Zamożny biznesmen umiera po wypiciu zatrutej kawy. Wszystko wskazuje na zabójstwo, ale jego żona – główna podejrzana – w chwili zbrodni przebywała setki kilometrów od Tokio… „Rok zemsty” to japoński kryminał z motywem morderstwa z żelaznym alibi, w którym ważniejsze od pytania „kto zabił?” okazuje się „jak i dlaczego?”.
Zamożny i ambitny biznesmen zostaje znaleziony martwy w swoim domu – zmarł po wypiciu zatrutej kawy. Wszystko wskazuje na morderstwo, ale okoliczności wydają się niemożliwe: jego żona Ayane, główna podejrzana, w momencie zbrodni przebywała setki kilometrów od Tokio.
Kusanagi od pierwszej chwili czuje emocjonalny związek z piękną wdową. To zaś zaciemnia jego osąd i utrudnia dochodzenie.
Na pomoc przybywa jego dawny przyjaciel, fizyk i błyskotliwy analityk, który zaczyna podejrzewać, że prawdziwe rozwiązanie tej sprawy tkwi nie w tym, kto popełnił zbrodnię, ale jak i dlaczego.
Keigo Higashino – jeden z najpopularniejszych współczesnych japońskich autorów powieści kryminalnych. Jego książki łączą klasyczną intrygę detektywistyczną z psychologiczną głębią i często poruszają tematy moralnych dylematów oraz społecznych napięć. Higashino jest autorem kilkudziesięciu powieści, wielokrotnie ekranizowanych w Japonii i za granicą.
Rok zemsty
Przekład: Klaudia Ciurka
Seria „Kryminalna Relacja”
Wydawnictwo Relacja
Premiera: 12 lutego 2026
1
Posadzone w donicy bratki rozkwitły drobniutkim kwieciem. „Ziemia wygląda na suchą jak pieprz, ale kolor płatków nadal cieszy oko. Nie są to może najpiękniejsze kwiaty, ale wytrzymałości odmówić im nie można. Muszę je później podlać”, pomyślała Ayane, wyglądając na taras przez szklane drzwi balkonowe.
– Słuchasz mnie w ogóle? – dobiegło zza jej pleców.
Ayane spojrzała za siebie i uśmiechnęła się słodko.
– Oczywiście, że słucham.
– Zaskakująco długo zeszło ci z odpowiedzią. – Usadowiony na sofie Yoshitaka skrzyżował długie nogi. Regularnie chodził na siłownię, ale unikał ćwiczeń, które mogłyby przesadnie rozbudować mięśnie ud czy brzucha, by nie musieć rezygnować z noszenia rurek.
– Zamyśliłam się.
– Zamyśliłaś? To do ciebie niepodobne. – Yoshitaka uniósł jedną ze starannie wytrymowanych brwi.
– Owszem. Zaskoczyłeś mnie.
– Naprawdę? Sądziłem, że wiesz, jaki mam plan na życie.
– Owszem, znam twoje plany, ale…
– Ale? – Yoshitaka lekko przekrzywił głowę. Nie wyglądał na zestresowanego. Całym sobą dawał do zrozumienia, że to nic wielkiego. Ayane nie była pewna, czy udawał, czy naprawdę się nie przejmował.
Westchnęła i ponownie spojrzała w jego przystojną twarz.
– Naprawdę jest to dla ciebie aż tak ważne?
– Co mianowicie?
– Dzieci.
Yoshitaka uśmiechnął się drwiąco, zerknął w bok, po czym ponownie skupił na niej wzrok.
– W ogóle mnie nie słuchałaś.
– Słuchałam, i właśnie dlatego pytam. – Ayane spojrzała na niego przenikliwie.
Yoshitaka odpowiedział poważną miną. Powoli skinął głową.
– Owszem, są dla mnie ważne. Powiedziałbym nawet, że niezbędne. Jeśli nie możemy ich mieć, po co nam w ogóle małżeństwo? Gorące, romantyczne uczucia pomiędzy kobietą i mężczyzną z czasem znikają, ale mimo to żyją oni pod jednym dachem, by tworzyć rodzinę. Biorą ślub, stają się małżonkami, a później mają dzieci i stają się rodzicami. Dopiero wtedy można ich nazwać partnerami na całe życie. Nie sądzisz?
– Nie sądzę, by tylko o to chodziło w małżeństwie.
Yoshitaka pokręcił głową.
– A ja uważam, że tak właśnie jest, i nie zamierzam zmieniać zdania. Dlatego też nie mam zamiaru tkwić w związku, z którego nie doczekam się dzieci.
Ayane pomasowała sobie skronie. Rozbolała ją głowa. Nie sądziła, że kiedykolwiek usłyszy takie słowa.
– Zatem tak to ma wyglądać? Nie potrzebujesz kobiety, która nie jest w stanie urodzić ci dziecka, więc zamierzasz się mnie pozbyć i znaleźć sobie inną, która da ci to dziecko, tak?
– Nie ujmowałbym tego tak brutalnie.
– Ale właśnie o to ci chodzi, prawda? – zapytała ostro.
Yoshitaka wyprostował plecy, zmarszczył brwi, a wreszcie z ociąganiem przytaknął.
– Fakt, z twojej perspektywy tak to może wyglądać. Ale dziecko to naprawdę istotny element mojego planu na życie. Powiedziałbym, że wręcz najważniejszy.
Ayane lekko uniosła kąciki ust, choć tak naprawdę wcale nie było jej do śmiechu.
– Lubisz się chwalić tym swoim cudownym planem na życie, prawda? Wspominałeś o tym na samym początku naszego pierwszego spotkania.
– O co ci chodzi, Ayane? Przecież masz wszystko, czego chciałaś. Jeśli czegoś jeszcze ci potrzeba, powiedz mi to wprost. Zrobię dla ciebie wszystko, co w mojej mocy, więc przestań się dąsać i zacznij myśleć o przyszłości. Chyba że widzisz jakieś inne wyjście z tej sytuacji?
Ayane odwróciła od niego spojrzenie, wpatrzyła się w ścianę. Wisiała tam tapiseria o szerokości mniej więcej metra. Praca nad nią trwała około trzech miesięcy, a materiały do jej wykonania pochodziły z Wielkiej Brytanii.
Yoshitaka nie musiał jej przypominać o dzieciach. Ona również o nich marzyła. Chciałaby siedzieć w fotelu bujanym z ręczną robótką w dłoniach i obserwować, jak z dnia na dzień jej brzuch staje się coraz większy.
Boski dowcip pozbawił ją jednak tej możliwości, a ona musiała zacisnąć zęby i żyć z tą świadomością. Wierzyła, że Yoshitaka również się z tym pogodzi.
– Mogę o coś zapytać? Może nie ma to większego znaczenia, ale…
– O co chodzi?
Ayane obróciła się ku niemu całym ciałem i wzięła głęboki wdech.
– Co się stało z twoimi uczuciami względem mnie?
Yoshitaka zacisnął zęby, jakby zaskoczony tym pytaniem. Po chwili jednak na jego wargi powrócił uśmiech.
– Nie uległy zmianie – odparł. – Mówię szczerze. Kocham cię, to się nie zmieniło.
W uszach Ayane te słowa zabrzmiały jak kłamstwo. Mimo wszystko się uśmiechnęła. Nie widziała innego wyjścia.
– To dobrze – powiedziała.
– Chodźmy. – Yoshitaka obrócił się do niej plecami i ruszył w kierunku drzwi.
Ayane ruszyła jego śladem. Jej wzrok padł na komodę. Pomyślała o białym proszku ukrytym w dolnej szufladzie po prawej stronie, umieszczonym w szczelnie zamkniętym plastikowym woreczku.
„Chyba jednak będę musiała go użyć”, pomyślała. „Nie widzę dla siebie światełka w tym tunelu”.
Ayane wbiła spojrzenie w plecy Yoshitaki i w zaciszu własnych myśli skierowała do niego następujące słowa:
„Kocham cię całym sercem, ale to, co mi właśnie powiedziałeś, było jak wbicie sztyletu prosto w jego środek. Właśnie dlatego umrzesz”.
2
Widząc schodzących z piętra Mashibów, Hiromi Wakayama pomyślała, że coś musiało się między nimi wydarzyć. Obydwoje się uśmiechali, ale w tych uśmiechach było coś sztucznego, co szczególnie rzucało się w oczy w przypadku Ayane. Hiromi postanowiła jednak tego nie komentować. Miała poczucie, że mogłaby w ten sposób coś zepsuć.
