Czy nauka naprawdę wyklucza istnienie Boga – czy raczej prowadzi prosto do Niego? „Bóg, nauka, dowody” to pasjonujące zaproszenie do refleksji nad miejscem religii w świecie, który przez wieki próbował opisać się wyłącznie językiem faktów. To zaproszenie do refleksji i dialogu między nauką a religią.
Przez blisko cztery wieki, od Kopernika przez Galileusza i Darwina do Freuda, dokonywano coraz to nowych spektakularnych odkryć naukowych, dzięki którym stwarzano wrażenie, że można objaśnić Wszechświat, nie uciekając się do działania jakiegoś kreatora. Tym sposobem w początkach XX wieku w sferze idei zatriumfował materializm. Ale późniejsze badania podważyły to, co dotąd powszechnie uważano za pewne, można więc dzisiaj powiedzieć, że materializm, który zawsze był wiarą taką samą jak inne, staje się wiarą irracjonalną.
Autorzy przystępnie przedstawiają pasjonującą historię odkryć naukowych i przegląd niepodważonych nowych dowodów na istnienie Boga. Stawiają też pytanie: skoro na początku ubiegłego wieku wiara w Boga zdawała się kłócić z nauką, czy dzisiaj nie jest przeciwnie?
„Bóg, nauka, dowody” to francuski bestseller autorstwa Michel-Yves Bolloré i Oliviera Bonnassiesa, który wywołał spore poruszenie, łącząc współczesne odkrycia naukowe z argumentami przemawiającymi za istnieniem Boga.
Niezwykłe postępy w nauce i kosmologii na przestrzeni ostatniego stulecia każą stawiać fundamentalne pytania na temat naszego istnienia. Czy Wszechświat to układ fizyczny zamknięty, czy otwarty? Czy nadzwyczaj precyzyjne wartości parametrów to po prostu nagie fakty, czy też pewnego dnia zdołamy je zgłębić? Dlaczego jesteśmy tu, na Ziemi, i czy istnienie życia ma jakiś cel? Autorzy książki bardzo przystępnie badają te kwestie, szukając odpowiedzi na pytanie, czy wiara w Boga jest uzasadniona.
ANDREW BRIGGS, profesor fizyki na Uniwersytecie Oksfordzkim
Nauka wykorzystywana w szczerym poszukiwaniu prawdy przybliża człowieka do Boga. […] Postrzeganie jej jako czynnika zaprzeczającego istnieniu Boga to kwestia czysto ideologiczna.
LUC JAEGER, profesor chemii i biochemii na Uniwersytecie Kalifornijskim
Cenny wkład w dialog między nauką a religią. […] Bóg, nauka, dowody podchodzi poważnie zarówno do nauki, jak i do religii. Bada ścieżki, na których te dwie dziedziny mogą współistnieć, ale dotyka też kwestii, które część czytelników może uznać za irytujące czy wręcz sporne.
DENIS ALEXANDER, biolog, badacz w Cambridge
Wielka zaleta tej książki to pokazanie, że prawdopodobnie część głównych implikacji ateizmu jest fałszywa. Ateizm zakłada bowiem, że Wszechświat jest wieczny i wszystko tłumaczy się kombinacją przypadku i konieczności. Tymczasem sama nauka, która przez długi czas zdawała się potwierdzać te dwa wynikające z obserwacji przypuszczenia, zdaje się teraz je obalać. Napotyka jednak dwie na pozór niepokonane bariery, które są źródłem narastającego zakłopotania: skończonej przeszłości i nieprawdopodobieństwa samoistnego powstania życia.
FRÉDÉRIC GUILLAUD, filozof
Ta książka stawia most pomiędzy dwiema perspektywami, od bardzo dawna pozornie przeciwnymi. Autorzy pokazują, że antynomia wiedzy i wiary, tak bardzo wciąż rozpowszechniona, jest dzisiaj raczej przesądem. Jasno i rzeczowo uświadamiają czytelnikowi, jak mocno najnowsze odkrycia naukowe przemawiają za istnieniem stwórcy.
STÉPHANIE READER, doktor, pracownica naukowa na Université du Québec w Montrealu
Trzymacie w rękach prawdziwy fenomen na francuskim rynku wydawniczym. Mało kto przypuszczał, że w ciągu roku sprzeda się dwieście tysięcy egzemplarzy książki na temat odwiecznej i wciąż dyskutowanej kwestii istnienia Boga.
