Mała wyspa, wielka polityka. Dlaczego Tajwan jest ważny dla Chin? Czy konfliktu w Cieśninie Tajwańskiej można uniknąć? Jak Tajwańczycy postrzegają swoją tożsamość i przyszłość?


Tajwan – znajdujący się w centrum napiętych relacji między Chinami a USA, przez długi czas pomijany i nierozumiany – z impetem wkroczył na światową scenę polityczną i odgrywa na niej niezwykle istotną rolę.

Chris Horton stara się przybliżyć sytuację tego fascynującego kraju, będącego przykładem niezwykłej demokracji funkcjonującej w cieniu autorytarnego sąsiada. Wnikliwie przygląda się zarówno codziennemu życiu Tajwańczyków, jak i historii ich ojczyzny oraz politycznym zawirowaniom, z jakimi musi się ona zmagać. Pozwala dzięki temu zrozumieć dzisiejszą Azję i poznać źródła współczesnych konfliktów międzynarodowych. Zapewnia szeroką perspektywę na jedno z najważniejszych miejsc XXI wieku, w którym przecież lada chwila może się rozpocząć trzecia wojna światowa.

***

• Niezwykle potrzebna i aktualna książka, która świetnie oddaje kluczowe znaczenie Tajwanu w globalnej układance i prezentuje lokalne – tajwańskie – spojrzenie na wyspę, a także jej historię oraz teraźniejszość. Połączenie przystępności przekazu, merytorycznej kompetencji i ideowej jednoznaczności widać w błyskotliwych porównaniach, przytaczaniu nieoczywistych faktów oraz umiejętnym wplataniu w narrację opowieści o losach poszczególnych osób czy wywiadów z czołowymi postaciami w najnowszej historii kraju, takimi jak Lee Teng-hui i Tsai Ing-wen. Właśnie takiej książki o Tajwanie dotychczas brakowało.
– dr hab. Michał Lubina, prof. UJ, stypendysta rządu tajwańskiego, autor wielu książek, w tym bestsellera „Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium”

• Książka Hortona stawia wyzwanie liberalnym demokracjom, które w imię politycznego i ekonomicznego komfortu odwracają wzrok od realiów tajwańskiej racji stanu. To lektura nie dla sentymentalnych wzruszeń, lecz dla tych, którzy oczekują precyzyjnego, dogłębnego zrozumienia mechanizmów samostanowienia i strategii przetrwania w cieniu potęgi.
– dr hab. Maciej Gaca, prof. UMK, sinolog, szef Biura Polskiego w Tajpej w latach 2015–2019

Chris Horton
Tajwan. Naród widmo i jego walka o przetrwanie
Przekład: Michał Lipa
Wydawnictwo Port
Premiera: 24 września 2025
 
 


