Trzydzieści historii ze świata zwierząt zawiera książka „Zwierzaki mają głos”. To publikacja przeznaczona dla dzieci, ale i napisana przez dzieci – laureatów największego polskiego konkursu literackiego dla młodych pisarzy.


Zwierzaki mają głosŚwieże spojrzenie na zwierzaki różnych gatunków, nieszablonowe pomysły i różnorodność motywów podjętych przez młodych pisarzy, to główne cechy utworów nagrodzonych w konkursie „Popisz się talentem”, zorganizowanego po raz czwarty przez wydawnictwo Nowa Era. Utwory te trafiły do książki „Zwierzaki mają głos”, która choć napisana jest przez początkujących artystów, stanowi profesjonalnie zredagowaną i opracowaną graficznie publikację.

Dla dziecięcych odbiorców tej książki wciągająca będzie przede wszystkim mnogość tematów poruszanych na jej stronicach. Każde opowiadanie to zamknięta, spójna forma literacka przenosząca czytelnika w inną przestrzeń, do nowych bohaterów. To duża zaleta z tego względu, że lekturę książki łatwo podzielić na etapy i codziennie sięgać po nową przygodę z udziałem kolejnych zwierzaków.

Zadaniem konkursowym dla młodych pisarzy było wykreowanie opowieści o tym, jak żyją zwierzęta, o czym myślą, marzą, czego pragną i te założenia zostały zrealizowane w każdym z utworów zamieszczonych w książce, co przekłada się na to, że lektura opowiadań porusza wyobraźnię odbiorcy na różne sposoby. Zaskakuje z kolei skala zatroskania dzieci o stan środowiska, to, jak wpływa on na zwierzęta, a także o to, jak my – ludzie, traktujemy inne żywe stworzenia.

Zwierzaki mają głos

W tej materii niektóre opowiadania są wręcz poruszające, jak na przykład stworzona przez Szymona Łabędzia opowieść o żabkach, które wybrały się do wielkiego miasta, gdzie niespodziewanie odkryły powód zmartwienia żabiego króla. W tym prostym opowiadaniu, zmierzającym od komicznego początku do zaskakującej, refleksyjnej puenty, autor zawarł cały szereg trafnych spostrzeżeń o tym, jak na niekorzyść zmienia się środowisko naturalne i że zmiany te obejmują coraz dalsze obszary. Nie jest to zresztą jedyne opowiadanie dające do myślenia. Katarzyna Malik napisała o psie zagubionym w wielkim mieście, Andrzej Płusa o psie – gwiazdkowym prezencie, który znudził się obdarowanemu nim chłopcu. Z kolei Michał Szewioła, opisując perypetie młodego bobra zwrócił uwagę na to, że w rzekach łatwiej dziś znaleźć śmieci, niż wartościowe pożywienie dla dzikich zwierząt.

Zwierzaki mają głos

Rzecz jasna opowiadań pogodnych w książce „Zwierzaki mają głos” też nie zabrakło. Jest wśród nich urocza historia o dorożkarskim koniu, który marzył o tym, by zostać reniferem, wymyślona przez Matyldę Wilkowską. Satyryczne opowiadanie Julii Rosołek o psach dyskutujących na temat smartfonów odwracających ludzką uwagę od wszystkiego prócz klikania w świecące się ekraniki czy opowieść Zuzanny Grądzkiej o smoku pragnącym udomowienia. Można więc przy tej lekturze i zadumać się nad istotnymi sprawami i wprawić w pogodny nastrój, a nade wszystko można w niej znaleźć liczne inspiracje do rozmów i dyskusji na linii: dziecko – dorosły. Opowiadania są tak dobrane, że zachęcają do dalszego zgłębiania poruszonych tematów i zadawania pytań. Nie dziwi, że właśnie te utwory, spośród 2827 nadesłanych na konkurs, zostały przez jurorów wybrane do publikacji, gdyż każde z nich niesie jakieś przesłanie.

