„Koszmary senne” to popularnonaukowa książka, która wyjaśnia, jak powstają złe sny, dlaczego pojawiają się w trudnych chwilach życia i jak wykorzystać wiedzę o śnieniu – także świadomym – by poprawić zdrowie i jakość snu.


Większość ludzi traktuje koszmary jako coś, o czym należy zapomnieć, zostawić za sobą w mrokach nocy – a także jako coś, nad czym nie mamy żadnej kontroli.

Ale Ty nie należysz do większości, prawda? Dlatego trzymasz w ręku tę książkę. Znajdziesz w niej odpowiedzi na trzy podstawowe pytania:
• Dlaczego śnimy?
• Dlaczego miewamy złe sny?
• Jak można wykorzystać wiedzę naukową o marzeniach sennych i koszmarach do poprawy stanu zdrowia?

Michelle Carr, biegła adeptka inżynierii śnienia, wyjaśnia, dlaczego złe sny pojawiają się najczęściej w okresie stresu i jak ułatwiają radzenie sobie z trudnymi wydarzeniami dnia. Opisuje, co nauka mówi o powstawaniu koszmarów oraz o możliwościach, jakie stwarza ich zrozumienie.

Wreszcie opowiada też o tym, jak korzystać ze snów we własnym życiu, czy to w celach terapeutycznych, czy po prostu dla rozrywki, a nawet, jak postarać się o zachowanie przytomności umysłowej podczas śnienia (tak zwane świadome śnienie).

Michelle Carr
Koszmary senne
Skąd się biorą, jakie mają znaczenie dla Twojej psychiki i jak odzyskać nad nimi kontrolę
Przekład: Dariusz Rossowski
Wydawnictwo Copernicus Center Press
Premiera: 25 lutego 2026
 
 


Moim zda­niem kosz­mar ab­so­lut­nie nie jest snem nie­uda­nym czy aber­ra­cyj­nym, lecz jed­nym z naj­waż­niej­szych ro­dza­jów ma­rzeń sen­nych i wła­śnie w nim mo­żemy naj­ła­twiej do­strzec pro­ces, który za­cho­dzi praw­do­po­dob­nie we wszyst­kich snach. W tym sen­sie kosz­mar jest naj­uży­tecz­niej­szym ze snów.
dr Er­nest Hart­mann

