsją, bezsennością czy tendencją do lunatykowania, by wymienić tylko kilka z podejmowanych zagadnień, a dzięki naszej współpracy w szpitalu ujawniają się liczne sposoby, w jakie marzenia senne mogą być zakłócane lub leczone w przypadku zaburzeń snu. Ośrodek snu tętni zatem aktywnością, a światła i dźwięki z otoczenia – z jednej strony z labiryntu korytarzy ze świetlówkami, z drugiej z okien na zewnątrz (pamiętajmy o potężnych pługach śnieżnych, pracujących w Kanadzie przez wiele zimowych nocy) – nieraz przenikają do snów badanych osób. Mimo wszystko pod ciepłym kocem, w ciemnym pokoju i z przytłumionymi hałasami z zewnątrz ludzie często bez problemu zapadają w sen.
Czasem gdy siedzę w pomieszczeniu kontrolnym (niekiedy w towarzystwie drugiego eksperymentatora) i kogoś monitoruję, przed oczami stają mi inne laboratoria, w których pracowałam. Na przykład w moim pierwszym miejscu zatrudnienia w Wielkiej Brytanii po doktoracie mieliśmy bardzo prosto urządzone laboratorium z dwiema wygodnymi sypialniami, w których zainstalowaliśmy prowizoryczny system komunikacji z adaptowanych urządzeń w rodzaju niani elektronicznej. Pracownia znajdowała się w środku ogólnie dostępnego kampusu uniwersyteckiego, niedaleko przepięknego wybrzeża morskiego i rano sny uczestników eksperymentów były nieraz brutalnie przerywane przez krzyki mew.
W Chicago, Cambridge i Holandii sypialnie aranżowano w pomieszczeniach przeznaczonych dawniej do badań neuronaukowych w stanie czuwania, tyle że wstawiono do tych pokoi rozkładane łóżka czy kanapy, by dało się prowadzić badania snu. Jedną z sypialni, w których pracowałam, urządzono w staraj klatce Faradaya; było to pomieszczenie z masywnymi metolowymi drzwiami przypominającymi lodówkowe, które izolowało człowieka w komorze eksperymentalnej. Niektóre badania w klinikach prowadziliśmy, gdy okryci cienkimi kocykami ludzie leżeli na szpitalnych łóżkach z tworzyw sztucznych, co niewątpliwie zmniejszało tak cenne dla snu poczucie komfortu.
Krótko mówiąc, warunki do odpływania w marzenia senne w laboratorium mogą być dalekie od idealnych, lecz z moich doświadczeń wynika, że mimo wszystko badania te zawsze wnosiły nowe spostrzeżenia.
Najbardziej uderzającą obserwacją, jaką zrobiłam w tych licznych eksperymentach w różnych laboratoriach w wielu krajach, jest to, że pomimo zróżnicowanego otoczenia oraz poziomu komfortu i natężenia dźwięków pojawiają się nieoczekiwane podobieństwa w snach badanych ludzi. Choć zasadniczo środowisko snu jest urządzane tak, by było porównywalne ze zwykłymi warunkami domowymi, nieuchronnie pojawia się nietypowa presja, by spać i śnić w celach eksperymentalnych. Nie powinno więc chyba dziwić, że prawie połowa uczestników śni o samym eksperymencie.
Gdy siedząc w pomieszczeniu kontrolnym, widzę, że człowiek wchodzi w fazę REM – z wyróżniającymi ją charakterystycznymi ruchami gałek ocznych – próbuję sobie wyobrazić, o czym może śnić. Czekam od pięciu do dziesięciu minut, aż aktywność mózgowa i mięśniowa się spotęguje, po czym biorę do ręki mikrofon, cicho wymawiam imię śpiącego i zwracam się do niego: „Proszę powiedzieć, co pojawiało się panu (pani) w umyśle, zanim się odezwałam”. Milknę i czekam, a ludzie zwykle wiercą się przez moment, mrucząc różne „hmm” i „umm”, gdy próbują pozbierać szczątki snu, który właśnie się rozpierzchł. W normalnym życiu stosunkowo rzadko zdarzają się takie sytuacje, ale właśnie dzięki temu łagodnemu przerwaniu snu zyskujemy świetny dostęp do treści marzeń sennych. Uważnie przysłuchuję się rwanym zdaniom, w których ludzie próbują przekazać mi wszystko, co pamiętają. Oto jeden ze snów:
Widzę kable na swojej twarzy. Są szpitalne korytarze, którymi się oddalam. Prowadząca badanie studentka mnie goni, a ja chcę jej uciec. Potem jestem już w laboratorium i wchodzą do niego moi rodzice. Złoszczę się, mam tylko kilka minut na zaśnięcie.
