Opowieść o polskich zrywach narodowych, które ukształtowały naszą tożsamość i sposób myślenia o patriotyzmie.
Mirosław Maciorowski razem z wybitnymi historykami i historyczkami przygląda się polskim powstaniom, zmaganiom o niepodległość, walce podczas II wojny światowej oraz oporowi wobec komunizmu aż do 1989 r.
Opowiada o historii poprzez losy wybitnych jednostek, ich wątpliwości, decyzje i czyny, nieraz podważając konsensus wokół postaci i wydarzeń. Zderza różne punkty widzenia, by pokazać, jak historia polskich powstań wciąż żyje w naszej codzienności i pamięci zbiorowej.
Pomysł na tę książkę jest prosty i genialny: Maciorowski pyta, historycy odpowiadają. Kluczem do sukcesu jest to, że on wie, o co pytać, a oni świetnie znają polskie dzieje. Dzięki temu dostajemy historię Polski żywą, erudycyjną, opartą na najnowszych badaniach, napisaną z polotem, zaskakującą aktualnością. To lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć polskie losy. Można ją śmiało postawić na półce obok dzieł Pawła Jasienicy i Normana Daviesa.
Cezary Łazarewicz, reportażysta, pisarz, laureat Nagrody Nike w 2017 roku
„Jeśli jesteśmy demokratami i uznajemy, że Polska ma być taka, jakiej chce większość obywateli, to nie możemy się obrażać, gdy zdecydują oni, że będzie nie taka, jakiej sami byśmy chcieli” – te słowa prof. Włodzimierza Mędrzeckiego to najlepsza syntetyczna krytyka zamachu majowego, jaką czytałem. Zbiór wywiadów Mirosława Maciorowskiego z plejadą świetnych naukowców badających polskie wysiłki niepodległościowe jest lekturą fascynującą. Nie ma tu zbędnych pytań, odpowiedzi zaś pokazują żywych ludzi, a nie pomnikowe postacie. W dobie fejków i historycznego fałszu tym bardziej należy docenić książkę, w której w zajmujący sposób przekazano prawdę o polskiej historii.
Prof. dr hab. Grzegorz Motyka, politolog, historyk, badacz stosunków polsko-ukraińskich
Powstańcy. Marzyciele i realiści. Historia na nowo opowiedziana
Wydawnictwo Agora
Premiera: 12 listopada 2025
Spory o polskie powstania nigdy się nie skończą. I nie powinny, bo jest się o co spierać. Nasze zrywy narodowe w dużej mierze zdefiniowały polską tożsamość. Ukształtowały nasz specyficzny patriotyzm, na który składa się mieszanka bitewnych klęsk, heroicznych postaw i martyrologii. Wpłynęły na to, jak dziś myślimy i zachowujemy się jako jednostki oraz zbiorowość.
O powstaniach uczniowie recytują wiersze na szkolnych akademiach. Ich bohaterów widzimy na tabliczkach z nazwami ulic i na skwerach z pomnikami. Dyskutujemy o nich przy rodzinnych stołach. Chcemy czy nie, duch powstań zawsze nas dopada.
To książka o ludziach, którzy je wywołali, marząc o niepodległej Polsce. O ich naiwności, nadziejach, a także o zmarnowanych szansach. Ale również o przeciwnikach powstań, czyli o tych, którzy uważali, że niezawisłość można osiągnąć innymi metodami. Opowiada też o generacji, która ostatecznie niepodległej Polski doczekała, oraz o tym, jak sobie z nią poradziła.
I w końcu o pokoleniu, które chwyciło za broń w czasie II wojny światowej, a także o kolejnym, które po wojnie podjęło walkę o suwerenność Polski przywalonej sowieckim butem. O ludziach, którzy uparcie szukali sposobu, jak bez rozlewu krwi wywalczyć wolność dla siebie i współobywateli. I ten sposób znaleźli.
Powstańcy. Marzyciele i realiści są kontynuacją Władców Polski, książki, którą w 2018 r. napisałem wspólnie z Beatą Maciejewską. I tym razem ekspercka wiedza badaczy spotkała się z dziennikarską ciekawością. 27 historyków w 32 rozmowach opowiedziało o historii Polski – od insurekcji kościuszkowskiej aż do przełomu 1989 r. Nierzadko inaczej oceniają i interpretują te same fakty, ale zawsze mówią ciekawie i oryginalnie. Wszystkim z całego serca dziękuję i składam hołd ich wiedzy i profesjonalizmowi.
Mirosław Maciorowski
Spis treści
PROF. DR HAB. RICHARD BUTTERWICK
(ur. 1968) – historyk, zajmuje się dziejami Polski i Litwy, głównie w XVIII w. Profesor na Uniwersytecie Londyńskim, studiował w Cambridge, doktoryzował się w Oksfordzie, wykładał na Queen’s University Belfast i w School of Slavonic and East European Studies na University College London, w latach 2014–2020 oraz od 2023 r. szef Katedry Cywilizacji Europejskiej w Kolegium Europy w Natolinie. Od 2022 r. główny historyk Muzeum Historii Polski. Dziadek profesora był Polakiem, który po kampanii wrześniowej w 1939 r. dotarł do Wielkiej Brytanii. Profesor zainteresował się polską historią pod wpływem epokowych wydarzeń – rewolucji Solidarności, a potem przełomu 1989 r. Najważniejsze książki: Stanisław August a kultura angielska, Polska rewolucja a Kościół katolicki 1788–1792, Konstytucja 3 Maja. Testament Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733–1795).
Rozmowa na s. 27
PROF. DR HAB. ANDRZEJ CHWALBA
(ur. 1949) – historyk, eseista, wykładowca akademicki, popularyzator historii. Zajmuje się dziejami XIX i XX w., relacjami polsko-rosyjskimi, a także historią Krakowa i Galicji. W latach 1996–1999 dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, w latach 1999–2005 prorektor UJ, wieloletni kierownik Zakładu Antropologii Historycznej w Instytucie Historii UJ. Wiceprezes Polskiego Towarzystwa Historycznego, był członkiem Rady Muzeum Historii Polski. Autor kilkudziesięciu książek naukowych i popularnonaukowych, m.in.: Samobójstwo Europy. Wielka Wojna 1914––1918, Legiony Polskie 1914–1918, Przegrane zwycięstwo. Wojna polsko-bolszewicka 1918–1920, Festung Krakau. Kraków w cieniu twierdzy, 1919. Pierwszy rok wolności, Polska krwawi. Polska walczy. Jak żyło się pod okupacją 1939–1945, Wisła. Biografia rzeki. Współautor (wraz z Wojciechem Harpulą) tematycznych wywiadów rzek popularyzujących historię, m.in.: Zwrotnice dziejów. Alternatywne historie Polski, Cham i pan, Polska–Rosja. Historia obsesji, obsesja historii.
Rozmowy na s. 325, 443
PROF. DR HAB. JAROSŁAW CZUBATY
(ur. 1961) – historyk, wykładowca akademicki, popularyzator historii. Zajmuje się dziejami politycznymi, wojskowymi, ideologiami i mentalnością społeczeństw Europy u schyłku XVIII w., w początkach XIX w., a także w pierwszych dekadach porozbiorowych Polski. Pracuje na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego, w latach 2012–2020 przewodniczył Radzie Naukowej Instytutu Historycznego UW. Był również przewodniczącym Rady Naukowej Dyscypliny Historia na UW. Autor podręczników do historii dla liceów oraz wielu artykułów naukowych i monografii, m.in.: Księstwo Warszawskie (1807––1815), Wodzowie i politycy. Generalicja polska lat 1806–1815, Rosja i świat. Wyobraźnia polityczna elity władzy imperium rosyjskiego w początkach XIX wieku, Zasada „dwóch sumień”. Normy postępowania i granice kompromisu politycznego Polaków w sytuacjach wyboru (1795–1815) (Nagroda KLIO), Warszawa 1806–1815. Miasto i ludzie.
Rozmowa na s. 95
PROF. DR HAB. BARBARA ENGELKING
(ur. 1962) – psycholożka i socjolożka. Zajmuje się losami polskich Żydów w czasie II wojny światowej i ocalałych z Holocaustu oraz postawą ludności polskiej wobec Zagłady. Kieruje Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, w latach 2014––2018 przewodniczyła Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej. Członkini m.in. Rady Programowej Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz Rady Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Autorka i współautorka wielu prac badawczych i monografii, m.in.: Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście (z Jackiem Leociakiem), Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski (współautorstwo i współredakcja z Janem Grabowskim), Jest taki piękny słoneczny dzień… Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942–1945, „Szanowny panie gistapo”. Donosy do władz niemieckich w Warszawie i okolicach w latach 1940–1941, Na łące popiołów. Ocaleni z Holocaustu.
Rozmowa na s. 845
PROF. DR HAB. ANDRZEJ FRISZKE
(ur. 1956) – historyk, badacz dziejów najnowszych, publicysta. Znawca dziejów Polski w XX w., w tym opozycji demokratyczniej w PRL-u, środowisk inteligencji katolickiej, przedwojennej lewicy i polskiej emigracji po 1945 r. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Członek rzeczywisty PAN. Przez 25 lat wykładowca Collegium Civitas, członek Rady Muzeum Historii Polski, był członkiem Kolegium IPN (1999–2006) i Rady IPN (2011–2016), przewodniczący jury Nagrody im. Kazimierza Moczarskiego. Redaktor działu historycznego czasopisma „Więź”, od 1980 r. członek Klubu Inteligencji Katolickiej. Autor wielu monografii, m.in.: Opozycja polityczna w PRL 1945–1980, Życie polityczne emigracji, Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi, Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności, Polska. Losy państwa i narodu 1939–1989, Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty, Między wojną a więzieniem 1945–1953, Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL, Rewolucja Solidarności 1980–1981, Sprawa jedenastu. Uwięzienie przywódców NSZZ „Solidarność” i KSS „KOR” 1981–1984, Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920, Czekanie na rewolucję. Komuniści w II Rzeczypospolitej 1921–1926.
Rozmowa na s. 1093
PROF. DR HAB. MACIEJ GÓRNY
(ur. 1976) – historyk, zajmuje się dziejami Europy Środkowo-Wschodniej w XIX i XX w. oraz historią nauki. Pracuje w Instytucie Historii PAN. Członek korespondent Austriackiej Akademii Nauk. Autor wielu artykułów, książek naukowych i popularnonaukowych, m.in.: Nasza wojna. Europa Środkowo-Wschodnia. Imperia 1912–1916. Narody 1917–1923 (z Włodzimierzem Borodziejem; nagroda Historyczna Książka Roku im. Karola Modzelewskiego Polskiego Towarzystwa Historycznego), Kreślarze ojczyzn. Geografowie i granice międzywojennej Europy (Nagroda KLIO), Wielka Wojna profesorów. Nauki o człowieku (1912–1923), Polska bez cudów. Historia dla dorosłych, Historia głupich idei albo duch narodu w świątyni nauki, Matka wynalazków. Jak Wielka Wojna urządza nam życie. Popularyzator historii i publicysta, pisuje m.in. do „Gazety Wyborczej”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Przeglądu Politycznego”. Współtworzył wystawę Architektura niepodległości w Europie Środkowej w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie.
