Czy naprawdę to my decydujemy, co robimy z telefonem – czy raczej telefon decyduje za nas? Magdalena Bigaj w poradniku „Twój telefon, twoje zasady” pokazuje, jak krytycznie patrzeć na media społecznościowe, gry i komunikatory. To przewodnik po higienie cyfrowej dla nastolatków, który uczy świadomego korzystania z technologii i daje wiedzę potrzebną, by zachować wolność i zdrowie w świecie zdominowanym przez ekrany.
Czy obserwując świat przez ekrany telefonów, podążając za tym, co lubi większość, patrząc na to, co podsuwa nam algorytm – rzeczywiście podejmujemy decyzje samodzielnie? Od czego zależy to, co myślimy na swój temat i na temat otaczającego nas świata? Jakie cele przyświecają twórcom mediów społecznościowych, gier i komunikatorów? Czy to my rządzimy swoim telefonem, czy on nami?
Magdalena Bigaj w swojej książce o higienie cyfrowej dla nastolatków niczego młodym czytelnikom i czytelniczkom nie narzuca, wręcz przeciwnie: oddaje decyzje w ich ręce. Stawia jednak pytania, na które warto sobie odpowiedzieć i dzieli się wiedzą na temat wpływu telefonów i internetu na życie człowieka. To wiedza, do której ma prawo każda młoda osoba i bez której nie sposób zdrowo funkcjonować w świecie zdominowanym przez nowe technologie.
„Twój telefon, twoje zasady” pomoże rodzicom i nauczycielom w partnerski sposób i bez presji wprowadzić osoby nastoletnie w temat higieny cyfrowej; zachęca do krytycznego myślenia o tym, co oferuje internet.
Książka przeszła weryfikację suicydologiczną i otrzymała pozytywną opinię Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Twój telefon, twoje zasady
Jak dzięki higienie cyfrowej żyć po swojemu
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 24 września 2025
Wstęp. Dlaczego dorośli wam o tym nie mówią?
Ja w przyszłości chciałbym nauczyć swoje dzieci, co robić i czego nie. Ale nie każdy rodzic rozumie internet i nie każdy ma kogoś, kto wyjaśni, jak się obchodzić z internetem.
Jasiek, 17 lat
Wielu dorosłym nie spodoba się, że czytacie tę książkę. Być może to zdanie was zdziwi, zwłaszcza że zapewne część z was dostała ją od rodziców lub nauczycieli. Co więcej, gdy oddaję ją w wasze nastoletnie ręce, sama nie wiem, czym ta książka się tak naprawdę okaże – decyzja, jak się przekonacie, będzie zależała od was.
Któregoś dnia podczas warsztatów w piątej klasie szkoły podstawowej powiedziałam: „W czasach moich studiów po internet chodziło się do takiego specjalnego sklepu, zwanego kafejką”. To ożywiło jednego z uczniów, który od początku lekcji bez najmniejszego skrępowania okazywał mi brak zainteresowania tematem. Podniósł głowę i zapytał zdziwiony: „A kiedy pani chodziła na studia?”. Wiedziałam już, że sprawa jest przegrana, bo jakkolwiek by patrzeć, studiowałam na początku XXI wieku. Udzieliłam mu tej odpowiedzi, na co on, z nieskrywaną odrazą połączoną ze zdumieniem, że w ogóle jeszcze się poruszam po tym świecie, skwitował: „To przecież pani jest starsza niż nasz ford transit!”.
Co tu kryć, była to bardzo celna uwaga. Towarzyszyła moim rozmyślaniom o tym, jakim sposobem ja, poturbowana już nieco w internecie maszyna, mam napisać książkę dla nastolatków i młodych dorosłych – pojazdów najnowszej generacji, które chcą mknąć przez życie na turbodoładowaniu! Nie chciałam robić sobie na siłę tuningu i udawać, że jestem taka jak wy, bo tylko bym się ośmieszyła. Nie rozważałam też nawet występowania tu w roli mentorki, bo młodość nie ma czasu na nudne wykłady. Postanowiłam więc zrobić coś, co sprawia, że i najstarszemu fordowi transitowi wilgotnieją światła przeciwmgielne: przypomnieć sobie, jak to było być taką młodą wyścigówą. I pomyśleć, co bym chciała wtedy wiedzieć, gdyby ulice i szlaki internetu wyglądały tak, jak wyglądają dziś.
