Motyw walki dobra ze złem jest tak stary jak sama literatura. Niełatwa sztuka przeniesienia go na grunt prozy dla współczesnych nastolatków udała się Karinie Bonowicz, autorce książek “Gdzie diabeł mówi dobranoc” i „Nie wywołuj wilka z lasu”. Ich bohaterowie, by zmierzyć się z wrogimi siłami muszą dobrze poznać stare polskie wierzenia i przesądy.


Do pewnego wieku wszystko to, co przeszłe, młodych przeważnie nudzi. Chcą patrzeć tylko przed siebie, widzieć teraz i jutro. Na dostrzeżenie, że to korzenie dają siłę, pozwalając zrozumieć, skąd pochodzimy i kim jesteśmy, potrzeba czasu. Potrzeba też umiejętnego sposobu na zainicjowanie takiej podróży wstecz – do świata naszych dziadków, pradziadków i dawniej. Takiego sposobu, by okazało się, że tamten, miniony świat i jego przymioty też dają się określić stwierdzeniem „wow” ,„omg” czy „sztos”. Karina Bonowicz podążyła tym tropem. Opowiedziała młodzieży o dawnych polskich wierzeniach i przesądach tak, że „wow”. Właśnie ukazała się jej powieść „Nie wywołuj wilka z lasu”, kontynuacja opowieści pt. „Gdzie diabeł mówi dobranoc”.

Przypomnijmy: to historia siedemnastolatki zmuszonej do przeprowadzki w Bieszczady w wyniku śmierci obojga rodziców w wypadku samochodowym. Jedyna krewna Alicji mieszka właśnie tam, w związku z czym dzikie rejony Polski staną się dla dziewczyny nowym domem. Fikcyjne miasteczko Czarcisław, do którego się przeprowadzi nie jest jednak sielską ostoją, a miejscem, które skrywa tajemnicę rozpościerającą się między tym, co realne a nadprzyrodzone. Ludowe wierzenia i ich bohaterowie przybierają całkiem realne kształty, a Alicja wraz z nowo poznanymi znajomymi zaczyna rozumieć, że ma do wykonania pewną misję, od której powodzenia bardzo wiele zależy.

Kontynuacja przygód Alicji i jej przyjaciół koncentruje się wokół magicznego starcia pomiędzy światami. Patetyczną powagę tego problemu Karina Bonowicz równoważy błyskotliwym poczuciem humoru, sarkazmem umiejętnie dozowanym w dialogach i perełkami sytuacyjnymi z udziałem bieszczadzkich autochtonów, niezapomnianych bohaterów drugiego planu. W tym wszystkim jest przeszłość i korzenie, wspomniane we wstępie: to nasze słowiańskie dziedzictwo. Kultura ludowa naszych przodków, ich mroczny, zagmatwany świat pięknie zachowany w ludowych opowieściach, gawędach, zapisach. Są tu guślnica, wilkodlak, strzyga, nocnica, płanetnik, zegarmistrz, strachacz. W powieści powracają do świata, którego młodzi mieszkańcy nie mają pojęcia o ich istnieniu, a tego, że przedwieczne zło wynurzy się z lasu i przyczłapie do chaty nie boją się wcale, bo jedyne, co ich naprawdę martwi, to żeby w smartfonie nie wyczerpał się limit gigabajtów.

Karina Bonowicz, łącząc w powieści elementy przygody i horroru, stara się przypomnieć o tym, że zło naprawdę istnieje, nieustannie toczy walkę z dobrem.

Karina Bonowicz, łącząc w powieści elementy przygody i horroru, stara się przypomnieć o tym, że zło naprawdę istnieje, nieustannie toczy walkę z dobrem. Alicja i przyjaciele tym razem muszą dowiedzieć się, jak przeprowadzić pradawny rytuał mający odpędzić diabła i zdjąć pewną klątwę, ale czy im się to uda? Obecną w powieści atmosferę grozy potęguje fakt, że w miasteczku dochodzi do tajemniczych morderstw, których motyw – do czasu – pozostaje nieznany. Młodzi bohaterowie będą więc mieli wiele powodów do zmartwień i jak zwykle w takich przypadkach, niewiele czasu na znalezienie właściwych rozwiązań. Podkarpaciu i jego starym duchom znowu uda się ich zaskoczyć. Czytelnika także. Robert Wiśniewski

