Jak z wizjonera i „zbawcy ludzkości” stać się jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnych czasów? „Pycha absolutna” to opowieść o ostatniej dekadzie działalności Elona Muska – od spektakularnych sukcesów Tesli i SpaceX po ryzykowne decyzje, medialne skandale i przejęcie Twittera.
Faiz Siddiqui pokazuje, jak ten współczesny „Edison” sam wystawił na szwank swoją reputację i zbudowane przez siebie imperium. To książka dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć, kim Musk stał się naprawdę – i co mówi to o świecie, który wyniósł go na piedestał.
Co stało się z Elonem Muskiem? W ciągu kilku lat przekształcił Teslę w jednego z najwyżej wycenianych producentów samochodów na świecie. Przedstawiał się jako zbawiciel ludzkości, altruista, którego fortuna powstrzyma zmiany klimatyczne i pozwoli skolonizować Marsa.
W jaki sposób ten współczesny Edison, niegdyś niekwestionowany geniusz, stał się postacią tak nieobliczalną i kontrowersyjną? Nie stracił nagle rozumu ani nie wpadł w ręce zagranicznych agentów. Elon Musk zniszczył swoją reputację i naraził całe swoje imperium na ryzyko, będąc po prostu sobą.
W książce „Pycha absolutna” dziennikarz „The Washington Post” Faiz Siddiqui analizuje ostatnie dziesięć lat: z jednej strony sukcesy Muska od rozwoju Tesli, przez założenie SpaceX, aż po przejęcie i zmianę nazwy Twittera; z drugiej strony jego osobisty rozwój od niekonwencjonalnego, ale niezwykle pewnego siebie biznesmena, aż po osobowość medialną, która łamie wszystkie zasady i przecenia własne możliwości.
Książka obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą zrozumieć Elona Muska i prześledzić jego przemianę w ostatnich latach.
Pycha absolutna. Elon Musk. Biografia
Przekład: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 29 października 2025
Od autora
Gdy oddawałem tę książkę do druku, Elon Musk przejmował stery nowo utworzonej agencji U.S. DOGE Service. Wszystko wskazuje na to, że otrzymał carte blanche od administracji Trumpa na przebudowę rządu federalnego wedle własnego uznania. Jako cele wyznaczył sobie redukcję zatrudnienia w administracji, modernizację przestarzałej technologii oraz obniżenie wydatków federalnych o bilion dolarów. Jego zastępcy wtargnęli do wielu agencji – często znacznie wykraczając poza swój mandat. Nie podlegali przy tym żadnemu nadzorowi, a ich motywy pozostały niejasne. Niektórzy z nich odmówili nawet podania swoich danych; Musk zasugerował, że ujawnienie tożsamości pracujących dla niego osób byłoby przestępstwem.
Nie zrobił nic, by rozwiać obawy dotyczące potencjalnego konfliktu interesów z jego firmami. Tymczasem wiele z jego wczesnych posunięć budzi wątpliwości natury prawnej, a niektóre z nich mogą zostać podważone przez sąd. Niezależnie od tego, czy tak się stanie, jego negatywny wpływ na społeczeństwo amerykańskie oraz międzynarodową pozycję naszego kraju wydaje się oczywisty.
Chciałbym powiedzieć, że jestem tym wszystkim zaskoczony. Jako dziennikarz śledzę jednak działania Elona Muska od lat i we wszystkich tych wydarzeniach nie uderza mnie to, że są one nie w jego stylu – ale właśnie to, że są niezwykle spójne z jego zachowaniem i podejściem do zarządzania biznesem, które prezentuje od dziesięcioleci. Musk stworzył image najciężej pracującego człowieka Ameryki i ostatniego bastionu merytokracji (wspieranego przez oddanych i kompetentnych zwolenników). Wykorzystuje go do legitymizowania radykalnych posunięć, przedstawiając swoje interwencje jako nieodzowne reakcje na egzystencjalne zagrożenia. Jedyne, co się zmieniło, to skala jego władzy i potencjalne konsekwencje dla Amerykanów.