JEAN STAUNE, filozof nauki, autor książek Notre existence a-t-elle un sens? i Explorateurs de l’invisible
Bóg, nauka, dowody. Początek rewolucji
Przekład: Bożena Sęk
Wydawnictwo Sonia Draga
Premiera: 23 kwietnia 2025
Książka ta bardzo dobrze przedstawia rozwój teorii Wielkiego Wybuchu oraz jej wpływ na naszą wiarę i wyobrażenie świata. Po lekturze rozdziałów poświęconych kosmologii uważam, że mamy tu wyjątkowo interesujące spojrzenie na naukę, kosmologię i na ich filozoficzne i religijne implikacje.
Autorzy, Michel-Yves Bolloré i Olivier Bonnassies, obaj inżynierowie, są zdania, że sprawcą początku Wszechświata mogłaby być jakaś inteligencja wyższa. Generalnie ta teza nie dostarcza mi wystarczających wyjaśnień, lecz akceptuję jej spójność. Chociaż jako kosmolog ograniczam się do interpretacji stricte naukowej, potrafię zrozumieć, że teoria Wielkiego Wybuchu może skłaniać do wyjaśnienia metafizycznego. W teorii stanu stacjonarnego, której broni Fred Hoyle, mój profesor kosmologii na Caltechu, Wszechświat jest wieczny i problem jego powstania w ogóle nie istnieje. Jeżeli jednak było inaczej, jak sugeruje teoria Wielkiego Wybuchu, to Wszechświat miał początek i w tym wypadku nie unikniemy pytania o jego stworzenie.
Tak się składa, że na początku swojej kariery uważałem – jak większość moich kolegów – że Wszechświat jest wieczny. Dla mnie istniał zatem od zawsze i kwestii jego pochodzenia w ogóle nie było. Nie wiedziałem wtedy, że jestem bliski odkrycia czegoś, co na zawsze zmieni moją wizję Kosmosu. Wiosną 1964 roku wraz z moim kolegą Arno Penziasem, przygotowując się do realizacji kilku projektów radioastronomicznych, dostrajaliśmy na terenie laboratoriów Bella w Holmdel ogromną antenę kierunkową o średnicy 20 stóp (6,096 metra). Jednym z tych projektów było poszukiwanie halo galaktycznego wokół Drogi Mlecznej. W trakcie przygotowań nieoczekiwanie przechwyciliśmy dziwny dodatkowy szum. Wtedy jeszcze do głowy nawet nam nie przyszło, że ów szum to ni mniej, ni więcej tylko echo powstania Wszechświata. Szczęśliwym trafem jeden z naszych kolegów, radioastronom Bernie Burke, zwrócił nam wówczas uwagę na prace młodego fizyka z Princeton, niejakiego Jima Peeblesa, który zgodnie z sugestią profesora Roberta Dicke’a obliczył, że promieniowanie resztkowe po Wielkim Wybuchu powinno dać się wychwycić w Kosmosie. Miał już wtedy napisany, ale jeszcze nieopublikowany artykuł na temat tej hipotezy. Zainspirowani nadzwyczajnymi perspektywami, jakie roztaczał ten artykuł (przewidywania te łącznie z wyjątkową karierą Jima Peeblesa jako kosmologa przyniosły mu w roku 2020 Nagrodę Nobla), przeprowadziliśmy na szybko jeszcze kilka testów i udało nam się opublikować ich wyniki równocześnie z artykułem Peeblesa i Dicke’a. Jedynym wytłumaczeniem rezultatów naszych testów było to, że bez wątpienia znaleźliśmy promieniowanie reliktowe1, pozostałość po bardzo odległej epoce istnienia Kosmosu, jak przewidywał Dicke i wyliczył Peebles.
Nasze odkrycie definitywnie zburzyło wiarę w to, że Wszechświat nie ma początku ani końca. Najdziwniejsze, że od pierwszych milisekund po Wielkim Wybuchu aż do dzisiaj ewolucja Wszechświata przepowiedziana przez współczesną fizykę jest zgodna z naszymi obserwacjami. Dlatego też teoria Wielkiego Wybuchu wydaje się wiernym przedstawieniem powstania i rozwoju Wszechświata. Uważam, że mamy tu do czynienia z wyjątkową zgodnością teorii z obserwacjami.