– Wybacz, że musiałaś czekać. Ikaiowie się odzywali? – zapytał Yoshitaka. W jego głosie pobrzmiewała nuta podenerwowania.
– Tak, dzwonili przed chwilą. Będą za jakieś pięć minut.
– W takim razie przygotuję szampana.
– Ja się tym zajmę – oznajmiła Ayane natychmiast. – Hiromi, rozstaw kieliszki, proszę.
– Oczywiście.
– To ja nakryję do stołu – zaoferował Yoshitaka.
Gdy Ayane zniknęła w kuchni, Hiromi otworzyła drzwiczki komody stojącej pod ścianą. Kiedyś usłyszała, że utrzymany w stylu retro mebel kosztował ponoć blisko trzy miliony jenów. Ustawione w jego wnętrzu przedmioty bez wątpienia były porównywalnie cenne.
Ostrożnie wyjęła trzy wysokie, wąskie kieliszki marki Baccarat i dwa kolejne, wykonane z weneckiego szkła. Mashibowie zwykli podejmować gości naczyniami z tego rodzaju szkła.
Yoshitaka zakrzątnął się przy stole zdolnym pomieścić osiem osób i zaczął rozkładać pięć nakryć. Miał doświadczenie w organizacji domowych przyjęć. Ona również robiła się w tym coraz lepsza. Hiromi ustawiła kieliszki w pobliżu przygotowanych przez niego nakryć.
Z kuchni dobiegł szum odkręconej wody.
– O czym rozmawialiście? – zapytała Hiromi cicho.
– O niczym – odpowiedział Yoshitaka, nie patrząc na nią.
– Powiedziałeś jej?
Spojrzał prosto na nią.
– O czym?
Nim zdążyła odpowiedzieć, rozległ się dźwięk domofonu.
– Już są! – krzyknął Yoshitaka w kierunku kuchni.
– Wybacz, jestem zajęta. Możesz ich wpuścić? – odpowiedziała Ayane.
– Jasne – odparł i podszedł do wiszącego na ścianie urządzenia.
Dziesięć minut później wszyscy siedzieli już przy stole z uśmiechami na twarzach. Hiromi miała wrażenie, że zebrani jedynie udawali pogodnych, za wszelką cenę próbując nie zniszczyć spokojnej atmosfery. Od zawsze ciekawiło ją, w jaki sposób ludzie uczą się sztuki zachowywania pozorów. Nikt się z nią nie urodził. Hiromi dobrze wiedziała, że Ayane potrzebowała około roku, by należycie ją opanować.
– Twoje dania są wyborne jak zawsze, Ayane. Chyba nikt nie stara się przy marynacie tak jak ty! – zauważyła Yukiko Ikai z podziwem, wkładając kawałek ryby do ust. Zawsze komplementowała serwowane sobie dania.
– No tak, ty zawsze kupujesz marynatę w sieci! – rzucił Tatsuhiko, siedzący tuż obok niej mąż.
– Wypraszam sobie. Zdarza mi się robić ją własnoręcznie.
– Tak, tę zieloną, z pachnotką, i nic więcej.
– I co z tego? Grunt, że jest pyszna.
– Też przepadam za tą marynatą – wtrąciła Ayane.
– Słyszałeś? Na dodatek jest dobra dla zdrowia!
– Ayane, proszę, nie nakręcaj jej. Jeszcze chwila i zacznie mi to nakładać na steki!
– Brzmi smacznie! – rzuciła Yukiko. – Przetestujemy następnym razem.
Zebrani zaśmiali się na tę uwagę. Jedynie jej mąż zmarszczył brwi.
Tatsuhiko Ikai był prawnikiem i świadczył usługi doradcze dla kilku firm, w tym dla przedsiębiorstwa prowadzonego przez Yoshitakę. Służył mu zresztą nie tylko poradami natury prawnej, ale też wskazówkami w kwestii zarządzania biznesem. Panowie poznali się dzięki wspólnym zainteresowaniom jeszcze w trakcie studiów.
Tatsuhiko wyjął butelkę wina z wiaderka z lodem i przechylił ją nad kieliszkiem Hiromi.
– Ach, nie trzeba, dziękuję – odpowiedziała, przesłaniając naczynie dłonią.
– Nie chcesz? Myślałem, że lubisz białe?
– Tak, lubię, ale dzisiaj podziękuję.
Tatsuhiko mruknął pod nosem i skinął głową, po czym nalał białego wina do kieliszka Yoshitaki.
– Źle się czujesz? – zapytała Ayane.
– Nie, nic mi nie jest. Po prostu ostatnio często wychodzę ze znajomymi na miasto i wydaje mi się, że piję trochę za dużo…
– Fajnie być młodym. – Tatsuhiko nalał wina Ayane, zerknął na siedzącą obok żonę, po czym zbliżył butelkę do własnego kieliszka. – Yukiko ostatnio też zrezygnowała z alkoholu i w sumie się cieszę, że nie będzie dziś jedyną niepijącą osobą.
– Ach, racja. – Yoshitaka odłożył widelec. – Wciąż ci nie wolno.
– Właśnie. Cokolwiek zje czy wypije, przejdzie do mleka, które potem wypije dziecko – odparł Tatsuhiko, zataczając kółka kieliszkiem. – Więc lepiej nie zaprawiać go alkoholem.
– Jak długo jeszcze nie możesz pić? – zapytał Yoshitaka Yukiko.
– No, cóż… Lekarz powiedział, że jakiś rok.
– Raczej półtora – poprawił Tatsuhiko. – Albo nawet dwa. A jak się przyzwyczaisz, może w ogóle odstawisz alkohol.
– Przede mną jeszcze wiele trudnych lat wychowywania tego dziecka. Nie poradzę sobie bez choćby odrobiny alkoholu. Chyba że ty będziesz je wychowywał? Wtedy mogę rozważyć abstynencję.
– Dobrze, dobrze. Pij sobie w takim razie piwo czy wino, żaden problem, ale poczekaj ten rok. I nie przesadzaj z ilościami.
– Przecież wiem – odparła Yukiko, wydymając wargi, zaraz jednak na usta powrócił jej uśmiech. Jej twarz promieniała szczęściem. Nawet przekomarzanki z mężem zdawały się sprawiać jej radość.
Yukiko Ikai dwa miesiące wcześniej urodziła ich pierwsze dziecko, od dawna wyczekiwane. Tatsuhiko kończył w tym roku czterdzieści dwa lata, Yukiko – trzydzieści pięć. Obydwoje zgodnie twierdzili, że dziecko urodziło się „w samą porę”.
Tego wieczoru spotkali się właśnie po to, by uczcić narodziny dziecka. Organizację przyjęcia zaproponował Yoshitaka, a Ayane wzięła na siebie przygotowania.
– Zostawiliście młodego z rodzicami? – zapytał gospodarz, spoglądając na przemian na młodych rodziców.
Tatsuhiko skinął głową.
– Tak. Mówili, że nie musimy się spieszyć. Wydawali się zachwyceni, że mogą się nim zająć. Czasem dobrze mieć rodziców mieszkających w pobliżu.
– Ale szczerze mówiąc, trochę się martwię. Teściowa bywa nadopiekuńcza, co mi się nie podoba. Koleżanka powiedziała mi kiedyś, że dobrze jest pozwolić dziecku trochę popłakać, zanim weźmie się je na ręce. – Yukiko zmarszczyła brwi.
Hiromi zwróciła uwagę, że przed kobietą stała pusta szklanka. Podniosła się z miejsca.
– Przyniosę… wody – zaproponowała.
– Mamy w lodówce wodę mineralną, możesz przynieść całą butelkę – rzuciła Ayane.
Hiromi przeszła do kuchni i otworzyła lodówkę: ogromną, dwudrzwiową, o pojemności jakichś pięciuset litrów. Po wewnętrznej stronie drzwi stał cały rząd plastikowych butelek z wodą mineralną. Wzięła jedną z nich. Zamknęła drzwi lodówki. Gdy wracała na miejsce, nawiązała kontakt wzrokowy z Ayane.
„Dziękuję”, przekazała gospodyni ruchem warg.
– Narodziny dziecka pewnie mocno zmieniły wasze życie? – zagadnął Yoshitaka.