Książka ta nie jest więc podręcznikiem o higienie cyfrowej ani zbiorem jej zasad – choć tego być może spodziewało się wielu czekających na nią dorosłych. Pisałam ją z myślą o osobach, które nie miały jak wyssać z mlekiem matki krytycznego myślenia o nowych technologiach. Głównie dlatego, że współczesnym rodzicom też nie miał kto tego przekazać. Myślałam więc dużo o tym, co powinna wiedzieć osoba nastoletnia na progu drugiego ćwierćwiecza XXI wieku, by móc niezależnie dokonywać wyborów i odkrywać siebie.
Nie ukrywam też w tej książce swoich osobistych doświadczeń i przekonań: że produkty technologiczne takie jak gry, media społecznościowe i inne nie są żadnym neutralnym narzędziem, którego sposób i cel użycia zależą wyłącznie od nas. Powszechnie wiadomo, że projektuje się je tak, by na różne sposoby powodować w nas chęć korzystania z nich jak najdłużej. Porównywanie ich do książki czy nawet tak kochanego przez wielu dorosłych telewizora to nie tylko wyraz braku elementarnej wiedzy o przedmiotach codziennego użytku. To też po prostu coś szkodliwego. Dlatego jeśli mamy tych produktów używać – a powiedzmy to sobie wprost: robimy to i będziemy to robić, bo lubimy to robić – to musimy o nich szczerze pogadać, również z wami – młodymi, którym taki, a nie inny świat cyfrowy przygotowaliśmy.
W mojej pracy spotykam też od lat wielu młodych ludzi z bardzo dojrzałym, refleksyjnym podejściem do internetu. W którymś momencie pomyślałam, że jeśli cechą młodości jest bunt przeciwko porządkowi ustalonemu przez starych, to najprawdopodobniej współcześni młodzi wkrótce dojdą do wielu wniosków, które mojemu pokoleniu przychodzą z trudem. Między innymi takiego, że pozwoliliśmy firmom technologicznym na manipulowanie naszym życiem w skali, jakiej ludzkość nigdy wcześniej nie doświadczyła.
Wszystko to doprowadziło mnie do przekonania, że książka ta powinna dostarczać wam, młodym, wskazówek opartych na faktach, ale przede wszystkim pozostawiać pole do podejmowania własnych wyborów.
Napisałam więc książkę-dialog, która będzie miała tyle wersji, ile czytelniczek i czytelników. Wierząc, że język zmienia rzeczywistość, posługuję się w niej zwrotem „zdrowe nawyki cyfrowe”, nie tworzę zaś sztywnego zestawu zasad higieny cyfrowej. Samo brzmienie słowa „zasady” nasuwa na myśl coś dominującego. Zasady można narzucić lub stworzyć odgórnie. Można ich nie przestrzegać lub je łamać, a za ich łamanie – karać. Kiedy myślę: mam przestrzegać zasad, to czuję się spięta, jakby nakładano na mnie presję. Ze zdrowymi nawykami jest inaczej. Słowo „nawyk” pozostawia miejsce na czas i cierpliwość, na powtórki, potknięcia i pracę nad czymś; pobrzmiewa w nim sprawczość. Kiedy myślę: mam zdrowe nawyki, to czuję, że to ja je wybrałam. Towarzyszy mi nadzieja, że ta książka pomoże wam wybrać wasze własne nawyki. A zasady stworzycie już sami.
Opowiem wam także o tym, co sama chciałabym wiedzieć, gdybym była osobą nastoletnią – czyli o tym, jak internet, media społecznościowe, gry i wszystko, z czego korzystamy za pośrednictwem urządzeń ekranowych1, wpływają na nasze samopoczucie i zdrowie; na to, co myślimy o sobie i otaczającym nas świecie; jak poszukujemy i rozwijamy swoje talenty; oraz co się dzieje w naszym mózgu, gdy używamy ekranów. To jest tak ciekawe, że naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie rozmawiamy o tym na co dzień! Kiedy kilka lat temu zaczęłam się tym interesować, do tego stopnia mnie to wkręciło, że porzuciłam swój ówczesny zawód, by zająć się tematem wpływu nowych technologii na człowieka. I tak się zaczęła największa przygoda mojego życia.