W tej komfortowej sytuacji stoją jednak przed nami dwa problemy. Pierwszy to ten, że znamy obecnie zaledwie około 4 procent materii i energii Wszechświata. Reszta to ciemna materia (około 26 procent) i ciemna energia (około 70 procent), tyle że nie mamy pojęcia, co to może być. Rozwiązanie tego problemu mogłoby poskutkować wyłonieniem się nowej fizyki, która wywróciłaby do góry nogami dzisiejsze rozumienie pochodzenia i ewolucji Kosmosu od chwili Wielkiego Wybuchu. Drugi problem jest chyba nawet poważniejszy. Otóż aby pierwotny Wszechświat mógł wyewoluować do takiego, że mogliśmy się w nim pojawić i dzisiaj rozumiemy go tak, a nie inaczej, Wielki Wybuch musiał być megaprecyzyjnie wyregulowany. Niewiarygodnie małe odchylenia w gęstości początkowego Wszechświata spowodowałyby albo ekspansję tak szybką, że Słońce i Ziemia nigdy by się nie uformowały, albo przeciwnie – rozszerzanie się trwałoby bardzo krótko i zaraz potem doszłoby do zapadnięcia się Kosmosu, na długo przed narodzinami Słońca, które powstało około 4,7 miliarda lat temu. Lektura tej książki pokaże czytelnikom, że być może inflacja kosmologiczna zainicjowała prawidłową ekspansję czasoprzestrzeni. Tyle że inflacja kosmologiczna zależy od nowych praw fizyki, które – nawet jeżeli nie są sprzeczne ze znanymi dzisiaj – nie zostały potwierdzone żadnymi obserwacjami. Ponadto teoria inflacji przybrała bardzo specyficzną formę: model ten wymaga, aby wartości pewnych stałych fizycznych były idealnie dostrojone. Tymczasem wartość jednej z nich, stałej kosmologicznej wprowadzonej przez Einsteina, różni się o 120 rzędów wielkości od tego, co fizyk nazwałby jej wartością naturalną. Wynika stąd, że gdyby inflacja była w stanie dostosować Wielki Wybuch do wymaganych wartości, faza ta nie mogłaby przebiec bez określonych ograniczeń. Dlatego teoria inflacji tylko przesuwa na inny poziom pytanie o początek Wszechświata, nijak nie rozwiązując problemu. Jedna z odpowiedzi wysuwa postulat, że jesteśmy częścią multiświata, który istnieje od zawsze, dokonało się w nim nieskończenie wiele big bangów i w każdym wystąpiły losowe stałe fizyczne. Tak na to patrząc, żyjemy w jednym z tych światów, w których szczęśliwie wystąpiły właściwe stałe początkowe i dzięki temu powstało w nim życie oraz istoty myślące, jak to opisują dobrze znane zasady antropiczne. Według mnie jednak żadna z tych hipotez nie proponuje przekonującego naukowego wyjaśnienia, w jaki sposób powstał Wszechświat.
Niniejsza książka w zgodzie z aktualną wiedzą naukową bada ideę siły sprawczej czy też Boga stwórcy obecną w wielu religiach. Niewątpliwie jeśli czytelnik jest osobą religijną w sensie ustanowionym w tradycji judeochrześcijańskiej, nie widzę lepszej niż Wielki Wybuch teorii powstania Wszechświata tak bardzo zgodnej z opisami przedstawionymi w Księdze Rodzaju. Tyle że znów takie podejście odsuwa kwestię najpierwszego początku. Jak mianowicie pojawiła się ta siła sprawcza czy też Bóg? I jakie ma właściwości?
Czasami, gdy wpatruję się w tysiące gwiazd świecących na ciemnym niebie, myślę o wszystkich tych, którzy tak jak ja podnoszą wzrok i zadają sobie pytanie, jak to wszystko się zaczęło. Oczywiście nie znam odpowiedzi. Może jednak choćby jakiś jej zaczątek znajdą w tej książce niektórzy czytelnicy.
Robert W. Wilson,
Uniwersytet Harvarda, 28 lipca 2021 roku
Robert Woodrow Wilson, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii z 1978 roku wraz z Arno Penziasem odkrył w 1964 roku mikrofalowe promieniowanie tła, prawdziwe echo Wielkiego Wybuchu. Odkrycie to kazało postawić pytanie o początek Wszechświata.
Słowo od autorów
Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku,
niniejsza książka to pokłosie trzech lat pracy badawczej prowadzonej przy wsparciu 20 specjalistów.
Przyświecał nam jeden cel: dać Wam narzędzia potrzebne do rozważenia kwestii istnienia stwórcy – kwestii, która dziś się domaga zbadania przy użyciu zupełnie nowych pojęć.
Pragnęlibyśmy, żebyście po przeczytaniu tego kompendium dysponowali wszystkimi elementami, dzięki którym rozsądek Wam podpowie, w co bez żadnych nacisków i w pełni dobrowolnie, w sposób oświecony należy wierzyć.
Przedstawiamy tu fakty, wyłącznie fakty. Nasza praca prowadzi do konkluzji, które – mamy nadzieję – przyczynią się do otwarcia dyskusji o sprawach zasadniczych.