– Fakt, właściwie cały dzień się wokół niego kręci. Chwilę oddechu łapię tylko wtedy, kiedy jestem w pracy – odparł Tatsuhiko.
– Ani trochę mnie to nie dziwi. A jak z wpływem malucha na twoją pracę? Ponoć narodziny dziecka wzmacniają w ludziach poczucie odpowiedzialności. Czujesz się bardziej zmotywowany do pracy?
– Zdecydowanie tak.
Ayane wzięła butelkę z rąk Hiromi i z uśmiechem na ustach zaczęła rozlewać wodę do szklanek.
– A co z wami? Jakieś plany? – Tatsuhiko spojrzał najpierw na Yoshitakę, potem na Ayane. – Wzięliście ślub ile… rok temu? Nie macie dość mieszkania tylko we dwójkę?
– Kochanie. – Yukiko lekko uderzyła męża w ramię w geście reprymendy. – To nie nasza sprawa.
– Ach, cóż, niech robią, co chcą. – Tatsuhiko uśmiechnął się sztucznie, dopił wino i przeniósł spojrzenie na Hiromi. – A co u ciebie, Hiromi? Żeby nie było, nie piję do niczego… niewłaściwego. Jak tam zajęcia? Wszystko w porządku?
– Tak, w najlepszym, chociaż wciąż wielu rzeczy nie wiem.
– Wtajemniczyłaś ją już we wszystko? – zapytała Yukiko, zwracając się do Ayane.
Gospodyni przytaknęła.
– Raczej niczego więcej nie jestem w stanie jej nauczyć.
– Cudownie! – Yukiko spojrzała na Hiromi z podziwem.
Ta lekko się uśmiechnęła i spuściła wzrok. Szczerze wątpiła, by Ikaiowie w jakimkolwiek stopniu interesowali się jej życiem. Raczej próbowali jakoś wciągnąć ją do rozmowy, by nie sprawiać jej przykrości i nie potęgować wrażenia, że była przy stole niczym piąte koło u wozu.
– Ach, właśnie. Mamy dla was prezent. – Ayane podniosła się z miejsca, podeszła do sofy i wyjęła zza niej dużą, papierową torbę.
– Co to ta… – Yukiko włożyła rękę do środka, po czym teatralnie krzyknęła i zasłoniła usta dłońmi.
W torbie znajdowała się patchworkowa narzuta na łóżko, znacznie mniejsza niż większość.
– Może nada się jako narzuta na dziecięce łóżeczko – powiedziała Ayane. – A kiedy już z niego wyrośnie, możecie powiesić ją na ścianie.
– Jest prześliczna! Dziękujemy, Ayane. – Yukiko wyglądała na wzruszoną. Zacisnęła palce na krawędzi narzuty. – Będziemy o nią dbać. Raz jeszcze dziękujemy.
– Cóż za wspaniały prezent! Zrobienie takiej narzuty pewnie zajmuje sporo czasu? – Tatsuhiko spojrzał na Hiromi, jakby oczekiwał jej potwierdzenia.
– Z pół roku chyba? – zapytała Hiromi, patrząc na Ayane. Sama nie za bardzo znała się na procesie przygotowania tego typu narzuty.
– Czy ja wiem… – Gospodyni przekrzywiła głowę. – Ale grunt, że się wam podoba.
– Bardzo! Ale nie wiem, czy możemy przyjąć taki podarunek. Kochanie, wiesz, jak drogie są tego typu narzuty? Już nawet nie wspomnę o tym, że tę zrobiła sama Ayane Mita. Na Ginzie jej narzuty na pojedyncze łóżko chodzą po milion jenów.
– Poważnie? – Tatsuhiko szerzej otworzył oczy. Wydawał się szczerze zdumiony. Jego mina zdawała się krzyczeć: „Przecież to tylko kilka zszytych ze sobą kawałków materiału!”.
– Włożyła w to mnóstwo serca – powiedział Yoshitaka. – Nawet kiedy miałem wolne, siedziała na sofie i szyła, calutki dzień. Aż byłem pod wrażeniem. – Ruchem głowy wskazał stojącą w salonie sofę.
– Cieszę się, że zdążyłam – wyznała Ayane, mrużąc oczy.
Po kolacji zebrani przenieśli się do salonu, a mężczyźni nalali sobie whisky. Yukiko poprosiła o kawę, więc Hiromi udała się do kuchni, by ją przygotować.
– Ja zaparzę kawę. Hiromi, przynieś wodę i szklanki na mizuwari1, proszę. W zamrażarce jest lód. – Ayane odkręciła kran nad zlewem i napełniła czajnik wodą.
Kiedy Hiromi wróciła do salonu z tacą zastawioną wodą, lodem i szklankami, rozmowa zdążyła zejść na temat ogrodnictwa. Ogród został na tyle dobrze oświetlony, że nawet w środku nocy można było podziwiać zdobiące go rośliny.
– Doglądanie tych wszystkich kwiatów musi wymagać niemało pracy – zauważył Tatsuhiko.
– Nie znam się, tak po prawdzie, ale wydaje mi się, że Ayane często się przy nich kręci. Mamy jeszcze trochę roślin na balkonie na piętrze. Codziennie je wszystkie podlewa. Mam wrażenie, że mnóstwo przy tym roboty, ale jej to chyba nie przeszkadza. Naprawdę je uwielbia. – Yoshitaka wyraźnie nie był zainteresowany tematem uprawy roślin. Hiromi wiedziała, że w zasadzie dość obojętnie podchodził do kwestii związanych ze środowiskiem naturalnym.
Ayane przyniosła trzy filiżanki z kawą, a Hiromi szybko zabrała się za robienie drinków.
Minęła jedenasta, nim Ikaiowie poinformowali, że będą się zbierać.
– Zaserwowaliście nam istną ucztę, a na dodatek daliście nam tak cudowny prezent. Jest mi trochę głupio – powiedział Tatsuhiko, podniósłszy się z miejsca. – Wpadnijcie do nas kiedyś z wizytą. Ale ostrzegam, przez dziecko mamy w domu niezły chaos.
– Niedługo wszystko ogarnę – wtrąciła Yukiko, szturchając męża w bok, po czym uśmiechnęła się do Ayane. – Zapraszamy, wpadnijcie, zobaczycie naszego księcia. Ma buźkę jak mochi.
– Oczywiście – odpowiedziała gospodyni.
Hiromi również zamierzała wrócić do domu, postanowiła więc wyjść razem z Ikaiami. Tatsuhiko zaoferował, że może pojechać z nimi jedną taksówką.
– Przez kilka następnych dni mnie nie będzie – powiedziała Ayane, kiedy Hiromi stała przy drzwiach wejściowych i zakładała buty.
– No tak, jutro zaczyna się trzydniowy weekend. Wyjeżdżacie? – zapytała Yukiko.
– Nie, muszę na jakiś czas wrócić w rodzinne strony.
– W rodzinne strony? Do Sapporo?
Ayane przytaknęła z uśmiechem na ustach.
– Ostatnio tata nienajlepiej się czuje, więc trochę pomogę mamie. O ile wiem, tacie nie dolega nic poważnego, ale…
– Niedobrze. Tym bardziej jest mi głupio przyjmować tak drogi prezent dla dziecka. – Tatsuhiko podrapał się z zakłopotaniem po głowie.
– Niepotrzebnie. – Ayane pokręciła głową. – To naprawdę nic takiego. Gdyby cokolwiek się działo, Hiromi, będę pod telefonem.
– Kiedy planujesz powrót?
– Cóż… – Ayane przekrzywiła głowę. – Dam ci znać, kiedy będę wiedzieć.
– Oczywiście.
Hiromi zerknęła na Yoshitakę, on jednak spoglądał w innym kierunku.
Gdy opuścili dom Mashibów, całą trójką udali się ku głównej drodze. Tatsuhiko zatrzymał taksówkę. Hiromi miała wysiadać jako pierwsza, więc zajęła miejsce jako ostatnia.
– Myślicie, że za dużo mówiłam o dziecku? – zapytała Yukiko chwilę po tym, jak taksówka ruszyła.
– Czemu pytasz? – odparł Tatsuhiko z fotela pasażera. – Spokojna głowa, przecież spotkaliśmy się właśnie po to, żeby uczcić narodziny naszego syna.
– Martwię się po prostu, czy nie uraziłam tym gospodarzy. Oni starają się o dziecko, prawda?
– Tak, Yoshitaka kiedyś o tym wspominał.
