Jeden z pierwszych europejskich sinologów, podróżnik, przyrodnik, kartograf, przez długie lata pozostawał zapomniany. Książka „Jak odkrywałem Michała Boyma – polskiego Marco Polo” opowiada o dokonaniach tytułowego badacza i działaniach autora publikacji na rzecz przywracania pamięci o nich.


Jak odkrywałem Michała BoymaDziałalność badawcza Michała Boyma, wiedza którą zdobył przebywając w Azji, stała się w XVII wieku pomostem pomiędzy Europą a Chinami. Ten jezuicki misjonarz, uczony i pionier europejskiej sinologii, jak pisze o nim Edward Kajdański w książce „Jak odkrywałem Michała Boyma – polskiego Marco Polo”, wyruszył w 1643 roku w morską podróż do Azji wraz z innymi duchownymi, lecz praca misyjna w jego przypadku przekształciła się szybko w pracę badawczą, by z czasem doprowadzić Boyma w kręgi międzynarodowej polityki.

Tym, co jednak w jego dorobku jest najciekawsze, to liczne zapiski, notatki i opracowania z wielu dziedzin, ujawniające ponadprzeciętny zmysł obserwacji Michała Boyma, w tym prace tak poważne, jak atlas Chin, który badacz przywiózł ze sobą powracając do Europy jako chiński poseł czy dzieło „Flora sinensis” stanowiące pierwszą europejską publikację na temat roślinności Chin. Zresztą tych rzeczy pierwszych było w dorobku Polaka więcej, bo przekazywał swoim odbiorcom także wiedzę na temat filozofii, historii, zwyczajów czy folkloru odwiedzanych ziem, co w jego czasach było całkowitą nowością. Był on również jednym z pierwszych propagatorów medycyny chińskiej w Europie, tyle, że z upływem czasu wiele z jego dokonań na polu przybliżania do siebie kultur Wschodu i Zachodu przywłaszczyli sobie inni ludzie, a osoba samego Boyma została zapomniana.

Jak odkrywałem Michała Boyma

Edward Kajdański, wiceprzewodniczący Rady Naukowej Centrum Studiów Azji Wschodniej Uniwersytetu Gdańskiego, już przed wielu laty postawił sobie za cel przywrócenie pamięci o jednym z pierwszych europejskich sinologów. „Przed wielu laty postawiłem przed sobą zadanie zebrania w jedną całość wszystkiego, co po nim się zachowało, przetłumaczenia jego tekstów z łaciny i upowszechnienia w miarę moich sił i możliwości tak, aby zostały one jak najszerzej poznane w Polsce i za granicą” – pisze we wstępie do książki „Jak odkrywałem Michała Boyma – polskiego Marco Polo”. Z perspektywy czytelnika zadanie to zostało wykonane doskonale, a jego rezultatem jest przebogata w detale książka, w której splatają się ścieżki dwóch badaczy. Boym poznaje Chiny, Kajdański poznaje i utrwala dzieło życia Boyma.

Samo poszukiwanie śladów uczonego pozostaje istotnym aspektem omawianej książki. Biografia badacza przeplata się w niej ze wspomnieniami poszukiwań wszelkich danych na jego temat, dokumentów mogących mieć znaczenie, a przede wszystkim materialnej spuścizny. „Gdy zaczynałem swoje badania nad biografią Boyma w 1979 roku, zdecydowana większość jego prac była w Europie zupełnie nieznana ze względu na ich rozproszenie i pozostawanie w rękopisach w różnych archiwach i bibliotekach” – pisze Edward Kajdański w rozdziale zatytułowanym „Mission impossible”. Ta misja rozgrywała się w Europie i Azji, gdzie autor książki się urodził i gdzie przez wiele lat pracował mając przy tym sposobność odwiedzania miejsc działalności Boyma, zbierania unikalnych informacji i fotografii, z których część trafiła do książki. Niejako mimochodem toczy się więc opowieść o pracy polskiego dyplomaty w Chinach lat osiemdziesiątych XX wieku, a w dalszej części także o zabiegach na rzecz popularyzacji wiedzy na temat dokonań Boyma już po powrocie do Polski.

