Aby prowadzić wojnę, nie potrzeba armii. Wystarczą ludzie, których nie widać. Pasjonująca historia nielegałów – rosyjskich szpiegów wtopionych w społeczeństwa zachodu. Każda osoba z twojego otoczenia, nawet najbliższy sąsiad, może okazać się rosyjskim szpiegiem…
Życie Ann Foley i Donalda Heathfielda – spokojnego małżeństwa z Cambridge w stanie Massachusetts – zostaje brutalnie zakłócone, kiedy pewnego ranka agenci FBI wyważają drzwi i wdzierają się do ich domu, ku ogromnemu zaskoczeniu synów pary. Wkrótce media ujawniają prawdziwe personalia tych dwojga. Jelena Wawiłowa i Andriej Biezrukow – nielegałowie, czyli szpiedzy działający w ramach tajnego programu, który rozpoczął się niemal sto lat wcześniej, kiedy to bolszewicki rząd zaczął wysyłać za granicę swoich agentów.
Rosyjscy nielegałowie mieli wtapiać się w społeczeństwo i udawać zwykłych obywateli, ukrywając swoją tożsamość przed przyjaciółmi, sąsiadami, a nawet własnymi dziećmi. Te ściśle tajne misje – niektóre zakończone spektakularnymi sukcesami, inne zaś poważnymi porażkami – trwały długie dziesięciolecia.
Opierając się na setkach godzin wywiadów, a także nowo odkrytych materiałach archiwalnych, Shaun Walker w pasjonujący sposób odsłania kulisy eksperymentu szpiegowskiego i pozwala czytelnikom zrozumieć jego sedno. Rzuca nowe światło na tę długofalową operację wywiadowczą i jej szerokie następstwa – przede wszystkim rolę, jaką odegrała w kształtowaniu dzisiejszego świata. I ostrzega: cicha wojna, bez czołgów i wystrzałów, trwa już od dawna, a każda osoba z twojego otoczenia, nawet najbliższy sąsiad, może okazać się rosyjskim szpiegiem.
Wybitna literatura faktu. Najlepsza książka o radzieckich i rosyjskich szpiegach, jaką kiedykolwiek czytałem. Jeśli chcecie lepiej zrozumieć, co naprawdę dzieje się w światowej polityce – również tej polskiej – koniecznie przeczytajcie.
– Vincent V. Severski
Nielegałowie. Jak szpieguje nas Rosja
Przekład: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Wydawnictwo Port
Premiera: 10 września 2025
Wprowadzenie
Życie Ann Foley legło w gruzach w parne, pochmurne popołudnie w czerwcu 2010 roku. Dzień rozpoczął się dość przyjemnie. Ann i jej mąż Don zabrali swoich dwóch synów, Tima i Alexa, na uroczysty lunch do indyjskiej restauracji niedaleko ich domu w Cambridge w stanie Massachusetts. Tim, który przyjechał z Waszyngtonu na lato po ukończeniu drugiego roku na George Washington University, obchodził właśnie dwudzieste urodziny. Potem całą czwórką wrócili do domu, który Don i Ann zaledwie kilka tygodni wcześniej kupili w pobliżu Harvard Square. Miał dwa piętra, portyk przed wejściem i był zdecydowanie najwspanialszym miejscem, w jakim dotąd mieszkali, co odzwierciedlało coraz lepszą sytuację finansową rodziny. Firma konsultingowa Dona dobrze radziła sobie na rynku, a Ann niedawno podjęła pracę w branży nieruchomości. W salonie w ramach dalszego ciągu świętowania Don otworzył butelkę szampana. Po toaście Tim poszedł do siebie na górę. Jakiś czas później rozległo się głośne pukanie do drzwi. Ann pomyślała, że to pewnie przyjaciele syna przyszli złożyć mu urodzinowe życzenia.
– Jacyś niezapowiedziani goście! – zawołała do Alexa, który właśnie wchodził po schodach, by sprawdzić, co robi starszy brat.
Za drzwiami stała grupa ubranych na czarno mężczyzn.
– FBI! – krzyknęli i wtargnęli do środka.
Dwie pary agentów zapędziły Dona i Ann w przeciwległe kąty otwartego salonu i założyły im kajdanki na nadgarstki. Później Alex obserwował przez okno, jak rodzice zostają poprowadzeni przez frontowe drzwi i dalej chodnikiem z czerwonej cegły do czekających czarnych samochodów.
Oficerowie odmówili braciom jakichkolwiek wyjaśnień, ale Alex uznał, że musiała to być jakaś straszna pomyłka. Nie potrafił sobie wyobrazić, co takiego mogliby wywinąć jego raczej nudnawi rodzice, żeby doprowadzić do tak dramatycznego nalotu.
Dziewięć lat po aresztowaniu, w ciepłe letnie popołudnie 2019 roku, spotkałem się w Moskwie z kobietą, która niegdyś znana była jako Ann Foley. Zaproponowała popularną kawiarnię stylizowaną na francuską niedaleko parku Gorkiego. Większość pseudorustykalnych stolików zajmowali młodzi, dobrze ubrani moskwiczanie z klasy średniej, która narodziła się podczas wieloletnich rządów Władimira Putina. Znalazłem wolne miejsce, Ann przyszła kilka minut później. Była po pięćdziesiątce, miała blond włosy, niebieską bluzkę i masywny naszyjnik. Uśmiechnęła się życzliwie, uścisnęła mi dłoń i usiadła. Gdy przyszedł kelner, zamówiła po rosyjsku cappuccino, po czym przeszła na angielski. Mówiła biegle w obu językach, jednak gdzieś w kadencjach jej angielszczyzny pobrzmiewał słaby, ale dający się wychwycić rosyjski akcent. Zastanawiałem się, czy wyłapałbym go, gdybym spotkał ją dekadę wcześniej w Stanach Zjednoczonych. I czy pomyślałbym, tak jak teraz, że w rysach jej twarzy było coś wyraźnie słowiańskiego. Prawie na pewno nie. W tamtym czasie nikt nie miał cienia podejrzeń co do Ann Foley, sympatycznej agentki nieruchomości z Kanady, która pracowała na pół etatu.
