“Pionierzy” to dramatyczna panorama początków Stanów Zjednoczonych nakreślona piórem dwukrotnego zdobywcy Nagrody Pulitzera.


Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali AmerykęTo opowieść o ludziach odważnych, którzy z wielką determinacją pokonywali trudności, zakładali osady i miasta, uprawiali ziemię, tworząc kraj, który znamy dzisiaj – pełen wartości i ideałów, ale również z krwawą historią.

Po wojnie o niepodległość zakończonej pokojem wersalskim w 1783 roku Amerykanie wzbogacili się o nowe tereny, nad którymi dotychczas panowali Brytyjczycy. Ogromne, bogate w surowce terytorium na północny zachód od rzeki Ohio czekało na białych osadników.

Pionierzy często podróżowali grupami, krytymi wozami, w których przewozili cały swój dobytek. Wyprawa na północny zachód wymagała nie lada odwagi – tereny te były zasiedlone przez plemiona indiańskie, które często wchodziły w konflikt z osadnikami.

David McCullough (ur. 7 lipca 1933 w Pittsburghu) – amerykański pisarz i historyk, dwukrotny zdobywca Nagrody Pulitzera w dziedzinie biografii i autobiografii: w 1993 dostał to wyróżnienie za książkę “Truman”, a w 2002 został uhonorowany za biografię “John Adams”. Również dwukrotnie zdobył National Book Award – pierwszy raz za książkę o Kanale Panamskim “The Path Between the Seas: The Creation of the Panama Canal”, drugi raz za biografię prezydenta Theodore’a Roosevelta “Mornings on Horseback”.

David McCullough
Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę
Przekład: Mariusz Gądek
Wydawnictwo Poznańskie
Premiera: 1 lipca 2020
 
 

Pionierzy. Ludzie, którzy zbudowali Amerykę


CZĘŚĆ I
1787–1794
1. KRAJ OHIO

„Ohio to potężna arteria tej części Ameryki, która leży za górami. (…) Dlatego też uznaję zasiedlenie krainy nawadnianej przez tę wielką rzekę za jedno z największych przedsięwzięć, jakie kiedykolwiek postawiono przed człowiekiem”[1].
— J. HECTOR ST. JOHN DE CRÈVECOEUR, 1782 R.

