“Zbrodnie robali” to pełna zaskakujących informacji i ciekawostek fascynująca lektura nie tylko dla miłośników świata przyrody, ale również dla wielbicieli kryminalnych zagadek.


Zbrodnie robaliPełzają po ścianach, kryją się pod podłogą i za oknami, czyhają w trawie i w piasku, atakują z ziemi i z powietrza. Robale są wszędzie, a na swoim koncie mają już niejedną zbrodnię. Najwyższa pora je poznać!

Szacuje się, że w chwili obecnej na świecie znajduje się kwadrylion owadów. To oznacza, że na jednego człowieka przypada ich dwieście milionów – sprytnych, brutalnych, pozbawionych wyrzutów sumienia, głodnych, walczących o przetrwanie. Druga część bestsellera „Zbrodnie roślin” to fascynująca podróż po świecie pełnym najbardziej przerażających i niebezpiecznych robali zamieszkujących naszą planetę.

Doprowadzały ludzi do obłędu. Przepędzały rolników z ich ziemi. Pożerały lasy i miasta. Setkom milionów przyniosły ból, cierpienie i śmierć. Owady mają zdolność zmieniania biegu historii. Do zbrodniarzy należą m.in. mrówki, których ukąszenie boli jak rana postrzałowa, termity zżerające spoiwa murów przeciwpowodziowych wokół Nowego Orleanu, pchły, które przyniosły do Europy czarną śmierć. Przy nich japońskie chrząszcze siejące spustoszenie w przydomowych ogródkach wydają się całkiem przyjazne. Historie, która opowiada Amy Stewart bywają groteskowe, niektóre tragiczne, ale w każdym przypadku zmyślność i siła wielonogów budzi prawdziwy podziw.

Co wspólnego mają ze sobą groźne chmary szarańczy i niewinnie wyglądające koniki polne? Czy modliszki naprawdę zjadają swoich partnerów? Czy ugryzienie ptasznika przynosi natychmiastową śmierć? Jakie owady uważa się za najbardziej zabójcze na świecie?

Amy Stewart zaprasza czytelników w fascynującą podróż po świecie pełnym najbardziej przerażających i najbardziej niebezpiecznych robali zamieszkujących ziemię. Pokazuje, że życie insektów bywa naprawdę interesujące, a robale, choć najczęściej niewielkie, potrafią wpływać nie tylko na życie ludzi, ale nawet na bieg historii.

***

To nie jest kompendium entomologiczne, ale garść informacji o robalach – informacji strasznych, bolesnych i na wszelkie inne sposoby nieprzyjemnych. Stewart pisze prosto i konkretnie, pozwala, żeby okropieństwa mówiły same za siebie.
„Kirkus Reviews”

Pouczająca, pogodnie napisana kontynuacja bestsellera o roślinach. Panią Stewart, która hoduje w ogródku trujące rośliny, zdecydowanie pociąga ciemna strona mocy.
„The New York Times”

Czytam tę książkę i wszystko mnie swędzi.
Dave Davies, NPR

Amy Stewart (ur. 1969) – pisarka i dziennikarka amerykańska. Studiowała na Uniwersytecie Teksańskim. Publikowała w „New York Timesie”, „San Francisco Chronicle”, „Garden Design”. Poza “Zbrodniami roślin” (2009; W.A.B. 2011) i “Zbrodniami robali” (2011) wydała m.in.: From the Ground Up: The Story of a First Garden (2002), The Earth Moved: On the Remarkable Achievements of Earthworms (2005), Flower Confidential: The Good, the Bad, and the Beautiful (2008).

Amy Stewart
Zbrodnie robali
Wesz, która pokonała armię Napoleona i inne diaboliczne insekty
Przekład: Dariusz Wójtowicz
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 27 lutego 2019
 
 

