„Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień” to krzepiąca, dodająca otuchy opowieść o tym, co w życiu najważniejsze.


Idź brzegiem rzeki aż do plaży, a później wyłożoną białymi muszelkami ścieżką do małej restauracji nad morzem. Tam już na ciebie czekają. Do „Chibineko” trafiają ci, którzy pragną jeszcze raz spotkać swoich bliskich.

Kotoko nie może dojść do siebie po nagłej śmierci brata. Taiji nie potrafi pogodzić się z tym, że zranił koleżankę, którą wkrótce potem stracił z oczu. Yoshio tęskni za żoną, która odeszła po ciężkiej chorobie.

Wszyscy oni mają nadzieję, że niezwykłe dania w restauracji Chibineko pozwolą im jeszcze raz ujrzeć bliskich i z nimi porozmawiać. Posiłki przygotowywane przez Kaia i jego matkę mają bowiem pewne nadzwyczajne właściwości.

Czy wszystkim będzie dane ostatnie spotkanie z bliską osobą…?

***

Jeśli podobała wam się powieść «Zanim wystygnie kawa» Toshikazu Kawaguchiego, z pewnością urzekną was te magiczne historie.
– „Savvy Tokyo”

Yuta Takahashi
Chibineko – niezwykła restauracja wspomnień
Przekład: Anna Koike-Kamińska
Seria „Salamandra”
Dom Wydawniczy Rebis
Premiera: 10 lutego 2026
 
 


1
Biały kot w brązowe łaty i ainame duszona w sosie sojowym

Ainame
Ryba o deli­kat­nym i smacz­nym mię­sie, która wystę­puje w rejo­nie ska­li­stych wybrzeży i raf kora­lo­wych całej Japo­nii, gdzie znaj­duje obfi­tość pokarmu. Można ją zło­wić także w regio­nie Uchibō w pre­fek­tu­rze Chiba, a sezon na nią trwa od lata do zimy. Jest chęt­nie spo­ży­wana zarówno w postaci yaki­shimo-zukuri1, jak i kinome-yaki2 czy też dania jed­no­garn­ko­wego.

Wokół szy­bo­wały mewy japoń­skie.
Natknęła się na te ptaki w jakimś atla­sie czy tele­wi­zji, ale chyba pierw­szy raz oglą­dała je na żywo. Ich płacz­liwe krzyki rze­czy­wi­ście przy­po­mi­nały miau­cze­nie kota.3 Ten smutny dźwięk przy­wo­ły­wał na myśl zagu­bio­nego kociaka.
Kotoko Niki, która w tym roku koń­czyła dwa­dzie­ścia lat, przy­je­chała do nad­mor­skiego mia­steczka w regio­nie Uchibō. Przed jej oczami roz­po­ście­rało się błę­kitne niebo, nie­bie­skie morze oraz piasz­czy­sta plaża, obok któ­rej bie­gła nie­utwar­dzona ścieżka wyło­żona nie asfal­tem, lecz bia­łymi muszel­kami. Zgod­nie z instruk­cjami, które usły­szała przez tele­fon, na końcu tej ścieżki powinna zna­leźć Chi­bi­neko – restau­ra­cję nad morzem.
Nie było jesz­cze dzie­wią­tej i pew­nie dla­tego na plaży nie widziała żywego ducha. Wła­ści­wie po dro­dze też pra­wie nie mijała ludzi. W prze­ci­wień­stwie do Tokio, w któ­rym miesz­kała Kotoko, to miej­sce zda­wało się ema­no­wać spo­ko­jem.
– Nad­mor­skie mia­steczko… – szep­nęła.
Obser­wo­wała dłuż­szą chwilę mewy i piasz­czy­stą plażę, po czym ruszyła białą ścieżką. Muszelki chrzę­ściły pod jej sto­pami. Czuła, jakby tym hała­sem zakłó­cała ciszę sen­nego mia­steczka.
Choć była już połowa paź­dzier­nika, jesień jesz­cze nie nade­szła. Wciąż pano­wała let­nia aura, a z bez­chmur­nego nieba lał się żar. Na szczę­ście Kotoko wło­żyła biały kape­lusz z sze­ro­kim ron­dem dla ochrony przed słoń­cem. Do tego miała na sobie także białą sukienkę. Jej nieco sta­ro­modny strój, jasna cera i dłu­gie włosy paso­wa­łyby do ery Shōwa4. Sły­szała już takie docinki. Jej dwa lata star­szy brat, Yuito, czę­sto doku­czał jej w taki spo­sób… Na samo wspo­mnie­nie jej oczy wez­brały łzami.
Nie dla­tego, że bolały ją żarty brata. Nie­mal się roz­pła­kała, ponie­waż już go nie było na tym świe­cie. Zgi­nął trzy mie­siące temu, w dodatku z winy Kotoko.