Życzymy jak najprzyjemniejszej lektury!
Michel-Yves Bolloré
Olivier Bonnassies
Przedsłowie
Zawsze niezmiernie nas ciekawiło zestawienie wiedzy naukowej z kwestią istnienia Boga, chcieliśmy poczytać na ten temat, lecz nie znaleźliśmy takiego opracowania. Dlatego właśnie przystąpiliśmy do pracy, by napisać niniejszą książkę.
Pracowaliśmy zgodnie z rygorystycznymi standardami badań naukowych. Zależało nam na utrzymaniu podejścia racjonalnego i na uniknięciu dwóch pułapek właściwych naszym czasom. Z jednej strony pułapki kreacjonistycznej, która nakazuje odrzucać najnowsze odkrycia naukowe i trzymać się naciąganych wierzeń; z drugiej strony podejścia materialistycznego, które nie dopuszcza rozważania skutków wynikających z najnowszych odkryć naukowych.
Żyjemy w czasach wrzenia, gdy liczne odkrycia chwieją niektórymi przekonaniami wpajanymi nam od początku XX wieku. Jeszcze do niedawna wiara w Boga wydawała się sprzeczna z nauką. Dziś niespodziewanie nauka zdaje się stawać sojuszniczką Boga, a materializm, będący wierzeniem jak inne, z każdym dniem mocniej chwieje się w posadach.
Zapraszamy do zapoznania się z efektami naszych badań.
Książkę tę, napisaną przystępnie, choć bez nadmiernych uproszczeń, każdy może przeczytać. Składa się z niezależnych rozdziałów, do których czytelnik może sięgać zgodnie ze swoimi preferencjami – może się czuć jak przy bufecie i wybierać te partie, które go bardziej interesują, zostawiając w ogóle lub na później to, co uzna za zbyt trudne albo nieprzyjemne.
Staraliśmy się jak najjaśniej przedstawić historię tego, co wydaje się nam zaraniem rewolucji. Resztę pozostawiamy ocenie czytelników.
Rozdział pierwszy
Zaranie rewolucji
Nigdy wcześniej nie było tylu odkryć naukowych, i to tak spektakularnych i ogłoszonych w równie krótkim czasie. Dokonały przewrotu w naszym postrzeganiu Kosmosu i przywróciły na tapet kwestię istnienia stwórcy.
Fizyka niczym wezbrana rzeka wystąpiła z koryta i wdarła się w metafizykę. Z tego zderzenia wyłoniły się elementy, które wskazują, że musi być jakaś inteligencja stwórcza. Od blisko wieku nowe teorie podgrzewają dyskusje naukowców. I o tym właśnie w pierwszej kolejności chcemy tu opowiedzieć.
Przeżywamy bowiem zadziwiający moment historii poznania. W matematyce i w fizyce dokonał się taki postęp, że czas, wieczność, początek i koniec Wszechświata, nieprawdopodobne dostrojenie rządzących nim praw i pojawienie się życia – kwestie wcześniej uważane za pozostające poza zasięgiem ludzkiej wiedzy – stały się dzisiaj tematem badań naukowych.
Postęp naukowy w początkach XX wieku pociągnął za sobą diametralną zmianę sposobu rozumowania w porównaniu z tendencjami w poprzednich stuleciach, kiedy uważano, że nauka w żaden sposób nie może uczestniczyć w dyskusjach odnoszących się do istnienia Boga.
Szok rewolucyjnych odkryć
Śmierć cieplna Wszechświata jest pierwszym z tych odkryć. Hipotezę wyprowadzono z drugiej zasady termodynamiki sformułowanej w roku 1824 i potwierdzono w roku 1998 odkryciem przyspieszającej ekspansji Wszechświata. Śmierć cieplna Wszechświata wymusza założenie, że miał on początek. A każdy początek zakłada istnienie jakiegoś stwórcy.
Teoria względności to drugie odkrycie. Sformułowana została między rokiem 1905 a 1917 przez Alberta Einsteina i wielokrotnie potwierdzona eksperymentalnie. Według niej czas, przestrzeń i materia są powiązane i żaden z tych elementów nie może istnieć bez dwóch pozostałych. Co świadczy, że jeśli istnieje jakaś przyczyna leżąca u początków Wszechświata, to bez wątpienia nie jest ani czasowa, ani przestrzenna, ani materialna.