Najlepszym sposobem na zrozumienie jego przyszłych działań jest więc przyjrzenie się temu, jak dotychczas korzystał z władzy.
Wprowadzenie
Jest tam duży cmentarz wypełniony moimi wrogami.
Elon Musk
„Z perspektywy czasu było to nieuniknione”2.
Nic z tego, co działo się w ten czwartek, nie miało być zabawne. Mimo to Elon Musk siedział wśród swoich zaufanych pracowników, na końcu długiego rzędu ekranów komputerowych w jednym z biur Tesli w Dolinie Krzemowej, i się śmiał.
Histerycznie.
Chwila ta, pełna niedopowiedzeń, zaskoczyła wszystkich pracowników kompleksu we Fremont, gdzie czasowo ulokowano też część zespołu z przepełnionej centrali w Palo Alto – i wpisała się w dzień już i tak pełen napięć. Ich szef siedział wśród podwładnych niczym kapitan – białego, sterylnego, pozbawionego radości i wypełnionego standardowymi biurkami i ergonomicznymi krzesłami – statku, w którym całymi dniami tworzy się wartość dla akcjonariuszy.
Atmosfera była napięta, niemal żałobna, przynajmniej na początku. Jak przystało na firmę motoryzacyjną bez reszty pochłoniętą budową reputacji, w jej siedzibie często leciała stacja CNBC. Jednak relacje telewizyjne z 27 września 2018 roku nie miały wiele wspólnego z typowymi analizami, podbijaniem cen akcji i dobrymi radami telewizyjnych mądrali.
Tego dnia Musk miał stawić czoła opinii publicznej. Wszystkie oczy były skierowane na ekrany.
Jego ostatnia wpadka zwróciła uwagę władz federalnych. Byłby to dzwonek alarmowy dla każdego, a co dopiero dla osoby stojącej na czele spółki publicznej. Prezes sprawiał jednak wrażenie, jakby w ogóle się tym nie przejmował.
Elon i jego doradcy oglądali z uwagą konferencję prasową, podczas której przedstawiciele Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) napiętnowali Muska za zamieszczenie kłamliwego tweetu, w którym informował o „zapewnieniu finansowania” na wyjście Tesli z giełdy.
Komisja oskarżyła go o oszustwo. W pozwie wyjaśniła powagę zarzutów i przedstawiła potencjalne konsekwencje jego czynu. Stephanie Avakian, współdyrektorka SEC do spraw egzekwowania prawa, oświadczyła, że agencja domaga się nie tylko zaprzestania takich działań w przyszłości, ale też nałożenia grzywny i zwrotu „nielegalnie pozyskanych środków” – oraz, co najważniejsze, „zakazu pełnienia przez Elona Muska funkcji kierowniczych w spółce”.
Potem w surową relację wkradł się lżejszy ton. Stacja CNBC podzieliła ekran na pół: po jednej stronie dalej transmitowała konferencję prasową SEC, po drugiej przypomniała niedawny występ Muska w podcaście Joe Rogan Experience, podczas którego zaciągał się jointem i wydmuchiwał dym ze zdziwioną miną3.
Wciąż niewzruszony Elon wybuchnął śmiechem. Jego głośna reakcja odwróciła uwagę wszystkich obecnych od telewizora.
Nieobliczalne zachowanie prezesa Tesli od tygodni było tematem artykułów na pierwszych stronach gazet. W ciągu dwóch miesięcy Musk zdążył nazwać człowieka uchodzącego na całym świecie za bohatera – pedofilem, opublikować tweet, który zaalarmował SEC, i zapalić jointa w trakcie podcastu oglądanego przez miliony widzów4. Wszelkie negatywne reakcje przyjmował z niewzruszonym spokojem. Gdy jednak konsekwencje jego zachowania stały się jasne, nie dało się już ukryć, co będzie to oznaczać dla niego, dla rady dyrektorów firmy (w skład której wchodził jego brat Kimbal, często bywający tam w tym burzliwym okresie) oraz pracowników wszystkich szczebli.