WPROWADZENIE
Czarne chmury

Kiedy następnym razem poczujesz się przytłoczony pracą, pomyśl o Lai Ching-te.
Jako prezydent Tajwanu (od maja 2024 roku) nie skarży się na bezczynność. W 2025 roku społeczeństwo tajwańskie dołączyło do grona najstarszych na świecie – takich, w których osoby w wieku 65 lat i starsze stanowią co najmniej 20% ludności1. To raczej się nie zmieni w przewidywalnej przyszłości, ponieważ współczynnik dzietności należy tu do najniższych na świecie. Jednocześnie Tajwan zmaga się z ogólnokrajowym niedoborem siły roboczej w wielu sektorach gospodarki, w tym w administracji państwowej i armii2. Choć otwarcie kraju na imigrantów spoza preferowanych grup demograficznych – do których należą pracownicy umysłowi, zawodowi sportowcy i cyfrowi nomadzi – wydaje się dość prostym rozwiązaniem, może ono okazać się niestrawne dla tajwańskiego elektoratu, w większości konserwatywnego.
O ile społeczeństwo Tajwanu powoli przyzwyczaja się do rosnącego ciężaru opieki nad seniorami, o tyle młodzież jest coraz bardziej rozczarowana rysującymi się przed nią perspektywami. W ciągu ostatnich 25 lat koszty życia nieustannie rosły, natomiast zarobki za nimi nie nadążały. Większość młodych Tajwańczyków może jedynie pomarzyć o własnym mieszkaniu. Wielu wyborców wchodzących w dorosłe życie jest niezadowolonych z Demokratycznej Partii Postępowej (DPP) prezydenta Lai, której przedstawiciele sprawują rządy od 2016 roku, odkąd przeszła z opozycji do establishmentu.
Największy na Tajwanie producent półprzewodników, a przy okazji najwyżej wyceniana na świecie spółka z tej branży, TSMC, buduje ogromne fabryki procesorów, warte miliardy dolarów i wymagające stałego zasilania potężną ilością energii elektrycznej, ale sieć energetyczna na wyspi e jest przeciążona. Dla osób z zewnątrz oczywistym rozwiązaniem wydaje się budowa elektrowni atomowej, lecz jest to temat bardzo niewygodny politycznie. Także zaspokojenie ogromnego zapotrzebowania sektora półprzewodników na wodę stoi pod znakiem zapytania – w ostatnich latach susze są coraz częstsze i coraz bardziej dotkliwe.
A poza tym są Chiny.
Komunistyczna Partia Chin (KPCh) uważa Tajwan za część prawowitego terytorium Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL), choć nigdy nim nie władała. Wysocy partyjni oficjele z kamienną twarzą głoszą, że demokratyczny i niepodległy Tajwan to tak naprawdę Chiny, choć fakty mówią same za siebie.
Utrzymywać, że Tajwan należy do Chin, to jak mówić, że Ameryka Północna jest częścią Europy. Owszem, w obu tych parach występują wzajemne powiązania będące pokłosiem migracji i kolonializmu, ale każde z wymienionych rejonów geograficznych ma zupełnie odrębną tożsamość. Tak jak pierwszymi mieszkańcami Ameryki Północnej nie byli Europejczycy, tak Tajwan zasiedlili w pierwszej kolejności przybysze z kontynentu azjatyckiego, którzy zjawili się na wyspie, zanim jeszcze narodziła się chińska kultura. W historii tego zakątka świata był tylko jeden krótki, czteroletni okres, w którym Chińska Republika Ludowa panowała nad Tajwanem. W latach 1945–1949 władzę nad wyspą sprawował rząd Republiki Chińskiej (RCh) w Nankinie, zainteresowany jednak bardziej grabieżą niż administrowaniem prowincją. W 1947 roku, niecałe dwa lata po włączeniu Tajwanu w struktury państwa chińskiego, mieszkańcy wszystkich większych miast wzniecili powstanie, które władze Republiki Chińskiej brutalnie stłumiły. W wyniku pacyfikacji zginęły dziesiątki tysięcy osób. Trudno na tej podstawie formułować uzasadnione roszczenia historyczne.