W rzeczywistości Ann Foley nie była ani sympatyczna, ani nie pracowała w agencji nieruchomości, bo nie żyła. Prawdziwa Ann Foley urodziła się we wrześniu 1962 roku w Montreal General Hospital i zmarła siedem tygodni później na wirusowe zapalenie opon mózgowych. Jej rodzicom, nowożeńcom Edwardowi i Pauline, pozostały tylko dwie małe fotografie przypominające im o córce, która pojawiła się w ich życiu na tak krótko. Ponad dwa dziesięciolecia później kanadyjskie władze otrzymały wniosek o wydanie duplikatu aktu urodzenia, najwyraźniej od samej Ann Foley. Nikt nie zakwestionował ani nie sprawdził tej prośby. Akta nie były jeszcze zdigitalizowane i scentralizowane. Władze wydały akt urodzenia, a później paszport. Ann Foley wróciła do życia1.
Siedząca w kawiarni naprzeciwko mnie kobieta przeżyła ponad dwadzieścia lat, aż do nalotu agentów FBI, jako Ann Foley z Montrealu, oszukując sąsiadów, przyjaciół, a nawet własne dzieci. Faktycznie nazywała się Jelena Wawiłowa, a urodziła się i wychowała na Syberii. Jelena była nielegałką, agentką działającą pod głębokim przykryciem, wyszkoloną przez KGB. Don, jej mąż, również był nielegałem KGB, naprawdę nazywał się Andriej Biezrukow.
Jelena i Andriej poznali się na początku lat osiemdziesiątych jako studenci historii w syberyjskim Tomsku. Werbownicy z KGB wybrali ich do wstępnej weryfikacji. Później kandydaci przeszli żmudny kilkuletni program szkoleniowy, podczas którego uczyli się języka, manier i kształtowali tożsamość na wzór przeciętnej kanadyjskiej pary. Opuścili Związek Radziecki osobno w 1987 roku, zainscenizowali spotkanie w Kanadzie i nawiązali relację tak, jakby dopiero się poznali. Pobrali się po raz drugi, jako Don i Ann, i osiedlili w Toronto, gdzie Jelena urodziła dwóch synów, Tima i Alexa. W 1991 roku rozpadł się Związek Radziecki i przez kilka lat tych dwoje nielegałów zdanych było wyłącznie na siebie. Jednak pod koniec dekady do władzy w Moskwie doszedł eksoficer KGB, Władimir Putin. Andriej i Jelena podjęli działalność szpiegowską, teraz dla SWR, agencji wywiadu zagranicznego nowej Federacji Rosyjskiej. Jako Don Heathfield Andriej zdobył posadę w Harvard’s Kennedy School, dzięki czemu para z dwojgiem dzieci mogła przenieść się do Cambridge i rozpocząć działalność w Stanach Zjednoczonych. Podczas gdy Andriej nawiązywał kontakty na Harvardzie, Jelena odgrywała rolę, jak to nazywała, „piłkarskiej mamy” – wychowywała dwóch synów i zajmowała się domem, ale kiedy dzieci były już w łóżkach, zakradała się do schowka i odszyfrowywała wiadomości radiowe z Moskwy.
Jelena i Andriej nigdy nie rozmawiali ze sobą po rosyjsku i nigdy nie wspominali o Rosji Timowi i Alexowi. Od czasu do czasu Jelena wybierała się w tajną podróż do Ameryki Południowej lub Kanady, by spotkać się z opiekunami z SWR z dala od potencjalnych obserwatorów z FBI. Po drodze, dla zatarcia śladów, zmieniała paszporty. Dla synów wymyślała przyziemne wyjaśnienia swojej nieobecności. Nikt, z kim Jelena miała kontakt, nie miał pojęcia o jej prawdziwych talentach i osiągnięciach. Była wyszkoloną agentką KGB, zmuszoną do odgrywania roli zwykłej gospodyni domowej. Kiedy spotkaliśmy się w Moskwie, zapytałem ją, czy trudno było poradzić sobie z tą sprzecznością. Napiła się kawy i słabo się uśmiechnęła. Powiedziała, że ludzie, którzy łakną uznania, nigdy nie przebrnęliby przez szkolenie dla nielegałów. „Szpieg jest aktorem, ale aktorem, który nie potrzebuje publiczności ani sceny”.
