Edward St Aubyn w powieści “Dunbar” wykorzystał fabułę słynnego dramatu elżbietańskiego, żeby opowiedzieć o szaleństwie współczesnego świata.


DunbarPotentat medialny Henry Dunbar, chciwy i bezwzględny osiemdziesięciolatek, pada ofiarą swoich dwóch równie wyrachowanych córek, które podstępem umieszczają ojca w sanatorium, chcąc przejąć rodzinny interes.

Dunbar planuje jednak ucieczkę. Aby uratować swoje imperium, musi szukać pomocy u najmłodszej córki, którą wcześniej wydziedziczył.

“Dunbar” to nowa powieść autora znakomitego cyklu Patrick Melrose, bezwzględnego portretu współczesnych klas wyższych, nawiązuje do Króla Leara Williama Shakespeare’a.

St Aubyn stworzył w powieści szereg pełnokrwistych, fascynujących postaci, na czele z głęboko tragicznym bohaterem tytułowym, i w typowy dla siebie, prześmiewczy sposób obnaża z chirurgiczną precyzją ich egoizm i zdeprawowanie.

Edward St Aubyn
Dunbar
Przekład: Maciej Płaza
Wydawnictwo W.A.B.
Premiera: 16 stycznia 2019
 
 

Dunbar


2

– No, ale dlaczego nie możesz mi powiedzieć, gdzie on jest? – dopytywała się Florence. – Przecież to także mój ojciec.
– Ależ oczywiście, że ci powiem, kochana – odparła Abigail chrapliwym głosem, w którym pobrzmiewał kanadyjski akcent przykryty grubą polewą angielskiego wykształcenia. Przytrzymując ramieniem słuchawkę telefonu, zapaliła papierosa. – Po prostu w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć, jak się to przeklęte miejsce nazywa. Obiecuję, że sprawdzę i każę komuś napisać ci to w e-mailu.
– Wilson aż tak bardzo się martwił o Henry’ego, że pojechał za nim do Londynu – powiedziała Florence. – A gdy Henry go zobaczył, od razu wywalił go z pracy. Po czterdziestu latach…
– Wiem. Czy to nie okropne? – Abigail zapatrzyła się bezmyślnie przez okno sypialni w oświetlone słońcem wieżowce Manhattanu. – Tatuś zrobił się bardzo mściwy.
– Wilson mówił, że nigdy dotąd nie widział go tak rozjuszonego. Wykrzykiwał coś do przechodniów na Hampstead High Street, po tym, jak przysłałaś mu jakąś opinię psychiatryczną. Bankomaty zatrzymały mu wszystkie karty kredytowe, a gdy się okazało, że telefon też ma odłączony, tak się wściekł, że cisnął go pod przejeżdżający autobus. Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść.
– Och, przecież wiesz, jaki to raptus.
– Nie o to mi chodzi. Nie rozumiem, w jaki sposób jego karty i telefon…
– Kochana, on dostał kompletnego hyzia. Policja znalazła go w Hampstead Heath, siedział tam w wydrążonym pniu drzewa i gadał do siebie.
– Gdyby każdy, kto gada sam do siebie, miał lądować w szpitalu psychiatrycznym, na świecie brakłoby ludzi do opieki.
– Teraz już naprawdę zaczynasz mnie wnerwiać. Doktor Bob uznał, że tatuś ma poważny epizod psychotyczny – powiedziała Abigail, z uśmiechem delektując się ironiczną sytuacją, że w chwili, gdy wspomina o doktorze Bobie, on leży obok niej. Bob uniósł oba kciuki na znak uznania, że opanowała fachową terminologię. – A teraz przebywa w bezapelacyjnie najlepszym i najbardziej komfortowym sanatorium w Szwajcarii. Ech, no nie mogę sobie przypomnieć jego nazwy, mam ją na końcu języka. Ale jeśli mam być szczera, kiedy tylko zobaczyłam ich stronę internetową, sama niemal miałam ochotę się tam wybrać. Tam jest jak w niebie! Przepraszam, że się zirytowałam. To nieprawda, że my dwie kochamy tatusia mniej niż ty. Przeciwnie, żyjemy jego sprawami dłużej niż ty, można więc powiedzieć, że kochamy go bardziej. Na zasadzie akumulacji przychodu. A mówiąc poważnie, rynki wciąż są przekonane, że to on rządzi trustem, więc jeśli rozejdzie się wieść, że Henry’emu Dunbarowi poplątało się w głowie, jutro może się okazać, że wartość naszych akcji spadła o miliard dolarów, a pojutrze o kolejny. Wystarczy jedna plotka.
