Książka “Kościół i sztuka chrześcijańska pierwszych wieków” to spojrzenie na historię wczesnego chrześcijaństwa przez pryzmat jego relacji ze sztuką.


Są chwile decydujące w dziejach narodów, społeczeństw, państw, a także w dziejach kultury. Niewątpliwie takim momentem w historii sztuki europejskiej był III wiek, kiedy chrześcijanie, rozdarci między ikonoklazmem ortodoksji żydowskiej a wielką kulturą grecko-rzymską, dla której wyobrażenie postaci ludzkich czy zwierzęcych było samą jej istotą, wybrali Grecję i Rzym.

Gdyby zdecydowali wówczas inaczej, nie mielibyśmy następnych kilkunastu wieków wspaniałej sztuki europejskiej.

Marcin Libicki w swojej książce analizuje relacje między kościołem chrześcijańskim pierwszych wieków a sztuką, śledząc jej rozwój od pierwszych zabytków chrześcijańskich do wspaniałych budowli sakralnych Rawenny i Konstantynopola.

Marcin Wojciech Libicki (ur. 2 lutego 1939 w Poznaniu) – polski polityk, historyk sztuki, poseł na Sejm I, III i IV kadencji, od 2004 do 2009 poseł do Parlamentu Europejskiego.

Marcin Libicki
Kościół i sztuka chrześcijańska pierwszych wieków
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Premiera: 17 sierpnia 2022
 
 

Zacznijmy więc od Jezusa Chrystusa. Wiara chrześcijan

Jezus z Nazaretu, niewątpliwie w kategoriach czysto historycznych postać, która odegrała największą rolę w dziejach świata, ale jednocześnie Bóg i Syn Boży, Alfa i Omega — Początek i Koniec, w postaci ludzkiej przyszedł na świat w Betlejem, dokąd Maria i Józef przybyli, by wziąć udział w spisie ludności, u schyłku 6 roku „przed Chrystusem” albo „przed naszą erą”. Paradoks, iż Chrystus urodził się „przed Chrystusem”, bierze się z pomyłki popełnionej przez Dionizjusza Małego w VI wieku przy „przedatowaniu” kalendarza rzymskiego na kalendarz chrześcijański. Czas narodzin Jezusa jest tak dokładnie „wpisany” we współczesność — między innymi data śmierci Heroda Wielkiego w roku 4 „przed Chrystusem”, który nakazał mord dzieci — że nie budzi wątpliwości1. Podobnie data śmierci — wiemy z Ewangelii, że nastąpiła w piątek przed żydowskim świętem Paschy, natomiast święto Paschy było ruchome i uzależnione od terminu nowiu Księżyca. Szczegółowe obliczenia pozwoliły ustalić z ogromną dozą pewności, że śmierć Jezusa nastąpiła 7 kwietnia 30 roku na Golgocie koło Jerozolimy2.

Podstawowe fakty z życia Jezusa mają tak bogatą dokumentację w postaci przede wszystkim czterech Ewangelii oraz wszystkich pozostałych pism Nowego Testamentu, powstałych między rokiem 50 a 100, a spisanych przez świadków i za życia świadków działalności Jezusa, że z punktu widzenia warsztatu naukowego historyka stanowią całkowicie wystarczający materiał, którego mogliby pozazdrościć badacze wielu innych postaci historycznych. Ze względu jednak na znaczenie Jezusa Chrystusa i ataki Jego przeciwników, Jego postać, życie i nauka poddawane są takiej krytyce, że nawet chrześcijanie uważają za uzasadnione powoływać się na źródła pogańskie.

Tak więc już historyk żydowski w służbie rzymskiej Józef Flawiusz, urodzony w roku 37 lub 38, w ukończonych w roku 93 Starożytnościach żydowskich pisze o Janie Chrzcicielu i jego śmierci, o Jakubie „bracie Jezusa zwanego Chrystusem”. Jest też obszerny passus o Jezusie, o którym nie wie, „czy można nazwać go tylko człowiekiem. Czynił bowiem rzeczy nadzwyczajne […] był on Chrystusem”. Następnie pisze Flawiusz, że Chrystus został na rozkaz Piłata ukrzyżowany na skutek oskarżenia przez Żydów i że trzy dni po śmierci widziano go żywego. Ten ostatni passus budził wątpliwości, czy nie został interpolowany do dzieła Flawiusza, mimo że w najstarszych kopiach dzieła Flawiusza już istnieje3. Od początku II wieku znajdujemy coraz więcej informacji o chrześcijanach i Chrystusie w źródłach pogańskich. W 112 roku Pliniusz Młodszy pisze do cesarza Trajana o licznych chrześcijanach mieszkających w Bitynii. W 117 roku Tacyt w swoich rocznikach pisze, że w 64 roku Neron fałszywie oskarżył o spalenie Rzymu chrześcijan, którzy swoją nazwę wzięli od Chrystusa, skazanego na śmierć przez Poncjusza Piłata za czasów cesarza Tyberiusza. Relację Tacyta potwierdza w 120 roku Swetoniusz. W 125 roku cesarz Hadrian wydaje dyspozycje dotyczące procesów przeciwko chrześcijanom. Oczywiście z upływem czasu, ze wzrostem liczebnym chrześcijan, istnieje już wystarczająca liczba źródeł chrześcijańskich i pogańskich, by odtworzyć historię początków chrześcijaństwa, aż do pełnej jego akceptacji w IV wieku.