Jelena podkreśliła, że nigdy nie powiedzieliby z Andriejem prawdy synom, gdyby nie zgarnęło ich FBI. „Byliśmy odpowiedzialni za własną ochronę i bezpieczeństwo, nie mogliśmy nikomu powiedzieć, bo wiązało się to ze zbyt dużym ryzykiem”, stwierdziła stanowczo. Przyznała, że przed nalotem FBI wstępnie planowali wycofanie się ze szpiegostwa i być może pewnego dnia powrót do Rosji. Z pewnością wtedy musieliby coś powiedzieć synom. „No tak, ale to już zupełnie inna historia – stwierdziła zaskakująco rzeczowo. – Musieliśmy stworzyć wiele różnych legend. Była legenda dla naszych rodziców, legenda dla przyjaciół w Rosji. Legendy, legendy i legendy. Jeszcze jedna legenda to dla nas żaden problem. Niestety, takie są zasady tej gry”.
Podstawową rolą agencji wywiadowczych jest pozyskiwanie informacji o innych krajach, do których nie ma dostępu otwartymi kanałami. Duża część tej działalności wykonywana jest w cieniu, a większość agencji wywiadowczych korzysta z pracy tajnych agentów. Najprostszym sposobem jest zakamuflowanie szpiegów jako dyplomatów. Jeśli zostaną przyłapani, mogą po prostu wrócić do ojczyzny, powołując się na immunitet dyplomatyczny. Ułatwia to jednak służbom kontrwywiadowczym inwigilowanego kraju monitorowanie agentów. Dyplomaci są znanymi osobami i podlegają uważnej obserwacji. Niektóre agencje wywiadowcze korzystają zatem z bardziej ryzykownej, ale trudniejszej do wykrycia opcji: szpieg jest wysyłany za granicę jako dyrektor korporacji lub inny niewinny profesjonalista, prowadzi długą i udaną karierę pod fałszywą tożsamością, jednocześnie potajemnie namierzając użyteczne źródła, które umożliwiają zdobywanie danych wywiadowczych. CIA nazywa to „nieoficjalnym przykryciem”.
Moskiewski program nielegałów rozwinął tę koncepcję o kilka poziomów. KGB poddawało zwykłych obywateli radzieckich, takich jak Jelena i Andriej, wieloletniemu szkoleniu, które przemieniało ich w ludzi z Zachodu. Następnie szpiedzy przez dziesięciolecia żyli za granicą i wtapiali się w goszczące ich społeczeństwa. Każdy, kto spotkał rosyjskiego dyplomatę zadającego wiele pytań, z pewnością zastanawiałby się, czy jego nowy znajomy nie jest przypadkiem szpiegiem. Podejrzenia budziłby też towarzyski rosyjski urzędnik handlowy lub nazbyt przyjazny rosyjski dziennikarz. Ale kto podejrzewałby, że kanadyjska agentka nieruchomości jest głęboko zakonspirowaną agentką KGB?
Po raz pierwszy usłyszałem o programie dla nielegałów w 2010 roku, kiedy Jelena, Andriej i osiem innych osób zostało aresztowanych w Stanach Zjednoczonych i ostatecznie deportowanych do Rosji. Pracowałem wtedy jako moskiewski korespondent dla „The Independent” i spędziłem kilka tygodni na próbach wyśledzenia odsyłanych z kraju szpiegów. Redaktorzy naczelni szczególnie interesowali się dwudziestoośmioletnią Anną Chapman, która pod przykryciem nowojorskiej pośredniczki w handlu nieruchomościami szpiegowała dla SWR. Była czarującą bywalczynią eleganckich miejsc, flirtowała na salonach z bogatymi i wpływowymi ludźmi, mając rzekomo na uwadze interesy Kremla. Wydawała się postacią żywcem wyciągniętą ze stron powieści szpiegowskiej zakupionej w sklepiku na lotnisku: ognistorude włosy, sesje zdjęciowe w stylu glamour i pikantne historyjki o pożyciu seksualnym, którymi jej brytyjski eksmąż karmił tabloidy. Rok po wymianie w końcu udało mi się namówić Annę na spotkanie w Moskwie. Podczas lunchu była czarująca i pełna życia, ale nie chciała opowiadać o swojej działalności szpiegowskiej. Zamiast tego wolała rozmawiać o swoich planach dotyczących nowej marki odzieżowej2.
Mnie jednak bardziej interesowali starsi nielegałowie i to, ile wyrzeczeń musiało kosztować życie przez kilkadziesiąt lat w obcej skórze. SWR trzymała ich z dala od mediów, ale w 2016 roku udało mi się dotrzeć do dwóch synów Jeleny i Andrieja, Tima i Alexa. Przeprowadziłem z nimi wywiad dla „The Guardian”. Kanadyjski rząd pozbawił braci obywatelstwa tego kraju i teraz starali się o jego przywrócenie. Twierdzili, że nic nie wiedzieli o szpiegowskiej działalności swoich rodziców. Alex powiedział mi, że jeszcze przez kilka tygodni po nalocie FBI w 2010 roku nie wierzył w doniesienia prasowe. Dopiero gdy pojechał do Moskwy i pokazano mu stare zdjęcia rodziców w mundurach KGB, w końcu dotarło do niego, że całe jego dzieciństwo było kłamstwem. Teraz miał zacząć nowe życie w kraju, w którym nigdy wcześniej nie postawił stopy. Otrzymał rosyjski paszport z danymi Aleksandra Wawiłowa, nazwiskiem, którego nie potrafił nawet poprawnie wymówić.
– Typowy licealny kryzys tożsamości, co nie? – powiedział do mnie z zawadiackim uśmiechem, ale z wyczuwalną nutą goryczy.
