“Kasta” wyprowadza czytelnika z utartych kolein myślenia o amerykańskim rasizmie. Ta pięknie napisana i oryginalna książka otwiera oczy na to, co kryje się pod powierzchnią zwykłego życia. Nowatorskie spojrzenie na rasizm i nierówności w Ameryce i na świecie.


Odwiedzający Indie w 1959 roku Martin Luther King był wstrząśnięty podobieństwami systemu kastowego do amerykańskiej segregacji rasowej. W USA każdy Afroamerykanin jest „niedotykalnym” – stwierdził wtedy. Po sześćdziesięciu latach Isabel Wilkerson, uznana amerykańska dziennikarka, zdobywczyni Nagrody Pulitzera, udowadnia, że intuicja Kinga była trafna, a jego słowa to coś więcej niż efektowne porównanie.

Rasa to skóra, kasta to kości – mówi w nowej książce Wilkerson – a kastowość zdefiniowała Amerykę, zanim jeszcze wykształciła się koncepcja rasy. Autorka przystępnie wyjaśnia mechanizmy działania tego ukrytego w społecznej tkance zjawiska. Na konkretnych, często szokujących przykładach, opisuje historię potężnego, niewypowiedzianego systemu podziałów, który w Ameryce zrodził ekstremalną, niespotykaną nigdzie na świecie formę niewolnictwa. Porównując go z porządkiem kastowym w Indiach oraz nazistowskimi Niemcami, autorka odkrywa osiem filarów łączących systemy kastowe w różnych kulturach.

Wilkerson w mistrzowski sposób udowadnia, że arbitralne hierarchie znakomicie funkcjonują nadal – nie tylko w USA. Pokazuje, jak wpływają one na większość sfer życia codziennego: od opieki zdrowotnej przez kulturę po politykę. Wyjaśnia, dlaczego tak szkodliwe dla dzisiejszego świata jest ich istnienie. Nie stroni od osobistych historii, pisząc o sobie jako o „żywym okazie eksperymentu kastowego”. Formułuje też pozytywne pomysły na to, jak wyjścia poza sztuczne i destrukcyjne podziały.

***

Natychmiastowy amerykański klasyk i prawie na pewno najważniejsza książka literatury faktu tego stulecia.
„The New York Times”

Książka Wilkerson to potężna, pouczająca i płynąca z głębi serca opowieść o tym, jak reprodukuje się hierarchia, a także wezwanie do podjęcia trudnej pracy, by ją zniweczyć.
—„The Washington Post”

Kasta pobudzi czytelników w równym stopniu do myślenia i odczuwania.
—„The New York Times Book Review”

Isabel Wilkerson jest zdobywczynią Nagrody Pulitzera i Narodowego Medalu Humanistyki, autorką entuzjastycznie przyjętego przez krytykę bestsellera „New York Timesa” The Warmth of Other Suns. Ta jej debiutancka książka zdobyła nagrodę National Book Critics Circle w kategorii „literatura faktu”, a także została uznana przez „Time” za jedno z dziesięciu najlepszych dzieł literatury faktu drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Wilkerson prowadziła zajęcia na uniwersytetach Princeton, Emory’ego i Bostońskim oraz gościła z wykładami na ponad dwustu innych uczelniach w Stanach Zjednoczonych, w Europie i w Azji.

Isabel Wilkerson
Kasta. Korzenie naszej goryczy
Przekład: Rafał Lisowski
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 8 listopada 2023
 
 