Przed Republiką Chińską, po tym, kiedy kilka europejskich i azjatyckich potęg nie zdołało całkowicie podporządkować sobie wyspy, opanowali ją Japończycy. Rządzili Tajwanem w latach 1895–1945, ale potrzebowali trwającej 20 lat krwawej pacyfikacji miejscowej ludności, by faktycznie wziąć całą wyspę we władanie. Choć Tajwan już wcześniej był po kawałku kolonizowany przez europejskich i azjatyckich pretendentów, dopiero Cesarstwo Japonii zdołało w całości objąć go swoją administracją. Japoński kolonializm wywarł głęboki wpływ na rolnictwo, przemysł, edukację, kuchnię i kulturę Tajwanu. Zarówno późniejsza wojskowa dyktatura Republiki Chińskiej, jak i dziś dążące do aneksji państwo partyjne KPCh robiły wszystko, by umniejszyć ogromny wpływ Japonii na tożsamość Tajwańczyków. Ma to sens, ponieważ ta przełomowa japońska inspiracja podważa ich twierdzenie, że Tajwańczycy są Chińczykami.
Dopiero w 1943 roku rządząca Republiką Chińską Partia Narodowa, lepiej znana pod nazwą Kuomintang (KMT), oraz jej następczyni w Chińskiej Republice Ludowej, KPCh, zaczęły zgłaszać roszczenia do Tajwanu. Osiem dekad później KPCh zbliża się bardziej niż kiedykolwiek do podporządkowania sobie wyspy, co jest priorytetem obecnego przywódcy Chin, Xi Jinpinga. Po jego dojściu do władzy w 2012 roku KPCh zintensyfikowała wysiłki mające na celu podważenie suwerenności Tajwanu i z trudem wypracowanej tam demokracji. Od 2020 roku nieubłagana i coraz bardziej natarczywa taktyka salami slicing przynosi efekty zgodne z oczekiwaniami Pekinu – zachodzące co roku drobne zmiany utrwalają się w postaci kolejnych wersji nieprzyjemnej „nowej normalności”. Dla Tajwańczyków ze wschodniego i zachodniego wybrzeża grzmot tajwańskich myśliwców przechwytujących chińskie samoloty wojskowe na granicy przestrzeni powietrznej wyspy stał się elementem codzienności. Tylko na północy, w okolicach Tajpej, ludzie żyją bez tych codziennych przypomnień o złowieszczej obecności ChRL. Przynajmniej na razie.
Mieszkańcy archipelagów otaczających główną wyspę przywykli w ostatnich latach do widoku chińskich statków rybackich i pogłębiarek kradnących ryby, owoce morza i piasek z wód należących do Tajwanu. Na długo przed tym, zanim statki powiązane z Chinami zaczęły zrywać podmorskie kable w Europie w 2024 roku, na początku 2023 roku doszło do dwóch podobnych incydentów w tajwańskim archipelagu Matsu. Od tego czasu powiązane z Chinami jednostki były wielokrotnie oskarżane o uszkadzanie kabli na akwenach w pobliżu Tajwanu i w Europie.
Pekin nasila agresję także w innych sferach. Tajwan nieustannie pada ofiarą cyberataków ze strony Chin, które stają się coraz częstsze i coraz bardziej wyrafinowane. Ataki te wymierzone są nie tylko w rząd i armię, ale także w przedsiębiorstwa i uczelnie. Poza inwazją technologiczną Tajwan zmaga się z zalewem chińskiej dezinformacji zarówno w mediach tradycyjnych, jak i na nowych platformach. Główne przekazy chińskiej wojny poznawczej wymierzonej przeciwko Tajwańczykom to:

