“W połowie życia” to powieść o dojrzałości i sile wybaczenia, o wolności, miłości i przyjaźni w zmieniającym się społeczeństwie. To portret pokolenia, które dorastało w epoce frankistowskiego reżimu i wkroczyło w kiełkującą demokrację Hiszpanii lat 80.


W połowie życiaHiszpania, 1950.
Nastoletnie Nina, Julia, Lola oraz bliźniaczki Marta i Olga spędzają lato w surowej szkole z internatem prowadzonej przez zakonnice.

Pewnej upalnej nocy niewinna zabawa wymyka im się spod kontroli. Jedna z dziewczynek zostaje wyrzucona z klasztoru bez słowa wyjaśnienia.

Trzydzieści lat później Olga, znudzona żona bogatego lekarza, postanawia zaprosić dawne koleżanki na kolację do restauracji, którą właśnie otwiera jej siostra, wzięta autorka książek kucharskich. Podczas wspólnie spędzonego wieczoru kobiety zdają sobie sprawę, jak różnymi drogami plotło się ich życie i co przyniesie im nowy ustrój.

Przy jednym stole zasiadają świeżo upieczone babcie i przyszłe matki; kobiety, które wróżyły z dłoni Beatlesom i które pracowały nad uchwaloną właśnie ustawą rozwodową, pierwszy raz dającą Hiszpanom możliwość ucieczki od błędów przeszłości.

Care Santos urodziła w 1970 w Mataró k/Barcelony. Pisze powieści, opowiadania, książki dla dzieci i młodzieży. Tworzy w językach hiszpańskim i katalońskim. Jest laureatką wielu prestiżowych nagród. Światowy rozgłos przyniosła jej powieść “Zamknięte pokoje”. Książka znalazła się na wielu listach bestsellerów i została przetłumaczona na piętnaście języków. W 2014 roku w Barcelonie ruszyła produkcja serialu o tym samym tytule w reżyserii Luisa Marii Güell.

Care Santos
W połowie życia
Przekład: Karolina Jaszecka
Wydawnictwo Sonia Draga
Premiera: 13 marca 2019
 
 

