Książka Hannah Arendt to jedno z najwybitniejszych dzieł XX wieku. Analizy i przemyślenia autorki zachowują nadal niezwykłą aktualność.
„Korzenie totalitaryzmu”, opublikowane po raz pierwszy w 1951 roku, to jedno z najważniejszych dzieł filozofki i teoretyczki polityki Hannah Arendt. Książka stanowi dogłębną analizę genezy i mechanizmów funkcjonowania systemów totalitarnych, skupiając się przede wszystkim na nazizmie w Niemczech i stalinizmie w Związku Radzieckim.
Arendt argumentuje, że totalitaryzm jest całkowicie nową formą rządów, odmienną od tradycyjnych tyranii czy autorytaryzmu. Jego celem nie jest jedynie przejęcie władzy, ale totalna dominacja nad każdą sferą życia jednostki i ostateczne zniszczenie jej indywidualności oraz spontaniczności.
Jak pisze we wstępie do wydania polskiego Daniel Grinberg, w pojęciu totalitaryzmu „mieści się równie dobrze Związek Radziecki pod rządami Stalina, jak państwo Hitlera. Źródeł nowego stylu rządzenia, porażającego obserwatorów równie skutecznym co bezwzględnym likwidowaniem społeczeństwa obywatelskiego oraz wszelkich form autonomii jednostek wobec państwa, doszukuje się ona w kondycji człowieka współczesnego”.
Hannah Arendt (1906–1975) – filozof, jedna z najbardziej wpływowych myślicielek naszych czasów. Studiowała na uniwersytecie w Marburgu, gdzie poznała Martina Heideggera, a następnie we Fryburgu i Heidelbergu. Była profesorem na uniwersytecie w Chicago oraz New School for Social Research w Nowym Jorku. Poza „Korzeniami totalitaryzmu” jej najbardziej znaną książką jest „Eichmann w Jerozolimie: rzecz o banalności zła” (wyd. pol.1987).
Korzenie totalitaryzmu
Przekład: Mariola Szawiel, Daniel Grinberg
Wydawnictwo Świat Książki
Premiera w tej edycji: 4 czerwca 2025
Od tłumaczy
Podstawą niniejszego wydania jest ostateczna wersja The Origins of Totalitarianism przygotowana do druku przez Hannah Arendt w 1966 roku.
Różni się ona nieznacznie układem treści i zawartością od edycji poprzednich: z 1951 i 1958 roku. Korzenie totalitaryzmu są zatem pełnym i wiernym tłumaczeniem wydania trzeciego. Jedyne zmiany wprowadzone przez wydawców polegają na uzupełnieniu niektórych mało pre-cyzyjnych przypisów bibliograficznych i dodaniu kilkudziesięciu przypisów rzeczowych dostosowanych do potrzeb czytelnika polskiego.
Ponadto w celu przybliżenia postaci autorki oraz problematyki, którą się zajęła, do oryginalnego tekstu książki dodano wstęp i zestawienie bibliograficzne. Czytelnikom zainteresowanym dyskusją o totalitaryzmie lub twórczości Hannah Arendt addenda te powinny ułatwić dotarcie do interesujących ich publikacji.
Kilka słów wyjaśnienia wymaga również kwestia tłumaczenia.
Mimo że myśl autorki jest zazwyczaj logiczna i precyzyjna, przekład Korzeni totalitaryzmu na język polski okazał się żmudnym i nieła-twym przedsięwzięciem. Była to bowiem pierwsza książka Arendt napisana po angielsku – w języku, którego nie wszystkie subtelności opa-nowała wówczas w stopniu dostatecznym. Daje się to odczuć zarówno w stylu pracy, przywodzącym chwilami na myśl długie, ciężkie i zawi-łe zdania, w których lubuje się język niemiecki, jak i w samym słownictwie. Używana w pracy terminologia odbiega znacznie od standar-dowej w anglosaskim słownictwie naukowym, a sytuację komplikuje jeszcze to, że niektórym powszechnie używanym pojęciom autorka nadaje swoiste znaczenia. W efekcie dla wielu podstawowych dla książki kategorii trudno było znaleźć zwięzłe polskie odpowiedniki. Mając do wyboru albo elegancję, albo precyzję przekładu wybieraliśmy zazwyczaj to drugie, toteż styl polskiego tłumaczenia jest zbliżony do styli-styki oryginału. Pozostaje nam tylko wyrazić nadzieję, że czytelnicy zaakceptują ten punkt widzenia.
Warszawa, czerwiec 1988
Wstęp do wydania polskiego
Dwa zdjęcia, które utkwiły mi głęboko w pamięci. Pierwsze, z roku 1933, przedstawia 27-letnią kobietę o niebanalnej urodzie, która spogląda przed siebie wzrokiem pełnym smutku i powagi, kontrastu-jącym z jej młodzieńczym wyglądem. Na drugim, wykonanym na krótko przed śmiercią, Hannah Arendt ma pomarszczoną twarz sta-ruszki, lecz wciąż to samo żywe spojrzenie, w którym inteligencja miesza się z bólem. W spojrzeniu tym wyczytać można współczucie dla świata, który chłonie szeroko rozwartymi oczyma. Jedną foto-grafię dzielą od drugiej decydujące dla dorobku pisarskiego Hannah Arendt 42 lata życia spędzone poza niemiecką ojczyzną. W tym okresie doświadczyła osobiście, czym są faszyzm, antysemityzm, wojna, bezpaństwowość (18 lat – od 1933 do 1951 roku), emigracja i związane z nią osamotnienie. Obserwowała demokrację amerykańską i nowoczesne społeczeństwo masowe ery rewolucji technologicznej, była świadkiem wojny wietnamskiej, protestów studenckich i kampanii obywatelskiego nieposłuszeństwa. Tematy te powracają na kartach jej książek w uogólnionej, filozoficznej postaci, ale źródło inspiracji wydaje się oczywiste.
To prawda, że przeżycia tego rodzaju nie były w naszej epoce niczym wyjątkowym. W biografiach europejskich intelektualistów stanowiły raczej regułę niż wyjątek. Prawdą jest jednak również, że tylko nieliczni spośród nich potrafili stawić im czoło z równą odwagą, determinacją i przenikliwością; że w tym doborowym gronie najświetniejszych umysłów tak niewiele osób miast łatwego potępiania diabła zdobyło się na wysiłek przeanalizowania tego, co się stało.