ROZ­DZIAŁ TRZECI

Ame­ry­kań­ski nie­do­ty­kalny

Zimą 1959 roku, już po zor­ga­ni­zo­wa­niu boj­kotu au­to­bu­sów w Mont­go­mery za­po­cząt­ko­wa­nego aresz­to­wa­niem Rosy Parks, ale przed zbli­ża­ją­cymi się pro­ce­sami i trium­fami, Mar­tin Lu­ther King z żoną Co­rettą przy­le­cieli do In­dii, do mia­sta zna­nego wów­czas jako Bom­baj, aby od­wie­dzić kraj Ma­hatmy Gan­dhiego, ojca po­ko­jo­wych pro­te­stów. Gdy wy­lą­do­wali, ob­wie­szono ich gir­lan­dami. Jak po­wie­dział dzien­ni­ka­rzom King: „Do in­nych kra­jów mogę jeź­dzić jako tu­ry­sta, ale do In­dii przy­by­wam jako piel­grzym”.
O tej wy­pra­wie ma­rzył od dawna. Przy­le­cieli na za­pro­sze­nie pre­miera Ja­wa­har­lala Nehru i spę­dzili tam mie­siąc, po­nie­waż King chciał na wła­sne oczy zo­ba­czyć kraj, któ­rego walka o wol­ność od wła­dzy bry­tyj­skiej jego sa­mego za­in­spi­ro­wała do walki o spra­wie­dli­wość w Ame­ryce. Chciał zo­ba­czyć tak zwa­nych nie­do­ty­kal­nych, przed­sta­wi­cieli naj­niż­szej ka­sty w pra­daw­nym in­dyj­skim sys­te­mie ka­sto­wym, o któ­rych czy­tał i któ­rym współ­czuł, a któ­rzy po uzy­ska­niu przez In­die nie­pod­le­gło­ści de­kadę wcze­śniej wciąż jesz­cze byli po­zo­sta­wieni swemu lo­sowi.
Od­krył, że miesz­kańcy In­dii śle­dzą zma­ga­nia jego cie­mię­żo­nego ludu w Ame­ryce, wie­dzą o boj­ko­cie au­to­bu­sów, który zor­ga­ni­zo­wał. Gdzie­kol­wiek się po­ja­wił, lu­dzie na uli­cach Bom­baju i Delhi tło­czyli się wo­kół niego i pro­sili o au­to­graf.
Pew­nego po­po­łu­dnia King i jego żona wy­brali się na po­łu­dnie, do mia­sta Tri­van­drum w sta­nie Ke­rala, gdzie od­wie­dzili uczniów szkoły śred­niej po­cho­dzą­cych z ro­dzin nie­do­ty­kal­nych. Dy­rek­tor szkoły za­po­wie­dział go­ścia na­stę­pu­jąco:
– Mło­dzi lu­dzie, przed­sta­wiam wam wa­szego brata, nie­do­ty­kal­nego ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ame­ryki.
King był oszo­ło­miony. Nie spo­dzie­wał się, że to okre­śle­nie może zo­stać użyte w sto­sunku do niego. W pierw­szej chwili wręcz go od­rzu­ciło. Prze­cież przy­le­ciał z in­nego kon­ty­nentu, jadł ko­la­cję z pre­mie­rem. Nie do­strze­gał związku, nie ro­zu­miał, dla­czego in­dyj­ski sys­tem ka­stowy miałby go bez­po­śred­nio do­ty­czyć, nie od razu po­jął, dla­czego przed­sta­wi­ciele naj­ni­żej ka­sty w In­diach mie­liby po­strze­gać jego, ame­ry­kań­skiego Mu­rzyna i zna­ko­mi­tego go­ścia, jako ko­goś ta­kiego jak oni. „Przez mo­ment – na­pi­sał po­tem – by­łem nieco zszo­ko­wany i po­iry­to­wany, że ktoś mógł mnie na­zwać nie­do­ty­kal­nym”.
Póź­niej jed­nak za­sta­no­wił się nad re­aliami ży­cia tych, o któ­rych wal­czył – dwu­dzie­stu mi­lio­nów lu­dzi od stu­leci przy­pi­sa­nych do naj­niż­szego szcze­bla ame­ry­kań­skiego spo­łe­czeń­stwa, „wciąż du­szą­cych się w szczel­nej klatce ubó­stwa”, za­mknię­tych w kwa­ran­tan­nie gett, wy­gnań­ców we wła­snym kraju.
Wtedy po­wie­dział so­bie: „Tak, je­stem nie­do­ty­kal­nym i nie­do­ty­kal­nym jest każdy Mu­rzyn w Sta­nach Zjed­no­czo­nych Ame­ryki”[19].
W tam­tym mo­men­cie uświa­do­mił so­bie, że „kraj wol­nych lu­dzi” stwo­rzył sys­tem ka­stowy nie­wiele róż­niący się od in­dyj­skiego, a on prze­żył całe ży­cie pod jego wpły­wem. Ta­kie wła­śnie było pod­łoże sys­temu, z któ­rym wal­czył w Ame­ryce.