Wielki Wybuch to trzecie odkrycie opracowane teoretycznie w 1920 roku przez Friedmana i Lemaître’a, potwierdzone w 1964 roku. Opisuje ono początek Wszechświata tak dokładnie i spektakularnie, że wstrząsnęło światem idei – w niektórych krajach naukowcy bronili tego odkrycia i badali je z narażeniem życia. Cały jeden rozdział poświęcamy nieznanym szerzej prześladowaniom i wydawanym wyrokom, o których ludzie nie wiedzą lub które są przed nimi ukrywane, co w tragiczny sposób dowodzi, jak ważne są te odkrycia dla metafizyki.
Subtelne dostrojenie Wszechświata jest czwartym odkryciem, powszechnie akceptowanym od lat 70. XX wieku. Przysparza takiego problemu kosmologom materialistycznym, że aby go obejść, opracowują czysto spekulatywne i nieweryfikowalne modele wielu światów następujących po sobie albo równoległych.
Biologia pod koniec XX wieku wymusiła konieczność uznania, że mamy do czynienia z dodatkowym precyzyjnym dostrojeniem Wszechświata: takim, które pozwoliło na przejście od materii nieożywionej do życia. Okazało się bowiem, że to, co wcześniej uważano za skok na drugą stronę przepaści oddzielającej najbardziej złożoną formę nieożywioną od najprostszej znanej formy życia, jest w istocie pokonaniem ogromnej otchłani i nie mogło się dokonać tylko za sprawą przypadku. I skoro dzisiaj nie wiemy, jak się dokonało, a tym bardziej nie mamy pojęcia, jak takie wydarzenie powtórzyć, znaczy, że wiemy wystarczająco dużo, aby uznać, że jest to nieskończenie nieprawdopodobne.
Wcześniej kolejne odkrycia naukowe zdawały się stać w sprzeczności z wiarą
Od końca XVI wieku odkrycia naukowe zdawały się podważać fundamenty wiary w Boga i wstrząsały filarami religii. Oto zwięzłe przypomnienie poszczególnych etapów:
• udowodnienie, że Ziemia krąży wokół Słońca, a nie na odwrót (Kopernik, 1543 rok; Galileusz, 1610 rok);
• matematyczny opis Wszechświata jako prostego zrozumiałego mechanizmu (Newton, 1687 rok);
• pogląd, że Ziemia jest znacznie starsza, niż głoszono dotąd, uznając, że liczy kilka tysięcy lat (Buffon, 1787 rok; Lyell, 1830 rok; Kelvin, 1862 rok);
• deterministyczne postulaty odnoszące się do Wszechświata, w którym nie trzeba aniołów, aby popychały planety (Laplace, 1805 rok).
• pojawienie się życia w wyniku ewolucji, którą należy liczyć nie w tysiącach, lecz w milionach albo nawet w miliardach lat (Lamarck, 1809 rok);
• pogląd, że ewolucja opiera się nie na boskiej interwencji, lecz na doborze naturalnym (Darwin, 1859 rok);
• materialistyczna teoria marksistowska niczym urokliwe nowe otwarcie kusiła światem, w którym rządzą równość i sprawiedliwość (od 1870 roku);
• idee Freuda, który około 1890 roku wysunął teorię, że człowiek nie jest nawet panem swoich myśli, i zgodnie z nią proponował życie „wolne od przesądów”.
Jakże pyszałkowato wiedeński psychoanalityk mówił o trzykrotnym obrażeniu miłości własnej człowieka przez Kopernika, Darwina i przez niego samego, Freuda! Faktycznie była ona co rusz umniejszana: najpierw człowiek stracił swoje miejsce w geograficznym centrum Wszechświata, następnie go poniżono, mówiąc mu, że pochodzi od małpy, a na koniec wraz z teorią nieświadomości pozbawiono go nawet autonomii i władzy nad najgłębiej ukrytymi myślami.
Tym sposobem w ciągu trzech wieków, od Galileusza przez Darwina i Marksa do Freuda, podważono dużą część wiedzy, która stanowiła na pozór niewzruszone fundamenty myśli zachodniej, i zasiano popłoch wśród wierzących. W gruncie rzeczy nie było ku niemu powodu w związku z nowymi odkryciami, ponieważ te, które były zgodne z naukową prawdą, wcale nie kłóciły się z wiarą. Ludziom jednak brakowało dystansu i wiedzy, aby to sobie uświadomić. Dlatego postęp naukowy przyjmowano z niedowierzaniem, a nawet wrogo, prawdą jest bowiem, że odrzucenie dawnych przekonań i zmodyfikowanie swoich poglądów często wymaga ogromnego wysiłku.