 
Jesteście Chińczykami, a wzrost potęgi Chin jest nie do zatrzymania – przyłączcie się do zwycięskiej drużyny.
Amerykanie wykorzystują was do szerzenia podziałów w chińskim narodzie i ograniczania wzrostu potęgi Chin, a w godzinie próby i tak was porzucą.
Jeżeli się poddacie, zanim padną strzały, pozwolimy wam zachować wszystkie obecne swobody, a kto się nam sprzeciwi, zostanie unicestwiony.
 Co więcej, wpływy Chin są coraz wyraźniej widoczne w tajwańskim parlamencie. Na początku 2024 roku dwie główne partie opozycyjne stworzyły koalicję większościową, która konsekwentnie forsuje program zbieżny w wieloma celami Pekinu. Jego elementami są promocja chińskiej tożsamości, zmniejszanie funduszy na działalność instytucji rządowych oraz próby osłabienia sądu konstytucyjnego. W tak newralgicznym momencie, gdy jedność narodowa jest niezbędna do przeciwstawienia się zagrożeniu ze strony Chin, poplecznicy KPCh w tajwańskim parlamencie działają z niszczycielską siłą.

* * *

Lai Ching-te miał dwa lata, gdy zmarł jego ojciec, górnik zatrudniony w kopalni węgla kamiennego. Matka została z szóstką dzieci. Lai samodzielnie utorował sobie drogę do wyjścia z nędzy – został lekarzem, a później parlamentarzystą, burmistrzem, premierem i wiceprezydentem. Często wyraża wdzięczność za to, że ojciec pozostawił rodzinę w trudnej sytuacji majątkowej, ponieważ dzięki temu on sam musiał ciężko pracować i od wczesnej młodości pokonywać przeciwności losu3. Trudno jednak o większe wyzwanie niż obrona suwerenności Tajwanu przed coraz bardziej wojowniczo nastawionymi Chinami. W czasie kampanii prezydenckiej i po wyborze na prezydenta Lai podejmował wielokrotne próby ponownego otwarcia nieformalnych kanałów komunikacji między Tajpej a Pekinem, które Xi nagle przerwał w 2016 roku. Pekin konsekwentnie odmawia rozmów z jego rządem, dopóki ten nie przyzna publicznie, że Tajwan należy do Chin. Dla Lai, który pielęgnuje swój publiczny wizerunek syna Tajwanu, jest to nie do przyjęcia.
W pamięci żyjących pokoleń wciąż obecne są represje i strach przez odwetem państwa – podobne do tych, z jakimi dziś mierzą się obywatele Chin. To tylko jeden z wielu powodów, dla których zdecydowana większość Tajwańczyków odrzuca jakiekolwiek zjednoczenie z Chinami. Dla wielu z nich niechęć wobec Chin skierowana jest przede wszystkim przeciwko KPCh, a nie przeciw narodowi chińskiemu. Tajwańczycy doskonale rozumieją, jak długa była droga do wolności – przecież byli kiedyś jeszcze bardziej odizolowani i politycznie zindoktrynowani niż dzisiejsze Chiny. Odkąd zacząłem pisać o sprawach Tajwanu, wielokrotnie spotykałem się z wyrazami współczucia zwykłych Tajwańczyków wobec ich chińskich sąsiadów. Czy to ze względu na własne doświadczenie, czy to w oparciu o opowieści starszych krewnych, wielu mieszkańców Tajwanu widzi w dzisiejszych Chinach rządzonych przez Xi Jinpinga cienie swojej mrocznej przeszłości.
Tymczasem Xi intensyfikuje przygotowania do wojny o podbój Tajwanu. Pod koniec 2024 roku Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (ChALW) przeprowadziła trzecie w tym roku wielkie manewry wojskowe na wodach wokół Tajwanu. Była to największa demonstracja chińskiej potęgi morskiej wobec demokratycznego sąsiada od połowy lat 90., kiedy to Tajwan przygotowywał się do pierwszych wyborów prezydenckich. W tamtym okresie wielkiego napięcia ataku Chin na wyspę udało się uniknąć dzięki rozmieszczeniu w regionie – na rozkaz prezydenta Billa Clintona – dwóch grup lotniskowców należących do 7. Floty Stanów Zjednoczonych. Obecnie widmo wojny ponownie zawisło nad Tajwanem, a gruntownie zmodernizowana chińska armia jest nie tylko znacznie liczniejsza, ale też ma dużo większe zdolności bojowe.