–––––
To, co Mar­tin Lu­ther King od­krył tam­tego dnia na te­mat wła­snego kraju, miało swój po­czą­tek na długo przed tym, jak przod­ko­wie na­szych przod­ków po­ja­wili się na świe­cie. Po­nad pół­tora wieku przed re­wo­lu­cją ame­ry­kań­ską na spor­nej ziemi, na któ­rej póź­niej miały po­wstać Stany Zjed­no­czone, wy­kształ­ciła się hie­rar­chia, idea prawa przy­słu­gu­ją­cego z uro­dze­nia, po­kusa upraw­nio­nej eks­pan­sji, która dała im­puls pierw­szej de­mo­kra­cji na świe­cie, a wraz z nią – kla­sy­fi­ka­cji ludz­kiej war­to­ści i przy­dat­no­ści.
Chci­wość i buta przy­ćmiły su­mie­nie, a nowa idea wy­pa­czyła umy­sły lu­dzi i po­zwo­liła im się­gnąć po zie­mię i cu­dze ciała, do któ­rych zdo­bywcy uzur­po­wali so­bie prawo. Skoro chcieli prze­kształ­cić te dzi­kie te­reny i ucy­wi­li­zo­wać je we­dle swo­jego upodo­ba­nia, po­sta­no­wili, że mu­szą pod­bić, znie­wo­lić lub usu­nąć tych, któ­rzy już na nich żyją, a tych, któ­rych uznają za gor­szych od sie­bie, za­prząc do ujarz­mie­nia i uprawy ziemi, tak aby wy­do­by­wać bo­gac­two drze­miące w ży­znej gle­bie.
Dla uspra­wie­dli­wie­nia swo­ich pla­nów się­gnęli po ist­nie­jące już wy­obra­że­nia o wła­snej nad­rzęd­no­ści po­parte stron­ni­czą in­ter­pre­ta­cją Bi­blii i stwo­rzyli hie­rar­chię okre­śla­jącą, co komu wolno ro­bić i po­sia­dać, kto jest na gó­rze, kto na dole, a kto po­mię­dzy. W efek­cie po­wstała dra­bina spo­łeczna o cha­rak­te­rze glo­bal­nym, a jej naj­wyż­szy szcze­bel zaj­mo­wali lu­dzie po­cho­dzący z Eu­ropy. W ob­rę­bie tej ka­te­go­rii mie­ściły się do­dat­kowe szcze­ble, a miej­sce na szczy­cie zaj­mo­wali an­giel­scy pro­te­stanci, któ­rych broń i za­soby po­zwo­liły na osta­teczne zwy­cię­stwo w krwa­wej walce o Ame­rykę Pół­nocną. Wszy­scy inni zaj­mo­wali ko­lejno niż­sze szcze­ble w za­leż­no­ści od dy­stansu, jaki dzie­lił ich od lu­dzi uzna­wa­nych za naj­lep­szych. Na sa­mym dole kla­sy­fi­ka­cji znaj­do­wali się afry­kań­scy więź­nio­wie prze­trans­por­to­wani do Ame­ryki, żeby bu­do­wać Nowy Świat i słu­żyć zdo­byw­com aż do końca swo­ich dni, po­ko­le­nie za po­ko­le­niem, przez dwa­na­ście po­ko­leń.
Wy­two­rzył się sys­tem ka­stowy oparty na wy­glą­dzie, zin­ter­na­li­zo­wana kla­sy­fi­ka­cja – nie­pi­sana, nie­na­zwana, nie­do­strze­gana przez zwy­kłych lu­dzi, któ­rzy po dziś dzień pod­świa­do­mie sto­sują się do niej w co­dzien­nym ży­ciu i dzia­łają w myśl jej za­sad. Po­dob­nie jak śruby, belki i dźwi­gary skła­da­jące się na in­fra­struk­turę bu­dynku są nie­wi­doczne dla jego miesz­kań­ców, tak samo jest z ka­sto­wo­ścią. To wła­śnie z nie­wi­dzial­no­ści czer­pie ona swą siłę i trwa­łość. Cho­ciaż cza­sem po­ja­wia się w spo­łecz­nej świa­do­mo­ści, a cza­sem z niej znika, cho­ciaż wy­raź­nie daje o so­bie znać w burz­li­wych chwi­lach, a w cza­sach re­la­tyw­nego spo­koju usuwa się w cień, sta­nowi stale obecny mo­tyw prze­wodni w ca­łej hi­sto­rii funk­cjo­no­wa­nia pań­stwa.
