Miranda July, autorka „Pierwszego bandziora”, tym razem opowiada historie ludzi wierzących w to, że uda im się złowić szczęście.


Pasujesz tu najlepiejCzy potrafimy usiąść przy stole z kimś, kto był dla nas bardzo bliski, dopóki nie zaczął się spotykać z naszym partnerem? Czy na przekór doświadczanym absurdom wciąż wadzimy się z losem?

Czy pływaczka musi naprawdę pływać? Jak zwabić ukochaną osobę, kiedy nie mamy odwagi opowiedzieć jej o naszych potrzebach?

To nie poradnik, ale autorka udzieli nam pewnych życiowych podpowiedzi.

***

Pisarstwo July jest kapryśne, postaci czasem poruszają się jak we śnie… ale nikt tak dobrze jak ona nie rozumie podstawowych, ludzkich prawd i nikt nie mówi tak otwarcie o naszej potrzebie przynależności i akceptacji.
„The Guardian”

Te wspaniałe opowiadania mają jedną fantastyczną, niezbędną – chociaż rzadką – cechę: są zaskakujące.
George Saunders

Mistrzyni absurdu powraca. W opowiadaniach July kryje się znów neurotyczność z posmakiem czułej pokraczności, która nie irytuje, ale bezpiecznie balansuje na skraju absurdu i wyższej formy odczuwania. Bohaterowie July to samotnicy gotowi na ogromne przemiany, ale trzymani w ryzach przez własne lęki. Ich nieokiełznana wyobraźnia jest jak mechanizm zapalający fabułę, który nie wygasa w czytelniku po lekturze.
Księgarka na regale

Miranda July
Pasujesz tu najlepiej
Przekład: Łukasz Buchalski
Wydawnictwo Pauza
Premiera: 16 stycznia 2019
 
 

Pasujesz tu najlepiej


Wspólne patio

To wciąż się liczy, mimo że nastąpiło, kiedy był nieprzytomny. Liczy się wręcz podwójnie, ponieważ świadomy umysł często popełnia błędy, zakochuje się w niewłaściwej osobie. Ale tam w dole, w studni, gdzie brak światła, jest tylko tysiącletnia woda, mężczyzna nie ma powodów, żeby popełniać błędy. Bóg mówi: „Zrób to” – i to robisz, „Kochaj ją” – i tak też się dzieje. Jest moim sąsiadem. To Koreańczyk z pochodzenia. Nazywa się Vincent Chang. Nie uprawia hapkido. Gdy pada słowo „Koreańczyk”, niektórzy automatycznie myślą o koreańskim instruktorze hapkido Jackie Chana, wielkim mistrzu Kim Jin Palu. Ja myślę o Vincencie.

Jaka najstraszniejsza rzecz przytrafiła ci się kiedykolwiek w życiu? Czy miało to związek z samochodem? Czy stało się to na łodzi? Czy zrobiło to zwierzę? Jeśli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi „tak”, nie dziwi mnie to. Samochody ulegają kolizjom, łodzie toną, a zwierzęta po prostu są przerażające. Lepiej zrób sobie przysługę i trzymaj się z dala od nich wszystkich.

Żona Vincenta ma na imię Helena. Jest blond Greczynką. Farbowaną. Chciałam być uprzejma i o tym nie wspominać, ale wydaje mi się, że nie obchodzi jej, czy ktoś o tym wie. Co więcej, chyba celowo chce uzyskać taki look: pofarbowane włosy z rzucającymi się w oczy odrostami. Co by było, gdybyśmy się przyjaźniły? Co, gdybym pożyczyła od niej ciuchy, a ona by stwierdziła: „Na tobie wyglądają lepiej, powinnaś je zatrzymać”? Co, gdyby zadzwoniła do mnie zapłakana, ja zaś przyszłabym do niej, żeby ją pocieszać w kuchni, a Vincent próbowałby tam wejść, ale usłyszałby od nas: „Nie wchodź, to babska sprawa”? Jednym z powodów, dla których Helena i ja nigdy nie mogłybyśmy się zaprzyjaźnić, jest fakt, że jestem od niej chyba o połowę niższa. Ludzie trzymają się raczej własnego przedziału wzrostowego, ponieważ to mniej męczy szyję. Chyba że chodzi o uczucia romantyczne, w którym to wypadku różnica rozmiaru jest seksowna. Oznacza, że jesteśmy gotowi pokonać tę odległość.