– Najwyraźniej mają jakieś problemy. Wiesz coś na ten temat, Hiromi?
– Niestety nie.
– Ech… – mruknęła Yukiko tonem pełnym zawodu.
Hiromi zaczęła podejrzewać, że zaproponowano jej wspólną podróż taksówką wyłącznie po to, by wyciągnąć z niej jakieś informacje.
***
Następnego ranka Hiromi jak zwykle wyszła z domu o dziewiątej rano i skierowała się ku dzielnicy Daikanyama, gdzie siedzibę miała pracownia „Anne’s House”. Jeden ze znajdujących się tam apartamentów został przerobiony na salę lekcyjną, w której prowadziła zajęcia z patchworku. Szkółka należała do Ayane, nie do niej. Na zajęcia uczęszczało około trzydziestu osób pragnących nauczyć się fachu od samej Ayane Mity.
Kiedy Hiromi wysiadła z windy w apartamentowcu, ujrzała Ayane stojącą przed drzwiami do mieszkania. Obok niej znajdowała się walizka.
Ayane spojrzała na Hiromi, po czym uśmiechnęła się szeroko.
– Coś się stało?
– Nic ważnego. Chciałam ci to dać. – Ayane wyjęła coś z kieszeni kurtki. Wyciągnęła ku Hiromi dłoń, na której leżał klucz.
– Co…
– Klucz do nas do domu. Jak wspomniałam wczoraj, nie wiem, kiedy będę w stanie wrócić, więc trochę się martwię. Dlatego też postanowiłam ci go zostawić, na wszelki wypadek.
– Ach… Oczywiście…
– To nienajlepszy pomysł?
– Nie, nie to mam na myśli… To jakiś dorobiony klucz, nie twój?
– Mój, ale nie przejmuj się tym. Skontaktuję się z tobą, kiedy będę wracać, i go odbiorę. A jeśli nie będziesz mieć wtedy czasu, wpuści mnie mąż.
– Skoro tak twierdzisz.
– Dziękuję. – Ayane ujęła dłoń Hiromi i umieściła na niej klucz, po czym zacisnęła jej palce wokół niego. – To do zobaczenia! – Ujęła uchwyt walizki i ciągnąc ją za sobą, ruszyła w kierunku wind.
– Ayane?! – zawołała Hiromi w ślad za nią.
Ayane się zatrzymała.
– Słucham?
– W sumie… nieważne. Bezpiecznej podróży.
– Dziękuję. – Ayane pomachała jej ręką i ruszyła przed siebie.
Zajęcia z patchworku trwały aż do wieczora. Uczniowie zmieniali się co jakiś czas, ale Hiromi nie miała niemal żadnej przerwy. Kiedy pożegnała się z ostatnim kursantem, bolały ją kark i górna część pleców.
Uprzątnęła pracownię i zaczęła zbierać się do wyjścia. Wtem zadzwoniła jej komórka. Zerknęła na wyświetlacz i głośniej zaczerpnęła powietrza. Telefonował Yoshitaka.
– Skończyłaś na dziś? – zapytał, ledwie odebrała.
– Tak, przed chwilą.
– To dobrze. Ja jestem jeszcze na firmowej kolacji, ale zaraz po niej będę wracał do domu. Wpadnij do mnie. – Powiedział to tak nonszalancko, że Hiromi na chwilę zabrakło słów. – No co? Nie dasz rady?
– Dam radę, ale… nie wiem, czy to wypada.
– Oczywiście, że wypada. Przecież wiesz, że przez jakiś czas nie będzie jej w domu.
Hiromi spojrzała na leżącą obok niej torebkę. W środku znajdował się klucz, który otrzymała tego ranka od Ayane.
– Poza tym chciałbym z tobą porozmawiać – dodał.
– Porozmawiać? O czym?
– Powiem ci, jak się spotkamy. Będę w domu o dziewiątej. Zadzwoń do mnie, zanim wyjdziesz od siebie – rzucił i się rozłączył.
Zjadłszy kolację w niedużej restauracji serwującej makarony, Hiromi zadzwoniła do Yoshitaki. Zdążył już wrócić do domu. „Przyjeżdżaj jak najszybciej!”, powiedział jej. Wydawał się czymś podekscytowany.
Jadąc taksówką do domu Mashibów, Hiromi zaczęła robić sobie wyrzuty. Bardzo nie podobało jej się zachowanie Yoshitaki, ale musiała przyznać, że jednocześnie czuła pewną ekscytację na myśl o spotkaniu z nim.
Mężczyzna powitał ją z szerokim uśmiechem. Zachowywał się bardzo swobodnie, niczego nie zdradzał.
Kiedy weszła do salonu, poczuła unoszący się w powietrzu aromat kawy.
– Już od dawna nie parzyłem kawy osobiście. Nie wiem, jak mi poszło. – Yoshitaka wszedł do kuchni, a po chwili wyłonił się z niej z dwoma filiżankami w dłoniach. Bez talerzyków.
– Chyba nigdy wcześniej nie widziałam cię w kuchni.
– Naprawdę? Cóż, może coś w tym jest. Odkąd się ożeniłem, raczej tam nie zaglądam.
– Ayane jest ci bardzo oddana. – Hiromi upiła łyk kawy. Napój okazał się mocny i gorzki.
Yoshitaka wykrzywił wargi.
– Za dużo nasypałem.
– Zaparzyć na nowo?
– Nie, nie trzeba. Najwyżej zrobisz kolejną. Swoją drogą… – Odstawił filiżankę kawy na marmurowy blat stolika. – Rozmawiałem z nią wczoraj.
– Tak myślałam.
– Ale nie powiedziałem jej, że chodzi o ciebie. Zasugerowałem, że mam na myśli jakąś obcą jej kobietę. Nie wiem tylko, na ile mi uwierzyła.
Hiromi wróciła myślami do porannego spotkania z Ayane, do jej miny z chwili, kiedy dawała jej klucz. Nie podejrzewała, by za tamtym uśmiechem cokolwiek się kryło.
– I co powiedziała?
– Zgodziła się na wszystko.
– Naprawdę?
– Naprawdę. Mówiłem ci, że nie będzie miała nic przeciwko.
Hiromi pokręciła głową.
– Może zabrzmi to dziwnie, ale nie jestem w stanie tego pojąć.
– Takie były warunki. Co prawda to ja je wymyśliłem, ale dzięki nim już niczym nie musimy się przejmować. Wszystko ogarnięte.
– Czyli mogę spać spokojnie?
– Oczywiście. – Yoshitaka otoczył ramieniem barki Hiromi i przyciągnął ją bliżej. Oparła się o niego. Poczuła na uchu jego wargi. – Zostań tu dziś na noc.
– I gdzie będę spać? W sypialni?
Yoshitaka uniósł kąciki warg.
– Mamy pokój gościnny, a w nim podwójne łóżko.
Hiromi przytaknęła z mieszanką wahania i konsternacji. W głębi jej serca wciąż tlił się niepokój.
Następnego ranka, gdy robiła kawę, do kuchni wszedł Yoshitaka. Poprosił, by mu pokazała, jak należycie ją parzyć.
– Ale to Ayane mnie tego uczyła…
– To nic, pokaż, jak ty to robisz. – Yoshitaka skrzyżował ramiona na piersi.
Hiromi włożyła papierowy filtr do drippera, za pomocą miarki odmierzyła należytą ilość kawy. Widząc objętość proszku, Yoshitaka pokiwał głową.
– Zaczynasz od wlania do środka odrobiny wrzątku. Naprawdę odrobiny. Potem czekasz, aż proszek trochę spęcznieje. – Przelawszy niedużą ilość wrzątku wprost z czajnika, Hiromi odczekała około dwudziestu sekund, po czym nalała więcej. – Lejesz po okręgu, jakbyś rysował koło. Kawa zacznie się przy tym lekko podnosić, a tobie zależy, żeby jej poziom pozostał możliwie bez zmian. W międzyczasie patrzysz na miarkę wyrysowaną na dzbanku. Kiedy poziom kawy sięgnie kreski oznaczającej dwie porcje, zdejmujesz dripper. Jeśli zostawisz go zbyt długo, papier może się rozerwać.
– Zaskakująco skomplikowane.
– Chyba parzyłeś sobie kiedyś kawę, prawda?
– Owszem. W ekspresie. Ayane wyrzuciła go zaraz po ślubie. Twierdziła, że kawa robiona w ten sposób lepiej smakuje.