Karina Bonowicz, Nie wywołuj wilka z lasu, Gdzie diabeł mówi dobranoc. Tom 2, Wydawnictwo Initium, Premiera: 19 lutego 2020
 
Magazyn Dobre Książki objął publikację patronatem medialnym
 

konkurs

Karina Bonowicz
Nie wywołuj wilka z lasu
Gdzie diabeł mówi dobranoc. Tom 2
Wydawnictwo Initium
Premiera: 19 lutego 2020
 
Magazyn Dobre Książki objął publikację patronatem medialnym
 
 

Rozdział drugi

Alicja spała jak zabita.
Miała wrażenie, że ledwie zamknęła oczy, a już zawarczał budzik w komórce. I to dosłownie, bo zapomniała wyłączyć wibracje.
Na szczęście ciotka okazała się litościwa i nie zadawała wczorajszego wieczoru żadnych pytań. No, może oprócz tego, którą mrożonkę Alicja życzy sobie zjeść na kolację. I nic więcej. No tak… Chyba wszystko zostało już powiedziane w salonie. A przynajmniej oficjalna wersja wszystkiego. Bo gdyby uczestnicy tego spotkania dowiedzieli się na przykład, że razem z Nikodemem złożyła Przysięgę na Trzy Księżyce…
Dziewczyna przymknęła oczy. Gdyby mogła wrócić do spania… Kiedy spała, nie musiała myśleć. Ani rozwiązywać problemów. Nic nie musiała. Przeciągnęła się i jeszcze raz spojrzała na komórkę. Myślała, że leży bezczynnie przez pięć minut, a minęło dwadzieścia.
Nie ma rady, trzeba wstawać. Dzisiaj zaczynały się przesłuchania i żadne usprawiedliwienie nie przejdzie. Alicja popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Chyba źle zmyła makijaż pogrzebowy, bo pod oczami wciąż miała lekko rozmazane ciemne smugi. Przemyła twarz zimną wodą, a potem zaczęła trzeć powieki podkradzionymi ciotce płatkami kosmetycznymi. W rezultacie nie wyglądała już jak panda, ale jak osoba reklamująca środek na zapalenie spojówek. Przed zastosowaniem tego środka, rzecz jasna.
Kiedy zeszła na śniadanie, pierwszą rzeczą, którą zobaczyła, była sporych rozmiarów paczka na stole. Ciotka stała oparta o zlew i wolno sączyła kawę.
– Co to? – spytała Alicja, nalewając sobie kawy.
– Paczka od twojej ciotki – wyjaśniła Tatiana, nie patrząc nawet w jej stronę. – Przyszła wczoraj. Zapomniałam ci powiedzieć, ale zakładam, że i tak nie miałabyś do tego głowy.
Czy Alicji słusznie się wydawało, że Tatiana nie lubiła ciotki Meli? Mimo że jej tak naprawdę nie znała? Mruknęła niewyraźnie coś, co od biedy można było uznać za „dzięki”, i zaczęła rozrywać papier. Miała nadzieję, że ciotka Mela nie przysłała jej ketchupu, słoika oliwek i bawełnianych gaci na zimę, jakby Alicja mieszkała w dzikiej głuszy i do najbliższego sklepu miała trzy dni drogi. Zajrzała do środka. No dobra, nie było tak źle. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kilka książek, ptasie mleczko, szampon do włosów o zapachu lawendowym, słuchawki, których Alicja nie zabrała z Warszawy, i ciepłe szare rękawiczki. Serio? Rękawiczki? Po co jej wełniane rękawiczki w październiku?
Wyjęła je i przyjrzała im się uważnie, jakby przy bliższym poznaniu miały okazać się czymś innym. Niestety, były to zwyczajne dziergane rękawiczki, które przydadzą jej się za dwa miesiące. Pod warunkiem że spadnie śnieg. I że Alicja nie zgubi ich do tego czasu. To znaczy wsadzi gdzieś i już nigdy nie znajdzie. Wrzuciła wszystko z powrotem do kartonu i upiła duży łyk kawy.
– Chodźmy! – Odstawiła kubek, chociaż to zwykle Tatiana ją poganiała. – Miejmy to już z głowy.