Było to pew­nego let­niego wie­czoru, kiedy na uni­wer­sy­te­cie zaczęła się już waka­cyjna prze­rwa. Uka­zała się nowa książka ulu­bio­nego autora Kotoko i zamie­rzała ją kupić w dużej księ­garni naprze­ciwko sta­cji. Wygod­niej byłoby zamó­wić tytuł przez Inter­net, ale Kotoko robiło się smutno na myśl, że tyle księ­garń się zamyka.
Powie­działa rodzi­com, dokąd idzie, i wyszła. Tomy nowo­ści, na którą polo­wała, były uło­żone w stosy, co wska­zy­wało, że książka cie­szy się popu­lar­no­ścią. Kupiła egzem­plarz i opu­ściła księ­gar­nię.
Minęła osiem­na­sta; Kotoko pamię­tała, że zacho­dzące słońce ją ośle­piało. Kiedy mru­żąc oczy, spoj­rzała bez wyraź­nego powodu w stronę sta­cji, aku­rat wyszedł stam­tąd jej brat.
– Hej, Yuito! – zawo­łała.
– Ach, cześć, Kotoko – odpo­wie­dział.
Spo­tkali się przy­pad­kiem, choć zarówno księ­gar­nia, jak i sta­cja były w odle­gło­ści około dzie­się­ciu minut pie­chotą od ich domu, a oni oboje wra­cali mniej wię­cej o tej porze, żeby zdą­żyć na kola­cję, ale nie był to jakiś wyjąt­kowy zbieg oko­licz­no­ści. W prze­szło­ści już wie­lo­krot­nie tak na sie­bie wpa­dali.
– Wra­casz do domu?
– Yhm.
To była cała ich roz­mowa. Dalej ruszyli w mil­cze­niu. Cho­ciaż łączyły ich dobre rela­cje, nie odczu­wali potrzeby roz­ma­wia­nia. Kotoko miała w gło­wie dopiero co zaku­pioną książkę. Nie mogła się docze­kać, aż wróci do domu i zacznie ją czy­tać. Nie spo­dzie­wała się niczego poza spo­koj­nym wie­czo­rem. Pogrą­żona w myślach led­wie reje­stro­wała obec­ność brata.
Po jakichś pię­ciu minu­tach przy­sta­nęli na świa­tłach. Wąskie skrzy­żo­wa­nie w pobliżu sta­cji zawsze było zatło­czone. Kotoko, nie prze­czu­wa­jąc, co nad­cho­dzi, po pro­stu stała. Nawet nie patrzyła na brata. Nie miała poję­cia, jaki miał wyraz twa­rzy, gdy tak cze­kał na zie­lone świa­tło.
Po chwili świa­tła się zmie­niły i Kotoko ruszyła przed sie­bie, nie zer­ka­jąc na Yuito. Byli mniej wię­cej w poło­wie przej­ścia dla pie­szych, kiedy to się stało. Dobiegł ją szybko nara­sta­jący dźwięk sil­nika. Pode­rwała głowę i zoba­czyła samo­chód, który z ogromną pręd­ko­ścią pędzi pro­sto na nią.
Potrąci mnie! – zdą­żyła pomy­śleć. Zda­wała sobie sprawę z nie­bez­pie­czeń­stwa, ale jej ciało zamarło ze stra­chu i nie mogła się ruszyć. Zdjęta prze­ra­że­niem nie­mal zamknęła oczy.
W tym momen­cie coś wal­nęło ją w plecy. Przez chwilę myślała, że potrą­cił ją samo­chód, ale ude­rze­nie nastą­piło nie z tej strony. Zro­zu­miała, że ktoś ją popchnął. Wylą­do­wała na chod­niku po prze­ciw­nej stro­nie ulicy. Miała zdartą skórę na kola­nach i stłu­czony łokieć, ale unik­nęła potrą­ce­nia.
Co się stało?
Dla Kotoko byłoby lepiej, gdyby nie wie­działa. Chcia­łaby żyć w bło­giej nie­wie­dzy. Jed­nak po tym, jak upa­dła, odwró­ciła się i zoba­czyła wszystko… Gdyby tylko zamknęła wtedy oczy, unik­nę­łaby tego widoku. Tym, kto ją popchnął i oca­lił, był Yuito. W ostat­niej chwili zdo­łał zepchnąć ją z drogi.
– Dla­czego…? – wyszep­tała, ale nikt jej nie usły­szał.
Kotoko uszła z życiem, lecz jej brat nie zdą­żył uciec. Samo­chód, który wje­chał na przej­ście dla pie­szych, ude­rzył w niego z taką siłą, że Yuito pole­ciał w górę i upadł jak mario­netka, któ­rej prze­cięto sznurki; nie ruszał się. Leżał w nie­na­tu­ral­nie wykrę­co­nej pozy­cji i nawet nie drgnął.
Zatrą­bił klak­son, ktoś krzyk­nął. Zewsząd roz­le­gały się głosy.
– Wezwij­cie karetkę!
– Niech ktoś zadzwoni na poli­cję!
– Ej, nic ci nie jest?
To ostat­nie było naj­pew­niej skie­ro­wane do Kotoko. Zda­wała sobie z tego sprawę, ale nie mogła się zdo­być na odpo­wiedź. Nie była w sta­nie trzeźwo myśleć, głos uwiązł jej w gar­dle. Patrzyła tylko na nie­ru­chome ciało brata. Chyba wyszep­tała jego imię.
Roz­brzmiały syreny karetki i radio­wozu.
Lecz kiedy ratow­nicy dotarli na miej­sce, Yuito już nie żył.