Zbrodnie robali

Uwaga: Ich przewaga liczebna jest miażdżąca

W roku 1909 „Chicago Daily Tribune” zamieściła artykuł pod tytułem Gdyby insekty były wielkości człowieka rozpoczynający się od złowieszczego zdania: „Wszelkie stworzone przez człowieka narzędzia destrukcji są niczym dziecinne zabawki wobec tych, w jakie natura wyposażyła owady”. Dziennikarz zapytywał następnie, co by się stało, „[…] gdyby jutro jakiś potężny czarnoksiężnik pomachał nad światem swoją różdżką i zredukował ludzkość do owadzich rozmiarów, a tym malutkim stworzeniom nadał gabaryty dorosłego człowieka”.
Z niemałą zapewne trwogą mieszkańcy Chicago czytali o kataklizmach, jakie spadłyby na nich, gdyby proporcje wielkości człowieka i owada zostały odwrócone: rohatyniec herkules nie tylko budziłby respekt swoimi potężnymi rozmiarami, ale i zgorszenie skłonnością do bitki i do wypitki; korniki znosiłyby z powierzchni ziemi potężne fortece;ludzkie armie byłyby bezsilne wobec artyleryjskiego ostrzału chrząszczy-kanonierów w rodzaju strzela bombardiera; pająk miałby dość sił, by „[…] powalić słonia. […] Jedynym ratunkiem dla człowieka byłyby jego mikre rozmiary, które czynią go niewartym zachodu drobiazgiem”. Nawet lwy drżałyby ze strachu przed atakiem tych nowych, skrzydlatych i wielonogich przeciwników.
Zamiarem dziennikarza było niewątpliwie zwrócić uwagę na fakt, że owady są na swój sposób potężne i jedynie niewielkie rozmiary powstrzymują je od zawojowania świata.
Ale czy rzeczywiście coś je powstrzymuje? Owady nieraz zmieniały bieg historii. Utrudniały przemarsz wojsk. Przepędzały rolników z ich ziemi. Pożerały lasy i miasta. Setkom milionów przyniosły ból, cierpienie i śmierć.
Nie znaczy to bynajmniej, że nie bywają dla nas pożyteczne. Zapylają kwiaty uprawianych i spożywanych przez nas roślin, same są pokarmem dla innych stworzeń na różnych odcinkach łańcucha pokarmowego. Wykonują bardzo ważną pracę przy rozkładzie szczątków organicznych, przerabiając na glebę dosłownie wszystko – od opadłych z drzew liści po upadłych bohaterów. Niektóre, takie jak choćby mucha plujka czy pryszczel lekarski, okazały się przydatne w medycynie. Poza tym, żerując na innych stworzeniach, insekty ograniczają rozprzestrzenianie się szkodników. Nie potrafilibyśmy bez nich żyć. Używając nieselektywnych pestycydów i niszcząc naturalne środowisko owadów, szkodzimy sobie o wiele bardziej, niż gdybyśmy nauczyli się z nimi współistnieć i doceniać ich pozytywne cechy.