I

Nigdy dotąd, o ile mu było wiadomo, żaden z jego krajanów nie podjął się podobnego zadania: misji, która — jeśli się powiedzie — może na niezliczone sposoby zmienić bieg historii, a w dodatku przynieść długotrwałe korzyści ogromnym rzeszom Amerykanów.
Fakt, że nie miał żadnego doświadczenia, jeśli chodzi o takie przedsięwzięcia, a także że wyruszał samotnie w zaprzęgniętej w jednego konia dwukółce, nie budził w nim, jak się zdawało, większych obaw. Jako że był jeszcze nieznany tym, z którymi miał nawiązać kontakty, wiózł ze sobą listy polecające od gubernatora stanu Massachusetts, rektora Harvardu i około czterdziestu innych osób. Dzień wyjazdu przypadał na niedzielę, 24 czerwca 1787 roku.
Manasseh Cutler miał czterdzieści pięć lat i był pastorem Pierwszego Kościoła Kongregacyjnego w Ipswich Hamlet, niewielkiej, położonej blisko morza osadzie w Massachusetts, około 50 kilometrów na północ od Bostonu[2]. Przyszedł na świat i wychował się w położonej na wzgórzu farmie w Killingly, w Connecticut, a swe biblijne imię otrzymał po najstarszym synu starotestamentowego Józefa. Podobnie jak większość mieszkańców Nowej Anglii był potomkiem nieugiętych angielskich purytanów, którzy w XVII wieku przybyli do Ameryki i od tamtej pory rozprzestrzenili się po jej terytorium. James Cutler, pierwszy członek rodziny Cutlerów w Nowym Świecie, miał dwanaścioro dzieci. Wielebny Manasseh Cutler sam był jednym z pięciorga rodzeństwa i dochował się ósemki własnego potomstwa.
Uczęszczał do Yale College, a wśród jego kolegów ze studiów, którzy w większości również pochodzili z Nowej Anglii, biblijne imiona nie należały bynajmniej do rzadkości. Manasseh był chwalony za „gorliwość i biegłość”[3] w nauce, a uczelnię ukończył z wyróżnieniem w 1765 roku.
Niespełna rok później Manasseh poślubił Mary Balch z Dedham w Massachusetts, drobną, szczupłą blondynkę, która miała podobno nie mniej życzliwe usposobienie niż on sam. Ślubu udzielił ojciec panny młodej, wielebny Thomas Balch. Gdy Manassehowi zaproponowano prowadzenie sklepu z wyposażeniem okrętowym w Edgartown na Martha’s Vineyard, nowożeńcy natychmiast przeprowadzili się na wyspę i spędzili tam trzy lata, podczas których na świat przyszli ich dwaj synowie, Ephraim i Jervis, Manasseh zaś doszedł do wniosku, że życie kupca nie jest dla niego.
Pod okiem swego teścia w Dedham postanowił wstąpić do stanu duchownego. Przez blisko dwa lata kontynuował nauki i zaczął wygłaszać kazania w rozmaitych miastach. „Prowadzę moje studia — pisał w pamiętniku. — Zaczynam głosić kazania. Niech Bóg udzieli mi błogosławieństwa i wsparcia w tak ważnym przedsięwzięciu i uczyni mnie pomocnym sprawie religii oraz duszom moich bliźnich”[4].
W końcu zaproponowano mu własną parafię w Ipswich Hamlet. W dniu objęcia przez niego parafii — Manasseh miał wówczas dwadzieścia dziewięć lat — dom modlitwy był tak „niesłychanie”[5] nabity ludźmi, że tylko połowa mieszkańców osady zdołała wziąć udział w uroczystości.
Wielebny Cutler odznaczał się nieco ponadprzeciętnym wzrostem, sylwetką korpulentną, lecz proporcjonalnie zbudowaną, miał rumiane, zdrowe oblicze, ubierał się zawsze w typową dla pastora czerń: czarny aksamitny płaszcz, czarne spodnie i czarne jedwabne pończochy. Można by go opisać jako dżentelmena „w starym stylu, typu wiejskiego”[6]. Nie był jednak wcale uparty i ponury, a przynajmniej nie bardziej niż większość purytanów, do których przylgnęło później takowe błędne wyobrażenie. Purytanie bowiem, tak samo jak wszyscy inni śmiertelnicy, potrafili czerpać z rozmaitych życiowych przyjemności. Cutler zaś, podobnie jak wielu purytanów, lubił smaczne jedzenie, dobre wino, ciekawe opowieści oraz zdrowy śmiech. Czarny strój duchowny był podyktowany wyłącznie sprawowaną funkcją, nie reprezentował w żadnym razie dezaprobaty dla kolorowych ubrań, mebli ani wystroju domów. Cutler potrafił podobno przegadać każdego, a z jego licznych wpisów w dzienniku wynikało niezbicie, że był wrażliwy na kobiecą urodę. Ale to także nie stanowiło naruszenia purytańskich zasad.
