Fascynująca podróż przez dzieje kraju, który połączył tradycję z nowoczesnością. Lesley Downer prowadzi nas od mitycznych początków i legend o bogach po czasy współczesne, w których samurajski duch spotyka świat mangi, anime i gier komputerowych. To opowieść o cesarzach, gejszach, wojownikach i artystach, o pięknie, sile i tajemnicy, które od wieków tworzą niepowtarzalny charakter Japonii.


Ceremonia herbaty, sztuka układania kwiatów, ogrody zen, malarstwo tuszem, słynne haiku oraz manga, anime, nowatorskie filmy i niezwykłe gry komputerowe. Japonia znalazła sposób, żeby harmonijnie połączyć przeszłość z przyszłością, nowatorstwo z tradycją. Dlatego, żeby lepiej zrozumieć jej fascynującą kulturę, warto przyjrzeć się także i historii.

Lesley Downer zabiera nas w podróż przez wieki od mitycznych początków Japonii aż do czasów współczesnych. Od bogini słońca Amaterasu, przodkini cesarzy przez legendarną władczynię-wojowniczkę Himiko, walecznych samurajów, przebiegłych mnichów, roninów, gejsze, poetów i drzeworytników aż do bezwzględnych szefów yakuzy i charyzmatycznych polityków. Nie brakuje też mściwych duchów zamordowanych cesarzy i szogunów, które sprowadzają na śmiertelników zarazy, trzęsienia ziemi i huragany.

Kim był ostatni samuraj? Z czego zasłynął cesarz Saga? Kto i dlaczego otrzymywał wynagrodzenie w ryżu? Który cesarz przeniósł stolicę do Tokio? Skąd się wzięły kraby, które mają na skorupach zarys samurajskiej twarzy wykrzywionej w złośliwym grymasie? Jak działa słynna yakuza?

Ale, ale, zacznijmy od początku! A zaczęło się od tańca…

Lesley Downer
Japonia. Od mitycznych początków do popkulturowej potęgi
Przekład: Tadeusz Chawziuk
Wydawnictwo Copernicus Center Press
Premiera: 29 października 2025
 
 


WSTĘP
ZA­NIM ZA­CZĄŁ PŁY­NĄĆ CZAS
EPOKA BO­GÓW

Hi­sto­ria Ja­po­nii za­czyna się od tańca.
Na po­czątku był chaos. Bo­go­wie wy­ło­nili się z pier­wot­nego mułu, a po sied­miu po­ko­le­niach na­ro­dziło się bo­skie ro­dzeń­stwo Iza­nagi i  Iza­nami. Starsi bo­go­wie na­ka­zali mu utwo­rzyć ład z nie­ładu, dla­tego ze­szło z nieba po tę­czo­wym mo­ście. Iza­nagi za­nu­rzył swoją włócz­nię w pier­wot­nym mule, a kro­ple z jej czubka, opa­da­jąc, utwo­rzyły wy­spy Ja­po­nii.
Para ta spło­dziła nie­prze­li­czone rze­sze in­nych bo­gów. Jedną z nich była bo­gini słońca, Ama­te­rasu. Kiedy była szczę­śliwa, wszę­dzie było świa­tło. Pew­nego razu jed­nak jej brat, bóg bu­rzy i wia­tru, Su­sa­noo, ob­ra­ził ją i ukryła się w ja­skini, po­grą­ża­jąc świat w mroku. Bo­go­wie pró­bo­wali wszel­kich spo­so­bów, aby na­kło­nić ją do wyj­ścia. W końcu bo­gini tańca i za­bawy pu­ściła się w ży­wio­łowy, wy­uz­dany ta­niec, zrzu­ca­jąc z sie­bie strój. Bo­go­wie wy­buch­nęli nie­po­ha­mo­wa­nym śmie­chem, Ama­te­rasu zaś, ule­ga­jąc cie­ka­wo­ści, wyj­rzała z ja­skini. I tak świat zo­stał oca­lony.

LUD OKRESU JŌMON: ŁOWCY-ZBIE­RA­CZE W KRA­INIE OB­FI­TO­ŚCI

Jest rok 14 500 p.n.e. Gdzieś na wschod­nich krań­cach kon­ty­nentu azja­tyc­kiego, w po­mroce dzie­jów, wscho­dzi w le­sie świt. Nie­któ­rzy lu­dzie zbie­rają chrust, inni ku­cają, pró­bu­jąc roz­pa­lić ogni­sko. Jest im zimno i ści­ślej na­cią­gają swoje okry­cia ze zwie­rzę­cych skór na cien­kie, tkane ubra­nia. Część z nich ma dłu­gie luźno roz­pusz­czone włosy, inni spięli je za po­mocą ko­ści lub drew­nia­nych spi­nek.
Od­kryli wła­śnie, że tam, gdzie pa­lili ogni­ska, pod­łoże staje się twarde jak ka­mień. Gli­nia­sta, zbita zie­mia daje się ugnia­tać. Ko­bieta bie­rze ka­wa­łek i kształ­tuje, wy­ra­bia­jąc otwór kciu­kiem, zwę­ża­jąc brzegi w ścianki, ści­ska­jąc je i wy­gła­dza­jąc.
Na­stęp­nie wkłada ufor­mo­waną glinę do ognia. Wy­cho­dzi twarda i wy­star­cza­jąco nie­prze­pusz­czalna, aby można było w niej prze­cho­wy­wać wodę lub po­karm. Tak po­wstaje gar­nek, re­wo­lu­cyjny wy­na­la­zek, który prze­obrazi ży­cie lu­dzi.
Ty­siące lat póź­niej ko­bieta ta i jej to­wa­rzy­sze zo­staną na­zwani lu­dem okresu Jōmon, co ozna­cza „wzór sznu­rowy”, od wzo­rów przy­po­mi­na­ją­cych skrę­cony sznur, które wy­ci­skali na swo­ich na­czy­niach.
Da­to­wa­nie me­todą wę­gla ra­dio­ak­tyw­nego po­zwo­liło usta­lić czas po­wsta­nia pierw­szych wy­pa­la­nych na­czyń kul­tury Jōmon wła­śnie na rok 14 500 p.n.e. Bar­dziej na za­chód globu ta­kież na­czy­nia po­ja­wiły się, w Me­zo­po­ta­mii, do­piero po ko­lej­nych sied­miu ty­sią­cach lat, a Sfinks i pi­ra­midy – po ko­lej­nych wielu stu­le­ciach. W Ja­po­nii i Chi­nach lu­dzie go­to­wali i prze­cho­wy­wali po­ży­wie­nie w garn­kach ty­siące lat wcze­śniej niż w in­nych czę­ściach świata.
Na długo zaś przed tym, jak lud okresu Jōmon zaczął two­rzyć swe gli­niane na­czy­nia, świat trwał w ob­ję­ciach epoki lo­dow­co­wej. Znaczna część wody w oce­anach za­mar­zła i po­ziom mórz spadł tak bar­dzo, że Azję kon­ty­nen­talną, obecną Sy­be­rię i  Ko­reę, po­łą­czyły z dzi­siej­szą Ja­po­nią ogromne prze­strze­nie lądu – mo­sty lą­dowe. Przod­ko­wie tego ludu parli na wschód, ku słońcu, po­dą­ża­jąc za sta­dami pre­hi­sto­rycz­nych słoni o dłu­gich cio­sach oraz je­leni ol­brzy­mich, w po­szu­ki­wa­niu łow­nej zwie­rzyny i ja­dal­nych ro­ślin.
Pa­no­wały ostre mrozy, le­żał śnieg, sza­lały za­mie­cie. Trudno było zna­leźć po­ży­wie­nie. Gdy jed­nak lud kul­tury Jōmon na­uczył się wy­ra­biać garnki, mógł go­to­wać wa­rzywa, żo­łę­dzie i kasz­tany, a także za­bie­rać za­pasy ze sobą w po­dróż. Go­to­wali mięk­kie po­karmy dla dzieci i bez­zęb­nych star­ców, ci zaś żyli dzięki temu dłu­żej i mo­gli dzie­lić się swoją mą­dro­ścią oraz do­świad­cze­niem.
Około roku 11 000 p.n.e. lo­dowce się roz­to­piły. Lód znik­nął, po­ziom mo­rza się pod­niósł, od­ci­na­jąc mo­sty lą­dowe i two­rząc wy­spy, które obec­nie znamy pod na­zwą Ja­po­nii. Kli­mat stał się ła­godny, cie­pły i wil­gotny, z ob­fi­tymi opa­dami desz­czu.
Ci łowcy-zbie­ra­cze tra­fili do kra­iny ob­fi­to­ści, nie­omal raju. W buj­nych pusz­czach li­ścia­stych po­ra­sta­ją­cych wzgó­rza można było zbie­rać orze­chy, ja­gody, ko­rze­nie, owoce, na­siona i grzyby oraz po­lo­wać na dziki, je­le­nie, ko­zice gór­skie i niedź­wie­dzie. W wyż­szych par­tiach gór my­śliwi znaj­do­wali ob­sy­dian, twardą skałę wul­ka­niczną, z któ­rej wy­ra­biali groty strzał i ostrza oszcze­pów. Tam, gdzie daw­niej roz­cią­gały się mo­sty lą­dowe, te­raz znaj­do­wały się płyt­kie mo­rza ob­fi­tu­jące w tuń­czyki, mor­świny, foki i ło­so­sie. Lu­dzie ci od­ży­wiali się sko­ru­pia­kami, kra­bami i wo­do­ro­stami, po­zo­sta­wia­jąc po so­bie ogromne kopce wy­rzu­co­nych sko­rup.
Zie­mia była tak płodna, że w po­szu­ki­wa­niu po­ży­wie­nia nie mu­sieli wę­dro­wać da­leko. Więk­szość tych ło­wiecko-zbie­rac­kich lu­dów nie wy­ra­biała na­czyń, gdyż trudno było je no­sić ze sobą. Lecz z cza­sem przy­jęto osia­dły tryb ży­cia i roz­wi­nięto bo­gatą i wy­ra­fi­no­waną kul­turę. Liczba lud­no­ści po­woli uro­sła od kilku ty­sięcy do ćwierć mi­liona.
Dzie­sięć ty­sięcy lat po ule­pie­niu pierw­szego garnka – około 4000 roku p.n.e. – za­częły po­wsta­wać spo­łecz­no­ści. Wzno­szono do­mo­stwa ziemne kryte grubą strze­chą się­ga­jącą gruntu i z pa­le­ni­skiem w czę­ści cen­tral­nej, skąd znad ognia przez okrą­gły otwór w da­chu uno­siły się kłęby dymu. Upra­wiano soję, ty­kwę, ko­no­pie, fa­solę azuki i brzo­skwi­nie.
Szcze­gól­nie duża spo­łecz­ność po­wstała w  San­nai Ma­ruy­amie na pół­nocy wy­spy Hon­siu. W 2900 roku p.n.e. znaj­do­wało się tam około 700 do­mów, nie­które z ka­mienną pod­łogą, z kry­tymi strze­chą spi­chle­rzami sto­ją­cymi na słu­pach i wieżą ob­ser­wa­cyjną na gru­bych ko­lum­nach. Ist­niały też inne spo­łecz­no­ści, głów­nie na Hon­siu i  Kiu­siu. W cen­tral­nej czę­ści wielu z ta­kich osad znaj­do­wały się owalne kon­struk­cje, gdzie miesz­kańcy oko­licy spo­ty­kali się, aby od­pra­wiać ob­rzędy i święta. Rze­mieśl­nicy za­częli trud­nić się garn­car­stwem, wy­ra­bia­jąc wspa­niałe na­czy­nia o wy­bu­ja­łych pło­mienno-fa­li­stych wzo­rach tań­czą­cych na roz­sze­rza­ją­cych się brze­gach, uży­wane do go­to­wa­nia i po­da­wa­nia je­dze­nia*. Każdy gar­nek był inny i każdy był dzie­łem sztuki; lu­dzie ci z pew­no­ścią ce­nili kunszt.
Wy­ra­biano też dogū („gli­niane fi­gurki”) – pięk­nie wy­ko­nane fi­gurki, jedne z wy­łu­pia­stymi oczami i mi­sterną fry­zurą lub w kształ­cie ko­biety z wi­doczną ciążą, inne w for­mie psa lub świni.
Fi­gurki dogū po­ma­gają nam wy­obra­zić so­bie lu­dzi kul­tury Jōmon oraz ich oby­czaje. Wy­obra­żamy ich so­bie w ich do­mo­stwach, z wy­ta­tu­owa­nymi twa­rzami i cia­łami, w ubra­niu utka­nym z włó­kien kory morwy lub ko­nopi, z kol­czy­kami w uszach, na­szyj­ni­kami i wi­sio­rami. Wielu nie ma zę­bów – zo­stały ce­lowo wy­bite pod­czas ry­tu­ału przej­ścia. Tań­czą i śpie­wają do dźwięku bęb­nów, cytr i gwizd­ków z rogu je­le­nia, a także gro­ma­dzą się, gdy sza­mani, spo­żyw­szy wcze­śniej grzyby lub al­ko­hol, wcho­dzą w trans i ob­cują z du­chami, pro­sząc o po­wo­dze­nie w przed­się­wzię­ciach ło­wiec­kich lub ochronę przed wy­bu­chami wul­ka­nów, taj­fu­nami, po­wo­dziami czy trzę­sie­niami ziemi.
San­nai Ma­ruy­ama było waż­nym ośrod­kiem han­dlu. Lu­dzie po­dró­żo­wali od wio­ski do wio­ski lub prze­pły­wali w wy­drą­żo­nych ło­dziach cie­śninę na wy­spę Ezo (obec­nie Hok­ka­ido), a na­wet do Azji kon­ty­nen­tal­nej. Han­dlo­wali ob­sy­dia­no­wymi gro­tami strzał, wy­ro­bami z laki, ce­ra­miką, ne­fry­tem, bursz­ty­nem, solą, bran­so­let­kami z muszli, igłami z ko­ści i ro­gów, ha­czy­kami na ryby i har­pu­nami.
Około 1500 roku p.n.e. kli­mat za­czął się ochła­dzać. Nie­mniej kiedy około 900 roku p.n.e. na wy­spie Kiu­siu po­ja­wili się rol­nicy, przy­by­wa­jący mo­rzem z Pół­wy­spu Ko­re­ań­skiego, lu­dzie kul­tury Jōmon nie po­szli za ich przy­kła­dem i nie za­jęli się uprawą roli. Dla­czego mie­liby pra­co­wać w po­cie czoła, pie­ląc i orząc, gdy mo­gli na­dal zbie­rać tyle żyw­no­ści, ile za­pra­gną?
Kli­mat jed­nak da­lej się ochła­dzał, żyw­no­ści było co­raz mniej, li­czeb­ność ludu kul­tury Jōmon gwał­tow­nie się więc zmniej­szyła. Zbli­żały się ogromne zmiany.