Pamiętam, jak pierwszy raz przeczytałam o tym, jak silnie nasz mózg „pragnie” telefonów. Pomyślałam wówczas: jak to możliwe, że my, przeciętni użytkownicy tych urządzeń, nie mamy o tym pojęcia? Przecież taka informacja powinna być dodawana na opakowaniu każdego urządzenia ekranowego i przy logowaniu się do aplikacji społecznościowych czy gier. „Droga osobo użytkująca, nasz produkt będzie powodował u ciebie wyrzuty dopaminy skłaniające do jak najczęstszego używania go. Wprowadź zasady higieny cyfrowej, aby długo i zdrowo się nim cieszyć”.
Jak doskonale wiecie, nic takiego nie ma miejsca. Dlatego właśnie chcę wam dzisiaj opowiedzieć o czymś, co nie tylko powinniście wiedzieć, ale przede wszystkim macie prawo wiedzieć jako osoby nastoletnie. Przecież jeśli czegoś używamy każdego dnia, to powinniśmy rozumieć, jak to na nas wpływa, prawda? Tak się jednak nie dzieje w przypadku internetu, telefonów czy komputerów. Chociaż korzystamy z nich już całkiem długo i przeprowadzono na ten temat mnóstwo badań naukowych, wciąż nie jest powszechna wiedza o tym, jak wielki wpływ te wynalazki mają na życie swoich użytkowników. A kiedy używamy jakiejś rzeczy bez pełnej świadomości, to stajemy się łatwym celem do manipulacji dla tych, którzy taką pełną świadomość mają. Czyż nie?
Osób i firm czerpiących zyski z tego, że nie wszyscy ludzie są świadomi, jak łatwo można na nich wpływać poprzez internet, jest naprawdę sporo. I to właśnie tym dorosłym nie spodoba się, że czytacie tę książkę. Bo czy komuś z TikToka może się podobać, że dowiecie się, jak fatalnie aplikacja ta wpływa na naszą pamięć, jak bardzo pogłębia nasze lęki i że nie pozwala przekazać wiedzy? Albo czy firmie Meta, właścicielowi Facebooka i Instagrama, będzie się podobało, że przeczytacie, jak negatywny wpływ media te potrafią mieć na naszą samoocenę? I ile dziewczyn po prostu nie lubi siebie, bo tak właśnie zaprojektowano Instagram? Producenci z branży gamingowej też się nie ucieszą, że poznacie ich sposoby na uzależnianie nas od gier – dokładnie takie, jakie stosuje się w grach hazardowych. Dowody na to wszystko przytoczę wam w tej książce, jednak żebyście nie musieli wierzyć mi na słowo i mogli wyrobić sobie własne zdanie, w przypisach będę podawała źródła. Niektóre z nich będą może za trudne dla młodszych czytelników i czytelniczek, mam jednak przeczucie, że być może w przyszłości będziecie chcieli do nich zajrzeć.
Ale spokojnie – moim celem nie jest straszenie czy zachęcanie do całkowitego porzucenia gier i mediów społecznościowych. Byłoby to nieszczere, bo sama ich używam i przyniosły mi w życiu także dużo korzyści. Ani odrzucenie technologii, ani zaślepienie nimi nie są dobrym rozwiązaniem. Naszym celem w tej książce nie będzie sąd nad nowymi technologiami, bo byłoby to bezcelowe. Są one przecież obecne w naszym życiu i nie znikną, jeśli uznamy je za winne. Naszym celem będzie wolność – myślenia, snucia zamiarów i marzeń, planowania swojego czasu samodzielnie, a nie pod dyktando algorytmów treści i trendów z internetu. Zgodnie z duchem cyfrowego minimalizmu, który nie wyrzeka się nowych technologii, ale żąda, by służyły nam, a nie my im.