W najlepszym razie miała to być lekcja pokory, w najgorszym – upokorzenie.
Musk zaproponował prywatyzację Tesli za 420 dolarów za akcję, co było kwotą dwukrotnie wyższą od wartości firmy i stanowiło żart nawiązujący do slangowego określenia palenia marihuany. Ten dowcip stał się motywem przewodnim jego największych wpadek. Parę lat później popełnił błąd, który wydawał się wówczas jeszcze poważniejszy – prawdopodobnie największy w całym jego życiu zawodowym – kupił Twittera za 54,20 dolara za akcję.
A jednak w chwili, gdy SEC oświadczyła, że go ukarze, on tylko się śmiał. Czyżby wiedział coś, czego nie wiedzieli jego pracownicy?
Chociaż oskarżenie o oszustwo giełdowe zmusiło Muska do ustąpienia ze stanowiska przewodniczącego rady dyrektorów i doprowadziło do nałożenia grzywien po 20 milionów dolarów (zarówno na niego, jak i na Teslę), w dłuższej perspektywie stał się jedynie bogatszy i bardziej wpływowy.
▼
Władza fascynuje mnie od dawna. Jako nastolatek i dwudziestokilkulatek pochłaniałem książki o ludziach (często podejrzanych i godnych pogardy), którzy odcisnęli swoje piętno na społeczeństwie dzięki sile woli, balansując na granicy legalności, moralności i etyki: burmistrzu Chicago Richardzie Daleyu, nieoficjalnym urbaniście Nowego Jorku Robercie Mosesie, prezydentach – począwszy od Lyndona B. Johnsona przez George’a W. Busha po Donalda Trumpa – a także gigantach technologicznych, takich jak Steve Jobs.
Karierę rozpoczynałem w „Washington Post”, gdzie moja praca reportera zajmującego się lokalnym transportem szybko zderzyła się z ambicjami Elona Muska, który chciał zrewolucjonizować nie tylko to, jak się poruszamy, ale także sposób podejmowania decyzji kształtujących społeczeństwo na najwyższych szczeblach.
Okoliczności, które pozwoliły Muskowi zaistnieć w branży technologicznej, były oczywiste. Kiedy przybyłem do Doliny Krzemowej w 2019 roku, siła innowacji zaczynała słabnąć. Apple walczyło o znalezienie kolejnego rewolucyjnego produktu mimo „uwolnienia wartości dla akcjonariuszy”, firmy z branży mediów społecznościowych zrażały do siebie klientów, wykorzystując dane użytkowników, a autonomiczny samochód był jedynie mglistą wizją w oczach założycieli firm technologicznych. Reputacja Ubera legła w gruzach z powodu błędów jego założyciela i rosnącego przekonania, że ten model biznesowy opiera się na wyzysku i niskich marżach. Istniała ogromna potrzeba wyłonienia następcy Steve’a Jobsa. Musk – uzbrojony w efektowną sztuczkę Tesli polegającą na rezygnacji z paliw kopalnych i oszałamiającym przyspieszeniu, czyli produkcie, który dawał klientom magiczne wrażenia podobne do tych związanych z korzystaniem z pierwszego iPhone’a – był kandydatem idealnym.
Wpisywał się również w model potężnej, przekraczającej granice osobowości. Był najnowszym testem wytrzymałości naszego systemu – zbiorowego przekonania, że przyszło nam żyć w społeczeństwie rządzonym przez normy, regulacje i wspólne, powszechnie akceptowane zasady. Czy byliśmy gotowi poświęcić je, by uzyskać to, co nam obiecał? Ta obietnica jawiła się jako niezwykle kusząca – w końcu Tesla głosiła, że „przyspieszy przejście świata na zrównoważoną energię”. Czyż nie było to ważniejsze od przestrzegania kilku uciążliwych norm społecznych?