Zafascynowany pokręconymi losami tej rodziny, zacząłem czytać o programie nielegałów i wkrótce zdałem sobie sprawę, że w historii szpiegostwa nie było podobnego przypadku. Czasami różne służby wywiadowcze instalowały swoich agentów jako obcokrajowców, ale nigdy na taką skalę jak KGB. Nielegałowie to wyjątkowy rosyjski wynalazek, zakorzeniony w historycznych doświadczeniach tego kraju. Im więcej czytałem o programie, tym bardziej uświadamiałem sobie, że dzięki niemu można w fascynujący sposób opowiedzieć znacznie szerszą historię całego radzieckiego eksperymentu i jego ostatecznej porażki, stulecia dramatycznej i krwawej historii.
Opowieść zaczyna się w 1917 roku, kiedy bolszewicy Włodzimierza Lenina przejęli władzę w wyniku rewolucji październikowej. Nowy reżim radziecki miał niewielu przyjaciół w zagranicznych rządach, ale mógł skorzystać z licznych kosmopolitycznych, intensywnie podróżujących komunistów, którzy na całym świecie improwizowali i działali w różnych przebraniach, by bronić rewolucji i propagować jej ideologię. Ci wirtuozi, oddani szpiedzy, w radzieckiej tradycji wywiadowczej stali się znani jako „wielcy nielegałowie”. Udając europejskich arystokratów, perskich kupców lub tureckich studentów, wykorzystywali spryt, urok i seks do zbierania informacji wywiadowczych. Wielu z nich uniknęło wykrycia na Zachodzie, ale zostali aresztowani i straceni przez własny reżim pod koniec lat trzydziestych XX wieku, podczas wielkiej czystki przeprowadzonej przez Józefa Stalina.
Później, podczas zimnej wojny, oficerowie KGB, którzy pracowali pod przykryciem dyplomatycznym, znaleźli się pod całodobowym nadzorem zachodnich agencji kontrwywiadowczych i mieli ograniczone możliwości gromadzenia tajnych informacji. Nielegałowie, którzy nie mieli wyraźnych powiązań ani z Moskwą, ani z komunizmem, mogli żyć i podróżować wolni od podejrzeń. KGB opracowało ambitne plany rozmieszczenia dużej liczby nielegałów w całych Stanach Zjednoczonych. Ale Sowieci nie mieli już do dyspozycji licznych podróżujących poliglotów. Zamiast tego KGB musiało zająć się rekrutacją wśród zwykłych obywateli radzieckich i zapewnić im wieloletnie szkolenia, by zrobić z nich przekonujących ludzi Zachodu.
Wielu nielegałom z czasów zimnej wojny, mieszkającym na Zachodzie, kazano po prostu przyczaić się i czekać. Jeśli napięcie eskalowałoby do punktu, w którym relacje dyplomatyczne z Moskwą zostałyby zerwane, nielegalne „śpiochy” mogły się aktywować i kontynuować działania KGB za liniami wroga. Ale te długoterminowe misje, które zmusiły nielegałów do życia latami w izolacji od swoich rodzin, przyjaciół i ojczyzny, zebrały poważne żniwo psychologiczne. Wielu nie wytrzymywało presji: niektórzy załamywali się, inni uciekali lub zostawali złapani. Niewielu miało szczęśliwe życie osobiste.
Większość działań szpiegowskich wykorzystujących źródła osobowe wymaga oszustwa, ale nielegałowie oszukiwali w szczególnie intymny sposób. W tradycji KGB to psychologiczne obciążenie było powodem do dumy i nawiązywało do ideologicznej misji państwa radzieckiego. „Tylko służba wywiadowcza, która pracuje dla wielkiej sprawy, może oczekiwać od swoich oficerów takiego poświęcenia”, zachwycał się brytyjski agent KGB, George Blake, i dodał, że to z tej przyczyny żadna z zachodnich służb nie korzystała w czasie pokoju z nielegałów3.
Pomimo całej wzniosłej retoryki w latach osiemdziesiątych rewolucyjny zapał wczesnego Związku Radzieckiego ustąpił miejsca rozbudowanej biurokracji. Powszechne niezadowolenie, w połączeniu z pogarszającą się sytuacją gospodarczą, ostatecznie doprowadziło do upadku Związku Radzieckiego, co zapoczątkowało nową erę, w której Rosja i Stany Zjednoczone miały być odtąd partnerami. Na samym początku urzędowania na stanowisku prezydenta nowo niepodległej Rosji Borys Jelcyn rozwiązał KGB. Instrukcje, które nielegałowie otrzymywali w cotygodniowych transmisjach radiowych, po prostu przestały przychodzić. Niektórzy wrócili do ojczyzny. Inni, jak Andriej i Jelena, czuli się na tyle komfortowo w swoich fikcyjnych tożsamościach, że zdecydowali się nadal w nich żyć.
Dziesięć lat później Władimir Putin został prezydentem i zaczął stopniowo przywracać rosyjskie zdolności szpiegowskie. Spędził lata w KGB, pracując jako oficer prowadzący nielegałów, i zachował sentyment do tego programu. Nielegałowie, którzy pozostali w terenie, zaczęli ponownie otrzymywać zaszyfrowane instrukcje, a w Moskwie szkolenie przeszła nowa grupa agentów.