Okej, boomer, kim jesteś?
Pewnie chcielibyście się też czegoś dowiedzieć o mnie, skoro spędzimy razem kilka, a może kilkanaście godzin w trakcie lektury tej książki. Czasem, nawiązując do języka terapii, mówię o sobie: mam na imię Magda, mam czterdzieści lat i byłam uzależniona od telefonu. A przynajmniej przejawiałam wiele symptomów takiego uzależnienia. Zaniedbywałam obowiązki, sięgałam po telefon w każdej wolnej chwili, nosiłam go stale przy sobie, spędzałam na klikaniu w ekran długie godziny.
Nie przychodzę do was jako nauczycielka czy terapeutka, bo nie jestem nikim takim. Przychodzę jako dorosła osoba, która niegdyś przez wiele lat pracowała w branży nowych technologii i doświadczyła wielu nieprzyjemnych konsekwencji zbytniego zanurzenia w świecie internetu. Dzisiaj na co dzień zajmuję się higieną cyfrową, czyli tym, jak używać nowych technologii w sposób, który chroni nasze zdrowie. Prowadzę też badania naukowe i staram się walczyć o to, aby firmy technologiczne przestrzegały naszych praw. W tej książce spróbuję opowiedzieć wam to, co wiem, w sposób, w jaki opowiadam o tym moim przyjaciołom. Wymyśliłam ją tak, byście mogli tworzyć ją razem ze mną. Notujcie w niej, piszcie po niej, nawet jeśli czasem będzie to dopisek „co za krindż!”. Nawiasem mówiąc, ustalmy już na początku, że nawet nie będę próbowała mówić tu „waszym językiem”. To nie mogłoby się udać. Ale jednocześnie muszę wyznać, że te wszystkie podziały na język „nasz” i „nie nasz”, pokolenie alfa, beta czy sigma (dobra, to ostatni raz, gdy do nich nawiązuję), uważam za sztuczne. Prawda jest taka, że jeśli ludzie podchodzą do siebie bez uprzedzeń, z zaufaniem i ciekawością, to zawsze znajdą wspólny język. Wykonując swoją pracę na co dzień, spotykam wielu waszych rówieśników – ich wypowiedzi będę przytaczać w książce, bez podawania ich prawdziwych imion. Uwierzcie mi jednak, że różnice w wieku czy doświadczeniu życiowym nie przeszkadzają nam w toczeniu długich i emocjonujących rozmów. Okazuje się, że gdy przychodzi podyskutować o tym, co myślimy o używaniu telefonów czy internetu, wspólny język pojawia się natychmiast.
Dorośli nie są od was lepsi
Kiedy zaczęłam zajmować się tematem wpływu nowych technologii na człowieka, zwróciłam uwagę, że dorośli mówią często, jak to „młodzież nie odrywa się od telefonów” albo „dzieci uzależniają się od gier”. I wiecie co? Strasznie mnie to irytowało. Bo przecież na własne oczy widziałam, że to przede wszystkim my mamy ogromny problem z nadużywaniem telefonów. Że czasem nasze dzieci muszą po kilka razy powtórzyć pytanie, zanim usłyszymy, że do nas mówią. Że wiecznie mamy w telefonie „coś bardzo ważnego i pilnego do zrobienia”, choć jak się nam zajrzy przez ramię, to się okaże, że skrolujemy serwisy społecznościowe lub informacyjne. Nie wspominając o tym, ilu rodziców gra godzinami samotnie w gry czy ogląda seriale do późnych godzin nocnych. Marta (15 lat) powiedziała kiedyś2:
Przede wszystkim uważam, że dorośli są dużo bardziej nieodpowiedzialni w internecie niż dzieci i robią dużo głupsze rzeczy. Tak jak ja na przykład widzę na TikToku, to po prostu dorośli robią tak durne rzeczy, że nie dziwię się, że dzieci po prostu ich naśladują, no bo skoro pokazują takie zachowania osoby dorosłe, to dzieci są nauczone tego, że dorośli zawsze dadzą dobry przykład i powinny się słuchać.