– Nie obchodzi mnie wartość akcji. Chcę się tylko upewnić, że nic mu nie jest. Jeżeli ma kłopoty, chcę mu pomóc.
– Och, jakie to szlachetne z twojej strony! – powiedziała Abigail. – Niektóre z nas pomagały mu już wcześniej, mianowicie w kierowaniu firmą Dunbar Trust, bo właśnie tym, jeśli tego nie zauważyłaś, tatuś zajmował się przez całe nasze życie. Wiem, że wolałaś nie tykać tej „brudnej walki o władzę”, zostać artystką i wychowywać dzieci w „zdrowym psychicznie środowisku”. Gdzieżbyś miała zajmować się czymś tak prostackim jak ceny akcji! Przynamniej póki własne udziały co miesiąc zapewniają ci wpływy na konto.
– Och, przestań truć, Abby. Chcę się z nim tylko zobaczyć, to wszystko. Proszę, przyślij mi jak najszybciej e-mailem adres tego sanatorium.
– Ależ oczywiście, kochana. Nie ma sensu się kłócić, to zbyt… O, rozłączyła się – powiedziała Abigail i cisnęła telefon na nocny stolik. – Boże, ta dziewczyna działa mi na nerwy. – Wśliznęła się z powrotem do łóżka, pozwalając, by szlafrok zsunął się z niej na podłogę. – Czasem mam ochotę własnoręcznie ją ukatrupić.
– Nie robiłabym tego – odezwała się Megan, leżąca po drugiej stronie doktora Boba, niebezpiecznie znudzona. – Lepiej wynająć zawodowca.
– Myślisz, że mogłybyśmy odliczyć to sobie od podatku? – spytała Abigail. – Jako „usługę profesjonalisty”?
Megan, która obnosiła się ze swoim nadąsaniem, tym razem pozwoliła sobie na uśmiech.
– Dziewczęta! – zawołał doktor Bob z udawanym przerażeniem. – Przecież to wasza siostra.
– Przyrodnia – poprawiła go Megan.
– Byłybyśmy w pełni zadowolone, gdybyś usunął jej chirurgicznie tę część, która nie jest z Dunbarów. Prawda, Meg?
– Tak, to byłby rozsądny kompromis – stwierdziła Megan.
– Po matce ma długie nogi.
– I oczy.
– Tak czy owak, musimy ją przetrzymać jeszcze tylko pięć dni. Po czwartkowym zebraniu będziemy miały za sobą cały zarząd. Najwyższy czas pozbawić tatusia stanowiska „prezesa niewykonawczego”. Co za bzdurna funkcja. Zupełnie jakby ktoś się domagał niemokrej wody.
– Bardzo mi się podobał twój e-mail – powiedziała Megan z nagłym ożywieniem. – „Nie dostałaś ostatniego memorandum? TATUŚ ZAMIERZA ŻYĆ WIECZNIE”.
– Wiem, że nie powinnam się z tego śmiać – powiedziała Abigail – ale gdy sobie wyobrażę, jak on idzie po Hampstead High Street i wrzeszczy: „Ma być po mojemu! Ma być po mojemu!”…
– To najlepsze podsumowanie jego inteligencji emocjonalnej – powiedziała Megan. – Wrzasnąć „ma być po mojemu” i albo dopiąć swego, albo kogoś wywalić. Pamiętasz, jaki miał wyraz twarzy, gdy powiedziałyśmy, że nie wyślemy mu Global One do Londynu?
– „Po co ci jumbo jet?”, spytałam. „Możesz wziąć któregoś z gulfstreamów, są o wiele przytulniejsze”. Myślałam, że dostanie zawału.
– „Gulfstreamów?” – powiedziała Megan, przedrzeźniając ojca jak rozkapryszone dziecko. – „Ty mnie chyba z kimś mylisz! Za kogo ty mnie bierzesz? Za jakiegoś zwykłego bogacza?”.
– Zawsze powtarzał, że w interesach nie wolno kierować się sentymentami, i my teraz po prostu robimy to, czego nas nauczył – stwierdziła pokornie Abigail. – On z całą pewnością nie kierował się sentymentami, gdy walcząc o prawo do opieki nad nami, zamknął mamusię w psychiatryku. Niech teraz sam skosztuje własnego lekarstwa. I twojego – zwróciła się do doktora Boba, jak gdyby nie chciała, by poczuł się odtrącony. – Co ty właściwie mu dałeś?
– Nieswoisty destymulant. Miał sprawić, że będzie bardziej podatny na sugestie, czyli w niekorzystnych sytuacjach stanie się bardziej paranoiczny – odparł doktor Bob, mając nadzieję, że w pokoju nie ma podsłuchu.