Zwierzaki mają głos

Na ostatnich stronicach książki umieszczono ponadto zadania dla tych dzieci, które po jej lekturze także nabiorą ochoty do zabawy w pisarza. Znalazło się tam między innymi zadanie konkursowe, na które opublikowane opowiadania stanowią odpowiedź, ale nie tylko – są też zadania rysunkowe pozwalające przyswoić nowe słowa, test wiedzy o zwierzakach możliwy do rozwiązania po przeczytaniu wszystkich opowiadań, a nawet tabela do samodzielnego wypełniania pomagająca w zrozumieniu, jak wymagającym i odpowiedzialnym zadaniem jest opieka nad zwierzęciem domowym.

Wszystkie te aspekty sprawiają, że książka „Zwierzaki mają głos” jest jedną z najciekawszych, jakie ukazały się w tym roku na polskim rynku książki dziecięcej. I jest jeszcze coś, co ją wyróżnia: całkowity zysk z jej sprzedaży zostanie przekazany organizacjom non-profit zajmującym się pomaganiem zwierzakom. Agnieszka Kantaruk

Zobacz wideorecenzję

 

Więcej o konkursie: Popisz się talentem

Zwierzaki mają głos, 30 opowiadań nagrodzonych w ogólnopolskim konkursie literackim dla uczniów szkół podstawowych – Literatura dziecięca, Wydawnictwo Nowa Era, Premiera: 5 października 2020
 
 

Zwierzaki mają głos
30 opowiadań nagrodzonych w ogólnopolskim konkursie literackim dla uczniów szkół podstawowych – Literatura dziecięca
Wydawnictwo Nowa Era
Premiera: 5 października 2020
 
 

Od wydawnictwa

Kochani Zwierzakofani!
Ta książka wieńczy czwartą edycję największego ogólnopolskiego konkursu literackiego dla uczniów szkół podstawowych „Popisz się talentem”. Tym razem jego tematem przewodnim były zwierzaki.
Postanowiliśmy dowiedzieć się, co one czują, co myślą, czego pragną, czym na co dzień żyją. Młodzi pisarze – uczestnicy konkursu – jak zwykle nas nie zawiedli. Wcielili się w najróżniejsze stworzenia i przemówili ich głosami. W tej książce publikujemy 30 zwycięskich opowiadań. To drobny wycinek z olbrzymiej liczby 2827 tekstów nadesłanych na konkurs.
Były to teksty tak różnorodne, jak różnorodni są ich twórcy. Jedne wręcz eksplodowały radosną energią, inne – dojrzałe, pełne celnych spostrzeżeń i niebanalnych przemyśleń – stawiały na budowanie kameralnego nastroju sprzyjającego (nomen omen) zwierzeniom, jeszcze inne zachwycały plastycznością opisów, fabularnym rozmachem, wyobraźnią pozwalającą czytelnikowi wniknąć do świata zwierząt.
Wszystkie te opowiadania miały jednak pewną cechę wspólną: u ich źródeł leżała wielka empatia, umiejętność współodczuwania, spojrzenia na świat cudzymi oczami (lub czułkami). Z tego jesteśmy najbardziej dumni, to nas najbardziej zachwyciło! Wrażliwość, jaką wykazali się uczestnicy konkursu, to prawdziwy skarb.
Jako organizatorzy konkursu „Popisz się talentem”, którzy już od czterech lat mają przywilej i radość obcowania z nowymi literackimi talentami, chcielibyśmy powiedzieć jedno: każde opowiadanie przysłane na konkurs cieszy nas tak samo! Nie wszystkie mogą wygrać, ale wszystkie są dla nas najważniejsze. Za każdym tekstem stoi przecież jakieś dziecko, nastolatka lub nastolatek, którzy postanowili nam zaufać i spróbować swych sił na polu literatury, podjąć niełatwe pisarskie wyzwanie, poszukać w sobie talentu. Odkrywanie talentów, wspieranie pasji, odnajdywanie mocnych stron – to najważniejszy cel edukacji! W wydawnictwie Nowa Era bardzo w to wierzymy i z zapałem działamy, aby tę wizję urzeczywistnić.
Cały dochód z pokonkursowej książki przekażemy na cele charytatywne. To już tradycja w konkursie „Popisz się talentem”. Tym razem – to chyba jasne – wesprzemy organizacje społeczne pomagające zwierzętom. Już jesteśmy ciekawi, co nasi czworonożni, skrzydlaci, skaczący i pływający przyjaciele na to powiedzą!
Życzymy wspaniałej lektury!
Nowa Era