– Po prostu wiedziała, że jesteś uzależniony, i chciała ci parzyć najlepszą kawę z możliwych.
Yoshitaka wykrzywił usta i powoli pokręcił głową. Robił taką minę, ilekroć Hiromi wspominała, jak dobrze traktowała go Ayane.
Upił łyk świeżo zaparzonej kawy.
– Tak smaczna, jak sobie wyobrażałem – skomentował.
„Anne’s House” było zamknięte w niedziele, ale Hiromi i tak musiała wyjść. Dorabiała sobie jako instruktorka w domu kultury w Ikebukuro. Tę posadę również przejęła po Ayane.
Yoshitaka powiedział, żeby do niego zadzwoniła po pracy. Zaproponował, by wieczorem wspólnie zjedli kolację. Hiromi nie widziała powodu, by mu odmówić.
Pracę w domu kultury skończyła po siódmej. Gdy zbierała się do wyjścia, zadzwoniła do Yoshitaki. On jednak nie odebrał, choć czekała długo, wsłuchana w sygnał wywoławczy. Wybrała więc numer stacjonarny do domu Mashibów, niestety skutek był identyczny.
„Może gdzieś wyszedł? Nie, choćby nawet, wątpię, żeby zostawił komórkę w domu”.
Hiromi postanowiła pojechać do niego do domu. W drodze telefonowała jeszcze kilka razy, ale nie udało jej się do niego dodzwonić.
Jakiś czas później znalazła się przed domem Mashibów. Stojąc przed bramą, ujrzała, że w salonie paliło się światło. Telefonu jednak nikt nie odbierał.
Postanowiła to sprawdzić. Sięgnęła do torebki po klucz, który dostała od Ayane.
Drzwi wejściowe były zamknięte. Wsunęła klucz do zamka i przekręciła, by je otworzyć. Przedsionek również zalewało jasne światło.
Zdjęła obuwie i ruszyła korytarzem. W powietrzu unosił się słabo wyczuwalny aromat kawy. Wątpiła, by była to woń napoju parzonego z rana. Czyżby Yoshitaka przygotowywał go jeszcze raz?
Otworzyła drzwi prowadzące do salonu i zamarła.
Yoshitaka leżał na podłodze w kałuży czarnej cieczy. Obok niego znajdowała się przewrócona filiżanka z resztką kawy.
Hiromi drżącymi palcami sięgnęła po komórkę z zamiarem wezwania pogotowia ratunkowego. Nie pamiętała, jakie cyfry wystukać.
3
Wzdłuż łagodnie wznoszącej się drogi stały dwa rzędy eleganckich posiadłości. Nawet w kiepskim świetle lamp ulicznych dało się dostrzec, że każdy z domów był bardzo zadbany. W tej okolicy raczej nie mieszkali ludzie, którzy ledwie wiązali koniec z końcem.
Wzdłuż jezdni zaparkowało kilka radiowozów.
– Proszę się tutaj zatrzymać – powiedział Kusanagi na ten widok.
Wysiadł z samochodu i ruszył przed siebie, zerkając na zegarek. Było już po dwudziestej drugiej. „A tak chciałem posiedzieć dziś przed telewizorem…”, pomyślał. Tego wieczora po raz pierwszy emitowano film, na którego kinową premierę nie udało mu się wybrać. Kiedy dowiedział się, że obraz miał być pokazany w telewizji, postanowił nie szukać go w wypożyczalniach. Gdy odebrał telefon z wezwaniem w teren, tak szybko wypadł z domu, że zapomniał włączyć nagrywanie na dekoderze.
W okolicy nie było gapiów, być może ze względu na późną godzinę. Na miejscu nie pojawiły też pojazdy ekip telewizyjnych. „Oby to była prosta, szybka sprawa”, pomyślał, choć nie żywił wielkich nadziei.
Przed domem, w którym doszło do zdarzenia, stał policjant z surową miną. Kiedy Kusanagi pokazał mu swoją legitymację, mężczyzna skinął mu głową.
– Dziękujemy za wsparcie, detektywie.
Kusanagi obejrzał dom z daleka, jeszcze nim wszedł na teren posesji. Szmer głosów osób znajdujących się w środku docierał aż tutaj. Detektyw miał wrażenie, że paliły się wszystkie lampy w budynku.
Nieopodal żywopłotu dostrzegł jakąś postać. Było zbyt ciemno, by dobrze się jej przyjrzeć, ale w oparciu o wzrost oraz figurę Kusanagi domyślił się, z kim miał do czynienia. Podszedł bliżej.
– Co ty tu robisz?
Kaoru Utsumi spojrzała w jego kierunku, nie okazując ani odrobiny zdziwienia.
– Dobry wieczór – powiedziała obojętnie.
– Zapytałem, co robisz na zewnątrz.
– Nic. – Kaoru obojętnie pokręciła głową. – Podziwiałam żywopłot i kwiaty z ogródka. I z tarasu.
– Jakiego tarasu?
– Tego tu. – Wyciągnęła rękę ku górze.
Kusanagi uniósł głowę. Faktycznie, na piętrze znajdował się taras, z którego zwieszało się mnóstwo kwiatów i pędów. Nie był to jednak przesadnie rzadki widok.
– Może się powtarzam, ale czemu nie wchodzisz do środka?
– Dużo tam ludzi. Wysoka gęstość zaludnienia, że tak powiem.
– Nie przepadasz za tłumami?
– Uważam, że nie ma sensu patrzeć na coś, co widziało już tak dużo osób. No i nie chciałam przeszkadzać technikom. Postanowiłam więc rozejrzeć się na zewnątrz.
– Tyle że się nie rozglądasz, tylko oglądasz kwiatki.
– Zdążyłam już wszystko obejrzeć.
– Niech ci będzie. Widziałaś miejsce zbrodni?
– Nie, nie widziałam. Wyszłam, ledwie przekroczyłam próg.
Kusanagi spojrzał w jej spokojną twarz. „Ciekawe”, pomyślał. Sądził, że detektywi obdarzeni byli wyjątkowym instynktem popychającym ich do tego, by jak najszybciej stawiać się na miejscu zdarzenia. Stojąca przed nim młoda detektywka wyraźnie była tego instynktu pozbawiona.
– Rozumiem cię, ale nalegam, żebyś teraz ze mną poszła. Niektóre rzeczy lepiej zobaczyć na własne oczy.
Kusanagi obrócił się i ruszył w kierunku wejścia do domu. Kobieta w milczeniu poszła za nim.
W rezydencji faktycznie roiło się od ludzi. Dostrzegł wśród nich zarówno funkcjonariuszy z lokalnego komisariatu, jak i swoich kolegów z zespołu.
Kishitani, młodszy detektyw, spojrzał na Kusanagiego i uśmiechnął się z goryczą.
– Pan wybaczy, że tak wcześnie pana fatygowaliśmy.
– Po co ten sarkazm? Co tutaj mamy? Faktycznie morderstwo?
– Jeszcze nie wiemy, ale wiele na to wskazuje.
– Co to ma znaczyć? Wprowadź mnie w temat, możliwie krótko.
– Krótko mówiąc, zmarł właściciel tego domu. W salonie. Był sam.
– Był sam?
– Proszę tu podejść.
Kishitani poprowadził Kusanagiego i Utsumi do salonu. Pomieszczenie było całkiem przestronne, mogło liczyć z trzydzieści mat2 powierzchni. Stały w nim dwie zielone skórzane sofy, a w centralnym punkcie pokoju znajdował się marmurowy stolik kawowy.
Na podłodze nieopodal tego mebla za pomocą białej taśmy wyznaczono kształt leżącego człowieka. Napatrzywszy się na ten obrys, Kishitani zwrócił się do Kusanagiego.
– Zmarły nazywał się Yoshitaka Mashiba, był właścicielem tego domu.
– To już wiem. Dowiedziałem się o tym, jeszcze zanim tu przyjechałem. Denat prowadził jakąś firmę, prawda?
– Tak… coś związanego z branżą rozrywkową. Dzisiaj miał wolne, bo jest niedziela. Jeszcze nie wiemy, czy dokądkolwiek wychodził przez cały dzień.
– Podłoga zdaje się mokra. – Na drewnianej podłodze widniały ślady wskazujące, że niedawno wylano na nią jakąś ciecz.