Ale publikacja ta nie ma na celu wychwalać zalet robali. Podobnie jak w Zbrodniach roślin skupiłam się tu wyłącznie na ciemnej stronie relacji człowieka z naturą. Ktoś mógłby powiedzieć, że mając już wystarczająco mocno zakorzenioną niechęć do insektów, nie potrzebujemy dodatkowej zachęty. U tych, którzy niezłomnie stoją po stronie owadów, delikatnie usuwają je ze swoich mieszkań, nie szczędząc przy tym kilku ciepłych słów, i nie pozwalają spryskiwać swych ogrodów środkami chemicznymi, by nie przeszkadzać insektom w spożywaniu obiadu, eksplorowanie owadzich zbrodni i wykroczeń może nawet wzbudzić niechęć.
Jednakowoż nasze umiłowanie stawonogów bywa równie fatalne w skutkach, jak związane z nimi fobie. Przyczajony na parapecie twojego okna pająk domowy zasługuje na poklask za swe dobre uczynki, ale krwiopijcę nazywanego całującym pluskwiakiem, na którego możesz się natknąć podczas wakacji w Ameryce Południowej, lepiej omijać szerokim łukiem. By nauczyć się takiego rozróżniania, nie potrzebujesz naukowego stopnia w dziedzinie entomologii. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku i pozbawiona uprzedzeń ciekawość, którą – mam nadzieję – moja książka pobudzi, dostarczając przy okazji dreszczyku emocji.
Nie jestem lekarką ani uczoną. Jestem pisarką zafascynowaną światem przyrody. W każdym z rozdziałów tej publikacji podejmuję się opowiedzieć cudownie przerażającą historię i zaoferować czytelnikowi dość informacji o zwyczajach i stylu życia omawianego stworzenia, by uczynić je łatwym do rozpoznania. W żadnym razie nie jest to wyczerpujący przewodnik do oznaczania gatunków ani podręcznik lekarski; proszę nie opierać się na tym tekście, próbując zidentyfikować jakiegoś robala albo zdiagnozować wywołaną przez niego dolegliwość. W tym celu na końcu książki zamieściłam listę zalecanych lektur i przydatnych źródeł informacji.
Spośród tysięcy gatunków, jakie mogłam uwzględnić, wybrałam te, które zaintrygowały mnie najbardziej. Użyte w tytule słowo „zbrodnie” należy rozumieć bardzo szeroko: bo zbrodniarzami będą tu zarówno robale sprawiające największy ból, choćby mrówka z gatunku Paraponera clavata, której angielska nazwa bullet ant (mrówka pocisk) przypomina, że ukąszenie tego insekta boli jak rana postrzałowa; najbardziej niszczycielskie owady na świecie, na przykład termit Coptotermes formosanus, po cichutku zżerający spoiwa murów przeciwpowodziowych wokół Nowego Orleanu; jak i sprawcy chorób, a wśród nich pchła szczurza, która przyniosła do Europy czarną śmierć. Robale potrafiące niszczyć płody rolne, wypędzać ludzi z domów albo po prostu doprowadzać ich do obłędu, także zostały opisane na tych stronicach. Niektóre historie są groteskowe, niektóre tragiczne, ale w każdym przypadku siła i zmyślność tych maleńkich stworzeń budzi podziw.
Entomologowie wnet podniosą larum, że użyty w tytule termin „robal” jest mylący, że wprowadza w błąd – i będą mieli całkowitą rację. Większość z nas używa słowa „robak” na określenie dowolnej liczby niewielkich biegających, wijących się lub pełzających stworzeń; posługujemy się nim jeszcze mniej precyzyjnie, gdy mamy na myśli pokrewne wirusowi złośliwe oprogramowanie komputerowe albo duchową rozterkę, topioną w sporej ilości napojów wyskokowych. Z naukowego punktu widzenia żadne z tych określeń nie jest trafne. Ściśle rzecz ujmując, owad to stworzenie o sześciu nogach, o korpusie zbudowanym z trzech segmentów, pyszniący się zwykle dwiema parami skrzydeł. Natomiast prawdziwe robaki to pozbawione odnóży bezkręgowce o obłym ciele (choć i ta definicja uchodzi dziś za przestarzałą). Za tak pojętego robaka nigdy nie uznalibyśmy żadnego owada, na przykład mrówki. Z kolei pająki, dżdżownice, stonogi, ślimaki czy skorpiony w ogóle nie są owadami, lecz należą do innych klas zwierząt, na przykład do pajęczaków, które są zaledwie daleko z tamtymi spokrewnione. Nie mogłam jednak nie uwzględnić kilku z nich w tej książce i proszę uczonych, by wybaczyli mi, iż postępując całkiem nieuczenie, wrzuciłam te wszystkie stworzenia do jednego wielkiego worka opatrzonego etykietą „robale”.
Do dzisiejszego dnia opisano ponad milion gatunków owadów na całym świecie. Szacuje się, że w chwili obecnej na naszej planecie żyje ponad kwadrylion osobników, co oznacza, że na każdego człowieka przypada ich po dwieście milionów. Gdyby ułożyć piramidę ze wszystkich żyjących na ziemi stworzeń, prawie cała zbudowana byłaby z owadów, pajęczaków i tym podobnych maleństw. Inne zwierzęta – łącznie z ludźmi – zajęłyby zaledwie niewielki fragment w rogu budowli. Przewaga liczebna bezkręgowców jest rzeczywiście olbrzymia.
Owady, a także ich wijących się, pełzających i biegających dalszych i bliższych krewniaków, darzę niepozbawionym przezorności szacunkiem i niezmąconym podziwem. Po tym wszystkim, czego się o nich dowiedziałam, nadal nie potrafię się zmusić, by rozgnieść robala. Ale patrzę na nie z większym zadziwieniem – i niepokojem – niż kiedykolwiek wcześniej.

Afrykańska pluskwa nietoperzowa

AFROCIMEX CONSTRICTUS

ROZMIAR:
5 mm

RODZINA:
pluskwowate (Cimicidae)

SIEDLISKO:
w pobliżu kolonii nietoperzy, zwykle na drzewach lub w jaskiniach, czasami na poddaszach i strychach domów

WYSTĘPOWANIE:
Afrocimex constrictus pochodzi ze wschodniej Afryki, ale spokrewnione z nim gatunki spotykane są na całym świecie, wszędzie tam, gdzie żyją dość liczne populacje nietoperzy, także na amerykańskim Środkowym Zachodzie