W połowie życia

1950 rok

Gra w fanty

– Właź wreszcie albo zaczniemy bez ciebie!
Julia niemal wczołgała się do namiotu z prześcieradeł, które jej cztery koleżanki rozwiesiły między łóżkami we wspólnej sypialni. Płomień świecy zadrżał jakby na powitanie. Dziewczynka rozejrzała się, żeby usiąść, i Lolita – zawsze tak bardzo spostrzegawcza – zrobiła jej miejsce obok siebie. Julia obciągnęła dół nocnej koszuli, która w rzeczywistości była starą, znoszoną perkalową halką w cielistym kolorze. Dyskretnie zasłoniła dłonią dziurkę, którą dostrzegła trochę powyżej obrębionego brzegu. Czuła wstyd, ale tylko tę jedyną rzecz miała do spania. W odróżnieniu od jej koleżanek, które były ubrane w piękne koszule nocne z delikatnych, wzorzystych lub jednobarwnych tkanin, ozdobione koronkowymi wszywkami i tasiemkami. Bielizna dziewczynek z bogatych domów. Nie należała do nich. Patrzyły na nią wyczekująco, kiedy starała się uspokoić oddech.
– Zawsze się spóźniasz! – wyszeptała Olga rozgniewanym głosem. – Następnym razem zaczniemy bez ciebie!
Za każdym razem, kiedy Olga kogoś karciła – nawet szeptem – jej podwójny podbródek trząsł się jak galaretka. Chociaż to wyglądało komicznie, żadna z dziewczynek się nie roześmiała. Julia obserwowała je kątem oka, udając teatralną powagę, która była częścią gry, chociaż najchętniej wybuchłaby śmiechem.
Podwójny podbródek Olgi znów zadrżał.
– Masz zamiar się przywitać, Julio? A może zmieniłaś się w psa?
Olga nauczyła się tego zwrotu od zakonnic, które pod pewnymi względami stanowiły dla niej źródło inspiracji.
– Dobry wieczór – powiedziała Julia.
– Jesteś gotowa czy będziemy czekać do pełni księżyca? – zapytała Olga jeszcze bardziej szorstkim tonem.
– Nie, nie! Jestem gotowa.
– Później zdecyduję, czy twoje spóźnienie zasługuje na karę – warknęła Olga.
Jak zwykle w obronie Julii stanęła Lolita. W ich grupie grała rolę pocieszycielki, powierniczki, dodawała koleżankom otuchy w chwilach smutku i wspierała je, kiedy miały kłopoty. Chociaż mówiła szeptem, jej głos zabrzmiał stanowczo:
– To nie jej wina, Grubi. Na pewno siostra Antonina późno ją wypuściła.
– Nie nazywaj mnie Grubi! – zaprotestowała Olga, a na jej czole pojawiła się głęboka zmarszczka.
– Przepraszam – wyjąkała Lolita.
– Ona ma rację, to wina siostry Antoniny – potwierdziła Julia nieśmiało, bo nie miała odwagi ani ochoty opowiadać, co robiła od chwili, gdy one, uczennice, których rodzice płacili za szkołę, opuściły jadalnię po zjedzonej kolacji.
Była sobota, więc musiała dokładnie wyczyścić stoły i krzesła. Najpierw zebrała brudne naczynia, umyła je i wytarła. Następnie wymyła wodą z mydłem siedzenia i oparcia wszystkich krzeseł używanych codziennie przez pozostałe dziewczęta, a potem suchą szmatką wypolerowała je na błysk. Na koniec, na kolanach, ściągnęła szmatą wodę z podłogi, przy czym starała się nie patrzeć na obrzydliwe paznokcie wystające z sandałów siostry Antoniny. I czekała, aż zakonnica powie w końcu, że dobrze wykonała swoje zadanie i może odejść. Tak właśnie wyglądało jej życie: zimą była służącą uczennic z bogatych domów, latem usługiwała zakonnicom. Sprzątała jak automat, wykonywała polecenia, nie zadawała pytań. Wiedziała, że taki jest jej los, i odczuwała wdzięczność, że dano jej możliwość spełnienia marzenia, którym była nauka.
– Nieładnie jest zrzucać winę na zakonnice – powiedziała Olga. – Tym bardziej w twoim przypadku.
Julia opuściła głowę, udając zawstydzenie.
– Daj jej już spokój, Gru… chciałam powiedzieć, Olgo – znowu wtrąciła się Lolita. – Zaczynajmy.
Marta i Nina zaczynały się niecierpliwić. Nina Borrás, Lolita Puncel i Julia Salas siedziały naprzeciw bliźniaczek Viñó – Olgi i Marty. Siostry były podobne do siebie niemal pod każdym względem: obie miały piwne oczy, kręcone włosy, ten sam średni wzrost, tylko że Olga była większa o trzy rozmiary od Marty.