NA KRAŃCU ŚWIATA

Ży­cie ludu okresu Jōmon i wszyst­kich in­nych po­ja­wia­ją­cych się póź­niej lu­dów było ści­śle zwią­zane z za­miesz­ki­waną zie­mią.
Ja­po­nia składa się z wysp, roz­rzu­co­nych jak pa­ciorki na­szyj­nika wzdłuż Azji kon­ty­nen­tal­nej – od Ko­rei na po­łu­dniu po Sy­be­rię na pół­nocy. Na­wet w naj­węż­szym miej­scu dzieli ją od Azji kon­ty­nen­tal­nej wciąż 190 ki­lo­me­trów, znacz­nie wię­cej niż Wielką Bry­ta­nię od Eu­ropy, co czyni Ja­po­nię znacz­nie bar­dziej od­se­pa­ro­waną. Mo­rza sta­no­wią sku­teczną ba­rierę przed in­wa­zjami i po­zwo­liło roz­wi­nąć się wy­jąt­ko­wej, nie­po­wta­rzal­nej kul­tu­rze. Dzięki tej mor­skiej ba­rie­rze w klu­czo­wych mo­men­tach swo­jej hi­sto­rii Ja­po­nia mo­gła się od­izo­lo­wać od pro­ce­sów za­cho­dzą­cych w in­nych re­gio­nach świata.
Kraj za­wsze miał skom­pli­ko­wane sto­sunki ze swo­imi są­sia­dami, Ko­reą i  Chi­nami. Przez wiele wie­ków te dru­gie były dla Azji tym, czym Gre­cja i Rzym dla Eu­ropy: cy­wi­li­za­cyj­nym wzor­cem, po­wszech­nie przez in­nych na­śla­do­wa­nym. Pierwsi Ja­poń­czycy za­po­ży­czyli wiele z chiń­skiej sztuki, fi­lo­zo­fii, re­li­gii, a na­wet pi­smo, po­tem zaś prze­obra­zili to w swą wła­sną, wy­jąt­kową kul­turę.
Ja­poń­ski ar­chi­pe­lag jest długi i wą­ski. Cią­gnie się przez po­nad 3200 ki­lo­me­trów, z ogromną zmien­no­ścią kli­matu i kra­jo­brazu, od za­sy­pa­nego śnie­giem przez nie­mal pół roku Hok­ka­ido na pół­nocy po tro­pi­kalną Oki­nawę na po­łu­dniu. Na wschód i za­chód zaś Ja­poń­czyk ni­gdy nie ma da­leko do mo­rza.
Cztery piąte po­wierzchni wysp to gę­sto za­le­sione góry, nie­po­zo­sta­wia­jące wiele pła­skiego te­renu do osie­dla­nia się lub uprawy roli. Nad­brzeżne rów­niny, gdzie mieszka więk­szość lud­no­ści, od­zna­czają się nie­zwy­kłą ży­zno­ścią. W środ­ko­wej i po­łu­dnio­wej Ja­po­nii spa­dają wiel­kie ilo­ści desz­czu. W go­rące i wil­gotne lato można nie­mal zo­ba­czyć, jak kieł­kuje ryż i strze­lają pędy bam­busa.
Te­ren jest geo­lo­gicz­nie młody, po­prze­ty­kany ak­tyw­nymi wul­ka­nami. To kra­jo­braz w pro­ce­sie zmiany. Trzę­sie­nia roz­ry­wają zie­mię i spra­wiają, że od­dy­cha ona jak ocean, wy­stę­pują erup­cje i fale pły­wowe. Go­rąca woda o za­pa­chu siarki wy­try­skuje z roz­pa­dlin skal­nych. Drże­nie ziemi jest czę­ścią co­dzien­nego ży­cia.
Lud okresu Jōmon mu­siał od­czu­wać gwał­towne prze­obra­że­nia świata nie jako rzad­kie wy­da­rze­nie, ale jako coś po­spo­li­tego, choć za­ra­zem na­pa­wa­ją­cego lę­kiem. Ła­two było uwie­rzyć, że przy­rodę za­miesz­kują du­chy, które na­leży prze­bła­gać.
Wiele pier­wot­nych lu­dów czciło na­turę. O ile jed­nak w in­nych kul­tu­rach te pier­wotne ani­mi­styczne wie­rze­nia za­ni­kły lub zo­stały wchło­nięte przez re­li­gie uni­wer­salne, ta­kie jak bud­dyzm lub chrze­ści­jań­stwo, o tyle w Ja­po­nii się utrzy­mały, być może z po­wodu jej izo­la­cji, a być może ze względu na nie­zwy­kłą ka­pry­śność tu­tej­szej przy­rody. Wie­rze­nia te, znane jako szin­to­izm (shintō), czyli „droga bóstw”, uważa się za tam­tej­szą ro­dzimą re­li­gię, bud­dyzm zo­stał na­to­miast im­por­to­wany z za­gra­nicy. W Ja­po­nii szin­to­izm i bud­dyzm eg­zy­stują rów­no­le­gle. Szin­to­istyczni kami (bó­stwa) są wszę­dzie – na nie­bie, w gó­rach, w drze­wach i w ska­łach. Opie­kują się ludźmi, dbają o ich zdro­wie, po­ma­gają im zna­leźć mi­łość i za­pew­niają po­wo­dze­nie w in­te­re­sach. Na­to­miast idee bud­dyj­skie krążą wo­kół ży­cia po­śmiert­nego.
Od­by­wają się święta, ba­chiczne pa­rady, pod­czas któ­rych spo­ceni mło­dzieńcy w prze­pa­skach bio­dro­wych niosą uli­cami mi­ko­shi – lek­tyki z bo­gami – śpie­wa­jąc, krzy­cząc i po­pi­ja­jąc ob­fi­cie sake. Lu­dzie kul­tury Jōmon za­pewne znali po­dobne uro­czy­sto­ści.
Czę­sto ob­chody ta­kie to­wa­rzy­szą zmia­nie pór roku. Od daw­nych cza­sów Ja­poń­czycy świę­tują wła­sne cztery od­rębne pory roku – kwit­nie­nie śliw i wi­śni wio­sną, let­nie upały, gdy od­by­wają się tańce z oka­zji święta zmar­łych, i od­pa­la­nie sztucz­nych ogni, peł­nia księ­życa i pyszne barwy klo­no­wych li­ści je­sie­nią, a śnieg zimą. Tam­tej­szą kul­turę prze­nika wraż­li­wość na ota­cza­jący świat i piękno, po­dob­nie jak głę­bo­kie po­czu­cie ulot­nej na­tury wszyst­kiego, w szcze­gól­no­ści ludz­kiego ży­cia. To ukształ­to­wało wy­jąt­kową es­te­tykę – roz­mi­ło­waną w tym, co nie­tknięte i na­tu­ralne, nie­sy­me­tryczne. Wi­dzimy to od sa­mego po­czątku w ce­ra­mice jōmon. Wy­raża się to także w  po­ezji. Od naj­daw­niej­szych cza­sów Ja­poń­czycy uwiel­biają za­pi­sy­wać w wier­szach swoje od­czu­cia i re­ak­cje na zja­wi­ska przy­rod­ni­cze oraz na to, przed ja­kimi wy­zwa­niami sta­wia ich los.
Oto hi­sto­ria ma­łego kraju na krańcu świata, który zdo­łał unik­nąć ko­lo­ni­za­cji, prze­zwy­cię­żyć spu­sto­sze­nia II wojny świa­to­wej i nie tylko się od­ro­dzić, ale także osią­gnąć im­po­nu­jący suk­ces oraz do­bro­byt, za­cho­wu­jąc swój wy­jąt­kowy cha­rak­ter i kul­turę. Oto hi­sto­ria ce­sa­rza po­cho­dzą­cego od bo­gini słońca, ce­sa­rzo­wych, do­wód­ców woj­sko­wych, sa­mu­ra­jów, kup­ców, lu­dzi in­te­resu, żoł­nie­rek, dam dworu, gejsz i wszyst­kich nie­sa­mo­wi­tych po­staci, które ukształ­to­wały to nie­zwy­kłe spo­łe­czeń­stwo.

Jesz­cze kilka wy­ja­śnień:

W książce tej dzielę epoki w tra­dy­cyjny spo­sób: we­dług eta­pów hi­sto­rycz­nych, na­stęp­nie we­dług miejsc, gdzie znaj­do­wała się sto­lica (lub sie­dziba władz wo­jow­ni­ków), a po 1868 roku we­dług po­śmiert­nych imion ce­sa­rzy (iden­tycz­nych z na­zwą ery, w któ­rej pa­no­wali).
Ja­poń­czycy mają spe­cy­ficz­nie swo­bodne po­dej­ście do re­li­gii. Czę­sto spo­tyka się świą­ty­nie bud­dyj­skie obok szin­to­istycz­nych chra­mów, szin­to­istyczny chram może też stać we­wnątrz świą­tyni bud­dyj­skiej. Zwy­kle na ozna­cze­nie bud­dyj­skiego miej­sca kultu mó­wimy o „świą­tyni”, szin­to­istycz­nego zaś – o „chra­mie”. Ana­lo­gicz­nie: w bud­dy­zmie mó­wimy o mni­chu, a w szinto – o ka­pła­nie.
Imiona i na­zwi­ska osób po­daję w ko­lej­no­ści ja­poń­skiej, czyli naj­pierw na­zwi­ska. Lu­dzie czę­sto zmie­niają imiona i na­zwi­ska na róż­nych eta­pach ży­cia, na przy­kład przyj­mu­jąc pseu­do­nim li­te­racki lub sce­niczny. Sławne osoby zwy­kle znane są pod swoim imie­niem lub pseu­do­ni­mem, jak Ba­shō czy Sa­ikaku. Człon­ko­wie tej sa­mej ro­dziny czę­sto otrzy­mują bar­dzo po­dobne imiona dla za­zna­cze­nia cią­gło­ści i po­wią­za­nia. Ogra­ni­czam liczbę imion i na­zwisk, szcze­gól­nie gdy by­łyby one bar­dzo po­dobne, aby unik­nąć za­mie­sza­nia.
W daw­nych cza­sach na­zwi­sko kla­nowe i imię czę­sto łą­czyła par­ty­kuła no, czyli „z”. Mi­na­moto no Yoshit­sune ozna­cza Yoshit­sune z klanu Mi­na­moto (ana­lo­gicz­nie jak w przy­padku na­zwisk eu­ro­pej­skich: Ro­ger de Mont­go­mery czy Otto von Habs­burg).
Waż­nym oso­bi­sto­ściom, jak na przy­kład ce­sa­rzom, nada­wano imiona po­śmiertne. Na przy­kład Me­iji to po­śmiertne imię ce­sa­rza Mut­su­hito.
Ja­poń­skie na­zwy i słowa wy­ma­wia się tak, jak się je pi­sze, każdą sy­labę osobno. Sa­mo­gło­ski są pro­ste, a spół­gło­ski nie­przy­de­chowe, jak we wło­skim. Ak­cent roz­kłada się równo na wszyst­kie sy­laby; w ja­poń­skiej po­ezji cho­dzi o liczbę sy­lab, nie o rytm lub rym.
Ma­kron, czyli po­zioma kre­ska nad „o” lub „u”, ozna­cza wy­dłu­że­nie gło­ski. Część nazw geo­gra­ficz­nych (na przy­kład To­kio, Kioto, Kiu­siu, Si­koku) oraz ter­mi­nów przy­swo­jo­nych w ję­zyku pol­skim (zob. Wielka En­cy­klo­pe­dia Po­wszechna) wy­stę­puje w wer­sji spo­lsz­czo­nej. Więk­szość spół­gło­sek i sa­mo­gło­ski „a”, „i”, „u”, „e”, „o” wy­ma­wiane są tak jak w ję­zyku pol­skim.
* Ta­kich na­czyń o skom­pli­ko­wa­nych wzo­rach, które po­ja­wiły się w środ­ko­wym okre­sie Jōmon, uży­wano praw­do­po­dob­nie je­dy­nie do ce­lów ry­tu­al­nych, w ży­ciu co­dzien­nym uży­wano na­czyń o prost­szych for­mach – przyp. red. nauk.

1
DZIECI SŁOŃCA
400 P.N.E.–710 N.E.

PIERW­SZY CE­SARZ

Nie­za­do­wo­lona z licz­nych bóstw, które prze­jęły we wła­da­nie nowo utwo­rzoną Kra­inę po­śród Upraw­nych Pól, bo­gini słońca Ama­te­rasu po­słała swego wnuka Ni­ni­giego, aby ob­jął nad nimi rządy. Trzy święte re­ga­lia miały usta­no­wić au­to­ry­tet jego wła­dzy: zwier­cia­dło z brązu, miecz i za­krzy­wione klej­noty.
Ni­nigi wy­lą­do­wał na gó­rze Ta­ka­chiho na Kiu­siu. Za to­wa­rzyszkę ży­cia wziął so­bie piękną bo­gi­nię, Księż­niczkę Kwit­ną­cych Kwia­tów, ale jej oj­ciec za­żą­dał, aby wziął także jej brzydką sio­strę. Gdy Ni­nigi od­mó­wił, oj­ciec prze­klął ich po­tom­stwo, po­sta­na­wia­jąc, że jego ży­cie bę­dzie „tak krót­kie jak trwa­nie kwiatu wi­śni”. Tak po­wstał śmier­telny ro­dzaj ludzki.
Trzy po­ko­le­nia póź­niej pra­wnuk Ni­ni­giego, Jinmu, pod­bił cen­trum kraju, za­ło­żył tam swoją sto­licę i 11 lu­tego 660 roku p.n.e. po­wo­łał do ist­nie­nia ce­sar­stwo Ja­po­nii.

