„Liczby nie kłamią” to pasjonująca lektura, która prowokuje do stawiania pytań w sprawach zbyt często traktowanych przez nas jako pewnik.


Czy podróżowanie samolotem jest bezpieczne? Ile ważą wszystkie krowy na świecie? Co sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi?

„Liczby nie kłamią” to książka o mieszkańcach Ziemi, o pożywieniu i paliwach, które dostarczają im energii, o transporcie i wynalazkach współczesnego świata, a także o tym, jak to wszystko wpływa na naszą planetę. Profesor Vaclav Smil zabiera czytelników na pasjonującą wyprawę, której celem jest odkrywanie faktów. Podsuwając nam zaskakujące dane statystyczne i prezentując pouczające infografiki, zachęca do otrząśnięcia się z intelektualnego lenistwa.

Z tej pełnej fascynujących informacji i frapujących przykładów książki dowiemy się między innymi, ilu ludzi potrzebnych było do zbudowania piramidy Cheopsa, dlaczego szczepionki nie tylko ratują życie, ale są także opłacalną inwestycją, i czemu samochody elektryczne nie są (jeszcze) tak dobrym rozwiązaniem, jak nam się wydaje. Smil błyskotliwie łączy wiedzę naukową i historyczną ze zdrowym rozsądkiem, poruszając niezwykle szerokie spektrum zagadnień, które przedstawia w formie krótkich, ale treściwych rozdziałów.

„Liczby nie kłamią” to pasjonująca lektura, która prowokuje do stawiania pytań w sprawach zbyt często traktowanych przez nas jako pewnik. Smil udowadnia, że fakty mają znaczenie. Liczby nie kłamią. Jaką prawdę nam zatem przekazują?

***

Nie ma autora, na którego książki czekałbym bardziej.
Bill Gates

Przeczytaj tę książkę, jeśli chcesz zrozumieć współczesny świat. Powinna zagościć na każdej półce.
Linda Yueh, autorka książki „The Great Economists”

Nie ma chyba drugiego naukowca, który za pomocą liczb potrafiłby odmalować rzeczywistość równie wiernie co Smil.
„Guardian”

Smil to ambitny omnibus z wdziękiem poruszający się po wielu dziedzinach.
„Wired”

Autor, który nie pozwala, by polityka przysłaniała fakty.
„New York Review of Books”

Vaclav Smil
Liczby nie kłamią
Przekład: Michał Strąkow
Wydawnictwo Insignis
Premiera: 18 maja 2022
 
 