Wstęp

To tylko sen.
Więk­szość lu­dzi trak­tuje kosz­mary jako coś, o czym na­leży za­po­mnieć, zo­sta­wić za sobą w mro­kach nocy – a także jako coś, nad czym nie mamy żad­nej kon­troli.
Jed­no­cze­śnie bar­dzo wielu z nas miewa złe sny. Rzadko o nich roz­ma­wiamy, wo­limy ra­czej otrzą­snąć się z nich w pro­mie­niach po­ranka. Ale ta­kie ma­rze­nia senne to coś znacz­nie wię­cej niż tylko źle prze­spana noc, a zro­zu­mie­nie od­dzia­ły­wa­nia tych snów – i ich za­ska­ku­ją­cych do­brych stron – może nam nieco osło­dzić mę­czące noce oraz wspo­móc kon­dy­cję psy­chiczną na ja­wie.
Normą jest przy­po­mi­na­nie so­bie złych snów w okre­sach stresu i wy­daje się, że te sny w pew­nym sen­sie uła­twiają nam ra­dze­nie so­bie z trud­nymi wy­da­rze­niami dnia, co nie­któ­rzy na­ukowcy trak­tują wręcz jako „nocną te­ra­pię”. Inni po­strze­gają złe sny jako po­da­rek od ewo­lu­cji, bez­pieczną prze­strzeń, w któ­rej mo­żemy wy­pró­bo­wy­wać różne re­ak­cje na sce­na­riu­sze sta­no­wiące po­ten­cjal­nie za­gro­że­nie dla ży­cia. Więk­szość ba­da­czy uważa, że trudne sny mają za­lety; ist­nieje do­bra strona sta­wa­nia nocą oko w oko z we­wnętrz­nymi de­mo­nami.
W skraj­nych przy­pad­kach prze­wle­kłe kosz­mary mogą się jed­nak prze­do­sta­wać do ży­cia na ja­wie i pod­ko­py­wać zdro­wie psy­chiczne. Na przy­kład: spo­śród pięt­na­stu ty­sięcy pra­cow­ni­ków szpi­tali u tych, któ­rzy byli na­ra­żeni na traumy, do­świad­cza­nie czę­stych kosz­ma­rów było naj­sil­niej­szym po­je­dyn­czym czyn­ni­kiem ry­zyka sa­mo­bój­stwa.
Dla­czego? Jakże coś po­zor­nie tak ilu­zo­rycz­nego może wy­wie­rać tak dra­ma­tyczny wpływ na psy­chikę?
Więk­szość lu­dzi nie zdaje so­bie sprawy z tego, że kosz­mar jest re­al­nym do­świad­cze­niem – rze­czy­wi­stym w na­szym umy­śle, móz­gu i ciele. U osób, które do­znały cięż­kiej traumy psy­chicz­nej lub choćby są wy­soce wraż­liwe na stres, kosz­mary mogą od­na­wiać traumę za każ­dym ra­zem, gdy się śnią. Na do­da­tek czę­ste kosz­mary i wy­wo­ły­wane przez nie za­bu­rze­nia noc­nego wy­po­czynku mogą za­kłó­cać zdol­ność mó­zgu do re­gu­lo­wa­nia emo­cji, tak że na­stęp­nego dnia bu­dzimy się jesz­cze bar­dziej bez­bronni.
Na szczę­ście współ­cze­sna wie­dza na­ukowa na te­mat ma­rzeń sen­nych zrywa za­słonę ze śnią­cego umy­słu i po­ka­zuje, co dzieje się w nim po wie­czor­nym zga­sze­niu świa­teł. Za­awan­so­wane tech­niki ba­daw­cze dają nam nowe spo­soby pod­glą­da­nia or­ga­ni­zmu i psy­chiki w spo­czynku, a także me­tody wpły­wa­nia na ukryte światy, w któ­rych prze­by­wamy pod­czas snu, oraz spo­soby prze­ry­wa­nia de­struk­cyj­nego cy­klu kosz­ma­rów i przy­wra­ca­nia do­brego wy­tchnie­nia nocą.
Zaj­muję się na­uko­wym ba­da­niem pro­ce­sów śnie­nia. W ciągu ostat­nich dwóch de­kad spę­dzi­łam setki nocy, czu­wa­jąc w la­bo­ra­to­rium i ob­ser­wu­jąc sen lu­dzi. Mo­ni­to­ruję na ekra­nie ich fale mó­zgowe, które spo­wol­niają się, w miarę jak nad­cho­dzi głę­boki sen. Mniej wię­cej co dzie­więć­dzie­siąt mi­nut mózg prak­tycz­nie się roz­bu­dza, a gałki oczne strze­lają w różne strony, tak jakby lu­dzie oglą­dali ja­kieś sceny, praw­do­po­dob­nie wy­ra­zi­sty sen. De­li­kat­nie bu­dzę ich wtedy, mó­wiąc przez gło­śnik: „Pro­szę po­wie­dzieć, co ci się te­raz śniło”.
Znaczna część mo­ich ba­dań do­ty­czy kosz­ma­rów i tego, co dzieje się w psy­chice, mó­zgu i ciele pod­czas ich wy­stę­po­wa­nia. Kiedy czło­wiek do­świad­cza kosz­maru w la­bo­ra­to­rium, czę­sto wi­dzimy, że jego serce ga­lo­puje, od­dech staje się nie­re­gu­larny, a ak­tyw­ność mó­zgu jest szybka i bli­ska tej na ja­wie. Psy­chika i ciało są prze­ko­nane, że za­gro­że­nie jest re­alne. I w wielu przy­pad­kach rze­czy­wi­ście ta­kie jest. Jak naj­bar­dziej praw­dziwy stres z kosz­ma­rów prze­nika do ży­cia na ja­wie, co wy­wo­łuje ne­ga­tywne re­per­ku­sje, zwłasz­cza w za­kre­sie zdro­wia psy­chicz­nego. Z tego po­wodu ba­da­nia i le­cze­nie tych snów mają ogromną wagę.
Do istoty mo­ich do­cie­kań na­leżą trzy główne py­ta­nia: Dla­czego śnimy? Dla­czego mie­wamy złe sny? Jak można wy­ko­rzy­stać wie­dzę na­ukową o ma­rze­niach sen­nych i kosz­ma­rach do po­prawy stanu zdro­wia? W książce tej za­po­znasz się z me­cha­ni­zmami ewo­lu­cyj­nymi, które kształ­to­wały prze­zna­cze­nie zja­wi­ska śnie­nia. Do­wiesz się, co na­uka mówi o po­wsta­wa­niu złych snów oraz o moż­li­wo­ściach, ja­kie stwa­rza zro­zu­mie­nie kosz­ma­rów. Prze­czy­tasz też o tym, jak ko­rzy­stać ze snów we wła­snym ży­ciu, czy to w ce­lach te­ra­peu­tycz­nych, czy po pro­stu dla roz­rywki – a na­wet o tym, jak po­sta­rać się o za­cho­wa­nie przy­tom­no­ści umy­sło­wej pod­czas śnie­nia (lu­cid dre­aming).
Aby ba­dać kosz­mary w la­bo­ra­to­rium snów, przy­kła­damy do ciała śpią­cych różne czuj­niki. Elek­trody na skó­rze głowy mie­rzą ak­tyw­ność mó­zgu, co po­zwala okre­ślać sta­dia snu. Inne elek­trody na ciele mie­rzą tętno i na­pię­cie mię­śniowe, w szcze­gól­no­ści w miej­scu mię­dzy brwiami – je­żeli wi­dać, że ktoś marsz­czy czoło pod­czas spa­nia, może to zna­czyć, że do­świad­cza kosz­maru. Ka­mera na pod­czer­wień prze­syła ob­raz śpią­cych do po­miesz­cze­nia kon­tro­l­nego, tak by eks­pe­ry­men­ta­to­rzy mo­gli ich ob­ser­wo­wać. Co pe­wien czas bu­dzimy uczest­ni­ków ba­dań, by zbie­rać re­la­cje o ich snach.
Choć po­wszech­nie wia­domo, że spę­dzamy, śpiąc, znaczny frag­ment ży­cia – osiem go­dzin każ­dej nocy, czyli jedną trze­cią doby – więk­szość lu­dzi nie zdaje so­bie sprawy, że przez bar­dzo dużą część tego czasu śnimy. Kiedy bu­dzę uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów wie­lo­krot­nie w ciągu jed­nej nocy – od pierw­szych chwil po za­śnię­ciu przez mroki głę­bo­kiego snu aż do wcze­snych go­dzin po­ran­nych – w więk­szo­ści przy­pad­ków przy­po­mi­nają so­bie, że tuż przed obu­dze­niem mieli pewne do­świad­cze­nia: o czymś my­śleli, coś czuli, o czymś śnili. Ich śpiący umysł jest nad­zwy­czaj ak­tywny. Śpi, ale nie prze­rywa pracy.
Treść snów zmie­nia się w trak­cie nocy. Raz jest bar­dziej po­wsze­dnia i po­dobna do my­śli, kiedy in­dziej bar­dziej od­re­al­niona i „oni­ryczna”. W pew­nym sen­sie ana­lo­gicz­nym zmia­nom ulega cha­rak­ter na­szego my­śle­nia, gdy wy­ko­nu­jemy czyn­no­ści dnia co­dzien­nego: błą­dzimy my­ślami pod­czas zmy­wa­nia na­czyń czy do­jazdu au­to­bu­sem do pracy, a sku­piamy się w trak­cie roz­mowy z przy­ja­cie­lem albo mon­to­wa­nia szafki. Na war­stwę fe­no­me­no­lo­giczną na­szego ży­cia – za­równo na ja­wie, jak i pod­czas spa­nia – skła­dają się róż­no­rodne do­świad­cze­nia we­wnętrzne, które w dłuż­szej per­spek­ty­wie okre­ślają na­wet stan na­szego zdro­wia psy­chicz­nego. O sa­mo­po­czu­ciu i kon­dy­cji bio­lo­gicz­nej de­cy­dują nie tylko dzia­ła­nia i obo­wiązki wy­ko­ny­wane przez nas w ciągu dnia. We­wnętrzne do­świad­cza­nie przez nas ży­cia ma za­sad­ni­czy wpływ na zdro­wie oraz – jak się nie­ba­wem prze­ko­namy – na wy­sy­pia­nie się nocą.
Nie bez zna­cze­nia jest to, co ko­ła­cze się nam w gło­wie, gdy ukła­damy się do snu. Na­sze psy­chiczne do­świad­cze­nia – my­śli i uczu­cia, wra­że­nia zmy­słowe i emo­cje – nie ustają w ciągu nocy, a cała ta ak­tyw­ność śpią­cego umy­słu bez­po­śred­nio wiąże się ze zdro­wiem. Burz­liwe i nie­po­ko­jące sny wy­wo­łują w or­ga­ni­zmie re­alny stres, który prze­nosi się po­tem do ży­cia na ja­wie. Za­kłó­ca­nie go­dzin spo­czynku kosz­ma­rami prze­ciąża me­cha­ni­zmy obronne mó­zgu i po­wo­duje więk­szą draż­li­wość na­stęp­nego dnia. Może to pro­wa­dzić do sta­cza­nia się po równi po­chy­łej, gdy stan psy­chicz­nego na­pię­cia wnika co noc do snów, a po­tem prze­cho­dzi z nich do ży­cia na ja­wie i wie­czo­rem z po­wro­tem do snów.
W ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu la­tach jed­no­znacz­nie stwier­dzono wielką rolę, jaką wy­sy­pia­nie się od­grywa we wszyst­kich aspek­tach zdro­wia na ja­wie, ale co­raz ja­śniej­sze staje się też, że ma­rze­nia senne mają wpływ nie tylko na ja­kość wy­po­czynku, lecz rów­nież na sa­mo­po­czu­cie i spraw­ność w tra­cie dnia. Sny mają swoją wagę. To, jak my­ślimy, co od­czu­wamy i jak się za­cho­wu­jemy w skry­tym ży­ciu swo­jego śpią­cego umy­słu, ma nie­ba­ga­telne zna­cze­nie.
Za­sta­na­wiasz się być może, co mo­żemy z tym wszyst­kim po­cząć. Mało kto uważa, że jest w sta­nie spra­wo­wać ja­ką­kol­wiek kon­trolę nad swo­imi snami. Prze­ko­na­nie, że nie daje się za­pa­no­wać nad ma­rze­niami sen­nymi, jest tak głę­boko ugrun­to­wane, iż na­wet osoby, które cier­pią na wy­jąt­kowo cięż­kie kosz­mary, rzadko po­szu­kują te­ra­pii. Tym­cza­sem w świe­tle no­wej wie­dzy o snach sprawa ta przed­sta­wia się ina­czej. Oka­zuje się, że nie je­ste­śmy ska­zani na bez­wolne przyj­mo­wa­nie wszyst­kiego, co noc nam na­rzuca. Dzi­siej­sze ba­da­nia po­ka­zują, że ma­rze­nia senne dają się w zna­cze­nie więk­szym stop­niu kształ­to­wać i re­agują na po­świę­ca­nie im uwagi bar­dziej, niż mo­głoby się zda­wać. W re­zul­ta­cie w pew­nym za­kre­sie mo­żemy kształ­to­wać swoje sny, for­mo­wać te we­wnętrzne światy, bę­dące po­zor­nie poza na­szą kon­trolą. Ce­lem tej książki, a także ogól­nie mo­jej pracy na­uko­wej, jest słu­że­nie lu­dziom po­mocą w ak­tyw­nej pracy ze swo­imi ma­rze­niami sen­nymi, w po­ko­ny­wa­niu kosz­ma­rów oraz uzy­ski­wa­niu więk­szej spraw­czo­ści w ra­mach wła­snego ży­cia sen­nego.