„Ka­sta” to ter­min rzadko sto­so­wany w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Jest ko­ja­rzony z ję­zy­kiem In­dii albo feu­dal­nej Eu­ropy. Mimo to część an­tro­po­lo­gów i ba­da­czy kwe­stii ra­so­wych w Ame­ryce po­słu­guje się nim od dzie­się­cio­leci. W cza­sach po­prze­dza­ją­cych epokę współ­cze­sną jed­nym z pierw­szych Ame­ry­ka­nów, któ­rzy po­wo­ły­wali się na tę ideę, był dzia­ła­jący przed wojną se­ce­syjną abo­li­cjo­ni­sta i se­na­tor Char­les Sum­ner, wal­czący z se­gre­ga­cją na Pół­nocy. „Po­dział dzieci w szko­łach pu­blicz­nych Bo­stonu na pod­sta­wie ko­loru skóry czy rasy – pi­sał – leży w na­tu­rze Ka­sty i z tej przy­czyny jest na­ru­sze­niem Rów­no­ści”. Za­cy­to­wał przy tym in­nego hu­ma­ni­ta­ry­stę: „Ka­sta czyni roz­róż­nie­nia tam, gdzie nie po­czy­nił ich Bóg”[20].
Nie zdo­łamy w pełni zro­zu­mieć dzi­siej­szych nie­po­ko­jów ani przy­czyn naj­waż­niej­szych punk­tów zwrot­nych w hi­sto­rii Sta­nów Zjed­no­czo­nych bez od­nie­sie­nia się do za­szcze­pio­nej nam wszyst­kim idei ludz­kiej pi­ra­midy. Sys­tem ka­stowy oraz próby jego obrony, pod­trzy­ma­nia albo oba­le­nia le­gły u pod­staw wojny se­ce­syj­nej, sto lat póź­niej – ru­chu na rzecz praw oby­wa­tel­skich, i prze­ni­kają ame­ry­kań­ską po­li­tykę w dwu­dzie­stym pierw­szym wieku. Po­dob­nie jak DNA za­wiera in­struk­cje roz­woju ko­mó­rek, ka­sto­wość jest sys­te­mem ope­ra­cyj­nym wszel­kich re­la­cji go­spo­dar­czych, po­li­tycz­nych i spo­łecz­nych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych od sa­mego za­ra­nia.
W 1944 roku szwedzki eko­no­mi­sta i so­cjo­log Gun­nar Myr­dal wraz z ze­spo­łem naj­zdol­niej­szych ba­da­czy w kraju opu­bli­ko­wał dwu­to­mowe, li­czące dwa ty­siące osiem­set stron dzieło, do dziś uzna­wane za praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej wy­czer­pu­jącą ana­lizę kwe­stii ra­so­wych w Ame­ryce: An Ame­ri­can Di­lemma (Ame­ry­kań­ski dy­le­mat). Prze­pro­wa­dzone przez Myr­dala ba­da­nie do­pro­wa­dziło go do wnio­sku, że naj­bar­dziej pre­cy­zyj­nym okre­śle­niem kry­te­rium funk­cjo­no­wa­nia ame­ry­kań­skiego spo­łe­czeń­stwa nie jest wcale „rasa”, ale „ka­sta” – że to chyba je­dyny ter­min traf­nie opi­su­jący upar­cie nie­zmienną, jak się wy­daje, kla­sy­fi­ka­cję ludz­kiej war­to­ści. Myr­dal uznał, że Ame­ryka wy­two­rzyła sys­tem ka­stowy, a sta­ra­nia, żeby „za­cho­wać po­dział we­dług ko­loru skóry, dla zwy­kłego bia­łego czło­wieka mają «funk­cję» pod­trzy­my­wa­nia sa­mego sys­temu ka­sto­wego, pil­no­wa­nia, żeby «Mu­rzyn znał swoje miej­sce»”[21].
An­tro­po­log Ash­ley Mon­tagu jako je­den z pierw­szych prze­ko­ny­wał, że rasa to wy­mysł czło­wieka, kon­strukt spo­łeczny, a nie bio­lo­giczny, i że pró­bu­jąc zro­zu­mieć po­działy i róż­nice w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, za­zwy­czaj wpa­damy w pu­łapkę mi­to­lo­gii ra­so­wej. „Kiedy mó­wimy o pro­ble­mie ra­so­wym w Ame­ryce, w rze­czy­wi­sto­ści mamy na my­śli sys­tem ra­sowy oraz pro­blemy, ja­kie ten sys­tem stwa­rza” – pi­sał w 1942 roku[22].