Od końca lipca na wybrzeżu Morza Śródziemnego panowały okropne upały. Wszystkie dziewczynki zdjęły buty, żeby poczuć pod stopami przyjemny chłód posadzki. Lolita rozpuściła długie, proste ciemnoblond włosy, a one rozsypały się na jej nocną koszulę w małe żółte kwiatki, sięgając aż do talii. Nina nosiła dwa warkocze. Jej koleżanki uważały, że to zbyt dziecinna fryzura dla prawie czternastoletniej dziewczyny, ale ona nie starała się wyglądać na starszą, pogodziwszy się pewnie z faktem, że była najmłodsza w grupie. Urodziła się w grudniu i jako jedyna nie ukończyła jeszcze czternastu lat i nie miesiączkowała. Chociaż Lolita, która urodziła się w lutym, dostała pierwszą miesiączkę w wieku jedenastu lat. Była dużo bardziej rozwinięta fizycznie od koleżanek, które oczywiście jej tego zazdrościły. Miesiączkowanie było swego rodzaju wyznacznikiem pozycji, rosnącej wraz ze stażem. Oczywiście koleżanki informowały się o tych sprawach na bieżąco.
Siostra Presentación, młoda i temperamentna zakonnica, która od niedawna pracowała w szkole, zmuszała Lolitę do owijania ciasno piersi bandażem i brania prysznica w koszuli nocnej. Miała też oko na Martę, której ciało również zaczęło bardzo szybko nabierać kobiecych kształtów. Płaska jak deska i zgorzkniała siostra Presentación była siostrzenicą księdza. Wuj wychowywał ją do czasu, kiedy jej obecność stała się dla niego niewygodna – wtedy wysłał ją do klasztoru. Jej los był już przesądzony i raczej nie po jej myśli, sądząc po tym, jak wyładowywała na uczennicach swoją złość i frustrację. Byłoby im jej nawet żal, gdyby jej tak bardzo nie nienawidziły. Oczywiście gdy tylko siostra Presentación znikała z ich pola widzenia, kąpały się nago. Wszystkie oprócz Olgi, która skrzętnie ukrywała swoje pulchne ciało przed wzrokiem obcych. Na pytanie koleżanek, dlaczego się nie rozbiera, odpowiadała: „W odróżnieniu od was ja przestrzegam zasad”. Pozostałe dziewczęta puszczały tę uwagę mimo uszu, byleby tylko Olga ich nie wydała (chociaż nie zawsze były pewne, czy tego nie zrobi).
Podczas najcieplejszych letnich miesięcy tylko one zostawały w szkole. Reszta uczennic po zakończeniu roku szkolnego wracała do swoich rodzin i domów. One nie. Oprócz Julii, która na stałe mieszkała z zakonnicami, pozostałe dziewczynki albo nie miały najbliższych krewnych, albo ich rodzice byli tak bardzo zajęci swoimi sprawami, że woleli trzymać córki z dala od siebie, nawet jeśli płacili za to małą fortunę.
Wieczór 29 lipca był wyjątkowy dla bliźniaczek Viñó. Nie tylko dlatego, że tego dnia obchodziły urodziny, ale ze względu na to, że to była ostatnia noc, jaką miały spędzić w szkolnym internacie. Rankiem zadzwoniła ich matka z wiadomością, że następnego dnia przyjedzie po nie z ich nowym ojczymem, żeby zabrać je „do domu”. Dziewczynkom wystarczyła do szczęścia świadomość, że czeka je przyszłość pełna tajemnic i nowości w jakimś odległym miejscu. Co prawda ich ojczym był brzydkim, łysym mężczyzną, którego widziały tylko na zdjęciu, ale „ich domem” nie miało być już ciemne mieszkanie na trzecim piętrze przy calle Pérez Galdós, w którym się wychowały, tylko apartament w budynku mieszczącym się przy calle Laforja, niemal u zbiegu z elegancką vía Augusta, który trudno im było sobie nawet wyobrazić. Olga promieniała radością, lubiła zmiany, pokładając w nich różnego rodzaju nadzieje. Marta milczała, zapisując w swoim dzienniku kolejne strony, których nie dawała nikomu przeczytać.
– Zacznijmy od przysięgi – powiedziała uroczyście Olga.
Julia spojrzała na nią z rezygnacją. Znów to samo: Olga była mistrzynią ceremonii. Teoretycznie każda z nich po kolei miała pełnić tę funkcję, ale dziewczęta ostatecznie wybierały Olgę ze względu na jej wybujałą wyobraźnię i przewrotność. Żadna z nich nie potrafiła wymyślić bardziej zagmatwanych wyzwań i przerażających kar. Kiedy Olga kierowała grą, silne emocje miały zagwarantowane. Poza tym ze swoją tuszą obleczoną w koszulę nocną przypominała wróżbitkę. Dla wzmocnienia efektu zakładała na głowę czarny aksamitny turban w złote gwiazdki, który znalazła kiedyś w komodzie z ubraniami matki.
Koleżanki przezywały ją Grubą Olgą. Oczywiście robiły to za jej plecami i szeptem. Kiedy była naprawdę w wyśmienitym humorze, pozwalała im mówić na siebie „Grubi”, chociaż dziewczęta nie zawsze używały tego przezwiska bez złośliwości. W zasadzie Olga nie tolerowała żadnych nawiązań do swojej otyłości, zachowując się tak, jakby zupełnie jej nie obchodziła albo nie była jej świadoma. Pozostałe koleżanki wiedziały tylko dzięki Marcie, że w rzeczywistości jej siostra ma ogromne kompleksy, które wciąż rosną, a nocą płacze nad swoim nieszczęściem i przeklina wszystkie szczupłe dziewczęta.