Kotoko szła ścieżką wyło­żoną muszel­kami i nie umiała poha­mo­wać łez, które napły­nęły jej do oczu i roz­myły widok. Od śmierci brata pła­kała dzień w dzień, ale teraz nie mogła sobie na to pozwo­lić. Zmie­rzała do restau­ra­cji i poczu­łaby się zawsty­dzona, gdyby ktoś zoba­czył jej zapła­kaną twarz i opuch­nięte oczy.
Aby powstrzy­mać łzy, przy­sta­nęła i spoj­rzała w górę. Patrząc w nie­skoń­czony błę­kit nieba, Kotoko odnio­sła wra­że­nie, jakby miało ją zaraz pochło­nąć. Nieco uspo­ko­jona zer­k­nęła na zega­rek. Zbli­żała się godzina, na którą zro­biła rezer­wa­cję. Musiała się pospie­szyć, żeby zdą­żyć do Chi­bi­neko.
Już miała ruszać, gdy nagle od strony morza zerwał się wiatr. Dotych­czas łagodna aura nie przy­go­to­wała Kotoko na silny podmuch, który zerwał jej z głowy kape­lusz.
– O nie! – wyrwało się jej.
Biały kape­lusz uniósł się wysoko i poszy­bo­wał ku morzu. Kotoko musiała coś zro­bić, jeśli nie chciała, żeby wylą­do­wał w wodzie. Nie miała wiel­kiego wyboru: mogła za nim pobiec albo po pro­stu go zosta­wić. Lubiła ten kape­lusz i nie chciała się z nim roz­sta­wać, więc choć nie była wybitną bie­gaczką, rzu­ciła się w pościg.
Ktoś ją jed­nak wyprze­dził. Męż­czy­zna pędził, usi­łu­jąc zła­pać jej kape­lusz. Od tyłu wyglą­dał zupeł­nie jak jej zmarły brat. Był wysoki, szczu­pły i umię­śniony. Nieco dłuż­sze włosy także wydały się Kotoko zna­jome.
– Yuito… – wyszep­tała zaszo­ko­wana, ale jej głos praw­do­po­dob­nie nie dosię­gnął uszu męż­czy­zny, który nie odwra­ca­jąc się, wysko­czył ku słońcu.
Jego syl­wetka na tle ośle­pia­ją­cego świa­tła wyglą­dała nie­sa­mo­wi­cie – pra­wie jakby roz­po­starł skrzy­dła niczym anioł. Jakby Yuito powró­cił z zaświa­tów; Kotoko pomy­ślała, że jest świad­kiem cudu.
Przy­je­chała tutaj, roz­my­śla­jąc o bra­cie i marząc o tym, by go spo­tkać. Czyżby tak mocno pra­gnęła cze­goś nie­zwy­kłego, że wła­śnie się to wyda­rzyło? Jeśli tak, nic nie uszczę­śli­wi­łoby jej bar­dziej.