Z entuzjazmem natomiast odnieśli się do tych odkryć materialiści, wykorzystując je do wsparcia swoich tez. Rozkwit ich teorii ogromnie ułatwiało to, że postęp techniczny wpływał na ograniczenie głodu i epidemii, pozwalał leczyć coraz więcej chorób, wydłużał życie, ograniczał śmiertelność wśród dzieci i dostarczał ludziom bezprecedensowej obfitości dóbr wszelakich. Nauka odsuwała na bok religię, a dostatek czynił pozornie bezprzedmiotową potrzebę zwracania się ku bogom w celu rozwiązywania ludzkich problemów. Kontekst zatem bardzo sprzyjał materializmowi, który zdawał się niepodzielnie panować nad intelektualnym światem w pierwszej połowie XX wieku.
W tych okolicznościach na Zachodzie częściej odchodzono od religii, zwłaszcza że coraz więcej osób wierzyło bardzo powierzchownie i laicyzacja postępowała. A wśród tych, którzy zachowali wiarę, potęgował się kompleks niższości wobec racjonalizmu. Trzymali się zatem na uboczu dyskusji naukowych i filozoficznych, zamknięci w swoim kręgu, z którego zresztą zabraniano im wychodzić, a jeśli wychodzili, musieli znosić kpiny, pogardę albo wrogość ze strony materialistów dominujących w środowiskach intelektualnych.
Druga połowa XX wieku przyniosła zmierzch myśli materialistycznej, która zdawała się niepokonana
Aż do połowy XX wieku rozum ludzki tkwił zatem w sieci trzech metod analizy, które całkowicie go odcinały od duchowości: marksizmu, freudyzmu i scjentyzmu. W końcu jednak sieć zaczęła tu i ówdzie pękać, co było pierwszym sygnałem, że niebawem zupełnie się pozrywa.
• W pierwszej połowie XX wieku pogląd, że Wszechświat jest prosty, mechanistyczny i deterministyczny, zburzyło potwierdzenie prawdziwości zasad mechaniki kwantowej i jej indeterministyczne postulaty.
• W roku 1990 rozpad marksistowskiego bloku sowieckiego i odrzucenie marksistowskiej doktryny ekonomicznej przez komunistyczne państwa w Azji dowiodły światu, że materialistyczne tezy marksistów były fałszywe. Przy okazji upadek komunizmu ujawnił gospodarcze, polityczne i humanitarne potworności, do których ten system dopuścił, na przykład istnienie gułagów, gdzie zginęły miliony ludzi.
• Niemal równocześnie doszło także do podważenia teorii freudowskich. W opublikowanej w roku 2005 Le Livre noir de la psychanalyse2 [Czarnej księdze psychoanalizy] dokonano krytycznego podsumowania panowania i upadku bóstwa intelektualistów z pierwszej połowy XX wieku. Bóstwo co prawda spadło z piedestału3, lecz pozostawiło po sobie to, co wcześniej zmajstrowało, w szczególności ogromnie tolerancyjne podejście do edukacji i swobodę obyczajową – wszystko to trwale ukształtowało współczesny świat zachodni.
Oczywiście równoczesny upadek tych trzech filarów materializmu nie spowodował nawrotu do wiary, znacznie jednak nadwątlił ten system myśli, dla którego kolejnym ciosem były wspomniane wyżej odkrycia w dziedzinie kosmologii. Wniosły one nadzwyczaj mocne argumenty naukowe przemawiające za istnieniem stwórcy i z tego powodu zostały źle przyjęte przez naukowców ateistów, którzy od lat 30. XX wieku zdecydowanie je kwestionowali, dopóki rozum nie zaczął im podpowiadać, że dłużej to niemożliwe.
Poświęcimy długi rozdział temu sprzeciwowi pewnych materialistów. Przybierał on różne formy: od metodycznego wspierania alternatywnych teorii spekulatywnych – jak Big Crunch (Wielki Kolaps, Wielka Zapaść) albo teoria wielu światów – poprzez negowanie Big Bangu (Wielkiego Wybuchu) aż po zmuszenie do wyjazdu licznych naukowców z ZSRR i z Niemiec, a nawet skazywanie niektórych na śmierć. Wiele to mówi o zdolności ludzi do akceptowania naukowych tez, które są sprzeczne z ich wierzeniami…
Powyższe krótkie przypomnienie historii myśli było konieczne, aby umiejscowić nasze rozważania w kontekście historycznym i ideologicznym. O ile wierzącym trudno było zaakceptować odkrycia Galileusza i Darwina, chociaż w gruncie rzeczy nie były one sprzeczne z wiarą, o tyle materialistom znacznie trudniej jest się pogodzić ze śmiercią cieplną Wszechświata i z precyzyjnym dostrojeniem praw natury, ponieważ przysparzają im nieprzezwyciężonych problemów. Nie chodzi tu bowiem o zwykłą aktualizację poglądów, lecz o radykalne wywrócenie do góry nogami świata wewnętrznego.