Jezus zwany Chrystusem, inaczej Mesjaszem, Synem Bożym, zapowiedziany ponad 300 razy w Starym Testamencie, nie był rewolucjonistą społecznym, ale głosił i uosabiał niewątpliwie rewolucję religijną i moralną, i to nie tylko w porównaniu z religiami pogańskimi, lecz także w stosunku do religii żydowskiej, której się nie wyrzekł i jak powiedział: „Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5,17)4. „Wypełnić” znaczyło zradykalizować i dokonać mesjańskiego przeznaczenia. Jezus głosił etykę miłości absolutnej — miłości Boga i bliźniego. Dwa najważniejsze przykazania, jakie głosił, to: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22,37).

Przykazania te były powtórzeniem przykazań Starego Testamentu, ale radykalnie rozszerzały tamte pojęcia. Bliźni to nie był już jak w Starym Testamencie inny członek narodu wybranego, bliźnim był w nowej nauce Chrystusa każdy człowiek. Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie wskazywała, że prawdziwym bliźnim okazał się właśnie jeden ze znienawidzonych przez Żydów Samarytan. Chrystus głosił nakaz przebaczenia nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy, czy oddanie płaszcza temu, który żądał sukni, lub nadstawienia drugiego policzka temu, który cię uderzył w jeden policzek. Miłość ludzi wobec Boga ma być rewanżem za miłość, którą Bóg obdarzył ludzi. Bóg jest sędzią sprawiedliwym i oddzieli kiedyś zboże od kąkolu, a kąkol wrzuci do ognia nieugaszonego, ale przebaczy każdemu, kto w porę okaże skruchę — pracownicy ostatniej godziny otrzymają zapłatę taką jak ci, którzy wcześniej zgłosili się do pracy, syn marnotrawny zostanie podjęty ucztą, pierścieniem i szatą, jeżeli wróci do ojca — nawet gdy uczyni to przymuszony okolicznościami. Dobry pasterz zostawi dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i poszuka tej jednej zagubionej, tak jak kobieta szuka zagubionej drachmy. I wreszcie prawa miłości dotyczą wszystkich — narodem wybranym stają się wszyscy, którzy uwierzą. „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody” (Mt 28,19).

Od czasów Abrahama przymierze z Bogiem dotyczyło tylko Żydów — narodu wybranego. Teraz nastąpiła zupełna zmiana — przymierze z Bogiem dotyczy całej ludzkości, podobnie jak za czasów Noego! Narodem wybranym będą wszyscy, którzy uwierzą. „Trudna jest Twa mowa” — mówili do Jezusa uczniowie — objęcie przymierzem innych mogło się wydawać Żydom niezwykle trudne! Był też następny punkt, zupełnie nowy w nauczaniu Chrystusa. Koniec z „plemiennym” narodem wybranym, w którym jednostka liczyła się dla Boga jako część wybranej społeczności, a więc to społeczność była w przymierzu z Bogiem, teraz Chrystus nauczał, że to jednostka jest partnerem Boga, a więc za czyny — dobre lub złe — odpowiedzialność jest indywidualna, nie zbiorowa! Potop był karą za grzechy ludzkości, Sodoma została zniszczona za grzechy mieszkańców Sodomy. Teraz inaczej — to bogacz z przypowieści o bogaczu i Łazarzu odpowiada za swoje grzechy, odpowiada indywidualnie za indywidualne winy. To figowiec, który nie rodzi owocu, zostanie wycięty, a nie cały gaj figowy, to zaproszony, który nie włoży świątecznej sukni, nie zostanie wpuszczony na ucztę, a nie wszyscy zaproszeni. Koniec z odpowiedzialnością zbiorową — tu właśnie znajduje się fundament pod cywilizację łacińską-europejską. Z tym „przymierzem jednostkowym” łączy się wcale nie tak powszechna wiara w wolną wolę człowieka, który ma wpływ na swój los na tej ziemi i po śmierci. Nie ma więc głoszonej przez wielu — między innymi później przez część protestantów — wiary w predestynację, a więc jakoby człowiek nie miał wolnej woli, a jego czyny miałyby być zdeterminowane okolicznościami od niego niezależnymi. Koniec z przeznaczeniem do zbawienia lub na potępienie — koniec z predestynacją! Żadna inna religia nie podkreśla tak wyraźnie zaufania Boga do człowieka i szacunku, jaki jest mu należny jako depozytariuszowi tej „boskiej cząstki”, którą jest prawo do samodzielnego decydowania o swoich dobrych lub złych wyborach. Są jednak okoliczności, które Bóg weźmie pod uwagę, podejmując decyzję o wiecznych losach człowieka, stąd wielka nadzieja miłosierdzia Bożego, sławne osiem błogosławieństw z Kazania na górze:

— błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie,
— błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni,
— błogosławieni cisi, albowiem oni odziedziczą ziemię,
— błogosławieni, którzy cierpią głód i odczuwają pragnienie sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni,
— błogosławieni miłosierni, albowiem oni dosięgną miłosierdzia,
— błogosławieni czystego serca, albowiem oni zobaczą Boga,
— błogosławieni, którzy zabiegają o pokój, albowiem będą nazwani synami Boga,
— błogosławieni, którzy znoszą prześladowania dla sprawiedliwości, do nich bowiem należy królestwo niebieskie,
— błogosławieni jesteście, gdy was znieważają, prześladują i obrzucają oszczerstwami z mego powodu.
Cieszcie się i radujcie, bo już macie wielką zapłatę w niebie (Mt 5,3–12).

Życie i działalność Chrystusa polegały nie tylko na udzielaniu pouczeń czy pedagogice umoralniającego kaznodziejstwa. Zwieńczeniem Jego życia była śmierć — świadectwo wiarygodności — i zmartwychwstanie — świadectwo Jego Boskości. Ale śmierć Chrystusa miała być nie tylko świadectwem wiarygodności, lecz także odkupieniem za winy ludzi i ceną zapłaconą za ich zbawienie. Nie ma ludzi bez grzechu poza Matką Boską — Matką Chrystusa, żal za ich popełnienie zmazuje je, ale to jeszcze nie jest dość, by zasłużyć na wieczne zbawienie, wieczne szczęście na tamtym świecie, po nieuniknionej śmierci. Cenę za to wieczne szczęście dla ludzi zapłacił przez swoją mękę i śmierć Syn Boży. Ta prawda może być trudna — „trudna jest Twa mowa” — jak mówili do Jezusa apostołowie, jednak jeszcze trudniej wyobrazić sobie, by ludzie byli w stanie zapracować na wieczne szczęście swoim niedoskonałym życiem tu na ziemi. Tym bardziej że zbawieni mogą być również ci, którzy nie byli głodni ani spragnieni i którzy nie płakali! A więc za co nagroda? Najbardziej podstawowe poczucie sprawiedliwości podsuwa rozwiązanie inne niż — niezbędna skądinąd — zasługa człowieka. Chrystus, Jego śmierć i Jego Zmartwychwstanie, daje jedyną sensowną odpowiedź.

W czasie Ostatniej Wieczerzy, w przeddzień Ukrzyżowania, Chrystus przedstawił sprawę jasno. Jak piszą Ewangeliści: „A potem wziąwszy chleb, odmówił dziękczynienie, połamał i rozdał go im, mówiąc: to jest ciało moje wydane za was. Czyńcie to samo na moją pamiątkę. Podobnie po wieczerzy wziął kielich i powiedział: ten kielich jest Nowym Przymierzem we krwi mojej, która będzie za was wylana” (Łk 22,19–20). Męka miała nastąpić nazajutrz, ale Ostatnia Wieczerza była jej antycypacją. W formie bezkrwawej była już uobecnieniem tej męki w poprzedzający ją wieczór. Chrystus powiedział o chlebie jako o swoim ciele „wydanym za was” i o winie jako o krwi, „która będzie za was wylana”. I to, co się stało, a w sposób krwawy miało stać się nazajutrz, określił jako Nowe Przymierze. A więc śmierć Chrystusa, Boga i Syna Bożego, stawała się przymierzem między Bogiem a ludźmi, przymierzem na wieczność! Tak jak Ostatnia Wieczerza była antycypacją i uobecnieniem męki, która miała nastąpić nazajutrz, tak była jednocześnie pierwszą mszą świętą, pierwszą z niekończącej się liczby mszy świętych, z których każda jest bezkrwawym uobecnieniem krwawej męki z Golgoty. I my, uczestnicząc we mszy świętej, jesteśmy obecni na Golgocie, a przyjmując komunię świętą, uczestniczymy w męce Chrystusa. Warto w to uwierzyć! Niewiernemu apostołowi św. Tomaszowi powiedział Chrystus po zmartwychwstaniu: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