Rozmowa na s. 607
PROF. DR HAB. MACIEJ JANOWSKI
(ur. 1963) – historyk, eseista, zajmuje się dziejami Polski i Europy w XIX w., pracuje w Zakładzie Historii Idei i Dziejów Inteligencji w XIX i XX w. Instytutu Historii PAN. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Wykładał na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Współautor (z Jerzym Jedlickim i Magdaleną Micińską) trzytomowych Dziejów inteligencji polskiej do roku 1918, wyróżnionych Nagrodą Historyczną tygodnika „Polityka”, Nagrodą Biblioteki Raczyńskich i Nagrodą im. Jerzego Giedroycia. Współautor (z Balázsem Trencsényim, Móniką Baár, Marią Faliną, Michalem Kopečkiem, Luką Lisjakiem Gabrijelčičem) A History of Modern Political Thought in East Central Europe, wydanej przez Oxford University Press. Stały felietonista magazynu „Ale Historia” „Gazety Wyborczej”. Autor książek: Polska myśl liberalna do 1918 roku, Inteligencja wobec wyzwań nowoczesności. Dylematy ideowe polskiej demokracji liberalnej w Galicji w latach 1889–1914, oraz wielu artykułów popularnonaukowych w magazynie „Mówią Wieki”.
Rozmowy na s. 299, 373
PROF. DR HAB. MAŁGORZATA KARPIŃSKA
(ur. 1955) – historyczka związana z Uniwersytetem Warszawskim. Bada historię Polski i powszechną końca XVIII i pierwszej połowy XIX w. Specjalizuje się w historii społecznej oraz dziejach polskiego parlamentaryzmu. Dziekan Wydziału Historycznego (2016–2020) i Wydziału Nauk o Kulturze i Sztuce (2020–2024, 2024 – kadencja do 2028), wicedyrektorka Instytutu Historycznego UW (2012–2016), kierowniczka Zakładu Historii XIX wieku (2013–2020). Sekretarz Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk (2021–2023). Członkini redakcji „Przeglądu Historycznego” (2016–2019), zastępczyni redaktora naczelnego tego pisma (2019–2021). Popularyzatorka historii m.in. na łamach czasopisma „Mówią Wieki” oraz „Pomocnika Historycznego” tygodnika „Polityka”. Autorka m.in. książek: Złodzieje, agenci, policyjni strażnicy… Przestępstwa pospolite w Warszawie 1815–1830, Senatorowie, posłowie i deputowani Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, Nie ma Mikołaja! Starania o kształt sejmu w powstaniu listopadowym 1830–1831 (Nagroda KLIO), współautorka t. 1. Historii Polski, edytorka Dzienników ks. Adama Jerzego Czartoryskiego 1813–1817.
Rozmowa na s. 141
PROF. DR HAB. NORBERT KASPAREK
(ur. 1960) – pracuje w Katedrze Historii XIX i XX wieku Instytutu Historii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz w Archiwum Państwowym w Olsztynie. Zajmuje się głównie powstaniami, zwłaszcza listopadowym, buntami, rewolucjami na przestrzeni XIX w., a także emigracją, wojskowością, Kresami i pograniczem, pamiętnikarstwem i edytorstwem źródeł XIX w. Dwukrotnie prodziekan i dwukrotnie dziekan Wydziału Humanistycznego, kierownik katedry, dyrektor Archiwum Państwowego w Olsztynie. Organizator Delegatury IPN w Olsztynie. Członek m.in. Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Historycznego i Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk. Autor około 400 publikacji, m.in.: Prusy Wschodnie w polskiej myśli politycznej lat 1795–1847, Pamiętniki Ignacego Lubowieckiego (oprac. i przedmowa), Powstańczy epilog. Żołnierze listopadowi w dniach klęski i internowania 1831–1832, Dni przełomu powstania listopadowego. Bitwa pod Ostrołęką (26 maja 1831) (wyróżnienie w Konkursie im. prof. Jerzego Skowronka), Polnische Aufständische in Ost- und Westpreußen (1831–1833).
Rozmowa na s. 177
PROF. ISTVÁN KOVÁCS
(ur. 1945) – historyk, eseista, poeta, tłumacz, dyplomata, znawca stosunków polsko-węgierskich. Wieloletni wykładowca Uniwersytetu Loránda Eötvösa w Budapeszcie, założyciel i kierownik Katedry Polonistyki na Uniwersytecie w Piliscsabie, pracownik Instytutu Historii Węgierskiej Akademii Nauk. Tłumacz na węgierski książek Mariana Brandysa, Melchiora Wańkowicza, Ryszarda Kapuścińskiego, Jarosława Iwaszkiewicza i poezji Edwarda Stachury. Wieloletni konsul generalny Węgier w Polsce, Honorowy Obywatel Krakowa. Autor artykułów historycznych i książek, m.in.: Polacy w węgierskiej Wiośnie Ludów 1848–1849: „Byliśmy z Wami do końca”, Józef Bem. Bohater wiecznych nadziei, Nieznani polscy bohaterowie powstania węgierskiego 1848–1849, Honwedzi, emisariusze, legioniści. Słownik biograficzny polskich uczestników Wiosny Ludów na Węgrzech 1848–1849.
Rozmowa na s. 259
JÓZEF KRZYK
(ur. 1965) – dziennikarz i historyk przez wiele lat związany z „Gazetą Wyborczą”, a następnie redaktor portalu Dzieje.pl wydawanego przez Polską Agencję Prasową i Muzeum Historii Polski. Napisał kilkaset artykułów popularnonaukowych, m.in. w magazynie „Ale Historia” „Gazety Wyborczej” i półroczniku „CzasyPismo” Instytutu Pamięci Narodowej. Laureat Nagrody Prezydenta Miasta Zabrze w Dziedzinie Kultury oraz nagrody dziennikarskiej Silesia Press. Współautor (z Barbarą Szmatloch) biografii Korfanty. Silna bestia. Autor książek: Spacerownik powstańczy, Papierowa wojna. Powstania śląskie 1919–1921, Szałfynster. Od kopalni Ferdynand do Muzeum Śląskiego oraz Plagi. Historia bez końca. 26 chorób, które zmieniły świat.
Rozmowa na s. 573
DR ANNA MACHCEWICZ
(ur. 1965) – historyczka, pracuje w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się historią społeczną i historią opozycji demokratycznej w powojennej Polsce. Scenarzystka i autorka filmów dokumentalnych, reportażystka. Felietonistka magazynu „Ale Historia” „Gazety Wyborczej”. Członkini kapituły Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego. Autorka książek, m.in.: Kazimierz Moczarski. Biografia, Bunt. Strajki w Trójmieście. Sierpień 1980, „Życie tak nas głupio rozłącza…”. Listy więzienne 1946–1956 Zofii i Kazimierza Moczarskich (oprac. i redakcja), Węzły pamięci niepodległej Polski (współautorka).
Rozmowa na s. 1135
PROF. DR HAB. PAWEŁ MACHCEWICZ
(ur. 1966) – historyk, pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Współtwórca i pierwszy dyrektor (2008–2017) Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Stypendysta Fulbrighta, Woodrow Wilson International Center for Scholars w Waszyngtonie, Brytyjskiej Akademii Nauk, hiszpańskiego MSZ, Wissenschaftskolleg zu Berlin, Imre Kertész Kolleg Jena, Yale University, Instytutu Historii Najnowszej w Monachium. Wykładał w Collegium Civitas, na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytecie Warszawskim. Współtworzył IPN, w którym był dyrektorem Biura Edukacji Publicznej. Laureat Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, Nagrody Historycznej tygodnika „Polityka”, Nagrody im. Jerzego Giedroycia, Nagrody im. Jerzego Turowicza. Autor książek: Polski rok 1956, Emigracja w polityce międzynarodowej, Historia Hiszpanii (z Tadeuszem Miłkowskim), Wokół Jedwabnego (z Krzysztofem Persakiem), „Monachijska menażeria”. Walka z Radiem Wolna Europa 1950–1989, Spory o historię 2000–2011, Muzeum, Wina, kara, polityka. Rozliczenia ze zbrodniami II wojny światowej (z Andrzejem Paczkowskim), Narodowy komunizm po polsku. „Partyzanci” Moczara.
Rozmowa na s. 977
PROF. DR HAB. WŁODZIMIERZ MĘDRZECKI
(ur. 1959) – historyk i antropolog kultury. Bada przemiany społeczeństwa polskiego w XIX i XX w. oraz stosunki narodowościowe na ziemiach polskich, zwłaszcza polsko-ukraińskie. Pracownik Zakładu Historii Społecznej XIX i XX wieku Instytutu Historii PAN, w latach 2002–2012 profesor Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Autor podręczników szkolnych oraz wielu publikacji naukowych i popularnonaukowych. Najważniejsze książki: Województwo wołyńskie 1921–1939. Elementy przemian cywilizacyjnych, społecznych i politycznych, Niemiecka interwencja militarna na Ukrainie w 1918 roku (Nagroda im. Wacława Felczaka i Henryka Wereszyckiego), Młodzież wiejska na ziemiach Polski Centralnej 1864–1939 (Nagroda Wydziału II PAN), Inteligencja polska na Wołyniu w okresie międzywojennym (Nagroda „Przeglądu Wschodniego”), Autonomia jednostki w Europie i w Polsce od XVII do XX wieku (redakcja), Kresowy kalejdoskop. Wędrówki przez Ziemie Wschodnie Drugiej Rzeczypospolitej 1918–1939 (Nagroda KLIO), Odzyskany śmietnik. Jak radziliśmy sobie z niepodległością w II Rzeczypospolitej? (Nagroda Historyczna tygodnika „Polityka”).
Rozmowa na s. 675
DR HAB. TOMASZ NAŁĘCZ
(ur. 1949) – historyk, publicysta, eseista i polityk. Profesor na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Akademii im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku. Bada historię polityczną Polski XIX i XX w. Poseł na sejm II i IV kadencji, wicemarszałek sejmu (2001–2005), doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. historii i dziedzictwa narodowego (2010–2015), kawaler Orderu Odrodzenia Polski. Konsultant historyczny serialu Marszałek Piłsudski Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego (2001). Felietonista magazynu „Ale Historia” „Gazety Wyborczej”. Opublikował m.in. książki: Polska Organizacja Wojskowa 1914–1918, Józef Piłsudski – legendy i fakty (z Darią Nałęcz), Irredenta polska, Rewolucja 1905 roku. Próba generalna wskrzeszenia Polski, Afera Rywina. Odsłanianie prawdy (był przewodniczącym komisji śledczej powołanej przez sejm do wyjaśnienia tej sprawy).
Rozmowy na s. 401, 475, 639
PROF. DR HAB. DARIUSZ NAWROT
(ur. 1962) – historyk, pracuje w Instytucie Historii Uniwersytetu Śląskiego. Członek Zespołu Historii Wojskowości Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk. Dyrektor Instytutu Zagłębia Dąbrowskiego. Zajmuje się dziejami ziem polskich w epoce napoleońskiej i historią polskich formacji wojskowych w czasach Księstwa Warszawskiego. Bada także dzieje Rzeczypospolitej w ostatnich latach jej istnienia oraz historię Zagłębia Dąbrowskiego. Autor ponad 200 publikacji naukowych, m.in.: Litwa i Napoleon w 1812 roku, Śląsk w dobie kampanii napoleońskich. Studia pod redakcją Dariusza Nawrota, Powstanie na Nowym Śląsku w 1806 i 1807 roku. U źródeł Zagłębia Dąbrowskiego, Tadeusz Kościuszko. Polski i amerykański bohater.