Wstęp

Liczby nie kłamią to eklektyczna książka, obejmująca wiele różnych tematów, począwszy od ludzi, społeczności i państw poprzez konsumpcję energii aż po innowacje techniczne, maszyny i urządzenia, które mają przemożny wpływ na współczesną cywilizację. Starałem się w niej spojrzeć przez pryzmat faktów również na takie zagadnienia jak zaopatrzenie w żywność, wybory żywieniowe, a także kondycja środowiska naturalnego i kwestia jego degradacji. To najważniejsze problemy, którymi zajmuję się w moich publikacjach od lat siedemdziesiątych.
Przede wszystkim jednak jest to książka o potrzebie weryfikowania faktów i informacji. Nie jest to wcale takie proste, jak mogłoby się wydawać: w sieci World Wide Web aż roi się od najróżniejszych danych liczbowych, ale w wielu przypadkach są to dane niewiadomego pochodzenia, do tego często opatrzone budzącymi wątpliwości jednostkami miary. Przykładowo produkt krajowy brutto Francji w 2013 roku wyniósł 2,6 biliona dolarów: czy jest to wartość wyrażona w pieniądzu bieżącym, czy w pieniądzu stałym, i czy przeliczenia z euro na dolary dokonano według kursu wymiennego obu walut, a może według parytetu siły nabywczej? Skąd mamy to wiedzieć?
Prawie wszystkie dane liczbowe, na które powołuję się w niniejszej książce, zaczerpnąłem z czterech głównych źródeł: z danych statystycznych publikowanych przez organizacje międzynarodowe i instytucje o zasięgu globalnym*; z roczników statystycznych publikowanych w poszczególnych krajach przez instytucje państwowe**; z historycznych danych statystycznych zgromadzonych przez rozmaite agencje krajowe***, a także z artykułów w czasopismach naukowych****. Niewielka część przywoływanych przeze mnie danych liczbowych pochodzi z monografii naukowych, z najnowszych analiz sporządzanych przez firmy konsultingowe (znane z rzetelności swoich raportów) oraz z badań opinii publicznej prowadzonych przez renomowane ośrodki i agencje badawcze, takie jak Instytut Gallupa czy Pew Research Center.
Aby zrozumieć procesy i wydarzenia zachodzące w otaczającym nas świecie, musimy osadzić te dane liczbowe w odpowiednim kontekście, czy to historycznym, czy to międzynarodowym. Zacznijmy od tego pierwszego. Jak wiadomo, podstawowa jednostka energii to jeden dżul. Gospodarki zamożnych krajów wysokorozwiniętych zużywają co roku około 150 miliardów dżuli, czyli 150 gigadżuli energii podstawowej per capita (dla porównania, wartość energetyczna jednej tony ropy naftowej to 42 gigadżule). W Nigerii, największym pod względem liczby ludności kraju afrykańskim (dysponującym zarazem największymi w Afryce zasobami ropy naftowej i gazu ziemnego), roczne zużycie energii pierwotnej wynosi jedynie 35 gigadżuli na jednego mieszkańca. Różnica jest bardzo wyraźna – Francja czy Japonia zużywają rocznie niemal pięciokrotnie więcej energii per capita – ale rzeczywistą skalę zapóźnienia Nigerii widać dopiero w kontekście historycznym. Japonia osiągnęła zużycie na poziomie 35 gigadżuli per capita w roku 1958 (ponad 60 lat temu – mniej więcej tyle wynosi średnia długość życia mieszkańców Afryki), a Francja już w roku 1880 – pod względem dostępu do energii Nigeria jest zatem o dwie długości życia za Francją.