Darzył również ogromną miłością swą dużą rodzinę i jak długo żył, troszczył się o potrzeby żony i dzieci.
A co ważniejsze, Manasseh Cutler był obdarzony bezgraniczną intelektualną ciekawością. Można rzec, że sam dla siebie był uniwersytetem, zajmował wysoką pozycję pośród najwybitniejszych ludzi swoich czasów, ludzi „obdarzonych wielką biegłością w różnych dziedzinach”[7], którzy interesowali się praktycznie wszystkim.
Cutler był doktorem trojakiego rodzaju, bo oprócz doktoratu z teologii uzyskał również tytuły doktora prawa oraz doktora medycyny i od czasu do czasu praktykował zarówno jedno, jak i drugie. W pewnym momencie opiekował się około czterdziestoma chorymi na ospę wietrzną i zyskał lokalny rozgłos dzięki wyjątkowej umiejętności leczenia ukąszeń grzechotnika. Został honorowym członkiem Towarzystwa Medycznego Massachusetts, otrzymał tytuł magistra nauk humanistycznych Harvardu i wybrano go na członka Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk.
Aby podreperować mizerne zarobki pastora — nieprzekraczające 450 dolarów rocznie — dodał do budynku probostwa drugie piętro i otworzył tam prywatną szkołę z internatem[8], w której uczniowie „przygotowywali się do pełnienia pożytecznej funkcji w świecie”[9].
Na najwyższe uznanie zasługuje jednak nieprzerwana praca naukowa Cutlera. Był jednocześnie zapalonym astronomem, meteorologiem i przyrodnikiem. W ciągu swego życia, pomimo skromnych zarobków, nabył własny barometr, termometr, teleskop, lunetę i globus przedstawiający niebo. Przez innych uczonych był szczególnie ceniony za prace z zakresu botaniki, a także za napisanie pierwszego w historii traktatu na temat klasyfikacji flory Nowej Anglii, który obejmował około trzystu pięćdziesięciu różnych gatunków roślin. Niewielu Amerykanów z jego pokolenia, jeśli w ogóle jacykolwiek, przewyższało go pod względem wiedzy botanicznej.
Przez kolejne lata Cutler prowadził obszerną korespondencję z wybitnymi naukowcami po obu stronach Atlantyku. Jeden z jego listów, napisany w 1778 roku do rektora Yale, Ezry Stilesa, dotyczył badań Cutlera nad zorzą polarną północną i liczył dwadzieścia cztery strony.
W tym czasie Cutler uczył się francuskiego. Prawdę mówiąc, zdawało się, że niemal ciągle coś studiuje. „Jestem zajęty badaniami botanicznymi”[10] — brzmiał jeden z wpisów w jego dzienniku. „Dziś rano obserwowałem zaćmienie Księżyca”[11] — pisał Cutler w innym. „Uczę się”, „uczę się wytrwale”, „studiuję bardzo pilnie”[12] — notował dzień po dniu.
Pewnego razu w towarzystwie sześciu innych osób wspiął się na najwyższy szczyt Gór Białych w New Hampshire, taszcząc ze sobą na plecach ciężki barometr w nadziei na zdobycie nowej porcji wiedzy, a konkretnie na obliczenie wysokości szczytu, którą oszacował na 2743 metrów n.p.m. Fakt, że albo on, albo jego sprzęt przeszacowali wysokość szczytu o jakieś 826 metrów, ani trochę nie powstrzymał jego pędu do wiedzy.
Wyruszając na swą nową, niemającą precedensu misję, pastor spakował gablotę do przechowywania okazów roślinnych, które zamierzał zebrać po drodze.
Cutler miał ulubiony cytat z Wirgiliusza, który zdaniem rodziny najlepiej oddawał jego charakter: felix, qui potuit rerum cognoscere causas, to znaczy „szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy”[13].