I inny:
Śniło mi się, że eksperyment zanadto się przeciągnął. Miałem poczucie, jakbym nie poradził sobie dostatecznie dobrze ze spaniem. Pamiętam, że zastanawiałem się (we śnie), czy będzie pani mogła zobaczyć moje sny przez te elektrody i czy uzna pani, że mam nie po kolei w głowie.
Analizując wraz z moim zespołem wykonywane przez dekadę badania w Montrealu, odkryłam, że odniesienia do laboratorium i eksperymentu są obecne w setkach raportów z marzeń sennych2. Ludziom śniło się miejsce przeprowadzania badania i szpitalne korytarze, a postaciami we śnie bywali eksperymentatorzy. Śniła się zasadnicza misja, by dobrze spać i zapamiętywać sny. Pojawiały się takie przedmioty jak elektrody, komputery czy clipboardy, a także wątki ogólnie związane ze spaniem, na przykład chodzenie w piżamie czy dostrzeganie łóżka. Mimo że w snach często występowało po kilka tych elementów jednocześnie, nigdy nie zostawał odtworzony cały przedsenny epizod z laboratorium. Jest to charakterystyczne dla snów: fragmenty niedawnych przeżyć są często wplatane w marzenia senne w połączeniu z innymi wspomnieniami, co snuje nową opowieść, natomiast pojedyncze wspomnienia niemal nigdy nie ujawniają się w całości. Wyjątkiem jest szczególny przypadek koszmarów, w których częściowo lub w pełni odtwarzają się traumatyczne wspomnienia, jednak stanowi to zaburzenie normalnego procesu kreacji snu (wrócimy do tych sytuacji w dalszej części książki).
Choć obserwowane przez nas w laboratorium sny są bardzo zróżnicowane, mają kilka powracających cech, które pojawiają się u bardzo różnych osób, co wskazuje na obecność pewnej strukturalnej presji kształtującej narrację snu. Sceneria snów w laboratorium obejmuje często personel badawczy, występujący razem z innymi postaciami, zwłaszcza przyjaciółmi i krewnymi, którzy biorą udział w fikcyjnych epizodach społecznych rozgrywających się w laboratorium. W marzeniach sennych prawie zawsze mamy do czynienia z jakimś wątkiem międzyosobowym. W snach w domu sytuacje społeczne są zgłaszane w 80 procentach raportów; 25 procent śnionych postaci stanowią członkowie rodziny, a od 20 do 40 procent znajomi. W badaniach prowadzonych w laboratorium personel pojawiał się w ponad połowie snów powiązanych z pracownią – a mowa przecież o praktycznie obcych ludziach, których uczestnicy eksperymentu dopiero co poznali. Prowadzi to nas do pierwszego zasadniczego składnika szkieletu marzenia sennego: sny systematycznie mają naturę społeczną i mobilizują śpiących do ponownego wchodzenia w kontakt z ludźmi (w tym obcymi), którzy są obecni w ich życiu na jawie.
Ten rys społeczny stanowi sugestywną podpowiedź na temat jednej z funkcji marzeń sennych: śnienie sytuacji społecznych mogło wyewoluować w celu wsparcia naszego rozwoju jako gatunku społecznego3. To, że sny są wybiórczo społeczne, czyli zawierają nadreprezentację pewnych elementów z życia społecznego na jawie, może służyć wzmacnianiu w ciągu nocy umiejętności interpersonalnych, na przykład pozwalając na testowanie we śnie różnych interakcji i ich potencjalnych następstw.