Kiedy FBI aresztowało Jelenę, Andrieja i innych w 2010 roku, w Stanach Zjednoczonych zapanowało zdumienie skalą zuchwałości programu nielegałów, ale także podszyte konsternacją rozbawienie: wydawało się, że Kreml utknął w czasach zimnej wojny, używając przestarzałych i bezsensownie czasochłonnych metod szpiegostwa, które miały niewielkie zastosowanie w XXI wieku. Jednak za kulisami rosyjskie operacje wywiadowcze stawały się coraz bardziej wyszukane i bezczelne. „Lotni nielegałowie” stacjonujący w Moskwie wyruszali na krótkoterminowe misje, by zabijać wrogów Kremla za granicą. Nowa armia „wirtualnych nielegałów” podszywała się pod ludzi Zachodu w mediach społecznościowych i stanowiła kluczowy element rosyjskich prób ingerencji w zagraniczne wybory. Nawet jeśli wydawało się, że era długoterminowych nielegałów dobiegła końca, koncepcje leżące u podstaw ich działalności pozostały w centrum rosyjskich operacji wywiadowczych.
W lutym 2022 roku Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę, co doprowadziło do straszliwego rozlewu krwi i unicestwiło resztki dobrej woli w stosunkach Moskwy z Zachodem, które stały się bardziej napięte niż kiedykolwiek od kulminacji zimnej wojny. W czerwcu, cztery miesiące po inwazji, Putin udał się do siedziby SWR pod Moskwą, żeby uczcić setną rocznicę oficjalnego uruchomienia pierwszego radzieckiego wydziału do spraw nielegałów. Złożył hołd nielegałom z przeszłości, którzy spędzili dziesięciolecia z dala od domu, służąc ojczyźnie, oraz tym, którzy „obecnie prowadzą wyjątkowe operacje” na całym świecie. Do tego momentu kraje zachodnie w reakcji na inwazję na Ukrainę wydaliły setki rosyjskich dyplomatów z ambasad i konsulatów. Większość z nich była szpiegami pracującymi pod przykryciem dyplomatycznym, a ich wydalenie radykalnie zmniejszyło zdolności szpiegowskie Rosji w momencie, gdy stosunki z Zachodem sięgnęły dna. Moskiewskie agencje szpiegowskie musiały przenieść część zadań na swoje nielegalne rezydentury, co z kolei uczyniło je bardziej podatnymi na ujawnienie. W ciągu następnego roku wielu nielegałów zostało zdemaskowanych. Wśród nich znaleźli się peruwiański projektant biżuterii mieszkający we Włoszech, argentyński właściciel galerii sztuki z siedzibą w Słowenii oraz Brazylijczyk austriackiego pochodzenia, który prowadził firmę zajmującą się drukiem 3D w Rio de Janeiro. Pod swoją egzotyczną tożsamością wszyscy byli na wskroś rosyjscy, jak wódka i śledź.
Nie ma wątpliwości, że schwytanych szpiegów zastąpią nowi. W wielu momentach stulecia opisanego w tej książce wydawało się, że era nielegałów dobiegła końca. Za każdym razem kierownictwo wywiadu w Moskwie wskrzeszało program. Teraz, w sieci niczym niewyróżniających się mieszkań SWR rozrzuconych po całej Moskwie, nowe pokolenie agentów prawie na pewno przygotowuje się do misji – metodycznie szlifuje wymowę języków docelowych, studiuje archiwa zagranicznych gazet i czasopism, by przyswoić sobie kontekst kulturowy i społeczny oraz uczy się na pamięć szczegółów swoich nowych tożsamości. Wkrótce ci nowi nielegałowie zostaną uplasowani, będą wieść pozornie zwyczajne życie w różnych miejscach na całym świecie, jednocześnie potajemnie pracując nad realizacją planów Moskwy.
Źródła i terminologia
Zarząd S KGB, odpowiedzialny za prowadzenie nielegałów, był najtajniejszą strukturą jednej z najbardziej tajemniczych organizacji na świecie. Archiwum KGB w Moskwie pozostaje szczelnie zamknięte, a służba prasowa SWR zignorowała moje zapytania. Na szczęście wiele osób wykazało się większą otwartością. Przeprowadziłem setki wywiadów, w tym z byłymi nielegałami, ich potomkami, specjalistami od kontrwywiadu i ludźmi, których ścieżki skrzyżowały się z nielegałami w tej czy innej tożsamości. Większość z tych osób nigdy nie mówiła publicznie o swoich doświadczeniach.
W dużej mierze korzystałem z pracy byłego archiwisty KGB, Wasilija Mitrochina, który przez wiele lat, dzień po dniu, potajemnie kopiował akta w archiwum, aż do 1984 roku, kiedy odszedł na emeryturę. Tysiące stron notatek, sporządzonych przez Mitrochina w jego daczy pod Moskwą, można obecnie obejrzeć w archiwum w Cambridge, a sporo z nich dotyczy nielegałów. Korzystałem również z wielu znakomitych książek o szpiegach, KGB i szerszym kontekście historycznym. Wymieniłem je w przypisach i bibliografii.
Aby prześledzić historie życia nielegałów na przestrzeni lat, korzystałem z odtajnionych akt FBI i MI5, a także archiwów w kilkunastu innych krajach. Nie zawsze możliwe było znalezienie źródeł potwierdzających opowieści samych nielegałów. Starałem się unikać spekulacji i zwracać uwagę na momenty, które mogą opierać się na niewiarygodnych wspomnieniach. Tak jak w przypadku każdej książki dotyczącej wywiadu, i w tej są pewne luki. Zostaną one wypełnione dopiero po pełnym otwarciu rosyjskich archiwów, czego raczej nie należy się spodziewać w najbliższym czasie.