Jeśli ogarnia cię smutek, zapytaj samego siebie, dlaczego tak jest. Następnie podnieś słuchawkę, zadzwoń do kogoś i podaj jej lub jemu odpowiedź na to pytanie. Jeśli nikogo nie znasz, zadzwoń na centralę i powiedz to komuś stamtąd. Większość osób nie wie, że pracownicy centrali muszą cię wysłuchać – jest takie prawo. Listonosz natomiast nie ma prawa wejść do twojego domu, ale możesz z nim rozmawiać w miejscu publicznym przez maksymalnie cztery minuty albo dopóki sam nie pójdzie – zależy, co nastąpi wcześniej.

Vincent siedział na wspólnym patio. Opowiem wam o tym patio. Jest wspólne. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że należy tylko do Vincenta i Heleny, ponieważ wychodzą na nie tylne drzwi ich mieszkania. Ale kiedy się wprowadzałam, właściciel powiedział, że patio przynależy zarówno do parteru, jak i do piętra. Ja mieszkam na piętrze. Powiedział: „Nie krępuj się z niego korzystać, ponieważ płacisz taki sam czynsz jak oni”. Nie mam jedynie pewności, czy powiedział Vincentowi i Helenie, że patio jest wspólne. Próbuję zademonstrować prawo własności przez okazjonalne zostawianie czegoś tam na dole, na przykład swoich butów, a raz położyłam tam chorągiewkę wielkanocną. Staram się też spędzać na patio dokładnie tyle samo czasu co oni. Dzięki temu wiem, że wszyscy dostajemy to, za co płacimy. Za każdym razem, kiedy ich tam widzę, zaznaczam to sobie w kalendarzu. Następnym razem, gdy patio jest puste, idę na nim posiedzieć i skreślam zaznaczenie. Czasem zostaję w tyle i na koniec miesiąca muszę sporo wysiedzieć, żeby nadgonić zaległości wobec nich.
Vincent siedział na wspólnym patio. Opowiem wam o Vincencie. Stanowi przykład Nowego Mężczyzny. Możliwe, że czytaliście artykuł o Nowych Mężczyznach w ostatnim numerze miesięcznika „Z Krwi i Kości”. Nowi Mężczyźni rozumieją własne uczucia nawet lepiej niż kobiety. Nowi Mężczyźni również płaczą. Nowi Mężczyźni chcą mieć dzieci, pragną je urodzić, więc czasem płaczą też dlatego, że nie mogą – po prostu nie ma miejsca, z którego mógłby wyjść noworodek. Nowi Mężczyźni tylko dają i dają, i dają. Vincent taki jest. Raz widziałam, jak robi masaż Helenie na wspólnym patio. Trochę ironiczna sytuacja, ponieważ to Vincent potrzebuje masażu. Cierpi na łagodną formę epilepsji. Właściciel powiedział mi to, kiedy się wprowadzałam – na wszelki wypadek. Nowi Mężczyźni często bywają delikatni, a do tego Vincent pracuje jako kierownik artystyczny, co jest bardzo nowomęskie. Powiedział mi o tym pewnego dnia, kiedy oboje wychodziliśmy z domu w tym samym czasie. Jest kierownikiem artystycznym czasopisma „Ponton”. To nadzwyczajny zbieg okoliczności, ponieważ ja jestem kierowniczką działu w drukarni, która czasami drukuje czasopisma. Nie drukujemy „Pontonu”, ale obsługujemy czasopismo o podobnej nazwie: „Pozytyw”. Właściwie to bardziej biuletyn informacyjny. Dla osób seropozytywnych.