KUL­TURA YAYOI: ROL­NIC­TWO PRZY­NOSI BO­GAC­TWO I WOJNĘ

W 57 roku n.e. wy­słan­nik z ziem na­zy­wa­nych przez Chiń­czy­ków kra­jem Wo (jap. Wa) – „Kra­jem Kar­łów” lub „Kra­jem Ludu Pod­bi­tego” – od­był długą po­dróż stat­kiem, wo­zem za­przę­żo­nym w woły, a w końcu w lek­tyce do Lu­oy­ang, wspa­nia­łej sto­licy po­tęż­nego ce­sar­stwa Chin. Wiózł try­but. Ce­sarz Gu­an­gwudi z dy­na­stii póź­niej na­zwa­nej Han przy­jął to od­le­głe te­ry­to­rium jako lenno i wrę­czył po­słowi złotą pie­częć z na­pi­sem „król Na z kraju Wa”. Może się to wy­dać nie­praw­do­po­dobne, ale ta mała kwa­dra­towa pie­częć zo­stała zna­le­ziona w 1784 roku na polu w pół­noc­nej czę­ści Kiu­siu. Chiń­ski za­pis o tej wi­zy­cie sta­nowi pierw­szy do­ku­ment wspo­mi­na­jący o kraju, który sta­nie się Ja­po­nią. Ja­poń­czycy przyjmą pi­smo do­piero pięć wie­ków póź­niej.
Gdy ludy kul­tury Jōmon pro­wa­dziły ło­wiecko-zbie­racki tryb ży­cia, rol­nicy na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim utrzy­my­wali się z uprawy ryżu (na mo­krych po­lach). Ich wielki są­siad, Chiny, znał rol­nic­two, na­rzę­dzia me­ta­lowe oraz pi­smo już od ty­siąca lat, a nie­które z tych wy­na­laz­ków prze­nik­nęły na ów pół­wy­sep. Jed­nakże w chłod­niej­szym ko­re­ań­skim kli­ma­cie trud­niej było upra­wiać ryż.
W końcu część tych bied­nych rol­ni­ków za­częła prze­no­sić się na drugą stronę cie­śniny, na Kiu­siu. Za­kła­dali osady i pro­wa­dzili han­del z lu­dami kul­tury Jōmon. Na Kiu­siu kli­mat był cie­plej­szy, zie­mia bar­dziej na­wod­niona i uprawy ryżu le­piej się uda­wały.
Cho­ciaż w in­nych czę­ściach świata ludy ło­wiecko-zbie­rac­kie dość szybko przyj­mo­wały rol­nic­two, za­sobni lu­dzie Jōmon nie wi­dzieli ta­kiej po­trzeby.
Lecz około 400 roku p.n.e. wa­runki ży­cia na­gle ra­dy­kal­nie się zmie­niły. Liczba lu­dów Jōmon ma­lała, gwał­tow­nie ro­sła zaś ko­re­ań­ska po­pu­la­cja rol­ni­cza, co­raz licz­niej za­częły przy­by­wać też ko­lejne fale imi­gran­tów, wśród nich uchodźcy ucie­ka­jący przed nie­ustanną wojną w  Ko­rei.
Przy­by­sze byli wy­żsi, lżej zbu­do­wani i mieli smu­klej­sze twa­rze niż ludy Jōmon. Przy­wo­zili ze sobą na­rzę­dzia z brązu i że­laza, wy­ra­biali drew­niane ło­paty, mo­tyki i pługi, któ­rymi prze­ko­py­wali i na­wad­niali ry­żowe pola. Tak w Ja­po­nii za­częła się epoka że­laza.
Po­dob­nie jak ludy Jōmon przy­by­sze wy­ra­biali ce­ra­mikę. Ich na­czy­nia były jed­nak bar­dziej su­rowe: miały pro­ste, funk­cjo­nalne formy i wy­pa­lano je w wyż­szej tem­pe­ra­tu­rze na czer­wo­na­wo­brą­zowy ko­lor*. Ar­che­olo­go­wie na­zwali tę nową kul­turę Yayoi, od dziel­nicy To­kio, gdzie w 1884 roku od­kryto pierw­sze okazy tej ce­ra­miki.
Spo­łecz­no­ści Jōmon także w końcu za­jęły się uprawą ryżu, ale przy­by­sze stop­niowo prze­wa­żyli. Zda­rzały się mie­szane mał­żeń­stwa, osta­tecz­nie jed­nak ludy Jōmon utrzy­mały się głów­nie na pół­nocy. Ich po­tom­kami są praw­do­po­dob­nie Aj­no­wie z  Hok­ka­ido, za­cho­wu­jący wiele ele­men­tów ich kul­tury, w tym ta­tu­owa­nie twa­rzy. Lu­dzie, któ­rzy przy­byli z Ko­rei w okre­sie Yayoi, za­lud­nili cały ar­chi­pe­lag, łą­cząc się z do­tych­cza­sową rdzenną lud­no­ścią. Od nich po­cho­dzi więk­szość współ­cze­snych Ja­poń­czy­ków.
Wraz z roz­wo­jem rol­nic­twa lu­dzie prze­nie­śli się z la­sów na ży­zne rów­niny i utwo­rzyli stałe wspól­noty rol­ni­cze. Osu­szano pola ry­żowe, aby zim­niej­szą porą upra­wiać proso, jęcz­mień i psze­nicę. Wpro­wa­dzono wiele ro­ślin upraw­nych, udo­mo­wiono świ­nie. Wy­wo­łało to na Kiu­siu eks­plo­zję de­mo­gra­ficzną, stam­tąd zaś rol­nic­two szybko się roz­po­wszech­niło w ca­łym kraju**.
Lud­ność Yayoi miesz­kała w drew­nia­nych do­mach kry­tych strze­chą. Wy­twa­rzali na­rzę­dzia rol­ni­cze, oręż, zbroje i brą­zowe lu­stra z wy­szu­ka­nie zdo­bioną od­wrotną stroną. Od­le­wali także dōtaku, ce­re­mo­nialne dzwony z brązu.
Rol­nic­two dało po­czą­tek kon­flik­tom. Pod­czas gdy wę­dru­jący w po­szu­ki­wa­niu je­dze­nia lu­dzie Jōmon wła­ści­wie nie znali nie­rów­no­ści spo­łecz­nych, w okre­sie Yayoi za­częto gro­ma­dzić ryż. Stał się on wy­znacz­ni­kiem bo­gac­twa. Han­dlo­wano nim, a ci, któ­rzy po­sia­dali wię­cej, mieli wła­dzę nad tymi, któ­rzy po­sia­dali mniej. W ten spo­sób roz­wi­nął się sys­tem kla­sowy z pa­nami, po­spól­stwem i nie­wol­ni­kami. Po upły­wie lat*** za­częto grze­bać zmar­łych człon­ków elity we wspa­nia­łych gro­bow­cach, w oto­cze­niu luk­su­so­wych dóbr, ta­kich jak szklane pa­ciorki, ja­de­itowe i brą­zowe mie­cze lub zwier­cia­dła.
Wzrost liczby lud­no­ści do­pro­wa­dził do po­wsta­nia fe­de­ra­cji ple­mien­nych. Setki, a po­tem ty­siące lu­dzi osie­dlały się na rów­ni­nach i wzgó­rzach. W I wieku n.e. ist­niała po­nad setka ta­kich ma­łych fe­de­ra­cji. Naj­lep­sze te­reny pod­mo­kłe i rów­niny od­po­wied­nie do uprawy ryżu za­peł­niły się i roz­po­częły się walki, a po­tem wojny o zie­mię i do­stęp do wody, a także o do­mi­na­cję.
W  Yoshi­no­gari na pół­nocy Kiu­siu, gdzie znaj­do­wała się wielka osada z okresu Yayoi, ar­che­olo­go­wie od­kryli ka­mienną i brą­zową broń, za­pasy gro­tów strzał, szkie­lety ludz­kie, nie­które bez­głowe, a inne z gro­tami strzał w czasz­kach i koń­czy­nach. Żyło tam 1200 osób, chro­nią­cych się za ota­cza­jącą osadę fosą. We­wnątrz znaj­do­wały się dal­sze for­ty­fi­ka­cje, wieże ob­ser­wa­cyjne, pa­li­sady z bra­mami, ko­mu­nalne kuch­nie, dom zgro­ma­dzeń i od­gro­dzona część, w któ­rej miesz­kał władca.
Po za­sie­wach w mie­siącu pią­tym i żni­wach w dzie­sią­tym lu­dzie Yayoi od­pra­wiali uro­czy­sto­ści, pod­czas któ­rych wzno­szono mo­dły i skła­dano ofiary w po­staci na­poju z fer­men­to­wa­nego ryżu bo­gom i du­chom przod­ków. Ry­tu­al­nym tań­com prze­wo­dzili sza­mani z przy­mo­co­wa­nymi zwier­cia­dłami od­bi­ja­ją­cymi pro­mie­nie słońca – praw­do­po­dob­nie uży­wano ich do wró­że­nia i cza­rów, sta­no­wiły też oznakę kon­taktu z wyż­szymi mo­cami. Od naj­wcze­śniej­szych cza­sów sza­mani od­gry­wali klu­czową rolę w za­pew­nia­niu po­myśl­no­ści ple­mie­niu. Wy­bie­rano ich na wład­ców. Wśród sza­ma­nów było też wiele ko­biet.