Oczywiście wizyta w laboratorium snu nie należy do typowych sytuacji społecznych. Spanie w takim miejscu jest zdarzeniem wyjątkowo ingerującym w intymność, podczas którego eksperymentator obserwuje śpiącą osobę i rejestruje jej sny. Nie powinno więc dziwić, że ludziom śni się m.in. bycie obserwowanym oraz chęć sprostania oczekiwaniom eksperymentatora. Łączy się to z drugim aspektem kreowania snów: mają one naturę wykonawczą, krystalizują się wokół ćwiczenia różnych umiejętności lub wokół kwestii osiągnięć. W snach w laboratorium często przewija się podstawowe zalecenie, by dobrze spać i zapamiętywać marzenia senne, wraz z innymi zadaniami należącymi do danego eksperymentu. Oto, co przyśniło się pewnej osobie:
Była ze mną matka, szliśmy korytarzem do pomieszczenia testowego. [Eksperymentatorka] umocowała mi elektrody na głowie, aby sny zapisywały się od razu na kartce. Przeszedłem korytarzem na następny test (…) chcieliśmy mieć to już za sobą i wyjść z laboratorium.
I inna relacja:
Próbowałam usnąć, ale nie bardzo mi się to udawało, bo mojego łóżka w zasadzie nic nie odgradzało od badaczy (…) w pewnym momencie znalazło się ono całkiem na zewnątrz. Mówiąc o moich falach mózgowych, naukowcy nazywali je „wzorcem Dantego”.
Choć nie ma niczego takiego jak wzorzec Dantego, ten ostatni sen z usilnymi próbami zaśnięcia i pokonania różnych przeszkód stających na drodze do dobrego spisania się w roli uczestnika eksperymentu jest bardzo powszechny w laboratoriach. Wygląda na to, że na jawie zapamiętujemy pewne wyzwania czy zadania i po uśnięciu podejmujemy symulowaną próbę realizacji wyznaczonego celu. Marzenie senne ma często charakter powtarzalny, fabuła zapętla się. Wspomniana osoba wielokrotnie stara się usnąć, ale za każdym razem coś jej w tym przeszkadza. Wykonuje testy związane z eksperymentem, ale po skończeniu jednego pojawia się kolejny.
Również w snach dokumentowanych w domu obserwuje się podobne wątki nieustającego podejmowania prób (często nieudanych) osiągnięcia jakiegoś celu, na przykład złapania autobusu czy zdążenia na lotnisko albo nieprzygotowanie czy spóźnienie się na egzamin. Wydaje się, że są to sny z określonym celem i podobnie jak w laboratorium zapewne chodzi w nich bardziej o sam przebieg działania niż o osiągany rezultat – sednem tych snów jest proces, nie efekt.
Badania naukowe, a chyba również zdrowy rozsądek, mówią nam, że marzenia senne wykraczają poza proste odzwierciedlanie pożądanych celów i umożliwiają nam nocne ćwiczenie się w stosowaniu wartościowych umiejętności, a ich powtarzalność może być kluczowa dla uczenia się. We śnie możemy ćwiczyć korzystanie ze śnionego ciała, manipulować śnionymi przedmiotami i poruszać się po śnionych światach. Na przykład sportowcom i muzykom śni się trenowanie ich dyscypliny sportu czy gra na instrumencie, niekiedy w warunkach wielkiej presji.
Jeżeli można się sugerować przypadkami z naszego laboratorium, inną powszechnie ćwiczoną w snach umiejętność widać w tym, że wiele z nich ma naturę eksploracyjną – rozglądamy się, przeszukujemy, tropimy coś na rozwijającej się przed nami mapie świata. Weźmy następujący przykład:
Do pomieszczenia wszedł eksperymentator, zapalił światło i przyszła jeszcze inna osoba porozmawiać ze mną. Zależało jej na ludziach świadomych we śnie. W sypialni były drugie drzwi, a za nimi korytarz. Na jego końcu stali w jakimś pokoju ludzie w białych fartuchach.
I inny sen:
Do sypialni wchodzi eksperymentatorka. Widzę, że naprzeciw mnie, w miejscu, gdzie powinna być ściana, znajdują się drzwi. Otwiera je Jim z serialu Biuro. Za drzwiami widzę krótki korytarzyk i jeszcze jedne drzwi. Jim mówi mi, że mogę wstać.