Rezultatem umiejętnego połączenia obu wątków jest wciągająca lektura, co jednak nie zaskakuje, bo Edward Kajdański już niejednokrotnie dał się poznać czytelnikom jako osoba obdarzona talentem popularyzatorskim, pisarz potrafiący w sposób przystępny i lekki przekazać wiedzę o ludziach, obyczajach i całych kulturach. Dodatkowym walorem tej spośród jego książek jest wysublimowana szata graficzna uwzględniająca liczne reprodukcje dawnych ilustracji i fotografii, a także malarskie impresje prof. Elżbiety Baneckiej, absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, laureatki wielu prestiżowych nagród przyznanych jej w Polsce i za granicą. Opracowanie graficzne przynosi powiew Dalekiego Wschodu zanim jeszcze czytelnik zatopi się w lekturze. Agnieszka Kantaruk

Edward Kajdański, Jak odkrywałem Michała Boyma – polskiego Marco Polo, seria: Dziedzictwo, Wydawnictwo Narodowego Centrum Kultury, Premiera: 12 lutego 2019
 
 

Edward Kajdański
Jak odkrywałem Michała Boyma – polskiego Marco Polo
seria: Dziedzictwo
Wydawnictwo Narodowego Centrum Kultury
Premiera: 12 lutego 2019
 
 

Gdy zaczynałem swoje badania nad biografią Boyma w 1979 roku, zdecydowana większość jego prac była w Europie zupełnie nieznana ze względu na ich rozproszenie i pozostawanie w rękopisach w różnych archiwach i bibliotekach. Wyjątek stanowiły prace o chińskiej medycynie, które od lat siedemdziesiątych XVII wieku ukazywały się w łacińskich publikacjach, jakkolwiek przeważnie jako plagiaty, bez nazwiska Boyma jako autora. Tymczasem był on jedynym spośród siedemnastowiecznych europejskich autorów, który pozostawił po sobie tak obszerną, choć tak mało dostępną wiedzę o chińskiej geografii, przyrodzie, filozofii, języku, medycynie czy farmacji. Podczas gdy odkrywanie Chin i ich kultury było domeną głównie narodów żeglarskich – Portugalczyków, Holendrów, Anglików – Michał Boym jako jedyny Europejczyk i jedyny Polak przyczynił się w tak znaczący sposób do pogłębienia oraz upowszechnienia wiedzy o Chinach w Europie. Większość jezuickich misjonarzy pracujących w XVII wieku w tym kraju była bowiem nastawiona na zapoznanie Chińczyków z osiągnięciami nauki europejskiej: astronomii, geografii, matematyki. Zainteresowania Boyma były ukierunkowane w stronę przeciwną – chciał przede wszystkim przekazać wiedzę o Chinach Europie. Wyciągając zaś wniosek ogólny, możemy dziś stwierdzić, że jako jeden z niewielu dostrzegał potrzebę przybliżenia do siebie kultur Wschodu i Zachodu, w szczególności zaś kultur Chin i Europy.

Pracując po przyjeździe do Kantonu nad książką o inżynierze Kazimierzu Grochowskim, natknąłem się na spore trudności przy identyfikowaniu niektórych miejsc na obszarach Mandżurii i Mongolii Wewnętrznej, w których Grochowski prowadził swoje liczne badania geologiczne i archeologiczne. Pracownik biblioteki uniwersyteckiej powyciągał wówczas dla mnie różne potrzebne mi wydawnictwa, między innymi chińską encyklopedię Qihai. I właśnie przeglądając tę encyklopedię, po raz pierwszy natrafiłem na hasło „Bu Mike”. Było to chińskie nazwisko Michała Boyma, który zapisał się w chińskiej historii jako uczony i dyplomata, wysłany z misją dyplomatyczną do Europy z polecenia cesarza Chin. Przed swoim wyjazdem w tę daleką podróż otrzymał także honorowy przydomek „Zhiyuan” („Wysłany daleko”). I to dzięki dostępowi do kantońskich zbiorów bibliotecznych poznałem wtedy sporo nieznanych mi faktów z życia tego polskiego misjonarza oraz dowiedziałem się o roli, jaką odegrał on w historii ostatnich lat panowania w Chinach dynastii Ming. Także o tym, iż większość miejsc związanych z pobytami Boyma w Chinach znajdowała się bardzo blisko Kantonu, dzięki czemu miałem możliwość te miejsca odwiedzić.

[…]

Misja dyplomatyczna Boyma zasługuje na szczególną uwagę ze względu na jej konsekwencje zarówno dla niego samego, jak i dla losów dynastii Ming. Gdy cesarz Yongli doczekał się syna – ochrzczonego imieniem Konstantyn – postanowił wysłać poselstwo do Europy, aby uzyskać poparcie dla swego chrześcijańskiego dworu. Za zgodą prowincjała jezuitów w Makau posłem mianował Boyma. Jego misja miała dwojaki cel: zapewnienie Watykanu o lojalności cesarskiego dworu wobec nauki Chrystusa oraz – co z punktu widzenia Yongli było istotniejsze – uzyskanie poparcia Europy w jego walce z Mandżurami. I to nie tylko moralnego: Boym wiózł też prośby o interwencję zbrojną.