HI­MIKO, SZA­MANKA I KRÓ­LOWA

W 238 roku n.e. do sto­licy chiń­skiej dy­na­stii Wei przy­była mi­sja dy­plo­ma­tyczna z kraju Wa, przy­wo­żąc try­but w po­staci czte­rech nie­wol­ni­ków i sze­ściu nie­wol­nic, a po­nadto dwóch bel tka­niny, po sześć me­trów dłu­go­ści. Chiń­skie kro­niki dy­na­styczne no­tują, że ce­sarz od­po­wie­dział: „Miesz­kasz za mo­rzem, bar­dzo da­leko, a mimo to prze­sy­łasz po­słań­ców i try­but. Nie­zmier­nie ce­nimy twoje od­da­nie, wierne dziecko. Dla­tego na­da­jemy ci ty­tuł Kró­lo­wej Wa Bli­skiej Wei, a także od­zna­czamy złotą pie­czę­cią z pur­pu­rową wstęgą. Ży­czymy so­bie, Szla­chetna Kró­lowo, abyś pa­no­wała swemu lu­dowi w po­koju oraz była wierna i po­słuszna”. Ce­sarz po­da­ro­wał kró­lo­wej Hi­miko sto zwier­cia­deł z brązu.
Hi­miko, czyli „Ka­płanka Słońca” lub „Córa Słońca”, jest pierw­szym imie­niem w ja­poń­skiej hi­sto­rii, które wy­ła­nia się z mroku dzie­jów, choć nie wia­domo, czy kró­lowa żyła na­prawdę, czy tylko w le­gen­dzie. Nie ma o niej wzmianki w  Kōjiki ani w  Ni­hon Shōki, ja­poń­skich kro­ni­kach skom­pi­lo­wa­nych wiele wie­ków póź­niej, ale we współ­cze­snych jej chiń­skich an­na­łach jej ży­cie zo­stało opi­sane szcze­gó­łowo.
We­dług nich Hi­miko była sza­manką i ko­bietą o nad­zwy­czaj­nych mo­cach. W 190 roku n.e., kiedy miała dwa­dzie­ścia lat, po la­tach wojny do­mo­wej trzy­dzie­ści ma­łych kró­lestw za­warło ro­zejm, utwo­rzyło fe­de­ra­cję i wy­brało ją na swoją kró­lową. Chiń­skie źró­dła mó­wią, że po­cho­dziła z dłu­giej dy­na­stii wład­czyń i że była dzie­wicą, ni­gdy nie wy­szła za mąż, ale „zaj­mo­wała się ma­gią i czar­no­księ­stwem, rzu­ca­jąc czary na lu­dzi. Po­tem osa­dzono ją na tro­nie”. Chiń­czycy na­zy­wali kraj Wa „Kra­jem Kró­lo­wej”. Pod­dani Hi­miko na­zy­wali go Yama­tai.
Hi­miko była ustami bo­gów. Re­pre­zen­to­wała ich na ziemi, a także za­bie­gała u nich o do­bre zbiory, po­myśl­ność i po­kój. Dla utrzy­ma­nia sta­tusu sa­kral­nej ta­jem­nicy nie po­ka­zy­wała się pod­da­nym. Jej pa­łac ota­czały pa­li­sada i wieże, po­dobne do for­ty­fi­ka­cji w  Yoshi­no­gari, a strze­gło go liczne woj­sko. Słu­żyło jej ty­siąc ko­biet oraz je­den męż­czy­zna, który po­da­wał po­trawy i na­poje, a także prze­ma­wiał w jej imie­niu.
Hi­miko usta­liła szcze­gó­łowe prawa oraz oby­czaje i pil­no­wała ich prze­strze­ga­nia. Pod jej pa­no­wa­niem kraj Yama­tai kwitł. Dzia­łał sys­tem po­dat­kowy, pro­wa­dzono oży­wiony han­del. Jej prawą ręką był młod­szy brat – za­rzą­dzał on sto­sun­kami dy­plo­ma­tycz­nymi z  Chi­nami.
Hi­miko pa­no­wała przez sześć­dzie­siąt lat, a zmarła jako osiem­dzie­się­cio­latka w 248 roku n.e. Po­że­gnano ją wspa­niale. Chiń­ski do­ku­ment no­tuje: „Usy­pano nad nią wielki ko­piec o śred­nicy po­nad stu kro­ków i po­nad sto sług płci mę­skiej oraz żeń­skiej do­łą­czyło do niej w śmierci”.
Po Hi­miko tron ob­jął władca, ale pod­dani nie chcieli się mu pod­po­rząd­ko­wać. Mno­żyły się za­ma­chy i za­bój­stwa. W końcu wy­brano trzy­na­sto­let­nią dziew­czynkę imie­niem Iyo, krewną Hi­miko. Pod rzą­dami tej nie­let­niej kró­lo­wej-sza­manki ład zo­stał przy­wró­cony.
Nie­któ­rzy twier­dzą, że kró­le­stwo Hi­miko, Yama­tai, le­żało w oko­licy Yoshi­no­gari, inni wska­zują na oko­lice mia­sta Nara, które nie­ba­wem sta­nie się ser­cem zjed­no­czo­nej Ja­po­nii.