Ale rze­czy­wi­stość była inna. Nie wyda­rzył się żaden cud i Kotoko szybko zdała sobie z tego sprawę.
Kiedy kape­lusz już miał wpaść do morza, męż­czy­zna zła­pał go prawą ręką i wylą­do­wał na pia­sku. Gdy się odwró­cił, Kotoko zoba­czyła jego twarz. Choć podob­nie jak Yuito musiał mieć nie­wiele ponad dwa­dzie­ścia lat, był zupeł­nie inny. Wła­ści­wie „chło­pak” paso­wa­łoby do niego lepiej niż „męż­czy­zna”. Opa­le­ni­zna jej brata ide­al­nie har­mo­ni­zo­wała z jego męską apa­ry­cją, a nie­zna­jomy miał deli­katne rysy twa­rzy i nie­zwy­kle bladą cerę. Oku­lary w cien­kich opraw­kach były bar­dzo ele­ganc­kie. Czyżby nosił dam­skie? Kotoko odnio­sła takie wra­że­nie, ale paso­wały do jego andro­gi­nicz­nej urody. Wyglą­dał jak boha­ter mangi dla dziew­cząt, dla któ­rego pro­ta­go­nistka traci głowę.
Chło­pak pod­szedł do Kotoko i wrę­czył jej kape­lusz.
– Pro­szę.
Jego głos był rów­nie łagodny jak wygląd. Wyda­wało się jej, że gdzieś już go sły­szała, ale nie potra­fiła go umiej­sco­wić.
– Bar­dzo dzię­kuję – powie­działa ze zmie­sza­niem i skło­niła głowę. Ten chło­pak spe­cjal­nie dla niej gonił za kape­lu­szem, a ona tylko się gapiła, pochło­nięta myślami o bra­cie.
A w ogóle skąd on się tu wziął? Prze­cież nie widziała nikogo w pobliżu. Jakby samo to nie było dosta­tecz­nie dziwne, nie­zna­jomy zapy­tał:
– Czy mam przy­jem­ność z panną Kotoko Niki?
Ni­gdy wcze­śniej go nie spo­tkała, skąd więc wie­dział, jak ona się nazywa? Zasko­czona poki­wała głową.
– T-tak… Zga­dza się… A pan to? – dopy­tała ostroż­nie.
Umiała odpo­wied­nio się zacho­wać, ale maniery mło­dzieńca były na zupeł­nie innym pozio­mie. Zgiął się w niskim ukło­nie i powie­dział:
– Prze­pra­szam, że się nie przed­sta­wi­łem. Kai Fuku­chi z restau­ra­cji Chi­bi­neko. Zro­biła pani u nas rezer­wa­cję na dzi­siaj.
Kotoko dopiero teraz uświa­do­miła sobie, że to jego głos sły­szała przez tele­fon, kiedy wcze­śniej dzwo­niła do lokalu.