W Tesli dostrzegłem firmę o genialnej innowacyjności, niemającą sobie równych w branżach motoryzacyjnej i technologicznej. Jednocześnie jawiła mi się ona jako organizacja paranoiczna i wroga wszelkiej kontroli, kierowana przez człowieka, który ani transparentności, ani odpowiedzialności nie darzył nadmiernym szacunkiem. Wszelką ingerencję mniejszych graczy postrzegał jedynie jako przeszkodę na drodze do społeczeństwa, które sam pragnął ukształtować. Postawa ta rozprzestrzeniła się w całej firmie. Panowało powszechne przekonanie, że jest ona mądrzejsza od rządzących. Dysponowała większą ilością danych i realizowała chwalebną misję. Dlaczego więc stała się obiektem ataków?
Musk okazał się ucieleśnieniem postaci, którą do tej pory znałem jedynie z moich studiów nad władzą. Był jak bohater żywcem wyjęty z powieści Ayn Rand: człowiek niewzruszony konsekwencjami swoich działań, owym „opadem radioaktywnym” drobnych skutków ubocznych, jeśli tylko był przekonany, że podąża słuszną drogą. O tym, że mamy do czynienia z postacią tego typu, świadczyły również nieskrywana pogarda dla biurokratów i „miernot” stojących mu na drodze, skłonność do ukrywania własnych, krótkowzrocznych ambicji pod płaszczem szlachetnych celów oraz przekonanie, że za niezliczone problemy świata odpowiada odwrót od merytokracji.
„Przetrwanie jest najwyższą wartością organizmu, »ostatecznym celem, do którego prowadzą wszystkie pomniejsze [jego] cele«, a także miarą wszelkich innych wartości, w myśl zasady: »to, co sprzyja życiu, jest dobre, a to, co mu zagraża – złe«” – czytamy w Stanford Encyclopedia of Philosophy, podsumowującej podstawową zasadę filozofii Ayn Rand5.
Porównajmy to z jedną z wypowiedzi Muska: „Życie na wielu planetach poszerza zakres i skalę świadomości. (…) Ludzkość jest strażnikiem życia, ponieważ inne gatunki nie są w stanie przenieść życia na Marsa. Nie możemy ich zawieść”. I dalej: „Jeśli cywilizacja upadnie, zanim Mars stanie się samowystarczalny, nic innego nie będzie miało znaczenia”6.
Elon posłużył się nawet schematem „dobro kontra zło”, pisząc: „Jeśli go nie powstrzymamy, wirus woke zniszczy cywilizację, a ludzkość nigdy nie dotrze na Marsa”7.
Co ważniejsze, podzielał poglądy Rand również w kwestiach bardziej praktycznych.
Jak ujmuje to publikacja Uniwersytetu Stanforda:
Na liście cnót kardynalnych Rand wyraźnie brakuje „cnót dobroci”, takich jak życzliwość, miłosierdzie, hojność i przebaczenie. (…) To, czy i w jakim stopniu należy pomagać innym, zależy od ich miejsca w racjonalnie określonej hierarchii wartości oraz od konkretnych okoliczności. (…) Im większa ich wartość w stosunku do czyjegoś racjonalnego interesu, na tym większą pomoc zasługują. (…) Nigdy zaś nie jest moralnie właściwe poświęcanie się, czyli rezygnacja z czegoś wartościowego dla siebie na rzecz czegoś mniej wartościowego lub bezwartościowego8.
Choć wartość biznesowych przedsięwzięć Muska jest nie do przecenienia, nie sposób pominąć, że zapewniły mu one także wymierne korzyści osobiste.
Elon tłumaczy, że bogactwo i władza to środki do osiągania celu, a brak motywacji filantropijnej jest sprzeciwem wobec obnoszenia się ze swoją szlachetnością: „Niezwykle trudno jest przekazywać duże kwoty na cele charytatywne, jeśli zależy ci na prawdziwym dobru, a nie na jego pozorach”9.
Uważa się za osobę, która dostarcza ludzkości najwyższe korzyści: pomaga jej w dotarciu na Marsa, wprowadza ją w erę zielonej energii, a ostatnio przywraca „wolność słowa” w internecie. Kolejnym przejawem jego filozofii jest plan utworzenia Departamentu do spraw Efektywności Rządu – zewnętrznej agencji, która miałaby wywierać ogromny wpływ na państwowe regulacje i wydatki.