Różnice istniejące współcześnie między poszczególnymi państwami bywają równie wyraziste. Porównajmy dla przykładu wskaźniki umieralności niemowląt w Stanach Zjednoczonych z analogicznymi wskaźnikami w krajach Afryki Subsaharyjskiej – różnica między nimi jest tyleż duża, co łatwa do przewidzenia. Niezbyt zaskakujący jest również fakt, że Stany Zjednoczone nie mieszczą się w pierwszej dziesiątce państw świata o najniższej śmiertelności niemowląt; wpływa na to duże zróżnicowanie amerykańskiej populacji oraz znaczna liczba imigrantów z krajów mniej rozwiniętych. Prawdopodobnie jednak stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Stanów Zjednoczonych nie ma nie tylko wśród dziesięciu, ale nawet wśród trzydziestu państw o najniższym na świecie wskaźniku umieralności niemowląt!***** Tego rodzaju zaskakujące fakty prowokują do stawiania pytań o przyczyny danego stanu rzeczy – aby na nie odpowiedzieć, trzeba uwzględnić i rozważyć szereg czynników społecznych i ekonomicznych. Dogłębne zrozumienie znaczenia wielu danych liczbowych (czy to rozpatrywanych indywidualnie, czy to będących częścią złożonych statystyk) wymaga podstawowej wiedzy z zakresu naukowych pojęć, zasad i metod obliczeniowych.
Długość (odległość) to najłatwiejsza do przyswojenia miara fizyczna. Większość ludzi ma całkiem dobre wyobrażenie o tym, ile to jest 10 centymetrów (szerokość pięści dorosłego człowieka, łącznie z wyprostowanym i przylegającym do pięści kciukiem), 1 metr (odległość od ziemi do pasa osoby o przeciętnym wzroście) czy 1 kilometr (dystans, jaki pokonuje się samochodem w ruchu miejskim w ciągu jednej minuty). Całkiem dobrze orientujemy się także w typowych prędkościach (odległość/czas), z jakimi mamy do czynienia na co dzień: idąc żwawym krokiem, poruszamy się z prędkością 6 km/h; szybkie pociągi pokonują trasy międzymiastowe z prędkością 300 km/h, a samoloty pasażerskie napędzane mocnymi silnikami odrzutowymi rozwijają prędkość 1000 km/h. Bardziej kłopotliwe jest posługiwanie się miarą masy: ludzki noworodek waży zwykle mniej niż 5 kilogramów; masa ciała niedużego jelenia wirginijskiego wynosi poniżej 50 kilogramów; niektóre czołgi ważą prawie 50 ton, a maksymalna masa startowa Airbusa 380 to ponad 500 ton. Podobne trudności dotyczą miary objętości: pojemność zbiornika paliwa małego sedana to niecałe 40 litrów; objętość wnętrza typowego amerykańskiego domu o niewielkim metrażu wynosi niespełna 400 metrów sześciennych. Posługiwanie się jednostkami energii i mocy (czyli dżulami i watami) czy natężenia i oporu elektrycznego (czyli amperami i omami) może być trudne dla kogoś, kto nie operuje nimi na co dzień – znacznie łatwiej jest przeprowadzać względne porównania, na przykład porównać zużycie energii w krajach europejskich ze zużyciem w krajach afrykańskich.
Innego rodzaju trudności nastręcza porównywanie wartości pieniężnych. Większość z nas potrafi trafnie ocenić względną wartość swoich dochodów i oszczędności, ale przeprowadzenie porównań wartości pieniężnych w czasie, czyli w kontekście historycznym, wymaga uwzględnienia stopy inflacji, z kolei w porównaniach w kontekście międzynarodowym trzeba brać pod uwagę wahania kursów walutowych i zmiany siły nabywczej.
Kolejna kwestia to różnice jakościowe, których nie da się wyrazić liczbowo; różnice te odgrywają szczególnie istotną rolę w przypadku porównań preferencji żywieniowych i diet. Przykładowo zawartość węglowodanów i białek w 100 gramach produktu może być bardzo zbliżona, ale to, co sprzedawane jest jako chleb w supermarkecie w Atlancie (miękkie kwadratowe kromki zapakowane w foliowy worek), nie ma zbyt wiele wspólnego z chlebem upieczonym przez maître boulangera czy Bäckermeistera i sprzedawanym w piekarni w Lyonie albo w Stuttgarcie.