– Swoją drogą, to żałosne, że tak niewiele trzeba. Gdzie twoje wewnętrzne zasoby, Dunbar? – powiedziała Megan szyderczo. – Zabrać forsę, telefon, samochód, doradców, poprosić zaprzyjaźnionego psychiatrę o zadanie kilku zdecydowanych pytań, dodać szczyptę sztucznie wywołanej paranoi i proszę: tyle wystarczyło, by zaczął skomleć i wczołgał się do pustego drzewa w Hampstead Heath.
– I tak miał szczęście, że znalazł puste drzewo – powiedziała Abigail tonem niani napominającej dziecko, by przestało narzekać i doceniło dobre strony swojego położenia.
– Najlepsze jest to, że wywalił najbardziej lojalnego sojusznika – stwierdziła Megan. – To już przechodzi ludzkie pojęcie. Miałybyśmy poważny problem z pozbyciem się Wilsona, natomiast z żalem przyjąć ostatnią rozsądną decyzję ojca i skreślić jego adwokata z listy członków zarządu to zupełnie co innego. Istne spełnienie marzeń!
– No cóż – powiedział doktor Bob, pragnąc zakończyć rozmowę o upadku swojego byłego pacjenta – ja tylko chcę powiedzieć, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie.
Zaczął wybijać rytm na podniesionym udzie i zanucił piosenkę z filmu Kabaret, która uporczywie chodziła mu po głowie:
– Bidli di di di, dwie panie! Bidli di di di, dwie panie! Bidli di di di, i tylko jeden pan, ja!
– Błagam, przestań śpiewać tę okropną piosenkę – powiedziała Megan. – Nasz wygodny ménage à trois nie potrzebuje ilustracji muzycznej.
– Racja – potwierdziła Abigail, udając, że gasi papierosa w wyimaginowanej popielniczce na piersi Boba, a potem zmienia zdanie i robi to w rzeczywistej popielniczce na stoliku.
– Jesteście naprawdę dobrane – stwierdził Bob. – Mężczyzna może poczuć się przy was zagrożony.
– Przecież lubisz czuć się odrobinę zagrożony, nie wypieraj się. – Abigail chwyciła jego sutek i przekręciła go mocno.
Doktor Bob wstrzymał oddech i zamknął oczy.
– Mocniej! – jęknął.
Megan gorliwie dołączyła do zabawy, wbijając zęby w drugi sutek.
– Za mocno! – krzyknął Bob. – O Jezu!
Megan ze śmiechem podniosła na niego wzrok.
– O Jezu! – powtórzył Bob, wyślizgując się spomiędzy wygiętych jak nawiasy ciał obu kobiet.
– Mięczak – powiedziała Abigail.
– Przepraszam was na chwilę, muszę sobie zszyć sutek. Nie chcę skończyć jako jedyny mężczyzna w Ameryce z niezamierzonym przeszczepem piersi.
Bob chwycił swoją lekarską torbę, która wyglądała raczej jak luksusowa walizeczka, i nago popędził do łazienki. Gdy chwilę później oglądał w lustrze ranę na piersi, widział wszystko w dziwnym niebieskim odcieniu (delikatny efekt uboczny viagry), a twarz miał mocno zarumienioną (wyraźniejszy efekt uboczny viagry). Nienasycone siostry wysysały z niego wszystkie siły. Spośród efektów ubocznych viagry najbardziej obawiał się priapizmu.
Na widok zawartości swojej torby natychmiast odzyskał poczucie bezpieczeństwa, tak bardzo mu w tej chwili potrzebne. W górnej części torby znajdowały się buteleczki z preparatami do wstrzykiwania, poprzypinane skórzanymi uchwytami na rzepy: ketaminą, diamorfiną oraz tym, czego potrzebował w tej chwili, czyli chlorowodorkiem lidokainy – środkiem znieczulającym, koniecznym podczas zszywania nadgryzionego sutka. Wyjął buteleczkę lidokainy ze środkowego uchwytu w drugim rządku i postawił na brzegu wanny. Na niższej półeczce torby znajdował się zestaw narzędzi: skalpele, retraktory, kaniule, piłka do cięcia kości, stetoskop, klemy naczyniowe i wiele innych, każde w dopasowanej przegródce wyściełanej purpurowym atłasem. Bob uniósł tę półeczkę i odsłonił najniższą, z ciasnym szeregiem leków w identycznych cylindrycznych pojemniczkach pomarańczowej barwy. Wysypał dwie tabletki percocetu i połknął je. Pod wpływem impulsu, chcąc zneutralizować narkotyczne działanie środka przeciwbólowego i zachować pełną przytomność, zażył też deksedrynę. Przy siostrach Dunbar nie można być oszołomionym.