Na tle tuzinkowych ujęć przedstawiających kondycję świata i człowieka współczesnego książki Hannah Arendt odznaczają się oryginalnością, głębią i ostrością spojrzenia, niechęcią do przyjmowania wygodnych założeń oraz przekonaniem, że źródła analizowanych zjawisk tkwią głęboko w nowożytnych dziejach ludzkości. Obojętność na zmieniające się mody intelektualne czyniła z nich dogodny przedmiot ataku ze strony wąskowyspecjalizowanych uczonych, oburzonych swobod-nym wkraczaniem na zarezerwowane przez nich rewiry. Ale te same cechy sprawiły zapewne, że książki te przetrwały próbę czasu lepiej niż inne. Stwierdzenie to odnosi się szczególnie do Korzeni totalitaryzmu, które nieodmiennie figurują na sporządzanych coraz częściej, w miarę dopełniania się naszego stulecia, symbolicznych listach 100, 50 czy choćby tylko 10 najwybitniejszych dzieł XX wieku. Jeśli uświadomimy sobie, że była to jedna z pierwszych prac atakujących frontalnie centralne zagadnienia epoki, że przezwyciężyć w niej autorka musiała ograniczenia wynikające nieuchronnie z braku dystansu czasowego i z niedo-statku pełnowartościowych źródeł i że problemom, którymi się zajęła, poświęcono potem tysiące studiów (a ich autorzy dysponowali nieporównanie większym zasobem informacji), tak wysoka ocena książki napisanej zaledwie w kilka lat po wojnie i jeszcze przed „rewelacjami” Chruszczowa dobitnie ukazuje wielkość i niezwykłość Hannah Arendt.
Postać autorki Korzeni totalitaryzmu nie jest obca czytelnikowi polskiemu, mimo że żadna z jej książek nie ukazała się do roku 1988 w którymkolwiek z oficjalnych wydawnictw krajowych, w oficynach podziemnych zaś w całości opublikowano bodaj tylko O przemocy. Reputacja „owocu zakazanego” sprawiała, że jej niełatwe w lekturze teksty budziły zainteresowanie środowisk akademickich na długo przed pojawieniem się pierwszych dopuszczonych do druku przekładów.
Największe zasługi dla popularyzacji Hannah Arendt położyła niewątpliwie „Literatura na świecie” poświęcając jej twórczości numer specjalny (1985, nr 6), nie licząc pojedynczych przekładów z lat 1982–1983. Niemniej jednak teksty tam zamieszczone – subtelne rozważania filozoficzne i wypowiedzi o kwestii żydowskiej. – nie dają pełnego wyobrażenia o oryginalności pisarki, zwłaszcza zaś o sposobie ujmowania przez nią skomplikowanych zagadnień politycznych łączącym mistrzowską analizę socjopolityczną z intuicyjnym wglądem psychologicznym, najwyraźniej może widocznym w Korzeniach totalitaryzmu i w głośnej, aczkolwiek w Polsce do niedawna zupełnie nieznanej, książce sprowokowanej przez proces Eichmanna. Na owym charakterystycznym stylu myślenia odcisnęła się na równi z indywidualnością autorki jej powikłana biografia.
Hannah Arendt przyszła na świat 14 października 1906 r. w Hano-werze, ale dzieciństwo i wczesną młodość spędziła w Königsbergu (Królewcu), o którym Kant – jego najsłynniejszy obywatel – pisał niegdyś, że z uwagi na rozmiary kontaktów zewnętrznych oraz bujność życia w rozmaitych jego przejawach „jest odpowiednim miejscem zdobywania wiedzy dotyczącej ludzi i świata nawet bez podróżowania”. Wprawdzie w porównaniu z czasami swojej niedawnej świetności, gdy był obok Berlina głównym centrum niemieckiego Oświecenia, Królewiec początków naszego wieku miał już prowincjonalny charakter, ale jednak w dalszym ciągu stanowił naturalne miejsce styku Wschodu i Zachodu Europy. Ortodoksyjni Żydzi rosyjscy uciekający ze strefy osiedlenia mieszali się tu, w stolicy Prus Wschodnich, ze swoimi „oświeconymi” pobratymcami, lojalnymi obywatelami Cesarstwa Niemieckiego.
Rodzice pisarki – zamożni, zasymilowani już przedstawiciele wyższych sfer mieszczańskich o prusko-rosyjskim rodowodzie i postępowych przekonaniach – byli postaciami typowymi dla swojej epoki.
Głęboko zakorzenieni w kulturze niemieckiej przekazali swojej córce gorące umiłowanie niemieckiego języka, poezji i filozofii. Ich związek z żydostwem był tak słaby, że Hannah długo pozostawała nieświadoma swojego pochodzenia. Od dziecka odznaczała się znakomitą pamięcią, silnym charakterem i żywą inteligencją, niemieszczącą się w sztywnym gorsecie pruskiego systemu edukacyjnego. Cechy te narażały ją na częste konflikty z otoczeniem. Jeden z takich konfliktów zakończył się relegowaniem niepokornej uczennicy z gimnazjum; w konsekwencji Hannah przygotowywała się samodzielnie do matury, zdając ją na rok przed rówieśnikami.
W 1924 r. Arendt podjęła studia filozoficzne na uniwersytecie w Marburgu, gdzie Martin Heidegger – podówczas młody, 35-letni profesor – elektryzował studentów wykładami, które złożyły się na Sein und Zeit – jedno z najdonioślejszych dokonań myśli egzystencjal-nej. Przyszła autorka The Human Condition, ze swą namiętnością fi-lozofowania oraz powagą i gruntownością myślenia, wyrażającą się w zaciekłym dążeniu do uchwycenia istoty analizowanych zjawisk, nie mogła trafić lepiej. Pomiędzy młodym profesorem i jego błyskotliwą studentką od pierwszej chwili nawiązała się bliska sympatia duchowa, która przerodziła się wkrótce w głębokie obustronne uczucie. Heidegger, mający rodzinę i obawiający się skandalu, zdecydował się jednak po roku przerwać romans. Arendt opuściła zatem Marburg i kontynu-owała studia we Fryburgu u Husserla, a później w Heidelbergu na se-minarium Jaspersa.
Bliski kontakt z luminarzami filozofii europejskiej nie pozostał bez wpływu na styl myślenia i osobowość młodej kobiety. Pod kierunkiem Jaspersa przygotowywała rozprawę doktorską o pojęciu miłości u św. Au-gustyna, a jednocześnie uwagę jej coraz bardziej pochłaniała niezwykła postać Rahel Varnhagen (której berliński salon opisuje w rozdziale 2, w części I Korzeni totalitaryzmu). To właśnie studiując biografię tej zapo-mnianej nieco muzy niemieckiego romantyzmu Hannah, utożsamiająca się z nią podświadomie, zainteresowała się poważnie kwestią żydowską.