Kiedy ciotka się ubierała, Alicja zerknęła jeszcze raz na paczkę. Jedna z rękawiczek nie trafiła do kartonu i upadła na podłogę. Z tej perspektywy wyglądała jak odcięta dłoń. Dziewczyną wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.
Szkoła znów miała czym żyć. Głośno komentowano zachowanie Adaszewa, który zrobił z siebie totalnego kretyna podczas pogrzebu. Oczywiście nie zabrakło fantazyjnych teorii, według których nowy komendant miał być pod wpływem dopalaczy, słyszeć głosy płynące z kaloryfera i kontaktować się z istotami pozaziemskimi. Równocześnie wszyscy zachodzili w głowę, dlaczego zostało wznowione śledztwo w sprawie śmierci Elizy i co nowego przyniesie dochodzenie świeżo upieczonego komendanta w sprawie poprzednika, który przecież – podobnie jak Eliza – miał zginąć wskutek nieszczęśliwego wypadku.
– Zaczynam go podziwiać – powiedziała ni z tego ni z owego Tatiana, kiedy usiadły przed salą matematyczną, gdzie odbywały się przesłuchania.
– Kogo? – spytała, krzywiąc się, Alicja.
– No tego Adaszewa. Po takiej szopce, jaką wczoraj urządził, i po tym, jak zrobił z siebie skończonego idiotę, zakopałabym się na jego miejscu głęboko w kartoflach i nie wychodziła do wiosny. A on jak gdyby nigdy nic otwiera śledztwo… – Pokręciła głową z niedowierzaniem.
Alicja gryzła palce.
– O co może mnie pytać?
Tatiana wzruszyła ramionami.
– O to samo, co Malec. Zresztą, co nowego możesz wnieść do sprawy? Że znałaś ją dokładnie tyle samo, ile podczas ostatniego przesłuchania? Chyba nic się w tej kwestii nie zmieniło?
Koleżanka popatrzyła na nią wymownie.
– Wiesz, o czym mówię. – Tatiana przewróciła oczami.
– Nie podoba mi się ten koleś. – Alicja pokręciła głową, zerkając jednocześnie na zegarek. Przesłuchanie miało się zacząć o dziewiątej; teraz był maglowany Borys. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, co właśnie przechodził, zważywszy na to, co działo się poprzedniego dnia. Ciekawe, czy Konstanty uraczył go jeszcze dłuższym kazaniem po powrocie do domu? Czy Borys musiał klęczeć na grochu? Jeść nieosolony gotowany szpinak? Chodzić boso po klockach Lego? A może…
– Cześć, Wiktor. – Alicja podniosła głowę na widok granatowej koszulki polo. – To znaczy dzień dobry panu. – Puściła do niego oko.
Nauczyciel pokręcił głową z rozbawieniem.
– Tatiana. – Skinął głową w jej kierunku.
– Cześć, Wiktor – mruknęła Tatiana, uciekając przed nim wzrokiem. – Co słychać?
– W porządku. – Wiktor stał sztywno wyprostowany, jakby połknął kij od mopa i nie mógł się schylić.
– Też jesteś przesłuchiwany?
– Tak, za dwie godziny.
Alicja miała tego dość.
– Serio? Zamierzacie się tak zachowywać przez cały czas? Nie wiem, o co wam poszło, ale nie zachowujcie się jak dzieci, bo to już nawet nie jest zabawne.
Tatiana siedziała ze zmarszczonym czołem i założonymi rękoma. Wiktor drapał się po głowie.
– Prawdę mówiąc, nie wiem, o co nam poszło – powiedział w końcu.
Dyplomata, pomyślała Alicja z rozbawieniem. Było jasne jak słońce, że to ciotka musiała z nim zerwać, a nie on z nią. I to nawet bez sensownego powodu. Tatiana siedziała i patrzyła w ścianę.
– A ty? Pamiętasz może? – zwrócił się ostrożnie do Tatiany.
– Jeśli będziesz się tak nabzdyczać, to w końcu pękniesz i będzie smród – stwierdziła Alicja, kręcąc z niedowierzaniem głową. Ciotka była naprawdę głupia.
Tatiana wciąż gapiła się w ścianę.
– Chyba zacznę odliczać… – mruknęła Alicja. – Raz… dwa…
Tatiana zmarszczyła brwi.
– …trzy… i…