OKRES KO­FUN (250–538 N.E.): PO­WSTA­NIE YAMATO

Nie­opo­dal Nary znaj­duje się po­ro­słe drze­wami wzgó­rze w kształ­cie dziurki od klu­cza, do­sko­nale sy­me­tryczny okrą­gły kur­han z trój­kąt­nym roz­sze­rze­niem. Wy­ra­sta na­gle z pól ry­żo­wych i z jed­nej strony są­sia­duje z je­zio­rem. To naj­star­szy ko­fun, ja­poń­ski „sta­ro­żytny gro­bo­wiec”. Od­na­le­ziona we­wnątrz ce­ra­mika da­to­wana jest na 250 rok n.e., mniej wię­cej czas śmierci Hi­miko, i na­ukowcy są­dzą, że może to być miej­sce jej po­chówku.
Po śmierci „Córy Słońca” za­częto wzno­sić kopce po­grze­bowe w oko­li­cach Nary, na ca­łej wy­spie Hon­siu, a po­tem też na Kiu­siu (i  Si­koku). Na­li­czono ich około 20 ty­sięcy, usy­pa­nych w ciągu 300 lat****. Wiele było oto­czo­nych fosą. We­wnątrz kopca znaj­duje się ko­mora gro­bowa za­wie­ra­jąca trumnę lub trumny w oto­cze­niu skar­bów (klej­no­tów, zwier­cia­deł, broni), a także sług – lecz nie, jak w przy­padku Hi­miko, praw­dzi­wych, tylko w po­staci ha­niwa, du­żych fi­gur z te­ra­koty o twa­rzach przy­po­mi­na­ją­cych ma­ski. Dzięki nim mo­żemy wy­obra­zić so­bie typy lu­dzi ży­ją­cych w tym cza­sie. Zna­le­ziono tam wo­jow­ni­ków w zbroi, tan­ce­rzy, sza­manki trzy­ma­jące misy ofiarne, za­pa­śni­ków oraz mu­zy­ków gra­ją­cych na bęb­nach, cy­trze i dzwo­nach. Po­nadto zmar­łych ota­czały swoj­skie ar­te­fakty: domy o spa­dzi­stych da­chach, ło­dzie, pie­czo­ło­wi­cie wy­rzeź­bione ko­nie z grzy­wami i uzdami, dziki i małpy – wszystko, co skła­dało się na świat, z któ­rego po­cho­dzili, i co mo­gło spra­wić, że będą się do­brze czuli w świe­cie przy­szłym.
Nie­kiedy zmarli wo­jo­wali konno za ży­cia, zo­stali za­tem po­cho­wani z orę­żem i zbroją. Ich hełmy, sio­dła i de­ko­ra­cyjna uprząż są ob­szyte je­dwabną wzo­rzy­stą tka­niną i ob­wie­szone zło­co­nymi wi­sio­rami, za­ska­ku­jąco po­dob­nymi do tych znaj­do­wa­nych w Pół­noc­nej Azji. Zna­le­ziono tam ko­rony, buty z brązu, złotą i srebrną bi­żu­te­rię, a także przy­rządy rol­ni­cze, ta­kie jak mo­tyki i ło­paty. Ogromny gro­bo­wiec na Kiu­siu tuż nad brze­giem mo­rza za­wiera szczątki około czter­dzie­sto­let­niej wład­czyni, z ob­rzę­do­wymi zwier­cia­dłami, klej­no­tami, mie­czami, włócz­niami i ka­mien­nymi to­po­rami ozna­cza­ją­cymi jej rangę i wła­dzę. Wznie­sie­nie naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nego gro­bowca, mau­zo­leum Nin­toku, le­gen­dar­nego szes­na­stego ce­sa­rza, wy­ma­gało za­pewne wielu lat pracy i wy­ra­fi­no­wa­nych tech­nik bu­dow­la­nych. Władcy ci byli na tyle po­tężni, aby roz­po­rzą­dzać ar­mią ro­bot­ni­ków i za­pew­nić so­bie po śmierci wspa­niały po­chó­wek.
W kraju na­dal pełno było zwal­cza­ją­cych się kla­nów, któ­rych przy­wódcy ry­wa­li­zo­wali o to, kto bę­dzie miał wspa­nial­szy ko­piec gro­bowy. Naj­po­tęż­niej­sza była fe­de­ra­cja Yamato, być może po­tom­ko­wie Yama­tai z cza­sów Hi­miko, któ­rzy za­sie­dlali ży­zne rów­niny wo­kół dzi­siej­szej Nary. Za­częli pod­po­rząd­ko­wy­wać so­bie inne klany – nie­kiedy pod­bo­jem, a nie­kiedy przy­zna­jąc in­nym przy­wód­com god­no­ści oraz sta­no­wi­ska w swo­jej ad­mi­ni­stra­cji i wcią­ga­jąc ich tym sa­mym w sferę swych wpły­wów. Oręż i zbroja, w któ­rej ich cho­wano, do­wo­dzi, że po­sia­dali na to dość mi­li­tar­nej siły. Po­tężne sza­manki skła­dały hołdy bo­gom kon­ku­ren­cyj­nych kla­nów, włą­cza­jąc ich do jed­nego wspól­nego pan­te­onu. W ten spo­sób władcy Yamato roz­po­częli bu­dowę im­pe­rium.
Przez 150 lat od śmierci Hi­miko chiń­skie kro­niki nie wspo­mi­nają o kraju Wa. Być może zbyt in­ten­sywne walki nie po­zwa­lały na wy­sła­nie try­butu. Po­tem – mię­dzy 413 a 502 ro­kiem n.e. – pię­ciu ko­lej­nych wład­ców Yamato słało emi­sa­riu­szy na po­tężny dwór chiń­ski, pro­sząc ce­sa­rza o uzna­nie ich kró­lew­skiej rangi. Władcy ci na­zy­wali sie­bie Wiel­kimi Pa­nami. Yamato stało się naj­sil­niej­szą fe­de­ra­cją, roz­cią­ga­jącą swe wpływy od środ­ko­wej Hon­siu do Kiu­siu.
Chiny – ze swoją struk­turą biu­ro­kra­tyczną, pi­smem i sys­te­mami fi­lo­zo­ficz­nymi – były do­mi­nu­ją­cym mo­car­stwem w Azji Wschod­niej. Inne ośrodki, ta­kie jak Ja­po­nia, sta­rały się czer­pać z tego olśnie­wa­ją­cego cen­trum cy­wi­li­za­cyj­nego. Na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim wal­czyły o su­pre­ma­cję trzy kró­le­stwa: Silla, Ba­ekje i  Go­gu­ryeo, w Chi­nach zaś w okre­sie Dy­na­stii Pół­noc­nych i Po­łu­dnio­wych to­czyła się wojna do­mowa. Do Ja­po­nii za­częli na­pły­wać uchodźcy, a wraz z nimi chiń­skie idee, kul­tura, tech­nika i to­wary.
Przy­wieźli ze sobą także chiń­skie pi­smo i wie­dzę. Na dwo­rze Yamato jako ofi­cjal­nego ję­zyka za­częto uży­wać chiń­skiego. Stał się on ję­zy­kiem na­uki oraz oznaką osoby wy­kształ­co­nej, jak ła­cina na Za­cho­dzie.
Przy­ję­cie pi­sma otwo­rzyło drogę do chiń­skiej me­dy­cyny, ka­len­da­rza, astro­no­mii i  kon­fu­cja­ni­zmu, a tu­tejsi uczeni zna­leźli spo­soby na przy­sto­so­wa­nie chiń­skich zna­ków do za­pisu bar­dzo od­mien­nej ja­pońsz­czy­zny. Z kon­ty­nentu azja­tyc­kiego za­po­ży­czono także tech­nikę jazdy kon­nej, nowe tech­niki ce­ra­miczne i me­ta­lur­giczne oraz istotne udo­sko­na­le­nia rol­ni­cze.
Wielu osad­ni­ków ko­re­ań­skich i chiń­skich było do­sko­na­łymi rze­mieśl­ni­kami. Naj­zna­ko­mitsi i naj­bar­dziej uta­len­to­wani otrzy­my­wali w za­rząd zie­mie oraz wy­so­kie sta­no­wi­ska na dwo­rze, co po­zwo­liło Wiel­kiemu Panu umoc­nić swoją wła­dzę nad kłó­tli­wymi kla­nami. W IX wieku wciąż jedna trze­cia moż­nych wy­wo­dziła swe po­cho­dze­nie z kon­ty­nentu (po­dob­nie jak fran­cu­ska szlachta an­giel­skiego władcy Wil­helma Zdo­bywcy).
Lecz jesz­cze bar­dziej epo­kowe miały się oka­zać inne za­po­ży­cze­nia z kon­ty­nentu.