– Nie dziwi mnie, że płacze – stwierdziła pewnego razu Julia. – Wygląda jak pulpet.
– Och, tylko jej tego nie mów!
Powiedziała. W odpowiedzi na jakiś okrutny komentarz Olgi, wypaliła jej to prosto w twarz. Niektóre koleżanki ucieszyły się, że w końcu ktoś się tej despotce postawił, inne uśmiechnęły się dyskretnie na widok twarzy Olgi poczerwieniałej ze zdenerwowania i wstydu. Wcześniej całkiem dobrze się dogadywały. Julia wykradała dla koleżanki ciasteczka i ser ze spiżarni. A Olga podarowała jej kiedyś satynową wstążkę do włosów. Jednak odkąd Julia nazwała Olgę pulpetem, ich relacje nigdy nie były już takie jak dawniej. Coraz widoczniej rosła między nimi wzajemna niechęć, która – chociaż jeszcze nieco dziecinna – powodowała dorosłe komplikacje. Oldze zbierało się na płacz już na sam widok drobnej i szczupłej Julii. Ta natomiast w obecności koleżanki stawała się spięta, gotowa do obrony przed jej słownym atakiem. Niestety, grubaska zawsze stawała na wysokości zadania.
– Zagramy w „Prawdę czy wyzwanie”? – zapytała niecierpliwie Nina.
– Wszystko w swoim czasie – powiedziała Olga. – Najpierw przysięga. Chwyćmy się za ręce.
Dziewczęta spełniły polecenie, tworząc zamknięty owal. Tak samo jak Olga przybrały poważne miny.
– Przysięgamy posłuszeństwo we wszystkim mistrzyni ceremonii – wyszeptała Olga wzniośle niczym kapłanka.
– Przysięgamy posłuszeństwo we wszystkim mistrzyni ceremonii – powtórzyły cichym chórem.
– Przysięgamy mówić tylko prawdę.
– Przysięgamy mówić tylko prawdę.
Wypowiadając przysięgę, Julia doszła do wniosku, że boi się Olgi ze względu na jej podłość.
– Jeśli złamiemy którąś z zasad gry, poddamy się każdej, nawet najsurowszej karze.
– Jeśli złamiemy którąś z zasad…
– Jeśli ktoś nas nakryje, przysięgamy na Boga dochować tajemnicy, aby chronić pozostałe koleżanki.
– Jeśli ktoś nas nakryje, przysięgamy na Boga…
Ostatnie zdanie wypowiedziały ze strachem, bo przysięganie na Boga było grzechem, i na samą myśl o heroizmie tej, która miałaby zostać poddana przesłuchaniu przez zakonnice, poczuły ciarki.
– Dobrze – powiedziała Olga i puściły swoje ręce. – Przejdźmy do fantów. Zacznijmy od ciebie, Marto. Co przyniosłaś?
Marta położyła pośrodku kręgu obok świecy wieczne pióro – niebieskiego parkera z jej imieniem wygrawerowanym na stalówce. Traktowała je jak największy skarb – dostała je na swoje dwunaste urodziny i był to ostatni prezent, który ojciec dał jej przed śmiercią. Marta chciała zostać pisarką i pióro było dowodem na to, że ktoś wierzył w jej talent.
– Twoja kolej, Nino – rzuciła Olga.
Nina wyciągnęła przed siebie pomiętą od używania książkę o chiromancji. To był jej skarb. Na żółtej okładce widniała zielona ręka i tytuł: Mapa przeznaczenia jak na dłoni. Książka została wydana na początku wojny domowej, więc była już białym krukiem, do tego zakonnice uważały jej treść za herezję. Z tego powodu Nina strzegła jej pilnie, chowając pod materac przy wezgłowiu swojego łóżka. Dzięki niej nauczyła się przewidywać przyszłość, przez co stała się jedną z najpopularniejszych uczennic w szkole. Wysoko wyceniała swoją wiedzę: od najbliższych koleżanek brała trzy reale, od pozostałych – dwie pesety.
– Teraz ty, Lolito – rozkazała mistrzyni ceremonii.
Obok wcześniejszych fantów wylądowała mocno podniszczona fotografia przedstawiająca młodego chłopaka, na oko dwudziestolatka. Siedział przed fortepianem, trzymając w ręku partyturę zatytułowaną: Fantazja-Impromptu. Chopin. Młodzieniec miał na sobie jasną marynarkę i kamizelkę. Biel nakrochmalonego kołnierzyka koszuli współgrała z kolorem poszetki wystającej z górnej kieszonki marynarki. Krawat był równie czarny jak zaczesane do tyłu na brylantynie włosy chłopaka. Na zdjęciu widniał podpis: Gaspar Puncel.