ChALW chlubi się największą flotą na świecie. Posiada już trzy lotniskowce, a czwarty jest w budowie. Chińskie stocznie wypuszczają jeden desantowiec po drugim, a wojsko używa podczas manewrów także największych na świecie promów cywilnych. Choć chińskie wojska rakietowe nigdy jeszcze nie brały udziału w żadnej bitwie, uchodzą za jedne z najlepszych na świecie. Chiny szybko nadrabiają dystans do Stanów Zjednoczonych we wszystkich sferach wojskowości, w jakich jeszcze im nie dorównują – także w zakresie arsenału nuklearnego, który rozwijają szybko i w największym sekrecie. W miarę jak Pekin zwiększa presję na Tajwan w różnych dziedzinach, chińscy planiści wojskowi ewidentnie przygotowują się na coś więcej niż zwykła konfrontacja z mniejszym sąsiadem. Podczas manewrów przeprowadzanych w odległych, słabo zaludnionych prowincjach na zachodzie kraju, chińskie siły rakietowe ćwiczą ataki pociskami dalekiego zasięgu na cele przypominające amerykańskie i japońskie okręty wojenne. Jeden z tych pocisków, Dongfeng-26, jest określany mianem „Guam Express” – od nazwy amerykańskiego terytorium na Pacyfiku, które miałoby strategiczne znaczenie dla Stanów Zjednoczonych, gdyby chciały one wesprzeć Tajwan w konfrontacji z najeźdźcą4.
Chiny zagroziły odwetem Japonii, Filipinom i Australii, gdyby udzieliły jakiejkolwiek pomocy Tajwanowi lub Stanom Zjednoczonym w razie konfliktu. W 2023 roku ambasador Chin w Manili ostrzegł filipiński rząd, by dobrze się zastanowił nad udostępnianiem Amerykanom baz wojskowych na północy kraju, w pobliżu Tajwanu, jeśli zależy mu na losie około 150 tys. Filipińczyków pracujących na wyspie. Poza Tajwanem głównym celem Chin są oczywiście Stany Zjednoczone, a konwencjonalne operacje militarne to niejedyny ich oręż w tej walce. Chińska grupa hakerska Volt Typhoon regularnie włamuje się do sieci zawiadujących amerykańską infrastrukturą krytyczną, w tym portami, wodociągami i rafineriami. Jej cele mieszczą się przede wszystkim na wyspie Guam i na Hawajach, które mają kluczowe znaczenie z punktu widzenia amerykańskiego wsparcia dla Tajwanu. Wywołanie chaosu w amerykańskiej gospodarce – oraz zdezorientowanie opinii publicznej – przed atakiem na Tajwan lub w jego trakcie może dać Chinom czas potrzebny na zdobycie przyczółku na wyspie i doprowadzenie do sytuacji, w której przejęcie kontroli nad nią stanie się nieuchronne – zanim Amerykanie będą mogli zareagować.
W ostatnich latach zacieśniające się więzi między Chinami, Rosją a Koreą Północną zwiększyły prawdopodobieństwo skoordynowanych działań tych trzech autorytarnych państw mających na celu przytłoczenie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Jednym z możliwych scenariuszy zakładających jednoczesne działania byłoby uderzenie Rosji w członków NATO lub Japonię, atak lub prowokacja Korei Północnej wobec Korei Południowej oraz inwazja Chin na Tajwan. Tak skoordynowane działania w znacznym stopniu ograniczyłyby zdolność Stanów Zjednoczonych do wywiązania się ze zobowiązań sojuszniczych wobec Tajwanu (i innych sprzymierzeńców).
Jeżeli Xi zdecyduje się na samodzielny atak na Tajwan, może on przerodzić się co najmniej w wojnę regionalną. Symulacje wojenne przeprowadzane w Waszyngtonie i Tajpej przewidują ogromne straty w ludziach po stronie Tajwanu, Chin i Stanów Zjednoczonych, i to bez względu na to, czy Pekin odniesie sukces, czy nie. Taki konflikt przywiódłby również świat na krawędź wojny nuklearnej. Konsekwencje gospodarcze byłyby odczuwalne na całym globie. Ucierpiałyby gospodarki Chin, Stanów Zjednoczonych i wielu innych krajów. Większość prognoz przewiduje dużo większe szkody niż te wyrządzone przez pandemię covidu. W 2024 roku agencja Bloomberga oszacowała, że wojna Chin z Tajwanem kosztowałaby światową gospodarkę 10 bln dolarów, czyli 10% globalnego PKB5.