Ciotka parsknęła śmiechem.
– Głupia jesteś, wiesz? – rzuciła w stronę siostrzenicy.
– Superniania byłaby z ciebie dumna, Taja. – Wiktor stłumił uśmiech.
Tatiana przewróciła oczami i uśmiechnęła się. Bardziej do siebie niż do Wiktora, ale Alicja uznała, że nie jest źle. Jak dobrze pójdzie, to za jakieś dwadzieścia pięć lat zaczną ze sobą rozmawiać normalnie. Podrapała się po szyi. Zmarszczyła brwi. Znowu swędzi ją kark. Co się dzieje… Albo zadzieje.
Spojrzała na zegarek. Za dziesięć dziewiąta. Ile jeszcze będą maglować Borysa? Powinna była do niego zadzwonić wczoraj… Tylko co miałaby mu niby powiedzieć? Mogła chociaż napisać SMS-a. Tylko jakiego? „Jesteś w głębokiej dupie. To fakt. Przykro mi, że cię powieszą, ukamienują czy co tam robi z takimi jak ty ta wasza Rada. Pozdrawiam, Alicja”. No może niekoniecznie takiego…
Usłyszała jakieś miarowe kroki.
Podniosła głowę.
Zza rogu wyszli Nikodem i Dymitri.
Alicja wstrzymała oddech. No tak. Dzisiaj pewnie przesłuchają wszystkich jak leci. W tym Nikodema, który będzie musiał teraz opowiadać, że widział Elizę po raz ostatni wcale nie wczoraj, kiedy próbowała dobrać mu się do gardła, ale na tej nieszczęsnej imprezie, która była tak dawno, że Alicja miała wrażenie, że odbyła się w ubiegłym stuleciu.
Nikodem patrzył w podłogę. Dymitri skinął głową Wiktorowi, nie zaszczycając Alicji i Tatiany ani jednym spojrzeniem.
– Rozumiem, że dalej się gniewacie? – spytał Wiktor, kiedy Tatiana obrzuciła Dymitriego zabójczym wzrokiem.
– Jaja sobie robisz? – warknęła.
Wiktor zamarł i jeszcze bardziej się wyprostował. O ile można było się bardziej wyprostować…
– Nie… Chodziło mi o to, że… No wiesz przecież, że…
– Pieprz się! – syknęła Tatiana. Wstała i nawet nie patrząc w jego stronę, pomaszerowała prosto do damskiej toalety.
– No i widzisz… – Nauczyciel niecierpliwym ruchem przeczesał włosy. Wyglądał na zakłopotanego. I zrezygnowanego.
– No widzę – mruknęła Alicja i obiecała sobie, że będzie mieć w nosie to, w jakich relacjach są ciotka i Wiktor.
– Pójdę już – wymamrotał historyk. – To będzie długi dzień…
– Taaa… – Dziewczyna pokiwała głową. – Będzie.
Ledwo Wiktor zniknął za rogiem, drzwi do sali matematycznej zamienionej na salę przesłuchań otworzyły się i szybkim krokiem wyszedł z niej Konstanty. Za nim wlókł się Borys. Wyglądał, jakby w ogóle nie spał. Zupełnie jak żywy trup. Nie, to chyba nie jest odpowiednie słowo… Alicja poderwała się i podeszła do niego, olewając zupełnie starego strzygonia.
– Borys… – zaczęła.
Chłopak podniósł głowę i uśmiechnął się blado.
– Nie możecie ze sobą rozmawiać. – Policjant, w którym Alicja rozpoznała jednego z tych, którzy towarzyszyli Adaszewowi podczas pogrzebu, stanął między nimi. – Przykro mi, takie są procedury. – Rozłożył ręce.
Borys wzruszył przepraszająco ramionami i powlókł się za dziadkiem. Alicja obejrzała się za nim. Jak mogła być taką świnią, żeby nie zadzwonić do niego poprzedniego dnia?
– Porozmawiamy później! – zawołała za odchodzącym kolegą, którego Konstanty ponaglająco chwycił za łokieć. Chłopak chciał się jeszcze odwrócić, ale dziadek nie dał mu już szansy.
– Alicja Kujadynowicz – odczytał z długiej listy policjant. – Sama jesteś? A gdzie…
– Tatiana Korsakow. – Ciotka pojawiła się w tym samym momencie. – Możemy zaczynać?
Funkcjonariusz zmierzył ją wzrokiem i otworzył szerzej drzwi, w których stanął sam komendant. Tatiana przyjrzała się mu uważnie.