KGB specjalizowało się w długich akronimach i mylącej terminologii. Sama służba często zmieniała nazwy i regularnie korygowała swoją złożoną strukturę organizacyjną oraz zmieniała nazwy wydziałów zajmujących się nielegałami. W miarę możliwości starałem się unikać tego bałaganu organizacyjnego. Na końcu książki znajduje się przewodnik po chronologii różnych wersji KGB i jego struktury, a także słowniczek terminologiczny.
ROZDZIAŁ 1
Początki
Bolszewickie podziemie
Przed świtem w ponury deszczowy poranek w październiku 1902 roku konna dwukółka zajechała na Holford Street 30, pod trzykondygnacyjny szeregowiec niedaleko londyńskiego dworca St. Pancras. Z siedzenia pasażera wyskoczył dwudziestoparoletni szczupły mężczyzna, szczelnie okutany ciemnym płaszczem. Łamaną angielszczyzną kazał woźnicy poczekać – nie ma pieniędzy. Dotarł do celu swej długiej podróży, która rozpoczęła się w Wiercholeńsku na dalekiej Syberii. Podróżował saniami, statkiem i pociągiem, na różnych etapach heroicznej podróży przez Petersburg, Monachium i Wiedeń kilka razy zmieniał tożsamości. Znalazł drzwi, których szukał, i trzykrotnie głośno zapukał.
Mieszkanie, złożone z dwóch obskurnych i skąpo umeblowanych pokoi, wynajęło od owdowiałej krawcowej niemieckie małżeństwo, które przybyło do Londynu kilka miesięcy wcześniej. Doktor Jacob Richter był energicznym mężczyzną po trzydziestce, przedwcześnie wyłysiałym, ze starannie przystrzyżonymi wąsami i kozią bródką. Richter rozpoznał potrójne pukanie, kod oznaczający gościa w tajnej sprawie, a jego wyrwana ze snu żona wyskoczyła z łóżka i poszła otworzyć drzwi. Na widok wyraźnie rozespanej pani Richter mężczyzna na progu przeprosił, że nie poczekał do bardziej ludzkiej godziny. Podekscytowany wyjaśnił po rosyjsku, szybko wyrzucając z siebie słowa, że jeszcze nie opadła mu euforia po niedawnej ucieczce z Syberii, ma też nadzieję, że para została ostrzeżona o jego przybyciu. Wspomniał również nieśmiało, że będą musieli zapłacić za jego powóz.
Doktor Richter, zerkając nad ramieniem żony, szybko odgadł tożsamość gościa.
– Aha! – wykrzyknął z entuzjazmem. – To Pióro!1
Doktor Richter naprawdę nazywał się Władimir Uljanow. Był teoretykiem politycznym z radykalnej partii socjaldemokratycznej, która zwalczała carski reżim w Rosji. „Richter” był tylko jednym z ponad stu pseudonimów, jakich używał podczas długich lat podziemnej działalności. Później świat poznał go pod przybranym nazwiskiem, pod którym zyskał reputację teoretyka marksizmu: Lenin.
Lew Bronstein, gość Lenina tamtego październikowego ranka 1902 roku, w latach poprzedzających rewolucję w Rosji również przerobił dziesiątki pseudonimów. Pióro, pod którym znał go Lenin, wywodziło się od jego talentu pisarskiego, tworzenia namiętnej, porywającej prozy. Bronstein zasłynął pod nazwiskiem, którego używał na niektórych dokumentach sfałszowanych w pośpiechu podczas ostatniej syberyjskiej ucieczki: Trocki. Było to pierwsze spotkanie dwóch mężczyzn, którzy piętnaście lat później radykalnie odmienili bieg światowej historii.
Bolszewicy, leninowski odłam socjaldemokratów, byli małą, ale bezwzględną i dobrze zorganizowaną grupą. Tajna policja carska, Ochrana, zainwestowała ogromne środki w śledzenie i infiltrację ruchów rewolucyjnych. Aby zmylić Ochranę, bolszewicy zachowywali ścisłą konspirację. Zestaw skomplikowanych zasad, sztywny kodeks postępowania i styl życia służyły temu, by utrzymać członków partii pod przykryciem, a z podobnych reguł korzystało wiele grup antycarskich rewolucjonistów.
Zanim Trocki spotkał się z Leninem w Londynie, obaj dobrze już orientowali się w zasadach konspiracji. W ciągu kolejnych dziesięciu lat fałszywe papiery i pseudonimy stały się u partyjnych działaczy oczywistością, a w poufnej korespondencji używali kryptonimów lub numerów, by ukryć prawdziwą tożsamość towarzyszy. Czasami listy zawierające tajne plany pisali sokiem z cytryny lub chlorem, a potem nanosili na nie atramentem tekst na niewinny temat i adresowali do nieistniejącego odbiorcy. Niewidoczne pismo można było później „wywołać”, traktując strony chemikaliami w celu ujawnienia ukrytego tekstu2.
Żona Lenina, Nadieżda Krupska („pani Richter”), nadzorowała codzienne kontakty między osobami działającymi w podziemiu w Rosji a „Centralą”, jak nazywano Lenina i kierownictwo partii na uchodźstwie. Rozszyfrowywała tajne listy, opracowywała nowe kody, by zawsze o krok wyprzedzać Ochranę, i przeprowadzała odprawę towarzyszy, którzy dotarli do Londynu3.
