Autorka światowych bestsellerów “Miniaturzystka” i “Muza” powraca z głęboko poruszającą i inspirującą opowieścią o kobiecości, twórczości, macierzyństwie i przyjaźni, a także o tym, jak gubimy się i odnajdujemy.


WyznanieMiłość, która odurza i niszczy. Decyzja, która zmienia życie wielu osób. Słabość, która okazuje się siłą. Trzy kobiety i jedna tajemnica, która je połączy. Na zawsze.

Pewnego zimowego popołudnia 1980 roku w londyńskim parku Hampstead Heath Elise Morceau poznaje Constance Holden i w okamgnieniu traci dla niej głowę. Connie jest odważna i pociągająca, odnosi sukcesy jako pisarka, a na podstawie jej powieści powstaje właśnie hollywoodzki film. Elise wyrusza z nią do Los Angeles, miasta wielkich gwiazd i wspaniałych rezydencji.

Ale podczas gdy Connie chłonie wszystkimi zmysłami ten świat blichtru i ułudy, w którym wielu spełnia swoje marzenia, a nikt nie mówi prawdy, Elise jest bliska szaleństwa. Nocna rozmowa jej przyjaciółki, którą słyszy przypadkiem po przyjęciu z okazji swoich dwudziestych trzecich urodzin, burzy całe jej życie. Elise podejmuje spontanicznie decyzję, po której nic już nie będzie takie samo.

Trzydzieści lat później Rose Simmons szuka informacji na temat matki, która zniknęła w jej wczesnym dzieciństwie. Dowiedziawszy się, że ostatnią osobą, która ją widziała, była Constance Holden, samotna pisarka, która u szczytu sławy wycofała się z życia publicznego, Rose pojawia się w domu Connie w nadziei wysłuchania jej wyznania…

***

Literacka sensacja roku.
„Sunday Times”

Stylowa i porywająca.
„Vogue”

Mistrzowska, wielowymiarowa, nastrojowa…
„Herald”

Wstrzymuje bicie serce… Pisarski sukces.
„Daily Telegraph”

Jessie Burton (ur. 1982), studiowała na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz w Central School of Speech and Drama. Jako pisarka zadebiutowała w 2014 roku powieścią “Miniaturzystka”. Spektakularna aukcja z 2013 roku, w efekcie której prawa do wydania książki nabyło kilkudziesięciu wydawców z całego świata, przeszła do historii Targów Książki w Londynie. To jeden z najbardziej błyskotliwych międzynarodowych debiutów ostatnich lat. W 2016 roku ukazała się druga powieść autorki, pt. “Muza”, a w ubiegłym roku do brytyjskich księgarń trafiły “Marzycielki”, którymi Jessie Burton podbiła serca młodych czytelniczek.

Jessie Burton
Wyznanie
Przekład: Łukasz Małecki
Wydawnictwo Literackie
Premiera: 28 października 2020
 
 

Wyznanie


1980

1.

Tamtego wczesnozimowego popołudnia w Hampstead Heath Elise czekała tak naprawdę na kogoś innego. Spotkanie zaaranżował John, jej współlokator i zarazem gospodarz domu, w którym mieszkała. Sama nie była pewna, dlaczego zgodziła się pójść na randkę z mężczyzną, którego nigdy nie widziała, trzeba jednak przyznać, że często ulegała namowom znajomych. Koniec końców facet się nie zjawił, a gdy już miała ruszyć z polany prosto w snop gasnącego blasku słońca, ujrzała kobietę – stała samotnie przy skupisku drzew o cynamonowych liściach, wyróżniających się wyraźnie na tle nieba w kolorze tureckiego błękitu. Drzewa górowały nad jej sylwetką, przytłaczające, choć przecież nie mniejsze ani nie większe niż zwykle. Zdawały się tworzyć coś w rodzaju wspaniałego nakrycia głowy, jakby kobieta była boginią czy królową natury. Spojrzała w stronę Elise i posłała jej z oddali uśmiech – jak paziowi ze swojego dworu, którego nieoczekiwanie postanowiła obdarzyć uwagą.
Kto wie, może spóźniony amant przybiegł w końcu do parku, może gnał zdyszany w szaliku i watowanej kurtce, brodząc w powodzi zwiędłych liści. Elise nigdy się o tym nie przekonała, bo odwzajemniła uśmiech nieznajomej, która ruszyła w jej stronę – i plan został zakłócony. Elise obróciła się na pięcie i zaczęła iść, gdy jednak obejrzała się przez ramię, dostrzegła, że nieznajoma podąża za nią. Właściwie to nic nowego; Elise była przyzwyczajona do tego, że ludzie za nią chodzą. Jako dziesięciolatka podsłuchała w kuchni rozmowę – jej mama powiedziała wówczas znajomemu, że Elise będzie w przyszłości łamać chłopcom serca, a ona nigdy tego nie zapomniała. Dorośli lubią mówić dzieciom, co w nich widzą: jakie są i kim będą w przyszłości, a dzieci przeważnie to zapamiętują. Wszyscy jej powtarzali, że los obdarzył ją urodą, ale ona nie rozmawiała o tym ani nie próbowała tego wykorzystać, chociaż niejednokrotnie, gdy miała trzynaście, czternaście lat, zaczepiano ją na ulicy, by zaoferować jej pracę w modelingu. Nigdy nie przyjęła żadnej z tych propozycji, nigdy nie oddzwaniała na podawane numery telefonów.
Ba, pomimo zainteresowania jej osobą czuła się niewidzialna – do chwili, gdy spod cynamonowych drzew w parku Hampstead Heath spojrzała na nią Constance Holden.