* * *

Ale po co Xi Jinping miałby sprowadzać na Tajwan takie spustoszenie? Chińska Republika Ludowa dorównuje rozmiarami Stanom Zjednoczonym i szczyci się pozycją drugiej gospodarki świata. Jest już globalną potęgą. Po co więc ryzykować ten status dla górzystej, przypominającej rozmiarem Belgię wyspy, której Chińczycy tak naprawdę nigdy nie kontrolowali? Są dwa główne powody, a oba mają związek z chęcią umocnienia władzy.
Po pierwsze, zdobycie Tajwanu i wcielenie go do terytorium ChRL znacznie poprawiłoby strategiczną pozycję Pekinu, który pierwszy raz w historii miałby bezpośredni dostęp do wybrzeża Pacyfiku. To z kolei wydatnie zwiększyłoby możliwości projekcji siły przez Chiny. Obecnie linia brzegowa ChRL jest ukryta za tak zwanym Pierwszym Pierścieniem Wysp, zajmowanym przez kilka demokratycznych krajów: Koreę Południową, Japonię, Tajwan i Filipiny. Tajwan jest w tym łańcuchu ogniwem położonym najbliżej wybrzeża Chin i jako jedyny nie podpisał ze Stanami Zjednoczonymi traktatu o wzajemnej obronie, przez co jest najbardziej narażony na atak. Gdyby Chiny wchłonęły Tajwan, z miejsca stałyby się pacyficzną potęgą. Chińskie okręty podwodne, stosunkowo łatwe do wyśledzenia w płytkich wodach wewnętrznych Pierwszego Pierścienia Wysp, mogłyby wprost ze wschodniego wybrzeża Tajwanu nurkować w oceanicznych głębinach. Biorąc pod uwagę położenie wyspy u zbiegu Oceanu Spokojnego, Morza Japońskiego i Morza Południowochińskiego, władza nad Tajwanem dałaby Chinom pełną kontrolę nad najbardziej uczęszczanymi wodnymi szlakami handlowymi na świecie. Pekin mógłby swobodnie blokować lub umożliwiać wymianę handlową między dowolnymi krajami. Gdyby ChRL połknęła Tajwan, w bliskim sąsiedztwie Japonii i Filipin jak grzyby po deszczu wyrosłyby chińskie bazy wojskowe. Obydwa kraje kontrolują obecnie różne archipelagi i inne morskie obiekty, do których prawa rości sobie Pekin, a aneksja Tajwanu oznaczałaby gwałtowny wzrost zagrożenia ze strony Chin dla tych dwóch sojuszników Stanów Zjednoczonych oraz rozszerzenie chińskich wpływów na południe, w stronę morskich terytoriów Azji Południowo-Wschodniej.
Po drugie, podbój Tajwanu poskutkowałby ogromnym wzrostem morale w Chinach i oznaczałby wielki propagandowy sukces Pekinu w kraju i za granicą. Xi Jinping przyćmiłby w kraju legendę Mao Zedonga jako najpotężniejszego przywódcy komunistycznych Chin. Poza tym aneksja położyłaby kres tajwańskiej demokracji, wypracowanej ofiarnie i z wielkim trudem przez mieszkańców wyspy po latach rządów chińskiego autorytarnego reżimu, który zainstalował się na niej w latach 40. Dla wszystkich obywateli ChRL, zarówno mieszkających w kraju, jak i za granicą, którzy domagają się wolności i demokratyzacji Chin, upadek Tajwanu byłby druzgocącym ciosem. Globalne skutki udanej aneksji wyspy byłyby trudne do przecenienia. Gdyby Stany Zjednoczone nie zdołały lub nie zechciały udzielić wsparcia Tajwanowi, ich pozostali sojusznicy i partnerzy w Azji musieliby odpowiednio zmodyfikować swoją politykę – zwłaszcza gdyby Amerykanie przegrali zbrojną konfrontację z Pekinem.
Tak czy inaczej, Chińska Republika Ludowa stałaby się dominującą siłą w najgęściej zaludnionym i najszybciej rozwijającym się regionie świata, a jednocześnie zwiększyłaby swoją globalną siłę oddziaływania. Wiele krajów azjatyckich mogłoby zbliżyć się do Chin, decydując się na ustępstwa w imię dobrych relacji z Pekinem. Inne, jak Korea Południowa, Japonia czy Australia, mogłyby rozważyć rozwinięcie własnych zdolności jądrowego odstraszania6. Zresztą one także mogłyby po prostu zacieśnić relacje z ChRL. Bez względu na rozwój wypadków, demokracja w Azji znalazłaby się w odwrocie, a Chiny i ich państwa sojusznicze – Rosja i Korea Północna – jeszcze bardziej by się rozzuchwaliły. Tych mieszkańców Tajwanu, którzy przetrwaliby chińską inwazję, czekałoby życie w stanie wojennym, w kraju odciętym od reszty świata – tak jak we Wschodnim Turkiestanie (przemianowanym przez Pekin na Xinjiang [Sinciang]) czy Tybecie (noszącym oficjalną nazwę Xizang). Na tych obszarach utworzono obozy koncentracyjne i podjęto działania mające na celu przymusową asymilację z ChRL. Jeżeli sposób traktowania Ujgurów i Tybetańczyków przez Pekin jest jakąkolwiek wskazówką, udana inwazja na Tajwan postawiłaby mieszkańców wyspy – po raz drugi w ciągu niecałego stulecia – przed wyborem: albo musieliby się wyrzec własnej historii i tożsamości, albo liczyć się z ponurymi konsekwencjami niedostosowania się, łącznie z pozbawieniem wolności, torturami, a nawet śmiercią. Tajwańczykom taki scenariusz przywodzi na myśl wprowadzony przez Chińczyków i obowiązujący w latach 1949–1987 stan wojenny, a także obecne zmagania zwolenników demokracji w Hongkongu. Prawdopodobnie wśród uchodźców z wyspy zrodziłby się prężny ruch oporu wobec Pekinu, zajmujący się pielęgnowaniem spuścizny kulturalnej Tajwanu oraz nagłaśnianiem przypadków łamania praw człowieka w ojczyźnie. Byłby on celem międzynarodowej kampanii represji ze strony Chin, obejmującej prawdopodobnie sankcje, prześladowanie jego członków, porwania, a nawet zabójstwa motywowane politycznie. Jednocześnie, tak samo jak w Mandżurii, Wschodnim Turkiestanie, Tybecie, Mongolii Południowej i Hongkongu, masowe osadnictwo napływowej ludności Han skutkowałoby stopniowym wypieraniem miejscowych populacji. Ale Tajwańczycy, wygnańcy i członkowie diaspory na całym świecie nie cierpieliby w odosobnieniu. Podbój Tajwanu i upadek powojennego porządku światowego opartego na dominacji Stanów Zjednoczonych miałyby globalne skutki. Konflikt zrujnowałby również tajwański przemysł półprzewodników, który nie ma sobie równych na świecie, choć Chiny coraz bardziej rozpychają się w sektorze produkcji mniej zaawansowanych układów scalonych. Rozwinięte gospodarki, w tym Stany Zjednoczone, znalazłyby się w sytuacji, w której ich ogromne zapotrzebowanie na półprzewodniki mogłyby zaspokoić jedynie Chiny. Państwo Środka uzyskałoby potężne narzędzie nacisku na światową gospodarkę i krajobraz geopolityczny.