OKRES ASUKA (538 – 710): BUDDA SPO­TYKA KAMI

W 538 roku do Yamato przy­byli po­sło­wie od króla Ba­ekje, jed­nego z trzech wo­ju­ją­cych ze sobą kró­lestw ko­re­ań­skich, i po­pro­sili w jego imie­niu o wspar­cie woj­skowe. Król przy­słał rze­mieśl­ni­ków, mni­chów, dzieła sztuki oraz nie­zwy­kle do­nio­sły po­da­ru­nek: brą­zowy po­sąg Buddy, wraz z ob­rzę­do­wymi cho­rą­gwiami i zbio­rem sutr wzy­wa­ją­cych Wiel­kiego Pana do uzna­nia owych „naj­wspa­nial­szych” nauk.
Bud­dyzm, za­nim do­tarł do Ja­po­nii, od­był wcze­śniej po­dróż Je­dwab­nym Szla­kiem z In­dii do Chin i  Ko­rei, a kul­tury te po­zo­sta­wiły na nim swój ślad. Bud­dyzm Ma­ha­jany, czyli Wiel­kiego Wozu, był znacz­nie bar­dziej roz­bu­do­wany i zło­żony od su­ro­wych nauk hi­sto­rycz­nego Buddy i od bud­dy­zmu The­ra­wady, czyli Ma­łego Wozu, który roz­wi­nął się na Sri Lance. W tra­dy­cji Ma­ha­jany bud­do­wie byli isto­tami przyj­mu­ją­cymi ludzki kształt i czczo­nymi w świą­ty­niach, po­ja­wiły się także wy­ło­żone w pi­smach za­sady dok­try­nalne.
Ja­poń­czycy mieli już jed­nak ro­dzimą re­li­gię. Ja­po­nia była dla nich kra­jem bóstw. Czcili roz­liczne kami, spło­dzone przez Iza­na­giego i  Iza­nami, które prze­ni­kały całą przy­rodę. Bó­stwa miesz­kały w ka­mie­niach, w drze­wach, w gó­rach, chro­niły ro­dziny, klany i całe kró­le­stwa. Nie miały kon­kret­nej po­staci i nie ist­niały sfor­ma­li­zo­wane prze­pisy kultu ani święte tek­sty. Naj­waż­niej­szą w tym pan­te­onie była bo­gini słońca, Ama­te­rasu.
Wielki Pan Kin­mei był pierw­szym hi­sto­rycz­nym, a nie le­gen­dar­nym władcą Yamato – pi­śmien­nic­two hi­sto­ryczne zna go jako ce­sa­rza Kin­meia, choć ter­min tennō, „ce­sarz”, nie był jesz­cze wtedy uży­wany. Znaj­do­wał się on pod wpły­wem po­tęż­nych do­rad­ców z ro­dów Soga i Mo­no­nobe.
Soga sprzy­jali re­for­mom. Umac­niali oni swoją wła­dzę, wy­da­jąc córki za mąż za człon­ków ro­dziny ce­sar­skiej, co miało ten sku­tek, że więk­szość wład­ców była sy­nami lub mę­żami ko­biet z rodu Soga. Po­cho­dzili od ko­re­ań­skich imi­gran­tów i wi­dzieli w bud­dy­zmie, re­li­gii Chin, ostoję cy­wi­li­zo­wa­nego spo­łe­czeń­stwa.
Na­to­miast Mo­no­nobe oraz ich sprzy­mie­rzeńcy, ród Na­ka­tomi, sprze­ci­wiali się wszel­kim zmia­nom w sys­te­mie. Sta­no­wili eli­tarną gwar­dię ce­sar­ską i zmo­no­po­li­zo­wali ob­rzędy oraz ry­tu­ały od­pra­wiane ku czci kami. Za­de­kla­ro­wali, że kami roz­gnie­wają się, je­śli Ja­poń­czycy będą od­da­wać cześć ob­cym bó­stwom.
Ce­sarz po­sta­no­wił za­tem wy­pró­bo­wać nową re­li­gię: zle­cił So­gom od­pra­wie­nie ry­tu­ałów przed po­są­giem Buddy. Nie­długo po­tem wy­bu­chła epi­de­mia, i do­strze­żono w tym oczy­wi­sty znak, że kami oka­zują nie­za­do­wo­le­nie. Mo­no­nobe na­ka­zali wrzu­cić po­sąg do ka­nału, nowo wy­bu­do­waną świą­ty­nię bud­dyj­ską spa­lić i wy­chło­stać trzy prze­by­wa­jące tam mniszki. Jakby w od­po­wie­dzi pio­run znisz­czył pa­łac ce­sar­ski, za­bi­ja­jąc tych, któ­rzy wy­rzu­cili wi­ze­ru­nek.
Osta­tecz­nie w 587 roku nie­opo­dal góry Shigi do­szło do trzy­dnio­wej bi­twy mię­dzy zwa­śnio­nymi stron­nic­twami. So­go­wie zo­stali ode­pchnięci. Wy­da­wało się, że bud­dyzm i jego zwo­len­nicy prze­grali.
Wów­czas pe­wien trzy­na­sto­letni mło­dzie­niec zmie­nił nie tylko losy bi­twy, ale także bieg ja­poń­skiej hi­sto­rii. Ściął święte drzewo nu­ride, wy­rzeź­bił z niego nie­wielki wi­ze­ru­nek bud­dyj­skich Czte­rech Nie­biań­skich Kró­lów i przy­mo­co­wał go so­bie do czoła, ślu­bu­jąc, że zbu­duje nie­biań­skim kró­lom świą­ty­nię, je­żeli So­go­wie zwy­ciężą. W bi­twie, która po­tem na­stą­piła, wódz Mo­no­nobe stra­cił ży­cie. W ten spo­sób bud­dyzm stał się do­mi­nu­jącą re­li­gią dworu.
Mło­dzie­niec na­zy­wał się książę Umay­ado, czyli „Drzwi Stajni”: matka po­wiła go przed ce­sar­skimi staj­niami. Był wnu­kiem ce­sa­rza Kin­meia. Prze­szedł do hi­sto­rii jako książę Shōtoku, czyli książę o „Świę­tych Cno­tach”, ucho­dzi za za­ło­ży­ciela pań­stwa ja­poń­skiego i jed­nego z naj­wy­bit­niej­szych rzą­dzą­cych Ja­po­nią.
Zwy­cię­ski przy­wódca rodu Soga, te­raz główny mi­ni­ster, ścią­gnął rze­mieśl­ni­ków z ko­re­ań­skiego kró­le­stwa Ba­ekje do nad­zo­ro­wa­nia bu­dowy pierw­szej bud­dyj­skiej świą­tyni w Ja­po­nii, świą­tyni Asuka. Skła­dała się ona z trzech pa­wi­lo­nów ota­cza­ją­cych pię­cio­kon­dy­gna­cyjną pa­godę. W naj­więk­szym pa­wi­lo­nie znaj­do­wał się po­sąg Buddy z brązu o su­ro­wym, ale spo­koj­nym ob­li­czu, sie­dzą­cego w po­zy­cji lo­tosu, od­da­nego me­dy­ta­cji. Był to pierw­szy po­sąg Buddy wy­ko­nany w Ja­po­nii.
Serce pań­stwa Yamato sta­no­wiła piękna rów­nina Asuka, z ży­znymi po­lami ry­żo­wymi oraz ła­god­nie wzno­szą­cymi się i opa­da­ją­cymi pa­gór­kami, na po­łu­dnie od współ­cze­snego Nara. Nie ist­niała jesz­cze stała sto­lica. Gdy umie­rał ce­sarz, cały dwór opusz­czał pa­łac i bu­do­wano nowy, tak aby na ko­lej­nego ce­sa­rza nie padł urok po­przed­nika. Sto­lica wę­dro­wała z ce­sa­rzami z jed­nego miej­sca do in­nego.
Po śmierci Kin­meia ce­sa­rzową wład­czy­nią zo­stała jego córka. Ster rzą­dów dzier­żył zaś Shōtoku jako re­gent. Oka­zał się wy­bit­nym mę­żem stanu, in­te­lek­tu­ali­stą, opie­ku­nem sztuk i wiel­kim pro­mo­to­rem chiń­skiej kul­tury.