 
Gdy pewna rodzina z Karoliny Północnej odkryła u siebie w domu niewielkie, żywiące się krwią pasożyty, podobne do pluskwy domowej, nie miała pojęcia, że najgorsze dopiero przed nimi. Obecność insektów była oznaką, że na strychu zagnieździły się nietoperze
Niektórzy przedstawiciele rodziny pluskwowatych preferują krew nietoperzy, ale gdy bardzo zgłodnieją, rozglądają się też za innymi ciepłokrwistymi organizmami. Owady te nie jadają zresztą nazbyt często – dorosłemu osobnikowi wystarcza do przeżycia jeden krwisty posiłek rocznie – ale żeby uzyskać dość energii do reprodukcji, muszą kilkakrotnie uraczyć się krwią żywych nietoperzy. Nie zasiedlają ciał żywicieli, lecz trzymają się blisko nich w ciepłych i suchych zakamarkach strychów lub w dziuplach drzew i wychodzą na żer, gdy nietoperze powrócą nad ranem do swych kryjówek i zapadną w sen.
Wspomniana wyżej amerykańska rodzina, zaalarmowana obecnością pluskiew i nietoperzy w swoim domu, skontaktowała się z tępicielem szkodników. Specjalista poradził im, by poczekali do jesieni, kiedy młode nietoperze dorosną i zaczną wylatywać na zewnątrz. Wówczas będzie można pod ich nieobecność pozatykać pęknięcia i szczeliny wokół dachu. Stosując się do tych wskazówek, rodzina pozbyła się z domu nietoperzy – niestety, pluskiew nie dało się tak łatwo wyeliminować.
Gdy zniknęli ich naturalni żywiciele, insekty zaczęły wędrować po całym domu i żerować na ludziach. Dowodem na ich obecność są swędzące zaczerwienienia na skórze mieszkańców, często po dwa lub trzy obok siebie. Ukąszenia są na ogół nieszkodliwe, jednak zbyt intensywne drapanie może doprowadzić do stanu zapalnego lub zakażenia. Rzadko widuje się same owady, ponieważ zwykle wychodzą na żer podczas snu żywiciela. Przy swoich trzech milimetrach długości, owalnym kształcie, ciemnoczerwonym kolorze, żywiące się krwią nietoperzy pluskwowate są niemal nie do odróżnienia od pluskwy domowej, blisko zresztą z nimi spokrewnionej.
Sąsiedztwo tych owadów może być nieprzyjemne dla ludzi, ale nasz dyskomfort to nic w porównaniu z tym, co przechodzi samica pluskwiaka, gdy zaangażuje się w najbardziej intymny akt z przedstawicielem płci przeciwnej. Wszystkie żerujące na nietoperzach pluskwy charakteryzuje niezwykle brutalny sposób uprawiania miłości: samiec podczas aktu omija waginę samicy i swoim przerażająco ostrym penisem przebija jej odwłok. Jego nasienie dostaje się bezpośrednio do krwiobiegu partnerki – część dociera do narządów rozrodczych, a reszta zostaje wchłonięta przez organizm.
Nie jest to bynajmniej przyjemne dla samicy. W laboratoriach kolonie tych pluskwiaków szybko wymierają, ponieważ samice – by wyleczyć rany i bezpiecznie wydać na świat potomstwo – nie mają się gdzie schronić przed bolesnym i wyniszczającym zainteresowaniem samców. Samice żyjącego w Afryce gatunku Afrocimex constrictus obeszły problem, rozwijając całkiem nowy organ, którego zadaniem jest ograniczyć ukłucia samca do jednego konkretnego obszaru na odwłoku, gdzie rany szybciej się goją i wyrządzają mniejsze szkody.
Jakby tego wszystkiego było mało, kochliwe samce przebijają swoimi penisami także ciała innych samców, które – jeszcze bardziej niechętne takim amorom niż samice – wytworzyły wytrzymalszą wersję żeńskiego narządu w nadziei uchronienia się przed awansami swych oszalałych na punkcie seksu pobratymców. Rozwiązanie okazało się tak skuteczne, że zwróciło uwagę samic. Zaczynają więc naśladować samców, kopiując ich solidniejszą wersję żeńskiego organu rozrodczego. Ten niezwykły przypadek naśladowania przez samice samców naśladujących samice pewien uczony, zdezorientowany zawiłościami romantycznego życia pluskwiaków, nazwał „miłosnym łożem oszustów”.
 
Poznaj krewnych: Afrocimex constrictus i pozostałe żerujące na nietoperzach pluskwy są blisko spokrewnione z pluskwą domową i kilkoma innymi hematofagami, czyli owadami żywiącymi się krwią ciepłokrwistych zwierząt.