Po pogrze­bie Yuito było tak, jakby z domu rodziny Niki znik­nęło całe świa­tło. Ona i rodzice wcale już ze sobą nie roz­ma­wiali.
Ojciec Kotoko pra­co­wał w lokal­nym banku spół­dziel­czym, a mama dora­biała w super­mar­ke­cie. Oboje byli spo­koj­nymi, opa­no­wa­nymi ludźmi.
– Twoi rodzice są tacy mili – powta­rzali jej przy­ja­ciele, ile­kroć ją odwie­dzali.
I rze­czy­wi­ście, tak wła­śnie było. Kotoko ani razu nie sły­szała, by któ­reś z nich pod­nio­sło głos.
Yuito był ich chlubą. Już od pod­sta­wówki miał dobre wyniki zarówno w nauce, jak i w spo­rcie. W gim­na­zjum był prze­wod­ni­czą­cym samo­rządu uczniow­skiego. Natu­ralną koleją rze­czy poszedł do naj­lep­szego liceum, a potem bez pro­blemu dostał się na wydział prawa pre­sti­żo­wej uczelni sły­ną­cej z wyso­kich wyma­gań. Przez całe życie wiatr wiał mu w żagle.
Wszy­scy myśleli, że po stu­diach zosta­nie nawet pro­ku­ra­to­rem. Jed­nak on przed ukoń­cze­niem pierw­szego roku oznaj­mił, że rzuca uczel­nię. Kotoko była zasko­czona, ale to nic w porów­na­niu z szo­kiem, jakiego doznali rodzice.
– Jak mamy to rozu­mieć?
– I co będziesz teraz robił?
Wzięli go w krzy­żowy ogień pytań, a ich miny i ton dobit­nie świad­czyły o tym, że są prze­ciwni temu pomy­słowi.
Yuito spoj­rzał im pro­sto w oczy.
– Chcę na poważ­nie zająć się aktor­stwem.
Kiedy jej brat dostał się na stu­dia, dołą­czył też do miej­sco­wej trupy teatral­nej. Kotoko wie­działa, że bar­dzo się w to zaan­ga­żo­wał, ale nie spo­dzie­wała się, że z tego powodu zre­zy­gnuje ze stu­diów. Naj­wi­docz­niej rodzi­com także nie prze­mknęło to przez myśl.
– A nie możesz po pro­stu robić tego rów­no­le­gle ze stu­diami?
To było słuszne pyta­nie. Chyba żaden rodzic nie zgo­dziłby się ot tak, by jego dziecko rzu­ciło naukę na reno­mo­wa­nej uczelni.
– Chcę się temu poświę­cić cał­ko­wi­cie, a nie tylko w wol­nym cza­sie – odpo­wie­dział sta­now­czo.
– Czyli pra­gniesz zostać zawo­do­wym akto­rem?
– Tak. – Na jego twa­rzy malo­wała się deter­mi­na­cja. Naprawdę zamie­rzał parać się aktor­stwem.
– Ale to chyba nie takie pro­ste – ode­zwała się mama.
Miała abso­lutną rację. Kotoko nie orien­to­wała się zbyt­nio w tym tema­cie, ale w show-biz­ne­sie tylko nie­liczni odno­sili suk­ces. Byłoby o wiele roz­sąd­niej, gdyby Yuito ukoń­czył stu­dia i zna­lazł pracę zwią­zaną z pra­wem.
On jed­nak nie ustę­po­wał.