– To przez kawę – odparł Kishitani. – Kiedy znaleziono ciało, tuż obok niego była spora kałuża. Śledczy już zebrali próbki do strzykawek. Na podłodze leżała też filiżanka.
– Kto znalazł ciało?
– Hmm… – Kishitani otworzył notatnik i odczytał z niego: – Hiromi Wakayama. Uczennica żony denata.
– Uczennica?
– Żona to słynna patchworkerka.
– Patchwor… co? Można być sławnym przez coś takiego?
– Na to wygląda. Też nie wiedziałem. – Kishitani spojrzał na Utsumi. – Może wśród kobiet jest bardziej kojarzona? Słyszałaś kiedyś o Ayane Micie? Jej imię zapisuje się w ten sposób… – Kishitani otworzył notatnik i zapisał w nim odpowiednie znaki.
– Nie znam – odpowiedziała krótko. – Skąd pomysł, że miałabym ją kojarzyć?
– Tak jakoś… – Kishitani podrapał się po głowie.
Patrząc na tę dwójkę, Kusanagi miał ochotę się uśmiechnąć. Młody stażem Kishitani wyraźnie chciał zaznaczyć swoją wyższość nad niedawno przyjętą koleżanką, ale kobieta mu na to nie pozwalała.
– Co wiemy o okolicznościach śmierci? – zapytał Kusanagi Kishitaniego.
– Żona zamordowanego od wczoraj jest u swoich rodziców. Przed wyjazdem przekazała klucz do domu pannie Wakayamie. Wspomniała, że nie wie, kiedy wróci, więc powierza go jej na wszelki wypadek. Dzisiejszego wieczoru panna Wakayama próbowała się upewnić, czy panu Mashibie niczego nie brakuje, ale nie odbierał ani komórki, ani telefonu stacjonarnego. Zaczęła się niepokoić, więc tu przyjechała. Pierwszy telefon wykonała około dziewiętnastej. Zeznała, że dotarła tutaj przed dwudziestą.
– I wtedy znalazła ciało?
– Tak. Z własnej komórki zadzwoniła na numer alarmowy. Ratownicy szybko dotarli na miejsce i potwierdzili zgon. Wezwano jednego z okolicznych medyków i poproszono o zbadanie zwłok. Jako że okoliczności śmierci pozostawały niejasne, ratownicy powiadomili o zajściu także lokalny komisariat. I tyle.
– Mhm. – Kusanagi pokiwał głową, po czym spojrzał na Utsumi. Nie wiedział, kiedy zdążyła się oddalić, ale obecnie stała przy jednej z szafek. – Gdzie jest kobieta, która znalazła ciało?
– Panna Wakayama odpoczywa w radiowozie. Szef z nią siedzi.
– Stary już przyjechał? Nie zwróciłem uwagi na radiowóz, kiedy wchodziłem. – Kusanagi wykrzywił twarz w grymasie. – Wiemy, co było przyczyną śmierci?
– Podejrzewamy zatrucie. Być może mamy do czynienia z samobójstwem, ale morderstwa też nie sposób wykluczyć. Dlatego nas tu wezwano.
– Mhm. – Kusanagi zauważył, że Utsumi udała się do kuchni. – Kiedy ta… Wakayama, tak? Kiedy wchodziła do domu, czy drzwi były zamknięte?
– Twierdzi, że tak.
– A okna i drzwi balkonowe?
– Kiedy przyjechali śledczy z lokalnego komisariatu, wszystkie okna były zamknięte. Poza okienkiem w toalecie na piętrze.
– Czyli na piętrze jest toaleta? Czy człowiek dałby radę przejść przez to okienko?
– Nie sprawdzałem, ale raczej nie.
– Czyli prawdopodobnie samobójstwo. – Kusanagi opadł na sofę i skrzyżował nogi. – Sugerowałeś, że ktoś mógł dosypać trucizny do kawy. Gdyby faktycznie tak było, jak sprawca wydostałby się z domu? Byłoby to trudne, nie uważasz? Czemu w ogóle policja twierdzi, że doszło tu do morderstwa?
– Faktycznie, patrząc na miejsce zbrodni, trudno mówić o morderstwie, ale…
– Ale?
– Kiedy śledczy badali miejsce zbrodni, zadzwonił telefon komórkowy denata. Telefonowali z restauracji w Ebisu. Okazało się, że pan Mashiba zarezerwował u nich stolik na dwudziestą. Ponoć dla dwóch osób. Obsługa dzwoniła, bo nie pojawił się w wyznaczonym czasie. Powiedzieli, że rezerwacji dokonano dzisiaj wpół do siódmej wieczorem. Jak już wspomniałem, panna Wakayama dzwoniła do pana Mashiby po dziewiętnastej. Wtedy już nie odbierał. Nie sądzi pan, że to trochę dziwne, żeby rezerwować stolik o szóstej trzydzieści i jeszcze przed siódmą odebrać sobie życie? Dlatego też myślę, że władze słusznie podejrzewają udział osób trzecich.
Kusanagi zmarszczył brwi i podrapał się w jedną z nich.
– Mogłeś mi o tym wcześniej powiedzieć.
– Zapomniałem, kiedy zasypał mnie pan pytaniami.
– Rozumiem. – Kusanagi wstał i poklepał się po kolanach. Utsumi wyszła z kuchni, ponownie stanęła przy szafce w salonie. Podszedł do niej od tyłu. – Kishitani wprowadzał nas w sprawę, a ty się kręcisz po całym budynku?
– Wszystko słyszałam. Bardzo dziękuję za szczegółowe informacje, panie Kishitani.
– Nie ma za co – odparł młodszy detektyw i wzruszył ramionami.
– Coś nie tak z tą szafką? – zapytał Kusanagi.
– Niech pan patrzy. – Wskazała ręką coś we wnętrzu mebla. – Nie wydaje się panu, że ta półka wygląda jakoś tak… pusto w porównaniu z innymi?
Faktycznie, wskazana przez nią przestrzeń wyglądała pustawo, jakby brakowało tam kilku elementów zastawy.
– Owszem.
– Zajrzałam do kuchni. Znalazłam tam pięć umytych kieliszków do szampana.
– Mogły tutaj stać?
– Tak myślę.
– I co w związku z tym?
Utsumi podniosła wzrok na Kusanagiego i rozchyliła wargi. Zaraz jednak pokręciła głową, jakby zmieniła zdanie na temat tego, co chciałaby mu powiedzieć.
– Nic takiego. Pomyślałam tylko, że najwyraźniej niedawno mieli tu gości. Po co innego mieliby wyciągać tyle kieliszków do szampana?
– Słuszna uwaga. Kiedy ma się tyle pieniędzy, można co chwila robić imprezy i spraszać do domu gości. Ale to, że niedawno kogoś zapraszał, nie znaczy, że nie miał problemów i nie mógł popełnić samobójstwa. – Kusanagi odwrócił się w stronę Kishitaniego i podjął: – Ludzie to istoty złożone, pełne sprzeczności. Co z tego, że dopiero co świetnie się bawili, że rezerwowali stolik w restauracji. Jak ktoś zechce się zabić, i tak to zrobi.
– Taa… – Kishitani przytaknął bez przekonania.
– A co z żoną? – zapytał Kusanagi.
– Słucham?
– Zamor… znaczy, denat miał żonę. Kontaktowałeś się z nią?
– Nie, jeszcze nie. Panna Wakayama wspominała, że żona denata przebywa u rodziców w Sapporo. Ponoć mieszkają daleko od centrum miasta, więc choćbyśmy nawet się z nią skontaktowali, i tak raczej nie dałaby rady dzisiaj się tu dostać.
– Jest aż na Hokkaido? Faktycznie, nie dałaby rady. – Kusanagi poniekąd się z tego ucieszył. Gdyby żona była w drodze, ktoś musiałby tutaj poczekać na jej przybycie. A Mamiya zazwyczaj wyznaczał właśnie jego do tego typu zadań.
Zegar wskazywał na tyle późną godzinę, że przesłuchiwanie sąsiadów rozsądniej było zostawić na kolejny dzień. W Kusanagim zatliła się nadzieja, że lada moment będzie mógł wrócić do domu. Wtem jednak drzwi salonu się otworzyły, ukazując kanciastą twarz Mamiyi.
– Jednak przyszedłeś, Kusanagi? Nie spieszyło ci się.
– Jestem tu już od dawna. Kishitani wprowadził mnie w sytuację.