Rozmowa na s. 65
DR HAB. PIOTR OSĘKA
(ur. 1973) – historyk w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. W 2000 r. był stypendystą Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w 2016 r. uzyskał habilitację. Zajmuje się dziejami politycznymi i społecznymi PRL-u. Publicysta, komentator, publikuje w „Gazecie Wyborczej”, „Polityce” i „Newsweeku”. Autor wielu książek, m.in.: Rytuały stalinizmu. Oficjalne święta i uroczystości rocznicowe w Polsce 1944–1956, Syjoniści, inspiratorzy, wichrzyciele. Obraz wroga w propagandzie Marca 1968, Marzec ’68, Mydlenie oczu. Przypadki propagandy w Polsce. Za książkę My, ludzie z Marca. Autoportret pokolenia ’68 otrzymał Nagrodę im. Hirszowiczów.
Rozmowa na s. 1017
PROF. DR HAB. ANDRZEJ PACZKOWSKI
(ur. 1938) – historyk, badacz i wykładowca. Działacz opozycji w PRL-u, współorganizator i w latach 1983–1989 redaktor merytoryczny serii „Archiwum Solidarności”. Zajmuje się dziejami politycznymi i społecznymi Polski w XX w., a także historią prasy. Pracował w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, Instytucie Historii PAN i Instytucie Studiów Politycznych PAN. Członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej (1999–2011), członek i przewodniczący Rady IPN (2011–2016). Ekspert komisji sejmowych badających legalność stanu wojennego i postawienia osób odpowiedzialnych za jego wprowadzenie przed Trybunałem Stanu. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Autor wielu artykułów i książek, m.in.: Prasa polska 1918–1939, Historia polityczna Polski 1944–1948, Stanisław Mikołajczyk, czyli klęska realisty, Trzy twarze Józefa Światły, Pół wieku dziejów Polski 1939–1989 (Nagroda KLIO), Strajki, bunty, manifestacje jako „polska droga” przez socjalizm, Droga do „mniejszego zła”. Strategia i taktyka obozu władzy, lipiec 1980 – styczeń 1982, Wojna polsko-jaruzelska. Stan wojenny w Polsce 13 XII 1981 – 22 VII 1983, Wina, kara, polityka. Rozliczenia ze zbrodniami II wojny światowej (z Pawłem Machcewiczem).
Rozmowa na s. 1173
SEBASTIAN PAWLINA
(ur. 1988) – historyk, pisarz, publicysta i muzealnik. Na co dzień bada dzieje Polskiego Państwa Podziemnego, historię Polski w pierwszej połowie XX w. i wpływ wojny na ludzką psychikę oraz zajmuje się pamięcią historyczną. Publikuje w „Gazecie Wyborczej” i „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Autor książek, m.in.: Praca w dywersji, Motyl. Ścibor-Rylski. 101 lat Polski, czyli opowieść o generale, Wojna w kanałach, Barykady ’44. Laureat Nagrody Historycznej tygodnika „Polityka” 2017 za najlepszy debiut. Kurator i współtwórca wystaw muzealnych w Polsce i na świecie, m.in.: Generał Stanisław Maczek i jego żołnierze, Powstali 1863–64, Zaginiony w Potopie. Królewski pałac Villa Regia, a także stałych ekspozycji w Memoriale gen. Maczka w Bredzie oraz w Polskim Instytucie Badawczym i Muzeum w Budapeszcie.
Rozmowy na s. 797, 885
DR MAREK REZLER
(ur. 1948) – historyk, regionalista, publicysta, popularyzator historii. Bada dzieje Wielkopolski, szczególnie udział jej mieszkańców w walkach o odzyskanie niepodległości. Autor wielu artykułów, audycji radiowych i książek historycznych, m.in. biografii: Emilia Sczaniecka 1804–1896, Piotr Wawrzyniak 1849–1910, Karol Marcinkowski 1800–1846, Hipolit Cegielski 1813–1868, a także monografii: Wielkopolska Wiosna Ludów 1848 roku. Zarys dziejów militarnych, Powstanie wielkopolskie 1918–1919, Wielkopolanie pod bronią 1768–1921. Udział mieszkańców regionu w powstaniach narodowych, Nie tylko orężem. Bohaterowie wielkopolskiej drogi do niepodległości.
Rozmowa na s. 537
DR JAN SZKUDLIŃSKI
(ur. 1979) – historyk, muzealnik, kierownik Działu Naukowego w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, kurator kilku sekcji tematycznych wystawy głównej, tłumacz. Do jego zainteresowań badawczych należą dzieje wojen i wojskowości XIX i XX w. W latach 2017–2019 kierownik Działu Historycznego Muzeum Miasta Gdyni. Od 2020 r. przygotowuje w Muzeum Gdańska nową wystawę stałą w oddziale Muzeum Poczty Polskiej. Od ponad 10 lat współpracuje z Fundacją LRE w projekcie Liberation Route Europe. Autor ścieżki edukacyjnej na Westerplatte. Przetłumaczył na język polski kilkadziesiąt książek historycznych i artykułów naukowych. Autor m.in. książki Chancellorsville 1863, kilkunastu artykułów naukowych dotyczących m.in. kontrowersji związanych z obroną Westerplatte oraz albumu Życie codzienne żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie 1939–1947 (z Mariuszem Gąsiorem i Arturem Wodzyńskim). Współpracował m.in. przy wystawach Westerplatte: Kurort – Bastion – Symbol (MIIWŚ), Luter w Gdyni (Muzeum Miasta Gdyni), Sucharski: Oblicza (Muzeum Gdańska).
Rozmowa na s. 719
PROF. DR HAB. JACEK TEBINKA
(ur. 1964) – historyk i politolog, profesor zwyczajny w Instytucie Politologii Uniwersytetu Gdańskiego. Interesują go stosunki brytyjsko-polskie w XX w., sprawa polska w II wojnie światowej, rola służb specjalnych w dyplomacji oraz historia zimnej wojny. Autor m.in. książek: „Wielka Brytania dotrzyma lojalnie swojego słowa”. Winston S. Churchill a Polska, Polska w brytyjskiej strategii wspierania ruchu oporu. Historia Sekcji Polskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE) (z Anną Zapalec). Wydał tomy: Polskie Dokumenty Dyplomatyczne 1941, Polskie Dokumenty Dyplomatyczne 1943 (z Piotrem Długołęckim), oraz zbiór dokumentów Na najwyższym szczeblu. Spotkania premierów Rzeczypospolitej Polskiej i Wielkiej Brytanii podczas II wojny światowej (z Markiem K. Kamińskim).
Rozmowa na s. 751
PROF. DR HAB. RAFAŁ WNUK
(ur. 1967) – historyk związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, współautor scenariusza wystawy głównej. Autor około 100 artykułów naukowych poświęconych historii II wojny światowej, powojennej konspiracji antykomunistycznej w Europie Środkowej i Wschodniej, pamięci kulturowej oraz kwestiom związanym z upamiętnieniami i muzeami. W latach 2002–2010 był redaktorem naczelnym półrocznika Instytutu Pamięci Narodowej „Pamięć i Sprawiedliwość”, a w latach 2001–2007 kierował zespołem autorów Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956. Popularyzator historii na portalach i kanałach Ohistorie i Historia BEZ KITU. Autor m.in. książek: „Za pierwszego Sowieta”. Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (wrzesień 1939 – czerwiec 1941), Leśni bracia. Podziemie antykomunistyczne na Litwie, Łotwie i w Estonii 1944–1956, Wojna po wojnie. Antysowieckie podziemie w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1944–1953 (z Grzegorzem Motyką, Tomaszem Stryjkiem i Adamem F. Baranem), Niezłomni czy realiści? Polskie podziemie antykomunistyczne bez patosu (ze Sławomirem Poleszakiem).
Rozmowa na s. 931
ADAM ZAMOYSKI
(ur. 1949) – historyk i eseista. Syn wojennych emigrantów, urodzony w Nowym Jorku, wychowany w Anglii, studiował historię i języki nowożytne na uniwersytecie w Oksfordzie. Autor 13 prac historycznych, w tym biografii Chopina, Paderewskiego, Stanisława Augusta, Napoleona oraz Izabeli Czartoryskiej, tłumaczonych na polski i inne języki. Jego historia Polski, wydana po polsku pierwotnie pod tytułem Własną drogą. Osobliwe dzieje Polaków i ich kultury, widniała w pierwszej dziesiątce na liście bestsellerów w Londynie przez siedem tygodni w 1987 r. i została wydana w tłumaczeniu na kilkanaście języków. Jego felietony ukazały się we wszystkich głównych gazetach brytyjskich. Były prezes zarządu Fundacji Książąt Czartoryskich, zaangażowany w renowację Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Uhonorowany przez Ministra Spraw Zagranicznych RP dyplomem za wybitne zasługi dla kultury polskiej na świecie w 1998 r. Komandor Orderu Odrodzenia Polski.
Rozmowa na s. 505
DR HAB. MARCIN ZAREMBA
(ur. 1966) – historyk i socjolog, absolwent i profesor Uniwersytetu Warszawskiego, pracuje na Wydziale Historii UW. Bada historię społeczną PRL-u. Współpracuje z „Więzią” i „Polityką” jako autor tekstów, współautor podcastu Polityka o historii i juror nagrody historycznej. Jego praca doktorska Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce dostała nagrody KLIO, „Polityki” i Ministra Kultury. Jego najważniejsze książki to Wielka trwoga. Polska 1944–1947. Ludowa reakcja na kryzys (Nagroda im. Jerzego Turowicza) i Wielkie rozczarowanie. Geneza rewolucji Solidarności (nagroda Historyczna Książka Roku im. Karola Modzelewskiego Polskiego Towarzystwa Historycznego, Nagroda Historyczna tygodnika „Polityka”, finalista Nagrody im. Kazimierza Moczarskiego).
Rozmowa na s. 1059
DR HAB. JERZY ZDRADA
(ur. 1936) – historyk, docent PAN, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się historią Polski i Europy w XIX w. W PRL-u wspierał KOR, od 1980 r. w Solidarności, w stanie wojennym w jej tajnych władzach RKW Małopolska i Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, w 1984 r. represyjnie zwolniony z pracy w PAN, kustosz w Bibliotece Jagiellońskiej. Członek Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, uczestnik obrad Okrągłego Stołu. Po 1989 r. polityk, poseł na sejm w latach 1989–1997, wiceminister edukacji narodowej. Wiceprzewodniczący Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa, członek Komisji Spraw Europejskich Polskiej Akademii Umiejętności, w latach 2005–2020 przewodniczący Rady Kuratorów Ossolineum. Odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Autor wielu artykułów naukowych i monografii, m.in.: Zmierzch Czartoryskich, Jarosław Dąbrowski 1836–1871, Dziennik 1914–1918 Jana Dąbrowskiego (redakcja), Wielka Emigracja po Powstaniu Listopadowym (w serii „Dzieje Narodu i Państwa Polskiego”), Sprawa polska w okresie powstania styczniowego, Historia Polski 1795–1914, współautor Historii dyplomacji polskiej (t. 3.) i Historii dyplomacji polskiej X–XX w.