– Wiem, że to nie­ła­twy kawa­łek chleba. Mimo to spró­buję. – W jego gło­sie nie było śladu waha­nia. Naj­wi­docz­niej widział już ścieżkę, którą powi­nien podą­żyć. – Życie jest jedno i nie chcę niczego żało­wać – cią­gnął z mocą, usi­łu­jąc prze­ko­nać rodzi­ców. – W ciągu trzech lat przed­sta­wię wam rezul­taty. Zoba­czy­cie, wystą­pię w serialu tele­wi­zyj­nym. A jeśli nie powie­dzie mi się w aktor­stwie, wzno­wię stu­dia na pań­stwo­wym uni­wer­sy­te­cie i zostanę urzęd­ni­kiem.
Rodzice poki­wali gło­wami. Chyba uznali, że nie ma sensu się spie­rać, skoro ich syn jest tak zde­ter­mi­no­wany. A może byli prze­ko­nani, że fak­tycz­nie skoń­czy w sek­to­rze publicz­nym. Szcze­rze mówiąc, Kotoko też tak sądziła. Suk­ces w show-biz­ne­sie i kariera aktor­ska brzmiały dla niej jak nie­re­alna fan­ta­zja.
Ale już po nie­spełna trzech latach Yuito rze­czy­wi­ście miał się czym pochwa­lić. W tym samym roku, kiedy Kotoko roz­po­częła stu­dia, zagrał główną rolę w spek­ta­klu teatral­nym, a rok póź­niej, po udziale w wielu castin­gach, otrzy­mał jedną z głów­nych ról w serialu tele­wi­zyj­nym jako przy­ja­ciel boha­tera. Tygo­dniki opi­sy­wały go jako wscho­dzącą gwiazdę, a cho­ciaż zdję­cia do serialu jesz­cze nie ruszyły, już zaczął udzie­lać wywia­dów w tele­wi­zji.
– To naprawdę coś! – sko­men­to­wał ojciec, przyj­mu­jąc w końcu do wia­do­mo­ści wybór syna.
Mama wyci­nała wszyst­kie arty­kuły z gazet na temat Yuito. Oboje nie mogli się docze­kać, aż serial zosta­nie wyemi­to­wany. Kotoko także była dumna z brata.
– Jesteś naprawdę nie­sa­mo­wity! – mówiła mu.
Wie­działa, jak ciężko na to pra­co­wał, wyle­wa­jąc krew, pot i łzy. Kotoko czę­sto zacho­dziła na próby w jego teatrze i widziała, jak wiele osób go tam podzi­wia. Z całą pew­no­ścią miał talent, ale też ćwi­czył wię­cej niż kto­kol­wiek inny. Wie­działa, że regu­lar­nie wyko­nuje ćwi­cze­nia z emi­sji głosu w pobli­skim parku.
„Życie jest jedno i nie chcę niczego żało­wać”.
Lubił to powta­rzać. Zgi­nął, nim speł­nił swoje marze­nia.
Życie jed­nak musiało toczyć się dalej. Ich rodzina skur­czyła się do trzech osób. Yuito poświę­cił się, by oca­lić sio­strę. Gdyby jej wtedy nie zepchnął z ulicy, to ona by zgi­nęła. Ale on wciąż by tu był. Nie chciała, by ją rato­wał za cenę wła­snego życia. Nie żeby pra­gnęła śmierci, ale nie chciała też żyć nie­jako w jego zastęp­stwie.