–––––
Wśród czo­ło­wych bia­łych su­pre­ma­cjo­ni­stów mi­nio­nego wieku pa­no­wały pewne wąt­pli­wo­ści, je­śli cho­dzi o związki mię­dzy sys­te­mem ka­sto­wym w In­diach a tym na ame­ry­kań­skim Po­łu­dniu, gdzie był on naj­czyst­szy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Po­pu­larny eu­ge­nik Ma­di­son Grant w swoim be­st­sel­le­rze z 1916 roku za­ty­tu­ło­wa­nym The Pas­sing of the Great Race (Prze­mi­ja­nie wiel­kiej rasy) pi­sał: „Śla­dem nie­złom­nych sta­rań za­cho­wa­nia czy­sto­ści krwi przez zwy­cię­skie klasy wyż­sze w In­diach do dziś jest tam­tej­szy sta­ran­nie ure­gu­lo­wany sys­tem kast. W na­szych po­łu­dnio­wych sta­nach wa­gony ko­le­jowe Jima Crowa[4*] i dys­kry­mi­na­cja spo­łeczna od­gry­wają do­kład­nie tę samą rolę”[23].
Efekty sys­temu ka­sto­wego spły­wają na każ­dego miesz­kańca, jego za­sady są wchła­niane jak woda ze źró­deł mi­ne­ral­nych, wy­zna­czają ocze­ki­wa­nia co do miej­sca da­nej osoby na szcze­blach dra­biny. „Ro­bot­nik w fa­bryce, który nie ma na kogo «pa­trzeć z góry», uważa się za nie­po­rów­ny­wal­nie lep­szego do Mu­rzyna. Czło­wiek ko­lo­rowy jest jego ostat­nim ra­tun­kiem przed spo­łecz­nym nie­by­tem” – pi­sał w 1942 roku Li­ston Pope, ba­dacz z Yale[24].
W 1913 roku ce­niony po­łu­dniowy pe­da­gog Tho­mas Pe­arce Ba­iley pod­jął się sfor­mu­ło­wa­nia, jak to okre­ślił, ra­so­wego credo Po­łu­dnia. Spro­wa­dzało się ono do pod­sta­wo­wych re­guł sys­temu ka­sto­wego. Jedna z nich brzmiała: „Niech naj­ni­żej usy­tu­owany biały czło­wiek bę­dzie waż­niej­szy od naj­wy­żej sy­tu­owa­nego mu­rzyna”[25] [pi­sow­nia za ory­gi­na­łem – red.].
W tym sa­mym roku czło­wiek uro­dzony w jed­nej z cen­tral­nych pro­win­cji In­dii jako nie­do­ty­kalny, na sa­mym dnie in­dyj­skiego sys­temu ka­sto­wego, przy­je­chał z Bom­baju do No­wego Jorku. Bhim­rao Am­bed­kar przy­był do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, żeby na Uni­wer­sy­te­cie Co­lum­bia stu­dio­wać eko­no­mię, z uwzględ­nie­niem róż­nic mię­dzy rasą, ka­stą i klasą. Po­nie­waż miesz­kał za­le­d­wie kilka prze­cznic od Har­lemu, na wła­sne oczy oglą­dał wa­runki ży­cia ame­ry­kań­skich nie­do­ty­kal­nych. Pi­sa­nie pracy ma­gi­ster­skiej ukoń­czył aku­rat w cza­sie, w któ­rym no­wo­jor­ską pre­mierę miał film Na­ro­dziny na­rodu, pro­wo­ka­cyjny hołd dla kon­fe­de­rac­kiego Po­łu­dnia. Am­bed­kar kon­ty­nu­ował na­ukę w Lon­dy­nie, a na­stęp­nie wró­cił do In­dii, gdzie