Ogarnia cię złość? Uderz poduszkę. Czy to przyniosło ulgę? Ani trochę. W dzisiejszych czasach ludzie są zbyt wściekli, żeby boksowanie pomogło. Zamiast tego możesz spróbować dźgania. Weź starą poduszkę, połóż ją na trawniku przed domem i dźgnij wielkim, ostrym nożem. I jeszcze raz, i jeszcze. Dźgaj tak mocno, żeby ostrze noża wbiło się w ziemię. Dźgaj, aż poduszka całkiem się rozleci i będziesz tylko dźgać ziemię raz po raz, jakby próbując zabić ją za to, że nadal się kręci, jakby mszcząc się za to, że musisz żyć na tej planecie, dzień po dniu, w samotności.

Vincent siedział na wspólnym patio. Zostałam już trochę w tyle, jeśli chodzi o korzystanie z tej przestrzeni, więc trochę mnie zaniepokoiło, że widzę go tam pod koniec miesiąca. Później wpadłam na pomysł: mogę posiedzieć razem z nim. Założyłam bermudy i okulary przeciwsłoneczne, nasmarowałam się olejkiem do opalania. Chociaż był już październik, wciąż czułam się letnio, w głowie widziałam obraz lata. Szczerze mówiąc, było wietrznie i musiałam pobiec do domu po sweter. Kilka minut później wróciłam po spodnie. W końcu usiadłam na krześle ogrodowym obok Vincenta i patrzyłam, jak olejek przesącza się przez tkaninę w kolorze khaki. Powiedział, że zawsze lubił zapach olejku do opalania. W ten sposób bardzo taktownie zwrócił uwagę na moją sytuację. Bardzo taktowny – oto Nowy Mężczyzna. Spytałam go, jak tam sprawy w „Pontonie”, a on opowiedział mi zabawną historię o literówce. Pracujemy w tej samej branży, nie musiał więc tłumaczyć, że literówka to „błąd polegający na zamianie lub przestawieniu liter”. Gdyby dołączyła do nas Helena, musielibyśmy przestać używać branżowego żargonu, żeby nas rozumiała, ale nie dołączyła, ponieważ nie wróciła jeszcze z pracy. Pracuje jako asystentka medyczna, co może, ale nie musi, znaczyć to samo co pielęgniarka.
Zadawałam Vincentowi kolejne pytania, a jego odpowiedzi stawały się coraz dłuższe, aż w końcu dotarły do poziomu ciągu, w którym ja już nie musiałam pytać – on przemawiał. Było to niespodziewane, jakbym nagle znalazła się w pracy w weekend. Co ja tu robię? Gdzie moje Rzymskie wakacje? Gdzie mój Amerykanin w Paryżu? To tylko wciąż to samo, Amerykanin w Ameryce. W końcu przerwał i zmrużonymi oczami spojrzał w niebo, a ja sądziłam, że układa doskonałe pytanie do mnie – tak fantastyczne, że aby moja odpowiedź dorównała mu poziomem, będę musiała sięgnąć po wszystko, co wiem o sobie, o mitologii i o tej czarnej ziemi. Ale on zrobił pauzę tylko po to, żeby podkreślić to, co mówił: że projekt okładki właściwie nie był jego winą. W końcu i mnie o coś zapytał: czy ja uważam, że to jego wina, biorąc pod uwagę wszystko, co mi opowiedział? Spojrzałam w niebo tylko po to, żeby się przekonać, jakie to uczucie. Udawałam, że robię pauzę, zanim wyjawię mu sekret, który ukrywam w swojej piersi, czekając, czekając, czekając, żeby ktoś zauważył, że wstaję co rano, choć niby nie mam powodu, by żyć, ale wstaję tylko dzięki tej skrywanej radości, miłości Bożej, w mojej piersi. Opuściłam wzrok z nieba i spojrzałam mu w oczy: To nie twoja wina. Odpuściłam mu okładkę i wszystko inne. Fakt, że jeszcze nie jest Nowym Mężczyzną. Wtedy zamilkliśmy, nie zadał mi już więcej pytań. Wciąż cieszyłam się, że przy nim siedzę, ale tylko dlatego, że mam bardzo niskie oczekiwania względem większości ludzi, a on właśnie stał się Większością Ludzi.

[…]

 
Wesprzyj nas