Wstrzyknąwszy sobie lidokainę w mięsień piersiowy, Bob otworzył specjalną przegródkę walizeczki i wyjął mocne okulary ze szkłami w kształcie półksiężyców. Zapalił lampki wokół powiększającego lusterka do makijażu i w ich jasnym świetle przystąpił do oględzin rany. Wykonanie operacji na sobie samym wymagało nie lada zręczności: musiał rozewrzeć ranę kleszczykami, a potem zszyć krawędzie, posługując się igłotrzymaczem i czarną nicią. Jego umiejętności i doświadczenie szybko zaowocowały rządkiem pięknego ściegu, z jednym drobnym kawałeczkiem nici sterczącym na końcu szwu.
Bob nie mógł się nadziwić nikczemności Megan. To ją powinno się zamknąć w psychiatryku, nie jej ojca. Mógł wyobrazić sobie (mgliście) przyszłość u boku Abigail, pomijając to, że była już trochę podstarzała i absurdalnie zmanierowana, jak przystało na kogoś, kto w młodości zanadto przesiąkł snobistyczną atmosferą elitarnej brytyjskiej szkoły z pensjonatem. Abigail na co dzień bywała amoralna, niekiedy konwencjonalnie moralna, a często oportunistycznie niemoralna – czyli w sumie normalna, tak jak on. Megan natomiast była pieprzoną psychopatką; okazywała uczucia w taki sposób, że powinno się ją zamknąć w szpitalu, i to odpowiednio wyposażonym, bo tylko taki mógł sobie z nią poradzić. Bob wiedział, że prędzej czy później musi się pozbyć ich obu. Na razie jednak przyjął łapówkę, na którą składało się miejsce w zarządzie, honorarium w wysokości sześciu i pół miliona dolarów oraz opcja na zakup pół procenta akcji Dunbar Trust. Była to cena za wystawienie zaświadczenia, że osiemdziesięcioletni staruszek w sztucznie wywołanym stanie pobudzenia nie może już kierować jednym z najbardziej rozbudowanych imperiów biznesowych na świecie. Niezły układ. Bob już od dwunastu lat pomału gromadził udziały: dostawał je od Dunbara w prezencie na Boże Narodzenie, inwestował w nie również wszystkie oszczędności.
Rozległo się pukanie do drzwi łazienki. Doktor Bob sięgnął po rolkę plastra, odruchowo szukając dodatkowej ochrony.
– Mogę wejść? – spytała Megan cicho, niemal przepraszająco.
– Wejdź. – Bob pospiesznie uciął długi kawałek plastra.
Megan weszła do łazienki i pocałowała go w ramię.
– Przepraszam. Wiem, że trochę przesadziłam.
– Wybaczam ci.
Megan leciutko przesunęła paznokciami po jego klatce piersiowej w dół, aż po kość biodrową. Viagra znów zaczęła działać.
– Tutaj. – Megan usiadła na skraju marmurowego blatu i owinęła się nogami wokół jego bioder. – Weź mnie tutaj.
Bob odłożył plaster i chwycił ją za tylne części ud, tuż nad kolanami. Megan opuściła swoje silne nogi, przyciskając mu ręce do blatu i unieruchamiając je, a potem błyskawicznym ruchem, godnym drapieżnego ptaka, wgryzła się ostrymi zębami w ranę na jego piersi.
– Mam cię! – zaśmiała się triumfalnie.
Bob odskoczył do tyłu, uwalniając ręce.
– Ty wściekła suko! – wrzasnął.
– Nie mów tak do mnie! – upomniała go Megan. – Bo wypatroszę cię jak rybę.
Bob policzył do dziesięciu, tak jak często nadaremnie radził Dunbarowi, w nadziei, że pomoże mu to powściągnąć emocje.
– Przepraszam.
– Mam nadzieję, że szczerze. – Megan zeskoczyła z blatu i stanęła przed nim. Chwyciła sterczący koniuszek czarnej nici i pociągnęła mocno.
– A to za wyzwiska.
– Najzupełniej zasłużyłem – przytaknął Bob. Krew płynęła z otwartej na nowo rany.
– Czas na mnie, gołąbeczki. – Abigail zajrzała do łazienki. – Muszę wracać do mojego upiornego męża.
– A ja do prochów mojego – powiedziała Megan, mijając ją w drzwiach.
– Nie zapomnij, że dziś przychodzisz na kolację – powiedziała Abigail do Boba.
– Jak mógłbym zapomnieć?
Jak mógłby o tym zapomnieć? Cała ich trójka była już nierozłączna, niczym ekipa alpinistów spięta jedną liną o zachodzie słońca na tym samym lodowym urwisku.