Ja też dostrzegałam tę hipokryzję u wielu dorosłych, dlatego postanowiłam zrobić coś, co zwróci uwagę na to, że dorośli również mają problemy z odpowiedzialnym używaniem internetu. Stworzyłam w tym celu Fundację Instytut Cyfrowego Obywatelstwa i wspólnie z pełną pasji naukowczynią Magdaleną Woynarowską, z pomocą Mariusza Panczyka, profesora z najbardziej odlotową kolekcją butów, przeprowadziłyśmy Ogólnopolskie badanie higieny cyfrowej osób dorosłych. Pokazało ono, jak często dorośli sięgają po telefon i robią rzeczy, które mogą utrudniać im funkcjonowanie3.
Po co to zrobiłam? Czy nie lepiej było publicznie mówić o „tej złej młodzieży, która jest u-za-leż-nio-na”? Może i bardziej pasowałoby to do przekazów medialnych, zależało mi jednak, byśmy zaczęli uczciwie rozmawiać o tym, że niemal wszyscy, bez względu na wiek, mamy problem z nadużywaniem telefonów. Oczywiście zgadzam się z tym, że powinno się uczyć dzieci i młodzież higieny cyfrowej. Kilka lat temu postanowiłam jednak w pierwszej kolejności rozprawić się ze starymi, żeby się ogarnęli i zaczęli po prostu dawać dobry przykład.
Zresztą, co tu dużo mówić, sama miałam swoje na sumieniu. Przez wiele lat, gdy pracowałam w mediach, zdecydowanie nadużywałam telefonu. Zarywałam noce przez skrolowanie, ignorowałam bliskich, bo „ktoś w internecie nie miał racji” – no wiecie, te wszystkie inby, które się śledzi jak serial, nawet gdy jest się w towarzystwie innych osób. Nie mówiąc już o wciąganiu memów i relacji od ulubionych twórców. Wciąż mi się to zdarza, bo nie zrezygnowałam zupełnie z mediów społecznościowych, ale dzięki higienie cyfrowej potrafię nad tym zapanować. Już rozumiem, dlaczego mnie tak do sieci ciągnie, i wiem, czym za to płacę. Wierzę, że dzięki tej książce wy też lepiej zrozumiecie siebie.
Kiedy rozprawiłam się z tematem korzystania z technologii przez dorosłych, doznałam kolejnego olśnienia – wszyscy mówią „o problemach dzieci i nastolatków w sieci”, ale wciąż za mało mówi się o tych tematach do dzieci i nastolatków. Z różnych powodów. Także dlatego, że dorośli często się obawiają, że wypadną śmiesznie lub okaże się, że czegoś nie wiedzą. A przecież nie ma niczego śmiesznego w tym, że ktoś czegoś nie wie o tak szerokim zagadnieniu jak świat internetu! Powinniśmy wszyscy ze sobą o tym rozmawiać, i to szczerze. Tymczasem jest tak, jak celnie podsumowała to wasza rówieśniczka Agata: „Te tematy związane ze złem w internecie były miziane piórkiem, a nie otwarcie poruszane. Tematy związane z seksualnością, intymnymi rzeczami są bagatelizowane albo są tabu. Dla nas te tematy są normalne, my o tym normalnie rozmawiamy”.
W tej książce postaram się wiele takich trudnych tematów poruszyć. Mam nadzieję, że nie będą one dotyczyły akurat waszego życia, ale powinniście o nich wiedzieć, bo po prostu opisane tu rzeczy przydarzają się ludziom używającym internetu. Być może ta wiedza wam się przyda, by doradzić coś komuś bliskiemu? W jednym z badań uczennica szóstej klasy powiedziała: „Nie korzystam z TikToka, bo mam starszą siostrę w trzeciej klasie liceum i ona powiedziała, że na to się dużo traci czasu, że trudno z tego wyjść, jak już się zainstaluje, i nie ma tam wartościowych treści”. A starsza od niej o dwa lata Kasia dodała: „To moje rodzeństwo pokazało mi, jak zrobić na Instagramie, żeby nie pokazywać publicznie zdjęcia profilowego. Trzeba być w znajomych, inaczej jest zamazane”.