Mamiya pokiwał głową i zerknął za siebie.
– Proszę wejść – rzucił.
Na jego zaproszenie do salonu weszła smukła kobieta w wieku dwudziestu kilku lat. Miała sięgające ramion czarne włosy – kolor rzadko spotykany u młodych kobiet w tych czasach. Dzięki tak ciemnej fryzurze jej skóra sprawiała wrażenie niemal białej, choć w tym momencie wyglądała raczej na niezdrowo bladą. Niezaprzeczalnie była piękna. Pokrywający jej twarz makijaż również wyglądał nieskazitelnie.
„To pewnie Hiromi Wakayama”, pomyślał Kusanagi.
– Mówiła pani, że znalazła ciało zaraz po wejściu do tego pomieszczenia, tak? Widziała je pani z miejsca, w którym obecnie stoi? – zapytał Mamiya.
Wakayama podniosła wzrok i zerknęła w kierunku sofy. Najpewniej wracała myślami do chwili, gdy odkryła zwłoki.
– Tak. Wydaje mi się, że leżało gdzieś tu – odpowiedziała cicho.
Była tak szczupła i blada, że Kusanagi odnosił wrażenie, że ledwie trzymała się na nogach. Z pewnością wciąż była w szoku po odnalezieniu zwłok.
– Ostatnio wchodziła pani do tego pomieszczenia przedwczoraj wieczorem, tak? – dopytał Mamiya.
– Tak. – Wakayama skinęła głową.
– Czy coś się tu zmieniło? Nawet najdrobniejszy detal może mieć znaczenie.
Kobieta rozejrzała się po pokoju z lękiem w oczach. Zaraz potem pokręciła głową.
– Nie jestem pewna. W piątek było tu kilka osób, jedliśmy wspólnie kolację… – Jej głos zadrżał.
Mamiya przytaknął ze zmarszczonymi brwiami, jakby dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewał.
– Proszę wybaczyć, że tak długo panią trzymaliśmy. Proszę wrócić do domu i odpocząć. Myślę jednak, że jutro znów będziemy się z panią kontaktować. Nie ma pani nic przeciwko?
– Nie mam nic przeciwko, ale nie wiem, czy będę w stanie cokolwiek więcej powiedzieć.
– Rozumiem, chcielibyśmy jednak poznać jak najwięcej szczegółów. Będę wdzięczny za pani dalszą współpracę.
Wakayama opuściła głowę i odpowiedziała krótko:
– Dobrze.
– Jeden z moich podwładnych odwiezie panią do domu. – Mamiya spojrzał na Kusanagiego. – Jak się tu dostałeś? Samochodem?
– Nie, taksówką.
– No tak, nie dziwię się.
– Rzadko ostatnio prowadzę.
Mamiya mlasnął z niezadowoleniem.
– Ja przyjechałam samochodem – wtrąciła Utsumi.
Zaskoczony Kusanagi odwrócił się w jej kierunku.
– Przyjechałaś samochodem? Ale ci się powodzi.
– Byłam na mieście, kiedy do mnie zadzwoniono. Przepraszam.
– Nie masz za co przepraszać. Możesz odwieźć pannę Wakayamę do domu? – zapytał Mamiya.
– Oczywiście. Czy mogę mieć do niej jedno pytanie?
Mamiya nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Na jego twarzy odmalowało się szczere zaskoczenie. Wakayama również wyglądała na zdziwioną. Wyraźnie się spięła.
– Co to za pytanie? – zapytał Mamiya.
Utsumi spojrzała bystro na Wakayamę i zrobiła krok w jej stronę.
– Wszystko wskazuje na to, że pan Mashiba stracił przytomność w trakcie picia kawy. Nie miał w zwyczaju używać spodeczka pod filiżanki?
Wakayama szerzej otworzyła oczy ze zdziwienia. Rozejrzała się nerwowo.
– Cóż, możliwe… Może nie używał go, kiedy pił kawę sam.
– To by znaczyło, że miał gości zarówno wczoraj, jak i dzisiaj. Wie pani, kogo mógł zaprosić? – zapytała stanowczo.
Kusanagi spojrzał na nią uważnie.
– Skąd o tym wiesz? – zapytał.
– W zlewie leży jedna nieumyta filiżanka z resztką kawy i dwa spodeczki. Gdyby to pan Mashiba pił z tamtej filiżanki, raczej nie potrzebowałby spodeczków.
Kishitani wszedł do kuchni i wrócił po chwili.
– Utsumi ma rację, w zlewie są jedna filiżanka i dwa spodki.
Wymieniwszy spojrzenia z Mamiyą, Kusanagi skupił wzrok na Wakayamie.
– Jak pani myśli, co to może oznaczać?
Pokręciła głową z niepewnością odmalowaną na twarzy.
– Nie wiem. Nie było mnie tutaj od piątku. Może miał jeszcze jakichś gości.
Kusanagi ponownie spojrzał na Mamiyę. Szef pokiwał głową w zamyśleniu, po czym powiedział:
– Rozumiem. Dziękujemy, że poświęciła nam pani tyle czasu. Utsumi, odwieziesz panią. Kusanagi, możesz pojechać z nami.
– Tak jest – odparł detektyw. Przeczuwał, co próbował osiągnąć Mamiya.
Wakayama wyraźnie coś ukrywała, a on miał odkryć co.
Całą trójką wyszli przed dom.
– Proszę tu poczekać, zaraz podjadę – powiedziała Utsumi. Przyjechała prywatnym autem, nie radiowozem, więc zostawiła je na pobliskim parkingu.
Czekając na samochód, Kusanagi nie spuszczał oczu ze stojącej obok Wakayamy. Wyglądała na załamaną. Nie wierzył, by był to jedynie objaw szoku po odnalezieniu zwłok.
– Nie jest pani zimno? – zapytał Kusanagi.
– Nie, jest w porządku.
– Miała pani jakieś plany na wieczór?
– W żadnym razie!
– Rozumiem. Myślałem, że mogła być pani z kimś umówiona…
Wakayama poruszyła wargami, ale nic nie powiedziała. Sprawiała wrażenie zawstydzonej.
– Pewnie słyszała pani to pytanie już wielokrotnie, ale czy zechciałaby mi pani powiedzieć…
– Tak?
– Dlaczego telefonowała pani dzisiaj do pana Mashiby?
– Uznałam, że wypada mi raz na jakiś czas się z nim kontaktować, skoro dostałam od jego żony klucz do ich domu. Że mogłabym pomóc, gdyby pan Mashiba czegoś potrzebował…
– Przyjechała pani tutaj, bo nie odbierał telefonu?
– Tak. – Przytaknęła lekko.
Kusanagi przekrzywił głowę.
– Wydaje mi się, że ludzie dość często nie odbierają telefonu domowego, z najróżniejszych powodów. Nie wzięła pani pod uwagę, że pan Mashiba mógł wyjść z domu i chwilowo nie był w stanie odebrać komórki?
Wakayama milczała przez chwilę, po czym pokręciła głową.
– Nie, nie wzięłam tego pod uwagę.
– Dlaczego? Czy w ostatnim czasie wydarzyło się coś niepokojącego?
– Nie, miałam po prostu takie dziwne przeczucie.
– Dziwne przeczucie?
– Tak, miałam dziwne przeczucie, więc przyjechałam sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku. Czy to zbrodnia?
– Nie, oczywiście że nie. Jestem po prostu pod wrażeniem, że aż tak się pani angażowała wyłącznie dlatego, że dostała pani klucze. Tym większym, że pani podejrzenia okazały się słuszne.
Wakayama najwyraźniej nie uwierzyła w jego słowa, bo odwróciła się od niego.
Przed domem zaparkowało beżowe Mitsubishi Pajero. Drzwi po stronie kierowcy się otworzyły, a ze środka wyszła Utsumi.
– Napęd na cztery koła? – Kusanagi szerzej otworzył oczy.
– Jeździ się nienajgorzej. Zapraszam, panno Wakayama.
Zachęcona przez Utsumi kobieta zajęła miejsce na tylnej kanapie. Kusanagi do niej dołączył.
Zająwszy miejsce za kierownicą, Utsumi zaczęła ustawiać nawigację. Najwyraźniej już wiedziała, gdzie mieszkała Wakayama. Jej mieszkanie znajdowało się nieopodal stacji Gakugei-daigaku.
Gdy samochód ruszył, odezwała się Wakayama.