Rozmowa na s. 221
ADAM MICHNIK
(ur. 1946) – historyk, publicysta, eseista, intelektualista, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”. Jedna z najważniejszych postaci powojennej historii Polski, w PRL-u działacz KOR-u, doradca Solidarności, filar opozycji demokratycznej, wieloletni więzień polityczny. Współtwórca i uczestnik obrad Okrągłego Stołu. Jego artykuł Wasz prezydent, nasz premier, opublikowany w „Gazecie Wyborczej” 3 lipca 1989 r., okazał się przełomowy dla transformacji politycznej w Polsce i powstania III Rzeczypospolitej. W 2000 r. Międzynarodowy Instytut Prasy umieścił go na liście 50 Bohaterów Wolności Prasy, a w 2006 r. dziennik „Financial Times” – wśród 20 najbardziej wpływowych dziennikarzy świata. W 2010 r. został odznaczony Orderem Orła Białego. Autor esejów fundamentalnych dla polskiej myśli polityczno-społecznej. Do najważniejszych należą: Kościół, lewica, dialog, wydany przez paryski Instytut Literacki w 1977 r., Cienie zapomnianych przodków, Rozmowa w Cytadeli, Z dziejów honoru w Polsce. Wypisy więzienne, W poszukiwaniu utraconego sensu, Między Panem a Plebanem (z ks. Józefem Tischnerem i Jackiem Żakowskim), Wściekłość i wstyd, W cieniu totalitaryzmu.
Rozmowa na s. 1221
Rozmowy przeprowadził:
MIROSŁAW MACIOROWSKI
(ur. 1963) – dziennikarz, publicysta, od 1992 r. pracuje w „Gazecie Wyborczej”. Z wykształcenia inżynier, z zamiłowania popularyzator historii. Od 2016 r. szef tygodnika „Ale Historia”, a od 2022 r. również sobotniego „Magazynu” „Gazety Wyborczej”. Autor wielu artykułów i rozmów, a także książek Sami swoi i obcy oraz Władcy Polski. Historia na nowo opowiedziana (z Beatą Maciejewską).
NIE TRAĆCIE NADZIEI
INSUREKCJA KOŚCIUSZKOWSKA
Mirosław Maciorowski: Amerykański biograf Tadeusza Kościuszki Alex Storozynski książkę o nim zaczął od perypetii miłosnych bohatera: przyszły naczelnik insurekcji zakochał się z wzajemnością w pannie Ludwice Sosnowskiej, jednak jej ojciec nie pozwolił na ożenek. Autor jakby sugerował, że bohatera narodowego Polacy zawdzięczają jego niedoszłemu teściowi, który skierował Kościuszkę na właściwą drogę.
Prof. Richard Butterwick: Sprawa musiała być poważna, skoro Kościuszko postanowił porwać pannę Ludwikę – oczywiście za jej zgodą. Niestety, podczas ucieczki zostali zatrzymani przez ludzi jej ojca. Ludwika została siłą wyciągnięta z powozu i odstawiona do domu. Józefowi Sosnowskiemu nie mieściło się w głowie, że jego córka może wyjść za kogoś takiego jak Kościuszko.
Według prof. Tadeusza Korzona Kościuszko usłyszał od niego: „Synogarlice nie dla wróbli, a córki magnackie nie dla drobnych szlachetków”.
Sosnowski to był jednak magnat, hetman polny litewski, cóż mógł dla niego znaczyć taki Kościuszko? Wprawdzie szlachcic, obiecujący inżynier wojskowy kształcony w Warszawie, ale chudopachołek.
Po próbie porwania wybuchł skandal, Kościuszko musiał uciekać i wkrótce znalazł się na statku płynącym do Ameryki. Rzeczywiście więc ten epizod okazał się przełomowy w jego życiu i karierze wojskowej.
Ludwika wyszła potem za Józefa Aleksandra Lubomirskiego, co prawda księcia, ale utracjusza, który podobno przegrał w karty majątek na Podolu. A Kościuszko nigdy się nie ożenił i chyba nawet nie zakochał.
Zwykle mierzył za wysoko albo miał po prostu pecha. Spotykał się z niezrozumieniem ojców i opiekunów atrakcyjnych panien. Ale czy się nie zakochał? On się często zakochiwał, zyskał wręcz wizerunek nieszczęśliwego amanta, który marzy o miłości, ale nie może jej znaleźć.
Być może to jednak był kamuflaż, bo później Kościuszko miał liczne relacje z kobietami, dużo młodszymi, atrakcyjnymi. To, że nigdy się nie ożenił, nie oznacza, że nie miał udanych związków.
Ale hetmanowi Sosnowskiemu nie miał czym zaimponować. Kościuszkowie byli ledwie średniozamożną szlachtą.
Właściwie biedną, w każdym razie raczej w dolnych niż górnych rejonach średniej szlachty. Ich rodowym majątkiem były Siechnowicze, 30 km od Brześcia, w województwie brzeskolitewskim [dziś na Białorusi]. Obejmował on pobliskie wsie i przysiółki, a siedzibą rodu był dworek we wsi Mereczowszczyzna, gdzie 4 lutego 1746 r. urodził się Tadeusz.
To jeden z najspokojniejszych zakątków ówczesnej Rzeczypospolitej. Głęboka prowincja, niewiele tam się działo. Niedaleko zaczynały się poleskie bagna.
Kościuszko oczywiście nie był prostym Poleszukiem, choć niewątpliwie nie był to dla niego świat odległy.
Jego ojciec Ludwik Tadeusz wraz z żoną Teklą z Ratomskich dochowali się czworga dzieci: córek – Anny i Katarzyny, oraz synów – Józefa i najmłodszego Tadeusza.
Co to w połowie XVIII w. znaczyło być niezamożną szlachtą?
Żeby mieć szansę na jakikolwiek awans, trzeba było mieć możnego protektora. I Kościuszkowie go mieli – pomagał im książę Adam Kazimierz Czartoryski (1734–1823), jeden z przywódców Familii, najpotężniejszego wówczas stronnictwa magnackiego. Nie można by znaleźć lepszego, ale to był mimo wszystko protektor odległy, a nie z sąsiedztwa, co miało znaczenie.
Kościuszkowie jakoś sobie jednak na tym odludziu radzili, skoro stać ich było na wysłanie synów do kolegium pijarów w Lubieszowie na Polesiu [dziś w Ukrainie].
I to było bardzo dobre wykształcenie. Wprawdzie reforma szkół pijarskich przeprowadzona przez Stanisława Konarskiego w Wielkim Księstwie Litewskim przyjmowała się z oporami i wolniej niż w Koronie, ale kiedy Kościuszko zaczynał w Lubieszowie naukę, zmiany już tam dotarły.
Na czym polegały?
Kolegia pijarskie wychowywały szlacheckich synów przede wszystkim na dobrych chrześcijan. W Bibliotece Kórnickiej zachował się zeszyt do religii Kościuszki, w którym widać, jak starannie przyswajał on pacierze, kazania i prawdy wiary. Nic nie zapowiadało, że kiedyś stanie się krytykiem hierarchów. Po reformie Konarskiego kolegia nadal wychowywały uczniów na dobrych chrześcijan, ale jednocześnie kładły nacisk na to, by wypuszczać w świat dobrych obywateli. Takie podejście jest charakterystyczne dla całego oświeconego katolicyzmu czy katolickiego oświecenia. Pijarzy wpajali uczniom, że szlachectwo polega nie tylko na dobrym urodzeniu, lecz także na cnocie, godnym postępowaniu i angażowaniu się w sprawy ważne dla ogółu. Należy zasłużyć na szlacheckie przywileje, a nie wyłącznie z nich korzystać.
Reforma unowocześniła kolegia. Pojawiły się nowe kierunki kształcenia i przedmioty. W prowincjonalnym Lubieszowie, w czasie gdy uczyli się tam Tadeusz z bratem, nie prowadzono może jeszcze doświadczeń, które potwierdzałyby teorie Isaaca Newtona, ale w większych ośrodkach już owszem.
Zresztą również jezuici zreformowali swoje kolegia, a nawet zdystansowali pijarów, zwłaszcza w Wielkim Księstwie Litewskim, gdzie działał prowadzony przez nich Uniwersytet Wileński.
Mimo że do Lubieszowa z Mereczowszczyzny nie było bardzo daleko, bracia musieli mieszkać w internacie. To oczywiście dużo kosztowało, więc kiedy w 1758 r. zmarł ich ojciec i pogorszyła się sytuacja finansowa rodziny, chłopcy musieli wrócić do domu, nie ukończywszy szkoły.
KU OŚWIECENIU
Kilka lat Tadeusz spędził w rodzinnym domu. Ale w 1765 r. wyjechał do Warszawy, by w wieku 19 lat wstąpić do Szkoły Rycerskiej. Bez protekcji księcia Czartoryskiego chyba nie mógłby się tam dostać?
Oczywiście. Ktoś jednak dostrzegł jego zdolności: Kościuszko był dobry z rachunków i świetnie rysował. Do Szkoły Rycerskiej, czyli Akademii Szlacheckiego Korpusu Kadetów Jego Królewskiej Mości i Rzeczypospolitej, jak brzmiała jej pełna nazwa, został przyjęty jako jeden z najstarszych uczniów.
Wyrwał się z zaścianka, ku oświeceniu.
Unikałbym słowa „zaścianek”, ponieważ sugeruje miejsce zacofane, w którym zagrodowa szlachta gospodaruje sama, bez poddanych chłopów. Kościuszkowie nie byli zaściankową szlachtą, a kolegium w Lubieszowie, choć prowincjonalne, po reformie Konarskiego miało już rys nowoczesności. Ale niewątpliwie nauka w Szkole Rycerskiej była wielkim krokiem w kierunku „wieku świateł”.
Z opisów i świadectw wynika, że ta szkoła była miejscem wyjątkowym.
Zgadzam się. Iluż to królów Polski od czasu Władysława IV obiecywało w pacta conventa, że stworzy akademię wojskową z prawdziwego zdarzenia? I dopiero Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu (1732–1798) się udało. W dodatku ufundował ją początkowo z własnej sakiewki, bardzo już wtedy zadłużonej. Znalazł odpowiednie pomieszczenie w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie, gdzie mieści się dziś rektorat Uniwersytetu Warszawskiego, a komendę powierzył księciu Adamowi Kazimierzowi Czartoryskiemu, który sprowadził wybitnych pedagogów z całej Europy.
To była instytucja wyjątkowa m.in. dlatego, że nie obowiązywało w niej kryterium majątkowe, dzięki czemu była dostępna dla ogółu szlachty.
Podstawą była edukacja wojskowa, bo chodziło o wykształcenie przyszłych oficerów. W programie zajęć znalazły się więc musztra, gimnastyka, nauka fechtunku, taktyki, a także przedmioty techniczne: rysunek, matematyka i sztuka fortyfikowania. Kadeci uczyli się również historii, literatury, języków nowożytnych i łaciny. Zdobywali gruntowne wykształcenie wojskowe oraz ogólne, co stawiało Szkołę Rycerską w pierwszym rzędzie takich instytucji w Europie. Religia oczywiście też była, kadeci chodzili na msze, do spowiedzi, co traktowano jako element wychowania obywatelskiego.
Kościuszko dobrze się uczył?
Jego umiejętności, szczególnie jeśli chodzi o przedmioty ścisłe, zostały docenione. Został w szkole instruktorem, a w 1769 r. wytypowano go do wyjazdu do Paryża, gdzie miał kontynuować kształcenie.