W tych przykładach śniące osoby wyobrażają sobie, że budzą się w laboratorium i widzą coraz bardziej rozrastające się wokół nich otoczenie. Wydaje się, jakby sen powoływał do istnienia świat, który pączkuje wokół nas przestrzennie i temporalnie, niczym zmarszczki rozchodzące się w przestrzeni i czasie. Niektórym śni się nawet droga powrotna z pracowni do domu – przejście przez szpitalne korytarze i przemierzenie ulic w mieście. Sny te opierają się na zdolności przypominania sobie niedawnych faktów, w tym tego, gdzie się znajdujemy i co robimy, oraz rzutowania siebie w potencjalną bliską przyszłość, co stanowi formę przyprawionego odrobiną absurdu mentalnego podróżowania w czasie.
Choć niektórzy naukowcy niebezpodstawnie twierdzą, że sny zbierane w laboratorium mogą nie być reprezentatywne dla snów naturalnych – i różnią się od tych zbieranych w domach – moim zdaniem mają jednak wartość informacyjną i są użyteczne, pomagają bowiem wykryć kluczowe elementy szkieletu, na jakim wznosi się śniony świat. W marzeniach sennych zbieranych w domach oraz poznawanych dzięki badaniom sondażowym odzwierciedlają się podobne wątki do relacjonowanych w laboratorium, związane z symulacją społeczną, ćwiczeniem różnych umiejętności, penetrowaniem środowiska oraz odwołaniami do niego i do aktualnie zaprzątających nas spraw.
Kolejnym elementem tej układanki – jeśli można tak określić strukturę snów – są „typowe” śnione wątki4. Chodzi o symbolikę czy fabuły snów, które pojawiają się wielokrotnie i bardzo powszechnie w całej populacji, w tym u przedstawicieli różnych kultur i u osób w rozmaitym wieku. Z pewnością czytelnicy też doświadczyli jednego lub więcej z tych typowych snów. Do 70 procent osób donosi o występowaniu w ich snach najbardziej typowych wątków, takich jak uciekanie, spadanie lub wielokrotne podejmowanie prób zrobienia czegoś. W badaniach ankietowych wykryto ponad czterdzieści takich motywów, a wiele z nich stanowi poszerzone wersje schematów zidentyfikowanych w laboratoriach.
Tak na przykład społeczny profil snu ujawnia się w typowych wątkach ucieczki i bycia gonionym, w męczących snach o niewierności lub w przyjemnych snach erotycznych oraz w częściowo społecznych snach, w których wyczuwamy bliżej nieokreśloną obecność w pomieszczeniu. Inne typowe sny społeczne wiążą się z sytuacjami skrępowania czy zawstydzenia. Wydaje się to wspólnym motywem w snach, w których okazujemy się niestosownie ubrani lub nadzy, co przypomina sny z laboratorium o podleganiu obserwacji ze strony eksperymentatorów, którzy zaglądają do sypialni albo rejestrują ukryte myśli śpiących.
Jeszcze inne typowe wątki senne mają charakter bardziej pozytywny i eksploracyjny, na przykład dotyczą znalezienia pieniędzy lub – prywatnie mój faworyt – odkrywania nowych pomieszczeń i korytarzy we własnym domu. Niekiedy taki sen rozgrywa się z fantazyjnym rozmachem i otwierają się magiczne drzwi do innego świata. Kiedy indziej jest zwyczajniejszy i po prostu dostrzegamy nowy schowek w holu albo praktyczną zmywarkę w kuchni (bardzo miły sen!). Wątki te są podobne do snów w laboratorium, w których przed oczami ludzi chodzących po terenie szpitala nieoczekiwanie wyrastają kolejne okna, drzwi i korytarze. Wygląda na to, że śniony świat nie ma z góry ustalonej topografii, tylko jest na bieżąco kreowany w miejscach, w które zapuszcza się śpiąca osoba i w których otwierają się przed nią nowe przestrzenie, zachęcające do dalszego penetrowania otoczenia.