Gdy mamy do czynienia z dużymi liczbami, różnice rzędów wielkości stają się bardziej wymowne niż konkretne wartości liczbowe: Airbus 380 jest o jeden rząd wielkości cięższy od czołgu; prędkość przelotowa odrzutowca pasażerskiego jest o jeden rząd wielkości większa od prędkości rozwijanej na autostradzie przez samochód osobowy; masa ciała jelenia wirginijskiego jest o jeden rząd wielkości większa od masy ciała ludzkiego noworodka. Jeśli posłużymy się jednostkami Międzynarodowego Układu Jednostek Miar SI, mnożnikami oraz potęgami liczby 10, noworodek waży 5 × 103 gramów, czyli 5 kilogramów, a Airbus 380 waży ponad 5 × 108 gramów, czyli 500 milionów gramów. W przypadku naprawdę dużych liczb sytuację komplikuje fakt, że zdecydowana większość Europejczyków (za przykładem Francuzów) określa liczbę 109 mianem miliarda (un milliard), w odróżnieniu od mieszkańców krajów anglojęzycznych, dla których 109 to bilion (billion) – skutkiem tej rozbieżności jest une confusion fréquente. Liczba ludności świata osiągnie już wkrótce 8 miliardów (8 × 109); w roku 2019 łączna wartość światowej produkcji gospodarczej (w ujęciu nominalnym) wyniosła 90 bilionów (9 × 1013) dolarów, a globalne zużycie energii przekroczyło 500 trylionów, czyli 500 miliardów miliardów (500 × 1018 albo 5 × 1020) dżuli.
Dobra wiadomość jest taka, że opanowanie znacznej części tych zagadnień jest łatwiejsze, niż mogłoby się wydawać. Wystarczy na przykład, że na kilka minut dziennie odłożycie swojego smartfona (muszę się tutaj przyznać, że ja sam nigdy nie posiadałem telefonu komórkowego; nigdy też nie miałem poczucia, że cokolwiek przez to tracę) i poświęcicie ten czas na szacowanie różnych odległości albo długości otaczających was przedmiotów – następnie możecie sprawdzić trafność tych szacunków, dokonując pomiarów za pomocą pięści (przypominam, że jej szerokość to około 10 centymetrów) albo (kiedy już ponownie sięgnięcie po swój telefon) przy użyciu systemu GPS. Warto również spróbować obliczać objętości rozmaitych przedmiotów (ludzie mają tendencję do niedoszacowywania objętości dużych i długich obiektów). Możecie także obliczać (nie korzystając z elektronicznych wspomagaczy) różnice w rzędach wielkości – na przykład wtedy, gdy będziecie czytać artykuł o nierównościach dochodowych między miliarderami a pracownikami magazynów firmy Amazon (o ile rzędów wielkości różnią się ich średnie roczne dochody?), albo wtedy, gdy natkniecie się gdzieś na porównanie wskaźników PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca (o ile rzędów wielkości większe jest PKB per capita Wielkiej Brytanii od PKB per capita Ugandy?). Tego rodzaju ćwiczenia nie tylko rozruszają wam zwoje mózgowe, ale także pomogą wam lepiej zorientować się w realiach otaczającego nas świata. Zrozumienie danych liczbowych wymaga jedynie odrobiny wysiłku.
Mam nadzieję, że niniejsza książka pomoże czytelnikom uzmysłowić sobie stan świata, w którym żyjemy. Liczę na to, że jej lektura was zaskoczy, skłoni do refleksji nad wyjątkowością naszego gatunku oraz wzbudzi podziw dla ludzkiej inwencji i determinacji w dążeniu do lepszego zrozumienia rzeczywistości. Moim celem było nie tylko pokazanie, że liczby nie kłamią, ale także odkrycie zawartej w nich prawdy.
Na koniec jeszcze drobna uwaga odnośnie do zawartych w tej książce danych – wszystkie kwoty w dolarach podane są w dolarach amerykańskich, o ile nie zaznaczono inaczej, a wszystkie wartości liczbowe podane są w jednostkach metrycznych (z wyjątkiem mil morskich oraz cali, w których podano wymiary drewnianych elementów konstrukcyjnych amerykańskich domów).
Vaclav Smil
Winnipeg, 2020