Lea Bogdan
klasa 1, Olsztyn

Szop Rakuś na globusie

Pewnego wtorkowego wieczoru wybrałem się na inspekcję lokalnych śmietników, aby zdążyć przed poranną wizytą śmieciojada. Tym razem oprócz skórek od bananów, idealnych do ścigania się z kaczkami po stawie, oraz pustych puszek (z których w zeszłym tygodniu zrobiłem sobie komiczne kalosze) znalazłem tajemniczą, obracającą się kulę.
Byłem ciekawy, co to może być. Poszedłem do Sowy, o której mówią, że pozjadała wszystkie rozumy, chociaż nikt nigdy nie widział, jak te rozumy jadła. Sowa powiedziała, że to globus.
– Czy to rodzaj autobusu? – zapytałem.
– Można tak powiedzieć – odrzekła Sowa. – To taki autobus, który wozi nas po całym świecie, bo globus to mapa świata, a te namalowane na nim plamy to kontynenty.
– Kontynenty? Czy to nowy rodzaj zwierzokont w naszym Leśnym Banku?
Sowa pokręciła głową, ponarzekała na mój brak rozumu i odrzekła:
– W żadnym razie! To lądy, na których leżą różne kraje.
Wróciłem do swojej szopy. Wciąż rozmyślałem o kontynentach. Wyławiając ogonem sardynki z puszki, zacząłem się zastanawiać, jak by to było: wskoczyć do globusowego autobusu i odwiedzić niektóre z tych miejsc. Rozłożyłem swój puszysty ogon na kanapie w salonie, starannie wygładziłem paski i wyobraziłem sobie moją podróż…
Najpierw udałbym się do Japonii. Na początek zakupy: szopono (rodzaj kimona z rozcięciem na ogon), drewniane sandały szop-geta (wersja dla szopów, z wgłębieniami na pazurki w drewnianej podeszwie) oraz wachlarz – w końcu ile można wachlować się ogonem? Niech i on poczuje się jak na wakacjach. A za ucho zatknąłbym sobie kwiat kwitnącej wiśni. Ach, jaki byłby ze mnie przystojniak! Na koniec: lekcja gry na shamisenie. Po powrocie do domu zagrałbym mojej Żabce romantyczny koncert na podwójnym szopmisenie – każdą łapką na trzech wąsikach po obydwu stronach mojego pyszczka. Tym z pewnością zdobyłbym jej serce! Następny dzień rozpocząłbym, ćwicząc judo w ogrodzie zen. Hajaa! Aua! – stanąłem na swój ogon. No cóż, wyobrażałem to sobie inaczej, ale i tak judo jest super!
Ojej! Jak już późno! Czas przenieść się do Francji… Zaraz, zaraz, skąd te reflektory? Co ja mam na sobie? Szopilki i szopelusz? To pokaz szop-mody! Ogonie, pomóż, musimy utrzymać równowagę! Po pokazie potrzebowałbym relaksu, więc wybrałbym się do Futroskopu. Eee… to znaczy do Futuroskopu, parku rozrywki. Potem skoczyłbym do Owernii, krainy wygasłych wulkanów. Ojej! Chyba jeden z wulkanów ma łaskotki i właśnie się przebudził! Uwaga! Wybuch! Lecę… i spadam na rower! Pedałuję jak najszybciej, bo to wyścig kolarski Szop de France. Właśnie mijam metę! Zwyciężyłem!
Następny dzień spędziłbym na przeprawie szopromem przez kanał La Manche do Wielkiej Brytanii. Uwaga! Wielka fala! Aaa! Gdzie ja wylądowałem? To przecież London Eye! Tylko gdzie podziały się moje buty? Chyba woda je zmyła. Będę potrzebował pomocy Sherlocka Holmesa, aby je odnaleźć. Tymczasem idę kupić modne i wygodne szopidasy – te paski tak świetnie pasują do mojego ogona!
Halo, czy ten piętrowy autobus jedzie do Polski!?
Otworzyłem oczy. Cóż… fajnie byłoby odwiedzić te wszystkie miejsca, ale najlepiej jest i tak w mojej szopie na wygodniej kanapie.
Pozostaje mi więc podróż ogonem po globusie!