Za­nim doj­dziemy do tego, jak można pro­jek­to­wać sny, mu­simy za­głę­bić się w po­wody, z któ­rych w ogóle śnimy. Jak nasz mózg i ciało wy­twa­rzają te nocne wi­zje i jak na nie re­agują? Ja­kie są ewo­lu­cyjne funk­cje snów? I co psuje się w tym sys­te­mie w przy­padku kosz­ma­rów?
Przede wszyst­kim śnie­nie można trak­to­wać jako za­cho­wa­nie wy­uczone. Każdy z nas przy­zwy­czaja się z bie­giem lat śnić w okre­ślony spo­sób. Wy­ra­biamy so­bie in­dy­wi­du­alne na­wyki śnie­nia i czę­sto w na­szych ma­rze­niach sen­nych po­wra­cają okre­ślone wątki. Po­nadto na­uczy­li­śmy się śnić jako ga­tu­nek. W ba­da­niach stwier­dzono, że te same uni­wer­salne mo­tywy po­ja­wiają się w snach przed­sta­wi­cieli róż­nych kul­tur, co wska­zuje, że pewne ce­chy snów wy­ewo­lu­owały na­tu­ral­nie i w ja­kiś spo­sób po­ma­gają utrzy­my­wać się na­szemu ga­tun­kowi przy ży­ciu przez całe jego dzieje.
Po­nadto uczymy się od swo­ich snów. Mo­żemy się uczyć re­ago­wa­nia w ob­li­czu stra­chu: Ucie­kamy czy cho­wamy się? Ustę­pu­jemy pod na­po­rem za­gro­że­nia czy je zwal­czamy? Czy w wa­run­kach kon­fliktu mamy za­ufa­nie do in­nych lu­dzi? Zwra­camy się do nich czy od nich stro­nimy? Sny tego ro­dzaju na­sta­wiają nas na okre­ślone spo­soby po­stę­po­wa­nia w ciągu dnia, na przy­kład wzmac­nia­jąc bli­skie więzi albo skła­nia­jąc do za­zdro­ści lub ogól­nie wpły­wa­jąc na na­strój. Umysł uczy się na pod­sta­wie tych śnio­nych sce­na­riu­szy, a po­tem ko­rzy­sta z tych lek­cji w ży­ciu na ja­wie.
Oczy­wi­ście w snach czę­sto od­zwier­cie­dlają się też zmar­twie­nia z bie­żą­cego ży­cia – to, co Freud na­zy­wał „reszt­kami dnia”1 – gdy nie­dawne zda­rze­nia zo­stają zgrab­nie wple­cione w sny. Więk­szość na­ukow­ców uważa, że ten pro­ces za­cho­dzi w spo­sób zna­czący, a nie przy­pad­kowy, czyli że w na­tu­ral­nym pro­ce­sie śnie­nia nie­jako od­bi­jają się echem wy­datne chwile mi­nio­nego dnia, co po­maga nam upo­rząd­ko­wać swoje prze­my­śle­nia i obawy oraz przy­sto­so­wać się do no­wych wy­zwań.
Wy­daje się, że kosz­mary w pew­nym sen­sie prze­ry­wają ten pro­ces. Za­miast płyn­nie po­rząd­ko­wać wy­da­rze­nia dnia ta­kie sny kon­fron­tują nas z prze­szkodą, nie­moż­li­wym do po­ko­na­nia stre­sem, co pro­wa­dzi do prze­cią­że­nia i prze­bu­dze­nia. Na­sze ba­da­nia ujaw­niły, że mózg osób cier­pią­cych na kosz­mary ma mniej­szą zdol­ność opa­no­wy­wa­nia czy re­gu­lo­wa­nia ne­ga­tyw­nych emo­cji w sy­tu­acji stresu. Po­wstaje w związku z tym błędne koło, w któ­rym umysł zo­staje przy­tło­czony stre­sem w ciągu dnia, co wy­wo­łuje nocą kosz­mary, za­bu­rza­jące wy­po­czy­nek i po­wo­du­jące jesz­cze więk­sze prze­cią­że­nie na­stęp­nego dnia.
Wy­daje się, że po­dob­nie jak inne ma­rze­nia senne rów­nież kosz­mary są wy­uczone. Zwy­kle wy­stę­pują w nich wątki, które wie­lo­krot­nie po­wra­cają przez całe lata lub na­wet de­kady, po­bu­dzane przez po­dobne zda­rze­nia w ży­ciu na ja­wie. Więk­szość lu­dzi cier­pią­cych na kosz­mary czuje się wo­bec nich bez­silna, nie­zdolna uczy­nić co­kol­wiek w ich spra­wie. Tym­cza­sem można wy­le­czyć się z tych drę­czą­cych snów, wpro­wa­dza­jąc w ich miej­sce nowe wzorce śnie­nia. Wiele te­ra­pii tego typu po­lega na wy­ko­ny­wa­niu w ciągu dnia pro­stych ćwi­czeń wi­zu­ali­za­cyj­nych w celu wy­tre­no­wa­nia „mu­sku­łów” wy­obraźni na ja­wie i stwo­rze­nia no­wych, po­zy­tyw­nych mo­ty­wów ma­rzeń sen­nych. In­nym po­tęż­nym na­rzę­dziem po­ko­ny­wa­nia kosz­ma­rów jest uzy­ski­wa­nie przy­tom­no­ści umy­sło­wej w trak­cie snu, tak że czło­wiek zdaje so­bie sprawę z tego, że śni, i jest w sta­nie na bie­żąco ko­ry­go­wać ne­ga­tywne fa­buły.
Moja droga ku na­uko­wym ba­da­niom ma­rzeń sen­nych roz­po­częła się, gdy pierw­szy raz do­świad­czy­łam przy­tom­nego snu. W 2008 roku jako stu­dentka Uni­wer­sy­tetu Ro­che­ster pra­co­wa­łam w la­bo­ra­to­rium snów i za­zna­ja­mia­łam się z neu­ro­nauką po­znaw­czą, ana­li­zu­jącą owo ta­jem­ni­cze ogniwo, które łą­czy umysł z mó­zgiem. Pew­nego ranka mia­łam trud­no­ści z wy­bu­dze­niem się ze złego snu. Kiedy otwo­rzy­łam oczy i usia­dłam pół­przy­tomna na łóżku, zo­ba­czy­łam, że reszta mo­jego ciała wciąż leży po­grą­żona we śnie! Zda­łam so­bie sprawę, że na­dal śnię, i zdu­mia­łam się, jak rze­czy­wi­ste wszystko mi się wy­dało.
Prze­ży­cie to za­fa­scy­no­wało mnie. W jaki spo­sób śniący umysł po­tra­fił wy­cza­ro­wać tak szcze­gó­łowe i żywe do­świad­cze­nie świata w cza­sie, gdy mózg i całe ciało trwały w głę­bo­kim śnie? Po la­tach i dzięki wielu oso­bi­stym do­świad­cze­niom prze­ko­na­łam się, że przy­tomne śnie­nie może po­ma­gać w po­ko­ny­wa­niu kosz­ma­rów. Od tam­tej pory szcze­gól­nie za­cie­ka­wiła mnie neu­ro­nauka do­ty­cząca kosz­ma­rów i przy­tom­no­ści umy­sło­wej we śnie oraz moż­li­wo­ści jej ce­lo­wego wy­ko­rzy­sty­wa­nia.
Dzi­siaj jako pro­fe­sor neu­ro­nauki snów i kosz­ma­rów kie­ruję la­bo­ra­to­rium, w któ­rym zaj­mu­jemy się in­ży­nie­rią ma­rzeń sen­nych, czyli kształ­to­wa­niem tych we­wnętrz­nych śnio­nych świa­tów. Z sa­tys­fak­cją ob­ser­wuję, że ota­cza­jąca nas rze­czy­wi­stość na ja­wie otwiera się na na­ukową wie­dzę o snach, zdo­by­waną dzięki neu­ro­ko­gni­wi­styce, roz­ra­sta­ją­cej się sieci la­bo­ra­to­riów, w któ­rych ana­li­zuje się śpiący umysł, oraz po­świę­ca­niu co­raz więk­szej uwagi kosz­ma­rom w me­dy­cy­nie snu i psy­chia­trii. Pi­sząc w tym du­chu, mam na­dzieję rzu­cić w tej książce nowe świa­tło na kosz­mary oraz uka­zać wie­lość do­stęp­nych me­tod pracy ze snami, które pro­wa­dzą do wzmoc­nie­nia zdro­wia. Szcze­gó­łowo omó­wimy usta­le­nia na­ukowe do­ty­czące kosz­ma­rów i ich te­ra­pii, prze­ana­li­zu­jemy me­cha­ni­zmy świa­do­mego śnie­nia oraz od­kry­jemy no­wa­tor­skie na­rzę­dzia in­ży­nie­rii snów, które mają na celu na­wią­zy­wa­nie bez­po­śred­niego kon­taktu ze śpią­cym umy­słem.
W czę­ści I za­po­znamy się z na­uką o snach, prze­ko­namy się, ja­kie ro­dzaje wspo­mnień, emo­cji i czyn­no­ści znaj­dują od­zwier­cie­dle­nie w tre­ści snów i ja­kim funk­cjom służą. Przyj­rzymy się oso­bli­wemu szkie­le­towi sen­nego świata oraz po­pły­niemy z fa­lami śpią­cego mó­zgu, w któ­rym wzorce ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej kie­rują ge­ne­ro­wa­niem snów. Zo­ba­czymy też, że śnie­nie nie ogra­ni­cza się do sa­mego mó­zgu. Treść snów ma po­wią­za­nia z ca­łym śpią­cym cia­łem, a wpływa na nie na­wet świat ze­wnętrzny – wy­czu­wa­nie bodź­ców ze śro­do­wi­ska i wchła­nia­nie tych do­znań w sny.
W czę­ści II zaj­miemy się do­świad­cza­niem snów. Jak to jest znaj­do­wać się w ma­rze­niu sen­nym? W jaki spo­sób po­wstają uczu­cia i do­zna­nia zwią­zane z tre­ścią snu? Za­sta­no­wimy się rów­nież nad tym, jak sny zo­stają zin­ten­sy­fi­ko­wane w przy­padku kosz­ma­rów, jak stres i traumy psy­chiczne stają się pod­ło­żem kosz­ma­rów oraz ja­kie kon­se­kwen­cje zdro­wotne po­wo­duje to w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Jed­no­cze­śnie zo­ba­czymy, że wiele osób ma­ją­cych skłon­ność do śnie­nia kosz­ma­rów jest też wy­soko wraż­li­wych oraz że ce­cha ta może być nie­kiedy cenna – lu­dzie cier­piący na kosz­mary by­wają bar­dzo spo­strze­gaw­czy, kre­atywni i em­pa­tyczni. Jest to rzadko do­strze­gana do­bra strona zwią­zana z tą skłon­no­ścią.
W czę­ści III prze­czy­tamy o tym, jak prze­biega praca z kosz­ma­rami – naj­pierw w wi­zu­ali­za­cjach na ja­wie, po­tem w przy­tom­nych snach – w celu stwo­rze­nia zdrow­szego mo­delu ży­cia sen­nego. Od­kry­jemy me­tody bez­po­śred­niego pod­łą­cza­nia się do snów i kosz­ma­rów w chwili, gdy wy­stę­pują. W celu prze­bi­ja­nia się przez ba­rierę snu i zwięk­sze­nia stop­nia przy­tom­no­ści umy­sło­wej w nim uży­wamy w na­szym la­bo­ra­to­rium świa­teł i dźwię­ków. Inni ko­rzy­stają z pod­po­wie­dzi słow­nych do kie­ro­wa­nia za­czy­nem ma­rze­nia sen­nego albo z za­pa­chów do wpły­wa­nia na jego ja­kość. In­ży­nie­ro­wie snu uczą się mo­du­lo­wać śpiący umysł, wy­ci­szać ne­ga­tywne emo­cje i prze­ry­wać to­wa­rzy­szące kosz­ma­rom na­pię­cie cie­le­sne, a tym sa­mym przy­wra­cać do­brą ja­kość snu.
W końcu, wy­cho­dząc w czę­ści IV poza same kosz­mary, prze­ko­namy się, że wszel­kie ma­rze­nia senne są uży­teczne jako ba­ro­metr zdro­wego snu oraz psy­chiki i sta­no­wią cenny za­sób, z któ­rego mo­żemy czer­pać do za­dba­nia o zdro­wie. Ofe­rują prak­tyczny ma­te­riał do bu­do­wa­nia więzi spo­łecz­nych i em­pa­tii, do­ko­ny­wa­nia war­to­ścio­wych spo­strze­żeń, kre­atyw­nego dzia­ła­nia oraz wspo­ma­ga­nia na­uki. Po­każę tam też, w jaki spo­sób ko­rzy­stać z pracy psy­cho­lo­gicz­nej ze snami, z przy­tom­nego śnie­nia i in­ży­nie­rii snów, oraz wskażę, jak wszystko to może skut­ko­wać zdrow­szym ży­ciem w cza­sie snu i na ja­wie.
Mam na­dzieję, że książka ta da ci nowy spo­sób ro­zu­mie­nia tego, jak do­świad­czamy pro­cesu spa­nia, dla­czego kosz­mary trzeba trak­to­wać po­waż­nie oraz co mo­żesz zro­bić, aby do­brze się dziś wy­spać.