Tego rodzaju sny nazywamy typowymi ze względu na częstość pojawiania się ich w całej populacji, niemniej wydaje się, że każdemu z nas śni się tylko pewien zestaw tych wątków, dostosowany do indywidualnej sytuacji. Jednej osobie wielokrotne śnią się społeczne sceny zawstydzenia, na przykład pojawiania się nago przed ludźmi. Dla innej typowe mogą być sny o nieudanych próbach, bezskutecznie ponawianych podejściach do osiągnięcia jakiegoś celu. Sny takie mogą mieć naturę nawracającą i śnić się wiele razy w czasie różnych nocy oraz intensyfikować się w okresach stresu. Powtarzające się sny tego rodzaju, zgłaszane aż przez 75 procent dorosłych, mogą się zaczynać w młodym wieku i utrzymywać przez resztę życia. By dać przykład: typowy sen o spóźnieniu się na egzamin często zaczyna się w latach szkolnych, gdy stale towarzyszą nam silne stresy związane z nauką, lecz wątek ten może się też przewijać w późniejszym życiu, powiedzmy, przed ważną prezentacją w pracy lub rozmową kwalifikacyjną. Co prawda okoliczności są inne, ale stresująca presja, by dobrze wypaść, uruchamia znany scenariusz snu.
Nawracające sny występują u wielkiej liczby osób, wydaje się jednak, że są bardziej patologiczne od typowych snów. Będziemy do nich jeszcze nawiązywać, ponieważ mają one dużo wspólnego z koszmarami.
Wracając do typowych marzeń sennych, w ich uniwersalnych wątkach ujawniają się pewne systematyczne tendencje formowania snów u wielu ludzi. Podobnie jak w snach w laboratorium ukazuje się w nich świat budowany według kilku nieprzypadkowych schematów z naciskiem na to, by marzenia senne zapełniały się postaciami, z którymi możemy wchodzić w interakcje, zadaniami do wykonania i przestrzeniami do penetrowania. Wątki te pokazują istnienie swoistego strukturalnego fundamentu kreowania się snów oraz udzielają podpowiedzi co do funkcji samego śnienia, o czym dalej będzie mowa. Interesującą cechą typowych snów jest to, że pojawiają się w rozmaitych kulturach i u osób w różnym wieku, a jednocześnie często nie przedstawiają typowych doświadczeń z życia na jawie. Kiedyż to odkryliśmy ostatnio jakiś nowy pokój w swoim mieszkaniu, swobodnie spadaliśmy czy szybowaliśmy w powietrzu albo stanęliśmy bez ubrania przed salą pełną ludzi? Mimo to znaczna liczba osób miewa takie sny, i to wiele razy.
Co to nam mówi o powstawaniu świata marzeń sennych? W przypadku bardziej surrealnych wątków, które wydają się dalekie od życia na jawie, trudno twierdzić, że odgrywają rolę we wzmacnianiu określonych umiejętności lub stanowią użyteczne ćwiczenie społeczne. Aby nieco lepiej zrozumieć niektóre niezwykłe czy niespodziewane motywy senne, takie jak wypadanie zębów albo trudności ze znalezieniem toalety, musimy przyjrzeć się kolejnemu źródłu powstawania snów: samemu ciału.
Współtworzenie snów przez ciało
Nie należy do rzadkości, że po przebudzeniu się zdajemy sobie sprawę, że do naszego snu wniknęły pewne składniki pochodzące z otoczenia: szczekanie psa, dźwięk alarmu rozlegającego się w samochodzie pod domem, świergot ptaków – wszystko to włączone w odgłosy i scenerię śnionego świata, gdy mózg nie chce ustąpić i dać się obudzić. Rzecz jasna, kiedy bodziec jest dostatecznie silny, powoduje przebudzenie (to zresztą elementarna funkcja budzika). Ale pomijając te poranne zakłócenia, większość z nas traktuje sen jako czas, w którym pozostajemy odcięci od świata fizycznego, zamknięci w swoim umyśle i odizolowani od czującego ciała.
W rzeczywistości sny nie są aż tak bardzo odizolowane ani od ciała, ani od zmysłowego kontaktu ze światem. Strumień informacji płynących przez nasze zmysły nie urywa się i niekiedy zostaje zmyślnie wprowadzony do snów.