Dziewczęta wiedziały doskonale, kim był ten wytworny pianista. Lolita opowiadała im tysiące razy o swoim ojcu, który zginął z rąk „czerwonych” na początku wojny. Jechał właśnie na wesele dziedzica jednej z najzamożniejszych barcelońskich rodzin, która zaangażowała go wraz z żoną, śpiewaczką liryczną. W ten sposób zaledwie kilkumiesięczna Lolita została sierotą bez rodzeństwa. Wychowała się u wujostwa w San Sebastián, którzy – jak twierdziła – wkrótce po nią przyjadą. Trudno więc było jej się dziwić, że podobnie jak wiele innych osób, uważała republikanów za winnych wszelkiego zła dziejącego się na świecie.
– Brakuje jeszcze tylko twojego fantu, Julio – stwierdziła Olga.
Julia się zawahała.
– Nic nie przyniosłam. Pójdę po moją szmacianą lalkę.
– Wiesz dobrze, że nie wolno opuszczać sypialni – warknęła Olga.
– Nie zdążyłam niczego zabrać. Pozwól mi wyjść, za chwilę wrócę.
– Nie. – Olga z poważną miną sędziego pokręciła głową, a jej podwójny podbródek zafalował. – Nie można łamać ustalonych zasad.
Julia zastanowiła się nad inną opcją. Gdyby miała koszulę nocną z prawdziwego zdarzenia, jak jej koleżanki, mogłaby oderwać od niej wstążkę albo guzik, tymczasem jej koszulina pełna była dziur i przetarć.
– Już wiem! – zawołała nagle. – Czy może być włos? Mogę sobie wyrwać jeden i…
Uniosła ręce do swojej czarnej czupryny, ale Olga powstrzymała ją stanowczym gestem.
– Włos nie może być fantem – oświadczyła. – Nie rozumiesz? Spójrz, inne dziewczęta dały przedmioty bardzo dla nich cenne, które zasługują na ryzyko, jakie trzeba będzie ponieść, aby je odzyskać. Kto by chciał odzyskać włos?
Julia poczuła, że znalazła się w sytuacji bez wyjścia.
– Mogę ci coś pożyczyć – zaproponowała Lolita.
Olga pokręciła głową.
– To musi być przedmiot należący do niej.
– W takim razie muszę zrezygnować z gry – powiedziała Julia ze smutkiem w głosie.
– Niestety – zawyrokowała mistrzyni ceremonii. Poparły ją Nina i Marta. Tylko Lolita zdawała się nie zgadzać z upokorzeniem koleżanki.
– Chyba że… – W oczach Olgi pojawił się złośliwy błysk. – Chyba że dasz coś bardzo osobistego.
Julia oblała się rumieńcem, a pozostałe dziewczęta zamarły w bezruchu. Olga rozkoszowała się wrażeniem, jakie wywarły jej słowa. Była mistrzynią w budowaniu napięcia.
– Bardzo osobistego? – powtórzyła Julia.
– Majtki – wyjaśniła Olga. – Masz na sobie majtki czy też zabrakło ci czasu, żeby je założyć?
Koleżanki zachichotały i spojrzały na nią ze zgorszeniem. Jak śmiała proponować coś takiego? Gdyby zakonnice dowiedziały się o tym, wysłałyby ją prosto do kaplicy i napisały do arcybiskupa (który był kuzynem siostry Rufiny) prośbę o ekskomunikę uczennicy. Tylko Lolita sprzeciwiła się temu szalonemu pomysłowi.
– Nie wstyd ci prosić o coś takiego, Olgo? Nie wygłupiaj się i pozwól jej pójść po normalną rzecz.
– Jak to? Twoim zdaniem majtki nie są normalne? A co ty nosisz? Halki?
Tym razem rozległy się głośniejsze chichoty.
– Zagłosujmy – zaproponowała Olga tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Ręka do góry, kto jest za tym, żeby Julia zdjęła majtki i oddała je jako fant.
Próbując opanować śmiech – trudno przecież śmiać się po cichu – Marta i Nina podniosły ręce. Olga poszła w ich ślady i oświadczyła:
– Mamy większość. Albo majtki, albo odpadasz z gry.
– Nie słuchaj jej, Julio. To tylko żarty – powiedziała błagalnym głosem Lolita.
Julia jednak była zbyt dumna, żeby nie przyjąć wyzwania.
– Nie przejmuj się. Mogę to zrobić bez problemu – odpowiedziała, starając się jednocześnie niezgrabnymi ruchami wymacać pod koszulą nocną bawełniane majtki, równie skromne jak całe jej ubranie, przewiązane w pasie sznurkiem, bo miała tylko jedne, a gumka pękła już jakiś czas temu.
Kilka szybkich ruchów i majtki opadły na wysokość jej kostek. Julia zdjęła je i rzuciła na gołe stopy Olgi. Ta ujęła je między palec wskazujący i kciuk, zaciskając usta w grymasie obrzydzenia.
– Obrzydlistwo! – wymsknęło się jednej z dziewcząt.
Olga położyła majtki obok zdjęcia ojca Lolity, uważając, żeby go nie dotykały, po czym oświadczyła:
– Teraz możemy zaczynać. Oczywiście ja nie daję fantu – dodała. – Mistrzyni ceremonii nie bierze udziału w grze. Jesteście gotowe?
Napięcie sięgnęło zenitu, jak zwykle, kiedy Olga miała ogłosić, jakie zadanie do wykonania przypadnie im tym razem.