CZĘŚĆ I
Jak funk­cjo­nują sny

ROZ­DZIAŁ PIERW­SZY
Szkie­let świata snu

Każdy, kto kie­dy­kol­wiek śnił, wie, że sny opie­rają się na fun­da­men­cie na­szej co­dzien­no­ści. W śnio­nym ży­ciu po­ja­wiają się znane nam twa­rze, miej­sca i czyn­no­ści, a także zmar­twie­nia i sprawy za­czerp­nięte z rze­czy­wi­sto­ści na ja­wie: scy­sja, roz­mowa, droga do pracy, nie­dawno oglą­dany film.
Po wielu la­tach za­głę­bia­nia się w neu­ro­naukę ma­rzeń sen­nych, czy­ta­nia ty­sięcy re­la­cji o snach ze­bra­nych w la­bo­ra­to­riach, w do­mach, w son­da­żach in­ter­ne­to­wych czy przy­god­nych kon­wer­sa­cjach ja­sne jest dla mnie, że w śnie­niu ujaw­niają się pewne pra­wi­dło­wo­ści – wzorce, które po­wo­dują, że ży­cie na ja­wie jest nie tylko obecne w śpią­cym umy­śle, ale i zo­staje w nim znie­kształ­cone. Sny two­rzą się w je­dyny w swoim ro­dzaju i nie­po­zba­wiony ce­lo­wo­ści spo­sób: od­zwier­cie­dlają, a jed­no­cze­śnie prze­obra­żają na­sze co­dzienne ży­cie.
To, czemu po­świę­camy uwagę na ja­wie, wnika do krain, do któ­rych uda­jemy się w snach, gdyż na szkie­let świata sen­nego skła­dają się oso­bi­ste wspo­mnie­nia i oto­cze­nie kul­tu­rowe. W śpią­cym ja utrzy­muje się na­sze po­czu­cie toż­sa­mo­ści, za­afe­ro­wa­nie pracą, związ­kami ro­man­tycz­nymi, kwe­stiami by­to­wymi. Do ma­rzeń sen­nych są­czy się także świat ze­wnętrzny. Nie zdziwi to ni­kogo, kto prze­spał sy­gnał bu­dzika, gdy jego dźwięk prze­isto­czył się we śnie w śpiew pta­ków albo ob­razki z dys­ko­teki. Śpiący mózg nie jest tak da­lece od­cięty od świata zmy­sło­wego, świa­teł i dźwię­ków w śro­do­wi­sku, jak na­ukowcy kie­dyś są­dzili. Wszyst­kie te skład­niki ra­zem wzięte – wspo­mnie­nia, ważne dla nas sprawy oraz oto­cze­nie śpią­cego ciała – kie­rują pro­ce­sem nada­wa­nia kształtu snom.
Ja­kie są te in­dy­wi­du­alne oraz – być może na­wet bar­dziej po­ucza­jące – uni­wer­salne wzorce snów?

Jak zbu­do­wane są sny?

