W swojej mikropowieści “Piękna młoda żona” Tommy Wieringa maluje portret wygodnej egzystencji niby zadowolonej z siebie pary, która mimo wszystko nie odnajduje się we wspólnym życiu kreowanym według przepisu na wzorcowy związek. Czy kochają się naprawdę, czy tylko dbają o pozory?


Piękna młoda żonaEdward i Ruth tworzą parę idealną. ON znalazł kobietę marzenie, stał się obiektem zazdrości kolegów i dumnym partnerem wybranki spełniającej wszystkie jego pragnienia.

Ale czy Ona jest równie szczęśliwa? I czy narodziny upragnionego synka nie staną się końcem idylli?

***

Mężczyźni będą zazdrościć, współczuć, klepać po plecach albo stawiać wódkę w barze. Kobiety będą oceniać, wyzłośliwiać się, wyzywać od najgorszych, aby potem wzdychać nad lekturą. W końcu okaże się, że to opowieść o życiu tak zwyczajnym, jak setki innych dziejących się równocześnie tuż obok nas. Bohater, którego chciałam przytulić i kopnąć w tym samym momencie. To doskonała książka! Od razu po zamknięciu ostatniej strony zostaniecie zasypani pytaniami, które będą się domagać odpowiedzi.
„Literacka Kavka”

Opisy seksu, ciał i apetytów głównych bohaterów przypominają prozę Updike’a, kiedy był w szczytowej formie… Jeśli jednym z celów fikcji jest pokazywanie nas samym sobie, to lustro Wieringi stanowi niestety nasze wierne odbicie.
„The Guardian”

Autor opisuje rozpad świata jednego człowieka, ale zadaje wiele pytań etycznych dotyczących życia… Zapadająca w pamięć.
„The Sunday Times”

Ta historia wprawi i kobiety, i mężczyzn w zakłopotanie, ale każde z nich z innego powodu
„The Sydney Morning Herald”

Autor dawkuje dramatyczne przeżycia bohaterów lirycznymi, smutnymi dialogami i oszczędnym nastrojem swojej opowieści. Okrucieństwo zawsze nas zaskakuje i uderza ze zdwojoną siłą.
„Corriere della Sera”

Tommy Wieringa, okrzyknięty najważniejszym autorem holenderskim 2013 roku, rozpoczął karierę pisarską jako dziennikarz i twórca opowiadań podróżniczych. Jest autorem kilku uznanych powieści i laureatem wielu nagród, między innymi Nagrody F. Bordewijka z 2006 roku i Nagrody Libris z 2013 roku. Jego książki były też nominowane do nagród IMPAC Literary Award, Premio Strega Europeo i Premio Gregor von Rezzori. Jego książki dotychczas wydano w piętnastu językach. „Piękna młoda żona” to pierwsza książka Wieringi wydana po polsku po długiej nieobecności tego autora na naszym rynku wydawniczym.

Tommy Wieringa
Piękna młoda żona
Przekład: Alicja Oczko
Wydawnictwo Pauza
Premiera: 13 marca 2019
 
 