Nowa problematyka wymagała oderwania się od spekulatywnej filozofii i zwrócenia baczniejszej uwagi na rzeczywistość schyłkowego okresu Republiki Weimarskiej. Arendt, której postawa ulega na początku lat trzydziestych wyraźnemu upolitycznieniu, traci wiarę w dogmaty asymilacjonizmu. „W społeczeństwie generalnie wrogo nastawionym do Żydów – a takie było ich położenie we wszystkich zamieszkiwanych przez nich krajach aż po wiek XX – nie moża się zasymilować nie godząc się zarazem na antysemityzm” – konkluduje w biografii Raheli Varnhagen*. W miarę postępów ruchu narodowosocjalistycznego zbliża się coraz bardziej do syjonizmu i w swej twórczości podejmuje krytykę niemieckiego Oświecenia z punktu widzenia tej ideologii.
Na dojście hitlerowców do władzy Arendt zareagowała wzmożoną aktywnością w żydowskich organizacjach charytatywnych. W przeciwieństwie do związanego z ruchem komunistycznym męża, Gerharda Sterna, który po pożarze Reichstagu zdecydował się emigrować, nie miała zamiaru opuszczać ojczyzny. Dopiero krótkotrwałe uwięzienie w połowie 1933 r. i wzrastające rozczarowanie postawą środowisk intelektualnych skłoniło ją do nielegalnego opuszczenia Niemiec. Jesienią 1933 r. 27-letnia Hannah Arendt-Stern znalazła się w Paryżu, gdzie rzuciła się natychmiast w wir aktywności emigracyjnej, prowadząc zarazem bujne życie towarzyskie. Stolica Francji przyciągała jak magnes elitę uciekinierów z III Rzeszy, toteż właśnie tu miała Arendt okazję zbliżyć się do takich ludzi, jak Walter Benjamin czy Bertold Brecht.
Niepochłaniająca zbyt wiele czasu posada w organizacji syjonistycznej udzielającej pomocy uchodźcom pozwalała jej uczęszczać na semina-rium Alexandre’a Kojeve’a w École des Hautes Études Sociales.
* H. Arendt, Rahel Varnhagen. The Life of a Jewess, London 1958, s. 126 (wyd. pol.Rahel Varnhagen: historia życia niemieckiej Żydówki z epoki romantyzmu, Sejny 2012).
Po wyjeździe męża do Stanów Zjednoczonych związała się z Hein-richem Blücherem, wybitnym działaczem KPD, który w okresie procesów moskiewskich stopniowo oddalał się od komunizmu. Pozwoliło jej to wniknąć głębiej w zjawiska zachodzące w ruchu komunistycznym lat trzydziestych, choć wówczas bardziej pociągała ją jeszcze analiza ideologii ugrupowań skrajnej prawicy działających we Francji. Z niepokojem śledziła narastające z roku na rok uprzedzenia w stosunku do uchodźców, które przybierały postać urzędowych przepisów wymierzonych w „niepożądanych cudzoziemców”. Na ich podstawie w maju 1940 r., już po ślubie z Blücherem, wraz z tysiącami innych apatrydów Hannah została internowana w Gurs, gdzie przedtem mieścił się obóz dla powracających z Hiszpanii członków Brygad Międzynarodowych.
Obserwacje i przeżycia z tego okresu miały istotny wpływ na jej wizję epoki współczesnej jako gruntownie odmiennej, „nowatorskiej” w stosunku do poprzednich. Już wówczas nosiła się z myślą napisania książki przedstawiającej „imperializm rasowy” jako praprzyczynę rozgry-wającej się na jej oczach apokalipsy. Z tamtych lat pochodzą artykuły o traktatach mniejszościowych i Prouście, które po niewielkich mody-fikacjach włączone zostały do ostatecznej wersji Korzeni totalitaryzmu.
W końcu 1940 r. Hannah Arendt i jej mąż otrzymali wizy amerykańskie i po przełamaniu piętrzących się trudności dotarli w maju 1941 r. do Nowego Jorku. Wbrew pozorom opanowanie języka angielskiego, a także oswojenie się z kulturą i cywilizacją Stanów Zjednoczonych nie przychodziło łatwo emigrantom z Niemiec, wywodzącym się ze środowisk inteligenckich. Wiele aspektów tej nowej dla nich rzeczywistości budziło początkowo ich głęboki sprzeciw. Obserwując życie Amerykanów, Arendt szybko doszła do wniosku, że „istnieje w tym kraju zasadnicza sprzeczność między wolnością polityczną a niewolą społeczną”* i opinię tę podtrzymywała do końca życia. Wśród zróżnicowanych pod wieloma względami skupisk emigrantów najbliższa jej była grupa „New World”, związana z German Jewish Club w Nowym Jorku, toteż od końca 1941 r. w piśmie „Aufbau” – organie klubu – regularnie publikowała felietony nawołujące m.in. do utworzenia odrębnej żydowskiej armii u boku sprzymierzonych.
* E. Young-Bruehl, Hannah Arendt. For Love of the World, New Haven-London 1982, s. 166.
Wzrastające zainteresowanie problemem antysemityzmu przero-dziło się w projekt obszernej rozprawy o stosunku do Żydów w dwu-dziestowiecznej Francji – od sprawy Dreyfusa po Petaina. Gromadziła niezbędne do niej materiały, a jednocześnie energicznie, choć bez powodzenia, walczyła o wydanie powierzonych jej pieczy pism zmarłego tragicznie Waltera Benjamina. W miarę napływu informacji o zbrodniach hitlerowskich w Europie uświadamiała sobie nieodwracalność zachodzących wydarzeń i nieadekwatność wszelkich proponowanych remediów, z syjonistycznym włącznie. Jej własna koncepcja sfederowa-nej żydowsko-arabskiej Palestyny w ramach brytyjskiego Common-wealthu nie znajdowała popleczników.
W tej sytuacji ucieczką przed rozpaczą stała się dla niej praca w komisji zajmującej się ratowaniem dorobku kulturalnego Żydów europejskich (kierowała nią do 1952 r.) oraz w wydawnictwie Schocken Books, gdzie przeforsowała m.in. pierwszą amerykańską edycję Dzien-ników Kafki. Artykuły i recenzje zbliżające czytelnikom „Partisan Review” bądź „Nation” dorobek dwudziestowiecznych autorów niemieckiego obszaru językowego, słabo tu wcześniej popularyzowanych, dały Arendt przepustkę do kręgów akademickich Stanów Zjednoczonych, ale nie one pochłaniały jej uwagę w połowie lat czterdziestych.