* Na przykład Eurostat, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, World Population Prospects (portal publikujący prognozy demograficzne Departamentu do spraw Gospodarczych i Społecznych ONZ) czy Światowa Organizacja Zdrowia.
** Moje ulubione pozycje, z uwagi na niezrównaną szczegółowość i rzetelność zawartych w nich danych, to Japan Statistical Yearbook (Japoński rocznik statystyczny) oraz Krajowy Serwis Statystyk Rolnych przy Departamencie Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA).
*** Między innymi Historical Statistics of the United States: Colonial Times to 1970 (Statystyki historyczne Stanów Zjednoczonych od czasów kolonialnych do roku 1970) i Historical Statistics of Japan (Historyczne statystyki Japonii).
**** Od „Biogerontology” po „International Journal of Life Cycle Assessment”.
***** W roku 2018 zajmowały 33. miejsce na 36 krajów członkowskich OECD.

Ludzie
Mieszkańcy naszego świata


Zmniejszenie dzietności populacji dokonywało się w zróżnicowanym tempie – różnice te występowały nie tylko pomiędzy poszczególnymi regionami świata, ale nawet w obrębie tych samych regionów: przykładowo Francja znacznie wyprzedziła pod tym względem Włochy, a Japonia – Chiny (w których pod rządami komunistów ostatecznie wprowadzono drastyczną politykę jednego dziecka). Dlaczego w ogóle ludzie chcą mieć mniej dzieci niż wcześniej? Składa się na to kilka czynników wzmacniających wzajemnie swoje działanie: coraz wyższe standardy życia, mechanizacja rolnictwa, zastąpienie pracy ludzi i zwierząt pracą maszyn, masowa industrializacja i urbanizacja, coraz większy udział kobiet w rynku pracy, powszechna edukacja, lepsza opieka zdrowotna, wyższy wskaźnik przeżywalności noworodków oraz wypłacane przez państwo emerytury.
Trwająca od najdawniejszych czasów pogoń za ilością przekształciła się, w niektórych przypadkach całkiem szybko, w dążenie do jakości. Wysoka dzietność zapewniała niegdyś liczne korzyści (przeżycie przynajmniej części potomstwa w warunkach wysokiej śmiertelności niemowląt; dostępność dodatkowej siły roboczej; zabezpieczenie na starość). Z czasem korzyści te zmniejszały się, żeby w końcu całkowicie zaniknąć. Mniej liczne rodziny mogły zainwestować więcej w każde z dzieci i podnieść ich standard życia; zaczynało się zwykle od lepszej jakości pożywienia (więcej mięsa i świeżych owoców w codziennej diecie; częstsze spożywanie posiłków w restauracjach), a kończyło na SUV-ach i wakacjach w krajach tropikalnych.
Z przemianami społecznymi i technologicznymi często bywa tak, że osiągnięcie tego, do czego prekursorzy dochodzą długo i małymi krokami, późnym naśladowcom przychodzi błyskawicznie. Podobnie jest w przypadku obniżania się dzietności – w społeczeństwach, które przechodziły ten proces jako pierwsze, był on stopniowy i długotrwały; w społeczeństwach, w których dzietność zaczęła spadać później, radykalne zmiany dokonywały się nierzadko w ciągu dwóch generacji. W Danii zmniejszanie się dzietności trwało dwa stulecia; w Szwecji – 170 lat. Tymczasem w Korei Południowej wystarczyły zaledwie trzy dekady, by wartość współczynnika dzietności obniżyła się z 6 do poziomu poniżej zastępowalności pokoleń. W Chinach jeszcze przed wprowadzeniem polityki jednego dziecka wskaźnik dzietności obniżył się z 6,4 w 1962 roku do 2,6 w 1980 roku. Do rekordowego spadku dzietności doszło jednak w innym kraju – Iranie. W 1979 roku, gdy obalono monarchię i z wygnania powrócił ajatollah Chomeini, który ustanowił w Iranie teokrację, wskaźnik dzietności dla populacji wynosił 6,5. W roku 2000 wskaźnik ten spadł poniżej poziomu zastępowalności pokoleń i wciąż pikuje.
Poziom zastępowalności pokoleń to taki poziom dzietności, dzięki któremu możliwe jest utrzymanie dotychczasowej wielkości populacji. Jest to około 2,1 dziecka na kobietę. Dodatkowa „jedna dziesiąta dziecka” potrzebna jest, żeby nadrobić straty wynikające ze śmierci kobiet, które nie zdążyły osiągnąć wieku rozrodczego. Żaden kraj, który doświadczył spadku współczynnika dzietności, nie był w stanie zatrzymać go na poziomie zastępowalności pokoleń i zachować stałej liczby ludności. Coraz większy procent ludzkości żyje w społeczeństwach charakteryzujących się dzietnością, która nie zapewnia zastępowalności pokoleń. W 1950 roku 40 procent wszystkich ludzi na Ziemi żyło w krajach ze wskaźnikiem dzietności powyżej 6; średni wskaźnik dzietności dla całego świata wynosił wtedy 5. Już w roku 2000 tylko 5 procent ludzi żyło w krajach, w których kobiety rodziły przeciętnie sześcioro dzieci, a średni wskaźnik dzietności dla całego świata wynosił 2,6, czyli niewiele ponad poziom zastępowalności pokoleń. W 2050 roku trzy czwarte ludzkości żyć będzie w krajach ze wskaźnikiem dzietności poniżej tego poziomu.
Ta dotykająca niemal całego świata zmiana miała dalekosiężne następstwa demograficzne, ekonomiczne i strategiczne. Jednym z nich był spadek znaczenia Europy (w 1900 roku ludność tego kontynentu stanowiła 18 procent populacji naszego globu; w roku 2020 jest to już tylko 9,5 procent) oraz wzrost znaczenia Azji (w roku 2020 zamieszkuje tam 60 procent globalnej populacji). Szacuje się też, że w ciągu najbliższego półwiecza, to jest między rokiem 2020 a 2070, niemal 75 procent wszystkich urodzeń na świecie będzie miało miejsce w Afryce.
Co przyniesie przyszłość krajom, w których współczynnik dzietności spadł poniżej poziomu zastępowalności pokoleń? Jeśli nie odbiega on znacząco od tego poziomu (nie może być niższy niż 1,7; we Francji i Szwecji wskaźnik dzietności osiągnął w 2019 roku wartość 1,8), dany kraj ma szansę na odwrócenie niekorzystnego trendu w dłuższej perspektywie czasowej. Jeśli jednak wskaźnik dzietności spadnie poniżej 1,5, szanse na poprawę sytuacji znacząco maleją. W 2019 roku rekordowo niskie wskaźniki dzietności zanotowano w Rumunii, Hiszpanii i we Włoszech (1,3), a także w Japonii, Ukrainie, Grecji i Chorwacji (1,4). Japonia oraz wiele krajów europejskich będą musiały zmierzyć się ze stopniowym spadkiem liczby ludności i wszystkimi społecznymi, ekonomicznymi i strategicznymi konsekwencjami tego zjawiska. Jak dotąd żadne pronatalistyczne programy rządowe nie odniosły większego skutku. Jedynym oczywistym sposobem na uniknięcie depopulacji jest otwarcie granic dla imigrantów, przy czym podjęcie takiego kroku wydaje się mało prawdopodobne.