W trak­cie swo­jej ka­riery mia­łam przy­wi­lej pro­wa­dze­nia ba­dań nad snami w wielu la­bo­ra­to­riach na świe­cie. Ty­powe pra­cow­nie tego ro­dzaju są urzą­dzane we­dług po­dob­nego sche­matu: w za­mknię­tym po­miesz­cze­niu stoi łóżko oraz jest za­in­sta­lo­wany sys­tem dwu­stron­nej ko­mu­ni­ka­cji, w tym ide­al­nie mo­ni­tor wi­deo, i różne urzą­dze­nia re­je­stru­jące, m.in. elek­trody mie­rzące ak­tyw­ność mó­zgu i tempo pracy serca, nie­wielka rurka roz­dwa­ja­jąca się przy noz­drzach, by mo­ni­to­ro­wać ruch po­wie­trza, oraz roz­ma­ite elek­trody, które mie­rzą drgnię­cia i na­pię­cie mię­śni oraz ru­chy ga­łek ocznych. Do­dat­kowe czuj­niki mogą śle­dzić uło­że­nie głowy i ciała albo wzno­sze­nie się i opa­da­nie klatki pier­sio­wej, a ma­lutki mi­kro­fon przy­mo­co­wany pla­strem do szyi wy­krywa na­wet naj­drob­niej­sze chra­pliwe po­mruki w gar­dle. Wszyst­kie te sub­telne sy­gnały po­cho­dzące od ży­wego or­ga­ni­zmu skła­dają się na ol­brzymi za­sób da­nych zbie­ra­nych w ciągu ośmiu go­dzin noc­nego snu.
Nie­zli­czone razy wpro­wa­dza­łam lu­dzi do la­bo­ra­to­rium i za­nim usy­piali, umiesz­cza­łam na ich gło­wie elek­trody oraz nie­zo­bo­wią­zu­jąco wy­mie­nia­łam z ba­da­nymi kilka zdań. Dbam o to, by świa­tło było przy­ga­szone, pro­po­nuję fi­li­żankę her­baty zio­ło­wej i sta­ram się stwo­rzyć re­lak­su­jącą at­mos­ferę – ten „ludzki” aspekt ma za­sad­ni­cze zna­cze­nie dla do­brego snu.
Nie­zmien­nie pra­wie każdy uczest­nik tych eks­pe­ry­men­tów do­py­tuje mnie, jak do­szło do tego, że zaj­muję tą dzie­dziną. To zro­zu­miała cie­ka­wość – ba­da­nie ma­rzeń sen­nych nie na­leży do ty­po­wych za­wo­dów. Mu­szę przy­znać, że cho­ciaż sny za­wsze mnie fa­scy­no­wały, nie są­dzi­łam, że będę mo­gła zaj­mo­wać się nimi pro­fe­sjo­nal­nie. Na­tknę­łam się na tę dzie­dzinę nie­mal przy­pad­kiem na stu­diach pierw­szego stop­nia w Ro­che­ster. Mia­łam oka­zję pra­co­wać w La­bo­ra­to­rium Ba­dań Snu i Neu­ro­fi­zjo­lo­gii, dzia­ła­ją­cym na wy­dziale me­dycz­nym nie­da­leko głów­nego kam­pusu. La­bo­ra­to­rium snu było upchnięte w ciem­nym ką­cie przy­zie­mia sta­rego bu­dynku szpi­tal­nego i wy­glą­dało jak se­kretne wej­ście do kra­iny nie­świa­do­mo­ści.
Tam po raz pierw­szy za­zna­jo­mi­łam się z elek­tro­fi­zjo­lo­gią śpią­cego mó­zgu, z na­ra­sta­niem i słab­nię­ciem ak­tyw­no­ści elek­trycz­nej, w miarę jak mózg prze­cho­dzi przez głęb­sze i bar­dziej ak­tywne sta­dia snu. Nie­zwy­kle in­te­re­su­jące jest po­zna­wa­nie taj­ni­ków ca­łego pro­cesu spa­nia, nie­mniej szcze­gól­nie cie­ka­wiły mnie ma­rze­nia senne – ten prze­smyk pro­wa­dzący do pod­ziemi nie­świa­do­mo­ści.
Sy­pial­nie w la­bo­ra­to­rium snu w Ro­che­ster były nie­mal luk­su­sowe – z wiel­kimi ło­żami XXL, gru­bymi, cie­płymi koł­drami, lamp­kami noc­nymi w stylu art déco oraz ar­ty­stycz­nymi ma­lun­kami śpią­cych po­staci przy­ozda­bia­ją­cymi ściany. Po­miesz­cze­nie kon­tro­lne, z któ­rego mo­ni­to­ro­wa­li­śmy lu­dzi, od­dzie­lał od sy­pialni długi ko­ry­tarz i miało ono osobną ła­zienkę, ku­chenkę oraz ką­cik wy­po­czyn­kowy. Za­wsze naj­więk­szym wy­zwa­niem było dla mnie za­cho­wy­wa­nie otwar­tych oczu przez całą noc ob­ser­wo­wa­nia hip­no­ty­zu­ją­cych wy­kre­sów fal mó­zgo­wych na mo­ni­to­rach i re­je­stro­wa­nego w pod­czer­wieni ob­razu śpią­cych. Skoro po­miesz­cze­nie kon­tro­lne znaj­do­wało się z dala od sy­pialni, mo­gli­śmy w nim mieć za­pa­lone świa­tło oraz roz­ma­wiać czy słu­chać mu­zyki, pod­czas gdy sy­pial­nie to­nęły nie­mal w cał­ko­wi­tej ci­szy i ciem­no­ści czy to w dzień, czy w nocy – ide­alne oto­cze­nie za­pro­jek­to­wane tak, by mak­sy­mal­nie sprzy­jało spa­niu.
Wy­po­sa­że­nie w moim obec­nym la­bo­ra­to­rium w Mont­re­alu jest skrom­niej­sze. Dys­po­nu­jemy dwiema sy­pial­niami nie­róż­nią­cymi się wiele od po­ko­jów w aka­de­miku z ty­po­wymi ike­ow­skimi me­blami. Wy­strój ten jest pod wie­loma wzglę­dami na­tu­ralny dla uczest­ni­ków na­szych eks­pe­ry­men­tów, któ­rymi czę­sto by­wają stu­denci miej­sco­wych uczelni. La­bo­ra­to­rium sta­nowi część więk­szego kom­pleksu ba­daw­czego snu, zlo­ka­li­zo­wa­nego w końcu skrzy­dła na pią­tym pię­trze szpi­tala. We­wnętrzne drzwi łą­czą nas z sio­strzaną pra­cow­nią ma­jącą trzy sy­pial­nie, każda z osobną ła­zienką. Eks­pe­ry­men­ta­to­rzy spra­wują tam kon­trolę nad oświe­tle­niem po­miesz­czeń, po­zwa­la­ją­cym na two­rze­nie sztucz­nych faz dzień–noc róż­nej dłu­go­ści. Lu­dzie spę­dzają nie­kiedy wiele dni w tych kap­su­łach, pod­czas gdy na­ukowcy ob­ser­wują wpływ róż­nych ryt­mów świa­tła i ak­tyw­no­ści na spa­nie, co istotne jest m.in. dla po­zna­nia sy­tu­acji osób pra­cu­ją­cych na nocne zmiany i nie­wi­do­mych.
W kli­nice, na dru­gim końcu ko­ry­ta­rza, dia­gno­zuje się i le­czy też pa­cjen­tów z bez­de­chem sen­nym, nar­ko­lep­sją, bez­sen­no­ścią czy ten­den­cją do lu­na­ty­ko­wa­nia, by wy­mie­nić tylko kilka z po­dej­mo­wa­nych za­gad­nień, a dzięki na­szej współ­pracy w szpi­talu ujaw­niają się liczne spo­soby, w ja­kie ma­rze­nia senne mogą być za­kłó­cane lub le­czone w przy­padku za­bu­rzeń snu. Ośro­dek snu tętni za­tem ak­tyw­no­ścią, a świa­tła i dźwięki z oto­cze­nia – z jed­nej strony z la­bi­ryntu ko­ry­ta­rzy ze świe­tlów­kami, z dru­giej z okien na ze­wnątrz (pa­mię­tajmy o po­tęż­nych płu­gach śnież­nych, pra­cu­ją­cych w Ka­na­dzie przez wiele zi­mo­wych nocy) – nie­raz prze­ni­kają do snów ba­da­nych osób. Mimo wszystko pod cie­płym ko­cem, w ciem­nym po­koju i z przy­tłu­mio­nymi ha­ła­sami z ze­wnątrz lu­dzie czę­sto bez pro­blemu za­pa­dają w sen.
Cza­sem gdy sie­dzę w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym (nie­kiedy w to­wa­rzy­stwie dru­giego eks­pe­ry­men­ta­tora) i ko­goś mo­ni­to­ruję, przed oczami stają mi inne la­bo­ra­to­ria, w któ­rych pra­co­wa­łam. Na przy­kład w moim pierw­szym miej­scu za­trud­nie­nia w Wiel­kiej Bry­ta­nii po dok­to­ra­cie mie­li­śmy bar­dzo pro­sto urzą­dzone la­bo­ra­to­rium z dwiema wy­god­nymi sy­pial­niami, w któ­rych za­in­sta­lo­wa­li­śmy pro­wi­zo­ryczny sys­tem ko­mu­ni­ka­cji z ad­ap­to­wa­nych urzą­dzeń w ro­dzaju niani elek­tro­nicz­nej. Pra­cow­nia znaj­do­wała się w środku ogól­nie do­stęp­nego kam­pusu uni­wer­sy­tec­kiego, nie­da­leko prze­pięk­nego wy­brzeża mor­skiego i rano sny uczest­ni­ków eks­pe­ry­men­tów były nie­raz bru­tal­nie prze­ry­wane przez krzyki mew.
W Chi­cago, Cam­bridge i Ho­lan­dii sy­pial­nie aran­żo­wano w po­miesz­cze­niach prze­zna­czo­nych daw­niej do ba­dań neu­ro­nau­ko­wych w sta­nie czu­wa­nia, tyle że wsta­wiono do tych po­koi roz­kła­dane łóżka czy ka­napy, by dało się pro­wa­dzić ba­da­nia snu. Jedną z sy­pialni, w któ­rych pra­co­wa­łam, urzą­dzono w sta­raj klatce Fa­ra­daya; było to po­miesz­cze­nie z ma­syw­nymi me­to­lo­wymi drzwiami przy­po­mi­na­ją­cymi lo­dów­kowe, które izo­lo­wało czło­wieka w ko­mo­rze eks­pe­ry­men­tal­nej. Nie­które ba­da­nia w kli­ni­kach pro­wa­dzi­li­śmy, gdy okryci cien­kimi ko­cy­kami lu­dzie le­żeli na szpi­tal­nych łóż­kach z two­rzyw sztucz­nych, co nie­wąt­pli­wie zmniej­szało tak cenne dla snu po­czu­cie kom­fortu.
Krótko mó­wiąc, wa­runki do od­pły­wa­nia w ma­rze­nia senne w la­bo­ra­to­rium mogą być da­le­kie od ide­al­nych, lecz z mo­ich do­świad­czeń wy­nika, że mimo wszystko ba­da­nia te za­wsze wno­siły nowe spo­strze­że­nia.
Naj­bar­dziej ude­rza­jącą ob­ser­wa­cją, jaką zro­bi­łam w tych licz­nych eks­pe­ry­men­tach w róż­nych la­bo­ra­to­riach w wielu kra­jach, jest to, że po­mimo zróż­ni­co­wa­nego oto­cze­nia oraz po­ziomu kom­fortu i na­tę­że­nia dźwię­ków po­ja­wiają się nie­ocze­ki­wane po­do­bień­stwa w snach ba­da­nych lu­dzi. Choć za­sad­ni­czo śro­do­wi­sko snu jest urzą­dzane tak, by było po­rów­ny­walne ze zwy­kłymi wa­run­kami do­mo­wymi, nie­uchron­nie po­ja­wia się nie­ty­powa pre­sja, by spać i śnić w ce­lach eks­pe­ry­men­tal­nych. Nie po­winno więc chyba dzi­wić, że pra­wie po­łowa uczest­ni­ków śni o sa­mym eks­pe­ry­men­cie.