Polityczny chaos spowodowany gwałtownym rozkładem hitlerowskiej Festung Europa, troska o losy cywilizacji, wiara w uzdrawiającą moc trafnej diagnozy – wszystko to skłaniało pisarkę do konkretyzacji i modyfikacji dawniejszych planów badawczych w taki sposób, aby projektowana rozprawa obok funkcji poznawczych spełniała również rolę katartyczną, uświadamiając współczesnym przyczynę katastrofy, jej samej zaś pozwalając przezwyciężyć gnębiące wielu emigrantów poczucie bezsilności.
W ciągu trwającej prawie pięć lat pracy nad Korzeniami totalitaryzmu pierwotny zamysł autorski był wielokrotnie zmieniany i roz-szerzany. Wersja ostateczna pierwszego wydania w niewielkim tylko stopniu przypomina założenia wyjściowe. Datujące się jeszcze z okresu pobytu w Niemczech zainteresowanie antysemityzmem doprowadziło Arendt do podjęcia problematyki rasizmu, ta zaś z kolei do intensyw-nych studiów nad zagadnieniami imperializmu. Jeszcze na początku 1945 r. planowała obszerne studium historyczne demaskujące dziewiętnastowieczne źródła kryzysu współczesnego i ułożone w klasyczną heglowską triadę. Książka nosić miała tytuł: The Elements of Shame: anti-Semitism, Imperialism, Racism lub zwięźlej The Three Pillars of Hell* i koncentrować się na przeszłości, nim jednak została ukończo-na, rozpoczął się proces norymberski. Napływ materiałów źródłowych dotyczących III Rzeszy sprawił teraz, że Arendt postanowiła uzupełnić tekst analizą „nowatorskiej formy rządów” hitlerowskich Niemiec.
* Zob. ibid., s. 200.
Późną jesienią 1947 r. uznała za wskazane objąć analizą również Związek Radziecki pod rządami Stalina, mimo że jeszcze w sierpniu 1942 r. chwaliła ZSRR za likwidację antysemityzmu i trafną politykę naro-dowościową*. Relacje Davida Rousseta oraz Polaków, którzy przeszli przez radzieckie obozy, radykalnie zmieniły jej ocenę polityki Stalina, uwypuklając zasadniczą zbieżność form i metod rządzenia zastosowanych przez nazistów i bolszewików u władzy. Wzmacniały tę wizję wydarzenia rozgrywające się współcześnie w świeżo zdominowanych przez komunistów krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Pisaniu tej części pracy towarzyszyły nasilające się oznaki zimnej wojny. Autorka określała teraz książkę jako „historię totalitaryzmu” i ostatecznie zdecydowała się na tytuł The Origins of Totalitarianism, akcentujący gene-tyczną stronę problemu; nie była jednak z niego w pełni zadowolona.
* Zob. H. Arendt, Die Rückkehr des russischen Judentums, „Auf bau” z 28 VIII 1942, s. 18.
Brzmiał zbyt akademicko i sucho, przywodząc na myśl głośne dzieło Darwina The Origins of Species ( O powstawaniu gatunków), fałszywie sugerował standardowe podejście historyczne, mimo że duża część rozprawy poświęcona była analizie współczesności; nie sygnalizował jej nowatorstwa formalnego i metodologicznego, zwłaszcza zaś jej fi-lozoficzno-moralnego wymiaru. Nieprzypadkowo wydawca angielski zdecydował się na tytuł The Burden of Our Time, który akcentował tę właśnie stronę dzieła.
Kłopoty z tytułem nie były jedynym problemem, z którym bory-kać się musiała autorka. Nieszablonowe ujęcie tematu i bezceremonialne traktowanie aktualnych kwestii politycznych sprawiło, że książka, oddana w pośpiechu do druku wiosną 1950 r., z trudem torowała sobie drogę do czytelników. Bostońska oficyna, do której zwróciła się pierwotnie Arendt, odrzuciła maszynopis za radą swoich harwardz-kich recenzentów. Na szczęście więcej zrozumienia okazała firma Harcourt, Brace and Co. Podobnie było w Europie – znalezienie niemieckiego wydawcy zabrało cały rok, we Francji zaś, gdzie mody intelektualne dyktowała lewica, okazało się to w ogóle niemożliwe; dopiero w latach siedemdziesiątych ukazały się tam tłumaczenia tomu pierwszego i trzeciego.
Pierwsze wydanie Korzeni totalitaryzmu z 1951 r. różni się nieco od wersji ostatecznej (wydanie III z 1966 r.), na której oparta jest edycja polska: poszczególne części nie były poprzedzone odrębnymi wstę-pami, a bezpośrednio po rozdziale XII następowały Uwagi końcowe, wyeliminowane w wydaniach późniejszych; partie poświęcone analizie imperializmu oraz totalitaryzmu nie były tak rozbudowane jak w wersji z 1966 r. Niemniej jednak już to pierwsze wydanie zawiera te wszystkie składniki, które przesądziły o niezwykłej reputacji książki: połączenie nowatorskiej analizy historycznej z problematyką filo-zoficzną i etyczną doby współczesnej; odrzucenie wygodnych obiego-wych sądów utrudniających dotarcie do prawdy; oryginalne, choć nie wyłożone wprost założenia metodologiczne. Jak tylu innych „mistrzów podejrzeń” ostatnich stuleci Hannah Arendt zakłada, że istota rzeczy nie pokrywa się z ich zewnętrznym wyglądem. Byt kryje się za zjawiskiem*. Sztuka interpretacji, dotarcie do prawdy polega na odrzuceniu zwodniczych pozorów, albowiem „udawanie i zamierzone zwodzenie ze strony wykonawcy, jak też złudzenie i błąd ze strony obserwatora stanowią nieuchronny moment całej sytuacji”**.
* Zob. H. Arendt, Zjawisko (przekład: H. Buczyńska-Garewicz), „Literatura na świecie” 1983, nr 3, s. 305.
** Ibid., s. 306.
W tym zaglądaniu pod powierzchnię zjawisk oprócz rzetelnej wiedzy niezbędna jest wyobraźnia, a także wrażliwość moralna. W efekcie drobny nawet szczegół, charakterystyczny cytat czy odległe skoja-rzenie literackie stać się mogą punktem wyjścia obszernych wywodów prowadzących do daleko idących uogólnień. Ich celem nie jest bynajmniej tworzenie wielkich systemów ani prosta rekonstrukcja faktów, lecz samo zrozumienie rozpatrywanych kwestii. W niemieckiej tradycji filozoficznej oznacza to zwykle ich myślowe „przezwyciężenie”; dla Arendt zrozumienie jakiegoś zjawiska wymaga uświadomienia sobie i przeanalizowania jego wszelkich konsekwencji, przede wszystkim w sferze politycznej i etycznej. Jej podejście jest więc zdecydowanie odmienne od typowego podejścia historyków starających się odtworzyć genezę i chronologię wydarzeń sytuowanych w łańcuchach przyczynowo-skutkowych.