Swego czasu Musk wielokrotnie dawał jasno do zrozumienia, że nie jest fanem moich artykułów na jego temat, odpowiadając na moje prośby o komentarz niezmiennym refrenem „Pozdrowienia dla twojego pana i władcy”, co prawdopodobnie miało być aluzją do właściciela „Washington Post”, jego rywala i potentata technologicznego Jeffa Bezosa10.
▼
Urodzony 28 czerwca 1971 roku w Pretorii w RPA Elon Musk był przedwcześnie dojrzałym dzieckiem, które zaczęło czytać, by zrozumieć świat – świat, w którym doświadczało prześladowania i czegoś, co opisywano jako „tortury psychiczne”. W wieku dwunastu lat odnalazł powołanie w programowaniu: stworzył i sprzedał grę wideo11. Odpowiedzi na nurtujące go pytania znajdował nie w tekstach religijnych, ale w dziełach autorów science fiction, takich jak Isaac Asimov i Douglas Adams12. Jako nastolatek wyemigrował do Kanady, gdzie zapisał się na Queen’s University w Kingston. Po przeprowadzce do USA ukończył studia licencjackie na Uniwersytecie Pensylwanii – uzyskał tam dyplomy z ekonomii i fizyki.
W 1995 roku założył Zip2, internetową platformę z przewodnikami, dzięki którym gazety mogły tworzyć katalogi miast i wstawiać do nich reklamy. Firma pojawiła się na rynku w samą porę, by skorzystać jeszcze z boomu internetowego (i tuż przed załamaniem się rynku reklamy internetowej). Kiedy Compaq kupił Zip2 za ponad 300 milionów dolarów, Musk zarobił na tej transakcji więcej niż 20 milionów, z czego około 10 zainwestował w kolejne przedsięwzięcie, serwis płatności internetowych, który rozpoczął działalność jako X.com (ta nazwa będzie wyznaczać kolejne rozdziały jego kariery biznesowej)13. To właśnie X.comElon zawdzięcza swoją fortunę – serwis połączył się z konkurencyjną firmą kierowaną przez inwestora Petera Thiela i przeobraził się w PayPal, a ten został kupiony przez eBay. Musk przeznaczył wówczas około 180 milionów dolarów zysku ze sprzedaży na sfinansowanie swoich dwóch największych przedsięwzięć – firm, z którymi dziś jest najmocniej kojarzony – SpaceX i Tesli14. Tę pierwszą założył w 2002 roku, a dwa lata później został inwestorem drugiej. W 2008 roku, gdy Tesla wprowadziła na rynek pierwszy model, roadster, objął stanowisko prezesa. Przez lata cieszył się nienaganną reputacją osoby, która ożywiła uśpiony program kosmiczny Stanów Zjednoczonych i dostarczyła masom od dawna obiecywany samochód przyszłości.
Był postacią powszechnie znaną, na tyle wpływową i bezpieczną, by trafić do głównego nurtu popkultury. Wystąpił w serialu telewizyjnym Teoria wielkiego podrywu oraz w sequelu filmu Iron Man, w którym miliarder i potentat biznesowy tworzy zaawansowany technologicznie superkostium, pozwalający mu latać i odpierać ataki potężnych przeciwników.
W sumie miało to sens. Był przecież Iron Manem, a przynajmniej najbliższym jego odpowiednikiem w naszym świecie. Tesla, wspierana przez partnerów z branży motoryzacyjnej oraz rządowe zachęty – w tym pożyczkę w wysokości 465 milionów dolarów od Departamentu Energii – przetrwała wyzwania kryzysu finansowego i weszła na nowy poziom działalności15.
Model S, a później model 3 i model Y wprowadziły firmę na rynek masowego odbiorcy. Razem z nimi rosła potęga Muska. Tymczasem SpaceX udowodniła słuszność koncepcji rakiet wielokrotnego użytku i stała się pierwszą prywatną firmą, która wysłała ludzi na orbitę.