Bardzo się cieszę, kiedy słyszę takie wypowiedzi, bo to pokazuje, jak wielki wpływ macie na swoje otoczenie i jak dużo możecie zrobić dla innych, dzieląc się tym, co wiecie i czego doświadczyliście w sieci. Dlatego nawet jeśli we fragmentach tej książki będę poruszała tematy, które was nie dotyczą, być może w przyszłości się okaże, że informacje w nich zawarte pomogą wam coś komuś doradzić. Zresztą niektórzy i niektóre z was myślą naprawdę przyszłościowo, jak siedemnastoletni Jasiek, który powiedział: „Ja w przyszłości chciałbym nauczyć swoje dzieci, co robić i czego nie. Ale nie każdy rodzic rozumie internet i nie każdy ma kogoś, kto wyjaśni, jak się obchodzić z internetem”.
Jestem pewna, że pod względem dbania o dzieci w internecie spiszecie się kiedyś lepiej niż moje pokolenie, bo dorastając, na własnej skórze doświadczacie rzeczy, które my poznaliśmy w sieci dopiero jako osoby pełnoletnie. Ja swój pierwszy smartfon kupiłam w wieku 26 lat. Późno, prawda?
Dlatego często dorośli zachowują się tak, jak zauważyła trzynastoletnia Ola: „Dorośli inaczej korzystają z internetu – jak my próbujemy wrzucać najmniej zdjęć i jak najmniej komentować, to dorośli robią to bez przerwy. Może oni nie słyszeli takich ostrzeżeń? Może nie mają takiej świadomości? Oni mało się chyba tym interesują”.
Cóż, niektórzy chyba tak. Aby wywołać wśród dorosłych na Facebooku czy Instagramie poruszenie, wystarczy napisać post o tym, by dorośli nie udostępniali zdjęć swoich dzieci w sieci, zwłaszcza bez ich zgody. Wielu dorosłych zupełnie nie rozumie tematu praw dziecka, zwłaszcza prawa do wizerunku. Dlatego cieszę się z wypowiedzi takich jak ta Oli, które świadczą o tym, że wielu i wiele z was doskonale rozumie prawo do prywatności i jesteście ostrożniejsi niż osoby starsze od was.
O czym przeczytacie na dalszych stronach?
Najpierw opowiem wam o tym, co się dzieje w naszym ciele, gdy używamy urządzeń ekranowych i dostępnych za ich pośrednictwem produktów i usług technologicznych4. To naprawdę zaskakujące również dla większości dorosłych. Jeden z polityków w rozmowie ze mną w radiu porównał kiedyś media społecznościowe do książki! Wyobrażacie to sobie? Znacie jakąś książkę, która wysyła wam powiadomienia? Takie przekonania wynikają z tego, że nam, dorosłym, nie miał kto powiedzieć tego, co opisuję wam w pierwszym rozdziale. Wydaje nam się więc, że panujemy nad telefonem tak jak nad kluczykami od samochodu czy pilotem od telewizora. A tymczasem nowe technologie są absolutnie nieporównywalne z niczym, co znaliśmy przed erą internetu. Myślę, że będziecie tak samo zaskoczeni jak ja, gdy się o tym dowiedziałam. Pomyślałam wtedy, że mój mózg to jakiś „obcy”, który czasem działa przeciwko mnie i muszę go pilnować jak rozpieszczonego psiaka.
Rozdział drugi poświęcę odpowiedzi na bardzo często zadawane pytanie: po czym poznać, że ktoś jest uzależniony od internetu lub gier? Czy to jest w ogóle możliwe? I czy jak się nie jest uzależnionym/-ną, to można odetchnąć z ulgą?