W wyjaśnianiu historycznym autorka dopatruje się usprawiedli-wiania, ponieważ sugeruje ono ciągły i konieczny charakter wydarzeń prowadzących do teraźniejszości. „Przyczynowość, czyli taki zdeterminowany ciąg wydarzeń, w którym zawsze jedno zdarzenie powoduje inne i może być przez nie wytłumaczone, jest prawdopodobnie kategorią zupełnie obcą i fałszywą w dziedzinie nauk historycznych i politycznych – twierdzi w wykładach z 1954 r. – Składniki totalitaryzmu tworzą jego źródła, jeśli przez źródła nie rozumiemy «przyczyn».
Same w sobie składniki prawdopodobnie nigdy niczego nie powodują.
Stają się źródłami wydarzeń, jeśli ulegają krystalizacji w określonych ostatecznych formach. Wtedy i tylko wtedy możemy tropić ich dzieje wstecz. Wydarzenie rzuca światło na swą przeszłość, ale nie daje się z niej nigdy wydedukować”*.
Jak wyjaśnia Hannah Arendt w listach do Mary Underwood, tymi „skrystalizowanymi” składnikami dojrzałego imperializmu rasowego (czyli totalitaryzmu) są takie czynniki, jak antysemityzm, rasizm, upadek państwa narodowego, idea ekspansji w imię ekspansji, sojusz kapitału z motłochem. Każdy z nich przesłania istotne, a nierozstrzygnię-te problemy epoki: za antysemityzmem kryje się kwestia żydowska, za rasizmem – rozwój „plemiennego nacjonalizmu” rozbijającego poczucie jedności rodzaju ludzkiego; upadek państwa narodowego jest przejawem załamania się dotychczasowej organizacji narodów europejskich oraz oświeceniowej koncepcji praw człowieka; ekspansja w imię ekspansji przesłania zagadnienie organizacji świata na skalę globalną, przed którym stanęli Europejczycy w drugiej połowie XIX wieku**. Narodowy socjalizm staje się w takim ujęciu swoistym rozwiązaniem autentycznych problemów; rozwiązaniem straszliwym i fałszywym, ale przecież na swój sposób logicznym.
* E. Young-Bruehl, op.cit. s. 201.
** Zob. ibid., s. 203.
Streszczanie w tym miejscu poglądów wyrażonych w Korzeniach totalitaryzmu nie wydaje się potrzebne. Czytelnik może je sobie z łatwością odtworzyć zagłębiając się po prostu w lekturę. Natomiast warto uświadomić sobie, co nowego poglądy te wnosiły do toczonych wówczas dyskusji. Jeśli przyjęto je, zwłaszcza w Europie, z mieszanymi uczuciami, to nie tyle ze względu na ich merytoryczną zasadność, co z powodu płynących z nich wniosków, sprzecznych z dominującym nurtem opinii publicznej. Wbrew rozpowszechnionej w krajach zwycięskiej koalicji tezie o zbiorowej odpowiedzialności narodu niemieckiego, pozwalającej pozostałym narodom zachować dobre samopo-czucie i przekonanie o własnej wyższości moralnej, Hannah Arendt interpretowała faszyzm jako „zbiorowy wstyd ludzkości”, nawet Żydów – najciężej przezeń doświadczonych – czyniła w jakimś stopniu współodpowiedzialnymi za jego powstanie. Pierwotnie zamierzała nawet umieścić w książce rozdział poświęcony krytycznej analizie współczesnego syjonizmu i postaw wpływowych środowisk żydowskich podczas II wojny światowej. Dopiero ataki na powstające państwo izraelskie skłoniły ją do rezygnacji z tego pomysłu. Tezy jej książki zostały odebrane jako próba zdjęcia z Niemców odpowiedzialności za zbrodnie wojenne, a przecież nie tego oczekiwano od niemieckiej Żydówki o zdecydowanie antyfaszystowskiej przeszłości. W sześć lat po wojnie opinia publiczna najwyraźniej nie była jeszcze przygotowana do beznamiętnej analizy zjawiska, oddzielającej informacje od ocen i rezygnującej z wygodnej wizji faszyzmu jako zbiorowego przejściowego szaleństwa milionów.
Wprawdzie już w 1942 r. Franz Neumann akcentował wewnętrzną logikę systemów totalitarnych, ale tam, gdzie dopatrywał się on ręki „Behemota”, Arendt dostrzegała konsekwencje głębokich przeobrażeń społecznych i ideologicznych ostatnich stuleci. Specyfika i zarazem nowatorstwo jej ujęcia polega na prezentacji skomplikowanych zjawisk, w rodzaju antysemityzmu czy imperializmu, jako skutku ubocznego zmian zachodzących w samym systemie społecznym, w skomplikowanej sieci powiązań łączących rozmaite warstwy i grupy społeczeństwa.
W tej finezyjnej analizie powstawania i rozpadu państwa narodowego istotną rolę przypisuje się – obok czynników natury socjologicznej – czynnikom psychologicznym, rzeźbiącym świadomość zbioro-wą. Antysemityzm okazuje się tu czymś zgoła nieprzypadkowym, co nie znaczy, że nieuchronnym. To efekt braku identyfikacji coraz szerszych warstw społeczeństwa z państwem narodowym w okresie male-jącej przydatności samych Żydów i grup tradycyjnie ich wspierających.
W porównaniu z teorią „kozła ofiarnego” czy z koncepcją „wieczystego antysemityzmu” wyjaśnienie to ma wiele zalet, lecz nie uśmierza wszelkich wątpliwości. Pomija przecież zupełnym milczeniem istnienie odrębnego pod względem charakteru żydostwa środkowo-wschod-nioeuropejskiego i nie tłumaczy, dlaczego na tych terenach – o tak odmiennej strukturze klasowej i etnicznej, gdzie państwo narodowe w sensie zachodnim praktycznie nigdy nie powstało, a związek Żydów z władzą był znacznie słabszy – wrogość do Żydów narastała w podobnym rytmie.
Mechanizm imperializmu ukazany w części drugiej ma analogiczne zalety i wady co wcześniejsza analiza antysemityzmu. Jest oryginalny, wielowątkowy i misterny, lecz zarazem nie w pełni przekonywający.