W prze­szło­ści wła­dza była po­dzie­lona po­mię­dzy na­czel­ni­ków wiel­kich ro­dów. Shōtoku na­pi­sał pierw­szą kon­sty­tu­cję Ja­po­nii, opartą na za­sa­dach bud­dyj­skich i kon­fu­cjań­skich, z na­ci­skiem na etyczne rządy, oraz wpro­wa­dził wzo­ro­wany na chiń­skim sys­tem rang dwor­skich, przy­zna­wa­nych we­dług za­sług. Wy­słał pierw­szą ofi­cjalną ja­poń­ską mi­sję do Chin, na dwór no­wej dy­na­stii Sui, ce­lem stu­diów nad chiń­skim ustro­jem po­li­tycz­nym, bud­dy­zmem i  kon­fu­cja­ni­zmem. Dą­żąc do zrów­na­nia sta­tusu Ja­po­nii z Chi­nami, zre­da­go­wał list od ja­poń­skiej ce­sa­rzo­wej do chiń­skiego ce­sa­rza, ad­re­su­jąc go: „Od władcy kraju wscho­dzą­cego słońca do władcy kraju za­cho­dzą­cego słońca”. Ce­sarz chiń­ski miał wpaść we wście­kłość wo­bec ta­kiej zu­chwa­ło­ści i po­zo­sta­wił list bez od­po­wie­dzi. Shōtoku na­pi­sał także dwie kro­niki dzie­jów Ja­po­nii, które stały się pod­stawą póź­niej­szych opra­co­wań hi­sto­rii kraju.
Jako po­bożny wy­znawca bud­dy­zmu za­rzą­dził bu­dowę po­nad czter­dzie­stu świą­tyń, wspa­nia­łych bu­dowli z bo­ga­tymi wnę­trzami i bu­dzą­cymi po­dziw ry­tu­ałami: sza­tami, ka­dzi­dłami, śpie­wami, które sil­nie od­dzia­ły­wały na wy­obraź­nię słu­cha­czy. W  Hōry­ūji, naj­star­szej za­cho­wa­nej bu­dowli drew­nia­nej na świe­cie, prze­cho­wuje się piękny po­sąg spo­glą­da­ją­cej z wy­ra­zem nie­ziem­skiej czu­ło­ści Kan­non, bo­dhi­sat­twy mi­ło­sier­dzia.
Shōtoku po­ło­żył so­lidne pod­wa­liny. Po­trzebny był jed­nak śmiały za­mach stanu, aby ze­spo­lić wciąż luźną fe­de­ra­cję względ­nie au­to­no­micz­nych wiel­kich ro­dów w jed­no­lite ce­sar­stwo.

ZA­MACH STANU

W 645 roku, przy oka­zji gry w ke­mari (grę po­le­ga­jącą, jak „zośka”, na pod­bi­ja­niu piłki nogą), po­znali się ze sobą Na­ka­tomi no Ka­ma­tari oraz dzie­więt­na­sto­letni syn ce­sa­rzo­wej, książę Naka. Ka­ma­tari był przy­wódcą klanu Na­ka­tomi, daw­nych sprzy­mie­rzeń­ców Mo­no­nobe, pół wieku wcze­śniej po­ko­na­nych przez So­gów, któ­rzy tak da­lece umoc­nili swoją wła­dzę, że wy­glą­dało, jakby mieli już po wiecz­ność rzą­dzić w imie­niu rodu ce­sar­skiego. Obaj męż­czyźni nie­na­wi­dzili So­gów. Za­częli się spo­ty­kać w po­ro­śnię­tej wi­ste­rią al­ta­nie pod po­zo­rem stu­dio­wa­nia chiń­skich pism.
Pew­nego dnia la­tem dwór zgro­ma­dził się dla od­pra­wie­nia waż­nej uro­czy­sto­ści. Książę Naka ka­zał za­ry­glo­wać bramy pa­łacu, prze­ku­pił straż­ni­ków i ukrył w sali au­dien­cyj­nej włócz­nię. Po­tem na oczach wszyst­kich, nie wy­łą­cza­jąc sa­mej ce­sa­rzo­wej wład­czyni, po­sie­kał na ka­wałki mło­dego przy­wódcę rodu Soga. Ce­sa­rzowa nie­zwłocz­nie ab­dy­ko­wała, ska­lana kon­tak­tem ze śmier­cią.
W ten spo­sób ro­dzina ce­sar­ska od­zy­skała wła­dzę po­li­tyczną. Książę Naka uczy­nił ce­sa­rzem swego wuja, ale na­dal spra­wo­wał wła­dzę ra­zem ze współ­spi­skow­cem, Na­ka­to­mim, któ­remu nadał na­zwi­sko Fu­ji­wara (co w wol­nym tłu­ma­cze­niu ozna­czać może „Al­tanę z Wi­ste­rią”), upa­mięt­nia­jące ich ta­jemne spo­tka­nia.
Na­stęp­nie przy­stą­pił do re­ali­za­cji pro­gramu re­form zwa­nego Ta­ika, „Wielką Zmianą”, da­ją­cego ce­sa­rzowi ab­so­lutną wła­dzę nad kra­jem i jego miesz­kań­cami, w tym daw­nymi na­czel­ni­kami ro­dów, w myśl za­sady: „Nie ma dwóch słońc na nie­bie ani dwóch pa­nów na ziemi”. Miało to cha­rak­ter bez­kr­wa­wej re­wo­lu­cji. Usta­no­wiono funk­cje trzech mi­ni­strów, słu­żą­cych radą tro­nowi: mi­ni­stra le­wej strony, mi­ni­stra pra­wej strony (niż­szego rangą) oraz wiel­kiego mi­ni­stra stanu, czyli bez­po­śred­niego do­radcę ce­sa­rza*****.
Książę Naka prze­pro­wa­dził także sze­roko za­kro­joną re­formę rolną, przej­mu­jąc całą zie­mię (jako wła­sność ce­sa­rza) i wpro­wa­dza­jąc sys­tem na­dzia­łów dla lud­no­ści – za jed­nym za­ma­chem po­zba­wia­jąc na­czel­ni­ków ro­dów pod­stawy ich wła­dzy i two­rząc scen­tra­li­zo­wane pań­stwo ce­sar­skie. Wadę sta­no­wiło to, że o ile chłopi otrzy­mali równe działki, o tyle ary­sto­kra­cji (czyli daw­nym na­czel­ni­kom) przy­pa­dły więk­sze nada­nia, za­leżne od rangi, urzędu i za­sługi, co ozna­czało, że była ona rów­nie uprzy­wi­le­jo­wana jak po­przed­nio. Świą­ty­nie i chramy rów­nież za­częły gro­ma­dzić pry­watne ma­jątki ziem­skie.
W ra­mach re­form wpro­wa­dzono sys­tem po­dat­kowy na wzór chiń­skiego, po­bie­rano po­datki od ziemi w ziar­nach, tek­sty­liach (mię­dzy in­nymi w je­dwa­biu, ba­weł­nie) oraz pro­duk­tach lo­kal­nych. Wpro­wa­dzono także służbę woj­skową i prace przy­mu­sowe, na przy­kład przy ro­bo­tach pu­blicz­nych.
Za­ka­zał w końcu sta­rego zwy­czaju usy­py­wa­nia gro­bow­ców. Za­miast tra­dy­cyj­nych gro­bów kop­co­wych, jak ten dla Hi­miko, na rów­ni­nie Asuka wy­ra­stały bud­dyj­skie świą­ty­nie oraz klasz­tory o bia­łych ścia­nach, cy­no­bro­wych ko­lum­nach i roz­le­głych da­chach, wie­lo­kon­dy­gna­cyjne pa­gody i ko­lo­rowe pa­łace. Do mia­sta na­pły­wali wy­kwa­li­fi­ko­wani imi­granci, w tym wielu z ko­re­ań­skiego kró­le­stwa Ba­ekje.
Jed­nakże sto­sunki z tym kra­jem wkrótce ule­gły za­ła­ma­niu, co dało po­czą­tek zu­peł­nie no­wej epoce.