Co się dzieje, gdy mamy mniej dzieci

Współczynnik dzietności, zwany też współczynnikiem całkowitej płodności, to liczba dzieci urodzonych przez kobietę w ciągu jej życia. Najbardziej oczywistym fizycznym ograniczeniem możliwości rozrodczych kobiety jest czas trwania okresu płodności (datującego się od pierwszej miesiączki do menopauzy). Średni wiek pojawienia się pierwszej miesiączki systematycznie się obniża. W społeczeństwach przedindustrialnych menstruować zaczynały siedemnastolatki, we współczesnym zachodnim świecie miesiączkują już dziewczynki, które mają mniej niż trzynaście lat. Jednocześnie opóźnił się nieco średni wiek wejścia w okres przekwitania (teraz to nieco ponad pięćdziesiąt lat), w efekcie czego współczesna kobieta ma trzydzieści osiem lat płodności, osiem lat więcej, niż wynosił okres płodności kobiety w społeczeństwach tradycyjnych.
W płodnym okresie życia kobiety dochodzi do 300–400 owulacji. Każda ciąża zapobiega dziesięciu owulacjom; to także kolejnych pięć czy sześć „straconych” owulacji, ponieważ w trakcie dość długiego karmienia piersią szanse na poczęcie kolejnego potomka są znacząco zredukowane, zatem maksymalna wartość współczynnika dzietności wynosi w przybliżeniu 24. Ponieważ od czasu do czasu mamy do czynienia z ciążami mnogimi, łączna liczba żywych urodzeń może przekroczyć tę liczbę, co potwierdzają źródła historyczne opisujące kobiety, które powiły przeszło trzydzieścioro dzieci.
Typowe maksymalne współczynniki dzietności w społecznościach, w których nie stosuje się środków antykoncepcyjnych, były i są jednak znacznie niższe, co wynika z połączonego wpływu takich czynników jak bezpłodność, poronienia, martwe urodzenia czy śmiertelność okołoporodowa matek.
Czynniki te zmniejszają maksymalną dzietność populacji do 7–8 żywych urodzeń na kobietę. W XIX wieku takie wskaźniki były czymś powszechnym na wszystkich kontynentach. W niektórych częściach Azji jeszcze dwa pokolenia temu dzietność kształtowała się na takim właśnie poziomie. Współcześnie sytuacja wygląda podobnie w niektórych krajach Afryki Subsaharyjskiej, na przykład w Nigrze, gdzie współczynnik całkowitej dzietności wynosi 7,5 (co jest wartością dużo niższą od preferowanej liczby potomstwa: tamtejsze kobiety średnio chciałyby mieć 9,1 dziecka!). Jednak nawet w tym regionie współczynnik dzietności – choć wciąż wysoki – znacznie się obniżył (w większości krajów subsaharyjskich osiąga obecnie wartości od 5 do 6). Na pozostałym obszarze świata dzietność utrzymuje się na średnim, niskim lub bardzo niskim poziomie.