Kapryśny dobór źródeł i ich dość swobodna interpretacja, nacisk poło-żony na teksty literackie, polerowanie drugorzędnych niekiedy szczegółów przy jednoczesnym pomijaniu spraw zasadniczych – wszystko to przypomina nam raz jeszcze, że mamy tu do czynienia nie ze standardową pracą historyczną dochowującą wierności sztywnym regułom postępowania badawczego, ale z niekonwencjonalną i błyskotliwą analizą opartą w dużym stopniu na intuicji. Sugestywny obraz, jaki rysuje Hannah Arendt, wydaje się więc nieco dowolny i niekompletny.
Opisywane przez nią zjawiska, takie jak polityczne usamodzielnia-nie się burżuazji, sojusz motłochu z kapitałem, myślenie w kategoriach rasy, powstanie ruchów ponadnarodowych, osłabienie tradycyjnej koncepcji praw człowieka składają się niewątpliwie na pejzaż polityczny epoki charakteryzującej się zaostrzoną rywalizacją mocarstw, która otrzymała miano imperialistycznej, niemniej jednak ryzykowne byłoby twierdzenie, że całkowicie ją wyjaśniają. Nie jest to bowiem lista kompletna ani w pełni ukazująca stopień ważności poszczególnych czynników. Rzucając snop światła na niektóre motywacje, pozostałe pozostawia pisarka w półmroku.
Autorzy wydanych później prac na temat imperializmu stosunkowo rzadko powołują się na poglądy zawarte w drugiej części trójksię-gu, a jeszcze rzadziej posługują się użytą w nim terminolgią. Tylko nieliczni spośród nich aprobują tak ostre wyodrębnienie epoki między rokiem 1884 a końcem I wojny światowej jako zasadniczo odmiennej od poprzednich. Trudno wszakże odmówić pisarce racji, gdy pokazuje, jak polityczne aspiracje triumfującego mieszczaństwa, podchwycone przez motłoch i skojarzone z filozofią polityczną Hobbesa oraz nawykowym myśleniem w kategoriach ras, doprowadziły do zniszczenia stabilnego systemu partyjnego i samego państwa narodowego, stanowiącego podstawę dziewiętnastowiecznej cywilizacji europejskiej, i tym samym utorowały drogę totalitaryzmowi.
Cokolwiek powiedzielibyśmy o zaletach i wadach tak konstruowanej wizji imperializmu i antysemityzmu, nie ulega wątpliwości, że to nie im zawdzięcza książka swą sławę i popularność. Bez części trzeciej, poświęconej interpretacji dwudziestowiecznego totalitaryzmu, trakto-wanego jako zwieńczenie wcześniej zarysowanych przemian, pamięta-łoby dziś o niej jedynie wąskie grono specjalistów. Tragiczne wydarzenia rozgrywające się niedawno przed oczyma Europejczyków znalazły dzięki Hannah Arendt frapujące wyjaśnienie, odwołujące się do najnowszych zdobyczy nauk społecznych i opatrzone przejmującym filozoficznym komentarzem.
Kluczowa dla całej konstrukcji koncepcja totalitaryzmu nie była bynajmniej jej własnym pomysłem. Pojawiła się wszak już w 1925 roku w przemówieniach samego Mussoliniego oraz jego nadwornego filozofa – Giovanniego Gentile. Obwieszczając z dumą powstanie lo stato totalitario, ideolodzy włoskiego korporacjonizmu nie mieli wątpliwości, że otwierają nową wspaniałą epokę w dziejach ludzkości. Ruch faszystowski ze swą totalną koncepcją życia ( la concezione totale della vita) opanował państwo włoskie nadając mu nowy, z gruntu odmienny charakter. „Faszyzm traktuje państwo jako prawdziwą rzeczywistość jednostki (…) dla faszysty wszystko jest państwem i nie istnieje nic – ludzkiego czy duchowego – nic, co miałoby jakąś wartość, poza Państwem. W tym sensie faszyzm jest totalitarny” – głosił wódz ruchu w 1932 roku*. W Niemczech przymiotnik totalitär – synonim totalnej mobilizacji – propagowali między innymi pisarz Ernst Jünger i słynny teoretyk prawa Carl Schmitt, ale wysocy funkcjonariusze III Rzeszy posługiwali się nim raczej rzadko. Hitler napomykał sporadycznie o „tak zwanym państwie totalitarnym”, jednakże, w przeciwieństwie do duce , wyraźnie preferował sformułowanie „państwo autorytarne”.
Dla przeciwników Mussoliniego słowo totalitaryzm od początku brzmiało złowieszczo. Posługiwali się nim zatem głównie po to, aby podkreślić swój jednoznacznie negatywny stosunek do nowego ustroju. W takim zabarwieniu emocjonalnym operował tym pojęciem np. Luigi Sturzo ( Italy and Fascism, London 1926), a potem inni czołowi liberałowie kontynentalni. W słownictwie naukowym większości języków europejskich, nie wyłączając rosyjskiego, termin totalitaryzm zadomowił się na dobre dopiero w końcu lat trzydziestych, wyrażając krytyczny stosunek do systemu rządów panujących we Włoszech i w Niemczech. Sporadycznie posiłkowano się nim również w odniesieniu do ZSRR. Na zastanawiające podobieństwo Związku Radzieckiego do państw faszystowskich wskazywali m.in. Hans Kohn, Rudolf Hilferding czy Leon Trocki. W Polsce już w 1928 r. prawnik Maciej Starzewski pisał o państwach „totalnych”, mając na myśli Rosję Radziecką, Włochy oraz Turcję rządzoną przez Kemala**. Jednak w publikacjach przedwojennych kontury znaczeniowe nowego pojęcia rysowały się nader mgliście. Hermann Rauschning, były dygnitarz hitlerowski, w opublikowanej w 1939 r. pracy, uważanej za pierwszą próbę naukowej analizy niemieckiego faszyzmu, traktuje nowy system rządów jako „rewolucję nihilizmu”, nie dopatrując się w nim żadnych treści pozy-tywnych.
* Hasło Fascismo, w Enciclopedia Italiana, Roma 1932, s. 326
** Por. F. Ryszka, Państwo stanu wyjątkowego, wyd. II Wrocław 1985, s. 49.
Zdecydowana większość badaczy niemieckich, którzy znaleźli schronienie w Stanach Zjednoczonych, koncentrowała uwagę na psychologicznych aspektach problemu (teoria „osobowości autorytarnej” Theodora Adorno, „ucieczka od wolności” Ericha Fromma, prace Wilhelma Reicha, Abrahama Maslowa, Herberta Marcuse i Bruno Bettelheima). Jedynie Franz Leopold i Siegmund Neumannowie gotowi byli rozpatrywać państwo totalne w kategoriach wypracowanych przez socjologię i politologię, toteż oni dopiero wypełnili pojęcie totalitaryzmu konkretną treścią.