Naukę najzdolniejszych absolwentów nad Sekwaną finansowali król Stanisław August i książę Czartoryski. Młodzi oficerowie – Kościuszko przed wyjazdem został awansowany na kapitana – mieli we Francji zgłębiać tajniki artylerii, architektury militarnej, a przede wszystkim budowy fortyfikacji. Bo Francuzi od czasów Ludwika XIV byli mistrzami w tej dziedzinie.
Kościuszki nie było stać na zapisanie się do francuskiej Akademii Wojskowej, z kolei do Królewskiej Szkoły Inżynierii w Mézières przyjmowano wyłącznie Francuzów. Podjął więc studia rysunkowe w paryskiej Królewskiej Akademii Malarstwa i Rzeźby, ale udało mu się też zdobyć wiedzę o fortyfikacjach na kursach przygotowujących dla kandydatów do Akademii Wojskowej. Łatwo ją przyswajał, bo był niezwykle uzdolniony technicznie.
Wybitny historyk prof. Andrzej Zahorski uznał pobyt Kościuszki we Francji za ważny dla kształtowania jego poglądów.
Francja początku lat 70. XVIII w. była monarchią rządzoną przez Burbonów, mocno hierarchiczną i katolicką. Sytuacja mniejszości wyznaniowych była w niej trudniejsza niż w wielowyznaniowej Rzeczypospolitej, gdzie innowiercy niemal bez przeszkód wyznawali swoje religie.
W ówczesnej Francji życie na pozór było uporządkowane, role w strukturze władzy i społeczeństwie – od wieków ustalone, ale nastroje buzowały. Ukazywały się już dzieła Jeana-Jacques’a Rousseau, Woltera, działali Denis Diderot i encyklopedyści. Do rewolucji było wciąż daleko, ale majaczyła już na horyzoncie. Kościuszko stykał się z tymi nowymi prądami i nie mogły być mu obojętne.
Wrócił do Rzeczypospolitej w połowie 1774 r., po prawie pięciu latach.
Ominęła go zawierucha konfederacji barskiej, ale kraj się zmienił. Dwa lata wcześniej nastąpił I rozbiór Rzeczypospolitej.
OBROŃCA AMERYKI
To był trudny okres dla Kościuszki – po powrocie toczył spór z bratem o majątek i mieszkał kątem u stryja Jana Nepomucena. Właśnie wtedy zaczął dorabiać u hetmana Sosnowskiego jako nauczyciel panny Ludwiki. Już wiemy, jak się to nauczanie skończyło.
Po ucieczce próbował najpierw zaciągnąć się do armii Saksonii, a kiedy mu się nie udało, wrócił do Paryża. Dotarł tam pod koniec 1775 r. bez pieniędzy i perspektyw. Ale za oceanem akurat wybuchła rewolucja amerykańska, czyli wojna 13 kolonii przeciwko Anglii, która potrwa do 1783 r. Francja oczywiście stała po stronie kolonii, w Paryżu organizowano zaciągi do amerykańskiej armii, która potrzebowała oficerów. I Kościuszko się zgłosił.
Zawsze intrygowało mnie, jak wyglądał początek jego kariery za oceanem. Nikomu nieznany człowiek przypływa do Filadelfii, gdzie obraduje Kongres Kontynentalny, idzie do Wydziału Wojny, mówi: „Dzień dobry, jestem z Polski, nazywam się Kościuszko. Czy mógłbym budować dla was fortyfikacje?”, i zostaje przyjęty?
Tak łatwo nie było. Kościuszko najpierw uzyskał ważną rekomendację, i to od nie byle kogo, bo od samego Benjamina Franklina, sławnego naukowca i jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych. Franklin jako poseł podróżował do Francji, gdzie zabiegał o pomoc dla kolonii. Uwielbiano go na paryskich salonach i na dworze. Był kwakrem – cechowała go skromność, szczerość i prostota w zachowaniu, co bardzo się tam podobało. Wolter sławił kwakrów w swoich Listach o Anglikach (1734) i stawiał ich za wzór dla francuskiej katolickiej arystokratycznej hierarchii.
Przypuszczam, że Kościuszko mógł się Franklinowi spodobać, bo jego sposób bycia również cechowała prostota i szczerość. Przekonał Franklina, że wprawdzie nie ma formalnych kwalifikacji, ale może zdać egzamin z inżynierii i zasad fortyfikowania. Franklin się zgodził, a Kościuszko wykorzystał szansę.
Jego karierę można chyba określić jako błyskotliwą.
Bez dwóch zdań! Przede wszystkim została poparta solidnymi osiągnięciami. Kościuszko był najlepszym inżynierem wojskowym wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Zbudował fortyfikacje, które stawały się skutecznymi przeszkodami dla wojsk brytyjskich, choćby pod Saratogą. Amerykanie zadali tam klęskę armii angielskiej gen. Johna Burgoyne’a, co okazało się przełomowe dla całej wojny.
Kościuszko znakomicie ufortyfikował także West Point, co z kolei pozwoliło Amerykanom kontrolować ruch na rzece Hudson. Zostało to wysoko ocenione przez Jerzego Waszyngtona, naczelnego dowódcę amerykańskiej Armii Kontynentalnej, a od 1789 r. pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Kościuszko zaprzyjaźnił się też z Thomasem Jeffersonem, który w 1801 r. zostanie trzecim prezydentem Stanów.
Ta przyjaźń przetrwa lata. Kościuszko w Ameryce nie dowodził, jak Kazimierz Pułaski, szarżami kawaleryjskimi. Jego działania były jednak bardzo konkretne, a sukcesy namacalne i osiągnięte w kluczowych momentach wojny. Niewątpliwie walnie przyczynił się do ostatecznego zwycięstwa Amerykanów.
W dowód najwyższego uznania został przyjęty do Towarzystwa Cyncynatów, niezwykle prestiżowej organizacji kultywującej wartości republikańskie, która skupiała najbardziej zasłużonych oficerów wojny amerykańskiej.
Lucjusz Kwinkcjusz Cyncynat, od którego wzięło nazwę, to postać symboliczna. Gdy w połowie V w. p.n.e. Rzymowi groziła wojna, senat obwołał go dyktatorem. Cyncynat o nominacji dowiedział się, kiedy orał pole. Natychmiast odstawił pług i ruszył ratować kraj. Potem sytuacja się powtórzyła: Rzym ponownie znalazł się w zagrożeniu, a Cyncynat jeszcze raz odstawił pług i ruszył do walki. A gdy ocalił już kraj, znów wrócił do orki. Był uosobieniem cnót obywatela, który w każdej chwili jest gotów poświęcić się dla ojczyzny.
Kościuszko został więc uhonorowany wyróżnieniem najwyższej rangi. Na odjezdnym dostał też awans na generała brygady.
VIRTUTI MILITARI
Spędził w Ameryce aż osiem lat. Wracał do kraju, w którym miało wkrótce dojść do przełomowych wydarzeń: obrad Sejmu Wielkiego i uchwalenia Konstytucji 3 maja.
Wrócił w 1784 r., na cztery lata przed Sejmem Wielkim. Nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić, bo wprawdzie był sławnym generałem, który walczył o niepodległość Stanów Zjednoczonych, jednak nie było dla niego miejsca w armii, która pod presją Rosji została zredukowana do zaledwie 18 tys. żołnierzy. Próbował utrzymać się z majątku w Siechnowiczach, ale nie okazał się skutecznym gospodarzem.
Przeszkodą w osiąganiu zysków były m.in. zasady, którym hołdował. Uważał bowiem, że z chłopami trzeba obchodzić się humanitarnie. Nie stać go było na całkowite zniesienie poddaństwa, ale obniżył pańszczyznę o połowę i zakazał chłosty. Okazał się ludzkim panem, co nie przysporzyło mu dochodu. Majątku nie pomnożył.
Dopiero Sejm Czteroletni stanowił przełom w jego życiu.
Po uchwaleniu przez posłów tzw. aukcji wojska, czyli zwiększenia jego liczebności do 100 tys. żołnierzy, Kościuszko dostał etat generalski w armii koronnej. Wkrótce potem, w styczniu 1792 r., Rosja wygrała wojnę z Turcją i przerzuciła siły do walki z Rzecząpospolitą. W maju zaczęła się wojna w obronie Konstytucji 3 maja.
Wolałby służyć w armii litewskiej. Początkowo trafił do obcej mu Wielkopolski, później na Ukrainę. W momencie wybuchu wojny polsko-litewska armia osiągnęła dopiero mniej więcej połowę stanu uchwalonego przez Sejm Wielki. W dodatku w znacznej mierze składała się z niewyszkolonych rekrutów, którzy mieli stawić czoła potężnej armii rosyjskiej.
Zbliżała się ona z dwóch kierunków: Rosjan idących na Warszawę z północnego wschodu, od strony Wilna, miała powstrzymać słabsza armia litewska, a dużo silniejsza armia koronna, dowodzona przez księcia Józefa Poniatowskiego [więcej o nim w rozmowie na s. 95], jednocześnie wodza całych wojsk, szykowała się do odparcia ataku na południowym wschodzie.
Armia koronna była podzielona na dwie dywizje: wołyńską i ukraińską. Kościuszko był ważnym dowódcą w tej drugiej. Dostał pod komendę siły liczące 4,5 tys. żołnierzy, które tworzyły ariergardę całych wojsk koronnych. Miały osłaniać w najniebezpieczniejszych momentach ich odwrót z samego krańca Rzeczypospolitej w głąb kraju.
Był to odwrót planowany, ponieważ ponad 60-tysięczna rosyjska armia dowodzona przez gen. Michaiła Kachowskiego chciała zamknąć w okrążeniu siły Poniatowskiego.
Tak. Dysponując tak dużymi siłami rozłożonymi wokół granicy Rzeczypospolitej, która w południowo-wschodniej części miała wydłużony kształt, Rosjanie atakowali jednocześnie frontalnie oraz z obu flank. Polacy zdołali uciec z tej pułapki, w czym udział miał Kościuszko. Zresztą nie tylko się wymknęli – księciu Józefowi Poniatowskiemu udało się jeszcze w trakcie odwrotu wygrać bitwę pod Zieleńcami (18 czerwca 1792). Około 15-tysięczne polskie wojska starły się tam z 11-tysięczną armią gen. Iraklija Morkowa, która stanowiła część sił Kachowskiego. Rosjanie pod naporem Polaków musieli się wycofać. Po pewnym czasie wrócili na opuszczone pole bitwy, żeby stworzyć wrażenie wygranej, i wtedy Kościuszko mógł ich zaatakować, ale ostatecznie zrezygnował – słusznie uznał, że ma zbyt szczupłe siły.
Zieleńce to pierwsza zwycięska bitwa Polaków od czasów Jana III Sobieskiego. Wiele lat wierzyłem, że pod jej wpływem król Stanisław August ustanowił wojenny Order Virtuti Militari.
To mit. W rzeczywistości król, za namową księcia Józefa, ustanowił to odznaczenie wcześniej. Medal został wybity jeszcze przed bitwą, a na front pierwsze egzemplarze dotarły tuż po niej. Okazja była zbyt dobra, żeby ją zmarnować, wykorzystano więc Zieleńce propagandowo.
Pierwsze ordery 25 czerwca otrzymali: Kościuszko, Poniatowski, jego prawa ręka gen. Michał Wielhorski i gen. Józef Zajączek, dowódca pułku straży przedniej, który zasłużył się pod Zieleńcami.