Rok wcześniej, rankiem 1 marca 1786 roku, wielebny Cutler i dziesięć innych osób spotkało się w słynnej bostońskiej tawernie Pod Kiścią Winogron (Bunch-of-Grapes) na rogu ulic King i Kilby[14]. Celem zgromadzonych było wprowadzenie w życie niezwykle ambitnego planu polegającego na dotarciu do niezamieszkanych dzikich obszarów znanych jako Terytorium Północno-Zachodnie. Grupę pomysłodawców tego projektu tworzyli oficerowie weterani Armii Kontynentalnej, a sam Cutler służył również przez sześć miesięcy podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych w charakterze kapelana wojskowego.
Negocjując w 1783 roku w Paryżu kończący wojnę traktat pokojowy, amerykańscy dyplomaci, John Adams i John Jay, nalegali, żeby wszystkie kontrolowane przez Brytyjczyków tereny na zachód od gór Allegheny, na północny zachód od rzeki Ohio oraz na wschód od Missisipi zostały oddane nowo powstałym Stanom Zjednoczonym. Brytyjscy komisarze upierali się jednak, by rzeka Ohio stanowiła najdalej na zachód wysuniętą granicę Stanów Zjednoczonych, na co rzekomo John Adams odparł oburzony: „Wykluczone! Prędzej wrócę do domu i wezwę moich rodaków, by znów chwycili za broń i walczyli, aż zagwarantują sobie swoje prawa lub przeleją ostatnią kroplę krwi, aniżeli zrzeknę się naszych roszczeń do zachodnich terytoriów”[15]. John Jay go poparł, wobec czego Brytyjczycy uznali, że w tej kwestii najlepiej będzie ustąpić.
Tereny na południowym brzegu Ohio stanowiły część Wirginii i zostały w szybkim tempie zasiedlone zgodnie z tamtejszym systemem prawnym, który pozwalał każdemu wziąć w posiadanie i oznaczyć jako swą własność ziemię nienależącą do nikogo. Zgodnie z prawem Nowej Anglii obszar leżący na północ od rzeki Ohio miał zostać odpowiednio zbadany i sprzedany, osadnictwo miało być regulowane przez proces legislacyjny, a ziemie należące do rdzennych mieszkańców miały pozostać ich własnością, dopóki nie zostaną odkupione.
Do tego czasu rząd Stanów Zjednoczonych nie posiadał ani jednego akra ziemi. Teraz zaś w niecodziennych okolicznościach w jednej chwili zyskał około 690 tysięcy kilometrów kwadratowych niczym niezmąconej dziczy, podwajając tym samym powierzchnię swego kraju[16]. A niezasiedlone imperium na północ i zachód od rzeki Ohio, większe niż cała Francja, zdolne pomieścić nawet pięć kolejnych stanów, w dodatku mające dostęp do czterech z pięciu Wielkich Jezior, w tym do Michigan, sięgało aż do samego jego centrum.
Do tego była jeszcze rzeka Ohio, która sama w sobie stanowiła ważną drogę komunikacyjną wiodącą na zachód, la Belle Rivière, jak określił ją francuski odkrywca René-Robert Cavelier de La Salle[17].
O nowych ziemiach mówiono „odludzie”[18], „bezkresny interior”, „olbrzymie pustkowie”[19], „odległa kraina za rzeką Ohio”[20] albo po prostu „kraj Ohio”[21]. W całej tej dziczy nie było jak dotąd żadnych dróg ani mostów, żadnych miast, kościołów, szkół, sklepów ani przydrożnych zajazdów. W Nowej Anglii istniało ponad tysiąc miast, średnio jedno miasto co 8 kilometrów. Ale na całym rozległym terytorium na północny zachód od rzeki Ohio, na terytorium, z którego miało się wyłonić pięć stanów — Ohio, Indiana, Illinois, Michigan i Wisconsin — nie było jak na razie ani jednej stałej osady mającej status prawny.
Założono tam ledwie kilka znajdujących się w sporej odległości fortów, można też było spotkać tam myśliwych, traperów, handlarzy futer i „dzikich” osadników (tak zwanych skwaterów)[22], którzy osiedlali się wszędzie, gdzie tylko mieli ochotę, bez żadnych praw do danej ziemi.
Krążyły liczne opowieści o lasach pełnych wilków, niedźwiedzi, dzików, pum, grzechotników oraz jeszcze bardziej od nich jadowitych mokasynów miedziogłowców. Ponadto, o czym wiedział każdy mieszkaniec Wschodniego Wybrzeża, istniało tam również „indiańskie zagrożenie”[23] ze strony tubylczych plemion, które traktowały kraj Ohio jako swą prawowitą, przyznaną im przez Boga ziemię ojczystą. W bitwach toczonych na terenach tej głuszy oraz straszliwych napadach, jakich dopuszczali się zarówno Indianie, jak i biali, przelano już morze krwi. Wszystkie te kwestie były dobrze znane na całym wschodzie, a w szczególności mieli je na uwadze zebrani w marcowy poranek w tawernie Pod Kiścią Winogron.
Najgłośniejszym echem odbiła się straszliwa masakra dokonana przez członków amerykańskiej milicji na dziewięćdziesięciu sześciu członkach plemienia Delawarów w 1782 roku w środkowym Ohio: nawróceni na chrześcijaństwo mężczyźni, kobiety i dzieci, którzy klęczeli, śpiewając hymny, zostali zatłuczeni na śmierć tylko dlatego, że niesłusznie posądzono ich o udział w morderstwie na rodzinie osadników. Wkrótce po tym wydarzeniu Delawarowie w ramach odwetu dokonali w Upper Sandusky egzekucji wziętego do niewoli przyjaciela Jerzego Waszyngtona, pułkownika Williama Crawforda: rozebrali go do naga, a następnie poddali torturom, obcięli mu uszy, w końcu spalili żywcem i oskalpowali. Wyznawane przez Delawarów zasady sprawiedliwości wymagały, by za śmierć karać śmiercią, ale Indianie umożliwili swemu wrogowi śmierć z zachowaniem godności, a podczas rytualnych tortur oddali cześć jego rodzinie. Natomiast rozczłonkowanie ciała Crawforda miało zagwarantować, że będzie on mniej groźnym przeciwnikiem w następnym życiu. Ludzie na wschodzie nieustannie opowiadali sobie o losie, który spotkał Crawforda, jako o najgorszym koszmarze pogranicza[24].
Zaledwie rok przed spotkaniem w tawernie Pod Kiścią Winogron jeden z jego uczestników, generał Benjamin Tupper, który brał udział w rządowej wyprawie badawczej, musiał zrezygnować z wjazdu na terytorium kraju Ohio, tak zaciekły opór Indianie stawiali zapuszczającym się tam osadnikom.
Na to wszystko nakładały się również poważne i ciągle narastające kłopoty na wschodzie. Od zakończenia wojny o niepodległość młody kraj ogarnęła bezprecedensowa finansowa panika. Rządowa kasa świeciła pustkami. Pieniądze wypuszczane przez państwo w postaci banknotów były praktycznie bezwartościowe. Kwity dłużne, jakie weterani otrzymywali w ramach rekompensaty za służbę, przynosiły zysk nie większy niż dziesięć centów na dolarze. Handel znalazł się w zastoju. Najgorsza sytuacja panowała w Massachusetts, gdzie za długi farmerzy trafiali do więzienia. Nie dalej jak kilka miesięcy wcześniej zbrojna rebelia, na której czele stanął Daniel Shays, biedny farmer z Massachusetts i weteran wojenny, została stłumiona przez oddziały lojalnej wobec rządu milicji dowodzonej przez generała Tuppera.
Spowodowany wojną głęboki kryzys ekonomiczny trwał nawet dłużej niż sama wojna. Ale teraz na zachodzie znajdowała się kraina, o jakiej nigdy nie śniono — ogromna, żyzna ziemia, „piękna i obfita bez końca”[25] — i można ją było zaoferować po cenie okazyjnej weteranom w ramach rekompensaty za służbę wojskową. Zachód otwierał nowe możliwości. Zachód stanowił przyszłość.
„W miarę upływu czasu oficerowie i żołnierze wojny o niepodległość z Nowej Anglii, którzy byli zainteresowani migracją w kierunku zachodnim, coraz bardziej się niecierpliwili, jeśli chodzi o realizację swych pragnień” — jak pisał jeden z osadników.