Zapewne najczęściej zauważa się we śnie aktywność organizmu wtedy, gdy jest najmniej pożądana: konieczność oddania moczu, niezdolność odezwania się czy poruszenia, zgrzytanie zębami albo dzwonienie w uszach, które wdziera się pod ciepłą kołderkę snu. Skrajny przykład stanowi paraliż senny, podczas którego nie możemy się odezwać ani drgnąć przez krótki czas przed pełnym rozbudzeniem się, czemu często towarzyszą napawające lękiem sny. Pamiętam, kiedy pierwszy raz doznałam takiego paraliżu. Było to w moich latach licealnych. Wczesnym rankiem pewnego dnia przed pójściem do szkoły obudziłam się z przerażającą świadomością, że całe moje ciało jest kompletnie bezwładne. Siliłam się, by otworzyć oczy i nawet próbowałam krzyknąć, ale nie byłam w stanie napiąć mięśni ani wydać żadnego dźwięku. Nie miałam pojęcia, co się dzieje. W panice dojrzałam jakąś zamazaną postać przy drzwiach sypialni, która powoli zbliżała się do mnie. Myślałam, że zaraz umrę. A potem nagle moje oczy się otworzyły i zobaczyłam pusty pokój rozświetlony promieniami słońca. Z trudem łapałam oddech, ciężko dysząc zdezorientowana i przestraszona.
Przez całe lata regularnie doznawałam paraliżu sennego i był to pierwotny powód, z którego zainteresowałam się badaniami snu na studiach. Z ulgą dowiedziałam się, że zjawisko to ani nie jest groźne, ani nie należy do rzadkości (co najmniej jeden raz w życiu doświadcza go zapewne do 40 procent ludzi). Są to resztki naturalnego bezwładu mięśni, do jakiego dochodzi w fazie REM. Choć w pierwszej chwili może się to wydawać dziwne, że ciało jest fizycznie sparaliżowane w tej fazie snu, służy to funkcjonalnemu celowi: powstrzymuje ciało przed fizycznym odgrywaniem treści snu. Poczucie tego paraliżu czasem przenika jednak do marzenia sennego, szczególnie w momentach granicznych na progu jawy, a doświadczenie to bywa odbierane w skali od niepokojącego do głęboko zatrważającego.
Paraliż senny jest przykładem ekstremalnym, ale w rzeczywistości ciało często odgrywa rolę w śnieniu, tylko że z reguły nie postrzegamy tego w tych kategoriach. Na wiele sposobów organizm fizycznie doznaje tego, co dzieje się w marzeniu sennym, i vice versa – sen reaguje na to, co dzieje się w ciele. Innymi słowy, sny nie są wytwarzane wyłącznie przez mózg, lecz rozwijają się w kontekście wymiany informacji ze śpiącym ciałem.
Pierwszym poznanym korelatem śnienia były szybkie ruchy gałek ocznych, odkryte w 1953 roku i definiujące od tamtej pory fazę REM (rapid eye movements) snu5. Gdy budzono ludzi w okresach cechujących się „gwałtownymi, skokowymi, dwuocznie symetrycznymi” ruchami gałek ocznych, w 74 procentach razów zgłaszali oni doświadczanie wyrazistych, wzrokowych snów. Odkrycie to spowodowało lawinę badań nad marzeniami sennymi (choć od tamtego czasu ustaliliśmy, że marzenia występują też w innych stadiach snu) oraz zapoczątkowało utrzymującą się do dziś tendencję, by dążyć do powiązania obiektywnych wskaźników – takich jak aktywność organizmu i mózgu – z psychicznym doświadczeniem śnienia.
Czy te szybkie ruchy gałek ocznych mogą ujawniać faktyczną aktywność wzrokową podczas snu? Ewentualność ta znana jest dziś pod nazwą hipotezy rozglądania się (scanning hypothesis) i w niektórych eksperymentach zebrano przemawiające za nią świadectwa, gdy szybkie ruchy gałek ocznych okazywały się zbieżne z opisami wizualnej warstwy snu, na przykład przyśnienie się meczu tenisowego oraz powtarzające się ruchy oczu w prawo i lewo. Choć pojawiają się niespójności między ruchami gałek ocznych a śnioną treścią wizualną, przełomowe badania nad snami z zachowaniem przytomności umysłowej dowiodły występowania pewnej korespondencji. Pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku Stephen LaBerge i Keith Hearne niezależnie wykazali, że osoby śniące przytomnie mogą celowo wykonywać we śnie powtarzalne zwroty w lewo i w prawo oczami, co skutkuje odpowiednimi ruchami gałek ocznych w śpiącym ciele6. Pokazało to, że śpiący człowiek może sprawować kontrolę nad swoim ciałem fizycznym, korzystając z ruchów wykonywanych w marzeniu sennym. W następnych latach śladem tym poszło wiele innych badań, które ujawniły, że osoby śniące przytomnie są w stanie kontrolować rozmaite części ciała, na przykład zaciskać pięść we śnie, co skutkuje jednoczesnymi drgnięciami mięśni przedramienia, a także kontrolować oddychanie we śnie, co zmienia oddychanie i ruchy brzucha w śpiącym ciele.