Najlepszy wskaźnik jakości życia? Umieralność niemowląt

Szukając najbardziej adekwatnych mierników jakości ludzkiego życia, ekonomiści – skłonni sprowadzać wszystko do pieniędzy – biorą zwykle pod uwagę wysokość produktu krajowego brutto (PKB) per capita albo wysokość dochodu rozporządzalnego. Przydatność obu tych wskaźników do monitorowania jakości życia budzi jednak oczywiste zastrzeżenia. Przykładowo PKB może rosnąć w kraju, w którym nasilająca się przemoc wymusza wzrost wydatków na pilnowanie porządku publicznego oraz na środki bezpieczeństwa, a także powoduje, że do szpitali trafia więcej pacjentów; z kolei wysokość dochodu rozporządzalnego na osobę nie mówi nam nic o poziomie nierówności ekonomicznych w danym kraju ani o tym, na jaką pomoc socjalną mogą liczyć rodziny znajdujące się w najtrudniejszej sytuacji materialnej. Mimo to w oparciu o te wskaźniki sporządzić można dość miarodajny ogólny ranking państw. Z pewnością mało kto wolałby żyć w Iraku (gdzie nominalna wysokość PKB w 2018 roku to około 6000 dolarów) niż w Danii (kraju, w którym nominalny PKB w 2018 wynosił około 60 000 dolarów). Nie ulega też wątpliwości, że przeciętna jakość życia w Danii jest wyższa niż, na przykład, w Rumunii: oba państwa należą do Unii Europejskiej, ale dochód rozporządzalny na mieszkańca jest w Danii o 75 procent wyższy niż w Rumunii.
Od roku 1990 najczęściej stosowanym alternatywnym miernikiem jakości życia jest tak zwany wskaźnik rozwoju społecznego (Human Development Index, HDI). Jest to wskaźnik zbiorczy, uwzględniający oczekiwaną długość życia w momencie narodzin, osiągnięcia edukacyjne (oczekiwaną liczbę lat edukacji dla dzieci rozpoczynających naukę oraz średnią liczbę lat edukacji odebranej przez dorosłych), a także wysokość dochodu narodowego brutto per capita. Jak łatwo się domyślić, wyniki pomiarów prowadzonych według skali HDI są silnie skorelowane z wysokością PKB per capita; można zatem powiedzieć, że PKB per capita jest niemal równie adekwatnym miernikiem jakości życia, co bardziej rozbudowany wskaźnik rozwoju społecznego.
Według mnie najlepszym jednoczynnikowym wskaźnikiem, który umożliwia dokonywanie szybkich porównań dających dobre wyobrażenie o jakości życia w poszczególnych krajach, jest współczynnik umieralności niemowląt, czyli liczba zgonów niemowląt w ciągu pierwszego roku życia na 1000 urodzeń żywych.
Śmiertelność niemowląt jest tak istotnym wyznacznikiem poziomu życia w danym kraju, ponieważ osiągnięcie niskiej liczby zgonów nie jest możliwe bez spełnienia szeregu warunków kluczowych z punktu widzenia jakości życia mieszkańców – dobrego ogólnego poziomu opieki zdrowotnej, w tym zwłaszcza opieki prenatalnej, perinatalnej i neonatalnej; prawidłowego odżywiania matek i dzieci; odpowiednich warunków mieszkaniowych i sanitarnych; dostępności pomocy społecznej dla rodzin źle sytuowanych. Aby warunki te mogły zaistnieć, konieczne jest adekwatne finansowanie ze środków publicznych i prywatnych, właściwa infrastruktura, jak również odpowiednio wysokie dochody mieszkańców danego państwa. Pojedyncza zmienna odzwierciedla zatem wiele różnych czynników, które determinują szanse przetrwania dziecka w najbardziej newralgicznym okresie jego życia, czyli w ciągu dwunastu miesięcy po urodzeniu.