– Paweł Adaszew. – Wyciągnął do niej rękę.
– Tatiana…
– Wiem, kim pani jest – przerwał jej.
Tatiana chwyciła jego dłoń i uśmiechnęła się szeroko.
– Doprawdy? – Uniosła brew. – A skąd?
Adaszew nie odwzajemnił uśmiechu.
– Powiedzmy, że słyszałem to i owo o pani profesji.
Twarz Tatiany się ściągnęła. Zerknęła na wciąż ściskającą jej dłoń rękę Adaszewa. Na jego przegubie dyndała cienka czerwona bransoletka.
– A co to? – spytała niewinnie. – Jest pan wyznawcą kabały?
– Coś w tym rodzaju – mruknął. – Zapraszam! – Puścił ją przodem. Alicja weszła za ciotką. Poczuła się bardzo nieswojo, kiedy policjant zamknął drzwi.
– Proszę. – Adaszew wskazał Alicji miejsce naprzeciwko stołu, za którym sam usiadł. Leżały na nim sterty białych teczek. Pewnie akta sprawy Elizy. A może i Malca… Dziewczyna poczuła rosnący niepokój. Zerknęła na Tatianę, która zajęła miejsce w jednej z pierwszych ławek. Ciotka też wyglądała na zaniepokojoną, co wcale nie dodawało Alicji otuchy.
– No dobrze. – Adaszew osunął się lekko na krześle. – Zaczniemy od tego, kiedy po raz ostatni widziałaś Elizę Karikę.
– Chyba po raz pierwszy i ostatni – poprawiła go Alicja. – Nie wiem, czy pan wie, ale jestem w tej szkole od tygodnia, więc raczej nie miałam zbyt wielu okazji, żeby poznać Elizę. Po raz pierwszy i ostatni widziałam ją pierwszego dnia szkoły, kiedy chciała mnie po niej oprowadzić, i tyle.
– I oprowadziła cię?
– Odmówiłam.
– Czemu?
– Bo umiem radzić sobie sama. Poza tym nie szukam przyjaciółek.
Adaszew zmrużył oczy i przyjrzał się jej uważnie.
– Rozmawiałyście?
– Tak. Jakieś… – Alicja zawahała się, usiłując sobie przypomnieć, o czym rozmawiała z Elizą, zanim kazała jej spadać – …półtorej minuty?
– O czym?
– O tym, że ona chce mi wszystko pokazać, a ja nie jestem zainteresowana – powiedziała lekko zniecierpliwiona Alicja.
– I to wszystko?
– Tak.
Adaszew zapisał coś w notesie i znów osunął się na krześle.
– Brałaś udział w imprezie w bunkrze?
Alicja przełknęła ślinę.
– Tak.
– Jak na kogoś, kto nie chce zawierać bliższych znajomości, to dosyć szybko się zaaklimatyzowałaś. Zwłaszcza że imprezy w bunkrze, z tego, co udało mi się ustalić, były dość elitarne… – Przekrzywił lekko głowę, nie spuszczając z niej wzroku.
– Nie wiem, czy można nazwać elitarną imprezę, na której bawi się cała szkoła – odparła z lekką irytacją Alicja.
– Skąd wiesz, że była tam cała szkoła? Udało ci się poznać całą szkołę w jeden dzień?
– Tak powiedziała pani dyrektor na apelu, kiedy ogłoszono śmierć Elizy – wyjaśniła chłodno Alicja. – Kłamała?
Komisarz znów zmrużył oczy.
– Z kim poszłaś na imprezę?
– Z Nataszą Soficz.
– A skąd ją znasz?
– Poznałam ją pierwszego dnia.
– Oprowadzała cię po szkole?
– Nie, siedzimy w jednej ławce.
– I już pierwszego dnia zaprzyjaźniłyście się na tyle, żeby pójść razem na imprezę w środku lasu?
– Nie trzeba się przyjaźnić, żeby pójść z kimś na imprezę. – Alicja czuła, jak rośnie w niej irytacja.
– Czy Eliza Karika była na tej imprezie?
– Podobno.
– A ty ją widziałaś?
– Nie.
Adaszew znów zapisał coś w notatniku. Dziewczyna rzuciła szybkie spojrzenie w stronę ciotki, która siedziała sztywno i wyglądała na przerażoną. Alicji jej widok nie dodał animuszu. Wręcz przeciwnie, czuła, że coś jest nie tak. Przełknęła ślinę. Zaschło jej w gardle, ale nikt nie zaproponował jej wody, więc nie mogła o nią poprosić. Kątem oka zobaczyła, jak policjant siedzący w jednej ze środkowych ławek wystukiwał coś zapamiętale na laptopie. Pewnie jej zeznania.