Poza granicami Rosji Lenin i Krupska mogli sobie pozwolić na pewne rozluźnienie zasad konspiracji. Jednak tożsamość doktora Richtera dała się łatwo podważyć – za często przemawiał przed zgromadzeniami robotników w Londynie po rosyjsku, a spotkania z towarzyszami przybywającymi z innych części Europy odbywały się pod mało przekonującymi pretekstami – w jednym przypadku, na przykład, udawali, że uczestniczą w zjeździe zagranicznych fryzjerów w pomieszczeniu na piętrze londyńskiego pubu. Policja w większości krajów europejskich zwykle machała ręką na rosyjskich emigrantów4.
Prowadzenie tajnej działalności w Rosji to była zupełnie inna sprawa, w obliczu nieustannego zagrożenia ze strony Ochrany. W 1905 roku Lenin uznał, że powinien wrócić do kraju po tym, jak wojska carskie dopuściły się masakry w Petersburgu, co wyzwoliło nastroje rewolucyjne. Przybył do ojczyzny jesienią, posługując się fałszywymi brytyjskimi dokumentami na nazwisko Wilhelm Frei. Krupska dołączyła do niego kilka dni później, śledzona w pociągu do Rosji przez szpiega Ochrany. W Petersburgu para próbowała przyczaić się w mieszkaniu należącym do przyjaciół siostry Lenina, ale wkrótce się zorientowała, że Ochrana prowadzi ścisłą obserwację tego miejsca. Wymknęli się z mieszkania niezauważeni i przez kilka następnych dni przemieszczali się między kolejnymi bolszewickimi kryjówkami. Obawiając się aresztowania i zsyłki na Syberię, Lenin tylko od czasu do czasu wychodził na zewnątrz.
Któregoś dnia w marcu 1906 roku Lenin zauważył, że jest śledzony, więc zgubił ogon i przemknął na stację kolejową. Wskoczył do pociągu jadącego do Finlandii i tam ukrywał się przez jakiś czas. Wrócił w maju, tym razem używając rosyjskich dokumentów na nazwisko Czkeidze. Krupska zdobyła paszport, który identyfikował ją jako Praskowię Onieginę. Pomimo przebrań i fałszywych dokumentów para wkrótce znowu musiała uciekać do względnie bezpiecznej Finlandii. Tam Lenin przybrał kolejną tożsamość – profesora Müllera, niemieckiego geologa badającego fińskie złoża wapienia. Z Finlandii wysyłał do Rosji kurierów z instrukcjami i tekstami do rozpowszechnienia. Pod koniec 1907 roku Ochrana zaczęła osaczać jego fińską kryjówkę, co zmusiło go do dramatycznej ucieczki – wyskoczył z jadącego pociągu, a następnie przejechał saniami przez ledwo zamarznięty pas wody. W końcu udało mu się dotrzeć do bezpiecznej Genewy5. Chociaż Lenin pozostawał wówczas marginalną postacią na rosyjskiej scenie politycznej, był już zbyt dobrze znany, żeby pozostać na wolności w Imperium Rosyjskim, nawet w przebraniu. Do Rosji wrócił dopiero w 1917 roku, w roku rewolucji.
Tymczasem w bezpiecznej Europie Zachodniej Lenin przystąpił do formułowania bolszewickiej strategii w nowym środowisku politycznym. Podzielił działania na dwie odrębne kategorie: „legalne” i „nielegalne”. Działania legalne obejmowały wszystko, co bolszewicy mogli robić otwarcie, czyli agitację wśród robotników, udział w debatach publicznych czy naciski na tworzenie związków zawodowych i kooperatyw. Działania nielegalne polegały na rozpowszechnianiu radykalnej literatury oraz koordynowaniu partyjnego podziemia. Nie wszystkie „nielegalne” działania wiązały się z łamaniem prawa, podobnie jak nie wszystkie „legalne” odbywały się zgodnie z literą prawa. Lepsza interpretacja znaczenia rosyjskiego słowa „nielegalna” w tym kontekście to: „tajna” czy też „podziemna”. Legalni aktywiści partyjni działali otwarcie pod autentycznym nazwiskiem, podczas gdy nielegalni ukrywali swoje prawdziwe cele, a często także tożsamość. Stosowali zasady konspiracji w kontaktach z partyjnym centrum dowodzenia – Centralą.
Lenin wierzył, że aby odnieść sukces, bolszewicy muszą łączyć zarówno legalną, jak i nielegalną działalność, wykorzystywać ustępstwa reżimu, ale też działać w podziemiu, by zrobić użytek z jego słabości6. Przechodzenie między dwiema siatkami było ograniczone do minimum, a wśród aktywistów nielegalnych, gdzie tylko się dało, praktykowano podział na grupy. Nielegalni utrzymywali bezpośredni kontakt wyłącznie z Centralą, nigdy między sobą. Dzięki temu w przypadku wpadki jednego z nich pozostałym nie groziło niebezpieczeństwo.
W całym Imperium Rosyjskim bolszewiccy aktywiści prowadzili tajną działalność, by zdobyć poparcie i zebrać pieniądze na rzecz sprawy. Na południu, w Baku, naftowej stolicy imperium, Iosif Dżugaszwili, później znany jako Stalin, organizował napady na banki, porwania i wymuszenia, zasilając w ten sposób partyjną kasę. Większość osób, z którymi się spotykał, znała go tylko pod kryptonimem Koba, często zmieniał adresy, by zmylić Ochranę. Stalin mistrzowsko zmodyfikował standardowe zasady konspiracji – pewnego razu kazał dziewczynie włożyć tajne dokumenty do trumny, a następnie zakopać ją na cmentarzu, miała przy tym odgrywać rolę pogrążonej w żałobie siostry, która żegna młodszego brata. Po kilku dniach inny agent ekshumował „zwłoki”.