Kolejność była inna: pierwszy w historii Order Virtuti Militari dostał książę Poniatowski, drugi – Kościuszko, a trzeci – Zajączek.
Jakże odmiennie potoczyły się później ich kariery…
Rzeczywiście, Kościuszko został bohaterem bez skazy, symbolem republikanina, który w polskim panteonie ma miejsce wyłącznie dzięki własnym talentom. Książę Józef już tak wielbiony nie był, bo ówcześni Polacy widzieli w nim wysoko urodzonego, uprzywilejowanego, zepsutego utracjusza. Dopiero kilkanaście lat później, w czasach Księstwa Warszawskiego, zyska tytuł do chwały, gdy w bitwie pod Raszynem z fajką w zębach poprowadzi natarcie na Austriaków. Jego legendę ugruntuje bohaterska śmierć w 1813 r. pod Lipskiem.
Jeśli zaś chodzi o Józefa Zajączka (1752–1826), to dość smutna opowieść. W 1794 r. radykalny jakobin, później nieustraszony dowódca w służbie Napoleona Bonapartego, skończył jednak żywot jako reakcjonista, pogardzany przez Polaków namiestnik cara w Królestwie Kongresowym.
ODWRÓT, CZYLI SUKCES
Równo miesiąc po Zieleńcach Kościuszko stoczył własną bitwę, pod Dubienką.
Miejsce było specyficzne – nad Bugiem i przy granicy z austriacką już wówczas Galicją. Gdy został tam osaczony przez znacznie silniejsze wojska Kachowskiego, zrobił to, co umiał najlepiej – ufortyfikował teren i bronił się na nim. I to skutecznie, bo Polacy zadawali Rosjanom duże straty. Kachowski zdecydował się jednak na manewr, który zmienił sytuację. Zaatakował przez terytorium Galicji, czyli naruszył austriacką granicę, i zagroził Kościuszce okrążeniem. Zmusił w ten sposób Polaków do odwrotu – wycofali się do Chełma na Lubelszczyźnie.
Kościuszko uznał bitwę za przegraną i tak ją opisał w raporcie dla księcia Józefa. Ale potem sporządził drugi, w którym stwierdził, że odwrót został wymuszony, dywizja biła się dzielnie i nie straciła zdolności bojowych. Król ogłosił więc zwycięstwo. Historyk Adam Skałkowski, który bardzo krytycznie oceniał umiejętności wojskowe Kościuszki, pisał, że opowieści o sukcesie pod Dubienką to budowanie jego legendy, a nie realna ocena.
Cóż, to jeden z elementów odwiecznego sporu między zwolennikami księcia Józefa a zwolennikami Kościuszki o to, który z nich był większym wodzem podczas wojny w obronie Konstytucji 3 maja. Tego sporu nie da się rozstrzygnąć.
Pod Dubienką formalnie Rosjanie wygrali, ponieważ Polacy musieli się wycofać. Jednak dzięki temu manewrowi Kościuszko zachował wojsko i zdolność bojową. Można więc powiedzieć, że przegrał, ale mimo wszystko był to sukces. W każdym razie o Kościuszce po Dubience rozpisywały się warszawskie gazety – stał się sławny.
Ale była to gorzka sława, bo ledwie pięć dni po tej bitwie, 23 lipca, król przystąpił do konfederacji targowickiej, co oznaczało koniec wojny w obronie konstytucji. Wielu historyków, w tym pan, ocenia krok Stanisława Augusta jako przedwczesny.
Kontrowersyjna decyzja. Do Warszawy z dwóch kierunków zbliżały się silne armie rosyjskie, a caryca Katarzyna II sięgnęła po szantaż, zapowiadając w liście do króla najstraszliwsze konsekwencje w razie kontynuowania walki – w tym kontekście można zrozumieć rozkaz króla nakazujący wojsku powrót do kwater. Zresztą zgadzała się z tym większość ludzi z jego otoczenia, choć nie wszyscy.
Żołnierze i dowódcy na froncie uważali, że należy bić się dalej. Wojna nie została rozstrzygnięta, a dzięki zaciekłemu oporowi można było wiele ugrać.
Z pewnością konsekwencje decyzji króla były fatalne, ale w razie dalszej walki skutki mogłyby również okazać się katastrofalne. Z drugiej strony, nawet niewielki sukces – wygrana bitwa czy dwie – mógł odwrócić sytuację.
Armia nadal była silna, można było starać się coś wynegocjować.
Tak uważał marszałek Sejmu Wielkiego Stanisław Małachowski.
Białoruski historyk Vadzim Anipiarkou z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zbadał rosyjską korespondencję wojskową z tej wojny i ustalił, że carscy dowódcy byli zaskoczeni postawą Polaków. Armie, koronna i litewska, stawiły silny opór. Rosjanie oddalili się od swoich baz zaopatrzeniowych, a Polacy mieli z każdym dniem coraz więcej rekrutów i krótsze linie logistyczne. Wynik walnej bitwy pod Warszawą był nie do przewidzenia. W każdym razie istniała jakaś szansa. Można było podjąć rozmowy, ale nie z konfederatami targowickimi, tylko bezpośrednio z Rosjanami. Płaton Zubow, kochanek i najbliższy doradca Katarzyny, pisał zresztą w listach, że prędzej czy później musi dojść do negocjacji z królem Polski.
Można więc postawić tezę, że postanowienie Stanisława Augusta o kapitulacji było przedwczesne. Choć oczywiście łatwo nam po latach wyrokować, co należało, a czego nie powinno się wtedy zrobić. Król uważał, że ratuje tysiące ludzkich istnień i byt państwa. Na pewno nie było mu łatwo podjąć taką decyzję.
Po kapitulacji Kościuszko poprosił króla o dymisję i ją otrzymał. Z Warszawy pojechał do majątku Czartoryskich w Sieniawie, a stamtąd do Lipska, który stał się centrum polskiej opozycji na emigracji.
POCZĄTEK AGONII
Jak wyglądała sytuacja w Koronie i na Litwie po kapitulacji?
Rządy objęła kontrrewolucja, czyli elita konfederacji targowickiej w Koronie: Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski i Franciszek Ksawery Branicki oraz ich akolici. Faktycznymi szefami odrębnej konfederacji litewskiej byli bracia Szymon i Józef Kossakowscy. We wrześniu obie konfederacje – koronna i litewska – zostały połączone w konfederację generalną i w ten sposób władza została scentralizowana.
Targowiczanie próbowali pozyskać ogół szlachty, ale to im się nie udało. Wspierani przez Rosjan, stosowali represje, by wymusić posłuch, jednak też bez rezultatu. Wprowadzali cenzurę albo po prostu likwidowali czasopisma, w których niemiłosiernie ich wyszydzano i ośmieszano. Niepokornych karali sekwestrami i konfiskatami majątków. Niezadowolenie w kraju było powszechne, m.in. z powodu uciążliwego, wymuszanego na szlachcie kwaterunku wojsk rosyjskich.
Szczęsny Potocki snuł wizje urządzenia Rzeczypospolitej po nowemu: chciał dzielić kraj na nowe prowincje, województwa i powiaty. Katarzyna II sprowadziła targowiczan na ziemię, kiedy 23 stycznia 1793 r. zawarła z Prusami porozumienie o II rozbiorze.
W lutym jej ambasadorem nadzwyczajnym i pełnomocnym przy królu został gen. Jakob Sievers, który miał doprowadzić do zaakceptowania rozbioru przez sejm. Imperatorowej zależało, żeby tak jak w przypadku I rozbioru zachować pozory legalizmu. Po kilku miesiącach obrad sejm grodzieński, ostatni w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów, przegłosował zgodę na cesję części ziem polskich i litewskich na rzecz Rosji i Prus. Sievers przekupił i zastraszył posłów, aby do tego doprowadzić.
Ambasador Rosji został odwołany. Podobno naraził się carycy, bo zgodził się na przywrócenie odznaczeń wojskowych uczestnikom wojny w obronie Konstytucji 3 maja. W Boże Narodzenie 1793 r. zastąpił go w Warszawie gen. Otto vel Osip Igelström, który zintensyfikował represje.
Jak wyglądały jego rządy, opowiedział Wacław Tokarz w klasycznym dziele polskiej historiografii Warszawa przed wybuchem powstania 17 kwietnia 1794 roku (1911). Represje, donosy, sieć szpicli inwigilujących warszawiaków, zastraszanie niepokornych. A jednocześnie coraz większa bieda.
Warszawa od lat 50. XVIII w. przeżywała boom. Był tu dwór królewski – saski, a potem stanisławowski – były pałace magnackie, miasto intensywnie się rozwijało. O ile w latach 50. liczba mieszkańców wynosiła 25–30 tys., o tyle już pod koniec Sejmu Czteroletniego sięgała 120 tys. Jednak po wojnie i obaleniu Konstytucji 3 maja ludzie zaczęli wyjeżdżać. W dodatku w 1793 r. doszło do krachu dwóch głównych banków – Piotra Fergussona Teppera i Antoniego Protazego Potockiego. Dla Warszawy nastały trudne czasy.
Problemy życia codziennego zbiegły się z brutalną okupacją. Igelström został przysłany do Polski właśnie po to, by gnębić. I gnębił. Bez żadnych wahań ani hamulców.
Warszawiakom pozostało jedynie wciąż bogate życie kulturalne, choć wkrótce i ono zostało poddane ograniczeniom. Entuzjastycznie przyjęta opera Wojciecha Bogusławskiego Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale, zawierająca odniesienia do sytuacji politycznej, w jakiej znalazła się Rzeczpospolita, miała premierę 1 marca 1794 r. Jednak została zdjęta już po dwóch przedstawieniach.
Czy brutalne rządy Igelströma wpłynęły na to, że już trzy miesiące po jego przybyciu do Warszawy wybuchła insurekcja, nazwana później kościuszkowską?
Niewątpliwie tak. Szlachta czuła się upokorzona i oszukana. Oczywiście byli tacy, którzy uważali, że mimo wszystko trzeba próbować działań politycznych. Wprawdzie doszło do kolejnego rozbioru, okrojona Rzeczpospolita stała się jakimś dziwnym kadłubkiem i została poddana władzy Rosji, ale wciąż istniała. W tym duchu podczas sejmu grodzieńskiego próbowała działać grupa posłów opozycyjnych współpracujących z królem, tzw. opcja grodzieńska, opisana niegdyś przez znakomitego historyka, nieżyjącego już dr. Łukasza Kądzielę.
Większość elit i społeczeństwa nie miała jednak złudzeń i bieżące wydarzenia oceniała jako początek agonii państwa. Badania prof. Zofii Zielińskiej potwierdziły, że po II rozbiorze caryca Katarzyna podjęła decyzję, że Rzeczpospolita przestanie istnieć. Kwestią otwartą pozostawało tylko, kiedy i na jakich zasadach. Czy Rosja będzie się nią dzielić z Prusami i Austrią, czy też nie? W każdym razie dni okrojonej Rzeczypospolitej były policzone.
NAJLEPSZY KANDYDAT
Za początek insurekcji, czyli powstania o charakterze wyzwoleńczym, przyjmuje się zwykle 24 marca 1794 r. Tego dnia po mszy w domku loretańskim przy kościele Kapucynów w Krakowie Kościuszko i gen. Józef Wodzicki poświęcili szable, przysięgając poświęcenie życia za wiarę i ojczyznę.