Kotoko rów­nież inte­re­so­wała się teatrem i uwiel­biała oglą­dać spek­ta­kle, a także próby brata. Nawet sama kil­ka­krot­nie wystą­piła na sce­nie, bo popro­sił ją o to dyrek­tor arty­styczny trupy, Kuma­gai. Byli nie­wiel­kim zespo­łem i zawsze bra­ko­wało im sta­ty­stów.
– Masz do tego pre­dys­po­zy­cje – pochwa­lił ją po jej dru­gim wystę­pie.
Jak przy­stało na takie nazwi­sko5, Kuma­gai był wielki jak niedź­wiedź. Miał brodę i wyglą­dał na czter­dzie­sto- albo i pięć­dzie­się­cio­latka, ale w rze­czy­wi­sto­ści dzie­liło go od jej brata nie­całe dzie­sięć lat. To on zało­żył trupę i odkrył talent Yuito. Miał tak groźną apa­ry­cję, że nawet mło­do­ciani chu­li­gani scho­dzili mu z drogi, ale jego oczy były łagodne, a uśmiech cie­pły i przy­ja­zny. Nie­śmiała z natury Kotoko zgo­dziła się wystą­pić na sce­nie praw­do­po­dob­nie tylko dla­tego, że dyrek­to­rem trupy był Kuma­gai. Miał urok, który przy­cią­gał ludzi.
– Jakie tam pre­dys­po­zy­cje – żach­nęła się.
W końcu tylko prze­szła przez scenę i nawet nie wypo­wia­dała żad­nych kwe­stii. Myślała, że Kuma­gai sobie z niej żar­tuje, ale on wyda­wał się cał­kiem poważny.
– Opro­mie­niasz scenę swoim bla­skiem, nawet kiedy tylko w mil­cze­niu prze­cha­dzasz się przed widow­nią.
Ni­gdy wcze­śniej nikt tak do niej nie mówił. Od zawsze była wyco­fa­nym dziec­kiem, które sie­działo w kącie klasy. Zupeł­nie się róż­niła od swo­jego popu­lar­nego brata i każdy, kto ją znał, dosko­nale o tym wie­dział. A tu Kuma­gai nie prze­sta­wał jej wychwa­lać.
– Pod wzglę­dem pre­zen­cji sce­nicz­nej prze­bi­jasz nawet Yuito.
To, co Kotoko wzięła za dow­cip, zostało powie­dziane cał­ko­wi­cie szcze­rze. W dodatku zna­lazł się ktoś, kto przy­znał Kuma­ga­iowi rację.
– Też tak uwa­żam. – Yuito, który do tej pory w mil­cze­niu przy­słu­chi­wał się ich roz­mo­wie, poki­wał głową. – Może i gram główną rolę, ale widzo­wie patrzyli tylko na cie­bie.
– Pew­nie dla­tego, że byłam kosz­marna.
– Skąd. Naprawdę im się spodo­ba­łaś. Masz natu­ralny talent, skra­dłaś całe przed­sta­wie­nie, po pro­stu prze­cha­dza­jąc się po sce­nie.
– Prze­stań się ze mnie nabi­jać.
Yuito wzru­szył ramio­nami. Kotoko już zamie­rzała dalej się z nim spie­rać, kiedy wtrą­cił się Kuma­gai.
– Nie chcia­ła­byś na poważ­nie spró­bo­wać gry w teatrze? Mogła­byś przy­ćmić brata.
– Szcze­rze wąt­pię – odpo­wie­działa, mając nadzieję, że to utnie dys­ku­sję.
Lubiła scenę, ale czuła, że kom­plet­nie nie ma talentu. Nie prze­szka­dzało jej, że jest tłem dla brata. Paso­wały jej role mil­czą­cych sta­ty­stów. Zresztą odwie­dzała trupę tylko dla­tego, że nale­żał do niej Yuito.
Po jego śmierci prze­stała się poja­wiać w teatrze. Zro­biła sobie też prze­rwę na uczelni. Stra­ciła ochotę, by wycho­dzić i robić cokol­wiek, więk­szość czasu spę­dzała we wła­snym pokoju. Jedy­nym miej­scem, które wciąż odwie­dzała, był cmen­tarz i grób Yuito.

Przypisy

1] Japoń­ska tech­nika przy­go­to­wy­wa­nia sashimi, w któ­rej ryba jest deli­kat­nie opa­lana lub zanu­rzana na chwilę we wrzątku, a następ­nie szybko schła­dzana w lodo­wa­tej wodzie (wszyst­kie przy­pisy pocho­dzą od tłu­maczki).

2] Tra­dy­cyjna japoń­ska potrawa, w któ­rej ryby lub mięso mary­nuje się w sosie na bazie mło­dych liści pie­przu japoń­skiego, a następ­nie gril­luje.

3] W języku japoń­skim nazwa tego gatunku brzmi umi­neko, dosłow­nie „mor­ski kot”.

4] Lata 1926–1989 – okres pano­wa­nia cesa­rza Hiro­hito. Od 1868 roku okresy histo­ryczne w Japo­nii odno­szą się do pano­wa­nia kolej­nych wład­ców. Wcze­śniej ich nazwy zmie­niały się wie­lo­krot­nie i były powią­zane z waż­nymi ośrod­kami wła­dzy, np. Azu­chi-Momoy­ama czy Edo.

5] Kuma ozna­cza wła­śnie „niedź­wiedź”.

 
Wesprzyj nas