Piękna młoda żona


Jest to rozrywka, której podczas spotkań towarzyskich oddają się mężczyźni i kobiety, małżeństwa nieznające się jeszcze zbyt dobrze. Pytanie: „Jak właściwie się poznaliście?”.
Spoglądają jedno na drugie. Ona mówi:
– Ty potrafisz opowiedzieć o tym lepiej niż ja.
On zaczyna.
– Dawno, dawno temu, w dalekiej krainie…
– Gdzie tam! Zwyczajnie, w Utrechcie, siedem lat temu.
– Okay, bajki nie będzie. – Wydaje się trochę rozczarowany. – Utrecht, siedem lat temu. Siedzę w kawiarnianym ogródku, gdy na ulicy pojawia się dziewczyna. Prawdę mówiąc, tam w ogóle nie wolno jeździć na rowerze, ale jej wszystko wolno. Jest dziewczyną, dla której policjanci ten jeden raz przymykają oko, a wszyscy kierowcy się zatrzymują.
– Przesadzasz, kotku. A ja miałam już dwadzieścia siedem lat. Albo dwadzieścia osiem.
– Jedzie na rowerze górskim, trochę pochylona do przodu, z uniesioną pupą. Nie mogę pominąć tego szczegółu. Pupy, od której wszystko się zaczęło. Przemknęła tak obok mnie, tą ulicą pełną ludzi, z tymi jasnymi włosami i tą pupą…
– To już wiemy.
– Miałem opowiedzieć, prawda?
Drugi mężczyzna w towarzystwie prostuje się na krześle.
– Ja też chcę o tym usłyszeć. O tej pupie.
– Lou! Opanuj się – odzywa się jego żona.
– Widziałem, jak znika między ludźmi, i pomyślałem: Jak ją odnaleźć? Ty to znasz, Lou, wiesz, co mam na myśli. Że człowiek chce za nią pobiec i zawołać: „Kim jesteś?! Nie mogę bez ciebie żyć! Wyjdź za mnie, tu, teraz!”.
– No… – mówi Lou.
– Tak czy owak, parę tygodni później siedziałem w knajpie „Willem I” i tam znowu ją zobaczyłem, przy stole bilardowym. Poczułem, że to przeznaczenie: odnalazłem ją… nie szukając. Teraz nie może już być inaczej. Grała z przyjaciółką w bilard. Znowu z tą pupą tak… w powietrzu…
– Ed, proszę cię.
– Podszedłem do niej i spytałem, jak się nazywa. Nie mogłem pozwolić, żeby mi jeszcze raz uciekła. Zdradziła swoje imię, owszem, ale nie zamierzała powiedzieć, gdzie mieszka. Nie chciała.
– Byłeś pijany.
– I powiedziałaś mu tak po prostu, jak się nazywasz?! – dziwi się druga kobieta.
– Dlaczego nie?
– Kompletnie obcemu facetowi?
– Spodobał mi się. Stary, ale fajny.
– S t a r y,  a l e   f a j n y… – Edward odgrywa ból, który jest prawdziwy.
– Starszy ode mnie, tak dobrze?
– Czternaście lat…
– I jeszcze rok.
– Mam mówić dalej czy nie?
Poprosił barmana o książkę telefoniczną, przekartkował ją i wyrwał stronę, z którą do niej podszedł. Wybierała pozycję przy dłuższej bandzie, kiedy zapytał:
– To ty?
Trzymał kartkę pod lampą nad bilardem, a jego palec wskazywał nazwisko. Z rozbawieniem przyjrzała się Edwardowi.
– Całkiem możliwe – odparła.
– Świetnie, Ruth Walta. Wspaniale. Dziękuję. Wyślę ci zaproszenie.
– Będę czekać – rzuciła. – A ty jak się nazywasz?
– Edward – powiedział radośnie. – Edward Landauer.