Potem Kościuszko ogłosił się Najwyższym Naczelnikiem Siły Zbrojnej Narodowej i złożył słynną przysięgę na Rynku Głównym. Jednak powstanie w zasadzie już wtedy trwało, bo 12 marca zbuntowała się stacjonująca w Ostrołęce brygada kawalerii Antoniego Madalińskiego.
To był akt desperacji. Madaliński zdawał sobie sprawę, że jego brygada, licząca 1,2 tys. żołnierzy, wkrótce przestanie istnieć – on zostanie zdymisjonowany, a żołnierze zostaną przymusowo wcieleni do wojska rosyjskiego.
Katarzyna II szykowała się wtedy do kolejnej wojny z imperium osmańskim, więc musiała skoncentrować nad jego granicą swoje najlepsze jednostki. Ale żeby to zrobić, musiała też zadbać o spokój w Rzeczypospolitej. Dlatego zaplanowana po wojnie 1792 r. redukcja wojsk koronnych i litewskich została przyspieszona. Żołnierze nie dostali żołdu, a nawet zarekwirowano im jedzenie. Madaliński uznał, że nie ma nic do stracenia, tym bardziej że w kraju wrzało, a atmosfera była już mocno rewolucyjna. Istniała nieźle rozbudowana sieć konspiracyjna, która przekazywała sobie informacje. Wszyscy wiedzieli, że szykuje się insurekcja i że ma się ona zacząć w Krakowie, gdzie niedługo pojawi się Kościuszko. Wiara w sens walki była duża, ludzie uważali, że skoro o mało co nie pobiliśmy Rosjan w 1792 r., to może teraz się uda.
Kiedy Madaliński się zbuntował i opuścił Ostrołękę ze swoją brygadą, Stanisław August wezwał go do powrotu. Król sądził, że brygadier upomina się wyłącznie o żołd, więc obiecał, że jakoś załatwi pieniądze. Ale Madalińskiemu i jego żołnierzom nie chodziło tylko o to, dlatego go nie posłuchali i podążyli do Krakowa. A gdy po drodze spotkali Prusaków, po prostu ich zmietli.
Rosjanie byli zaskoczeni. Spodziewali się powstania w Warszawie i tam byli czujni. Tymczasem wybuchło zupełnie gdzie indziej.
Dlaczego to właśnie Kościuszko stanął na jego czele? Ludzie opozycji, którzy w Lipsku przygotowywali powstanie, mogli przecież postawić na kogoś innego, np. na księcia Józefa Poniatowskiego.
Książę był absolutnie zdyskwalifikowany. Wprawdzie w wojnie w 1792 r. dowodził bohatersko, a nawet pod jej koniec szukał śmierci na polu walki, ale jako bratanek króla był obciążony rodzinnie, wręcz skompromitowany. Wszyscy wiedzieli, że bardzo już niepopularny Stanisław August finansował go i spłacał jego długi. Jednak kiedy wybuchła insurekcja, książę stawił się do walki i zgodził się być podkomendnym Kościuszki, człowieka o wiele niżej urodzonego, co akurat o księciu dobrze świadczy.
Kościuszko miał niewątpliwy atut: nie był księciem Józefem ani żadnym generałem arystokratą, tylko zwykłym szlachcicem, którego otaczała aura romantycznej sławy. Miał opinię wybitnego dowódcy, na którą zapracował w Ameryce i podczas wojny w obronie Konstytucji 3 maja.
Był po prostu dobrym kandydatem. Zdawali sobie z tego sprawę zarówno książę Czartoryski, jak i najważniejsi przywódcy lipskiej opozycji, czyli Ignacy Potocki i Hugo Kołłątaj. Oni sami na wodzów się nie nadawali. Potocki był jednym z głównych polityków doby Sejmu Czteroletniego, mężem stanu, wybitną osobowością, ale nie dowódcą wojskowym. A Kołłątaj był duchownym, choć oczywiście również politykiem i przede wszystkim wyśmienitym publicystą.
Historyk Jerzy Łojek pisał, że tuż po zakończeniu wojny w 1792 r. Kościuszko wcale nie był bardzo popularny. A zmieniło się to za sprawą Czartoryskich, którzy zaczęli go intensywnie promować.
To prawda, księżna Izabela czyniła mu wielkie honory.
Rozpowszechniano na masową skalę wizerunki Kościuszki. Zacytuję Łojka: „Kopersztychy [odbitki z miedziorytów], portrety, sylwetki, tabakierki itp. pamiątki materialne mają tę szczególną właściwość, że same się nie produkują i same się nie rozprowadzają”.
Czartoryscy niewątpliwie pomogli swemu protegowanemu. W tej propagandzie Dubienka Kościuszki, choć niewygrana, oczywiście urosła kosztem formalnie zwycięskich Zieleńców księcia Poniatowskiego.
POTYCZKA WAGI CIĘŻKIEJ
Jakie znaczenie polityczne miała przysięga Kościuszki na krakowskim rynku?
Fundamentalne. Zacznijmy od łatwo rozpoznawalnych gestów: najpierw w domku loretańskim wyciągnięcie szabli, poświęcenie jej przez duchownego, później, na rynku, głośno wypowiedziane: „Przysięgam w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu”. Dużo w tym gestu religijnego, osadzonego w tradycji rycersko-sarmackiej. Możemy mówić o sakralizacji zarówno tego wydarzenia, jak i samego powstania, czyli o uświęceniu walki o wolność i niepodległość kraju.
Poza tym to miejsce… Kościuszko składał przysięgę na ogromnym rynku, w obecności nie tylko wojska, lecz także tłumu mieszkańców. Atmosfera była wzniosła: wreszcie, po dwóch latach, nadchodzi kres upokorzeń! Moment musiał być ekscytujący, ale nie oszukujmy się, wielu uczestnikom i świadkom tego wydarzenia z pewnością świtało w głowach, że to, co się właśnie zaczyna, wcale nie musi się dobrze skończyć.
Wśród krakowian nie brakowało sceptyków, niektórzy pochowali się w domach.
Im więcej ktoś miał, tym więcej miał do stracenia.
Dlaczego powstańcy mogli tak łatwo wziąć Kraków?
W Krakowie stacjonował niewielki garnizon rosyjski, ale Rosjanie odmaszerowali na wieść o zbliżaniu się brygady Madalińskiego. Oddziały powstańcze przejęły więc miasto bez walki.
Niespełna dwa tygodnie po przysiędze Kościuszki, 4 kwietnia, formowana w pośpiechu armia insurekcyjna przeszła chrzest bojowy. Gdyby mierzyć znaczenie polskich bitew wielkością obrazów, to Racławice należałoby uznać za ważniejsze od Grunwaldu czy odsieczy wiedeńskiej. Żadna inna polska bitwa nie doczekała się tak wielkiej panoramy malarskiej.
Pod Grunwaldem rzeczywiście biło się kilka, jeśli nie kilkanaście razy więcej wojska niż pod Racławicami, które tak naprawdę były jedynie większą potyczką. Około 4,5 tys. Polaków pobiło mniej niż 3 tys. Rosjan.
Którzy w dodatku przegrali na własne życzenie, bo zwycięstwo ułatwił Kościuszce dowódca rosyjskiego korpusu gen. Fiodor Denisow.
Niewątpliwie popełnił błąd, dzieląc swoje wojska na dwie części. Jedna, dowodzona przez gen. Aleksandra Tormasowa, miała Polaków związać walką. Druga, na której czele stał sam Denisow – wejść na ich tyły i rozbić. Jednak Denisow się spóźnił i kiedy przybył na pole bitwy, Tormasow został już pobity.
W decydującym momencie bitwy chłopscy kosynierzy zdobyli armaty. Dzięki temu epizodowi do dziś Racławice mają ogromną moc mitotwórczą: Kościuszko w chłopskiej sukmanie, chłop Wojciech Bartos (po bitwie przyjął nazwisko Bartosz Głowacki), który czapką nakrył lont armaty, no i kosa jako wunderwaffe armii insurekcyjnej. Wspomniany już prof. Skałkowski twierdził jednak, że siła kosy i kosynierów była mocno przereklamowana.
Nie wszyscy zgadzają się z taką oceną. Niektórzy historycy wojskowości twierdzili, że kosa w silnych chłopskich rękach okazywała się niekiedy skuteczniejsza od bagnetu na karabinie. Zresztą Racławice wcale nie były jedynym miejscem podczas insurekcji, gdzie się sprawdziła. Niezwykle efektywna okazała się też cztery miesiące później w Wielkim Księstwie Litewskim, podczas bitwy pod Sałatami (29 lipca 1794), gdzie Rosjan pokonał gen. Romuald Giedroyć. Kosynierzy mieli w tym zwycięstwie wielki udział. To mniej znana bitwa, ale na Litwie o niej pamiętają.
Racławice nie tylko nie były wielką bitwą, ale nawet nie zmieniły sytuacji strategicznej. Kościuszko musiał od razu wycofać się pod Kraków, bo Rosjanie nie zostali rozbici i nadal stali mu na drodze do Warszawy.
To prawda, ale dla dynamiki wydarzeń wygrana bitwa pod Racławicami okazała się fundamentalna. Zastanówmy się, co by się stało, gdyby Rosjanie pobili wojska Kościuszki. Byłoby po powstaniu, zanim tak naprawdę by ono wybuchło. Zapewne natychmiast doszłoby do kolejnego rozbioru i Rzeczpospolita przestałaby istnieć.
Kościuszko po prostu nie mógł pod Racławicami przegrać. I nie przegrał. Po Polsce rozeszła się wieść, że wygrał, co miało ogromne znaczenie propagandowe. Po pierwsze, ludzie przekonali się, że Rosjan można pobić. Po drugie – że do walki mogą ruszyć chłopi. Miało to ogromne znaczenie mobilizacyjne. To dzięki Racławicom powstanie błyskawicznie rozprzestrzeniło się na cały kraj.
KRWAWA WIELKANOC W WARSZAWIE
W swojej książce Światło i płomień. Odrodzenie i zniszczenie Rzeczypospolitej (1733–1795) pisze pan, że to zwycięstwo „podziałało na ludność Warszawy jak impuls elektryczny”. Można powiedzieć, że powstanie w Warszawie wybuchło pod wpływem Racławic?
Bez wątpienia. Miejscowi konspiratorzy natychmiast zaczęli przygotowania do walki. W mieście oprócz wojsk rosyjskich nadal stacjonował około trzytysięczny polski garnizon. Trzeba było działać szybko, żeby Rosjanie nie przejęli kontroli nad Arsenałem, gdzie była broń, nie rozbroili polskich żołnierzy ani nie aresztowali przywódców konspiracji.
Racławice przeszły do legendy, ale wydarzenia w Warszawie były chyba największym sukcesem powstania?
Zgadzam się. Zarówno wybuch insurekcji w stolicy, jak i późniejsza obrona miasta, choć przejęcie i pierwszą obronę Wilna też trzeba docenić.
W Warszawie krwawe walki zaczęły się w Wielki Czwartek, 17 kwietnia, a skończyły w Wielką Sobotę. Walczyli żołnierze, ale bez tłumnego udziału bardzo zdeterminowanego i żądnego zemsty ludu insurekcja w Warszawie mogłaby się nie udać. Mieszkańcy, na których czele stanął szewc Jan Kiliński, zabrali broń z Arsenału i z żołnierzami zaatakowali rosyjski garnizon. Szturmowali i zdobyli rosyjską ambasadę przy Miodowej, z której uwolniono przetrzymywanych tam więźniów politycznych. W ciągu dwóch dni Rosjanie zostali wyparci z miasta. Niektórzy uciekli na własną rękę, część wojska Igelström wyprowadził za rogatki.