Pierwsze wydanie Behemotha F.L. Neumanna, odsłaniające „strukturę i praktykę narodowego socjalizmu”, ukazało się w 1942 roku. O ile Carl Schmitt czy Eric Voegelin rozpatrywali państwo totalitarne jako czysto teoretyczną możliwość antyliberalnego systemu rządów, zno-szącego rozdział między społeczeństwem a państwem dzięki mobilizacji politycznej wszystkich obywateli, o tyle Neumann nie miał żadnych wątpliwości, że koncepcja ta znalazła już w III Rzeszy praktyczne urzeczywistnienie. Interpretuje on faszyzm jako swoisty „imperializm społeczny” oparty na totalitarnej gospodarce monopolistycznej. W narodowym socjalizmie widzi nie ideologię, lecz „nową formę bytu społecznego”, w której partia posiadająca monopol władzy rządzi amor-ficznymi masami stosując przemoc fizyczną i duchową (wszechobecna propaganda). Kultura sprowadza się do propagandy; treści ideowe, zmienne i nieistotne, są nierozerwalnie splecione z terrorem.
Hannah Arendt przejęła i rozwinęła wiele z tych poglądów. I ona podkreśla związek propagandy z terrorem, brak programu politycznego, bezkształtność organizacyjną; w podobny sposób – umiejętnością zorganizowania zatomizowanych uprzednio mas – tłumaczy sukcesy ruchów totalitarnych. Na tym kończą się jednak podobieństwa. Pojęciu totalitaryzmu nadaje bowiem uczennica Heideggera sens szerszy i nieco odmienny. Mieści się w nim równie dobrze Związek Radziecki pod rządami Stalina, jak państwo Hitlera. Źródeł nowego stylu rządzenia, porażającego obserwatorów równie skutecznym co bezwzględnym likwidowaniem społeczeństwa obywatelskiego oraz wszelkich form autonomii jednostek wobec państwa, doszukuje się ona w kondycji człowieka współczesnego. Silniej niż poprzednicy akcentuje rolę antysemityzmu i czynników natury psychologicznej, jednak nie te elementy stanowią o oryginalności jej koncepcji. Kluczem do zrozumienia „straszliwego nowatorstwa” totalitaryzmu czyni obozy koncentracyjne, widząc w nich laboratoria totalnego panowania pracujące nad zmianą samej istoty człowieczeństwa. Tam właśnie ujawniać się miało najwyraźniej „radykalne zło” nowych systemów. Tak ujmowany totalitaryzm jest zjawiskiem stopniowalnym i odwracalnym – zależnym od skali zinstytucjonalizowanego terroru jako głównej metody rządzenia.
III Rzesza stała się w pełni totalitarna dopiero w końcu lat trzydziestych, Rosja Radziecka po roku 1928 i tylko do śmierci Stalina. Oba wcielenia upodobnia do siebie nie tylko kult wodza i wszechwładza tajnej policji, lecz także ich paradoksalny charakter: „monstrualne kłamstwo”, leżące u podłoża tych systemów, powoduje zagubienie się głównych aktorów w stworzonym przez nich świecie pozorów.
Swej specyficznej wizji totalitaryzmu, odmiennej i od Orwellow-skiej „kontroli myśli”*, i od „permanentnej rewolucji” Siegmunda Neumanna**, broniła autorka Man in Dark Times praktycznie do końca życia, aczkolwiek zwiększający się dystans czasowy i spory wokół kluczowego pojęcia przyczyniły się do modyfikacji pewnych jej elementów. Zarzuty pod adresem Korzeni totalitaryzmu dotyczyły początkowo przesadnego determinizmu i ulogicznienia wywodu, inwazji hipostaz, dopatrywania się supersensu w doraźnych posunięciach dyktowanych koniecznością pominięcia duchowo-religijnych aspektów zerwania z tradycją kultury europejskiej. Krytykowano zawartą w dziele wizję historyczną sugerującą odpowiedzialność mieszczańskiej liberalnej Europy za późniejszy rozwój wydarzeń, przekonanie, że presja zewnętrzna może zmienić naturę istot ludzkich jako gatunku, brak dostatecznego uzasadnienia tezy o strukturalnym podobieństwie hitleryzmu i stalinizmu.
* Zob. G. Orwell, Rok 1984 (przekład: J. Mieroszewski), Paryż 1958.
** Zob. S. Neumann, Permanent Revolution. The Total State in World of War, New York–London 1942.
Ten ostatni zarzut, wynikający ze znacznej przewagi ilościowej materiałów poświęconych Niemcom, wydał się Hannah Arendt na tyle istotny, że z początkiem 1952 r. przystąpiła do pracy nad książ-ką obrazującą intelektualne i historyczne źródła bolszewizmu. W miarę wchodzenia w tę problematykę jej uwagę coraz bardziej przykuwał sam marksizm i tradycja myślenia, która go zrodziła. Podczas gdy pisząc swoje opus magnum zdecydowała się na analizę socjopolityczną, przekonana, że filozofia europejska nie jest wstanie uporać się z istnieniem „radykalnego zła”, to teraz wyzbyła się tych obaw i właśnie filozoficzna strona zagadnienia pociągała ją coraz bardziej. W efekcie zamiast „marksistowskich elementów totalitaryzmu” powstała seria esejów, która złożyła się na tom The Human Condition, zawierający podstawowe dla myśli Arendt rozróżnienie między vita activa a vita contemplativa i między tym, co społeczne, a tym, co polityczne. Produktem ubocznym tego tomu był wszakże szkic o ideologii i terrorze, który w kolejnych wydaniach Korzeni uzupełnił analizę totalitaryzmu; szkic podkreślający nowatorstwo, wewnętrzną logikę, ale i samode-struktywność rządów opartych na kłamstwie skojarzonym z terrorem.
Dalsze uzupełnienia książki były następstwem udziału autorki w zorganizowanej w Bostonie, pod auspicjami American Academy of Arts and Sciences, specjalnej konferencji poświęconej zjawisku totalitaryzmu. Konferencja ta zbiegła się przypadkowo w czasie ze śmiercią Stalina i fakt ten zaciążył w poważnej mierze nad przebiegiem obrad. Zmianę w nastawieniu do ZSRR wpływowych kół amerykańskiej opinii publicznej dobitnie ilustrował brak sporów o istotę bolszewizmu. Czternaście lat wcześniej, kiedy konferencja amerykańskich filozofów usankcjonowała ostateczne wejście nowego pojęcia do języka nauk społecznych, 400 wybitnych przedstawicieli świata nauki i kultury potrafiło protestować na łamach „New York Timesa” przeciwko zali-czeniu Związku Radzieckiego przez Johna Deweya do grona reżimów totalitarnych*; teraz jednak, po rewelacjach gen. Kriwickiego i książ-kach rozczarowanych komunistów, po długotrwałej kampanii senatora Mc Carthy’ego, dyskusje dotyczyły jedynie sposobu rozumienia tej nazwy.