– Chapeau bas, Ed! – mówi Lou. – Świetny ruch z tą książką telefoniczną. To jest odwaga.
Bierze butelkę i lustruje kieliszki. Dolewa tylko Edwardowi.
– Gest rozpaczy – wyznaje Edward. – Naprawdę nie wiedziałem, co miałbym bez niej począć. Wyobraź sobie, chwilę wcześniej świat był jeszcze pełen kobiet, a teraz już istniała tylko ona.
Uśmiecha się do żony fioletowymi wargami.
– Jakby człowiek miał jedną jedyną szansę: przerżniesz ją, to brama się zamknie, a cud nigdy więcej się nie powtórzy.
Czoło mu lśni, rękoma dyryguje słowami ponad stołem.
– Nie bałaś się trochę, Ruth? – pyta druga kobieta.
– A to zabawne, że tak myślisz. Przecież jest fajnie, jak cię ktoś trochę zaskoczy? Mężczyzna, który wie, czego chce, ale tak konkretnie, przecież o to nam chodzi?
– No tak, może i tak… – Wstaje. – Lou, zbierzesz talerze? Tylko zostawcie sobie sztućce.
W kuchni nasuwa rękawice kuchenne na dłonie. Tamtego popołudnia w sklepie ze specjałami z Turcji i Surinamu, sięgnęła po pęczek okry i się jej przyglądała.
– Daj spokój, Claudio – powiedział Lou.
– Ale to wegetarianie! Co w takim razie mam zrobić?
Skończyło się na ziemniakach au gratin, które podała z warzywami z pieca.
Przy stole Lou pyta:
– Ruth, ty widziałaś, że on jest starszy, ale ty, Ed, czy ty też widziałeś, że ona jest sporo młodsza?
– Ej, zaczekajcie na mnie z dalszym ciągiem! – rozlega się z kuchni.
Edward na chwilę zamyka oczy – dziewczyna z kijem bilardowym w ręce, dym z papierosów falujący pod lampami nad stołem. Wobec piękna zawsze był bezsilny. Na jego widok odejmowało mu mowę. Dysk słoneczny między rogami małego, idealnego byka Apisa, wiele lat temu w muzeum w Damaszku. Ktoś go wykonał nieprawdopodobnie dawno temu, ręce jak jego tak doskonale odlały brąz. Stopniowo zaczęło mu świtać, że piękno również jest w stanie zadawać ból, piękno przede wszystkim; może ciąć światłem.
Otwiera oczy. Jego piękna, młoda żona.
– Nie – mówi – nie od razu.
– Nie widziałeś tego?
– Właściwie… widziałem tylko piękno. Bez wieku. – Podnosi kieliszek.
Ona kładzie dłoń na jego ręce.
– Kochanie…
Pani domu wchodzi do pokoju z brytfanną w rękach.
– Miałeś uprzątnąć talerze.
– Zaraz – rzuca Lou.
Kobieta jeszcze raz idzie do kuchni i wraca. Nikt nie oferuje jej pomocy.
– Wspaniałe, Claudio – mówi Edward trochę później, unosząc kieliszek w jej stronę.
– Tak, dobrze wyszło, skarbie – dołącza się Lou.
– Zostało dobrze  z r o b i o n e.
– To właśnie miałem na myśli. – Puszcza oko do Edwarda.
– A wasze spotkanie? – pyta Claudia. – Jak potoczyło się dalej?

* * *

On wiosłował, ona siedziała na ławce z tyłu łodzi. Nurt był prawie niezauważalny. Łąki stopniowo przechodziły w las. Wysokie, stare drzewa, żywe istoty mające imiona. Sunęli między krągłymi, omszałymi brzegami. Przez zieleń prześwitywały zabudowania czyichś posiadłości. TEREN PRYWATNY. NIE CUMOWAĆ. Zastanawiał się nad rodzinami o tajemniczych nazwiskach – nie przetrwali, ciężar całego majątku i historii złamał im kręgosłupy. Kroniki zostały zapisane pleśnią na wilgotnych murach. Z tych kręgów wywodzili się wielcy adwokaci i mężowie stanu, mężczyźni, którzy ukształtowali etos narodu i w dobrym stanie przekazali go kolejnym pokoleniom. Ta trwałość jednak przeminęła. Ich potomkowie zostawali bankierami i pisarzami, życie poświęcali wyłącznie samym sobie.
Zieleń zamknęła się nad ich głowami, przez liściaste korony przebijały się refleksy subtelnie rozproszonego, jak w pryzmacie, światła. Wiosłował bezgłośnie. Tam, gdzie wiosła znikały w wodzie, powstawały jedwabiste, srebrzystoczarne zawirowania. Podwinął rękawy koszuli. Zdaniem Ruth, miał piękne ramiona.