zo­stał przy­wódcą nie­do­ty­kal­nych i jako wy­bitny in­te­lek­tu­ali­sta współ­two­rzył nową in­dyj­ską kon­sty­tu­cję. Dzia­łał na rzecz wy­ko­rze­nie­nia po­ni­ża­ją­cego ter­minu „nie­do­ty­kalni”. Od­rzu­cał nadane im przez Gan­dhiego okre­śle­nie ha­ri­dźan (dzieci Boga), które oni sami uwa­żali za pro­tek­cjo­nalne. Swój lud na­zy­wał da­lit, czyli „ucie­mię­żeni”, po­nie­waż za sprawą sys­temu ka­sto­wego tacy wła­śnie byli.
Trudno stwier­dzić, jak duży wpływ na Am­bed­kara miał kon­takt z po­rząd­kiem spo­łecz­nym Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Przez lata, po­dob­nie jak wielu da­li­tów, uważ­nie przy­glą­dał się ka­ście pod­le­głej w Ame­ryce. In­dyj­czycy od dawna byli świa­domi losu znie­wo­lo­nych Afry­ka­nów i ich po­tom­ków w Sta­nach Zjed­no­czo­nych przed wojną se­ce­syjną. W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych dzie­więt­na­stego wieku, po znie­sie­niu nie­wol­nic­twa, w krót­kim okre­sie po­prawy sy­tu­acji czar­nych zna­nym jako Re­kon­struk­cja, in­dyj­ski re­for­ma­tor spo­łeczny Jo­tiba Phule wzo­ro­wał się na ru­chu abo­li­cjo­ni­stów. Wy­ra­żał na­dzieję, że jego „ro­dacy przyjmą ich szla­chetny przy­kład za wska­zówkę”[26].
Wiele de­kad póź­niej, la­tem 1946 roku, pod wpły­wem wia­do­mo­ści, że czarni Ame­ry­ka­nie wnio­skują do Or­ga­ni­za­cji Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych o ochronę jako mniej­szość, Am­bed­kar zwró­cił się do naj­słyn­niej­szego ów­cze­śnie afro­ame­ry­kań­skiego in­te­lek­tu­ali­sty, W.E.B. Du Bo­isa. Oznaj­mił mu, że jest „ba­da­czem pro­blemu mu­rzyń­skiego” zza oce­anów i że do­strzega wspól­notę ich lo­sów.
„Ist­nieje tyle po­do­bieństw mię­dzy sy­tu­acją nie­do­ty­kal­nych w In­diach a sy­tu­acją Mu­rzy­nów w Ame­ryce – pi­sał Am­bed­kar do Du Bo­isa – że ba­da­nie tej dru­giej jest nie tylko na­tu­ralne, ale i ko­nieczne”[27].
W od­po­wie­dzi Du Bois po­twier­dził, że sły­szał o Am­bed­ka­rze i że od­czuwa „pełną so­li­dar­ność z nie­do­ty­kal­nymi w In­diach”[28]. To wła­śnie Du Bois zda­wał się prze­ma­wiać w imie­niu mar­gi­na­li­zo­wa­nych grup z obu kra­jów, kiedy zi­den­ty­fi­ko­wał po­dwójną świa­do­mość wpi­saną w ich eg­zy­sten­cję. I to wła­śnie on kilka de­kad wcze­śniej od­wo­łał się do in­dyj­skiego wy­obra­że­nia, kiedy dał wy­raz roz­pa­czy swo­jego ludu w Ame­ryce: „Dla­czego Bóg uczy­nił mnie wy­rzut­kiem i ob­cym we wła­snym domu?”[29].

 
Wesprzyj nas