Gdy sie­dząc w po­miesz­cze­niu kon­tro­l­nym, wi­dzę, że czło­wiek wcho­dzi w fazę REM – z wy­róż­nia­ją­cymi ją cha­rak­te­ry­stycz­nymi ru­chami ga­łek ocznych – pró­buję so­bie wy­obra­zić, o czym może śnić. Cze­kam od pię­ciu do dzie­się­ciu mi­nut, aż ak­tyw­ność móz­gowa i mię­śniowa się spo­tę­guje, po czym biorę do ręki mi­kro­fon, ci­cho wy­ma­wiam imię śpią­cego i zwra­cam się do niego: „Pro­szę po­wie­dzieć, co po­ja­wiało się panu (pani) w umy­śle, za­nim się ode­zwa­łam”. Milknę i cze­kam, a lu­dzie zwy­kle wiercą się przez mo­ment, mru­cząc różne „hmm” i „umm”, gdy pró­bują po­zbie­rać szczątki snu, który wła­śnie się roz­pierzchł. W nor­mal­nym ży­ciu sto­sun­kowo rzadko zda­rzają się ta­kie sy­tu­acje, ale wła­śnie dzięki temu ła­god­nemu prze­rwa­niu snu zy­sku­jemy świetny do­stęp do tre­ści ma­rzeń sen­nych. Uważ­nie przy­słu­chuję się rwa­nym zda­niom, w któ­rych lu­dzie pró­bują prze­ka­zać mi wszystko, co pa­mię­tają. Oto je­den ze snów:
Wi­dzę ka­ble na swo­jej twa­rzy. Są szpi­talne ko­ry­ta­rze, któ­rymi się od­da­lam. Pro­wa­dząca ba­da­nie stu­dentka mnie goni, a ja chcę jej uciec. Po­tem je­stem już w la­bo­ra­to­rium i wcho­dzą do niego moi ro­dzice. Złosz­czę się, mam tylko kilka mi­nut na za­śnię­cie.
I inny:
Śniło mi się, że eks­pe­ry­ment za­nadto się prze­cią­gnął. Mia­łem po­czu­cie, jak­bym nie po­ra­dził so­bie do­sta­tecz­nie do­brze ze spa­niem. Pa­mię­tam, że za­sta­na­wia­łem się (we śnie), czy bę­dzie pani mo­gła zo­ba­czyć moje sny przez te elek­trody i czy uzna pani, że mam nie po ko­lei w gło­wie.
Ana­li­zu­jąc wraz z moim ze­spo­łem wy­ko­ny­wane przez de­kadę ba­da­nia w Mont­re­alu, od­kry­łam, że od­nie­sie­nia do la­bo­ra­to­rium i eks­pe­ry­mentu są obecne w set­kach ra­por­tów z ma­rzeń sen­nych2. Lu­dziom śniło się miej­sce prze­pro­wa­dza­nia ba­da­nia i szpi­talne ko­ry­ta­rze, a po­sta­ciami we śnie by­wali eks­pe­ry­men­ta­to­rzy. Śniła się za­sad­ni­cza mi­sja, by do­brze spać i za­pa­mię­ty­wać sny. Po­ja­wiały się ta­kie przed­mioty jak elek­trody, kom­pu­tery czy clip­bo­ardy, a także wątki ogól­nie zwią­zane ze spa­niem, na przy­kład cho­dze­nie w pi­ża­mie czy do­strze­ga­nie łóżka. Mimo że w snach czę­sto wy­stę­po­wało po kilka tych ele­men­tów jed­no­cze­śnie, ni­gdy nie zo­sta­wał od­two­rzony cały przed­senny epi­zod z la­bo­ra­to­rium. Jest to cha­rak­te­ry­styczne dla snów: frag­menty nie­daw­nych prze­żyć są czę­sto wpla­tane w ma­rze­nia senne w po­łą­cze­niu z in­nymi wspo­mnie­niami, co snuje nową opo­wieść, na­to­miast po­je­dyn­cze wspo­mnie­nia nie­mal ni­gdy nie ujaw­niają się w ca­ło­ści. Wy­jąt­kiem jest szcze­gólny przy­pa­dek kosz­ma­rów, w któ­rych czę­ściowo lub w pełni od­twa­rzają się trau­ma­tyczne wspo­mnie­nia, jed­nak sta­nowi to za­bu­rze­nie nor­mal­nego pro­cesu kre­acji snu (wró­cimy do tych sy­tu­acji w dal­szej czę­ści książki).
Choć ob­ser­wo­wane przez nas w la­bo­ra­to­rium sny są bar­dzo zróż­ni­co­wane, mają kilka po­wra­ca­ją­cych cech, które po­ja­wiają się u bar­dzo róż­nych osób, co wska­zuje na obec­ność pew­nej struk­tu­ral­nej pre­sji kształ­tu­ją­cej nar­ra­cję snu. Sce­ne­ria snów w la­bo­ra­to­rium obej­muje czę­sto per­so­nel ba­daw­czy, wy­stę­pu­jący ra­zem z in­nymi po­sta­ciami, zwłasz­cza przy­ja­ciółmi i krew­nymi, któ­rzy biorą udział w fik­cyj­nych epi­zo­dach spo­łecz­nych roz­gry­wa­ją­cych się w la­bo­ra­to­rium. W ma­rze­niach sen­nych pra­wie za­wsze mamy do czy­nie­nia z ja­kimś wąt­kiem mię­dzy­oso­bo­wym. W snach w domu sy­tu­acje spo­łeczne są zgła­szane w 80 pro­cen­tach ra­por­tów; 25 pro­cent śnio­nych po­staci sta­no­wią człon­ko­wie ro­dziny, a od 20 do 40 pro­cent zna­jomi. W ba­da­niach pro­wa­dzo­nych w la­bo­ra­to­rium per­so­nel po­ja­wiał się w po­nad po­ło­wie snów po­wią­za­nych z pra­cow­nią – a mowa prze­cież o prak­tycz­nie ob­cych lu­dziach, któ­rych uczest­nicy eks­pe­ry­mentu do­piero co po­znali. Pro­wa­dzi to nas do pierw­szego za­sad­ni­czego skład­nika szkie­letu ma­rze­nia sen­nego: sny sys­te­ma­tycz­nie mają na­turę spo­łeczną i mo­bi­li­zują śpią­cych do po­now­nego wcho­dze­nia w kon­takt z ludźmi (w tym ob­cymi), któ­rzy są obecni w ich ży­ciu na ja­wie.
Ten rys spo­łeczny sta­nowi su­ge­stywną pod­po­wiedź na te­mat jed­nej z funk­cji ma­rzeń sen­nych: śnie­nie sy­tu­acji spo­łecz­nych mo­gło wy­ewo­lu­ować w celu wspar­cia na­szego roz­woju jako ga­tunku spo­łecz­nego3. To, że sny są wy­biór­czo spo­łeczne, czyli za­wie­rają nad­re­pre­zen­ta­cję pew­nych ele­men­tów z ży­cia spo­łecz­nego na ja­wie, może słu­żyć wzmac­nia­niu w ciągu nocy umie­jęt­no­ści in­ter­per­so­nal­nych, na przy­kład po­zwa­la­jąc na te­sto­wa­nie we śnie róż­nych in­te­rak­cji i ich po­ten­cjal­nych na­stępstw.
Oczy­wi­ście wi­zyta w la­bo­ra­to­rium snu nie na­leży do ty­po­wych sy­tu­acji spo­łecz­nych. Spa­nie w ta­kim miej­scu jest zda­rze­niem wy­jąt­kowo in­ge­ru­ją­cym w in­tym­ność, pod­czas któ­rego eks­pe­ry­men­ta­tor ob­ser­wuje śpiącą osobę i re­je­struje jej sny. Nie po­winno więc dzi­wić, że lu­dziom śni się m.in. by­cie ob­ser­wo­wa­nym oraz chęć spro­sta­nia ocze­ki­wa­niom eks­pe­ry­men­ta­tora. Łą­czy się to z dru­gim aspek­tem kre­owa­nia snów: mają one na­turę wy­ko­naw­czą, kry­sta­li­zują się wo­kół ćwi­cze­nia róż­nych umie­jęt­no­ści lub wo­kół kwe­stii osią­gnięć. W snach w la­bo­ra­to­rium czę­sto prze­wija się pod­sta­wowe za­le­ce­nie, by do­brze spać i za­pa­mię­ty­wać ma­rze­nia senne, wraz z in­nymi za­da­niami na­le­żą­cymi do da­nego eks­pe­ry­mentu. Oto, co przy­śniło się pew­nej oso­bie:
Była ze mną matka, szli­śmy ko­ry­ta­rzem do po­miesz­cze­nia te­sto­wego. [Eks­pe­ry­men­ta­torka] umo­co­wała mi elek­trody na gło­wie, aby sny za­pi­sy­wały się od razu na kartce. Prze­sze­dłem ko­ry­ta­rzem na na­stępny test (…) chcie­li­śmy mieć to już za sobą i wyjść z la­bo­ra­to­rium.
I inna re­la­cja:
Pró­bo­wa­łam usnąć, ale nie bar­dzo mi się to uda­wało, bo mo­jego łóżka w za­sa­dzie nic nie od­gra­dzało od ba­da­czy (…) w pew­nym mo­men­cie zna­la­zło się ono cał­kiem na ze­wnątrz. Mó­wiąc o mo­ich fa­lach mó­zgo­wych, na­ukowcy na­zy­wali je „wzor­cem Dan­tego”.
Choć nie ma ni­czego ta­kiego jak wzo­rzec Dan­tego, ten ostatni sen z usil­nymi pró­bami za­śnię­cia i po­ko­na­nia róż­nych prze­szkód sta­ją­cych na dro­dze do do­brego spi­sa­nia się w roli uczest­nika eks­pe­ry­mentu jest bar­dzo po­wszechny w la­bo­ra­to­riach. Wy­gląda na to, że na ja­wie za­pa­mię­tu­jemy pewne wy­zwa­nia czy za­da­nia i po uśnię­ciu po­dej­mu­jemy sy­mu­lo­waną próbę re­ali­za­cji wy­zna­czo­nego celu. Ma­rze­nie senne ma czę­sto cha­rak­ter po­wta­rzalny, fa­buła za­pę­tla się. Wspo­mniana osoba wie­lo­krot­nie stara się usnąć, ale za każ­dym ra­zem coś jej w tym prze­szka­dza. Wy­ko­nuje te­sty zwią­zane z eks­pe­ry­men­tem, ale po skoń­cze­niu jed­nego po­ja­wia się ko­lejny.
Rów­nież w snach do­ku­men­to­wa­nych w domu ob­ser­wuje się po­dobne wątki nie­usta­ją­cego po­dej­mo­wa­nia prób (czę­sto nie­uda­nych) osią­gnię­cia ja­kie­goś celu, na przy­kład zła­pa­nia au­to­busu czy zdą­że­nia na lot­ni­sko albo nie­przy­go­to­wa­nie czy spóź­nie­nie się na eg­za­min. Wy­daje się, że są to sny z okre­ślo­nym ce­lem i po­dob­nie jak w la­bo­ra­to­rium za­pewne cho­dzi w nich bar­dziej o sam prze­bieg dzia­ła­nia niż o osią­gany re­zul­tat – sed­nem tych snów jest pro­ces, nie efekt.
Ba­da­nia na­ukowe, a chyba rów­nież zdrowy roz­są­dek, mó­wią nam, że ma­rze­nia senne wy­kra­czają poza pro­ste od­zwier­cie­dla­nie po­żą­da­nych ce­lów i umoż­li­wiają nam nocne ćwi­cze­nie się w sto­so­wa­niu war­to­ścio­wych umie­jęt­no­ści, a ich po­wta­rzal­ność może być klu­czowa dla ucze­nia się. We śnie mo­żemy ćwi­czyć ko­rzy­sta­nie ze śnio­nego ciała, ma­ni­pu­lo­wać śnio­nymi przed­mio­tami i po­ru­szać się po śnio­nych świa­tach. Na przy­kład spor­tow­com i mu­zy­kom śni się tre­no­wa­nie ich dys­cy­pliny sportu czy gra na in­stru­men­cie, nie­kiedy w wa­run­kach wiel­kiej pre­sji.