Później, w Petersburgu, Stalin udoskonalił sztukę unikania ogonów Ochrany: wyślizgiwał się tylnymi wejściami i przemykał z podwórza na podwórze, biegał ulicami miasta i po nasypach. Raz po raz trafiał do więzienia i wielokrotnie uciekał z syberyjskiego zesłania, używając sfałszowanych dokumentów. Z jednej osady uciekł parowcem, przebrany za kobietę w długiej sukni. Wyjeżdżając poza granice Imperium Rosyjskiego, Stalin posługiwał się różnymi dokumentami i w ciągu kilku miesięcy objawiał się w różnych miejscach Europy, podając się a to za Rosjanina, a to za Persa lub ormiańskiego kupca7.
Inni bolszewicy żyli nielegalnie tuż pod nosem Ochrany, surowo przestrzegając zasad konspiracji. Tak ujął to Victor Serge: „Rewolucjoniści potrafili całymi miesiącami i latami mieszkać pod fikcyjną tożsamością w głównych miastach Rosji. W razie potrzeby mogli zmieniać się w domokrążców, woźniców, »bogatych obcokrajowców« lub służących”8.
Wiele umiejętności i koncepcji, które legły u podstaw bolszewickiej walki z carskim reżimem, okaże się niezwykle trwałe. Sto lat później rosyjski wywiad zagraniczny nadal dzielił się na agentów legalnych i nielegalnych, a jego siedzibę ciągle powszechnie nazywa się Centralą. Mieszkanie używane do tajnych spotkań wciąż nazywano konskwartirą. Minione stulecie przyniosło ogromny postęp technologiczny, ale większość z podstawowej terminologii i struktur używanych w walce Lenina z carskim reżimem była znana Jelenie i innym nielegałom, którzy zostali zatrzymani w Stanach Zjednoczonych w 2010 roku.
W lutym 1917 roku, gdy armie rosyjskie ugrzęzły w starciach I wojny światowej, a w kraju narastały konflikty gospodarcze i niedobory żywności, niezadowolenie społeczne osiągnęło punkt krytyczny i car został zmuszony do abdykacji. Władzę przejął rząd tymczasowy. W październiku Lenin i bolszewicy przeprowadzili zamach stanu, który dzięki późniejszej radzieckiej propagandzie stał się znany jako Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa. W noc zamachu wyczerpany, ale rozemocjonowany Lenin dotarł do Instytutu Smolnego – dawnej szkoły dla dziewcząt, która teraz służyła za siedzibę bolszewików – w peruce i grubych okularach. „Od prześladowań i życia w podziemiu do błyskawicznego przejęcia władzy”, wykrzyknął do Trockiego z niedowierzaniem i zamachał rękami, szukając w głowie właściwych słów. W końcu je znalazł, po niemiecku. „Es schwindelt”. Oszałamiające.
Lenin z grupą rewolucjonistów formalnie przejęli władzę, ale wciąż stali przed potężnym zadaniem narzucenia jej całemu rozległemu państwu, a potem jej utrzymania. Lenin był pewny, że instytucje państwowe w końcu zanikną, a rozkwitający raj robotniczy pozbawi je znaczenia. Aby jednak osiągnąć to szczęśliwe zakończenie, jego zdaniem potrzebny był okres przejściowy bezwzględnej przemocy państwowej.
Lenin utworzył tajną policję, Czeka, która miała siłą zaprowadzać porządek, a na jej czele postawił Feliksa Dzierżyńskiego – Polaka, fanatycznego bolszewika, który spędził wiele lat na wygnaniu na Syberii. Czeka bardzo szybko się rozrosła do ogromnej siły, którą można było wysłać przeciwko wrogom politycznym i klasowym. Była jednym z głównych aktorów krwawej wojny domowej, w której czerwone siły bolszewików starły się z białymi, procarskimi formacjami i kontyngentami zagranicznymi, które jednoczyła wyłącznie nienawiść do bolszewizmu. Wojna domowa była dla obu stron bitwą o wszystko i charakteryzowała się bezwzględną przemocą i okrucieństwem. Linie frontu zmieniały się szybko i nieprzewidywalnie, a bolszewickie dziedzictwo konspiracji, doskonalone przez dwa dziesięciolecia podziemnej działalności z wykorzystaniem przebrań i fikcyjnych tożsamości, okazało się bezcenne. W miejscach, w których biali zdobywali terytoria, bolszewiccy agenci otrzymali rozkaz pozostania na miejscu i koordynowania wysiłków ruchu oporu. W czerwcu 1919 roku Czeka utworzyła tajny wydział operacyjny do zarządzania siatką tych, którzy celowo „pozostali na tyłach”9.
Kiedy w 1921 roku bolszewicy wyszli zwycięsko z wojny domowej, Czeka ponownie wykorzystała te doświadczenia. Koncepcja Lenina polegająca na połączeniu legalnych poczynań z szerokim wykorzystaniem nielegalnej działalności zdefiniowała sposób, w jaki nowe państwo radzieckie zarządzało służbami wywiadowczymi przez kolejne dziesięciolecia. Człowiek, który wprowadził te pomysły w życie, ojciec rosyjskiego wywiadu zagranicznego, wiedział wszystko o znaczeniu nielegałów. Przez ponad dekadę był jednym z nich.