*

Po wyjściu z parku szły wzdłuż długiego ogrodzenia okalającego cmentarz, a Elise rozmyślała nad tym, co się zaraz stanie. Nigdy wcześniej nie była z kobietą. Przystanęła, lecz nie spojrzała za siebie – czekała jak wiedźma w zabawie w raz, dwa, trzy, Baba-Jaga patrzy. Wyobraziła sobie, że rzuca prętem ogrodzenia niczym oszczepem, daleko jak olimpijka, a ten trafia w przypadkowy grób i roztrzaskuje zakopane kości. Pokazałaby tej nieznajomej, jaka jest silna.
W końcu postanowiła się odwrócić. Kobieta stała nieopodal z rękami założonymi na piersi i lekkim zmieszaniem malującym się na twarzy. Z całą pewnością była od Elise starsza, ale to samo można by powiedzieć o większości dorosłych osób, jakie Elise napotykała w swoim życiu, sama miała bowiem dopiero dwadzieścia lat. Tamta była prawdopodobnie po trzydziestce. Elise przyjrzała się z zaciekawieniem jej strojowi: męskiej koszuli, długiemu, rozpiętemu płaszczowi, który odsłaniał obcisłe, proste dżinsy, oraz parze brogsów. Żadnego ostentacyjnego makijażu, dwie srebrne kuleczki w uszach i delikatny zegarek na pięknym nadgarstku. Elise zacisnęła dłoń na ogrodzeniu cmentarza i postanowiła się odezwać, przekonana, że w miejscu publicznym nic jej nie grozi. Kimkolwiek była ta osoba, nie będzie jej molestować ani nie przebije prętem. Zresztą odwołano zajęcia z malarstwa, na których pozowała, więc i tak nie miała dziś nic lepszego do roboty.
– Któregoś dnia umrę i tyle po mnie zostanie. – Wskazała palcem za ogrodzenie, w żaden sposób nie komentując tego, że nieznajoma zdawała się ją śledzić.
Kobieta mocniej objęła się ramionami i zaśmiała w sposób, który w oczach Elise dodał jej pewności siebie. Lisica stojąca na zadnich łapach. Elise spojrzała ponad jej ramieniem na nagrobki, sterczące z ziemi jak krzywe zęby. Stały po biednej stronie cmentarza, z dala od marmurowych grobowców pionierów przemysłu i towarzyszących im żon, skulonych w czarnej ziemi. Za nimi zaś znajdowało się krematorium z wysokim ceglanym kominem, który na szczęście dziś nie dymił.
– Kiedyś z pewnością umrzesz, ale to się nie stanie prędko – odparła nieznajoma, a jej głos przeszył Elise jak stal.
Wpatrywały się w siebie przez chwilę.
– Czy mogę pani w czymś pomóc? – zapytała w końcu Elise.

*

Szybko znalazły jakiś tani bar, otwarty do późna, ale nie zamówiły nic do jedzenia. „Connie”, przedstawiła się nieznajoma; „Elise Morceau”, odpowiedziała Elise. Siedziały po przeciwnych stronach stołu z kubkami parującej herbaty, rozgrzewając skostniałe palce na taniej porcelanie. Kobieta przyglądała się Elise, jakby ta była istotą ze snu.
– Zwykle tego nie robię – oznajmiła szczerze. – A ty?
– Nic się nie stało – zapewniła ją Elise, a następnie dla pewności spytała: – To znaczy, czego nie robisz?
Connie uniosła wzrok znad herbaty.
– No wiesz… Tego. Nie zaczepiam ludzi na ulicy. I nie wałęsam się z nimi po mieście.
– Ja chyba też nie. – Elise zauważyła, że Connie bardzo stara się ukryć palącą ciekawość. – Raczej mi się to nie zdarza – dodała, a Connie wyraźnie się rozluźniła.
Rozmawiały przez chwilę o tym, gdzie mieszkają – Connie nieopodal, Elise w Brixton.
– Zawsze tam żyłaś? Po południowej stronie rzeki? – dociekała Connie.
– Tak.
– Urodziłaś się tam?
Elise przyglądała się jej zaintrygowana.
– Aha.
– Ile masz lat?
– Dwadzieścia osiem.
Connie zmarszczyła brwi.
– Nie wierzę ci. Ile masz tak naprawdę?
– A ty?
– Trzydzieści sześć. To mój prawdziwy wiek, a Connie to prawdziwe imię.
– Ja mam dwadzieścia lat. I jestem Elise.
– Pracujesz w Londynie?
Elise pokiwała głową.
– W Sadzonce, kawiarni w Pimlico. Dorabiam też jako bileterka w National Theatre i pozuję do aktów w Royal College of Arts.
– Zróżnicowane portfolio – skomentowała Connie.
– A ty? Robisz w centrum? – zapytała Elise, a kobieta wyprostowała się, jakby uznała ten osobliwy dobór słów za drwinę.
– Pracuję w domu. Jestem pisarką.
– Co piszesz?
– Opowieści.
– W porządku, ale jakie?
– Cholernie dobre! – Connie parsknęła głośnym śmiechem.
– Jesteś tego pewna? – zapytała Elise.
– Czasami.
– To znaczy, że znajdę cię w bibliotece?
– W bibliotece, w księgarniach…
– Fajnie – stwierdziła Elise.
Connie wbiła wzrok w kubek z herbatą.
– No. Chyba całkiem fajnie. – Uniosła głowę. – Słuchaj, dasz się zaprosić na kolację?

 
Wesprzyj nas