Akceptację prawdy mogą utrudniać uczucia
Ludzka zdolność do zaakceptowania jakiejś tezy, choćby naukowej, zależy nie tylko od potwierdzających ją racjonalnych dowodów, ale także od kwestii emocjonalnych związanych z wnioskami, które wypływają z owej tezy.
Zwróćmy na przykład uwagę, że istnieją obecnie tematy naukowe neutralne emocjonalnie, jak choćby wyginięcie dinozaurów, powstanie Księżyca, pochodzenie wody na Ziemi czy nagłe zniknięcie człowieka neandertalskiego. Naukowcy czasem żywo o tym dyskutują, mogą popierać różne, a nawet przeciwne twierdzenia, ostatecznie jednak wnioski, jakiekolwiek one są, akceptują wszyscy, bo tematy te zostały pozbawione ładunku emocjonalnego.
Wystarczy jednak wejść na grunt tematów wrażliwych, które nawet rozpatrywane naukowo są częściowo upolitycznione (na przykład ocieplenie klimatu, ekologia, energia jądrowa, ekonomia marksistowska itp.), a umysł traci zdolność do racjonalnego rozumowania, ponieważ poglądy polityczne, uczucia i interesy osobiste nakładają się na przesłanki naukowe.
Jest to szczególnie widoczne, gdy porusza się temat istnienia stwórcy. Emocje wtedy jeszcze się nasilają, bo w grę wchodzi już nie tylko poznanie, ale też nasze życie. Ewentualną konieczność przyznania we wnioskach z badania, że być może jesteśmy dziełem jakiegoś stwórcy, do tego w pełni od niego zależnym, wiele osób postrzega jako fundamentalne kwestionowanie swojej autonomii.
A nie brakuje ludzi, dla których sprawą nadrzędną jest wolność i autonomia, możliwość osobistego decydowania o swoich czynach, pewność, że nie mają nad sobą ani boga, ani pana. Ich jaźń głęboka czuje się zagrożona deistycznymi tezami i broni się, mobilizując cały swój potencjał intelektualny nie po to, aby poszukiwać prawdy, lecz dla ochrony niezależności i wolności uznanych za priorytetowe. Nic zatem dziwnego, że temat ten wzbudza reakcje, które często przechodzą od znudzenia i obojętności do szyderstwa, pogardy, a nawet do przemocy, zamiast prowadzić do posłużenia się przemyślanymi argumentami.
Znamienne jest na przykład, że niektórzy wolą poświęcać dużo czasu i pieniędzy na poszukiwanie ewentualnych istot pozaziemskich (Obcych), jak w programie SETI (Search for Extra-Terrestrial Intelligence), zamiast obdarzyć odrobiną uwagi hipotezę stwórcy. Jeżeli bowiem jakiś bóg istnieje, to czy nie jest pozaziemską superistotą? Przecież jego istnienie – w przeciwieństwie do istnienia Obcych – jest znacznie bardziej prawdopodobne i lepiej przyjmowane, a ślady jego działań we Wszechświecie namacalne. Tego rodzaju dysproporcje świadczą w sumie o jakiejś formie strachu. Dla umysłu materialistycznego ekscytujące jest wychwytywanie odległych sygnałów życia pozaziemskiego, ale nie pociąga to za sobą podważania kwestii egzystencjalnych; uświadomienie sobie natomiast, że jakiś bóg istnieje, grozi ogromnym wstrząsem wewnętrznym.
Ideologie i emocje mogą więc przeszkadzać w akceptacji prawdy i w uczciwym badaniu dowodów zdolnych wywrócić do góry nogami naszą koncepcję świata.
Pragniemy w tym miejscu, na początku książki, zaznaczyć, że nie mamy ani chęci, ani ambicji walczyć na rzecz jakiejkolwiek religii, a tym bardziej wdawać się w rozważania na temat natury Boga czy Jego właściwości. Celem naszej pracy jest tylko zebranie w jednym tomie jak najbardziej aktualnej wiedzy odnoszącej się do możliwego istnienia stwórcy.
Ustalimy najpierw, czym w nauce jest dowód
W celu jasnego ustalenia wartości dowodów, które tu przedstawimy, zaczniemy od rozważenia, czym jest dowód w ogóle, a w nauce w szczególności.
Następnie określimy, co wynika z dwóch przeciwstawnych tez czy też wierzeń: z wiary w stwórcę i z wiary, że nie istnieje nic oprócz Wszechświata materialnego, ponieważ materializm to wiara taka sama jak każda inna.