* Zob. „New York Times” z 14 VIII 1939.
Hannah Arendt opowiadała się raczej za interpretacją polityczną, pozwalającą odróżnić totalitaryzm od tradycyjnej dyktatury. Stanowczo odrzucała pogląd, jakoby nazizm bądź stalinizm stanowiły za-stępczą „świecką religię”. Kładła nacisk na zmienność i dynamikę tych systemów. Nic dziwnego, że na wydarzenia roku 1956 zareagowała po-litologicznym esejem Refleksje o rewolucji węgierskiej, analizującym zmiany, jakie zaszły w Związku Radzieckim i krajach satelickich po śmierci Stalina. Tekst ten włączony został – jako epilog – do drugiego wydania Korzeni totalitaryzmu z 1958 r., jednak szybka dezaktualiza-cja jego treści sprawiła, że pominięto go w kolejnym wydaniu.
Tym, co w Refleksjach zasługuje na szczególną uwagę, nie jest bynajmniej analiza reform zapoczątkowanych przez Chruszczowa, ale hołd złożony budapeszteńskim powstańcom ucieleśniającym triumf prawdy nad metodycznym kłamstwem, przede wszystkim zaś – fa-scynacja koncepcją rad robotniczych. Jeśli w 1951 r. całą, nieśmiałą zresztą, nadzieję na przezwyciężenie destruktywnych sił naszej epoki pokładała Arendt w koncepcji przyjaznych stosunków między narodami Europy ( European comity of nations), to teraz, obserwując spontaniczne rodzenie się na Węgrzech form przedstawicielskich, właśnie w radach dostrzegła alternatywę istniejącego systemu partyjnego i zabezpieczenie na przyszłość przed syrenim głosem monistycznych ideologii. Pogląd ten znalazł później wyraz w zainteresowaniu koncepcja-mi teoretycznymi Róży Luksemburg (rady robotnicze i spontaniczna rewolucja), w poparciu udzielonym ruchowi obywatelskiego nieposłuszeństwa w Stanach Zjednoczonych w okresie wojny wietnamskiej czy w entuzjastycznej aprobacie demokracji amerykańskiej opartej na pełnej swobodzie zrzeszania się i działania w celach politycznych.
Przełamanie pesymistycznych obaw, że reżimy totalitarne są w stanie powodować nieodwracalne zmiany w umysłach swoich ofiar czy wręcz zmieniać samą istotę człowieczeństwa, widać najdobitniej w książce Eichmann in Jerusalem ( Eichmann w Jerozolimie) z 1963 r., w której nieco metafizyczną koncepcję „radykalnego zła” zastąpiła zupełnie przeciwstawną ideą „banalności zła”.
Od roku 1955 aż do śmierci w grudniu 1975 r. Arendt prowadziła wykłady i seminaria na czołowych uczelniach amerykańskich (m.in. Princeton University, Columbia University, Chicago University i od 1967 r. New School for Social Research w Nowym Jorku). Zajęcia te, przede wszystkim zaś kontakty ze studentami, przyczyniły się do wzmożonego zainteresowania pisarki życiem politycznym kraju.
Uwidoczniło się to szczególnie wyraźnie w publikacjach z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Ekscentryczne, niekiedy krańcowe opinie na tematy budzące powszechne zainteresowanie (np. bardzo krytyczna ocena przymusowego dowożenia białej i kolorowej młodzieży do wspólnych szkół – akcji stanowiącej trzon kampanii przeciwko dyskryminacji rasowej prowadzonej przez administrację Kennedy’ego i Johnsona) wypowiadane tonem apodyktycznym antagonizowały czasami znaczne odłamy opinii publicznej. Odbijało się to, siłą rzeczy, na reputacji Arendt i jej książek, ale dla powikłanych losów samej koncepcji totalitaryzmu nie miało większego znaczenia. Środowiska naukowe Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej (z wyjątkiem Francji, gdzie w naukach społecznych prym wiedli marksiści) kwestionowały co prawda jej wywody za spekulatywność, lecz nie podważały bynajmniej zasadności terminologii, której używała.
Kluczowe pojęcie totalitaryzmu, sprecyzowane i skodyfikowane w połowie lat pięćdziesiątych przez Carla Friedricha i Zbigniewa Brzezińskiego, zrobiło wielką karierę, nie tylko w politologii. Na „syndrom totalitarny” składać się miały następujące elementy: 1) ideologia państwowa – monopolistyczna i obowiązująca dla wszystkich obywateli; 2) jedna masowa partia zorganizowana hierarchicznie, spleciona z administracją państwową; 3) siły zbrojne wraz z całym społeczeństwem całkowicie podporządkowane partii i biurokratom; 4) zmonopolizowanie przez państwo informacji oraz środków masowego przekazu; 5) fizyczny i psychologiczny terror policyjny jako jedna z głównych metod rządzenia; 6) scentralizowane zarządzanie gospodarką.
W zestawie tym uderza całkowite pominięcie roli charyzmatycznego wodza, stonowana ocena terroru i wymienienie na pierwszym miejscu czynnika ideologicznego. Autorzy koncepcji syndromu najwyraźniej inspirowali się przede wszystkim rzeczywistością polityczną ZSRR i krajów powojennej Europy Środkowo-Wschodniej – jedynych spełniających wówczas powyższe kryteria – nie zaś historycznymi już realiami hitlerowskich Niemiec bądź Włoch Mussoliniego. Wskutek tego nieprzewidziane przez nich zmiany zachodzące w obozie komunistycznym po śmierci Stalina pociągnęły za sobą zakwestionowanie całej koncepcji wraz z towarzyszącą jej terminologią. Odwilż w ZSRR oraz wydarzenia węgierskie i polskie z 1956 r. potraktowane zostały przez krytyków tej koncepcji jako namacalny dowód błędności przyjętych założeń. Wpływy tych krytyków stopniowo wzrastały, osiągając apogeum w epoce détente z pierwszej połowy lat siedemdziesiątych, gdy w politologii weszły w modę ujęcia pluralistyczne i nawet coraz mniej liczni zwolennicy Friedricha i Brzezińskiego rewidowali pod tym kątem swoje założenia.