[…]

Po półrocznym przymusowym pozostawaniu w Goa1 Boym postanowił spełnić swoją misję wbrew zakazowi. Według Chabriégo wymknął się on portugalskim posterunkom i wraz z Zhengiem udał się w głąb Indii, aby kontynuować podróż drogą lądową przez Golkondę, Bender-Abbas i Sziraz do będącego stolicą Persji Isfahanu. Droga lądowa z Indii do Europy, prowadząca częściowo starym perskim szlakiem karawanowym, rzadko była wówczas uczęszczana, jezuici też dotychczas z niej nie korzystali. Boym dotarł nią jednak do stolicy Persji. Misja francuskich jezuitów w Isfahanie, w której pracowali dwaj Polacy, znajdowała się wtedy pod protektoratem Polski. Można przypuszczać, że z tego powodu poradzono tam Boymowi, by w Wenecji szukał pomocy u ambasadora Francji.

Co okazało się później szczególnie ważne, pozostawił on w Goa część swoich książek, także medycznych, podarowanych mu przeważnie przez wielkiego kanclerza ostatniego cesarza Mingów – Pang Tianshou (znanego w literaturze europejskiej pod jego chrześcijańskim imieniem Pang Achilleus). Część dokumentów była na czerwonym papierze i w czerwonych jedwabnych oprawach, co po latach ułatwiło mi ich identyfikację. Zabrał ze sobą swoje rękopisy i jedynie najbardziej niezbędne rzeczy, w tym napisany na żółtym jedwabiu list cesarzowej Heleny do papieża Innocentego X oraz listy wielkiego kanclerza Mingów do papieża, generała jezuitów, władz Republiki Weneckiej i króla Portugalii, także na czerwonym papierze. Część swoich rękopisów zabranych do Europy zamierzał Boym opublikować w Belgii lub Holandii. W Isfahanie miał już gotowy tekst swej Relacji poświęconej sytuacji w Chinach. Zamierzał ją po raz pierwszy odczytać w kościele w Smyrnie, a następnie podczas audiencji u doży weneckiego, w stroju chińskiego mandaryna.

[…]

To, co mnie szczególnie zaintrygowało w trakcie oglądania Atlasu Chin Boyma, to fakt, iż już w tytule oświadczał on czytelnikowi, że Kataj Marco Polo, Serica Ptolemeusza i Sina Portugalczyków – to Chiny. Jego mapy są też dowodem na to, że doskonale znał treść relacji weneckiego podróżnika, ówczesną sytuację polityczną oraz historię miejsc, które odwiedzał. Pod wieloma bowiem względami, przede wszystkim zaś pod względem geograficznym, misja, jaką powierzył mu dwór ostatniego cesarza Mingów, była repliką misji Mikołaja, Mateusza i Marco Polo. Polowie jako pierwsi Europejczycy obdarzeni zostali zaufaniem władcy Chin – Chubiłaj-chana (cesarza Shizonga według chińskich kronik dynastycznych) i wieźli od niego listy do papieża i władców Europy. Wracali do Chin z odpowiedzią papieża.

[…]

Różnica polegała na tym, że zadanie Boyma było znacznie trudniejsze i niebezpieczniejsze niż jego znakomitych poprzedników. Większa część trasy Wenecjan przebiegała bowiem przez tereny znajdujące się pod panowaniem Mongołów, a zgodnie z ówczesnymi przekazami istniał na nich tak doskonały porządek, iż młoda dziewczyna nienapastowana mogła je przejść od końca do końca ze złotą misą na głowie. Marco Polo nie splamił się napisaniem własnoręcznie choćby kilku zdań (swoją relację podyktował współwięźniowi w Genui), a mimo to historia uczyniła go nieśmiertelnym. Boym zużywał na pisanie każdą wolną chwilę i został zapomniany przez wszystkich. Narażał się na niebezpieczeństwa i pokonywał trudy podróży po prostu dlatego, iż był przekonany o słuszności sprawy, wierzył, że jego misja może przyczynić się do uwolnienia Chin od obcych najeźdźców. Umierał wierny „swojemu cesarzowi”, gdy u boku Yongli pozostał już jedyny, ostatni generał.