Przekonamy się, że te dwie tezy generują wiele implikacji i w zależności od tego, czego dana teza dotyczy, każda z powodzeniem może zostać potwierdzona lub unieważniona za pomocą skonfrontowania jej ze światem rzeczywistym.
Temat części pierwszej: bieżący stan dowodów w świetle najnowszych badań naukowych
Chodzi o rewolucyjne odkrycia, które już wymieniliśmy we Wprowadzeniu, mianowicie o śmierć cieplną Wszechświata, Wielki Wybuch, precyzyjne dostrojenie Wszechświata i wynikające z tego zasady antropiczne, a na koniec o kwestię przejścia od materii nieożywionej do życia. Każdą z tych spraw zbadamy dogłębnie.
Temat części drugiej: racjonalne dowody pozanaukowe
W części drugiej przyjrzymy się dowodom z pól innych niż naukowe, odwołujących się jednak do rozumu. Jeśli się zakłada, że nie istnieje nic poza światem materialnym, zawsze w naukach przyrodniczych, podobnie jak w historii czy filozofii, warto się przyjrzeć anomaliom lub sprzecznościom, to znaczy faktom, które nie mają racjonalnego wyjaśnienia. Tu możemy wymienić pytania takie jak: skąd pochodzą niewytłumaczalne prawdy biblijne? Kim był Jezus? Czy dzieje narodu żydowskiego można wytłumaczyć logicznie? Co naprawdę się wydarzyło w Fatimie w 1917 roku? Czy nie ma granic w rozstrzyganiu przez człowieka, co jest dobre, a co złe? I tak dalej.
Wspomnimy także o miejscu i aktualnej wartości dowodów filozoficznych oraz o nawrocie zainteresowania nimi matematyków, na przykład Kurta Gödla.
Cała ta część będzie dla czytelników wszechstronnym przeglądem przekonujących argumentów.
Temat części trzeciej: czas skończyć ze zwyczajowymi zarzutami
Na zakończenie zaprezentujemy odpowiedzi na argumenty, które wykorzystywano w przeszłości i wykorzystuje się nadal do odrzucania idei istnienia stwórcy jako niemożliwej, a przynajmniej nierozstrzygalnej. Przykładowe argumenty: nie ma żadnego dowodu na istnienie Boga, inaczej wiedzielibyśmy o tym; nie trzeba Boga, by objaśnić Wszechświat; Pismo Święte to zbiór pradawnych mitów usianych błędami; religie tylko wywoływały wojny; skoro Bóg istnieje, to jak wytłumaczyć całe zło na Ziemi? I tak dalej.
Nawet jeśli to oklepane zagadnienia, potraktujemy je poważnie, dostarczając jak najklarowniejszych wyjaśnień.
Znak czasów
Czytelnicy z pewnością zauważą, że wiedza, która leży u podstaw przedstawianych tu dowodów, w większości pochodzi z czasów późniejszych niż początek XX wieku. Nie dokonaliśmy żadnej selekcji – to zwyczajne potwierdzenie, że czasy się zmieniają i że stoimy u bram rewolucji intelektualnej.
WIELKI ODWRÓT
Pięć wieków odkryć jako podstawa rozwoju, a następnie schyłku poglądów materialistycznych
Projekt zbudowany przede wszystkim na rozumie
Treść niniejszej pracy może się wydać niezwykła i niektórych pewnie zdziwi, że znajdują się tu zarazem najnowsze osiągnięcia nauki, refleksje na temat Pisma Świętego czy opowieść o cudzie w Portugalii. Na to wszystko jest tutaj miejsce, bo pogląd, że „nie istnieje nic oprócz Wszechświata materialnego”, pociąga za sobą nieuchronnie stwierdzenie, że cudów nie ma i że wszelkie tego rodzaju opowieści, nawet najbardziej zaskakujące, można wyjaśnić bez odwoływania się do tego, co nadprzyrodzone. Dlatego ewentualne potwierdzenie, że jest odwrotnie, byłoby doskonałym dowodem na to, że ta teoria jest błędna, a zatem prawdziwa jest teoria przeciwna.
Podsumowując: Bóg istnieje albo nie – odpowiedź nie zależy od nas i jest dwojaka. Tak albo nie. Dotąd przeszkodą w poznaniu jej mogła być nasza niedostateczna wiedza. Odkąd jednak z różnych dziedzin nauki posypały się spójne dowody, nie dość, że liczne, to jeszcze racjonalne i uzyskane niezależnie jedne od drugich, na zagadnienie istnienia bądź nieistnienia Boga padło nowe światło. Być może decydujące.