Je­żeli można się su­ge­ro­wać przy­pad­kami z na­szego la­bo­ra­to­rium, inną po­wszech­nie ćwi­czoną w snach umie­jęt­ność wi­dać w tym, że wiele z nich ma na­turę eks­plo­ra­cyjną – roz­glą­damy się, prze­szu­ku­jemy, tro­pimy coś na roz­wi­ja­ją­cej się przed nami ma­pie świata. Weźmy na­stę­pu­jący przy­kład:
Do po­miesz­cze­nia wszedł eks­pe­ry­men­ta­tor, za­pa­lił świa­tło i przy­szła jesz­cze inna osoba po­roz­ma­wiać ze mną. Za­le­żało jej na lu­dziach świa­do­mych we śnie. W sy­pialni były dru­gie drzwi, a za nimi ko­ry­tarz. Na jego końcu stali w ja­kimś po­koju lu­dzie w bia­łych far­tu­chach.
I inny sen:
Do sy­pialni wcho­dzi eks­pe­ry­men­ta­torka. Wi­dzę, że na­prze­ciw mnie, w miej­scu, gdzie po­winna być ściana, znaj­dują się drzwi. Otwiera je Jim z se­rialu Biuro. Za drzwiami wi­dzę krótki ko­ry­ta­rzyk i jesz­cze jedne drzwi. Jim mówi mi, że mogę wstać.
W tych przy­kła­dach śniące osoby wy­obra­żają so­bie, że bu­dzą się w la­bo­ra­to­rium i wi­dzą co­raz bar­dziej roz­ra­sta­jące się wo­kół nich oto­cze­nie. Wy­daje się, jakby sen po­wo­ły­wał do ist­nie­nia świat, który pącz­kuje wo­kół nas prze­strzen­nie i tem­po­ral­nie, ni­czym zmarszczki roz­cho­dzące się w prze­strzeni i cza­sie. Nie­któ­rym śni się na­wet droga po­wrotna z pra­cowni do domu – przej­ście przez szpi­talne ko­ry­ta­rze i prze­mie­rze­nie ulic w mie­ście. Sny te opie­rają się na zdol­no­ści przy­po­mi­na­nia so­bie nie­daw­nych fak­tów, w tym tego, gdzie się znaj­du­jemy i co ro­bimy, oraz rzu­to­wa­nia sie­bie w po­ten­cjalną bli­ską przy­szłość, co sta­nowi formę przy­pra­wio­nego odro­biną ab­surdu men­tal­nego po­dró­żo­wa­nia w cza­sie.
Choć nie­któ­rzy na­ukowcy nie­bez­pod­staw­nie twier­dzą, że sny zbie­rane w la­bo­ra­to­rium mogą nie być re­pre­zen­ta­tywne dla snów na­tu­ral­nych – i róż­nią się od tych zbie­ra­nych w do­mach – moim zda­niem mają jed­nak war­tość in­for­ma­cyjną i są uży­teczne, po­ma­gają bo­wiem wy­kryć klu­czowe ele­menty szkie­letu, na ja­kim wznosi się śniony świat. W ma­rze­niach sen­nych zbie­ra­nych w do­mach oraz po­zna­wa­nych dzięki ba­da­niom son­da­żo­wym od­zwier­cie­dlają się po­dobne wątki do re­la­cjo­no­wa­nych w la­bo­ra­to­rium, zwią­zane z sy­mu­la­cją spo­łeczną, ćwi­cze­niem róż­nych umie­jęt­no­ści, pe­ne­tro­wa­niem śro­do­wi­ska oraz od­wo­ła­niami do niego i do ak­tu­al­nie za­przą­ta­ją­cych nas spraw.
Ko­lej­nym ele­men­tem tej ukła­danki – je­śli można tak okre­ślić struk­turę snów – są „ty­powe” śnione wątki4. Cho­dzi o sym­bo­likę czy fa­buły snów, które po­ja­wiają się wie­lo­krot­nie i bar­dzo po­wszech­nie w ca­łej po­pu­la­cji, w tym u przed­sta­wi­cieli róż­nych kul­tur i u osób w roz­ma­itym wieku. Z pew­no­ścią czy­tel­nicy też do­świad­czyli jed­nego lub wię­cej z tych ty­po­wych snów. Do 70 pro­cent osób do­nosi o wy­stę­po­wa­niu w ich snach naj­bar­dziej ty­po­wych wąt­ków, ta­kich jak ucie­ka­nie, spa­da­nie lub wie­lo­krotne po­dej­mo­wa­nie prób zro­bie­nia cze­goś. W ba­da­niach an­kie­to­wych wy­kryto po­nad czter­dzie­ści ta­kich mo­ty­wów, a wiele z nich sta­nowi po­sze­rzone wer­sje sche­ma­tów zi­den­ty­fi­ko­wa­nych w la­bo­ra­to­riach.
Tak na przy­kład spo­łeczny pro­fil snu ujaw­nia się w ty­po­wych wąt­kach ucieczki i by­cia go­nio­nym, w mę­czą­cych snach o nie­wier­no­ści lub w przy­jem­nych snach ero­tycz­nych oraz w czę­ściowo spo­łecz­nych snach, w któ­rych wy­czu­wamy bli­żej nie­okre­śloną obec­ność w po­miesz­cze­niu. Inne ty­powe sny spo­łeczne wiążą się z sy­tu­acjami skrę­po­wa­nia czy za­wsty­dze­nia. Wy­daje się to wspól­nym mo­ty­wem w snach, w któ­rych oka­zu­jemy się nie­sto­sow­nie ubrani lub nadzy, co przy­po­mina sny z la­bo­ra­to­rium o pod­le­ga­niu ob­ser­wa­cji ze strony eks­pe­ry­men­ta­to­rów, któ­rzy za­glą­dają do sy­pialni albo re­je­strują ukryte my­śli śpią­cych.
Jesz­cze inne ty­powe wątki senne mają cha­rak­ter bar­dziej po­zy­tywny i eks­plo­ra­cyjny, na przy­kład do­ty­czą zna­le­zie­nia pie­nię­dzy lub – pry­wat­nie mój fa­wo­ryt – od­kry­wa­nia no­wych po­miesz­czeń i ko­ry­ta­rzy we wła­snym domu. Nie­kiedy taki sen roz­grywa się z fan­ta­zyj­nym roz­ma­chem i otwie­rają się ma­giczne drzwi do in­nego świata. Kiedy in­dziej jest zwy­czaj­niej­szy i po pro­stu do­strze­gamy nowy scho­wek w holu albo prak­tyczną zmy­warkę w kuchni (bar­dzo miły sen!). Wątki te są po­dobne do snów w la­bo­ra­to­rium, w któ­rych przed oczami lu­dzi cho­dzą­cych po te­re­nie szpi­tala nie­ocze­ki­wa­nie wy­ra­stają ko­lejne okna, drzwi i ko­ry­ta­rze. Wy­gląda na to, że śniony świat nie ma z góry usta­lo­nej to­po­gra­fii, tylko jest na bie­żąco kre­owany w miej­scach, w które za­pusz­cza się śpiąca osoba i w któ­rych otwie­rają się przed nią nowe prze­strze­nie, za­chę­ca­jące do dal­szego pe­ne­tro­wa­nia oto­cze­nia.
Tego ro­dzaju sny na­zy­wamy ty­po­wymi ze względu na czę­stość po­ja­wia­nia się ich w ca­łej po­pu­la­cji, nie­mniej wy­daje się, że każ­demu z nas śni się tylko pe­wien ze­staw tych wąt­ków, do­sto­so­wany do in­dy­wi­du­al­nej sy­tu­acji. Jed­nej oso­bie wie­lo­krotne śnią się spo­łeczne sceny za­wsty­dze­nia, na przy­kład po­ja­wia­nia się nago przed ludźmi. Dla in­nej ty­powe mogą być sny o nie­uda­nych pró­bach, bez­sku­tecz­nie po­na­wia­nych po­dej­ściach do osią­gnię­cia ja­kie­goś celu. Sny ta­kie mogą mieć na­turę na­wra­ca­jącą i śnić się wiele razy w cza­sie róż­nych nocy oraz in­ten­sy­fi­ko­wać się w okre­sach stresu. Po­wta­rza­jące się sny tego ro­dzaju, zgła­szane aż przez 75 pro­cent do­ro­słych, mogą się za­czy­nać w mło­dym wieku i utrzy­my­wać przez resztę ży­cia. By dać przy­kład: ty­powy sen o spóź­nie­niu się na eg­za­min czę­sto za­czyna się w la­tach szkol­nych, gdy stale to­wa­rzy­szą nam silne stresy zwią­zane z na­uką, lecz wą­tek ten może się też prze­wi­jać w póź­niej­szym ży­ciu, po­wiedzmy, przed ważną pre­zen­ta­cją w pracy lub roz­mową kwa­li­fi­ka­cyjną. Co prawda oko­licz­no­ści są inne, ale stre­su­jąca pre­sja, by do­brze wy­paść, uru­cha­mia znany sce­na­riusz snu.
Na­wra­ca­jące sny wy­stę­pują u wiel­kiej liczby osób, wy­daje się jed­nak, że są bar­dziej pa­to­lo­giczne od ty­po­wych snów. Bę­dziemy do nich jesz­cze na­wią­zy­wać, po­nie­waż mają one dużo wspól­nego z kosz­ma­rami.
Wra­ca­jąc do ty­po­wych ma­rzeń sen­nych, w ich uni­wer­sal­nych wąt­kach ujaw­niają się pewne sys­te­ma­tyczne ten­den­cje for­mo­wa­nia snów u wielu lu­dzi. Po­dob­nie jak w snach w la­bo­ra­to­rium uka­zuje się w nich świat bu­do­wany we­dług kilku nie­przy­pad­ko­wych sche­ma­tów z na­ci­skiem na to, by ma­rze­nia senne za­peł­niały się po­sta­ciami, z któ­rymi mo­żemy wcho­dzić w in­te­rak­cje, za­da­niami do wy­ko­na­nia i prze­strze­niami do pe­ne­tro­wa­nia. Wątki te po­ka­zują ist­nie­nie swo­istego struk­tu­ral­nego fun­da­mentu kre­owa­nia się snów oraz udzie­lają pod­po­wie­dzi co do funk­cji sa­mego śnie­nia, o czym da­lej bę­dzie mowa. In­te­re­su­jącą ce­chą ty­po­wych snów jest to, że po­ja­wiają się w roz­ma­itych kul­tu­rach i u osób w róż­nym wieku, a jed­no­cze­śnie czę­sto nie przed­sta­wiają ty­po­wych do­świad­czeń z ży­cia na ja­wie. Kie­dyż to od­kry­li­śmy ostat­nio ja­kiś nowy po­kój w swoim miesz­ka­niu, swo­bod­nie spa­da­li­śmy czy szy­bo­wa­li­śmy w po­wie­trzu albo sta­nę­li­śmy bez ubra­nia przed salą pełną lu­dzi? Mimo to znaczna liczba osób miewa ta­kie sny, i to wiele razy.
Co to nam mówi o po­wsta­wa­niu świata ma­rzeń sen­nych? W przy­padku bar­dziej sur­re­al­nych wąt­ków, które wy­dają się da­le­kie od ży­cia na ja­wie, trudno twier­dzić, że od­gry­wają rolę we wzmac­nia­niu okre­ślo­nych umie­jęt­no­ści lub sta­no­wią uży­teczne ćwi­cze­nie spo­łeczne. Aby nieco le­piej zro­zu­mieć nie­które nie­zwy­kłe czy nie­spo­dzie­wane mo­tywy senne, ta­kie jak wy­pa­da­nie zę­bów albo trud­no­ści ze zna­le­zie­niem to­a­lety, mu­simy przyj­rzeć się ko­lej­nemu źró­dłu po­wsta­wa­nia snów: sa­memu ciału.