– Więc nie widziałaś Elizy Kariki podczas imprezy w bunkrze? – spytał jeszcze raz Adaszew.
– Nie.
– A po niej?
– Też nie – odparła spokojnie Alicja. – Po raz drugi i ostatni zobaczyłam ją wczoraj. W trumnie.
Przed oczami przesuwały jej się obrazy Elizy rzucającej się w zakrystii na Nikodema, a potem na nią samą. Zamrugała oczami, jakby chciała w ten sposób pozbyć się tych widoków z pamięci. Na zawsze. Ale natrętna myśl o krwiożerczych zapędach Elizy wciąż krążyła jej po głowie. Syndrom białego niedźwiedzia.
– Co było potem? Jak wróciłaś do domu? – ciągnął komisarz.
– Potem zjawił się nasz historyk Wiktor Szkutnik i moja ciotka Tatiana i… było po imprezie. Zostałam odwieziona do domu razem z Nataszą i zostałyśmy w nim do następnego dnia.
– Natasza Soficz nocowała u ciebie?
– Tak.
– Kiedy dowiedziałaś się, że Eliza nie żyje?
– Następnego dnia. Powiedziała mi o tym ciotka.
– Że?
– Że Eliza została znaleziona w lesie. Martwa. I że najprawdopodobniej padła ofiarą okolicznych wilków, bo takie przypadki się tutaj zdarzały.
– Uwierzyłaś?
Alicja struchlała. Policzyła w głowie do pięciu, żeby zyskać na czasie i się uspokoić.
– Dlaczego miałam nie uwierzyć? Nie znam się na tym. W Warszawie nie ma wilków. Nie licząc zoo.
Adaszew zignorował jej ironiczny ton. Bazgrał cały czas w notesie. Kiedy skończył, zaczął się bawić długopisem. Milczał przez dłuższą chwilę.
– Przyjaźnisz się z Nikodemem Dobryginem?
Dziewczynę przeszedł zimny dreszcz.
– Znam go mniej więcej od tygodnia. To chyba za mało, żeby powiedzieć, że się z kimś przyjaźnię.
– Ale pisaliście razem mowę pożegnalną na pogrzeb Elizy. Dlaczego pracowaliście nad nią razem?
Alicja poczuła, jak suchość w gardle zaczyna być nie do zniesienia. Do czego on zmierza?
– Proszę spytać o to panią dyrektor i pana Szkutnika. To oni nam kazali napisać tę mowę.
Komisarz pokiwał głową i znów coś zanotował.
– Spędzacie chyba sporo czasu razem…
– Chodzimy razem do klasy, więc siłą rzeczy widujemy się codziennie.
– No i jest jeszcze koza…
Teraz Alicja poczuła, że robi jej się naprawdę niedobrze. Skąd on to wszystko wie? Musiał pytać w szkole… Dlaczego tak się jej uczepił?
– Tak, jest jeszcze koza – powiedziała chłodno Alicja. – Ale jesteśmy tam oboje za to, że kłóciliśmy się na lekcji.
Adaszew uśmiechnął się lekko. Po raz pierwszy od początku przesłuchania.
– Jak to mówią: kto się lubi, ten się czubi.
– Czy to ma jakiś związek ze sprawą? – spytała nagle Tatiana.
– Jeszcze nie wiem… – Policjant uśmiechnął się do siebie i znów zrobił notatkę w notesie. – To wszystko, dziękuję – powiedział, podnosząc głowę. – Aspirant Sarnowski przyniesie zaraz wydruk zeznania. Do podpisania. Jeśli, oczywiście, wszystko będzie się zgadzać.
Alicja wstała i dopiero teraz poczuła, że ma nogi jak z waty. Rzuciła okiem na wydruk, który podsunął jej aspirant jakiś tam, i podpisała, stawiając koślawe litery, bo tak bardzo drżały jej ręce. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi.
Przed salą matematyczną stała już Natasza z Jurkiem.
– Zapraszam! – ryknął Adaszew.
Natasza rzuciła szybkie spojrzenie Alicji, jakby próbowała wyczytać coś z jej twarzy, ale chwilę później drzwi do klasy zatrzasnęły się z hukiem. Alicja i Tatiana zostały same na pustym korytarzu.