Wydaje się, że nawet w przypadku snów, w których człowiek nie zachowuje przytomności umysłowej, ich treść przejawia się fizycznie w ciele. Wiadomo na przykład, że w fazie REM zachodzą nieregularne fluktuacje oddechu, tempa pracy serca oraz aktywności mięśniowej, i mogą one korespondować z psychicznym doświadczeniem śnienia. Uczestnikowi pewnego badania śniło się, że płynie żabką, a wykonywane w tym czasie pomiary pokazały, że wielokrotnie wstrzymywał oddech, a potem wydychał powietrze analogicznie do tego, jak pływak chowa głowę pod wodę i się z niej wynurza. Również w przypadku koszmarów często występują silne powiązania z ciałem. Przez kilka minut przed przebudzeniem się większość osób ma przyspieszone tętno i oddech, tak jakby śpiący organizm doznawał fizycznego obciążenia. Ma to konsekwencje zdrowotne u ludzi, którym wielokrotnie śnią się koszmary, takich jak pacjenci z zaburzeniem stresowym pourazowym (post-traumatic stress disorder, PTSD), u których psychiczne i fizyczne aspekty urazu odżywają podczas snu.
Ewidentnie widać pewien związek między tym, co wyobrażamy sobie we śnie, a tym, jak ciało reaguje na śnione doświadczenia czy je odzwierciedla. W jaki jednak sposób śniący umysł nawiązuje łączność ze śpiącym ciałem? I jakie wnioski wynikają z istnienia tego szlaku komunikacyjnego?
Przede wszystkim warto przyjrzeć się obecnej w mózgu mapie ciała, to znaczy systematycznemu przyporządkowaniu pewnych neuronów czuciowych i ruchowych w mózgu określonym częściom ciała. Wydaje się, że ta neuronowa mapa leży u podstaw wyrazistych wyobrażeń czuciowo-ruchowych (wyobrażanych doznań wzrokowych, dotykowych, słuchowych, węchowych i smakowych oraz ruchów ciała) we śnie. Badania wykonywane metodą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego podczas przytomnych snów ukazały, że kiedy człowiek zaciska we śnie pięść, obserwuje się aktywność tych samych rejonów czuciowo-ruchowych mózgu co wtedy, gdy wykonuje tę czynność na jawie, a podczas spania koresponduje to jednocześnie z realnymi drgnięciami mięśni przedramienia. Psychika, mózg i ciało są wzajemnie połączone. Taką samą prawidłowość obserwuje się w odniesieniu do innych form percepcji, na przykład oglądania twarzy, słyszenia mowy czy postrzegania scen przestrzennych – wszystkie te sytuacje wiążą się ze specyficznymi wzorcami aktywności czuciowo-ruchowej w mózgu, jakie zachodzą na jawie, i podobne wzorce wykrywa się w trakcie śnienia.
Wyraziste wrażenia czuciowe i ruchowe w snach – doświadczenia chodzenia, poruszania się, fruwania, spadania, walki, poszukiwania i inne – pochodzą z kory czuciowo-ruchowej. Warto tu odnotować, że pod względem percepcyjnym sny cechują się najsilniejszym akcentowaniem wyobrażeń wzrokowych, po których idą słuchowe i ruchowe, a w mniejszym stopniu zapachowe i smakowe – choć bywa to zróżnicowane w określonych populacjach, na przykład osoby niesłyszące i niewidzące intensywniej doświadczają w snach zapachów i smaków. Z dalszej części książki dowiemy się więcej o tych wariantach.