Insurekcja w Warszawie została utrwalona przez malarza Jana Piotra Norblina (1745–1830), który był jej naocznym świadkiem. Jego rysunki dokumentują m.in. walki na Krakowskim Przedmieściu i Miodowej.
Każda sytuacja rewolucyjna stwarza okazję do wyrównania rachunków. Zabijano więc Rosjan bezlitośnie, także ewidentnych kolaborantów, dochodziło również do samosądów i rabunków. Na szczęście kontrolę nad wydarzeniami zdecydowanie przejęli umiarkowani politycy. Prezydentem miasta został Ignacy Zakrzewski, a dowódcą wojsk powstańczych w mieście – gen. Stanisław Mokronowski.
Niemal równocześnie insurekcja wybuchła na Litwie: 16 kwietnia w Szawlach, a kilka dni później w Wilnie, które powstańcy opanowali w nocy z 22 na 23 kwietnia.
Przywódcą insurekcji w Wielkim Księstwie Litewskim obwołano 33-letniego płk. Jakuba Jasińskiego, który – co ciekawe – pochodził z Wielkopolski. To paradoks: pisano o nim, że broni narodu litewskiego, choć z punktu widzenia miejscowych był jakby obcokrajowcem. Tymczasem Kościuszko, który był obywatelem Wielkiego Księstwa i sam o sobie mówił, że jest Litwinem, próbował wkrótce po zdobyciu Wilna scentralizować władzę nad insurekcją i podporządkować Wielkie Księstwo Warszawie.
Jasiński to zresztą niezwykle ciekawa i barwna postać. Tak jak Kościuszko był inżynierem wojskowym, podobnie jak on i książę Poniatowski dzielnie walczył w wojnie 1792 r. i został odznaczony Orderem Virtuti Militari. Publicysta i poeta o radykalnych poglądach społecznych, pod wpływem wydarzeń we Francji napisał poemat Do narodu (1794), w którym wzywał do rewolucji i który rozpowszechniał na własną rękę tuż przed wybuchem insurekcji.
Wydarzenia w Wilnie nawiązały do rewolucji francuskiej. Na Litwie rozpoczęła się rozprawa z przywódcami konfederacji targowickiej. Powstańcy pojmali, a sąd kryminalny skazał na śmierć hetmana wielkiego litewskiego Szymona Kossakowskiego, jej czołowego przedstawiciela, który został powieszony na rynku 25 kwietnia, w żółtym szlafroku, w którym go schwytano.
Ale na szczęście insurekcja nie poszła ostatecznie drogą francuską. Liczba samosądów podczas powstania, jak na skalę wydarzeń, nie była aż tak duża. Kilka razy sytuacja wymknęła się spod kontroli, ale udawało się w porę ostudzić emocje. Nawet orzeczonych wyroków było niewiele.
To znaczy ile?
Mniej niż 50. To nic w porównaniu z tym, co działo się we Francji, gdzie rewolucja posłała na gilotynę kilkanaście tysięcy ludzi. Wymiar sprawiedliwości insurekcji kościuszkowskiej był umiarkowany i humanitarny, rzekłbym: oświeceniowy. Żeby wysłać kogoś na szubienicę, trzeba było mieć niezbite dowody jego winy, zresztą wyraźnie niechętnie wymierzano karę śmierci.
Jednak w Warszawie 9 maja 1794 r. publicznie wieszano zdrajców. Co prawda nie najważniejszych przywódców targowicy – Potockiego, Rzewuskiego i Branickiego – ale ludzi, którzy również stanowili jej elitę. Czy to nie był samosąd?
Jednym z sądzonych w stolicy był brat Szymona Kossakowskiego, Józef, biskup inflancki. Został powieszony na Krakowskim Przedmieściu, przed kościołem św. Anny. Jego proces był wprawdzie bardzo skrócony, ale nie ma żadnych wątpliwości, że zarówno on, jak i jego brat byli zdrajcami. Tak jak kolejny stracony – Piotr Ożarowski, hetman wielki koronny, który podpisał akt cesji ziem Rzeczypospolitej na rzecz Prus i Rosji.
Natomiast wina hetmana polnego litewskiego Józefa Zabiełły ani członka Rady Nieustającej Józefa Ankwicza nie była tak duża jak braci Kossakowskich i Ożarowskiego. Byli oportunistami i zadłużonymi hazardzistami, co miało wpływ na ich postępowanie. Przyłączyli się do targowicy, lecz trudno byłoby o nich powiedzieć, że stali na czele zdrady z rozkazów rosyjskich. Wraz z Ożarowskim zostali powieszeni na Rynku Starego Miasta, co również uwiecznił Norblin.
Były jeszcze czerwcowe egzekucje: biskupa wileńskiego Ignacego Massalskiego i konsyliarza konfederacji targowickiej Antoniego Czetwertyńskiego.
W Warszawie wybuchła panika, bo do miasta zbliżały się wojska pruskie i rosyjskie. Wkrótce miało się zacząć oblężenie miasta. Biskup Massalski, już leciwy i schorowany, nie był żadnym wielkim zdrajcą i nie zasłużył na taką śmierć. Nie przeprowadzono w jego sprawie rzetelnego procesu. Został wywleczony z więzienia i powieszony. Bez wątpienia w tym przypadku doszło do samosądu.
We wrześniu, gdy zapadł wyrok na kolejnego biskupa, czyli Wojciecha Skarszewskiego, Kościuszko już na egzekucję nie pozwolił.
Chciał uniknąć skandalu. Skarszewski był duchownym, a jednocześnie politykiem popierającym wspomnianą opcję grodzieńską, która wierzyła, że można jeszcze coś ugrać na ostatnim sejmie. Był bardzo niepopularny, ale trudno byłoby go postawić w jednym rzędzie z braćmi Kossakowskimi. Do Kościuszki o łaskę dla Skarszewskiego apelowali nuncjusz apostolski Lorenzo Litta, a także król Stanisław August. I naczelnik ich posłuchał. Radykałowie nie kryli oburzenia na Kościuszkę, szczególnie Kołłątaj, który wcześniej rywalizował ze Skarszewskim o podkanclerstwo i biskupstwo chełmskie.
Pisarz i poeta Jarosław Marek Rymkiewicz wydał w 2007 r. książkę Wieszanie, którą poświęcił egzekucjom podczas insurekcji. Czytał pan?
Tak, Rymkiewicz wyraźnie żałował, że nie powieszono więcej ludzi i nie doszło do tak wielkiej rozprawy jak we Francji.
Rymkiewicz traktował zemstę jako rodzaj narodowego oczyszczenia. W jego logice wieszanie zdrajców wyznaczało granicę między starym, złym światem, odchodzącym w przeszłość, a nowym. Trzeba tę krew wylać, żeby narodziła się lepsza Rzeczpospolita, nieoparta na zdradzie ani kłamstwie.
Czuję głęboki sprzeciw wobec tego przesłania. Rewolucje, niestety, mają to do siebie, że nie potrzebują dowodów winy, by zabijać. Wystarczy podejrzenie. Francją wstrząsnęły konwulsje w wyniku takiej postawy.
Dopiero Napoleon przerwał spiralę śmierci i przywrócił porządek, ale kosztem wolności. W różnych momentach francuskiej historii emocje tamtych czasów wracały – w trakcie rewolucji lipcowej w 1830 r., rewolucji lutowej w 1848 czy Komuny Paryskiej w 1871. A nawet jeszcze w XX w., kiedy podczas paryskiego Maja ’68 tragedia powróciła jako farsa.
Czy to jest wzór, według którego powinniśmy żyć jako obywatele? Takie ujęcie uważam za sprzeczne z ideałami wolności i demokracji oraz obywatelskości.
Załóżmy, że w czasie insurekcji kościuszkowskiej doszłoby do walnej rozprawy z przeciwnikami, do konfiskaty na wielką skalę dóbr duchownych i arystokracji, do masowego zabijania inaczej myślących albo pochodzących z uprzywilejowanych warstw. Być może udałoby się w ten sposób bardziej zmobilizować naród, może do walki przyłączyłoby się więcej chłopów i insurekcja trwałaby trochę dłużej. Ale co by z tego wyszło na dłuższą metę? Narodowy koszmar.
Zapewne ideolodzy PRL-u półtora wieku później ucieszyliby się z takiej przeszłości, ale dla ich następców w demokratycznym świecie nie stanowiłoby to wartości. Z etycznego, obywatelskiego oraz chrześcijańskiego punktu widzenia dobrze, że Polacy nie poszli francuską drogą. Nawet podczas tak dramatycznego wydarzenia, jakim była insurekcja, nie zapomnieli o swoich tradycjach wolnościowych, republikańskich, ludzkich i chrześcijańskich. Z nielicznymi wyjątkami nie dopuszczali się zbrodni na masową skalę.
PRUSY TEŻ CHCĄ JEŚĆ POLSKI TORT
Zostawmy lud Warszawy i wróćmy do chłopów. Do walki miał ich zachęcić program reform, który Kościuszko ogłosił 7 maja w Połańcu nad Wisłą. W podręcznikach Uniwersał połaniecki przedstawiany jest jako doniosły akt, pierwsze konkretne działanie w sprawie włościańskiej. Jakie miał znaczenie dla insurekcji?
W obozie wojskowym w Połańcu Kościuszko szkolił rekrutów do armii insurekcyjnej. Ogłaszając tam uniwersał, w którego tworzeniu uczestniczyli Kołłątaj i Potocki, liczył na masowe zgłaszanie się chłopów. Sytuacja była jednak skomplikowana. Po pierwsze – na co w swoich badaniach zwrócił uwagę historyk prof. Mateusz Wyżga – czas nie sprzyjał, bo chłopi potrzebni byli w gospodarstwach. A po drugie i ważniejsze, trzeba było pogodzić wodę z ogniem, czyli nakłonić chłopów, żeby się zgłaszali, i jednocześnie nie przestraszyć szlachty. Kościuszko wiedział, że nie może stracić jej poparcia, ponieważ właśnie na szlachcie spoczywał główny ciężar walki. Trochę to była więc kwadratura koła.
Jak na tak skomplikowane warunki Uniwersał połaniecki oferował jednak dużo: zmniejszenie pańszczyzny o połowę i całkowite zwolnienie z niej chłopów, którzy zgłosili się do walki.
Bohater spod Racławic Bartosz Głowacki nie tylko został zwolniony z powinności wobec swojego pana, lecz także dostał od niego ziemię.
Jednak szlachta na Połaniec zareagowała w większości krytycznie. Część nie pozwalała poddanym się zgłaszać, bo nie chciała tracić siły roboczej. Z kolei nawet ci chłopi, którzy zareagowali na wezwanie, szybko chcieli wracać do gospodarstw. Mobilizacja włościan zakończyła się więc połowicznym sukcesem.
W Wielkim Księstwie Litewskim zaś władze insurekcji w obietnicach posunęły się nieco dalej niż w Koronie. Ogłoszony 24 kwietnia, po zdobyciu Wilna, Akt Powstania Narodu Litewskiego odwoływał się wprost do „mężnego narodu francuskiego” i postulował pełną równość obywatelską.