Następnie opowiem wam o metodzie pięciu kroków higieny cyfrowej, którą wymyśliłam na potrzeby tej książki. Pracowałam nad nią cały 2024 rok i dopiero w czwartym kwartale usiadłam do pisania. Wcześniejsze miesiące spędziłam na zbieraniu materiałów i testowaniu na sobie proponowanych wam rozwiązań. To sprawiło, że ten rok był dla mnie magiczny. Dzięki wykonywaniu ćwiczeń, które proponuję wam w tej książce, bardzo dużo dowiedziałam się o sobie, swoich pragnieniach i różnych tajemnicach skrywanych nawet przed samą sobą. Myślę, że pięć kroków może was zaskoczyć, bo wcale nie brzmią jak „zasady ekranowe”. Opisałam je w kolejnych rozdziałach: czwartym, piątym i szóstym. Będziemy w nich prowadzić obserwacje samych siebie niczym naukowcy, poszukamy swoich motywacji, a na koniec będziecie wybierać swoje zdrowe nawyki cyfrowe, przechodząc przez siedem etapów wdrażania. I znowu – niektóre wcale nie będą się kojarzyły na pierwszy rzut oka z działaniami, które miałyby mieć coś wspólnego z internetem i smartfonami. Jeśli jednak dacie mi szansę i przejdziecie ze mną wszystkie rozdziały, już nigdy nie będziecie nieświadomymi użytkownikami i użytkowniczkami nowych technologii, którymi można swobodnie manipulować.
Mam jednak nadzieję, że ta książka was przede wszystkim wzmocni w drodze do dorosłości na własnych zasadach, a nie tych dyktowanych przez algorytmy, które pokazują nam, co powinniśmy podziwiać i o czym marzyć. Ja mam marzenie, żeby już żadne pokolenie nie zostało tak zmanipulowane przez twórców nowych technologii jak moje. Jak już wspominałam, postaram się więc w tej książce opowiedzieć wam to, co sama chciałabym wiedzieć, gdybym dzisiaj była nastolatką. Każdy i każda z was niech z tą wiedzą zrobi to, co uzna za stosowne. Jestem pewna, że świetnie sobie poradzicie.
Magdalena Bigaj
20 maja 2025 roku
*
Jeśli wy lub ktoś, kogo znacie, z powodu tego, co wydarzyło się w sieci, lub z jakiegokolwiek innego powodu przeżywacie silne emocje, macie niepokojące myśli lub po prostu potrzebujecie wsparcia, gorąco zachęcam was do korzystania z telefonów zaufania, które adresowane są do młodych osób. Na przykład numery 116 111 i 800 12 12 12 działają całodobowo.
Telefon zaufania jest całkowicie anonimowy, co oznacza, że nikt nie będzie mógł bez waszej zgody poznać waszego imienia i nazwiska ani innych danych. W telefonie zaufania pracują mądre, empatyczne osoby, które naprawdę potrafią pomóc. Wiem, że to się może wydawać niemożliwe, bo niby jak rozmowa telefoniczna mogłaby sprawić, żebyście poczuli się lepiej? Wystarczy jednak, że poczytacie w internecie opinie osób, którym telefon zaufania pomógł, by się o tym przekonać. Jesteście ciekawi i ciekawe? Zajrzyjcie np. na stronę 116111.pl lub 800121212.pl.
Dzielmy się informacją o tych numerach i stronach z innymi, by nikt nie czuł, że został sam ze swoimi problemami. Jeśli w waszych szkołach nie ma wywieszonej informacji o telefonach zaufania, może zechcecie zająć się tym, aby umieścić ją w widocznym miejscu?








Kolejna, niezwykle wartościowa książka Magdaleny Bigaj. Choć skierowana do nastolatków z pewnością jest także niezbędną lekturą dla rodziców.
Przekonujące spostrzeżenia, żeby nie powiedzieć argumenty, zachęta do inicjatywy i dobrania indywidualnych rozwiązań przez aktywnego czytelnika. A przy tym ten lekki język znany już z poprzedniej książki i publikacji autorki.
Dodatkowa zachęta to otwartość autorki sięgającej po przykłady i doświadczenia z własnego życia a więc żadna „mowa-trawa” a autentyczny niezbędnik dla nastolatka.
Jeśli chcesz pomóc swojemu nastoletniemu dziecku, w sposób chroniący go i wasze relacje, w korzystaniu z technologii ekranowych , mediów społecznościowych itd. itp., to ta książka jest najlepszą drogą do tego celu