– To, co spotkało pana Mashibę, to nie był wypadek ani… samobójstwo?
Kusanagi spojrzał ku fotelowi kierowcy. Nawiązał kontakt wzrokowy z Utsumi, której oczy odbijały się w lusterku wstecznym.
– Na tym etapie niczego nie mogę powiedzieć – odpowiedział. – Nie znamy jeszcze wyników sekcji.
– Ale państwo zajmują się morderstwami, prawda?
– Owszem. Zaangażowano nas, bo na tym etapie śledztwa nie można wykluczyć udziału osób trzecich. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Tak po prawdzie, nic więcej nie wiem.
– Aha… – odparła Wakayama cicho.
– Pozwoli pani, że teraz to ja o coś zapytam. Gdyby faktycznie doszło do morderstwa, czy ma pani jakieś podejrzenia, kto mógłby się go dopuścić?
Odniósł wrażenie, że kobieta na chwilę wstrzymała oddech. Wbił spojrzenie w jej wargi.
– Nie wiem. Słabo znałam pana Mashibę. Wiem właściwie tylko tyle, że jest mężem mojej mentorki – odparła cicho.
– Rozumiem. To nic, gdyby ktokolwiek przyszedł pani do głowy, proszę dać nam znać.
Wakayama nie odpowiedziała, nawet nie skinęła głową.
Kiedy zostawili ją przed mieszkaniem, Kusanagi przesiadł się na fotel pasażera.
– Co sądzisz? – zapytał, patrząc przed siebie.
– Twarda jest – odpowiedziała Utsumi, ponownie uruchamiając samochód.
– Twarda? Czy ja wiem?
– Cały ten czas się nie rozpłakała, prawda? A przynajmniej nie przy nas.
– Może nie jest jej jakoś specjalnie przykro.
– Nie, wcześniej płakała. Myślę, że wypłakała się przed przyjazdem służb ratunkowych.
– Skąd taki wniosek?
– Makijaż. Wyglądał tak, jakby poprawiała go na szybko po tym, jak się rozmazał.
Kusanagi spojrzał na młodą detektywkę.
– Naprawdę?
– Nie mam co do tego wątpliwości.
– Kobiety faktycznie patrzą na świat inaczej. Potraktuj to jako komplement.
– Oczywiście. – Kobieta się uśmiechnęła. – A co pan sądzi?
– Krótko mówiąc, jest to podejrzane. Czy młoda kobieta pojechałaby do mężczyzny przebywającego samotnie w domu, żeby sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku? Nawet jeśli miałaby klucz?
– Fakt. Ja bym nie pojechała.
– A może ją i denata łączy jakaś relacja romantyczna? Czy to za daleko idące wnioski?
Utsumi westchnęła ciężko.
– Wprost przeciwnie. Taki wniosek wręcz sam się nasuwa. Mam wrażenie, że planowali dziś wieczorem iść na kolację.
Kusanagi poklepał się po kolanie.
– Do tej restauracji w Ebisu?
– Dzwonili stamtąd, bo Mashiba zarezerwował stolik dla dwóch osób, ale nikt się nie pojawił. To znaczy, że nie tylko on się nie pojawił, ale że nie przyszła też jego osoba towarzysząca.
– Co pasuje do założenia, że tą osobą była Hiromi Wakayama. – Kusanagi był tego niemal pewny.
– Jeśli między nimi coś jest, niebawem wyjdzie to na jaw.
– Dlaczego tak sądzisz?
– Pamięta pan filiżanki i spodeczki w zlewie? Musiały ich używać dwie osoby, więc przynajmniej na jednym z tych przedmiotów powinny znajdować się odciski kogoś innego niż denat.
– No, tak, ale sam fakt, że coś ich ze sobą łączyło, nie znaczy, że powinniśmy traktować ją jak podejrzaną w sprawie.
– Oczywiście, że nie. – Utsumi zjechała na pobocze i zatrzymała samochód. – Pozwoli pan, że gdzieś przedzwonię? Muszę coś potwierdzić.
– Żaden problem. Ale do kogo… o tej porze?
– Do Hiromi Wakayamy.
Ignorując zdziwioną minę Kusanagiego, kobieta sięgnęła po komórkę. Chwilę później nawiązała połączenie.
– Panna Wakayama? Mówi Utsumi z Komendy Miejskiej Policji. Chciałam przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie. Nie, nie ma o czym mówić. Uświadomiłam sobie, że nie zapytaliśmy pani o plany na jutro. Och, doprawdy? Rozumiem. Przepraszam, że zawracam pani głowę o tej godzinie. Dobrej nocy. – Utsumi zakończyła połączenie.
– I jakie ma plany na jutro? – zapytał Kusanagi.
– Jeszcze żadnych, ale raczej będzie siedzieć w domu. Zastanawiała się nad odwołaniem jutrzejszych zajęć z patchworku.
– Mhm.
– Ale wie pan, nie dzwoniłam wyłącznie po to, żeby zapytać ją o plany na jutro.
– To znaczy?
– Sprawiała wrażenie roztrzęsionej, zapłakanej, chociaż starała się to ukryć. Myślę, że kiedy w końcu została sama, emocje wzięły górę.
Kusanagi wyprostował plecy.
– I po to do niej dzwoniłaś? Żeby sprawdzić, czy płakała?
– Szok po znalezieniu zwłok bywa tak wielki, że wiele osób zaczyna płakać, nawet jeśli nie znało denata. Ale jeśli ktoś płacze kilka godzin po zajściu…
– …można podejrzewać, że ten ktoś darzył ofiarę jakimiś uczuciami. – Kusanagi spojrzał z uznaniem na młodą detektywkę. – Dobra robota!
– Dziękuję bardzo. – Utsumi się uśmiechnęła i ponownie włączyła do ruchu.
***
Następnego ranka Kusanagiego obudził dzwonek telefonu. Dzwonił Mamiya. Było kilka minut po siódmej.
– Ranny ptaszek z pana – mruknął kąśliwie.
– Ciesz się, że mogłeś się przespać w domu. Ja od rana siedzę na naradzie na komisariacie okręgu Meguro. Najpewniej ustanowimy tu centrum operacyjne, więc nastaw się na nocowanie poza domem.
– Tylko po to pan dzwoni?
– Oczywiście, że nie. Pojedziesz na Hanedę.
– Na Hanedę? A co tam jest?
– Lotnisko, nie kojarzysz? Żona Mashiby wraca z Sapporo, a ty ją odbierzesz i zabierzesz na komisariat okręgu Meguro.
– Ona o tym wie, tak?
– Przynajmniej powinna. Pojedziesz tam z Utsumi, ona będzie kierować. Samolot będzie lądować o ósmej.
– O ósmej?! – Kusanagi zerwał się na równe nogi.
W pośpiechu zaczął się szykować do wyjścia. Wtem ponownie odezwała się jego komórka. Tym razem dzwoniła Utsumi. Poinformowała, że jest już przed budynkiem i na niego czeka.
Zajął to samo miejsce co ostatniej nocy i ruszyli w kierunku lotniska.
– Ale się nam niewdzięczna robota trafiła, co? Nigdy się nie przyzwyczaję do spotkań z rodzinami zmarłych.
– Ale szef mówił, że pan radzi sobie najlepiej z przekazywaniem tych smutnych wieści rodzinom.
– Serio tak powiedział?
– Tak, i że ma pan taką twarz, która wzbudza ich zaufanie.
– Co takiego? Raczej chodziło mu o to, że wyglądam jak idiota. – Kusanagi mlasnął głośno z niezadowoleniem.
Na lotnisko dotarli za pięć ósma. Weszli do hali przylotów i zaczęli przyglądać się twarzom mijających ich pasażerów, szukając wśród nich Ayane Mashiby. Miała mieć beżowy płaszcz i niebieską walizkę.
– To nie ona? – zagadnęła Utsumi, patrząc w bok.
Kusanagi spojrzał w tym samym kierunku. W ich stronę zmierzała samotna kobieta idealnie wpisująca się w podany im opis. Przepełnione smutkiem, wbite w podłogę spojrzenie sprawiało, że wyglądała nad wyraz poważnie.
– Chyba ona – odparł Kusanagi chrapliwie.
Jej widok nim wstrząsnął. Nie potrafił oderwać od niej wzroku. Sam nie wiedział, dlaczego zareagował na nią w ten sposób.