Współ­two­rze­nie snów przez ciało

Nie na­leży do rzad­ko­ści, że po prze­bu­dze­niu się zda­jemy so­bie sprawę, że do na­szego snu wnik­nęły pewne skład­niki po­cho­dzące z oto­cze­nia: szcze­ka­nie psa, dźwięk alarmu roz­le­ga­ją­cego się w sa­mo­cho­dzie pod do­mem, świer­got pta­ków – wszystko to włą­czone w od­głosy i sce­ne­rię śnio­nego świata, gdy mózg nie chce ustą­pić i dać się obu­dzić. Rzecz ja­sna, kiedy bo­dziec jest do­sta­tecz­nie silny, po­wo­duje prze­bu­dze­nie (to zresztą ele­men­tarna funk­cja bu­dzika). Ale po­mi­ja­jąc te po­ranne za­kłó­ce­nia, więk­szość z nas trak­tuje sen jako czas, w któ­rym po­zo­sta­jemy od­cięci od świata fi­zycz­nego, za­mknięci w swoim umy­śle i od­izo­lo­wani od czu­ją­cego ciała.
W rze­czy­wi­sto­ści sny nie są aż tak bar­dzo od­izo­lo­wane ani od ciała, ani od zmy­sło­wego kon­taktu ze świa­tem. Stru­mień in­for­ma­cji pły­ną­cych przez na­sze zmy­sły nie urywa się i nie­kiedy zo­staje zmyśl­nie wpro­wa­dzony do snów.
Za­pewne naj­czę­ściej za­uważa się we śnie ak­tyw­ność or­ga­ni­zmu wtedy, gdy jest naj­mniej po­żą­dana: ko­niecz­ność od­da­nia mo­czu, nie­zdol­ność ode­zwa­nia się czy po­ru­sze­nia, zgrzy­ta­nie zę­bami albo dzwo­nie­nie w uszach, które wdziera się pod cie­płą koł­derkę snu. Skrajny przy­kład sta­nowi pa­ra­liż senny, pod­czas któ­rego nie mo­żemy się ode­zwać ani drgnąć przez krótki czas przed peł­nym roz­bu­dze­niem się, czemu czę­sto to­wa­rzy­szą na­pa­wa­jące lę­kiem sny. Pa­mię­tam, kiedy pierw­szy raz do­zna­łam ta­kiego pa­ra­liżu. Było to w mo­ich la­tach li­ce­al­nych. Wcze­snym ran­kiem pew­nego dnia przed pój­ściem do szkoły obu­dzi­łam się z prze­ra­ża­jącą świa­do­mo­ścią, że całe moje ciało jest kom­plet­nie bez­władne. Si­li­łam się, by otwo­rzyć oczy i na­wet pró­bo­wa­łam krzyk­nąć, ale nie by­łam w sta­nie na­piąć mię­śni ani wy­dać żad­nego dźwięku. Nie mia­łam po­ję­cia, co się dzieje. W pa­nice doj­rza­łam ja­kąś za­ma­zaną po­stać przy drzwiach sy­pialni, która po­woli zbli­żała się do mnie. My­śla­łam, że za­raz umrę. A po­tem na­gle moje oczy się otwo­rzyły i zo­ba­czy­łam pu­sty po­kój roz­świe­tlony pro­mie­niami słońca. Z tru­dem ła­pa­łam od­dech, ciężko dy­sząc zdez­o­rien­to­wana i prze­stra­szona.
Przez całe lata re­gu­lar­nie do­zna­wa­łam pa­ra­liżu sen­nego i był to pier­wotny po­wód, z któ­rego za­in­te­re­so­wa­łam się ba­da­niami snu na stu­diach. Z ulgą do­wie­dzia­łam się, że zja­wi­sko to ani nie jest groźne, ani nie na­leży do rzad­ko­ści (co naj­mniej je­den raz w ży­ciu do­świad­cza go za­pewne do 40 pro­cent lu­dzi). Są to resztki na­tu­ral­nego bez­władu mię­śni, do ja­kiego do­cho­dzi w fa­zie REM. Choć w pierw­szej chwili może się to wy­da­wać dziwne, że ciało jest fi­zycz­nie spa­ra­li­żo­wane w tej fa­zie snu, służy to funk­cjo­nal­nemu ce­lowi: po­wstrzy­muje ciało przed fi­zycz­nym od­gry­wa­niem tre­ści snu. Po­czu­cie tego pa­ra­liżu cza­sem prze­nika jed­nak do ma­rze­nia sen­nego, szcze­gól­nie w mo­men­tach gra­nicz­nych na progu jawy, a do­świad­cze­nie to bywa od­bie­rane w skali od nie­po­ko­ją­cego do głę­boko za­trwa­ża­ją­cego.
Pa­ra­liż senny jest przy­kła­dem eks­tre­mal­nym, ale w rze­czy­wi­sto­ści ciało czę­sto od­grywa rolę w śnie­niu, tylko że z re­guły nie po­strze­gamy tego w tych ka­te­go­riach. Na wiele spo­so­bów or­ga­nizm fi­zycz­nie do­znaje tego, co dzieje się w ma­rze­niu sen­nym, i vice versa – sen re­aguje na to, co dzieje się w ciele. In­nymi słowy, sny nie są wy­twa­rzane wy­łącz­nie przez mózg, lecz roz­wi­jają się w kon­tek­ście wy­miany in­for­ma­cji ze śpią­cym cia­łem.
Pierw­szym po­zna­nym ko­re­la­tem śnie­nia były szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych, od­kryte w 1953 roku i de­fi­niu­jące od tam­tej pory fazę REM (ra­pid eye mo­ve­ments) snu5. Gdy bu­dzono lu­dzi w okre­sach ce­chu­ją­cych się „gwał­tow­nymi, sko­ko­wymi, dwu­ocz­nie sy­me­trycz­nymi” ru­chami ga­łek ocznych, w 74 pro­cen­tach ra­zów zgła­szali oni do­świad­cza­nie wy­ra­zi­stych, wzro­ko­wych snów. Od­kry­cie to spo­wo­do­wało la­winę ba­dań nad ma­rze­niami sen­nymi (choć od tam­tego czasu usta­li­li­śmy, że ma­rze­nia wy­stę­pują też w in­nych sta­diach snu) oraz za­po­cząt­ko­wało utrzy­mu­jącą się do dziś ten­den­cję, by dą­żyć do po­wią­za­nia obiek­tyw­nych wskaź­ni­ków – ta­kich jak ak­tyw­ność or­ga­ni­zmu i mó­zgu – z psy­chicz­nym do­świad­cze­niem śnie­nia.
Czy te szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych mogą ujaw­niać fak­tyczną ak­tyw­ność wzro­kową pod­czas snu? Ewen­tu­al­ność ta znana jest dziś pod na­zwą hi­po­tezy roz­glą­da­nia się (scan­ning hy­po­the­sis) i w nie­któ­rych eks­pe­ry­men­tach ze­brano prze­ma­wia­jące za nią świa­dec­twa, gdy szyb­kie ru­chy ga­łek ocznych oka­zy­wały się zbieżne z opi­sami wi­zu­al­nej war­stwy snu, na przy­kład przy­śnie­nie się me­czu te­ni­so­wego oraz po­wta­rza­jące się ru­chy oczu w prawo i lewo. Choć po­ja­wiają się nie­spój­no­ści mię­dzy ru­chami ga­łek ocznych a śnioną tre­ścią wi­zu­alną, prze­ło­mowe ba­da­nia nad snami z za­cho­wa­niem przy­tom­no­ści umy­sło­wej do­wio­dły wy­stę­po­wa­nia pew­nej ko­re­spon­den­cji. Pod ko­niec lat sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku Ste­phen La­Berge i Ke­ith He­arne nie­za­leż­nie wy­ka­zali, że osoby śniące przy­tom­nie mogą ce­lowo wy­ko­ny­wać we śnie po­wta­rzalne zwroty w lewo i w prawo oczami, co skut­kuje od­po­wied­nimi ru­chami ga­łek ocznych w śpią­cym ciele6. Po­ka­zało to, że śpiący czło­wiek może spra­wo­wać kon­trolę nad swoim cia­łem fi­zycz­nym, ko­rzy­sta­jąc z ru­chów wy­ko­ny­wa­nych w ma­rze­niu sen­nym. W na­stęp­nych la­tach śla­dem tym po­szło wiele in­nych ba­dań, które ujaw­niły, że osoby śniące przy­tom­nie są w sta­nie kon­tro­lo­wać roz­ma­ite czę­ści ciała, na przy­kład za­ci­skać pięść we śnie, co skut­kuje jed­no­cze­snymi drgnię­ciami mię­śni przed­ra­mie­nia, a także kon­tro­lo­wać od­dy­cha­nie we śnie, co zmie­nia od­dy­cha­nie i ru­chy brzu­cha w śpią­cym ciele.
Wy­daje się, że na­wet w przy­padku snów, w któ­rych czło­wiek nie za­cho­wuje przy­tom­no­ści umy­sło­wej, ich treść prze­ja­wia się fi­zycz­nie w ciele. Wia­domo na przy­kład, że w fa­zie REM za­cho­dzą nie­re­gu­larne fluk­tu­acje od­de­chu, tempa pracy serca oraz ak­tyw­no­ści mię­śnio­wej, i mogą one ko­re­spon­do­wać z psy­chicz­nym do­świad­cze­niem śnie­nia. Uczest­ni­kowi pew­nego ba­da­nia śniło się, że pły­nie żabką, a wy­ko­ny­wane w tym cza­sie po­miary po­ka­zały, że wie­lo­krot­nie wstrzy­my­wał od­dech, a po­tem wy­dy­chał po­wie­trze ana­lo­gicz­nie do tego, jak pły­wak chowa głowę pod wodę i się z niej wy­nu­rza. Rów­nież w przy­padku kosz­ma­rów czę­sto wy­stę­pują silne po­wią­za­nia z cia­łem. Przez kilka mi­nut przed prze­bu­dze­niem się więk­szość osób ma przy­spie­szone tętno i od­dech, tak jakby śpiący or­ga­nizm do­zna­wał fi­zycz­nego ob­cią­że­nia. Ma to kon­se­kwen­cje zdro­wotne u lu­dzi, któ­rym wie­lo­krot­nie śnią się kosz­mary, ta­kich jak pa­cjenci z za­bu­rze­niem stre­so­wym po­ura­zo­wym (post-trau­ma­tic stress di­sor­der, PTSD), u któ­rych psy­chiczne i fi­zyczne aspekty urazu od­ży­wają pod­czas snu.
Ewi­dent­nie wi­dać pe­wien zwią­zek mię­dzy tym, co wy­obra­żamy so­bie we śnie, a tym, jak ciało re­aguje na śnione do­świad­cze­nia czy je od­zwier­cie­dla. W jaki jed­nak spo­sób śniący umysł na­wią­zuje łącz­ność ze śpią­cym cia­łem? I ja­kie wnio­ski wy­ni­kają z ist­nie­nia tego szlaku ko­mu­ni­ka­cyj­nego?
Przede wszyst­kim warto przyj­rzeć się obec­nej w mó­zgu ma­pie ciała, to zna­czy sys­te­ma­tycz­nemu przy­po­rząd­ko­wa­niu pew­nych neu­ro­nów czu­cio­wych i ru­cho­wych w mó­zgu okre­ślo­nym czę­ściom ciała. Wy­daje się, że ta neu­ro­nowa mapa leży u pod­staw wy­ra­zi­stych wy­obra­żeń czu­ciowo-ru­cho­wych (wy­obra­ża­nych do­znań wzro­ko­wych, do­ty­ko­wych, słu­cho­wych, wę­cho­wych i sma­ko­wych oraz ru­chów ciała) we śnie. Ba­da­nia wy­ko­ny­wane me­todą funk­cjo­nal­nego re­zo­nansu ma­gne­tycz­nego pod­czas przy­tom­nych snów uka­zały, że kiedy czło­wiek za­ci­ska we śnie pięść, ob­ser­wuje się ak­tyw­ność tych sa­mych re­jo­nów czu­ciowo-ru­cho­wych mó­zgu co wtedy, gdy wy­ko­nuje tę czyn­ność na ja­wie, a pod­czas spa­nia ko­re­spon­duje to jed­no­cze­śnie z re­al­nymi drgnię­ciami mię­śni przed­ra­mie­nia. Psy­chika, mózg i ciało są wza­jem­nie po­łą­czone. Taką samą pra­wi­dło­wość ob­ser­wuje się w od­nie­sie­niu do in­nych form per­cep­cji, na przy­kład oglą­da­nia twa­rzy, sły­sze­nia mowy czy po­strze­ga­nia scen prze­strzen­nych – wszyst­kie te sy­tu­acje wiążą się ze spe­cy­ficz­nymi wzor­cami ak­tyw­no­ści czu­ciowo-ru­cho­wej w mó­zgu, ja­kie za­cho­dzą na ja­wie, i po­dobne wzorce wy­krywa się w trak­cie śnie­nia.
Wy­ra­zi­ste wra­że­nia czu­ciowe i ru­chowe w snach – do­świad­cze­nia cho­dze­nia, po­ru­sza­nia się, fru­wa­nia, spa­da­nia, walki, po­szu­ki­wa­nia i inne – po­cho­dzą z kory czu­ciowo-ru­cho­wej. Warto tu od­no­to­wać, że pod wzglę­dem per­cep­cyj­nym sny ce­chują się naj­sil­niej­szym ak­cen­to­wa­niem wy­obra­żeń wzro­ko­wych, po któ­rych idą słu­chowe i ru­chowe, a w mniej­szym stop­niu za­pa­chowe i sma­kowe – choć bywa to zróż­ni­co­wane w okre­ślo­nych po­pu­la­cjach, na przy­kład osoby nie­sły­szące i nie­wi­dzące in­ten­syw­niej do­świad­czają w snach za­pa­chów i sma­ków. Z dal­szej czę­ści książki do­wiemy się wię­cej o tych wa­rian­tach.
Nie­kiedy ru­chowe wy­obra­że­nia senne wiążą się z re­al­nymi ru­chami ciała po­mimo za­sad­ni­czego pa­ra­liżu mię­śni w fa­zie REM. W przy­padku ta­kich za­cho­wań lu­dzie fi­zycz­nie od­gry­wają treść ma­rzeń sen­nych, czę­sto pod­czas szcze­gól­nie emo­cjo­nu­ją­cych snów, ta­kich jak kosz­mary czy sny zwią­zane z ża­łobą, a na­wet ero­tyczne. Do po­wszech­nych za­cho­wań na­leżą wtedy mó­wie­nie przez sen, płacz, uśmie­cha­nie się, wy­bu­chy śmie­chu oraz wy­ra­ża­nie stra­chu czy za­cho­wa­nia obronne. Fa­scy­nu­jącą sprawą jest to, że ta­kie za­cho­wa­nia mogą od­zwier­cie­dlać mowę oraz czyny za­równo śnio­nego ja, jak i in­nej po­staci ze snu. Je­żeli na przy­kład śni się nam, że fru­niemy, by umknąć przed zło­wrogo re­cho­czącą cza­row­nicą, mo­żemy się obu­dzić drżący ze stra­chu albo śmie­jący się na głos jak owa cza­row­nica. Po­ka­zuje to wy­stę­pu­jące w snach zja­wi­sko, które rzadko so­bie uświa­da­miamy, mia­no­wi­cie że wszyst­kie śnione po­sta­cie – twoje śnione ja, zna­jomy czy krewny, obcy czło­wiek, ulu­biony zwie­rzak, du­chowy prze­wod­nik – są jed­no­cze­śnie wy­twa­rzane przez nasz umysł. Pod­czas do­świad­cza­nia przez nas snu z per­spek­tywy pierw­szo­oso­bo­wej śpiący mózg wy­cza­ro­wuje rów­nież tamte po­sta­cie łącz­nie z ich my­ślami, uczu­ciami, dzia­ła­niami i gło­sami. Cza­sem ob­da­rza na­wet po­szcze­gólne osoby róż­nymi ję­zy­kami czy ak­cen­tami.
Ta zdol­ność mó­zgu do zor­kie­stro­wa­nia za­cho­wań i emo­cji wszyst­kich śnio­nych bo­ha­te­rów jest godna naj­wyż­szego po­dziwu. Jak umysł ra­dzi so­bie z ko­or­dy­na­cją tak zróż­ni­co­wa­nej ob­sady ak­tor­skiej snu?
Nie­któ­rzy na­ukowcy upa­trują po­ten­cjal­nego pro­du­centa i re­ży­sera śnio­nych po­staci w ukła­dzie neu­ro­nów lu­strza­nych. Z ba­dań ob­ra­zo­wych mó­zgu wy­nika, że układ ten jest ak­tywny za­równo w trak­cie, gdy wy­ko­nu­jemy okre­śloną czyn­ność (na przy­kład bie­rzemy do ręki ku­bek), jak i pod­czas ob­ser­wo­wa­nia tej czyn­no­ści wy­ko­ny­wa­nej przez inną osobę (po­wiedzmy, pod­no­sze­nia kubka przez ko­legę). Po­nadto tę samą ak­tyw­ność mó­zgu re­je­struje się, kiedy tylko wy­obra­żamy so­bie wy­ko­ny­wa­nie tej czyn­no­ści przez sie­bie lub ko­goś in­nego. Ta­kie od­zwier­cie­dla­nie dzia­łań i eks­pre­sji in­nych lu­dzi po­maga nam na­śla­do­wać na ja­wie i ro­zu­mieć ich za­cho­wa­nia oraz emo­cje. Na po­dob­nej za­sa­dzie układ neu­ro­nów lu­strza­nych może od­po­wia­dać za sy­mu­lo­wa­nie czyn­no­ści i emo­cji róż­nych po­staci w snach.
Ar­gu­menty prze­ma­wia­jące za tą kon­cep­cją po­cho­dzą z ana­liz za­cho­wań lu­strza­nych, czyli be­ha­wio­ral­nych prze­ja­wów ak­tyw­no­ści neu­ro­nów lu­strza­nych, ta­kich jak za­raź­liwy płacz albo śmiech (roz­pła­ka­nie się lub ro­ze­śmia­nie, gdy wi­dzimy pła­czące czy śmie­jące się osoby) oraz inne formy mi­mi­kry, na przy­kład przy­bie­ra­nie po­dob­nej po­stawy ciała czy wy­razu twa­rzy jak roz­mówca. W ba­da­niach snów oka­zało się, że lu­dzie wy­ka­zu­jący wię­cej za­cho­wań lu­strza­nych na ja­wie czę­ściej fi­zycz­nie od­gry­wają ma­rze­nia senne pod­czas spa­nia, na przy­kład osoby, które ła­two roz­pła­kują się na wi­dok pła­czu in­nych, czę­ściej bu­dzą się we łzach. To samo do­ty­czy uśmie­cha­nia się i śmia­nia.
Pod­su­mo­wu­jąc, być może kora czu­ciowo-ru­chowa i układ neu­ro­nów lu­strza­nych ste­rują dzia­ła­niami i emo­cjami na­szego śnio­nego ja i in­nych po­staci ma­rze­nia sen­nego w po­dobny spo­sób, jak dzia­łamy i wcho­dzimy w in­te­rak­cje z ludźmi na ja­wie.
O ile jest ja­sne, a może wręcz in­tu­icyj­nie zro­zu­miałe, że ciało może na­śla­do­wać czy prze­ja­wiać pewne dzia­ła­nia i emo­cje ze snów, o tyle jest też druga strona me­dalu, i to po­ten­cjal­nie na­wet bar­dziej in­te­re­su­jąca: ciało fi­zyczne bywa źró­dłem wy­obra­żeń sen­nych.

* Można by tu do­dać obec­nego w daw­nym pol­skim folk­lo­rze du­siołka (przyp. tłum.).
** Zwa­nych for­mal­nie „za­bu­rzo­nym od­czu­wa­niem snu” (przyp. tłum.)

 
Wesprzyj nas