Małgorzata Cyrwus
klasa 3, Libertów

Krowa Mucioska

Cześć! Jestem krowa Mucioska! Lubię mojego gospodarza, ponieważ daje mi świeże siano i trawę, dba o mnie i regularnie wypuszcza na pastwisko. Podoba mi się też moje imię. Mam jednak pewne marzenie… bardzo chciałabym być koniem. Konie mogą biegać, czuć wiatr w grzywach, mogą być wolne!
Pewnego dnia w końcu i w moim krowim życiu wydarzyło się coś niezwykłego.
– Co to za rupieć?! – krzyknął gospodarz, porzucając koło obory Zwierzofon.
Zawsze chciałam nagrać się na Zwierzofon. Dużo czytałam i słyszałam o tym legendarnym urządzeniu. Nie mogłam przegapić takiej okazji. Podbiegłam do wrót obory i spróbowałam otworzyć je kopytem. Niestety, były mocno zamknięte. Na szczęście – dzięki szparze pod wrotami – udało mi się wciągnąć Zwierzofon do środka. Długo nie mogłam sobie poradzić z jego uruchomieniem. Jednak w końcu się udało. Nagrałam wtedy taką historię:
Pewnego dnia gospodarz wypuścił nas na pastwisko. Jak już wam mówiłam, marzę o byciu koniem, więc skorzystałam z okazji i pobiegłam przed siebie, aż na skraj lasu. Wtem usłyszałam cichy, piskliwy głosik:
– Uwaga! Uwaga! Tylko teraz superpromocja! Zmieniam zwierzęta w inne zwierzęta.
To przykuło moją uwagę. Poszłam w kierunku, z którego dobiegał głosik. Okazało się, że należał on do wiewiórki.
Aaaaaaa! Czy ja tu widzę krowę?! – zawołała przerażona wiewiórka.
– Dzień dobry, wiewiórko – powiedziałam. – Przybyłam tu w celach pokojowych. Chciałabym skorzystać z twojej oferty.
– Świetnie, krowo! – zwierzątko nieco się uspokoiło.
– Pragnę zmienić się w konia – ciągnęłam.
Wiewiórka natychmiast mi przerwała.
– Ej! Ej! Ej! Dobra! Ale nie myśl, że dostaniesz coś za darmo! – powiedziała. – Proszę o zapłatę, która wynosi jedenaście łupków kory świerka.
– Okej! A na czym dokładnie będzie polegać twoja usługa? – spytałam.
– To proste! Ty mi płacisz, a ja biorę czarodziejski patyk, robię czary-mary i już – odrzekła.
– Zaraz, zaraz… – zaprotestowałam. – Mam ci zapłacić z góry? A jak nic nie wyjdzie z tych twoich czarów? Zebranie aż jedenastu łupków kory świerka to mnóstwo roboty!
– Cóż – odpowiedziała wiewiórka. – U konkurencji i tak jest drożej.
– Chyba w takim razie zrezygnuję – zdecydowałam.
Obróciłam się do wiewiórki ogonem i wróciłam na pastwisko.
Chyba już lepiej zostać krową Mucioską, niż łazić po lesie, zbierać jakieś łupki i brać udział w podejrzanych promocjach!