We wszystkich społeczeństwach przedprzemysłowych śmiertelność najmłodszych dzieci była zatrważająco wysoka: w 1850 roku w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych współczynnik zgonów niemowląt wynosił od 200 do 300 na 1000 urodzeń żywych (co oznacza, że w ciągu pierwszych 365 dni życia umierało co piąte, a nawet co trzecie dziecko). W roku 1950 na Zachodzie współczynnik umieralności niemowląt kształtował się na poziomie od 35 do 65 (średnio co dwudzieste niemowlę nie dożywało swoich pierwszych urodzin), współcześnie zaś średnia dla krajów zamożnych wynosi poniżej 5 (przed dwunastym miesiącem życia umiera tam tylko jedno na dwieście dzieci). Nie licząc mikropaństw takich jak Andora, Anguilla, Monako czy San Marino, współczynnikiem śmiertelności niemowląt poniżej 5 może poszczycić się około trzydziestu pięciu krajów na świecie, z których najlepszy wynik osiąga Japonia (z 2 zgonami na 1000 urodzeń żywych), a najsłabszy Serbia (średnio nieco poniżej 5 zgonów na 1000 urodzeń żywych). Jeśli jednak przyjrzymy się liderom tej grupy, stanie się dla nas jasne, że sama umieralność niemowląt nie stanowi adekwatnego miernika jakości życia w danym kraju – trzeba wziąć pod uwagę także jego uwarunkowania demograficzne.
Większość państw o najniższym współczynniku śmiertelności niemowląt ma niewielką liczbę mieszkańców (poniżej 10 milionów, a nawet poniżej 5 milionów); wiele z nich cechuje również wysoki stopień homogeniczności społecznej (Japonia i Korea Południowa w Azji, Norwegia, Islandia i Finlandia w Europie), a także bardzo niski wskaźnik urodzeń. Nie ulega wątpliwości, że osiągnięcie i utrzymanie niskiej śmiertelności niemowląt stanowi znacznie większe wyzwanie w krajach o dużej, heterogenicznej populacji, ze znacznym odsetkiem imigrantów z uboższych regionów świata, a także w krajach z dużą liczbą urodzeń. W Kanadzie (5 zgonów na 1000 urodzeń żywych) trudno byłoby osiągnąć współczynnik śmiertelności niemowląt na poziomie Islandii (3 zgony na 1000 urodzeń żywych) – nie dość bowiem, że Kanada ma sto razy więcej mieszkańców, to jeszcze przyjmuje rocznie tylu nowych imigrantów (z różnych stron świata, ale przede wszystkim z biednych krajów azjatyckich), ile liczy cała populacja Islandii. Podobne realia demograficzne panują w Stanach Zjednoczonych, przy czym na stosunkowo wysoki współczynnik śmiertelności niemowląt (6 zgonów na 1000 urodzeń żywych) wpływa tam bez wątpienia wyższy niż Kanadzie stopień rozwarstwienia ekonomicznego społeczeństwa.
Umieralność niemowląt jest bardziej adekwatnym miernikiem jakości życia niż średni dochód na mieszkańca albo wskaźnik rozwoju społecznego, niemniej wymaga uwzględnienia dodatkowych czynników – żaden pojedynczy wskaźnik nie jest bowiem w pełni wystarczającym narzędziem do oceny poziomu życia w danym kraju. Na koniec jeszcze jedna uwaga: śmiertelność małych dzieci w kilkunastu państwach Afryki Subsaharyjskiej utrzymuje się na skandalicznie wysokim poziomie. Współczynnik umieralności niemowląt w tym regionie (średnio ponad 60 zgonów na 1000 urodzeń żywych) równy jest temu, z jakim mieliśmy do czynienia w Europie przed stu laty – daje to wyobrażenie o tym, jak wielka luka rozwojowa dzieli państwa afrykańskie od zamożnych krajów świata.

 
Wesprzyj nas