Niekiedy ruchowe wyobrażenia senne wiążą się z realnymi ruchami ciała pomimo zasadniczego paraliżu mięśni w fazie REM. W przypadku takich zachowań ludzie fizycznie odgrywają treść marzeń sennych, często podczas szczególnie emocjonujących snów, takich jak koszmary czy sny związane z żałobą, a nawet erotyczne. Do powszechnych zachowań należą wtedy mówienie przez sen, płacz, uśmiechanie się, wybuchy śmiechu oraz wyrażanie strachu czy zachowania obronne. Fascynującą sprawą jest to, że takie zachowania mogą odzwierciedlać mowę oraz czyny zarówno śnionego ja, jak i innej postaci ze snu. Jeżeli na przykład śni się nam, że fruniemy, by umknąć przed złowrogo rechoczącą czarownicą, możemy się obudzić drżący ze strachu albo śmiejący się na głos jak owa czarownica. Pokazuje to występujące w snach zjawisko, które rzadko sobie uświadamiamy, mianowicie że wszystkie śnione postacie – twoje śnione ja, znajomy czy krewny, obcy człowiek, ulubiony zwierzak, duchowy przewodnik – są jednocześnie wytwarzane przez nasz umysł. Podczas doświadczania przez nas snu z perspektywy pierwszoosobowej śpiący mózg wyczarowuje również tamte postacie łącznie z ich myślami, uczuciami, działaniami i głosami. Czasem obdarza nawet poszczególne osoby różnymi językami czy akcentami.
Ta zdolność mózgu do zorkiestrowania zachowań i emocji wszystkich śnionych bohaterów jest godna najwyższego podziwu. Jak umysł radzi sobie z koordynacją tak zróżnicowanej obsady aktorskiej snu?
Niektórzy naukowcy upatrują potencjalnego producenta i reżysera śnionych postaci w układzie neuronów lustrzanych. Z badań obrazowych mózgu wynika, że układ ten jest aktywny zarówno w trakcie, gdy wykonujemy określoną czynność (na przykład bierzemy do ręki kubek), jak i podczas obserwowania tej czynności wykonywanej przez inną osobę (powiedzmy, podnoszenia kubka przez kolegę). Ponadto tę samą aktywność mózgu rejestruje się, kiedy tylko wyobrażamy sobie wykonywanie tej czynności przez siebie lub kogoś innego. Takie odzwierciedlanie działań i ekspresji innych ludzi pomaga nam naśladować na jawie i rozumieć ich zachowania oraz emocje. Na podobnej zasadzie układ neuronów lustrzanych może odpowiadać za symulowanie czynności i emocji różnych postaci w snach.
Argumenty przemawiające za tą koncepcją pochodzą z analiz zachowań lustrzanych, czyli behawioralnych przejawów aktywności neuronów lustrzanych, takich jak zaraźliwy płacz albo śmiech (rozpłakanie się lub roześmianie, gdy widzimy płaczące czy śmiejące się osoby) oraz inne formy mimikry, na przykład przybieranie podobnej postawy ciała czy wyrazu twarzy jak rozmówca. W badaniach snów okazało się, że ludzie wykazujący więcej zachowań lustrzanych na jawie częściej fizycznie odgrywają marzenia senne podczas spania, na przykład osoby, które łatwo rozpłakują się na widok płaczu innych, częściej budzą się we łzach. To samo dotyczy uśmiechania się i śmiania.
Podsumowując, być może kora czuciowo-ruchowa i układ neuronów lustrzanych sterują działaniami i emocjami naszego śnionego ja i innych postaci marzenia sennego w podobny sposób, jak działamy i wchodzimy w interakcje z ludźmi na jawie.
O ile jest jasne, a może wręcz intuicyjnie zrozumiałe, że ciało może naśladować czy przejawiać pewne działania i emocje ze snów, o tyle jest też druga strona medalu, i to potencjalnie nawet bardziej interesująca: ciało fizyczne bywa źródłem wyobrażeń sennych.
* Można by tu dodać obecnego w dawnym polskim folklorze dusiołka (przyp. tłum.).
** Zwanych formalnie „zaburzonym odczuwaniem snu” (przyp. tłum.)