– On wie – szepnęła Tatiana.
– Co? – mruknęła niewyraźnie Alicja.
– Chciałam zastosować chwyt czarownicy, ale…
– Co chciałaś?
– Chwyt czarownicy. Coś, co powinnaś już dawno umieć. – Ciotka westchnęła. – Chwytasz kogoś za nadgarstek w taki sposób, że robi, co zechcesz.
– I co chciałaś, żeby zrobił?
– Chciałam zmusić go, żeby był nam przychylny.
– No to raczej nie zadziałało.
– Nie. – Tatiana pokręciła głową. – Był przygotowany. Miał antyuroczną opaskę.
– Mówisz o tym czerwonym badziewiu?
– Z siedmioma supłami – powiedziała Tatiana z podziwem. – To jest zaawansowana ochrona przeciw urokom. On nie jest jakimś tam gliną. Doskonale wie, co tu się dzieje… Dobrze się czujesz? – spytała nagle. – Jesteś blada.
– Muszę do łazienki. – Alicja poczuła, że robi jej się słabo.
– Iść z tobą?
Alicja pokręciła głową i szybko skręciła za róg. W toalecie odkręciła wodę i podstawiła palec pod strumień. Kiedy poczuła lodowate igiełki, nabrała wody w dłonie i chlusnęła sobie prosto w twarz. Potem przyłożyła mokrą rękę do karku i przytrzymała, czując, jak zimne krople spływają jej po plecach. Może powinna poprosić ciotkę, żeby zabrała ją do domu. Chyba nie da rady przesiedzieć całego dnia w szkole i udawać, że interesuje ją wzór na pole trójkąta. Paweł Adaszew… Co to za facet? O co mu chodzi? Dlaczego ją tak wypytywał o Nikodema? To nie był mało lotny Malec. Ten tutaj wyglądał jej na prawdziwego sukinsyna. I na dodatek ta opaska…
Faktycznie dobrze się przygotował. Wiedział, że przyjeżdża do siedliska dziwadeł. No, chyba że należał do tych, co na wszelki wypadek wiążą czerwone kokardki na doniczkach z paprotką i spluwają przez lewe ramię. Nie. Tatiana ma rację. Coś jest nie tak… Ten facet jest naprawdę dziwny. I niebezpieczny.
Alicja przytknęła czoło do chłodnej tafli lustra. Zaraz rozboli ją głowa. Zawsze wiedziała to z wyprzedzeniem. Potarła skroń. Powinna chyba od razu wziąć ibuprom.
Nagle usłyszała, jak ktoś wchodzi do łazienki. Nie, tylko nie to… Wskoczyła do pierwszej z brzegu kabiny i zasunęła zamek. Nie miała ochoty na żadne pogaduszki. No, chyba że to ciotka. Ale ona raczej by się darła od samych drzwi. Alicja usiadła na zamkniętej klapie sedesu i niemal przestała oddychać. Kto to może być? I dlaczego jest tak cicho?
Nagle usłyszała pukanie do drzwi swojej kabiny. Aż podskoczyła.
– Stawiam na to, że jesteś w tej.
Alicja przewróciła oczami i otworzyła.
– Widzę, że bardzo lubisz damskie toalety.
– Nie powiem, że nie. – Nikodem uniósł brew.
– Czego chcesz? – mruknęła Alicja, podchodząc do umywalki i odkręcając wodę, mimo że chwilę wcześniej myła ręce. – Jeśli chcesz mnie spytać o przesłuchanie, to tak, Adaszew to kawał gnoja. Nie, nic mu nie powiedziałam. I tak, pytał, czy się przyjaźnimy.
– Co?
– To. Przygotuj się na podobny zestaw pytań.
Nikodem potrząsnął głową z niedowierzaniem.
– Serio? Pytał o takie rzeczy?
Dziewczyna sięgnęła po papierowy ręcznik.
– Uważaj na niego. Jest naprawdę dziwny.
Nikodem zmarszczył czoło i pokiwał głową w zamyśleniu.
– A tak serio to co ty tu robisz? – Alicja założyła ręce na piersi.
Chłopak ocknął się z odrętwienia.
– Dostałem SMS-a.
– Znów?!
– No.
Wyjął telefon, odszukał wiadomość.
– „Wiem, co zrobiliście. Też byłem na pogrzebie. Może czas najwyższy się spotkać”.
Alicja patrzyła bez słowa na wiadomość, dopóki litery nie zaczęły się zlewać ze sobą.

 
Wesprzyj nas