Byli ubożsi od swych sąsiadów, którzy nie brali udziału w walkach, a jeśli mieli w sobie więcej dumy, wynikało to jedynie w sposób naturalny z życia, które wiedli, i niewątpliwie mieli prawo czuć dumę z powodu służby, jaką spełnili. Znajdujący się pośród nich baczny obserwator twierdzi, że odznaczali się lepszym i bardziej godnym sposobem bycia niż przed wojną, nosili się z większą elegancją i znać było po nich poprawę w manierach i sposobie wysławiania. (…) Należy pamiętać, że ludzie ci nie otrzymali zapłaty pieniężnej za swój znój, ryzyko i cierpienie, lecz jedynie zaświadczenie o prawie do zasiedlenia[26].

„Nigdy nie panował wśród nas tak duży duch imigracyjny jak wówczas”[27] — napisał Manasseh Cutler do członka Kongresu Nathana Dane’a, który przy okazji był również jego sąsiadem z Massachusetts.
Czołową postacią — oraz siłą napędową — zgromadzenia w tawernie Pod Kiścią Winogron był powszechnie znany bohater wojny o niepodległość, a w czasach pokoju farmer i geodeta — generał Rufus Putnam[28]. To właśnie on zwołał całe spotkanie.
Odznaczał się majestatyczną posturą, miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i mówił w sposób bezpośredni i przekonujący. W wyniku urazu w dzieciństwie jedno jego oko uległo oszpeceniu i „uciekało w dziwny sposób w bok, przez co wyraz jego twarzy wywierał niezatarte wrażenie w umyśle przyglądającej mu się osoby”[29]. Na portrecie Putnam został ukazany z profilu, niewątpliwie z zamiarem ukrycia uszkodzonego oka. Mówiono o nim:


Nie był błyskotliwy ani szybki, ale za to hojnie obdarzony najlepszymi przymiotami — w tym mocnym, zdrowym rozsądkiem, a do tego cechowała go nadzwyczajna zdolność przewidywania, która pozwalała umiejętnie dostosować środki do celów i w ten sposób osiągać zawsze to, co sobie zamierzył. (…) Był roztropny w swych sądach, cierpliwy i bardzo wytrzymały. Jego uczciwość nigdy nie była kwestionowana[30].

Ponadto słynął z zamiłowania do żartów oraz śpiewu.
Co zaś najważniejsze dla spraw, które miały się właśnie rozegrać, Rufus Putnam przed zakończeniem wojny o niepodległość stanął na czele 288 oficerów, sygnatariuszy tak zwanej petycji z Newburgha, która stwierdzała, że przysługujący weteranom zaległy żołd miał zostać wypłacony w formie własności ziemskich na terenie kraju Ohio.
Pod sam koniec wojny Putnam napisał długi list do Waszyngtona na temat możliwości, jakie stwarza kraj Ohio, wiedząc, że Waszyngton jako młody człowiek na własne oczy widział te dzikie obszary podczas ekspedycji badawczych, a ponadto sam posiadał tam włości. Jerzy Waszyngton już wtedy bowiem spekulował ziemią w Ohio.

 
Wesprzyj nas