AWAN­TURA KO­RE­AŃ­SKA

W 660 roku kró­le­stwo Ba­ekje, tra­dy­cyjny so­jusz­nik Ja­po­nii, zo­stało pod­bite przez ko­re­ań­skiego prze­ciw­nika, kró­le­stwo Silla sprzy­mie­rzone z nowo usta­no­wioną chiń­ską dy­na­stią Tang. Lo­ja­li­ści z Ba­ekje zwró­cili się do Ja­po­nii o po­moc w przy­wró­ce­niu wła­dzy ich kró­lowi.
Ce­sa­rzowa wład­czyni Sa­imei nie­zwłocz­nie przy­go­to­wała wielką eks­pe­dy­cję mor­ską i ob­jęła oso­bi­ście do­wódz­two. Była matką księ­cia Naka, która po­wró­ciła do wła­dzy. Udała się na pół­nocną Kiu­siu i tam za­ło­żyła swoją sto­licę, z sie­dzibą w pa­łacu Asa­kura, na­prze­ciwko ko­re­ań­skiego wy­brzeża.
Kiedy jed­nak ostat­nie od­działy Yamato wsia­dały na statki, by od­pły­nąć do Ko­rei, ce­sa­rzowa za­cho­ro­wała i zmarła. Książę Naka ka­zał spro­wa­dzić jej ciało do Asuki, gdzie zo­stała po­cho­wana, a sam, ubrany w białe szaty ża­łobne, ob­ser­wo­wał wy­ru­sza­jącą eks­pe­dy­cję z tym­cza­so­wego pa­łacu w Asa­ku­rze.
Bez wspar­cia ce­sa­rzo­wej Ja­poń­czycy nie mieli szans na zwy­cię­stwo. W bi­twie nad Ba­ek­gang okręty ja­poń­skie zmie­rzyły się z prze­wa­ża­ją­cymi si­łami Chin i Silli. Za­to­nęło czte­ry­sta okrę­tów i zgi­nęło 10 000 Ja­poń­czy­ków, pod­czas gdy ka­wa­le­ria Silli zdzie­siąt­ko­wała lo­ja­li­styczne od­działy Ba­ekje. Był to ko­niec kró­le­stwa Ba­ekje i ka­ta­strofa dla pań­stwa Yamato, które utra­ciło te­ry­to­ria na Pół­wy­spie Ko­re­ań­skim oraz klu­czo­wego sprzy­mie­rzeńca, a także kon­takt z kon­ty­nen­talną tech­no­lo­gią i kul­turą. Mu­siało zwró­cić się te­raz ku Chi­nom, ma­ją­cym rząd cen­tralny i silne bud­dyj­skie in­sty­tu­cje.
Tan­gow­skie Chiny były naj­bar­dziej ko­smo­po­li­tycz­nym pań­stwem na świe­cie, o roz­le­głym te­ry­to­rium i ze szla­kami han­dlo­wymi do­cho­dzą­cymi aż do Rzymu. Kupcy i wy­słan­nicy z ca­łego cy­wi­li­zo­wa­nego świata spo­ty­kali się w  Chang’anie, wspa­nia­łej sto­licy dy­na­stii Tang. Gdy ta tęt­niąca ży­ciem kul­tura do­tarła na wschód, w Ja­po­nii miały na­stą­pić eks­cy­tu­jące zmiany.
Książę Naka, li­czący obec­nie trzy­dzie­ści sześć lat, ob­jął tron po swo­jej matce i przy­jął ce­sar­ski ty­tuł tennō („ce­sarz”). Jako ce­sarz Tenji pa­tro­no­wał nie­zwy­kłemu roz­kwi­towi kul­tu­ral­nemu. Wpro­wa­dze­nie chiń­skiej cy­wi­li­za­cji wy­wo­łało eks­plo­zję stłu­mio­nej ener­gii Ja­poń­czy­ków w każ­dej dzie­dzi­nie. Na pa­sjo­nu­ją­cym się li­te­ra­turą dwo­rze Tenji po­eci ukła­dali na­miętne wier­sze mi­ło­sne i pe­any na cześć ja­poń­skich gór i mórz. Dwo­rza­nie lu­bo­wali się w  gi­gaku, ce­re­mo­nial­nych tań­cach pan­to­mi­micz­nych w ma­skach, wy­sta­wia­nych na dwo­rze i w bud­dyj­skich świą­ty­niach.
Zna­ko­mite fre­ski z gro­bowca Ta­ka­mat­su­zuka uka­zują ele­ganc­kie damy o ustach jak pączki róży i za­cze­sa­nych do tyłu wło­sach, w je­dwab­nych ża­kie­tach z sze­ro­kimi rę­ka­wami nad spód­ni­cami w czer­wone, białe i zie­lone pasy, oraz dwo­rzan w błysz­czą­cych czar­nych na­kry­ciach głowy i płasz­czach o dłu­gich rę­ka­wach nad spodniami ha­kama o sze­ro­kich no­gaw­kach – nie po­wsty­dziłby się ich na­wet chiń­ski dwór dy­na­stii Tang. Spo­ty­kamy także mapy gwiazd i ob­razy przed­sta­wia­jące zwie­rzęta czte­rech stron świata – Błę­kit­nego Smoka, Bia­łego Ty­grysa, Czer­wo­nego Ptaka i Czar­nego ople­cio­nego wę­żami Żół­wia – zgod­nie z chiń­skimi za­sa­dami astro­no­micz­nymi. Sym­bole od­po­wia­da­jące czte­rem kie­run­kom kar­dy­nal­nym i gwiazdy zdo­bią też ściany gro­bowca Ki­tora.
W tym okre­sie w Chi­nach do­tych­cza­sowa na­zwa pań­stwa Yamato – kraj Wa (lek­ce­wa­żący chiń­ski wy­raz ozna­cza­jący „ka­rzełki)” – zo­stała za­stą­piona przez Ni­hon, Kraj Wscho­dzą­cego Słońca.
Ce­sarz Tenji zmarł w 672 roku. W 708 roku ce­sa­rzowa wład­czyni Gen­mei, córka Ten­jiego i czwarta ce­sa­rzowa Ja­po­nii, uznała, że nad­szedł czas na usta­no­wie­nie sta­łej sto­licy. Wy­brała miej­sce na­zy­wane He­ijōkyō, bar­dziej roz­le­głe i z lep­szym do­stę­pem do tych ob­sza­rów, nad któ­rymi dwór sta­rał się zy­skać więk­szą kon­trolę. W ten spo­sób roz­po­czął się cał­ko­wi­cie nowy okres ja­poń­skiej hi­sto­rii.

* Ko­rzy­stano już z koła garn­car­skiego, któ­rego nie uży­wano wcze­śniej na wy­spach – przyp. red. nauk.
** Dzięki imi­gran­tom z kon­ty­nentu rdzenna lud­ność po­znała mo­krą uprawę ryżu. Wy­ma­gała pracy wielu osób i za­rzą­dza­nia nimi, co pro­wa­dziło do ukształ­to­wa­nia się stra­ty­fi­ka­cji spo­łecz­nej – przyp. red. nauk.
*** Na prze­ło­mie III i IV w. n.e. – przyp. red. nauk.
**** Ko­funy po­wsta­wały od III do VIII w., a roz­po­znano ich około 160 ty­sięcy nie­mal w ca­łej Ja­po­nii – przyp. red. nauk.
***** Były to trzy naj­waż­niej­sze funk­cje Wiel­kiej Rady Stanu (Da­jōkan), która w imie­niu ce­sa­rza rzą­dziła pań­stwem; naj­waż­niej­szy był wielki mi­ni­ster, któ­rym mógł zo­stać tylko ktoś wy­bit­nie za­słu­żony. Re­formy ery Ta­ika były kon­ty­nu­owane przez na­stęp­nych wład­ców i osta­tecz­nie w 702 r. wpro­wa­dzono pierw­sze ko­deksy, a Ja­po­nia stała się pań­stwem prawa – przyp. red. nauk.

 
Wesprzyj nas