* * *

Powrót Donalda Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 roku bardzo utrudnił zadanie prezydentowi Lai Ching-te. W okresie między pierwszą a drugą kadencją Trump wielokrotnie krytykował władze Tajwanu i wysuwał sugestie, że kraj ten powinien płacić więcej za amerykańską ochronę, a także fałszywie oskarżał go o zawłaszczenie amerykańskiego przemysłu półprzewodnikowego. Kilka dni przed inauguracją drugiej prezydentury Trumpa minister spraw zagranicznych Tajwanu Lin Chia-lung powiedział: „W odpowiedzi na apel prezydenta elekta Trumpa, aby Tajwan wykazał silniejsze zaangażowanie w samoobronę, oczywiście jesteśmy gotowi zwiększyć budżet obronny”7. Lin zaznaczył jednak, że Tajwan nie tylko prosi o pomoc, lecz jednocześnie sam ją oferuje. Nie tylko bowiem produkuje półprzewodniki, ale też może być ośrodkiem produkcji dronów i innego sprzętu wojskowego, z którego masowym wytwarzaniem inne kraje mają duże trudności. Wydaje się, że podczas drugiej kadencji Trumpa administracja prezydenta Lai będzie próbowała wykreować wizerunek Tajwanu jako proaktywnego partnera, a nie protektoratu Waszyngtonu.
Jeżeli Stany Zjednoczone, Japonia i inne kraje mają razem z Tajwanem utrzymać wspólny front przeciwko ekspansji Chin, bardzo ważne będzie zrozumienie wewnętrznej dynamiki politycznej Tajwanu. Tego zaś nie da się osiągnąć bez zrozumienia, kim są mieszkańcy wyspy i jakie procesy historyczne ukształtowały ten kraj. Mimo rosnącej od 2020 roku na całym świecie świadomości, jak ważny jest Tajwan, wciąż mało o nim wiemy. Politycy, dziennikarze i wyborcy we wszystkich krajach, których stabilność i dobrobyt zależą od zachowania przez niego suwerenności, powinni umieć odróżniać prawdę na temat tego kraju od kłamstw i mitów, które wokół niego narosły.
Ta książka jest owocem setek rozmów z Tajwańczykami ze wszystkich grup społecznych, przeprowadzonych w ciągu dziesięciu lat mojej pracy reporterskiej na wyspie. Jej celem jest zerwanie zasłony dezinformacji, starannie utkanej przez Pekin i jego popleczników. Podkreślam w niej słabość chińskich roszczeń i przedstawiam koleje międzypokoleniowej walki mieszkańców wyspy o niezależne i suwerenne państwo, w którym dziś żyją. W końcowym rozrachunku okazuje się, że to właśnie Tajwan stanowi lewar, na którym opiera się równowaga sił na świecie, oraz jest partnerem, którego porzucenie przez inne demokracje może być bardzo ryzykowne.
Jak podkreślił prezydent Lai w orędziu noworocznym na początku 2025 roku, „im bezpieczniejszy jest Tajwan, tym bezpieczniejszy jest świat. Im odporniejszy będzie Tajwan, tym lepiej chroniona będzie demokracja na całym świecie”. Demokratyczne rządy, które utrzymują nieoficjalne relacje z Tajpej, powinny bardziej niż dotąd zdawać sobie sprawę ze znaczenia wyspy dla ich interesów narodowych. Współpraca z Tajwanem, aby zatrzymać rozprzestrzeniający się autorytaryzm, wymaga jednak zrozumienia tego kraju i jego mieszkańców.

 
Wesprzyj nas