Niewątpliwie apostołowie wiedzieli, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem, tym, którego oczekiwanie było esencją, samym sensem istnienia żydowskiego narodu wybranego, istotą jego wybraństwa, natomiast powstaje pytanie, czy zdawali sobie sprawę, że Jezus-Mesjasz jest Synem Bożym, jeszcze za Jego życia. Uczniowie, którzy spotkali Chrystusa w drodze do Emaus, rozczarowani powiedzieli do towarzysza podróży, nie zdając sobie sprawy, że jest nim Jezus: „A myśmy myśleli, że On [Jezus] odnowi Izraela” (por. Łk 24,21) — zatem postrzegali Go w całkiem ziemskim kontekście. Jednak św. Tomasz zwrócił się do Chrystusa po Zmartwychwstaniu słowami: „Pan mój i Bóg mój”. Czy uczniowie zdali sobie sprawę, kim był Chrystus, dopiero po zesłaniu Ducha Świętego? Święty Jan Apostoł, świadek życia, śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa, w prologu do Ewangelii powiedział jasno: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Było ono u Boga na początku. Wszystko stało się przez Nie, a bez Niego nie stało się nic z tego, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłem dla ludzi. Światło świeci w ciemności, lecz ciemność go nie ogarnęła […]. [Słowo] było na świecie, a świat stał się przez nie, a jednak świat go nie poznał. Przyszło do swojej własności, lecz swoi go nie przyjęli. A wszystkim tym, którzy Je przyjęli, dało moc stania się dziećmi Bożymi […]. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas […]. Prawo zostało bowiem nam dane przez Mojżesza, a łaska i prawda przyszły do nas przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Syn, który jest Bogiem i który przebywa na łonie Ojca, On Go ukazał” (J 1,1–18).

Nauka, życie, śmierć, Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie Chrystusa zawierały ładunek optymizmu, który stał się fundamentem sukcesów rodzącego się chrześcijaństwa, rodzącego się Kościoła. Żądanie miłości bliźniego z jednej strony dawało nadzieję poprawy stosunków między ludźmi, a osiem błogosławieństw z drugiej strony zwracało godność biednym i pokrzywdzonym. Nadto obietnica szczęścia po śmierci była wielką dawką optymizmu dla żyjących — porównajmy grecki i rzymski Hades, ponure miejsce zamieszkania zmarłych, bez nadziei powrotu, czy buddyjską nirwanę z jej zupełnym zanikiem bytu indywidualnego.

Te kluczowe dla dziejów świata, zarówno w metafizycznym, jak i historycznym sensie, wydarzenia rozgrywały się w jednej z najbardziej malowniczych i najbardziej urozmaiconych krain ówczesnego świata — w Palestynie. Pisze wielki pisarz i historyk francuski Henri Daniel-Rops: „Jakże piękne były w swej różnorodności wybrzeża Jordanu opiewane przez psalmistę! Najdalej na północy rozciągała się urocza lesista okolica, pełna wód wytryskujących spośród oleandrów, kraina plemienia Dana, gdzie strumienie Jor i Dan łączą się ze sobą, by utworzyć rzekę. Była to mała palestyńska Szwajcaria, gdzie Rzymianie wznieśli świątynię bożkowi Panowi, ale też kraina, gdzie Chrystus, odpoczywając wraz z uczniami u stóp olbrzymiego głazu, wyrzeknie do wiernego Szymona te słowa: »A ja ci powiadam, że ty jesteś opoką, a na tej Opoce zbuduję Kościół mój i bramy piekielne nie zwyciężą go«”5.

1 G. Ricotti, Życie Jezusa Chrystusa, Warszawa 1995, s. 175–194.
2 Ibidem, s. 182–188.
3 P. Święcicka-Wystrychowska, Proces Jezusa w świetle prawa rzymskiego, Kraków 2005, s. 27–30. Autorka podaje najnowszy stan badań nad Testimonium Flavianum, wskazujących na autentyczność passusu o Jezusie Chrystusie.
4 Cytaty biblijne podano za: Biblia Tysiąclecia, wyd. 2, Poznań-Warszawa 1971.
5 H. Daniel-Rops, Życie codzienne w Palestynie w czasach Chrystusa, Warszawa 1994, s. 14.

 
Wesprzyj nas