Matylda Wilkowska
klasa 6, Natolin

Opowieść Dionizego

W parku znaleziono Zwierzofon – urządzenie nagrywające i tłumaczące mowę zwierząt. Postanowiłem to wykorzystać i odcisnąć kopyto w dziejach zwierzęco-ludzkich.
Mam na imię Dionizy. Stary koń ze mnie, ale kiedy Waldek, który też się już postarzał, daje mi kostki cukru, to przymykam oczy i czuję się jak młody źrebak Dyzio sprzed dwudziestu lat. Słodycz rozlewa się po moim podniebieniu, a ja oczyma wyobraźni widzę zielone łąki, na których się pasłem… Ach, to były czasy!
Mieszkam nieopodal Krakowa. Całe życie ciągnąłem dorożki, bo Waldek był fiakrem. Lubiłem tę pracę: stałem cierpliwie, czekając na turystów, miałem worek z obrokiem i świeżą wodę. Waldek był dla mnie naprawdę dobry. Dbał o mnie i pielęgnował. Cieszył się, gdy mnie podziwiano. Czasami czułem, że Waldek rozumie, co do niego rżę. Ja rozumiałem go doskonale! Na zawołanie: „Wio, Dionizy!” ruszałem spod Sukiennic ulicą Grodzką na Wawel. Nawet dziś mógłbym z zamkniętymi oczyma przejść tę trasę! Wciąż pamiętam gołębie umykające spod moich podków, wróble przekazujące sobie krakowskie ploteczki… Moje życie było cudne, ale… ja od zawsze marzyłem, by zostać reniferem. Chciałem choć na chwilę zmienić maść z siwej na brązową, poczuć na głowie ciężar rogów, oderwać swe pęciny od ziemi i pociągnąć sanie Świętego Mikołaja!
Uparcie wierzyłem, że to moje marzenie kiedyś się spełni, jednak inni dworowali ze mnie. Aż tu pewnego razu, gdy pasłem się pogrążony w reniferowych myślach, zobaczyłem wydeptany w trawie napis: „Chcesz stać się reniferem i do nas dołączyć? Przyjdź tu o zmroku”.
W tamtym momencie byłem najszczęśliwszym koniem świata!
Przyszedłem oczywiście o zmroku we wskazane miejsce. Niestety, nie było tam żadnych reniferów! Byli za to Anastazy, Alojzy i Ambroży – trzy wredne ogiery, które zawsze ze mnie kpiły. Jak mogłem być tak naiwny! Koń by się uśmiał! Ci żartownisie na mój widok parsknęli śmiechem i nie przestawali przez dobre parę minut, a ja tupałem kopytem ze złości! Odwróciłem się i bez słowa pogalopowałem do stajni. Zrobiono mnie w konia! Tak więc mikołajki spędziłem jak zwykle – przykryty ciepłą derką, gapiąc się w niebo w nadziei, że pojawią się na nim renifery. Gdyby tak się stało, zarżałbym do nich: „Zatrzymajcie się! Dołączę do was!”.
Stało się za to coś innego! Do stajni wszedł Waldek. Uśmiechnął się i założył mi coś na łeb. Spojrzałem do wiadra z wodą. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Miałem najprawdziwsze rogi renifera! Potrząsnąłem łbem, a wtedy dzwoneczki przymocowane do rogów zadzwoniły! Zarżałem ze szczęścia! Oto spełniło się moje największe marzenie! Przymknąłem oczy, w uszach zaświstał mi wiatr. Czułem, jakby moje kopyta uderzały o chmury. Byłem najprawdziwszym czarnym koniem w wyścigu po spełnione marzenia!
Pomyślałem, że znamy się z Waldkiem jak łyse konie – chociaż grzywa u mnie bujna! Zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń…
Tak właśnie było…
Po co nagrywam to wszystko na Zwierzofon? Bo może pan profesor Wścibinos, gdy już odnajdzie swój wynalazek, zechce przekazać ludziom moje przesłanie: my, zwierzęta, też marzymy i czujemy. I kochamy tych, który są naszymi towarzyszami, a nie tylko panami.
Jak się kogoś kocha, to się go rozumie bez… Zwierzofonu. Prawda?

 
Wesprzyj nas